Rozdział 2 - Niespodziewane niespodzianki
Przebywałam już w domu, w którym mieszkaliśmy razem z prawie całą rodziną, dzieląc się ze swoimi dwiema siostrzyczkami jeden, całe szczęście przestrzenny pokój. Miałam młodszą o pięć lat siostrę Gabrysię, brata Franka - starszego z kolei o jakieś pięć lat i jeszcze drugą siostrę starszą o rok - Martynkę. Można było powiedzieć, że całe nasze rodzeństwo super się dogadywuje i dogadywało. Mój brat założył już swoją rodzinę i teraz mieszka dwie dzielnice dalej od nas - na ulicy Różanej. Jest z zawodu koszykarzem. Jeździ często na różne zawody oraz mistrzostwa w tym sporcie, często wygrywając ze swoją drużyną dane zawody, czy rozgrywki. Jest oczywiście bardzo wysoki, co oznacza, że nadaje się do tego zawodu wręcz idealnie. Mierzy jakieś metr dziewięćdziesiąt i odziedziczył wzrost absolutnie po tacie, który także jest bardzo wysoki, w porównaniu do nieco niższej mamy. W ogóle mój braciszek uwielbia sport. Młodsza siostra Zuzia obecnie studiuje kosmetologię, a w przyszłości bardzo chciałaby pracować w profesjonalnym gabinecie lub też salonie kosmetycznym - robić klientkom różne dobroczynne zabiegi często o trudnej nazwie do wypowiedzenia, jak mikrodermabrazja, sonoforeza, czy elektroporacja. Chciałaby też pracować wykonując makijaż, manicure czy pedicure klientkom. Z kolei starsza o rok siostra - Martynka, która nie tak dawno temu, bo 15 listopada świętowała swoje 30-te urodziny w górach - jest tancerką. Ukończyła studia na wydziale choreografia taneczna, a teraz uczy małe dzieciaczki tańców nowoczesnych, współczesnych oraz baletu. Martynka także od małego uczęszczała na tańce, skąd zaczerpnęła potrzebne w tym zawodzie umiejętności. Pamiętam, jak często po kilkugodzinnych treningach przyjeżdżała z tańców do domu i jeszcze dodatkowo rozciągała się, powtarzała choreografie, czy też robiła sobie sama treningi. Mimo, że nie było za wiele miejsca, odsuwała sofę w pokoju rodziców do samej ściany i tak oto miała pełne pomieszczenie do swoich ćwiczeń. Podglądałam ją wtedy przez lekko uchylone drzwi. Zawsze wiedziałam, że Martynka będzie tancerką i będzie uczyć inne dzieci tańców. Treningi sprawiały jej w końcu tyle radości. Mam bardzo zróżnicowane rodzeństwo, pod względem tego, co kto czym się zajmuje. Może to dobrze, bo kiedy spotykamy się razem, na przykład w urodziny któregoś członka naszej rodziny, albo na święta - jest o czym rozmawiać. Jeśli chodzi o moich rodziców - mój tato pracuje za granicą w Niemczech przy produkcji czekolady, a moja mama jest profesjonalną fotografką, tyle, że robi zdjęcia do dowodów, legitymacji i innej potrzebnej dokumentacji swoim klientom. Mimo, że wszyscy zajmujemy się tak naprawdę czym innym, łączy nas wspaniała więź. Mam super relacje ze swoimi siostrzyczkami. Oczywiście także wspaniale dogaduję się ze swoim bratem, którego chociaż nie ma już w domu od kilku ładnych lat, bo założył rodzinę i ma dwójkę małych urwisów i przeniósł się do innego mieszkania całe szczęście w tym samym mieście - zawsze jak do siebie dzwonimy, czy się widzimy tak po prostu od święta i zwyczajnie - mamy sobie wiele do opowiedzenia. Bardzo fajnie jest mieć tak liczne rodzeństwo, tak dużą rodzinę. Mogę liczyć na przykład na to, że moja młodsza siostrzyczka zrobi mi piękny makijaż przed jakąś imprezą, czy przed innym ważnym wyjściem. Zawsze wtedy kupowałam jej za to czekoladę, a ona cieszyła się jak dziecko. Gabrysia uwielbia, a nawet kocha czekoladę. To prawdziwy łasuch, mimo, że nie ma żadnej nadwagi. Ona to ma dobrze - nie musi się martwić o figurę i może objadać się bezkarnie, czym tylko chce. Z kolei brat Franek często zapraszał mnie, jak był jeszcze trochę młodszy na mecze, żebym je oglądała i mu kibicowała. Bywałam na nich niestety tylko dlatego, by nie sprawić mu przykrości. Wcale i kompletnie nie interesował mnie sport. Mam nadzieję jednak, że nigdy Franek się o tym nie dowie i nikt nie puści tej tajemnicy - szczególnie żadna z moich sióstr, kiedy jeszcze dawniej opowiadałyśmy sobie największe sekrety.
Wyłożyłam się na łóżku i prawie zasnęłam. Gabrysia miała wrócić z uczelni za jakieś dwie godziny. Moja mama jak zwykle kończy pracę o 18-tej, a Martynka ze względu na to, że jest choreografką, pracuje z dziećmi i młodzieżą do późnych godzin. Czasem przyjeżdżała swoim autem nawet o godzinie 22, a może nawet 23. Tata wracał do Polski, kiedy tylko mógł. Byłam kilka razy w mieście, w którym pracuje - we Frankfurcie w Niemczech i bardzo mi się tam podobało. Możliwe, że jeszcze nie jeden, nie dwa razy tam pojadę. Miałam zatem czas absolutnie dla siebie. Trochę żałowałam, że nie zaprosiłam do środka Tomka, ale pamiętałam dobrze, że mówił w kawiarence, że nie ma za wiele czasu. Możliwe, że gdzieś się spieszył. Poza tym był bardzo tajemniczy. Ciekawiło mnie co robi, czym się teraz zajmuje, jakie ma plany na przyszłość. Ale wydawało mi się, że jeszcze zdąży mi o tym powiedzieć. Leżałam tak na swoim łóżku w pokoju, który dzieliłam z Gabrysią i Martynką i rozmyślałam o tym, co dzisiaj się stało. O tym, że poznałam super przystojniaka, z którym naprawdę dobrze mi się rozmawiało, przy którym się swobodnie czułam. Może kiedyś będzie moim chłopakiem? Może połączy nas w przyszłości coś więcej niż tylko znajomość? W każdym razie nie mogłam doczekać się tego, kiedy do mnie jeszcze napisze, kiedy znowu się spotkamy. Mamy do siebie numery telefonów. Czułam, że nasza znajomość się nie skończy. W końcu jeśli mu się spodobałam, powinien do mnie jeszcze napisać. Możliwe, że umówić się ze mną na randkę, na której jeszcze bliżej poznamy się? Czekałam i czekałam na jego smsy, leżąc na łóżku i rozmyślając o nim. O jego rudych włosach, o jego głębokim spojrzeniu, o tym, że razem w ciągu niespełna dwóch godzin zjedliśmy aż sześć różnych ciastek, o tym, że leciała akurat nasza wspólna, ulubiona piosenka, a na dworze zaczął sypać śnieg, mimo, że nikt się tego nie spodziewał. Kiedy usłyszałam kogoś, kto otwiera drzwi kluczami - byłam bardziej niż pewna, że jest to Gabrysia. To ona kończyła studia najwcześniej. Jeśli chodzi o mnie, wzięłam sobie urlop ze swojej pracy, prosząc szefową - panią Kamilę o to, by pozwoliła mi na czas nieokreślony wyjechać do Londynu. Szefowa dała mi bez problemu wolne, mówiąc, że poszuka na moje miejsce innej fryzjerki, a jeśli wrócę do Polski - zawsze znajdzie się dla mnie miejsce i zawsze przyjmie mnie z otwartymi ramionami. Teraz, kiedy w prawie ostatniej chwili nie poleciałam tam, miałam urlop, wolne ile tak naprawdę chciałam. Planowałam za jakiś czas tam wrócić - za miesiąc może trochę więcej, może po świętach. Z tego, co pisały mi moje koleżanki z pracy- znalazła się nowa pracownica na moje miejsce. Pomyślałam sobie, że nic się nie stanie, jeśli wrócę do salonu po świętach, po Nowym Roku. Niech nowa dziewczyna sobie trochę popracuje. Kątem oka, leżąc na łóżku w swoim pokoju mignął mi czyjś cień.
- Gabrysia? - Zawołałam głośno i donośnie. Widząc, że moja młodsza siostrzyczka ma założone na głowie duże, białe słuchawki, zawołałam nieco głośniej - Gabrysia?
- Co tam? - Dziewczyna ściągnęła słuchawki, potem ściągnęła czerwone rękawiczki, kawowy płaszczyk i na samym końcu czarne, sznurowane kozaczki
- To ja się pytam, co tam? Jak było na studiach?
- Na studiach profesor się spóźnił jakieś 20 minut więc zrobiliśmy sobie małe wagary. Byliśmy na chwilę na piwie, a potem jeszcze wróciliśmy na uniwersytet na angielski
- Co? Żartujesz sobie? Po piwie?
- Tak - Gabrysia wzruszyła ramionami, jakby nic się nie stało
- I nauczycielka od angielskiego nie wyczuła, że coś z wami jest nie tak?
- Ja nie piłam piwa. Wypiłam tylko sok pomarańczowy. Jest coś na obiad? - Gabrysia weszła do kuchni, otworzyła lodówkę i zadarła się - Są tylko parówki, co robimy?
- Może zamówimy sobie pizzę? Miałabyś na nią ochotę? Byłam co prawda rano w "Kardamonie i Cynamonie" i trochę się najadłam, ale z chęcią zjem coś jeszcze - może dwa, może trzy kawałki. Jest w końcu 16-ta. Cynamonki zdążyły mi się przetrawić.
- To zamówimy małą - Gabrysia weszła do pokoju, w którym leżałam na łóżku, ze zgiętymi w pół nogami w kolanach i przeglądałam social media. Tak naprawdę czekałam tylko na to, aż Tomek się do mnie odezwie. Niecierpliwie otwierałam w telefonie skrzynkę z wiadomościami. Spojrzałam na swoją siostrę, która chrupała chipsy, trzymając jedną ręką paczkę cebulowych Laysów z koperkiem, w zielonym opakowaniu. - To dobry pomysł z tą pizzą. Pomału się ściemnia i robi się cholernie zimno. Nie chcę mi się z powrotem zakładać kurtki, to znaczy płaszcza, szala, czapki i rękawiczek. Zamówimy ją - Gabrysia klasnęła w ręce, wcześniej wyrzucając do kosza w kuchni pustą paczkę po chipsach, które zdążyła zjeść w dosłownie dziesięć minut. Obie oglądnęłyśmy się za okno, na padający coraz bardziej, mocniej i intensywniej śnieg.
- Zadzwonię i zamówię coś - Wyszukałam w telefonie numer do najbliższej, naszej drugiej ulubionej knajpki, po "Kardamonie i Cynamonie", która serwowała bardziej pikantne obiady, niż słodkie przekąski. Knajpeczka miała oferować przepyszną, włoską pizzę, na kruchym i dobrze wypieczonym cieście, ze sporą ilością świeżych dodatków - z ciągnącym się serem żółtym, salami, pomidorkami suszonymi, pieczarkami a w zestawie miała mieć dołączone dwa sosy - jeden pomidorowy a drugi czosnkowy. Nie mogłam się już doczekać tej pizzy. W końcu, w swoim smartfonie trafiłam na jedną z knajpek, która wydawała się znajdować się najbliżej nas, naszego bloku - tak, aby w miarę szybko dostawca mógł nam ją przynieść, bez większych komplikacji z powodu nagle padającego śniegu, który zakorkował niestety całe nasze miasto i sprawił, że pojawiły się ogromne korki na drodze, ponieważ auta musiały automatycznie wolniej jechać. Na telefonie wyskoczyła mi Pizzeria Margeritta, która położona była dwie ulice stąd, a jak się wydawało na mapie, dostawca prawdopodobnie może się do nas wybrać nawet pieszo, ponieważ knajpka oferująca ciasto drożdżowe z sosem pomidorowym, grzybami i serem żółtym znajdowała się bardzo blisko od naszego domu.