# Kawa z Bogiem. czyli jak zrozumieć to, w co wierzę - ks. Przemysław Kawecki SDB, Katarzyna Szkarpetowska

-
Proszę czekać

Dlaczego rodzice nie spełniają wszystkich zachcianek dzieci? Bo wiedzą, że spełnienie pewnych zachcianek - zbyt wcześnie albo w ogóle - może dzieciom zaszkodzić. Cała Europa przekonała się, że wychowanie bezstresowe kształtuje tak naprawdę nie fajne jednostki, ale ludzi niezaradnych życiowo, krnąbrnych, roszczeniowych. Europa powoli wycofuje się z niego, a my oczekujemy, że Pan Bóg będzie nas wychowywał bezstresowo.

Kiedyś, chodząc po kolędzie, spotkałem trzynastolatka, który powiedział mi, że on nie wierzy w Pana Boga. Gdy go zapytałem, dlaczego nie wierzy, odpowiedział: "Bo modliłem się, a On mnie nie wysłuchał". "A o co się modliłeś?", zapytałem. "O mercedesa. Wstaję rano, a mercedesa nie ma". No i mamy ateistę (śmiech). Przykład może nieco naiwny, ale mam wrażenie, że sporo osób posługuje się podobną logiką. A przecież to tak nie działa! Pan Bóg to nie wróżka­-zębuszka!

Myślę, że Pan Bóg nas słucha bardzo cierpliwie, tylko że my zawsze mamy jakiś plan A, a On ma często plan B (śmiech). Spełnia oczywiście te nasze prośby, które mają przynieść nam dobro, ale tak jakby dookoła. Czasami spełnia natychmiast - tu i teraz. Modlimy się i jest! Uzdrowienia, uwolnienia, cuda... Ale najczęściej jest to bardzo pedagogiczna droga dochodzenia do daru. Przynajmniej takie jest moje doświadczenie.

Kiedyś myślałem, że gdy pójdę do seminarium, to trochę w nim posiedzę, trochę mnie przeszkolą i za pół roku będę na ulicy ewangelizował chłopaków. No i po pięciu latach seminarium (my, salezjanie, "na księdza" uczymy się dziewięć lat) myślę sobie: "Kurde, o co chodzi? Pięć lat prawie w ogóle nie mam styczności z ulicą, o którą mi chodziło!". Co więcej, miałem wrażenie, że jestem coraz bardziej łagodny, coraz bardziej wrażliwy, że coraz bardziej się tej ulicy boję (no bo w końcu seminarium to jest taki świat trochę odcięty). I tak się zastanawiałem, co to ma wspólnego z moim planem, z moimi pragnieniami. Wewnętrznie mocno się buntowałem. Zacząłem się modlić, pytać: "Jak to jest, Panie Boże? Ja tu chcę pracować na ulicy, a w ogóle nie mam z nią kontaktu!". Po tej modlitwie pojechałem do poprawczaka na praktyki, które miałem w każdy weekend. I tam, na tych praktykach kapelan po Mszy mówi do zgromadzonych: "No dobra, klerycy co weekend przyjeżdżają, ciągle się za was modlą, to dzisiaj my pomodlimy się za nich. Niech klerycy klękną, a my położymy na nich ręce". Klęknęliśmy, a chłopaki, takie wytatuowane byki - wiadomo, jak to w ośrodkach wychowawczych: klapeczki, dresik, łysa pała, tatuaż na szyi - położyli na nas ręce i zaczęli się modlić. I kiedy tak klęczałem, uświadomiłem sobie, że przecież na mnie leżą ręce złodziei, dilerów, chuliganów, łobuzów, zadymiarzy... I teraz te ręce - chłopaków z ulicy - leżą na mnie, a oni modlą się, żebym ja był kapłanem dla takich jak oni. Pomyślałem: "Cholera, to naprawdę ma sens!". Dostałem od Pana Boga konkretną odpowiedź: "Zobacz, chłopie! Jesteś tu, gdzie trzeba". To była wysłuchana modlitwa, dzięki której szybko odkryłem, że Pan Bóg mnie słucha i przez konkretne znaki pokazuje mi, gdy jestem na dobrej drodze.

My jednak często robimy tak, że o coś się modlimy, a potem w ogóle nie myślimy o tym, czy Pan Bóg nas wysłuchał, nie analizujemy tego. I ludzie mówią: "Ja się modlę, a Pan Bóg mnie nie słucha". Ale gdy tak zaczynamy żyć trochę świadomiej, gdy usiądziemy i zapytamy siebie: "No właśnie, modliłem się o coś pół roku temu - Pan Bóg mnie wysłuchał czy nie?", to widzimy, że to nie zostaje bez odpowiedzi. Dlatego dobrze jest dokonać takiej refleksji nad sobą, potraktować siebie trochę jak taki obiekt do badań - staję sobie z boku i patrzę na własne życie, analizuję, snuję refleksje.

Bóg jest dobrym Ojcem. Jest też Pedagogiem, dobrym Wychowawcą. Prowadzi nas za rękę, krok po kroku. Pytanie, czy my wyczuwamy to prowadzenie, czy może jesteśmy tak zahukani, do tego stopnia przekonani o tym, że trzymamy ster życia, że Bożej obecności nie zauważamy...