Kepler62. Część szósta. Tajemnica - Bjorn Sortland, Timo Parvela


Reflow text when sidebars are open.
1.
Moje ciało odmawia wykonywania poleceń mózgu.
Nogi, brzuch, płuca - wszystko protestuje. Czuję w ustach smak krwi. Nie sądziłam, że to się może naprawdę wydarzyć. Ale co ja tam wiem? Zawsze robiłam sobie wolne od lekcji wuefu i innych form aktywności fizycznej. Za to płacę. Powinnam była poświęcić więcej czasu na sport. Bo teraz muszę biec, ile sił w nogach. Złapać dziecko, które nam uciekło. To niewiarygodne, ile energii i uporu może drzemać w dziesięciolatku.
Musimy go dogonić, zanim straci przytomność.
Śnieg zaczął topnieć, więc jest nam łatwiej niż za ostatnim razem.
Zaczyna wiać. Pogoda okazała się nie tak korzystna, jak początkowo sądziliśmy. Tylko dlaczego zmienia się tak szybko?
Smak krwi w ustach przywodzi na myśl zardzewiałe żelazo. Ale na szczęście nie jestem sama.
Ari dopada Joniego jako pierwszy, musi się na niego rzucić, by go zatrzymać.
- Nie, nie, nie. Puszczaj! - wrzeszczy Joni.
- Ale gdzie ty się wybierasz? Dlaczego uciekasz?
Joni wlepia w nas wzrok. Widzę, że Ari jest zdenerwowany, jego brat nie mruga ani nic w tym stylu, wpatruje się tylko w przestrzeń. Tak długo, że do oczu napływają mu łzy.
Wygląda, jakby ktoś go zapauzował. Dość długo był chory. To z pewnością wielkie obciążenie dla tak drobnego ciała.
- Wszystko przeze mnie - mówi Joni.
- Co takiego? - pytam.
- Zabiłem ich. Zabiłem Szeptaczy. Nie zasługuję, żeby z wami być. Muszę znaleźć jakichś innych Szeptaczy, poprosić ich o wybaczenie, muszę...
Joni traci nagle przytomność i osuwa się na ziemię, zupełnie jakby ktoś odłączył go od prądu.
- To wina Olivii - mówi Ari, pochyla się i bierze brata na ręce. - To wszystko jej wina.
Chwytam bezwładną dłoń Joniego.
- Nie jestem lekarką, ale puls ma chyba w normie, mimo że tak długo biegł. Oddycha spokojnie, kolor skóry też jest raczej w porządku. Myślę, że to nic poważnego.
Kładziemy Joniego na sankach z metalowych płyt. Ciągniemy go za sobą z powrotem do bazy. Staramy się iść szybko, śnieg już się topi, mimo że godzinę temu było jeszcze biało. Ta planeta jest naprawdę dziwna.
Czasami wydaje mi się, że pogodą sterują tu nie tylko siły natury.