Rozdział 4
RORY
Pocałowałam Iana na pożegnanie, kiedy szedł do biura. Odkąd przyjechał do Paryża, byliśmy ze sobą przez cały czas i dziwnie się czułam, kiedy wychodził, chociaż wiedziałam, że to tylko chwila. Jutro był dzień odwiedzin w Hudson Rock i nie mogłam się doczekać, żeby zobaczyć Stephena. Kontaktowaliśmy się ze sobą co czwartek przez Skype'a, kiedy byłam w Paryżu, ale mimo wszystko tęskniłam za nim i nie mogłam się doczekać, żeby go uściskać.
Podeszłam do pianina i musnęłam palcem obudowę. Usiadłam, ułożyłam palce na klawiaturze i zagrałam Chopina. Zatraciłam się w melodii, ale tym razem nie musiałam przenosić się do innej rzeczywistości. Ta, która mnie otaczała, była idealna, a ja byłam szczęśliwa. Kiedy do pokoju weszła Mandy z uśmiechem na twarzy, przestałam grać i uściskałam ją.
- Rory, tak się cieszę, że wróciłaś. Bez ciebie było strasznie. Pan Braxton był przybity, a ja tak się bałam, że już nigdy cię nie zobaczę - powiedziała i mocno mnie przytuliła.
- Tęskniłam za tobą, Mandy. Już tu zostanę. - Uśmiechnęłam się.
- Tak się martwiłam, że nie wrócisz do pana Braxtona. Wiedział, że za tobą tęskniłam, bo przyszedł do mnie tego dnia, kiedy wyjeżdżał do Paryża i powiedział, żebym się nie martwiła, bo zamierza przywieźć cię z powrotem.
- I przywiózł. Jak ci się udały wakacje? - spytałam.
- Dobrze, dziękuję.
- A co u córki?
- Wszystko w porządku. Tak między nami, pan Braxton dał mi podwyżkę w prezencie gwiazdkowym. Powiedział, że dobrze się spisuję i zasłużyłam sobie na nią.
Zrobiło mi się ciepło na sercu na myśl o tym, że Ian robi to dla Mandy. W końcu się otworzył i stał się człowiekiem, jakim miał być, zanim zostawiła go matka.
- To wspaniale, Mandy. Bardzo się cieszę. Kiedy będę mogła poznać twoją córkę?
- Oj, nie wiem, pan Braxton chyba nie pozwoli mi jej tu przyprowadzić. Nie przepada za dziećmi.
Byłam zdumiona, słysząc od Mandy coś takiego. Ian i ja nigdy nie rozmawialiśmy o dzieciach, więc chyba nie wiedziałam, jakie ma zdanie na ich temat. Moje myśli powędrowały wstecz do dnia, kiedy byli tu Connor i Ellery a on trzymał Julię. Widać było, że czuje się bardzo niezręcznie, a kiedy mnie zobaczył, od razu oddał mi dziecko.
- Nie przejmuj się Ianem. Poradzę sobie z nim. Bardzo chciałabym poznać twoją córkę. Jak ma na imię?
Mandy spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Molly.
- To ładne imię.
- Dziękuję, Rory. Powinnam wracać do pracy. - Odwróciła się i odeszła.
Weszłam na górę, żeby przenieść parę rzeczy z mojego pokoju do sypialni Iana. Kiedy znalazłam się na górze, ruszyłam korytarzem, ale przystanęłam i wpatrywałam się w drzwi do "tego pokoju". Położyłam dłoń na gałce, która, ku mojemu zaskoczeniu, przekręciła się. Powoli pchnęłam drzwi i westchnęłam na widok wnętrza. Ściany nie były już szare. Były w kolorze delikatnej żółci i wieńczyła je sztukateria. Na środku stało duże łóżko z piękną narzutą. Przy ścianie, na której wcześniej wisiały wieszaki, stała biała komoda, a w rogu piękna, pasująca do niej szafa. Byłam zaskoczona i musiałam się rozejrzeć, żeby się upewnić, że to ten sam pokój, który widziałam nie tak dawno.
- Podoba ci się? - usłyszałam za sobą głos Iana.
Podskoczyłam i położyłam sobie dłoń na sercu.
- Ian, przestraszyłeś mnie.
- Przepraszam, kochanie. - Ujął mnie za ramiona.
- Dlaczego już wróciłeś? - spytałam.
- A nie chcesz mnie tu?
- Oczywiście, że chcę. Myślałam tylko, że dłużej cię nie będzie.
- Wziąłem to, co mi było potrzebne i wyszedłem. Prawdę mówiąc, tęskniłem za tobą, mogę popracować w domu.
- Och, kochanie - powiedziałam, odwróciłam się i go przytuliłam. - Ja też za tobą tęskniłam.
- Odpowiedz mi na pytanie. Podoba ci się?
- Tak. Pokój wygląda cudownie. Ale dlaczego? - spytałam, unosząc wzrok i położyłam dłoń na jego policzku.
- Chciałem się pozbyć wspomnień, tego, co oznaczały, wszystkiego. Pokój był dla mnie odskocznią, mogłem dać ujście bólowi, jaki czułem. Kobiety, które tu przyprowadzałem, były przyzwyczajone do tego rodzaju seksu. Ale ty. - Uśmiechnął się łagodnie. - Ty byłaś inna. Tobie ani z tobą nie chciałem robić żadnej z tych rzeczy. Byłaś taka niewinna, jedyne, co mogłem sobie wyobrażać za każdym razem, kiedy na ciebie patrzyłem, to jak kocham się z tobą najbardziej namiętnie, jak potrafię.
- Och, Ian - wyszeptałam i delikatnie pogłaskałam go po policzku.
Pochylił się i pocałował mnie w usta, a potem odwrócił się i zatrzasnął drzwi.
- Co robisz? - spytałam.
Nie musiał nic mówić, jego uśmiech powiedział wszystko.
- Chcę się z tobą kochać w tym pokoju, teraz. Chcę stworzyć nowe wspomnienie z tego miejsca i zrobić to z tobą.
- Z przyjemnością. - Uśmiechnęłam się, a moje palce zręcznie ściągnęły mu koszulę przez głowę.
Kochaliśmy się, a potem Ian poszedł popracować do gabinetu, więc włożyłam strój treningowy i zeszłam do siłowni. Najpierw przez chwilę pobiegałam na bieżni, a potem przeniosłam się przed worek treningowy. Teraz, kiedy z Ianem wszystko było idealnie, moje myśli nie przestawały krążyć wokół tego, co ciotka Nancy powiedziała o tacie. Zostawił moją mamę, kiedy się dowiedział, że jest w ciąży, i porzucił dzieci. Ogarnęła mnie rozpacz; zastanawiałam się, czy moje życie wyglądałoby inaczej, gdyby ojciec został. Czułam nieodpartą potrzebę, żeby się z nim spotkać. Byłam wściekła i zraniona przez mężczyznę, którego nie miałam okazji poznać. Zeszłam z bieżni, owinęłam dłonie, włożyłam rękawice i zaczęłam okładać worek. Bum. Bum. Cios. Cios. Im więcej o nim myślałam, tym mocniej waliłam. On pewnie nawet nie wiedział, że ma bliźniaki. Ta myśl trawiła mnie, kiedy okładałam worek. Pot kapał mi z czoła przy każdym ciosie i kopniaku.
- To mi przypomina, że lepiej cię nie denerwować.
Wycelowałam jeszcze kilka ciosów w worek i przerwałam. Stałam, próbując złapać oddech. Ian podszedł do mnie i podał mi ręcznik.
- Co to miało znaczyć? Nie zrozum mnie źle, kochanie, to był cholernie seksowny widok, ale poważnie mówiąc, wyglądało to tak, jakbyś zamierzała oderwać worek od sufitu.
- Myślałam o tacie. - Otarłam twarz ręcznikiem.
- Zastanawiałem się, jak długo trzeba będzie czekać na efekt słów Nancy.
- Podziałały od razu, ale ktoś inny zaprzątał mi myśli i nie było miejsca na inne przemyślenia. - Pocałowałam go w usta.
- Podniecasz mnie, Rory. Stoję tu, patrzę na ciebie i marzę, żebym to ja przyprawiał cię o pot. - Puścił do mnie oko.
- Jesteś seksowny, panie Braxton, ale muszę wziąć prysznic. Zaczynam śmierdzieć.
- Tak, czuję.
- Dupek. - Szturchnęłam go żartobliwie w ramię.
Ian wziął mnie na ręce, przerzucił sobie przez ramię, dał mi klapsa i zaniósł mnie na górę.
- Teraz panią ukarzę, panno Sinclair, i nie spodoba się to pani.
Nie mogłam przestać się śmiać za każdym razem, kiedy dawał mi klapsa.
- Jakoś mi się wydaje, że twoja kara sprawi mi przyjemność.
- Miło cię widzieć, Rory. Trochę się martwiłam, że przestałaś przychodzić na nasze sesje - powiedziała doktor Neil.
- Przepraszam, pani doktor. Powinnam była zadzwonić, ale wszystko potoczyło się tak szybko.
- Opowiedz mi, jak się wam układa z Ianem.
Zamiast o przeszłości, rozmawiałyśmy z doktor Neil o moim związku z Ianem. Myślałam, że zamknęłam ten rozdział po wizycie w Indianie, ale myśli o ojcu nie dawały mi spokoju. Kiedy skończyłyśmy rozmawiać o Ianie, powiedziałam jej, co Nancy powiedziała o moim ojcu.
- Jakie w tej chwili żywisz uczucia do ojca? - spytała.
Spojrzałam na swoje dłonie i zaczęłam się bawić paznokciami.
- Jestem na niego zła.
- Dlaczego? - spytała.
- Bo porzucił nie tylko moją matkę, ale i dzieci. Chyba nawet nie wie, że jest nas dwoje.
- Masz na myśli bliźniaki?
- Tak.
- Gdybyś miała się z nim spotkać, co byś mu powiedziała?
Spojrzałam na nią i nie odpowiedziałam. Wiedziałam, co chcę powiedzieć, ale za bardzo się bałam, bo gdybym się odezwała, zranienie i uczucie odrzucenia stałyby się zbyt realne.
- Rory, co byś mu powiedziała, gdyby stał w tym pokoju? - spytała znów.
Wstałam z leżanki i podeszłam do kominka, nad którym wisiał obraz. Przedstawiał dwie kobiety patrzące na siebie przez szybę. Jedna była ubrana na czarno, a druga na biało, ale była to ta sama osoba.
- Powiedziałabym mu, że go nienawidzę. Powiedziałabym mu, że jest okropnym człowiekiem, skoro odszedł w taki sposób, porzucając własne dzieci.
- W porządku, to początek - powiedziała doktor Neil. - Myślisz, że chciałabyś go odnaleźć i powiedzieć, co czujesz? Może dowiedzieć się, dlaczego odszedł?
- Myślałam o tym. Chcę, żeby wiedział, co zrobił i jak jego dzieci dorastały - powiedziałam, a z oczu zaczęły mi płynąć łzy. - Chcę się po prostu dowiedzieć, czy ma choć trochę wyrzutów sumienia. Muszę poznać prawdę.
Odwróciłam się, kiedy odezwał się zegarek, informując, że sesja się skończyła. Doktor Neil wstała z fotela i podała mi chusteczkę.
- W porządku, Rory. Porozmawiamy o tym na kolejnej sesji. Może dobrze by ci zrobiło, gdybyś pogadała o tym z Ianem. Biorąc pod uwagę, że matka go zostawiła, kiedy był dzieckiem, wydaje mi się, że w pewien sposób moglibyście sobie nawzajem pomóc.
Chwyciłam torebkę z leżanki i lekko uściskałam doktor Neil.
- Dziękuję, pani doktor. Może tak zrobię.
Kiedy wychodziłam z gabinetu, zadzwonił telefon. Wyjęłam go z kieszeni i zobaczyłam, że to Ian.
- Cześć, kochanie.
- Cześć, złotko. Wracasz do domu?
- Tak, właśnie wyszłam od doktor Neil i wsiadam teraz do samochodu.
- To dobrze. Pójdziemy dziś na kolację z Adalynn i Danielem. Chcę porozmawiać o ślubie.
- Brzmi nieźle. Niedługo będę w domu. Kocham cię.
- Ja też cię kocham, skarbie. Pośpiesz się. Tęsknię za tobą.
Przez całą drogę do domu moje myśli krążyły wokół ojca i słów doktor Neil na temat tego, żeby go znaleźć. Z Ianem wszystko układało się znakomicie i rozpoczęłam nowe życie. Czy naprawdę chcę to wszystko spieprzyć, wciągając w nie ojca?
Wjechałam na podjazd, weszłam do domu i skierowałam się prosto do kuchni. Ian stał przy blacie i jadł jagodową babeczkę, a Mandy zmywała naczynia w zlewie.
- Witaj w domu, kochanie. - Uśmiechnął się.
Podeszłam do niego, pocałowałam go w usta i poczułam smak jagód.
- Dziękuję, skarbie. Chyba smakowała ci ta muffinka.
- Jak zawsze.
Posłałam mu uśmieszek i przywitałam się z Mandy.
- Jak tam wizyta? - spytał Ian.
- W porządku. Jeżeli nie masz nic przeciwko temu, nie chciałabym o tym rozmawiać w tej chwili.
- Kochanie, co się stało? - spytał Ian, chwytając mnie za rękę.
- Nic. Rozmawiałyśmy o moim ojcu. Nie chcę o tym w tej chwili myśleć ani gadać.
- Dobrze. Porozmawiamy, kiedy będziesz gotowa.
Ian odłamał kawałek jagodowej babeczki i podał mi go.
- Weź, jagodowe muffinki są dobre na wszystko. - Uśmiechnął się.
- Twoja obsesja na punkcie jagodowych babeczek zaczyna mnie martwić.
- Tak? Cóż, mam jeszcze jedną obsesję. - Wziął mnie na ręce, wyniósł z kuchni i wniósł na górę, do naszej sypialni.