Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. Michael Robbins - amerykański poeta, autor dwóch zbiorów wierszy. [wróć]
2. Black Lives Matter - ang. "Czarne życie też się liczy", ruch, którego celem jest walka z przemocą wobec osób czarnoskórych [wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki]. [wróć]
3. Kalief Browder - młody czarnoskóry Amerykanin, który po trzech latach bezprawnego przetrzymywania w areszcie po rzekomej kradzieży plecaka targnął się na swoje życie w 2015 r. [wróć]
4. Sam Kinison - amerykański komik, który w czasie swoich występów zaczynał nagle głośno krzyczeć. [wróć]
5. Wall (ang.) - ściana. [wróć]
6. Lower East Side - dzielnica Manhattanu w Nowym Jorku. [wróć]
7. Thomas Kinkade - amerykański malarz światła z przełomu XX i XXI w. [wróć]
8. Brązowa Gwiazda - odznaczenie Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych przyznawane za odwagę w obliczu nieprzyjaciela, bohaterstwo lub przykładną służbę. [wróć]
9. Neil Young - kanadyjsko-amerykański gitarzysta, wokalista i kompozytor rockowy; Rick James - amerykański muzyk funky, kompozytor i autor tekstów; Joni Mitchell - kanadyjska wokalistka, laureatka dziewięciu nagród Grammy; Buffy Sainte-Marie - piosenkarka, kompozytorka, aktorka i działaczka społeczna wywodząca się spośród rdzennych mieszkańców Kanady; Gordon Lightfoot - kanadyjski gitarzysta i piosenkarz folkowy. [wróć]
10. West Village - dzielnica nowojorska, część Manhattanu, pełna butików znanych projektantów, eleganckich restauracji i stylowych kamienic; East Village - dzielnica nowojorska, część Manhattanu, słynąca z koncertów, lokali muzycznych, modnych restauracji i - w ogóle - życia nocnego. [wróć]
11. Gitanes - francuska marka papierosów. [wróć]
12. Reddit AMA - serwis Reddit, w którym użytkownicy zadają pytania celebrytom. [wróć]
Prolog. Radio wolne "albumen"
PROLOG
RADIO WOLNE "ALBUMEN"
1. Fikcyjny Keanu
Fałszywy Keanu miał zeza i maseczkę chirurgiczną, i absolutnie nie
wyglądał na prawdziwego. Zanim jednak zostało to oficjalnie
potwierdzone, można było poczuć ekscytację z faktu samej możliwości
przebywania w tej samej co on rzeczywistości.
Był ostatni weekend maja 2020 roku, minęło pięć dni, odkąd policja w Minneapolis zabiła George'a Floyda. Miliony osób wyszły na ulice, nie
tylko w kraju, ale i za granicą - i to mimo pandemii - by wykazać
solidarność z ruchem Black Lives Matter2 oraz z ofiarami
przemocy z rąk policji.
W tłumie protestujących znalazły się także słynne postaci. John Boyega
oraz pozbawiona maseczki Madonna wyszli na ulice w Londynie. Ariana
Grande i Fiona Apple dołączyły do demonstracji w Los Angeles. W Santa
Monica Timothée Chalamet niósł tabliczkę z wypisanym odręcznie imieniem
Kaliefa Browdera3, a Halsey została postrzelona gumową kulą.
Z kolei 30 maja przez krótką chwilę, pomiędzy godziną 14.54 a 16.47
czasu wschodniego, użytkownicy mediów społecznościowych byli święcie
przekonani, że pośród uczestników blokady samochodowej w Baltimore
znalazł się Keanu Charles Reeves - pięćdziesięciopięcioletni basista z Los Angeles, wydawca książek artystycznych, człowiek, który przeżył
niejeden wypadek motocyklowy, nie ukończył nigdy szkoły średniej i zarabiał na życie jako aktor.
Wiadomość na Twitterze, która zapoczątkowała całe to szaleństwo,
brzmiała: "Mój chłopak dzisiaj protestuje w Baltimore". Towarzyszyło jej
zdjęcie mężczyzny z maską na twarzy, ciemnymi włosami postawionymi na
żel, stojącego w kabriolecie z tabliczką, na której napis głosił: "Bez
sprawiedliwości nie ma pokoju".
To nie był Keanu. Zdecydowanie i niezaprzeczalnie. W maju 2020 roku
Keanu miał długie włosy i brodę, i tak samo wyglądał na zdjęciach
zrobionych później, w środku lata. Natomiast ten facet, choć jego wdowi
szczyt przypominał trochę czoło Keanu, nosił fryzurę, jakiej ten
prawdziwy nie uświadczył od czasów Constantine. Zdjęcie bardzo szybko
zdobyło dziesiątki tysięcy lajków i udostępnień, a entuzjastyczne
podpisy głosiły: "KEANU REEVES PROTESTUJE W BALTIMORE!!!!!! LUDZIE,
JEDZIEMYYYYYYY" albo "W końcu wkurzyliście Johna Wicka".
W swojej długiej karierze Keanu bardzo rzadko zajmował jakiekolwiek
stanowisko polityczne, nie angażował się nawet w promowanie wyborów
wśród młodych ludzi. Jednakże te wiosenne demonstracje przyniosły powiew
nieograniczonych możliwości, wyrażając zbiorcze przekonanie, że być może
da się zmienić świat. Było to wydarzenie bez precedensu i dlatego
wszystko wydawało się prawdopodobne, także to, że Keanu postanowił
dołączyć do protestów w Baltimore, w którym nawet nie mieszkał.
Ostatecznie autorka oryginalnego posta zamieściła sprostowanie:
"Słuchajcie, to MÓJ CHŁOPAK - w sensie, mój SYN. Mieszka w Baltimore. To
nie Keanu, przepraszam za to, że muszę was rozczarować!".
Ta historia mówi wiele o tym, jak świat reaguje na Keanu. Mimo
trzydziestu pięciu lat w świetle jupiterów nadal otacza go mgiełka
tajemnicy, przez co jest niczym ekran, na którym wyświetlamy własne
wyobrażenia o jego osobie - w rzeczywistości powstaje obraz, który nie
ma nic wspólnego z Keanu, za to wiele z tym, jak go postrzegamy.
Wydaje nam się, że jest od nas lepszy, bardziej Zen, bardziej etyczny i zdecydowanie odważniejszy. Zakładamy, że podziela nasz światopogląd
(autorka wpisu, który wzbudził tyle emocji, dodała niżej w komentarzach:
"Keanu powinien mi się odwdzięczyć za to, że dzięki mnie wszyscy
uwierzyli, iż jest członkiem Antify, LOL"). Oczami wyobraźni widzimy,
jak czyni dobro, bez względu na to, czym w rzeczywistości zajmuje się w danym momencie. Tworzymy fikcyjną osobowość, która może nie mieć zbyt
wiele wspólnego z prawdziwym Keanu.
"Nie jestem sobie w stanie wyobrazić jego życia wewnętrznego -
powiedziała kiedyś moja znajoma, Molly. - To dlatego jest takim
genialnym aktorem".
2. Prawdziwy Keanu
To nie jest książka o prawdziwym Keanu Reevesie, chociaż miałem okazję
go poznać. Przeprowadziłem z nim dwugodzinny wywiad, kolejnego dnia
spotkaliśmy się ponownie na dwie godziny, a następnie napisałem artykuł
do "GQ" o tym doświadczeniu.
Gdy spotkałem go po raz pierwszy, w mojej sypialni padał deszcz. Tej
informacji nie zamieściłem w artykule.
Wraz z rodziną mieszkam we wschodniej części Los Angeles, w wynajętym
budynku, który powoli osuwa się w dół zbocza. Piętro znajduje się na
poziomie ulicy, główna sypialnia mieści się na parterze, na poziomie
ogrodu. W nocy poprzedzającej mój wywiad z Keanu Reevesem padał deszcz,
a mokre liście zablokowały odpływ pod drzwiami pralni. Rano woda na
zewnątrz sięgała już dolnej krawędzi drzwi i zaczęła przeciekać do
środka. Nasza sypialnia znajduje się bezpośrednio pod pralnią.
Obudziła nas woda kapiąca z sufitu, kratek wentylacyjnych i żyrandola.
Farba na suficie zaczęła się łuszczyć. Kiedy wychodziłem z domu na
spotkanie z Keanu Reevesem, w sypialni stało już kilka misek i wiader,
by łapać to, co leciało z co najmniej czterech miejsc.
Ciąg przyczynowo-skutkowy tego wydarzenia wydaje mi się teraz bardzo
oczywisty, jednak wtedy, gdy siedziałem na wilgotnej sofie pod hotelem
Chateau Marmont w West Hollywood, nie byłem w stanie wyjaśnić przyczyn
powodzi Keanu Reevesowi, którego w tamtym momencie znałem od jakichś
pięciu minut.
Do hotelu przyjechałem zbyt wcześnie i przeszkodziłem Keanu w przerwie
na szybkiego papierosa, którego palił w odosobnieniu, w poczekalni
przyparkingowej. Usiedliśmy razem na moment. On zagaił o pogodzie, a ja
opowiedziałem mu o deszczu w moim domu.
Moja opowieść wyraźnie go zdezorientowała i wywołała lekkie
sfrustrowanie. Wydawał się nie rozumieć, jak to możliwe, że poziom domu
znajdujący się na wysokości ulicy oraz poziom domu znajdujący się na
wysokości ogrodu są na swój sposób zarówno parterem, jak i piętrem. Miał
chyba też wątpliwości, po co w ogóle mu to wszystko opowiadam - i muszę
przyznać, że podzielałem jego uczucia w tej kwestii.
To był luty 2019 roku. Keanu promował właśnie film John Wick 3, w którym grany przez niego tytułowy bohater wybija w pień niemal
wszystkich ludzi na marokańskim targu z pomocą Halle Berry i pary
doskonale wytresowanych owczarków belgijskich. Przeprowadzenie wywiadu w Chateau Marmont było jego pomysłem. Zwykle, kiedy jakaś znana osobistość
czy też ktokolwiek z jej otoczenia sugeruje Chateau na miejsce rozmowy,
należy zapytać, czy nie mieliby ochoty spotkać się gdzie indziej.
Chateau to najbardziej sztampowa lokalizacja z możliwych, jeżeli chodzi
o celebrytów. To mniej więcej tak, jakby się umówiło na rozmowę ze
zwyczajnym człowiekiem w Starbucksie w księgarni Barnes & Noble - od
razu wiadomo, że człowiek ten nie chce wpuścić nikogo obcego do swojego
domu.
Jednak gdy Keanu zaproponował Chateau, odparłem: "Oczywiście".
Zgodziłem się, ponieważ wiedziałem, że Chateau ma dla Keanu szczególne
znaczenie. Na początku lat dziewięćdziesiątych Keanu spędzał tyle czasu
na planach filmowych, że kupno własnego domu mijało się z celem. Wtedy
praktycznie zamieszkał w Chateau. Kiedy wyjeżdżał kręcić kolejny film,
obsługa po prostu przechowywała w magazynie jego książki i gitarę
basową.
Pytany w wywiadach o mieszkanie w hotelu - a mało który dziennikarz był
w stanie oprzeć się pokusie - wyjaśniał, że większość czasu spędza w rozjazdach, a potrzebuje miejsca, do którego mógłby wracać. Żartował też
zwykle, że trudno zrezygnować z takich udogodnień jak obsługa pokojowa i spersonalizowana hotelowa papeteria z napisem "Stały pobyt - Keanu
Reeves".
Poza tym Chateau to praktycznie zamek. Budowla została wzniesiona w latach dwudziestych XX wieku, lekko inspirowana Château d'Amboise z francuskiej Doliny Loary, i znajduje się na końcu długiej wąskiej
uliczki, górując nad Sunset Boulevard. Keanu wzniósł się na szczyt sławy
w znacznie spokojniejszych dziennikarsko i mniej inwazyjnych
fotograficznie czasach, zadomowienie się w hotelu z widokiem na Sunset
Strip z pewnością miało swoje plusy.
Przez wiele lat Chateau stanowił element tarczy ochronnej Keanu
Reevese'a, a także pewną wizytówkę aktora, wykorzystywaną w pisywanych o nim historiach. Tak samo jak wypadki motocyklowe, w które regularnie się
pakował, ocierając się niekiedy o śmierć, tak i ta jego luksusowa
bezdomność idealnie wpasowywała się w portret Keanu jako człowieka o skłonnościach bohemiarskich, który ma w sobie pewną dzikość mimo coraz
mocniejszego zanurzania się w świat wielkich produkcji filmowych.
Od tamtego czasu Keanu kupił przynajmniej jeden dom. To budynek stojący
na obszarze Hollywood Hills zwanym Bird Streets, mniej więcej osiem
minut drogi od miejsca, w którym mieszkał George Harrison z Beatlesów w czasach, w których napisał Blue Jay Way - piosenkę o tym, jak
przyjaciele próbują znaleźć drogę do jego domu pośród wzgórz i błądzą we
mgle. W erze przedsmartfonowej dało to George'owi Harrisonowi
wystarczająco dużo czasu, by usiąść przy klawiszach i skomponować
całkiem niezły kawałek. Ponoć Keanu mieszka po sąsiedzku z Leonardo
DiCaprio, który z kolei podobno zasiedlił dawny dom Madonny. Mam
nadzieję, że to prawdziwe informacje. Dom Keanu miał kosztować ponad
osiem milionów dolarów i być niezwykły jak na standardy hollywoodzkie,
ponieważ (znów rzekomo) posiada tylko dwie sypialnie, w których, jak
zakładam, nigdy nie pada.
Rozmawiałem więc z Keanu tamtego dnia, a czytelnikom spodobał się chyba
artykuł, który napisałem później dla "GQ", a także towarzyszące mu
zdjęcia: Keanu w długim płaszczu, niczym szef mafii piszący na boku
wiersze. Z tego spotkania pamiętam głównie to, że kiepsko się udało. I nie dlatego, że spotkaliśmy się w Chateau, czy też ponieważ zagadałem go
dziwną anegdotą o przeciekającym suficie. Z pewnością także nie z powodów, dla których inne wywiady z Keanu Reevesem okazywały się
porażką. W tamtych czasach można było odnieść wrażenie, że największym
wyzwaniem dla Keanu wcale nie jest rola "mężczyzny mówiącego z akcentem
brytyjskim", ale rola "faceta, który czuje się komfortowo i tak też się
zachowuje podczas wywiadów". Ta sztuczna zażyłość, jaka cechowała
aktorko-dziennikarskie interakcje, zdawała się go wybitnie stresować.
Moje ulubione rozmowy z Keanu to te, w których próbował jakoś pokryć
swoje zakłopotanie przez chaotyczny i samokrytyczny sposób bycia, który
zamieniał każdy wywiad w teatr absurdu. Mimo wszystko nie miało się
wrażenia, że Keanu robi to celowo. Zachowywał się dziwnie, ponieważ
autentycznie tak się czuł.
W 1991 roku Keanu pojawił się w trzech dużych produkcjach: Na fali,
Moim własnym Idaho oraz Szalonej wyprawie Billa i Teda. Te dwa
pierwsze firmy kręcił jeden po drugim w 1990 roku - Na fali od lipca
do października, a Idaho w listopadzie i grudniu, po czym w styczniu
zaczął pracę nad Wyprawą.
Fakt, że skończył swój pierwszy większy film akcji i natychmiast
przeniósł się na plan filmowy surrealistycznej, artystycznej produkcji o homoseksualistach, mówi wiele o tym, jak szerokiej gamy doświadczeń był
gotów spróbować. Z kolei Szalona wyprawa Billa i Teda była wyłącznie
pracą. Film stanowił kontynuację Wspaniałej przygody Billa i Teda,
jednak pojawiły się problemy finansowe i ostateczny produkt odbiegał od
wersji, na którą Keanu się pisał. W czasie trasy promocyjnej interakcje
Keanu z mediami miewały dość niedbały i mało zaangażowany charakter.
Kilka lat później jeden z dziennikarzy spotkał "poważniejszego, bardziej
refleksyjnego Reevesa", promującego film Speed: Niebezpieczna prędkość
w "doskonale skrojonym czarnym garniturze". Ów reporter wspomniał o wcześniejszym, imprezowym wyglądzie aktora podczas promocji Szalonej
wyprawy: Keanu "przyszedł nieświeży i nieogolony - z tłustymi,
rozczochranymi włosami, poplamionymi dżinsami i brudem za paznokciami -
i przywitał zebranych dziennikarzy, bekając do mikrofonu". Na
wspomnienie tamtej historii poważniejszy, bardziej refleksyjny Keanu
miał wyznać: "Nie byłem usatysfakcjonowany tamtym filmem, a mój brak
satysfakcji wyrażałem w dość niedojrzały sposób".
Innym razem, również podczas serii konferencji prasowych związanych z wejściem na ekrany Szalonej wyprawy, Keanu spotkał się w hotelu Four
Seasons w Beverly Hills z Chrisem Willmanem, dziennikarzem z "Los
Angeles Times". Na początku wywiadu Keanu jest zabawny i się wygłupia.
Wspomina o "Hadesie", czyli podziemnym świecie umarłych, wymawiając to
słowo jak jednosylabowe. Później jednak, mniej więcej po czterdziestu
pięciu minutach, sytuacja się zmienia:
Reeves - który odpowiedział na mnóstwo pytań o swoją grę, uderzając się
pięścią w uda i przeklinając samego siebie, nie potrafiąc albo nie chcąc
wyartykułować swoich myśli - nagle wyszedł z pokoju w ataku tajemniczej
paniki. Stanął na balkonie apartamentu na dziesiątym piętrze, machając
rękoma z pobudzenia i wyrzucając stek głośnych, sfrustrowanych
bluźnierstw na głowy zaskoczonych mieszkańców Beverly Hills, którzy
akurat wtedy przechodzili ulicą.
Odcinająca się dramatycznie ciemna postać na tle wzdętej białej zasłony
recytuje skierowane do samej siebie epitety. W końcu Keanu się uspokaja,
wraca do pokoju i chwyta za magnetofon, by przewinąć taśmę z ostatnich
pięciu minut i wykasować rozmowę, która i tak niczego nie wniosła do
wywiadu.
Keanu wyjaśnił Willmanowi, że nie czuje się komfortowo, rozmawiając o swoim rzemiośle artystycznym. "Uważam, że moja droga i to, co miałbym do
powiedzenia publicznie, to... Nie mam nic do powiedzenia".
Później kolejne pytanie o grę aktorską porusza ten sam nerw i wywołuje
wrzask godny Sama Kinisona4. Keanu wyjaśnia, że ma zły dzień.
"Słuchaj, jestem kłębkiem nerwów", powiedział, jednak ani przez chwilę
nie zachowywał się okropnie - w żadnym momencie nie winił Willmana za
swoje zdenerwowanie. Hotel zapewnił wodę Evian i chipsy dla aktora i jego rozmówców, pod koniec spotkania Keanu zaproponował Willmanowi, żeby
podzielili się przekąskami po połowie i zabrali je do domu. Żadnej
urazy.
Kilka lat później, podczas innego wywiadu, Keanu zaczął opowiadać o tym,
że samozapłon to prawda. Jak powiedział, niekiedy ludzkie ciało zaczyna
się palić bez wyraźnej przyczyny. Dowiedział się tego od znajomego,
który odkrył ten fakt podczas "badań nad ogniem". Keanu wspomniał o tym
zupełnie bez związku z rozmową, no, chyba że próbował w ten sposób
przekazać, iż wywiady wzbudzają w nim chęć spalenia się od środka.
Niekiedy - jak twierdził - człowiek siedział na drewnianym krześle i choć krzesło nie spłonęło, po człowieku nie zostało ani śladu. Może
najwyżej zęby. Albo serce. "Nikt o tym nie mówi, ale tak wygląda
prawda".
Keanu nie wpadł przy mnie w panikę, nie dokonał także samozapłonu.
Siedzieliśmy, jedząc kanapki, a on był przyjacielski i skromny. Pytałem
go o filmy i karierę, odpowiadał w taki sposób, jakby chciał, żeby do
płytkiej puli faktów na temat Keanu Reevesa wpadło jak najmniej
dodatkowych informacji.
W którymś momencie wstaliśmy od stojącego na uboczu stolika i przeszliśmy przez patio do oddzielonej zasłonką części lokalu za barem,
żeby mógł pogwałcić prawo stanowe oraz zasady obowiązujące w Chateau i zapalić kolejnego papierosa. Usiadł na suchym krześle, podczas gdy ja
przycupnąłem na suchej krawędzi innego, prawie całkiem mokrego, krzesła.
Zapytał, czy wszystko w porządku, na co odparłem, że absolutnie,
dodając, iż moje motto brzmi: "zasługuję na gorzej". W zasadzie to nie
jest moje motto, ale usłyszałem je kiedyś z czyichś ust i niekiedy
wrzucam je do rozmowy, przypisując sobie jego autorstwo. Na przykład
wtedy, gdy przeprowadzam wywiad z Keanu Reevesem i nie mam bladego
pojęcia, co powiedzieć.
Sądziłem, że się roześmieje albo zignoruje moją uwagę, jednak gdy
powiedziałem, że "zasługuję na gorzej", uczepił się tego stwierdzenia.
Wydawał się autentycznie zmartwiony, chciał wiedzieć, dlaczego wybrałem
sobie takie akurat motto, dlaczego w ogóle ktokolwiek może myśleć o sobie w ten sposób. Ponieważ tak naprawdę było to zupełnie przypadkowe
hasło, nie wiedziałem, co odpowiedzieć, więc wymamrotałem coś w stylu:
"No nie wiem, Keanu - nie masz czasami wrażenia, że ranisz otaczających
cię ludzi?". A ponieważ był to Keanu Reeves, odparł zdumiony: "Nie".
Ta sytuacja, ta wymiana zdań, była najbardziej bliską relacją, jaka
między nami zaszła. Keanu nie potrafił wyjaśnić mi, jak to jest być
Keanu Reevesem, wtedy oraz w przeszłości - tak samo, jak ja nie byłem w stanie wytłumaczyć, jakim cudem woda w moim domu przesączyła się na
parter i zalała piętro. Jeśli nawet widział kiedykolwiek deszcz w domu,
z pewnością było to zupełnie inne doświadczenie.
Gdybym miał powtórzyć ten wywiad, nie pytałbym go w ogóle o jego filmy.
W czasie wywiadu wspomniał o momencie w swoim życiu, gdy zaczął częściej
rozmyślać o śmierci. Gdybyśmy spotkali się ponownie, chciałbym rozmawiać
z nim wyłącznie o śmierci: zapytałbym, jak ją sobie wyobraża - czy jak
spadanie bez końca w bezkresną czerń, jak to robił z Alexem Winterem w Szalonej podróży?
Niewiele pamiętam z tego, co powiedział mi owego dnia. Jeszcze mniej
pamiętam z naszego drugiego spotkania na potrzeby tej opowieści, kiedy
to oprowadził mnie po mieszczącej się w kalifornijskim mieście Hawthorne
siedzibie ARCH - firmy założonej przez Reevesa w 2011 roku, produkującej
i sprzedającej luksusowe motocykle. Wcześniej zorganizował podobną
wycieczkę dla redaktorów z brytyjskich czasopism "Esquire" i "Vanity
Fair". Trzeba przyznać, że mają tam cudowne motory - gdybym kiedykolwiek
wpadł na pomysł wydania osiemdziesięciu pięciu tysięcy dolarów na coś,
co mnie zabije, wiem, dokąd powinienem się udać.
Pogadaliśmy przez chwilę o pisarzu SF Philipie K. Dicku, autorze
książki, na której opiera się fabuła filmu Przez ciemne zwierciadło.
Pamiętam, że wspomniałem tytuł jego powieści - Radio Wolne Albemuth, a Keanu wyjął komórkę i próbował wygooglać definicję słowa "albemuth". To
neologizm wymyślony przez autora - nazwa gwiazdy, która miała wysyłać mu
wiadomości, tak więc jedynym, na co trafił Keanu, było słowo "albumen" -
naukowa nazwa angielska białka jaja.
3. Keanu jako Keanu
Te wszystkie rozmowy dały mi dokładnie tę samą wiedzę, jaką posiadły
tabuny innych dziennikarzy przeprowadzających wywiady z Keanu Reevesem -
a mianowicie, że wywiady nie są najlepszym sposobem poznania aktora, co
więcej - mogą wręcz przeszkadzać w jego zrozumieniu. Nadal sądzę, że
niewiele wiem o Keanu Reevesie, ale mogę opowiedzieć o tym, co o nim
sądzę.
Uważam, że jeśli Keanu ma cokolwiek do powiedzenia na temat siebie i swoich doświadczeń zarówno jako aktora, jak i człowieka - dawno to
zrobił w swoich filmach.
Tym samym sądzę, że wszystkie produkcje, w jakich brał udział, są na
swój sposób autobiograficzne - bez względu na to, czy takie były jego
intencje i czy zdaje sobie z tego sprawę.
"Tym, co najważniejsze - napisał francuski reżyser Robert Bresson o aktorach grających w jego filmach - jest nie to, co mi pokazują, lecz
to, co przede mną ukrywają; a przede wszystkim to, co mają w sobie,
zupełnie tego nieświadomi". Zdanie to pochodzi z książki Notes sur le
cinématographe (Notatki o kinematografie), wydanej w roku 1975 i niewspominającej, rzecz jasna, o Keanu Reevesie - podczas lektury ma się
jednak wrażenie, że niemal na każdej stronie autor odnosi się do Keanu.
Myślę, że Keanu jest zawsze obecny w swoich filmach, nawet jeśli to
niezamierzone.
Moim zdaniem oglądanie go na ekranie - zarówno w dobrych, jak i w kiepskich produkcjach, w filmach, do których wydaje się nie pasować,
oraz w tych, które są interesujące wyłącznie ze względu na jego obecność
- jest tak pociągające, ponieważ widz odnosi wrażenie, że Keanu, choć
pochłonięty graniem swojej postaci, patrzy wprost na nas. Co więcej,
patrzy na nas jako Keanu Reeves, świadomy, że wszyscy go widzimy, a on
nie widzi nas. Zastanawia się, czy już do nas dotarło, że grana przez
niego postać to znów po prostu Keanu Reeves, tyle że meandrujący pośród
nowego zestawu pozorowanych okoliczności.
Krytycy kompletnie nierozumiejący, o co w tym chodzi, zarzucają mu, że w każdym filmie gra Keanu Reevesa. Po pierwsze, filmowy Keanu ma o wiele
więcej wymiarów, niż im się wydaje - prezentuje sobą znacznie więcej
możliwości niż tylko ekranowy stoicyzm i gitara powietrzna - potrafi
pokazać wrażliwość, zimne okrucieństwo, ironię, a także czułość. Uważam,
że ci krytycznie usposobieni recenzenci widzą problem tam, gdzie go nie
ma. W każdym swoim filmie Keanu jest i jednocześnie nie jest Keanu
Reevesem, tak samo jak David Bowie jest Davidem Bowiem nawet wtedy, gdy
śpiewa w jakimś innym wcieleniu. Tak samo jak David Bowie jest i nie
jest gościem w kosmicznej kapsule.
Z całą pewnością to efekt uboczny obejrzenia wszystkich filmów Keanu
podczas kilkumiesięcznego zamknięcia w domu w czasie pandemii, ale
obecnie traktuję je jako jedną długą produkcję o wiecznie wskrzeszanym
protagoniście, który przemierza serię niepowiązanych ze sobą, szalenie
odmiennych rzeczywistości.
Jestem przekonany, że Keanu Reeves to jeden z najbardziej wiarygodnych
współczesnych aktorów - bo choć oglądając go na ekranie, trudno jest mi
zapomnieć, że to Keanu grający w filmie, to jednak niemal zawsze wierzę,
że sposób, w jaki reaguje w danej fikcyjnej sytuacji, odzwierciedla
dokładnie sposób, w jaki poradziłby sobie z tą samą sytuacją w prawdziwym życiu.
"On zawsze próbuje sięgnąć prawdy - powiedział kiedyś John Coltrane o koledze z zespołu, saksofoniście Pharaoah Sandersie. - Stara się
pozwolić, by prowadziła go jego duchowość". A ja widzę to sięganie
prawdy we wszystkim, co Keanu robi, nawet w tych filmach, które są mało
przekonujące. Widzę dramat rozgrywający się na drugim planie - a mianowicie osobistą walkę Keanu o dotarcie do czegoś szczerego i prawdziwego pośród okoliczności pozostających poza jego kontrolą,
począwszy od całej sztuczności przemysłu filmowego, aż po niską jakość
konkretnych produkcji. W poszczególnych występach Keanu zauważam tu i ówdzie jakąś błędną decyzję czy gorsze zagranie, jednak całościowo jego
role sprawiają wrażenie wyjątkowych, ambitnych, niekiedy skomplikowanych
projektów artysty, który poprzysiągł sobie, że - pomimo przeciwności
losu - dokona czegoś ważnego.
Niniejsza książka opowiada o oglądaniu filmów z Keanu Reevesem, a także
o tym, jak Keanu się w nich odnajduje oraz co jeszcze możemy w nich
zobaczyć - innymi słowy, spoglądamy na świat okiem Keanu jako artysty,
gwiazdora i zwyczajnego człowieka. Jestem pewien, że ta książka nie
spodoba się Keanu Reevesowi, ale z drugiej strony nie sądzę, żeby
spodobała mu się jakakolwiek książka o nim samym. Zakładam, że więcej
się do mnie nie odezwie, choć wątpię, żebyśmy kiedykolwiek mieli jeszcze
raz ze sobą rozmawiać, nawet gdybym jej nie napisał.
Zasługuję na gorzej.
1. Keanu Reeves - dzięki swojej obecności na ekranie - przydaje filmom znaczących treści, nawet jeśli w rzeczywistości ich tam po prostu nie ma
1
Keanu Reeves - dzięki swojej obecności na ekranie - przydaje filmom
znaczących treści, nawet jeśli w rzeczywistości ich tam po prostu nie ma
W 2012 roku, w momencie, w którym nic specjalnego nie dzieje się w jego
życiu zawodowym, Keanu Reeves bierze udział w filmie Generacja hmm w reżyserii Marka L. Manna. Ma wtedy prawie pięćdziesiąt lat, choć grana
przez niego postać obchodzi właśnie swoje czterdzieste urodziny. Bohater
nazywa się John Wall5 - idealne imię, jeśli jedyną inspiracją dla
jego autora jest puste pomieszczenie. Ale trzeba przyznać, że film sam w sobie jest jak puste pomieszczenie, które dopiero Keanu wypełnia swoim
życiem.
John dzieli obskurne mieszkanko w Nowym Jorku z gościem, który jest
zabawnie głupi i na tyle młody, że mógłby być jego synem. John zarabia
na życie jako szofer i ochroniarz dwóch dziewczyn do towarzystwa, Mii i Violet, granych przez Bojanę Novakovic oraz Adelaide Clemens. Są
nieznośne, ale jednocześnie to jego jedyne przyjaciółki. Któregoś dnia w ręce Johna trafia kamera wideo i tego samego wieczoru zaczyna on
wypytywać Mię i Violet o ich życie. W tym momencie film niespodziewanie
zaczyna celować w coś, co jednakże pozostaje poza jego zasięgiem - być
może chodzi tu o napięcie towarzyszące Seksowi, kłamstwom i kasetom
wideo albo konfrontacyjną nieprzewidywalność Dwóch dziewczyn i chłopaka.
Fabuła Generacji hmm rozpada się jednak w trakcie oglądania. To
zdecydowanie nie jest jeden z najlepszych filmów Keanu. Ba, nie należy
nawet do najlepszych z jego najgorszych produkcji. A jednak obejrzałem
go kilkakrotnie, ponieważ dwa jego fragmenty są wprost znakomite.
Pierwszy z nich pojawia się na końcu każdego filmu - a konkretnie po
jego zakończeniu. Co prawda usunięte sceny rzadko są puszczane w trakcie
napisów, ale gdybyście dysponowali nagraniem Keanu nakłonionego do
zaśpiewania The Luckiest Guy on the Lower East Side zespołu Magnetic
Fields tak monotonnym głosem, że monotonny głos wokalisty, Stephena
Merrita, wydaje się przy tym pełen ekspresji, też nagięlibyście zasady i dołączyli nagranie do filmu.
Z sześćdziesięciu dziewięciu kawałków, które trafiły do albumu 69 Love
Songs Magnetic Fields, The Luckiest Guy... był największym "hitem" - to
znaczy, za czasów prezydentury George'a W. Busha, można go było usłyszeć
co najmniej cztery razy, gdy spędzało się wieczór w dowolnym
dysponującym szafą grającą barze indie-rock na Brooklynie. Keanu śpiewa
tę piosenkę tak, jakby nigdy wcześniej jej nie słyszał. Jakby niemal nie
mógł uwierzyć, że jest prawdziwa. Z drugiej strony, nigdy nie wiadomo,
co Keanu wie i zna, a o czym nigdy nie słyszał.
Drugim perfekcyjnym fragmentem jest coś w rodzaju filmu w filmie -
kawałka przemyconego do produkcji, którą Mann próbuje zrealizować. To w przeważającej większości niema sekwencja, w której kamera towarzyszy
Keanowi - nieogolonemu, skacowanemu, w niczym nieprzypominającemu
jednego z największych szczęśliwców Manhattanu - który przemierza
nowojorskie ulice w pogodny wiosenny dzień. Niejako w hołdzie słynnemu
zdjęciu "smutnego" Keanu jedzącego kanapkę i rozmyślającego nad sensem
życia, Mann filmuje aktora siedzącego przed piekarnią i zajadającego się
ciastkiem, które kupił za ostatnie dwa wymięte banknoty jednodolarowe.
Przed oczami widzów rozgrywa się cały proces jedzenia ciastka, od
pierwszego gryza, przez moment, w którym wyciera okruszki z ust dłonią,
zamiast serwetki, aż po minę pełną obrzydzenia do samego siebie, która
zachmurza jego oblicze, zanim jeszcze przełknie ostatni kęs.
A potem Keanu idzie dalej. Zagląda na wystawę lombardu, przygląda się
macy okręcającej się na zmechanizowanym obrotowym talerzu w piekarni. Z ulic nie usunięto wcale przechodniów, widać więc reakcje mijanych ludzi,
którzy odwracają się, jakby nie wierzyli własnym oczom: "Ja pierniczę,
czy to był Keanu Reeves?".
Cały film wydaje się niczym innym, jak tylko dokumentem o Keanu.
Zupełnie jak gdyby Mann próbował nam przekazać, że istnieją wybitnie
"kinogeniczne" osoby, do których należy Keanu Reeves. Gdy skierować na
niego kamerę, cokolwiek się dzieje, przypomina film - nawet kiedy Keanu
nalewa sobie kawę z automatu na stacji paliw albo wyciska ketchup na
śniadanie w barze. Mann ma w tej kwestii całkowitą rację.
Te fragmenty Generacji hmm, w których Keanu nic szczególnego nie robi,
mają bardziej filmowy charakter niż właściwe elementy fabuły. Często
cytuje się Jean-Luca Godarda, który miał powiedzieć, że wszystko, czego
potrzeba do zrobienia filmu, to dziewczyna i pistolet. W tym równaniu
Keanu jest zarówno dziewczyną, jak i pistoletem.
Keanu wraca do swojego beznadziejnego mieszkania i kręci się bez
większego celu. Karmi kota i śpiewa mu "super cat, super cat". Otwiera
coronę, zagląda do poczty. Słucha radia - przemówienia Baracka Obamy o gospodarce, reportażu na temat kryzysu kredytów mieszkaniowych wysokiego
ryzyka. Mann filmuje Keanu wykonującego te prozaiczne czynności w podobny sposób, jak Andy Warhol nagrywał Empire State Building i mniej
więcej z tego samego powodu: ikona zawsze budzi zainteresowanie, nawet
jeśli nic nie robi, tylko sobie stoi.
Zanim ten film w obrębie Generacji hmm dobiegnie końca, staje się
filmem opowiadającym o tym, jak jest się nieustannie obserwowanym, oraz
o fantazjowaniu, by przejąć kontrolę i uwolnić się spod wścibskiego oka
kamery. Gdzieś na Lower East Side6 Keanu spotyka kobietę w kowbojskim kapeluszu z naręczem balonów. Idzie za nią do kortów
tenisowych, na których mężczyzna z kamerą filmuje sporą grupkę osób w strojach kowbojskich ćwiczących z hula-hoopami. Keanu przygląda im się
przez chwilę, a kiedy kamerzysta odkłada na moment swój sprzęt,
wykorzystuje okazję, porywa kamerę i ucieka. Kowboje ruszają za nim w pościg, jednak Keanu przeskakuje przez bramki i odjeżdża metrem. Filmuje
scenę, a tymczasem ktoś fotografuje go, jak biegnie, i ostatecznie
zostaje uznane, że to zdjęcie Keanu, który ukradł aparat jakiemuś
paparazzi, choć przecież wcale tak nie było.
Teraz to Keanu jest mężczyzną z kamerą. Filmuje wiewiórkę wspinającą się
na drzewo w parku, odbicia w kałużach, wodę tryskającą z fontanny, nos
złocistego labradora pomiędzy elementami ogrodzenia jego kojca. Keanu
rzeczywiście sam nagrał te ujęcia, wobec czego w tym fragmencie
Generacji hmm przejmuje rolę reżysera i kamerzysty, a my patrzymy na
świat oczami Keanu Reevesa.
Keanu nie odbiera telefonu od matki z życzeniami urodzinowymi, pozwala,
by włączyła się automatyczna sekretarka. Za to spogląda w obiektyw
kamery i mówi "cześć", jakby rozmawiał z matką, jak gdyby kamera oraz
widownia po jej drugiej stronie były siłami, przed którymi musi
odpowiadać, jakby tylko te relacje miały jakiekolwiek znaczenie. W scenariuszu nie ma żadnego słowa więcej, tak jest lepiej. Czyściej.
Nieco później, w mieszkaniu Mii i Violet, Keanu będzie filmował nogi
krzeseł, obrazy na ścianie oraz obie dziewczyny. Zupełnie jak gdyby
próbował przekonać nas, Marka Manna oraz kinematografię, że istnieją
piękniejsze i ważniejsze obiekty niż Keanu, a on sam nie ma w sobie
niczego szczególnego czy interesującego. Oczywiście nikt, kto wytrwał w oglądaniu filmu do tego momentu, nie może się z tym zgodzić. Jedynym
powodem, dla którego warto obejrzeć tę produkcję, jest Keanu. Ale to on
ukradł kamerę, więc to on pokazuje nam to, co chce: nie samego siebie,
lecz górne piętra budynków, ciemniejące niebo oraz księżyc.
2. Keanu strzela do świeżo wykopanego grobu swojego ojca, Andy'ego Griffitha
2
Keanu strzela do świeżo wykopanego grobu swojego ojca, Andy'ego
Griffitha
W nakręconej w 1984 roku reklamie Coca-Coli Keanu pędzi co sił podczas
wyścigu rowerowego, a męski głos śpiewa w tle o "osiąganiu mety". Keanu
odrywa się od grupy rowerzystów, jednak nie udaje mu się wygrać,
ponieważ jakiś chłopak w żółtej koszulce jako pierwszy przerywa taśmę.
Po wyścigu aktor grający ojca przebija się przez tłum do Keanu i mówi:
"Jestem z ciebie dumny - naprawdę dumny".
Ojciec z reklamy podaje mu zimną butelkę, na co Keanu rzuca z wdzięcznością: "Cola!" - jakby podczas wyścigu o niczym nie marzył
bardziej niż o słodkim napoju.
Zwycięzca w żółtej koszulce pyta Keanu o to, kto jest jego trenerem.
Keanu przyciąga do siebie ojca z reklamy, przedstawiając go: "Mój tata".
***
Prawdziwy ojciec Keanu, Samuel Reeves, miał chińsko-hawajskie
pochodzenie. Jego syn odziedziczył podobno swoje imię po przodku
Samuela, Henrym Keanu Reevesie. "Keanu" to po hawajsku "chłodny wiatr
wiejący nad górami" - na początku kariery to rozbudowane określenie
pojawiało się niemal we wszystkich artykułach na jego temat, na podobnej
zasadzie jak Eos jest opisywana jako "różanopalca bogini" na kartach
Odysei Homera.
Matka aktora, Patricia Taylor, pochodziła z Wielkiej Brytanii. Sam Keanu
urodził się natomiast w Libanie, ponieważ tam właśnie poznali się jego
rodzice. Począwszy od 1975 roku, państwem wstrząsały wieloletnie walki
wojny domowej, jednak w 1964 roku, kilka miesięcy przed narodzinami
Keanu, dziennikarz "International Herald Tribune" opisywał Bejrut w swoim podróżniczym reportażu jako "prężny węzeł komunikacyjny Bliskiego
Wschodu, w którym lądują samoloty ze wszystkich stron świata, łącząc
cztery kontynenty".
"W starej części miasta - głosi dalej artykuł - mężczyźni przesiadują
całymi dniami w ciemnych kafejkach, grając w karty, paląc fajki wodne,
podczas gdy bazar tętni życiem, pełen barw, zapachów, pokrzykiwań i tłumów ludzi, jak to ma miejsce od stuleci".
Z kolei "w nowszej części miasta bogaci turyści oraz biznesmeni z całego
świata odpoczywają na tarasach, pływają w basenach w swoich luksusowych
hotelach i kupują najświeższe nowinki mody prosto z Paryża".
Jak można przeczytać dalej, "dla rozrywki w eleganckich warunkach miasto
proponuje kasyno, duży kompleks usytuowany dziesięć mil od miasta z widokiem na zatokę Dżunija, gdzie można zjeść obiad, obejrzeć film lub
koncert, potańczyć w klubie nocnym i zakończyć wieczór w jednej z sal
gry, oddając się hazardowi tak długo, aż słońce nie wzejdzie nad
libańskimi górami".
Casino Liban to jedyny taki przybytek w całym kraju, a w pokazach w nim
urządzanych występują słonie oraz tańczące ogiery.
Kiedy Patricia Taylor spotyka Samuela Reevesa, jest albo tancerką, albo
studentką - w zależności od tego, którą z dwóch wersji wybierzecie.
Ojciec Keanu jest zwykle opisywany jako geolog.
Na zdjęciach ze ślubu Samuel ma na sobie czarny garnitur i wąski czarny
krawat, a panna młoda, o kilka centymetrów wyższa od świeżo poślubionego
męża, upięła włosy w szykowny koczek.
Samuel Reeves powiedział później, że lata sześćdziesiąte to "trudny czas
na zawieranie małżeństw". Para rozstaje się krótko po narodzinach
drugiego dziecka - córki Kim. Samuel wraca na Hawaje, Keanu odwiedza go
tam od czasu do czasu. Gdy widzą się po raz ostatni, na wyspie Kauai,
Keanu jest nastolatkiem. Później będzie wspominał, że patrzyli wtedy na
nocne niebo, a ojciec próbował opowiedzieć mu coś o gwiazdach, planetach
i kształcie wszechświata.
"Coś o tym, że świat jest pudłem - mówi Keanu. - Spojrzałem wtedy w górę
i uznałem, że nie mam pojęcia, o czym on mówi. Nie, tato. Ziemia jest
okrągła. Nie jest żadnym prostokątem".
***
Ojciec, który istnieje w życiu dziecka na tyle długo, by zostawić za
sobą serię pytań bez odpowiedzi, po czym zostawia rodzinę. Brzmi to jak
niezły początek opowieści o bohaterze, chociaż Keanu nigdy nie opowiadał
o tym w taki sposób.
W wywiadzie w 1995 roku mówi za to: "Wydaje mi się, że jestem tym, kim
jestem, w dużej mierze w reakcji na to, co robił".
W filmach, w których gra, nieustannie wchodzi w konflikt ze swoim
filmowym ojcem lub opiekunem. Dzieje się to już w najwcześniejszych
produkcjach, zanim jeszcze publiczność zdołała poznać historię jego
życia - jakby po prostu reżyserowie widzieli to w jego oczach, gdy
wchodził na casting ze scenariuszem w dłoni.
W 1986 roku Keanu wystąpił w produkcji telewizyjnej CBS pod tytułem Pod
wpływem, grając najmłodszego syna nadużywającego alkoholu kierownika
sklepu, w którą to rolę wcielił się Andy Griffith. Rodzina mężczyzny
biernie wspiera jego alkoholizm, dając mu na niego nieme przyzwolenie,
aż do pewnego momentu, kiedy to na mszy, podczas ofiarowania, Andy
Griffith zaczyna kaszleć krwią i traci przytomność. W szpitalu lekarze
ostrzegają żonę i resztę rodziny, że mężczyznę czeka śmierć, jeśli nie
rzuci picia. Jak się okazuje, nie jest to takie proste.
W owych czasach Pod wpływem stanowiło rewolucyjny portret
współuzależnienia rodziny alkoholika. Keanu jest wściekły na ojca, a jednocześnie łaknie jego aprobaty i z czasem coraz bardziej się do niego
upodabnia. Widzimy go wczesnym popołudniem w barze, gdy wykrzykuje tekst
Hungry Heart Bruce'a Springsteena, jakby to było zaklęcie mające
sprowadzić lepsze czasy, a potem kupującego drinki dziewczynom
przewracającym oczami. Wraca z baru do domu i przypuszcza werbalny atak
na Griffitha. Każe mu podać sobie piwo, na co Griffith wstaje z miejsca,
podchodzi do lodówki i zaczyna ciskać w głowę Keanu puszkę za puszką.
Później, po incydencie w kościele, kiedy Griffith wymyka się ze
szpitala, to Keanu znajduje go martwego w sklepie z piramidą pustych
opakowań po alkoholu. Keanu odgrywa swoją wielką scenę, podczas gdy
Griffith gra nieboszczyka. "MUSIAŁEŚ, MUSIAŁEŚ TO ZROBIĆ! TY SUKINSYNU!"
- krzyczy Keanu. Wali ojca w plecy, odsuwa się, znów go szarpie. Reżyser
kończy scenę w momencie, w którym wydaje się osiągać jakiś emocjonalny
cel.
Keanu często bierze udział w podobnych opowieściach, w kolejnych filmach
gra role mężczyzn skonfliktowanych ze swoimi bezwolnymi,
nieodpowiedzialnymi ojcami bądź nacechowanych emocjonalnie przez
nieobecność tychże. W filmie W zakolu rzeki Keanu chwyta za kij
bejsbolowy, by walczyć z ojczymem. W Księciu Pensylwanii porywa
swojego ojca, wietnamskiego weterynarza granego przez Freda Warda, i ukrywa go w kopalni węgla z nadzieją na zyskanie sporego okupu ze
spadku, którego jednak - jak się okazuje - jego ojciec już nie ma. We
Wspaniałej przygodzie Billa i Teda bierze się za łby z ojcem, który
chce go wysłać do szkoły wojskowej, zaś w kontynuacji - Szalonej
wyprawie Billa i Teda - staje się duchem, który na moment przejmuje
kontrolę nad ciałem swojego ojca. W Moim własnym Idaho łamie serce
swojemu ojcu, zachowując się jak gej, a potem zastępczemu ojcu,
zachowując się jak heteroseksualista. W Spokojnie, tatuśku mówi do
Dianne Wiest, że chociaż potrzebne jest specjalne pozwolenie na jazdę
samochodem czy łowienie ryb, "byle dupek może zostać ojcem".
Wypowiedziawszy te słowa, próbuje je jakby z siebie strząsnąć i wraca do
swojej roli, bardzo skupiony na czynności odstawiania kartonu mleka.
Wyraźnie wyczuwalny jest też u Keanu syndrom synowca - chłopca
wychowanego przez ojczymów - zwłaszcza w sposobie, w jaki Reeves
podchodzi do współpracy ze starszymi aktorami płci męskiej, szczególnie
tymi, którzy wyraźnie i dobitnie zaznaczają swoją obecność na ekranie.
Takimi aktorami są Peter Falk grający tytułowego skrybę w Ciotce Julii
i skrybie i doradzający Keanu w sprawach sercowych, a także Dennis
Hopper w Speed: Niebezpiecznej prędkości, który instalując bomby,
nazywa siebie "tatusiem", czy wreszcie Al Pacino w Adwokacie diabła.
Starszy mężczyzna budzi w Keanu wiernego ucznia, który chciałby usiąść u stóp swojego mentora i przyglądać się jego pracy, a jednocześnie z nim
walczyć, choć trochę.
Kiedy Keanu Reeves ryzykuje swoją rozpędzoną karierę po sukcesie filmu
Speed: Niebezpieczna prędkość, żeby zagrać w szekspirowskiej sztuce w teatrze w Winnipeg, dostaje rolę Hamleta, który robi to, co robi,
ponieważ duch jego ojca pragnie zemsty. Z kolei w serii Matrix jego -
Neo - jedynym prawdziwym rodzicem jest maszyna, którą - zgodnie z przepowiednią - musi zniszczyć. Jednakże na końcu trylogii Neo zawiera
przymierze z Matrixem, co stanowi coś w rodzaju pogodzenia. Być może to
tylko zbieg okoliczności, ale od tego momentu - nie licząc nieobecnych
ojców odpowiedzialnych za jego niepełną męskość w Słodkim listopadzie
i Domu nad jeziorem - otwarcie kontestacyjna relacja Keanu z ojcami
ustępuje jako motyw przewodni jego filmów.
***
W Spacerze w chmurach z 1995 roku Keanu gra Paula Suttona, sierotę,
weterana wojny na Pacyfiku, komiwojażera sprzedającego czekoladę. W pociągu spotyka Victorię, studentkę, którą gra Aitana Sánchez-Gijón.
Dziewczyna jest w ciąży, choć niezamężna, spodziewa się dziecka swojego
profesora. Keanu godzi się pojechać z nią do domu i udawać, że jest jej
mężem. Dzięki temu nie będzie musiała wyjaśniać swojej skomplikowanej
sytuacji rodzinie, którą - jak się okazuje - są arystokraci,
kalifornijscy kupcy winni z Napa Valley.
Ostatecznie on i Victoria zakochują się w sobie, tylko że Keanu zostawił
w domu żonę. Musi się więc powstrzymać. "Nie jestem wolny - mówi jej. -
A nie chcę cię skrzywdzić".
Patriarchę rodziny, starego Don Pedra, gra Anthony Quinn. Sztywnemu ojcu
Victorii nie uśmiecha się myśl, że jego córka wyszła za zwykłego
sprzedawcę czekolady, jednak Don Pedro zaczyna darzyć Keanu wielką
sympatią.
Starszy pan przekonuje Keanu, by został z nimi na czas winobrania. Keanu
i Victoria, wybierając się do miasta w kadzi pełnej świeżo zebranych
winogron, są wreszcie w stanie uporać się z tłumionymi emocjami. Rodzina
dziewczyny zaczyna powoli akceptować Keanu, reżyser Alfonso Arau
pokazuje ujęcia uśmiechniętych ludzi, patrzących na siebie, jakby
chcieli powiedzieć: "A niech to!", gdy Keanu po raz kolejny próbuje ich
do siebie zjednać.
Jednocześnie Keanu wie, że to nie ma przyszłości, że żyje w kłamstwie. W nocy dom pośród winnic jest jak budynek z obrazu Thomasa
Kinkade'a7 - jego światła obiecują ukojenie i ciepło rodzinne,
od których Keanu musi się odwrócić.
Zanim wróci do domu, do żony, zostawia Victorii swoją Brązową
Gwiazdę8 jako prezent dla dziecka. "Paulu Suttonie - mówi
Victoria - jesteś najbardziej honorowym człowiekiem, jakiego
kiedykolwiek spotkałam".
Jak w ogóle należy podejść do odgrywania roli najbardziej honorowego
człowieka w czyimś życiu? I po co to robić?
Jeśli chodzi o Keanu, po części musiało to mieć coś wspólnego z Anthonym
Quinnem. Gdy na ekrany wchodził Spacer w chmurach, Quinn miał
osiemdziesiąt lat, ale nadal był aktywny zawodowo, grając role greckich
bogów i szefów mafii. W późniejszym czasie Keanu wspomni, jak Quinn
sprawdzał wiadomości, chcąc się dowiedzieć od niego, czy na pewno
podpisał umowę na tę czy na inną rolę.
To właśnie postać grana przez Quinna, Don Pedro, zabiera Keanu na
tytułowy spacer w chmurach. Idą o świcie przez spowite mgłą winnice, Don
Pedro prowadzi go na niewielkie wzgórze i pokazuje dwie świętości:
rodzinny cmentarz oraz korzeń pierwszej winorośli, z której powstała
cała winnica. W tym miejscu śmierci i powtórnych narodzin Don Pedro mówi
do Keanu: "Już nie jesteś sierotą".
Ten spacer w chmurach to tak naprawdę przechadzka po poziomach tzw.
rozszerzonej rzeczywistości, które odkryli twórcy filmowi w połowie lat
dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Oczywiście, nie jest to film pełen
efektów specjalnych, ale z pewnością stanowi on zapowiedź późniejszych
ról Keanu, w których jako ludzki awatar przechodzi z jednej wirtualnej
przestrzeni w drugą. Podczas owego spaceru Keanu i Quinn przechadzają
się pośród porannej, przypominającej dym mgły, która naturalnie może się
pojawiać w miejscach takich jak filmowana winnica. Nakręcenie takiej
sceny, zanim mgła się rozpłynie, wymaga ogromnych przygotowań.
Jednocześnie jednak na ekranie widać także ujęcia, w których chmury są
ewidentnie matowymi obrazami, pojawiają się również sekwencje spacerowe
pośród generowanych komputerowo obłoków oraz chmury, które być może są
po prostu mgłą powstałą z sublimacji suchego lodu, pompowanego gdzieś
poza obiektywem kamery.
Wiele z tych chmur to chmury oszukane, tak samo nierzeczywista jest
historia spaceru Keanu i dziadka jego fałszywej żony, jednak Keanu
Reeves i Anthony Quinn są dla siebie samych prawdziwi. Naprawdę wędrują
przez mgłę, która sama w sobie jest prawdziwa, i to na to należy zwrócić
uwagę w tej części filmu: że Keanu doświadcza właśnie spaceru przez
winnicę pełną nieprawdziwych chmur i robi to w towarzystwie Anthony'ego
Quinna.
Niekiedy film z Keanu wciąga nas mimo poważnych niedociągnięć, a kiedy
to się dzieje, dzieje się dlatego, że nawet oglądając kiepską produkcję,
jesteśmy w stanie zająć umysł rozważaniami na temat życia wewnętrznego
Keanu. Możemy sobie wyobrażać, jak musi się czuć w obecności Anthony'ego
Quinna, i napawać się tą energią. Możemy wizualizować sobie jego
odczucia synowskie, których został pozbawiony, myśleć o tym, jak idzie
przez życie, szukając pierwiastka ojcowskiego w twarzach innych
mężczyzn, nie do końca pewien, czego tak naprawdę szuka. Tym samym film
staje się dokumentem o Keanu Reevesie i Anthonym Quinnie spędzających
razem czas na planie filmowym, ukazując, jak Keanu uśmiecha się do
starszego kolegi po fachu - zupełnie, jak gdyby nie mógł się
powstrzymać.
***
We wrześniu 1992 roku policja z wyspy Hawai'i aresztuje na miejscowym
lotnisku międzynarodowym Samuela Reevesa. Mężczyzna ma przy sobie - jak
to później policja relacjonuje na konferencji prasowej - "duże ilości
kokainy i heroiny". Gdy dwa lata później odbywa się proces, oskarżyciele
opisują go jako "facylitatora handlu narkotykami". Pan Reeves przyznaje
się do winy, sędzia skazuje go na dziesięć lat więzienia.
Odsiaduje dwa lata, po czym zostaje ułaskawiony. W 2001 roku siada w parku nieopodal domu swojej matki przy Waikiki Beach oraz miejscowej
kliniki leczenia uzależnień i rozmawia z dziennikarzem o dniu, w którym
stał z synem na klifie.
"Od czasu do czasu woda ochlapywała skałę i oblewała nasze nogi.
Podnosiłem go wtedy i trzymałem bardzo mocno - mówi. - A potem przyszła
wielka fala i niemal nas zmiotła z klifu. Chwyciłem syna w momencie, w którym porywała go woda do kolan".
Samuel Reeves umiera w 2018 roku, w wieku siedemdziesięciu pięciu lat, w miasteczku Ewa Beach na wyspie Oahu. Kiedy jego bratanica oraz córka -
przyrodnia siostra Keanu - ogłosiły w mediach społecznościowych, że
odbędzie się uroczysty obiad ku pamięci zmarłego, oświadczenie kończyło
się jednym zwięzłym zdaniem odstraszającym paparazzich: "Pozostałe
dzieci Sama nie wezmą udziału w uroczystości".
***
Po wspólnym spacerze Don Pedro częstuje Keanu winem z pierwszej butelki
najświeższych zbiorów i razem się upijają w piwniczce win.
W międzyczasie na stoliku przed nimi materializuje się martwa natura w postaci melona, jamón, chleba, sera, brandy i lampki oliwnej.
Nie wiadomo skąd pojawia się czteroosobowy zespół muzyczny - dwie
gitary, akordeon i skrzypce.
Don Pedro zaczyna śpiewać jakąś starą hiszpańską pieśń, Keanu próbuje mu
wtórować, na co starszy pan powtarza: "Dobrze, już dobrze" i tuli do
siebie jego głowę. Grane przez nich postaci powinny być w tym momencie
całkiem pijane. Aktorzy zdają się zapominać o obecności kamery, tak
jakby sami też się upili.
W tej minucie nie ma znaczenia, czy film, który właśnie tworzą, jest
dobry, czy nie. Nie liczy się też, czy wzruszamy się ostatnimi chwilami
Paula Suttona spędzonymi z Don Pedrem przed powrotem do dawnego życia.
Jedyne, co ważne, to to, że Keanu ma szansę usiąść z Anthonym Quinnem i śpiewać razem z nim stare hiszpańskie pieśni.
3. Keanu Reeves jako dziecko bawi się w miejscu, gdzie kiedyś stanie hotel sieci Four Seasons, na ulicy, która z kolei będzie uznana za piątą najdroższą aleję handlową w Ameryce Północnej
3
Keanu Reeves jako dziecko bawi się w miejscu, gdzie kiedyś stanie
hotel sieci Four Seasons, na ulicy, która z kolei będzie uznana za piątą
najdroższą aleję handlową w Ameryce Północnej
Po rozstaniu z ojcem Keanu Patricia Taylor przenosi się wraz z dziećmi
do Nowego Jorku. W 1970 roku wychodzi za mąż za Paula Aarona, który jest
obiecującym reżyserem teatralnym, pracującym sporadycznie na Broadwayu.
Małżeństwo nie przetrwa zbyt długo, ale Aaron i Keanu będą utrzymywać
bliską relację. Gdy Keanu jest nastolatkiem, Paul Aaron zaczyna pracę
reżyserską nad filmami pełnometrażowymi i przy kilku z nich zatrudnia
Keanu jako asystenta produkcji. Aaron zakłada także firmę producencką
połączoną z agencją menedżerską. Jednym z jego współpracowników jest
Erwin Stoff - gdy Keanu zostanie profesjonalnym aktorem, Stoff będzie
jego menedżerem.
Matka Keanu wyjeżdża z dziećmi do Toronto. Zamieszkują w dzielnicy
zwanej Yorkville, jeszcze na krótko przed ich przeprowadzką było to
centrum kontrkultury - siedziba Gandalf's, pierwszego w Kanadzie sklepu
z używkami i akcesoriami do palenia, oraz ulubione miejsce hippisów
przybyłych tu z całej Kanady, a także uciekających przed poborem do
wojska amerykańskich emigrantów. To tutaj pod koniec lat
sześćdziesiątych w klubach takich jak Riverboat, Penny Farthing, Purple
Onion czy Mynah Bird można było spotkać Neila Younga, Ricka Jamesa, Joni
Mitchell, Buffy Sainte-Marie i Gordona Lightfoota9.
Wystarczy zacząć szperać w poszukiwaniu informacji o tym, jak wyglądała
dzielnica Keanu w czasie jej największego rozkwitu w latach
sześćdziesiątych, i z pewnością natrafi się na dokument CBS z 1967 roku.
Nagranie ukazuje naturalne środowisko oraz zachowania amerykańskiego
ćpuna, a towarzyszy mu zdumiona i protekcjonalna narracja bardzo
zasadniczego reportera Knowltona Nasha: "Około południa hippisi
zaczynają się ruszać - początkowo powoli, ponieważ rozkwitają dopiero w nocy". Nash przedstawia nam "profesjonalnego hippisa" zwanego Billem,
który szwenda się po ulicy, paląc papierosy i liżąc lody na patyku, a przy tym rzuca testy w rodzaju: "Nonkomformista nie musi być hippisem.
Hippis nie może akceptować układów władzy, ale może zgadzać się z innymi
hippisami".
Kilkadziesiąt lat później Bill - jako William Gibson - zostaje słynnym
pisarzem i to dzięki jego pierwszej powieści, Neuromancer, do języka
wchodzi słowo "cyberprzestrzeń". Określenie to oznacza tętniący życiem
wirtualny świat utworzony przez sieć komputerową na naszej planecie. Gdy
Gibson poznaje Keanu, ten opowiada mu o tym, jak dorastał w Yorkville i bawił się w piasku przy Yorkville Avenue na budowie tego, co później
miało stać się hotelem sieci Four Seasons. Gibson pisze później:
"okolica, którą zapamiętałem, została bezkompromisowo zabudowana
lokalami handlowymi. Z perspektywy czasu uważam, iż to dlatego, że
Yorkville od początku stanowiło dla deweloperów namiastkę West Village,
wzbogaconą w moich czasach o społeczną namiastkę East
Village"10.
Zanim Keanu przeprowadzi się do Yorkville, machina zabudowy już zostanie
wprawiona w ruch. W pierwszym jego wielkim hicie, filmie W zakolu
rzeki z 1987 roku, wspomnienie lat sześćdziesiątych wisi w powietrzu
niczym stęchły dym. Nie licząc pustego ducha Dennisa Hoppera i kilku
nauczycieli, którzy nie przestają mówić o Wietnamie, jedyne, co
pozostało w filmowym impasie lat osiemdziesiątych po hippisowskim śnie,
to Keanu oraz jego ekipa nihilistycznych punków. Brzmi podobnie, kiedy
Keanu opisuje swoje własne życie: dziecko artystycznej bohemy
zdobywające własne doświadczenia artystyczno-bohemiczne w gwałtownie
rewitalizowanym Toronto z epoki pohippisowskiej.
"Wiesz, że nawet nie malowaliśmy graffiti? Za to konstruowaliśmy gokarty
nazywane Fireball 500 - wyznaje pisarzowi Dennisowi Cooperowi w wywiadzie z 1990 roku. - Owszem, strzelaliśmy z procy kasztanami w głowy
nauczycieli, a w ósmej klasie pojawił się haszysz, LSD i im podobne. Ale
Toronto stało się jednym wielkim centrum handlowym".
Patricia Taylor pracuje jako projektantka kostiumów i tworzy stroje dla
muzyków, takich jak David Bowie czy Dolly Parton. To ona jest autorką
czarnego stroju króliczka, który Dolly Parton ma na sobie na okładce
"Playboya" z 1978 roku. W 1983 roku Keanu - jako uczeń-rebeliant
artystycznej szkoły średniej - wkłada ten sam strój na Halloween.
Jeden z tabloidów opisuje Patricię jako kobietę z brzoskwiniowym
jeżykiem na głowie, palącą gitanes11. Ma znajomości w branży
muzycznej, a Keanu dorasta w tym artystycznym światku. Mieszkają
nieopodal studia Nimbus 9, w którym często nagrywa Alice Cooper ze swoim
producentem Bobem Ezrinem. Matka Keanu zna Alice Coopera, a Keanu
czasami siedzi w studiu, popijając colę i jedząc słodycze. Przynajmniej
raz Alice Cooper przychodzi do domu pani Taylor, żeby zaopiekować się
Keanu, i przynosi sztuczne wymiociny i plastikową psią kupę. Keanu i jego kolega z dzieciństwa, Evan Williams, siłowali się na dywanie z Alice Cooperem, który wygrał tę walkę. "Zrobił z nas jeden wielki ludzki
węzeł" - powie później Williams w rozmowie z redaktorem "People".
Patricia Taylor wychodzi za mąż za promotora koncertów rockowych, po
czym rozstaje się z nim, a jej kolejnym mężem zostaje właściciel salonu
fryzjerskiego. Keanu namiętnie chodzi do kina. W 2013 roku wymienia
tytuły, które zmieniły jego życie: Harold i Maude, jak również Monty
Python i Święty Graal, Gwiezdne wojny, a zwłaszcza sceny pozbawiania
ludzi kończyn w obu tych produkcjach. Głowa do wycierania (po tym
filmie nigdy już nie byłem taki jak wcześniej), Taksówkarz, filmy
Petera O'Toole'a, zwłaszcza Wyższe sfery, Becket oraz Lawrence z Arabii. Keanu twierdzi, że lubi O'Toole'a, ponieważ "grał wyjątkowe
postaci, mocnym głosem, choć często tragicznie uwięzionym".
W Reddit AMA12 dodaje do powyższej listy takie tytuły, jak Czas
Apokalipsy czy Stroszek Herzoga. Ten ostatni to jeden z dwóch filmów,
które Herzog zrealizował z Brunem Schleinsteinem, tak zwanym Brunem S. -
ekscentrycznym muzykiem ulicznym, który nigdy wcześniej nie miał
styczności z zawodem aktorskim. "Jego występy były pasjonujące - napisał
w 2008 roku Michael Kimmelman. - Ale to oczywiste, że miał problemy ze
zdrowiem psychicznym, i nawet jeśli wydawał się inteligentny na swój
sposób, jednocześnie był zawsze po prostu sobą. Człowiek zadawał sobie
pytanie: ile z tego to fikcja, a ile rzeczywistość?". Stroszek to dla
każdego aktora ulubiony film Herzoga.
Już jako piętnastolatek Keanu wie, że chce zostać aktorem, ale dla
zarobku ostrzy łyżwy, przycina drzewa i robi makaron we włoskiej
restauracji. W tym ostatnim miejscu zostaje dłużej i pnie się po
szczeblach aż do pozycji menedżera, ostatecznie jednak rzuca pracę, by
zagrać w sztuce. Jest dyslektykiem, w zwykłej szkole się męczy, w aktorskich też nie zagrzewa zbyt długo miejsca.
Jednakże w 1984 roku dostaje rolę w profesjonalnym teatrze - Passe
Muraille w Toronto - w sztuce o tytule Wilkołak (Wolfboy). To
opowieść o więzi, jaka tworzy się między dwoma nastolatkami, którzy
poznają się na oddziale psychiatrycznym. Keanu gra w niej kapitana
drużyny hokejowej, który przeżył próbę samobójczą, a jego kolega, Carl
Marotte - chłopaka wierzącego w to, że jest wilkołakiem.
Fotograf odpowiedzialny za sesję zdjęciową do przedstawienia pryska obu
chłopców wodą i każe im ustawić się tak, jakby za moment mieli się
pocałować. Na większości odrzuconych fotografii wyglądają po prostu jak
dwaj młodzieńcy w mokrych koszulkach tkwiący w dziwacznych pozach, ale
na jednym zdjęciu sprawiają bardzo autentyczne wrażenie i to właśnie
zdjęcie trafiło na plakaty.
Sztuka staje się kultowym hitem w społeczności gejowskiej Toronto, a już
na pewno taką funkcję zaczyna pełnić plakat, który często pada łupem
złodziei. Można uznać, że to moment, w którym widzowie zaczęli odbierać
Keanu jako aktora o szczególnej aurze, która najczęściej jest całkiem
przypadkowa. Ponad dziesięć lat później magazyn "People", odnosząc się
do spekulacji na temat orientacji seksualnej Keanu, napisze, że to
"spuścizna po Wilkołaku".
W 1984 roku, w jednym z odcinków kanadyjskiego sitcomu Hangin' In,
Keanu gra chłopaka ze schroniska dla nieletnich. To najprawdopodobniej
moment, w którym widzowie po raz pierwszy mogą usłyszeć Keanu
wypowiadającego się na ekranie. Jego słowa brzmią: "Hej, gdzie trzymacie
ręczniki? Pete powiedział, że mogę wziąć u niego prysznic". Producenci
pozwalają Keanu na samodzielny wybór stroju na potrzeby odcinka -
przychodzi na plan w skórzanej kamizelce.
Z kolei w odcinku kanadyjskiego serialu kryminalnego Night Heat ze
stycznia 1985 roku Keanu jest włamywaczem, którego miejsca przestępstwa
goni starsza pani z sekatorem. Natomiast w innym odcinku tej samej
produkcji - z lutego 1985 roku - Keanu jest "przestępcą numer jeden",
niedoszłym gwałcicielem, zastrzelonym przez jedną z głównych postaci,
która bierze latarkę Keanu za broń, a potem, do końca odcinka, ma z tego
powodu wyrzuty sumienia. W międzyczasie Keanu wnosi też zwariowaną
energię do Going Great - programu dziecięcego telewizji CBS. Pojawia
się w nim jako korespondent, który wyjeżdża w teren i - przykładowo -
zakłada osłonę pszczelarską na twarz, po czym spotyka pszczoły.
W reklamie płatków śniadaniowych Keanu jest kelnerem w muszce, który
tańczy radośnie na widok kukurydzianego przysmaku. Lata później
kanadyjski dyrektor artystyczny, Leo Burnett, powie, że rola Keanu miała
stanowić jedną z wielu scen w szerszej produkcji, ale po obejrzeniu
nagrania uznano, że Keanu ma w sobie coś, i ostatecznie tylko on
występuje w reklamie.
Keanu zagrał także w Miłosnej terapii (Letting Go), filmie, który
ukazał się na kanale ABC 11 maja 1985 roku o godzinie 9.00 czasu
wschodniego, tym samym eliminując powtórkę ósmego sezonu Statku
miłości z jego zwyczajowej pory emisji. John Ritter jest właścicielem
sklepu ze sprzętem stereo, który ostrzega dwóch nieznośnych nastolatków,
żeby nie bawili się sprzętem, Keanu jest zaś nastolatkiem, który się nim
bawi.
W filmie One Step Away (dosł. o krok), także z 1985 roku, Keanu ma na
sobie płaszcz w stylu Johna Bendera oraz kolczyk w uchu i gra
młodocianego przestępcę, który ulega presji rówieśników, by dokonywać
włamań i kradzieży. Film został wyprodukowany przez państwową wytwórnię
National Film Board of Canada z myślą o szkołach, społecznościach
kościelnych oraz organizacjach pomocy społecznej w ramach tzw. "serii o problemach rodzinnych". Były to filmiki serwujące "półgodzinną,
pasjonującą rozrywkę, jednocześnie mające służyć jako przyczynek do
dyskusji w programach pomocy rodzinie".
W rozmaitych częściach serii oglądamy takie przypadki, jak na przykład
historię młodego człowieka, który musi zmierzyć się z chorobą psychiczną
swojej matki, mężczyzny w średnim wieku, który zbiera się na odwagę, by
wyjawić żonie i córkom, że ma syna z nieprawego łoża, czy wreszcie
absolwenta po studiach, który traci pracę i wraca do rodzinnego domu.
Jeden z odcinków opowiada o zazdrośniku - potraktowanie zazdrości jako
problemu społecznego wydaje się bardzo kanadyjskie. No i oczywiście mamy
One Step Away. W tym filmie to Keanu spotyka w pewnym momencie gościa
w typie wampira, który chce, by Keanu kradł z nim radia samochodowe, na
co ten się nie zgadza. "Ty nie kradniesz? - pyta chłopak z niedowierzaniem. - To czym ty się zajmujesz?". "Dobre pytanie" -
odpowiada mu Keanu.
***
"Brałem udział w castingu disnejowskiego filmu tygodnia pt. Young
Again"- wyjaśnia Keanu Reeves w książce z 1988 roku The New Breed:
Actors Coming of Age (dosł. nowa rasa: aktorzy, którzy osiągają
pełnoletność) - tomie zawierającym wywiady z Patrickiem Swayze, Johnnym
Deppem oraz Robertem Downeyem Jr., ale na wszelki wypadek również z Lisą
Marie (z Marsjanie atakują!) oraz Stephenem Baldwinem z wydętymi
ustami na okładce, ponieważ nikt nie miał stuprocentowej pewności co do
długofalowych perspektyw młodocianych aktorów. "Nikomu się nie
spodobałem, nie licząc reżysera. Umówił mnie z Hildy Gottlieb w agencji
ICM. Poleciałem na spotkanie i ostatecznie dostałem zieloną kartę.
Wsiadłem do mojego volva z 1969 roku i pojechałem do Stanów z trzema
tysiącami dolców. Zatrzymałem się u ojczyma - Paula Aarona - i wszedłem
do ciemnej paszczy lwa - czyli do LA". To ostatnie porównanie to typowy
żart na temat Los Angeles opowiadany przez przybyszów - nawet tych,
którzy wiedzą, że prawdopodobnie zostaną w nim na zawsze.
Ledwo Keanu zjawia się w LA, a jego agenci od razu sugerują, że powinien
zmienić imię na coś mniej etnicznego. W 2017 roku aktor wyjaśni
Jimmy'emu Fallonowi, że kiedy usłyszał tę sugestię, pojechał nad ocean i zapytał fal, jak ma się nazwać. Ocean wyszeptał: "Chuck Spadina", co
było zapewne swoistym hołdem wobec Spadina Avenue - jednej z głównych
arterii komunikacyjnych w centrum Toronto, wymawianej jako "spedajna".
Jak twierdzi, gdy agenci doszli do siebie po usłyszeniu tej propozycji,
miał dla nich kolejną: "Templeton Page-Taylor". To zapewne dlatego w napisach końcowych Young Again z 1986 roku pojawia się ostatecznie
jako "K.C. Reeves", choć na castingach nieustannie przedstawia się jako
"Keanu".
Do 1986 roku, czyli do przeprowadzki z Kanady do Los Angeles, Keanu gra
w sześciu filmach telewizyjnych i dwóch długometrażowych produkcjach
kinowych. Niezbyt pasuje do ról granych w tamtym okresie, nie licząc
może W zakolu rzeki - filmu, który wydaje się wykorzystywać jego
doświadczenie jako nastoletniego fana hard rocka z Toronto, który aż się
prosi o to, by ktoś pomógł mu się wyciszyć. Jest jedynym bohaterem
książki The New Breed: Actors Coming of Age, który wymienia nazwy
swoich ulubionych zespołów punkowych: "Miałem to szczęście, że mogłem
posłuchać Ramones, Violent Femmes, Clash, Exploited, Joy Division... Moje
życie na tym zyskało".
Taki właśnie jest Keanu - muzyka to dla niego środek ekspresji, który
daje mu kopa. Chłopak zamieszkuje w Kanadzie zmierzchu kontrkultury,
doświadcza jej na tyle, by wiedzieć, co stracił, a gdy dorasta, szuka
bohemy w książkach, filmach i płytach. Kiedy wreszcie znajduje coś, co
ją przypomina - społeczność osób budzących się do życia nocą - w teatrach i na planach filmowych, kiedy jego rosnąca popularność nie
pozwala mu już dłużej udawać, że życie sławnego aktora to ta szukana
przez niego bohema, ucieka, zakłada zespół i jeździ w trasy koncertowe,
żeby tylko nie musieć konfrontować się z tą prawdą.
Jest jednym z pierwszych, którym udaje się połączyć rolę wielkiego
celebryty z umysłowością ukształtowaną przez punk, dzięki czemu stanie
się jednym z najbardziej wyrazistych aktorów wczesnych lat
dziewięćdziesiątych - ery, która zrobiła gwiazdy z wielu osób wijących
się jak piskorze w świetle jupiterów. Jednakże wcześniej, w latach
osiemdziesiątych, Keanu bywa regularnie obsadzany jako typowy
nastolatek, którym nie jest, i dlatego na ekranie manifestuje się tylko
część jego osobowości scenicznej. Przemysł filmowy jeszcze nie
rozpracował, jak wykorzystać punkowy i niepokorny pierwiastek Keanu.
W Young Again w głosie Keanu pobrzmiewa kanadyjski akcent, co słychać
zwłaszcza w wydłużonych głoskach "l": "Bez ciebie nie będę szczęśliwy,
Llllauro!".
W tej samej produkcji siedemnastoletni praktykant z biura Roberta Uricha
czyści mopem kort do racquetballa podczas gry Uricha, a cała scena
rozgrywa się w dzień jego czterdziestych urodzin. Ta upokarzająca
sytuacja wpędza bohatera w spiralę ckliwych wspominek o tym wszystkim,
co zabrał mu wiek. Wieczorem tego samego dnia, przecierpiawszy swoją
imprezę urodzinową, Robert Urich spaceruje samotnie po ulicach miasta i wsiada do autobusu w ślad za roześmianymi nastolatkami. W autobusie
spotyka starszego pana w białym garniturze, który zdaje się wiedzieć
absolutnie wszystko na jego temat, łącznie z faktem, że Urich rozstał
się ze swoją dziewczyną z czasów licealnych - Laurą - i nie może o niej
zapomnieć.
"Chciałbym znów mieć takie szanse - mówi Urich do starszego pana i jednocześnie patrzy na roześmiane dzieciaki. - Czy naprawdę żądam aż tak
wiele?". "Być może nie" - odpowiada staruszek, który jest - rzecz jasna
- czarodziejem, ponieważ gdy na końcowym przystanku autobus pustoszeje,
Robert Urich znika, a na jego miejscu, w identycznym garniturze i krawacie, pojawia się Keanu Reeves.
Young Again zostaje wyemitowany na kanale The Magical World of
Disney 11 maja 1986 roku, ze wstępem Michaela Eisnera, który w tamtym
czasie pełni funkcję prezesa Walt Disney Company. Ma zdarty głos, a podczas wystąpienia towarzyszą mu Kaczor Donald oraz Daisy w kaczych
garniturach i wyrażają kwakaniem swoją opinię na temat dzielenia ekranu
z szefem. Eisner nie wspomina ani o Keanu, ani o samym filmie - trzeba
przyznać: najwcześniejszym i najnudniejszym przedstawicielu fali komedii
z lat osiemdziesiątych o zamianie ciał pomiędzy osobą dorosłą a dzieckiem. Oczywiście, sytuacja zmienia się nieco, kiedy Tom Hanks
dostaje Oscara za Dużego w reżyserii Penny Marhsall - to film o dwunastoletnim chłopcu, który zostaje wrzucony do świata dorosłych. W porównaniu z tą produkcją Young Again wydaje się dość cierpką wersją
fantasy - czterdziestoletni biznesmen z czterdziestoletnim ego
wykorzystuje swój wyrachowany czterdziestoletni umysł, żeby
przechytrzyć, a niekiedy zwyczajnie pokonać nastolatków w wieku
licealnym. Keanu robi, co może, żeby przydać fabule znamion
wiarygodności, przesycając graną postać młodego Uricha arogancją kogoś,
kto już to wszystko przeżył, jak gdyby chciał powiedzieć: "Wiecie, jak
jest, ja już uprawiałem seks i płaciłem podatki".
Gdyby szukać w Young Again momentu, w którym Keanu rzeczywiście
sprawia wrażenie rozkwitającej gwiazdy filmowej, z pewnością byłaby to
scena po wyjściu z autobusu, kiedy udaje się do domu Roberta Uricha,
przekonuje odźwiernego, by go wpuścił, i zaczyna tańczyć w mieszkaniu
przy akompaniamencie coveru Shout Isley Brothers. Scena ta nawiązuje
wyraźnie do kultowego już tańca Toma Cruise'a w bieliźnie w Ryzykownym
interesie. Tyle że to film Disneya, więc taniec jest dostosowany do
wieku odbiorców - Keanu nie tylko nie zdejmuje spodni, ale też dodatkowo
zakłada czasami płaszcz, a przy tym od czasu do czasu wychyla się z garderoby, jakby chciał kogoś zaskoczyć, choć przecież jest sam w mieszkaniu. Śpiewa także do lustra, pokazując na siebie i bezgłośnie
powtarzając ostrzeżenie z tekstu piosenki: "Don't forget to say you
will" (dosł. nie zapomnij powiedzieć "tak"). Oglądając ten fragment,
niemalże słyszymy reżysera domagającego się kolejnych powtórek ujęcia i większego entuzjazmu, co Keanu ochoczo z siebie daje. To idiotyczna i wtórna scena w idiotycznym i wtórnym filmie, jednak Keanu jest
stuprocentowo wiarygodny jako ktoś, kto dziękuje światu za swoje ciało i jego możliwości, jako ktoś, kogo ogarnia szczęście na widok własnego
odbicia w lustrze, pełnego życia i światła.