Katechizm rzymskokatolicki - Ks. Józef Deharbe SJ

Kup ebooka

12.99 zł
9.39 zł (9,39 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Dzieje po Chrystusie Panu

1. Od wniebowstąpienia Chrystusa Pana do nawrócenia Konstantyna

 

28. Po wniebowstąpieniu Pana, trwali Jego uczniowie w Jerozolimie na modlitwie, i oczekiwali przyrzeczonego Ducha Świętego. Dziesiątego dnia, w Zielone Świątki, powstał z nagła szum, jakby wichru gwałtownego i napełnił cały dom, w którym byli zgromadzeni. Nad każdym z nich okazały się oddzielne języki ogniste. Napełnieni Duchem Świętym, poczęli wszyscy mówić rozmaitymi językami i wielbić Boga. Piotr, książę Apostołów, wyszedłszy do Żydów, którzy tłumnie zgromadzili się około domu, mówił im, że ten Jezus właśnie, którego do krzyża przybili i którego Bóg wskrzesił z martwych, jest ich Panem i Zbawcą, i zawezwał ich, aby uwierzyli w Niego. Mowa jego była tak skuteczną, że od razu 3000 ludzi dało się ochrzcić. Wnet potem szedł Piotr i Jan do kościoła. A chromy pewien, siedząc u bramy kościoła, prosił o jałmużnę. Tedy rzekł mu Piotr: ?W imię Jezusa Nazareńskiego, wstań i chodź?. Natychmiast wstał chromy, wszedł do kościoła i wielbił Boga. Na widok tego cudu zażądało 5000 Żydów chrztu.

 

29. Z wielką mocą ogłaszali Apostołowie zmartwychwstanie Chrystusa, Pana naszego, czyniąc wiele znaków i cudów. Ich znaczenie u ludu tak się tym wzmogło, że wynoszono chorych na ulicę, aby ich uzdrowił cień przechodzącego Piotra. Wywołało to zapalczywy gniew w arcykapłanach i ich zwolennikach. Pojmawszy Apostołów, kazali ich ubiczować i zabronili im nauczać w imię Jezusa; podburzyli nadto lud, aby ukamienował świętego Szczepana, i dopuszczali się wielu innych bezprawi. Lecz żadna siła ludzka nie zdołała przeszkodzić szerzeniu się nauki Jezusa. Apostołowie nie ustawali ani w kościele, ani w domach opowiadać Jezusa ukrzyżowanego, a liczba tych, którzy dali się ochrzcić, wzrastała z dniem każdym w sposób zdumiewający. Sam Szaweł, nazwany później Pawłem, najsroższy wróg i prześladowca chrześcijan, stał się za łaską Bożą Apostołem Chrystusowym i najgorliwszym rozkrzewicielem Ewangelii.

 

30. Z nowonawróconych w Jerozolimie i w okolicy, powstała pierwsza gmina chrześcijańska czyli kościół. Życie ich było czyste i bez nagany; z radością i w prostocie ducha służyli Bogu. Wszyscy żyli w najzupełniejszej zgodzie, jakoby jedno mając serce i jedną duszę. Nie było pomiędzy nimi ubogich, bo dla wspomożenia potrzebujących, sprzedawali bogatsi dobrowolnie role i domy, bez których mogli się obejść, składając pieniądze u stóp Apostołów, aby je rozdzielali. Wedle ustanowienia Chrystusowego, byli Apostołowie ich przełożonymi: oni to nauczali, chrzcili, udzielali innych Sakramentów św., kierowali sprawami kościelnymi i zarządzali gminą.

 

31. Wielu Żydów przyjęło wprawdzie naukę Jezusa; lecz znacznie większa część trwała w zatwardziałości. Przeto spadła na nich z dopuszczenia Bożego zagrożona kara. W roku 70 po narodzeniu Chrystusa zburzyli Rzymianie Jerozolimę i spalili kościół. Milion sto tysięcy Żydów utraciło przy tym życie; pozostali, wygnani z ojczyzny, zostali rozproszeni po całej ziemi, jako żywi świadkowie Bożego gniewu. Upór Żydów i wyraźny rozkaz Boga były przyczyną, że Apostołowie zwrócili się do narodów pogańskich. W ubóstwie i prześladowaniu, wśród tysiącznych niebezpieczeństw i przykrości, opowiadali oni Ewangelię. Za to błogosławił też Bóg widocznie ich usiłowaniom. Zaledwie minęło 30 lat po zesłaniu Ducha Świętego, a już istniały we wszystkich częściach ziemi gminy chrześcijańskie. Przełożonymi tych gmin naznaczali Apostołowie biskupów, którym wśród modlitwy i wkładania rąk przekazywali władzę, od Chrystusa Pana otrzymaną, czyniąc ich swoimi następcami i zastępcami. Wszystkie gminy chrześcijańskie zostawały ze sobą w najściślejszym związku, i stanowiły pod zarządem św. Piotra, jako najwyższego zwierzchnika, jeden, powszechny czyli katolicki Kościół. Piotr umarł śmiercią męczeńską w Rzymie, gdzie w ostatnich latach życia był biskupem.

 

Po nim odziedziczyli najwyższą władzę w Kościele biskupi rzymscy czyli papieże.

 

32. Z przerażeniem postrzegli poganie szybki wzrost chrześcijańskiej religii, która potępiała głośno ich występne życie i plugawe bałwochwalstwo. Postanowili tedy wytępić chrześcijaństwo. Jego wyznawcy mieli się albo wyrzec wiary swojej, albo umrzeć w najsroższych mękach. Biczowano tedy chrześcijan i rozszarpywano, porzucano dzikim zwierzętom, rozdzierano im boki żelaznymi hakami, albo pieczono ich pochodniami. Smażeni w oleju, kaleczeni, piłowani, krzyżowani, polewani smołą i zapalani, służyli poganom za pochodnie wśród nocnych uczt i zabaw. Wszędzie ponosili chrześcijanie nieopisane męczarnie. Całą ziemię zbroczyła ich krew, tysiące i krocie tysięcy wszelkiego wieku, płci, stanu, kończyło życie w niesłychanych mękach. Rzym szczególnie, to główne miasto pogańskiego świata, i ognisko wszystkiej bezbożności bałwochwalczej, prawie pławił się we krwi chrześcijan. Niepoliczone mnóstwo chrześcijan poniosło tu śmierć męczeńską, jak świadczą dotąd ich kości, które przez chrześcijan w owych wiekach prześladowań pogrzebane, znachodzą się jeszcze dzisiaj w podziemiach czyli katakumbach.

 

33. Przez trzysta lat z małymi przerwami, trwało to straszliwe prześladowanie. Gdyby chrześcijaństwo było dziełem ludzi, zaprawdę musiałoby było ulec ślepej wściekłości swych wrogów. Lecz nauka Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, zakorzeniała się coraz głębiej, i szerzyła się coraz dalej. Znaki i cuda, czynione przez wyznawców Chrystusa, przede wszystkim pogodny spokój i radość, z jaką znosili najokrutniejsze męczarnie i najboleśniejszą śmierć, przekonały pogan, że tylko Bóg chrześcijan jest prawdziwym Bogiem. Zdarzało się często, że na widok najokropniejszych męczarń, liczni widzowie pogańscy wołali: ?I my chrześcijanami jesteśmy, zabijcie nas z nimi?. W samej rzeczy, krew chrześcijan była płodnym nasieniem, z którego wzrastał coraz bujniejszy plon męczenników.

 

34. A tak okazał Bóg dostatecznie, że Kościół jest Jego dziełem, i że wszystkie potęgi świata nic przeciw niemu nie podołają. Po krwawych prześladowaniach obdarzył Bóg Kościół swój nareszcie pokojem, powołując Konstantyna Wielkiego na obrońcę chrześcijaństwa. Cesarz Konstantyn, będąc jeszcze poganinem, wyruszył w pole, przeciw nieprzyjacielowi swemu Maksencjuszowi. Wojsko nieprzyjacielskie było o wiele silniejsze, niż jego. Wówczas modlił się Konstantyn gorąco o pomoc do prawdziwego Boga, a oto ukazał się na niebie jemu i całemu wojsku krzyż jaśniejący z napisem: ?W tym znaku zwyciężysz?. Na kształt tego krzyża rozkazał Konstantyn zrobić chorągiew i nieść ją na przodzie do boju. Natarł mężnie na silniejszego nieprzyjaciela i pobił go. Od tego dnia (312 r. po Chr.) był Konstantyn obrońcą i opiekunem chrześcijaństwa.

 

2. Od nawrócenia Konstantyna do rozdwojenia wiary w XVI stuleciu

 

35. Krzyż, który był poprzednio znamieniem największej hańby, stał się odtąd znamieniem chwały i zwycięstwa. Jaśniał on odtąd na koronie Konstantyna, i zdobił w Rzymie Kapitolium, wyniosły zamek, główną dotychczasową siedzibę pogaństwa, głosząc całemu światu tryumf ukrzyżowanego Boga-człowieka. Konstantyn pozwolił wyznawać swobodnie chrześcijańską religię, budował wspaniałe kościoły, odznaczał kapłanów i biskupów, szczególnie zaś papieży, i okazywał im wielkie uszanowanie. Przykład jego spowodował tysiące pogan do przyjęcia Boskiej nauki, tak iż bożyszcza stały opuszczone w pogańskich kościołach, których nikt nie odwiedzał. W krótkim czasie odniosła religia chrześcijańska zupełne zwycięstwo nad pogaństwem w państwie rzymskim, i stała się na zawsze panującą.

 

36. Innego rodzaju zwycięstwa miał teraz odnosić Kościół: zwycięstwa nad wewnętrznymi nieprzyjaciółmi, nad błędnowiercami. Wprawdzie pojawiały się już dotąd tu i ówdzie kacerskie (błędne) nauki i rozdwojenia, lecz wkrótce zniknęły. Teraz zaś dopuścił Bóg, że niektórzy błędnowiercy pozyskali chytrością i podstępem wielu zwolenników, i otworzyli własne, szeroko rozgałęzione gminy czyli sekty, które po większej części od nich wzięły nazwę, jak: Arianie, Nestorianie, Eutychianie, Pelagianie i inni. Udawało się im często pozyskać książąt i cesarzy, a ponieważ umieli wyzyskiwać ich pomoc, uciskali i prześladowali chrześcijan prawowiernych w sposób okrutny. Otóż jak niegdyś Apostołowie zgromadzili się, aby za natchnieniem Ducha Świętego, pod przewodnictwem św. Piotra rozstrzygnąć powstałe spory, tak samo czynili teraz ich następcy, biskupi katolickiego Kościoła. Zgromadzali się pod przewodnictwem papieża, albo jego posłów, naradzali się nad błędną nauką i potępiali ją, to jest: ogłaszali, że jest fałszywą i niedozwoloną. Takie zgromadzenie nazywa się soborem powszechnym. Uchwały takich soborów, powzięte z przyzwoleniem papieża w rzeczach wiary i obyczajów, są nieomylne, ponieważ są wyrokami Kościoła, którym rządzi niewidzialnie Duch Święty, strzegąc go od wszelkiego błędu. Szczególnie sławny jest sobór w Nicei, odbyty w r. 325. Pomiędzy zgromadzonymi wówczas biskupami w liczbie 318, znajdowało się wielu mężów świętych, którzy, poniósłszy dla Chrystusa męki w czasach prześladowania, stracili ręce lub oczy. Jednogłośnie rzucili klątwę czyli wykluczyli z Kościoła przewrotnego Ariusza, który uporczywie utrzymywał, że Chrystus nie jest Bogiem, równym Bogu Ojcu. Sekta Arian była wówczas potężną; lecz gdy ją Kościół napiętnował tym wyrokiem uroczystym, musiała zwolna upaść. Tego samego losu doznały wszystkie następne kacerstwa. A Kościół katolicki wychodził zawsze zwycięsko aż po dziś dzień, ze wszystkich walk, choćby najcięższych.

 

37. W tym okresie wsławił Bóg także Kościół swój przez wielu świętych i uczonych mężów, którzy z chwałą bronili prawdziwej nauki. Nazywają się oni nauczycielami (Doktorami) i Ojcami Kościoła. Takimi byli: św. Atanazy, patriarcha Aleksandryjski (? 373), który za wiarę prawdziwą ponosił długie i ciężkie prześladowania od Arian; św. Bazyli Wielki, biskup Cezarejski (? 379); św. Grzegorz z Nazjanzu (? 389) i św. Jan Chryzostom tj. Złotousty (? 407), obydwaj patriarchowie Konstantynopolitańscy; śś. Cyryle, jeden biskup Jerozolimski (? 386), drugi patriarcha Aleksandryjski (? 444); św. Ambroży, biskup Mediolański (? 397); św. Hieronim, wsławiony tłumaczeniem Pisma św. na język łaciński (? 420); św. Augustyn, biskup z Hippony w Afryce, jeden z największych nauczycieli Kościoła (? 430); święci papieże: Leon Wielki (? 461) i Grzegorz Wielki (? 604).

 

Podczas gdy święci Ojcowie Kościoła odznaczali się szczególnie jako obrońcy wiary, jaśnieli znowu pustelnicy i mnisi jako wzory surowej pokuty. Byli to pobożni chrześcijanie, którzy usunęli się od zwodniczych przyjemności świata, aby modlitwą i wyrzeczeniem siebie samych przygotować się w pustyni na śmierć szczęśliwą. Jaskinia w skale lub chatka z gałęzi była ich mieszkaniem, ziemia naga lub liśćmi potrzęsiona ich łożem, korzonki i zioła służyły im za pożywienie, a woda za napój. Wyrzekali się oni wszystkich wygód, aby umarli zupełnie światu, a żyli jedynie Bogu. Z życia pustelniczego powstało potem życie zakonne, około którego szczególnie zasłużył się na zachodzie wielki cudotwórca św. Benedykt.

 

38. Nowe niebezpieczeństwa przyniosła Kościołowi wędrówka narodów w V-tym i VI-tym wieku, gdy chciwe zdobyczy pogańskie ludy, opuściwszy dotychczasowe siedziby swoje, licznymi hordami zalewały chrześcijańskie kraje, pustosząc wszystko ogniem i mieczem. Najstraszliwiej grasowali Hunowie pod wodzem Attyllą, który sam się nazywał ?biczem Bożym?. Najznaczniejsze miasta i całe ludy zginęły. Państwo rzymskie, przeszło tysiącletnie, niegdyś tak potężne, musiało upaść pod tym nawałem. Nieopisana nędza zapanowała w całej Europie, dopóki Bóg nie poskromił hord dzikich przez ten sam Kościół, któremu groziły zniszczeniem. Wysłani przez papieży, udali się do nich kapłani, przynosząc im radosną wieść zbawienia. Z krzyżem i Ewangelią w ręku, głosili oni mężnie naukę Zbawiciela, wśród wielkich niebezpieczeństw, pokładając nadzieję w Bogu. Wówczas zostały nawrócone Niemcy i wyprowadzone z dzikości. Święty Seweryn nauczał w Austrii, później św. Kolumban i Gallus nad jeziorem Bodeńskim w Szwajcarii, Kilian i Wilibald we Frankonii, Rupert i Korbinian w Bawarii i sąsiednich krajach, św. Ludger w Monasterze, św. Ansgary w okolicach północnych. Przed innymi jednak jaśniał niezmordowany w pracach apostolskich święty Bonifacy, zwany dlatego ?Apostołem Niemiec?. Dla wysokich zasług mianowany przez papieża arcybiskupem Mogunckim, umarł śmiercią męczeńską, głosząc u Fryzów Ewangelię (755). Apostołami Słowian byli śś. Cyryl i Metody. Polacy przyjęli wiarę świętą w roku 966, gdy król polski Mieczysław I, zaślubiając Dąbrówkę, chrześcijańską księżniczkę czeską, dał się ochrzcić, i przykładam swoim pociągnął lud cały. Zaś do utwierdzenia Polski we wierze, przyczynił się szczególnie św. Wojciech, który w roku 997 poniósł śmierć męczeńską od pogańskich Prusów.

 

Skoro ustalili się tacy wysłannicy wiary w tym lub owym kraju, zakładali najpierw klasztory. Te rzucały znowu dalej nasiona chrześcijaństwa, zakładały szkoły, w których kształciła się młodzież na kapłanów, i zaprowadzały wszędzie łagodniejsze obyczaje, jako też zamiłowanie do spokojnego zatrudnienia. Tak nauczyli się dzicy rolnictwa, rodzinnego pożycia, rzemiosł i sztuk. Pracowite ręce zakonników zamieniły pustynie w urodzajne pola, a ponure lasy w miłe siedziby. W każdym względzie byli zakonnicy największymi dobroczyńcami ludzi. Dlatego też Karol Wielki cesarz, który troszczył się przede wszystkim o rozszerzenie i dobro Kościoła chrześcijańskiego, założył więcej niż 24 klasztorów, utworzył też rozmaite biskupstwa, zaopatrzywszy je hojnie w dobra i posiadłości. Za jego przykładem poszedł król węgierski św. Stefan, któremu Węgrzy zawdzięczają swoje nawrócenie.

 

39. Podczas gdy chrześcijaństwo szerzyło się na zachodzie, przynosząc wszędzie błogie skutki, powstały na wschodzie zamieszki, zgubą grożące. Cesarze greccy w Konstantynopolu, zamiast poddać się Kościołowi w pokorze, chcieli raczej nim rządzić, jak własnym państwem, i narzucali mu przemocą własne mniemania, jako prawdy wiary. Lud był lekkomyślny i chwiejny, duchowieństwo często niepomne swych obowiązków; pycha i niezgoda zdziałały resztę i sprowadziły nieszczęsne rozdwojenie (schizmę), które większą część Kościoła greckiego czyli wschodniego oderwało od papieża, tej widzialnej Głowy Kościoła. Nie odwlekał też Bóg zasłużonej kary. Jak niegdyś Izraelitów, tak chłostał teraz wyrodnych chrześcijan. Już na początku VII stulecia zjawił się był w Arabii oszust, Mahomet imieniem, który mienił się być posłem Boga, i ułożył nową religię ze zwyczajów pogańskich, żydowskich i chrześcijańskich. Na czele zbójeckiej hordy, rozbijał najpierw karawany, zdobył wnet miasta i kraje, a mieczem zmusił mieszkańców do przyjęcia swojej nauki. Jego następcy podbijali dalej siłą oręża kraj po kraju, w Azji i Afryce, szerząc naukę swego fałszywego proroka, a z nią dzikość, występki i niewolę. Wprawdzie nie wypleniono w owych krajach chrześcijaństwa do szczętu, ale wskutek odłączenia od prawdziwego Kościoła, popadło ono w stan odrętwienia i poniżenia, w którym do dziś dnia pozostaje.

 

40. Mahometanie zdobyli wnet Ziemię Świętą. Łupiestwa i okrucieństwa, których się dopuszczali względem chrześcijan, pielgrzymujących z zachodu, spowodowały z końcem XI stulecia tak zwane wojny krzyżowe. Piotr z Amiens, pobożny pielgrzym, powróciwszy z Ziemi Świętej, opowiadał papieżowi Urbanowi II o zniewagach, wyrządzanych przez niewiernych miejscom świętym, na których Zbawiciel żył i cierpiał, i o nieznośnym ucisku tamecznych chrześcijan. Papież powziął wielkoduszny zamiar, chcąc położyć kres zuchwałości Mahometan, nienasyconych tyloma zdobyczami. Powołał chrześcijańskich książąt i rycerzy do Clermont, zawezwał ich do wojennej wyprawy przeciw niewiernym, i taki wzniecił zapał, że wszyscy zawołali: ?Bóg tak chce! Bóg tak chce!?. Ten okrzyk obiegł cały zachód, i wnet stanęło w gotowości groźne wojsko. Z radosną odwagą wyruszyło wojsko krzyżowców do Palestyny. Po niezmiernych wysileniach i krwawych bojach, zdobyto wreszcie Jerozolimę, gdzie szlachetnego Godfryda z Bouillon, księcia Lotaryngii, wybrano królem (1099 r.). Wzbraniał się jednak pobożny książę przyjąć i nosić koronę złotą na tym miejscu, gdzie jego Pan i Zbawiciel nosił koronę cierniową, i nie zwał się inaczej, tylko książę Godfryd. Nowe królestwo istniało zaledwie sto lat. Zdrada ze strony Greków, brak karności i jedności ze strony krzyżowców sprawiły, że pomimo kilkakrotnych wypraw z zachodu, nie mogło się oprzeć przemocy Turków. Wzmagali się oni i szerzyli coraz dalej, aż nareszcie w XV stuleciu zdobyli Konstantynopol, stołeczne miasto państwa greckiego, na którym ciężyły tak liczne i wielkie winy. Zapał i bohaterstwo kawalerów maltańskich i innych chrześcijańskich zakonów rycerskich, które powstały w czasie wojen krzyżowych, jako też oczywista pomoc Najświętszej Matki Bożej, uratowała chrześcijańską Europę, mianowicie Niemcy, największym zagrożone niebezpieczeństwem, że nie padły także ofiarą straszliwej zaciekłości Turków.

 

41. Przez wojny krzyżowe, obudził się cały zachód do nowego życia duchowego. W czasie wędrówki ludów, znalazły umiejętności schronienie w klasztorach; teraz szerzyły się pomiędzy pospólstwem, wiedzy chciwym. Powstały głośne na świat cały szkoły i uniwersytety, gdzie mężowie zdumiewającej uczoności, jak św. Anzelm (? 1109), Albert Wielki, św. Tomasz z Akwinu (? 1247) i inni wykładali nauki. Wszelako większą jeszcze chwałę przyniósł owym czasom blask cnót chrześcijańskich, niezachwiana wiara, dziecięca prostota, żarliwa miłość Boga i bliźniego. Ze zdumieniem czci pełnym, spoglądamy dzisiaj jeszcze na te stare, olbrzymie świątynie, które budowali nasi przodkowie, i z rozrzewnieniem podziwiamy w obrazach, którymi zdobili miejsca, Bogu poświęcone, wyraz pobożności, tchnący dziecięcą szczerością. Tylko religia, którą serca ich były przejęte, mogła wydać coś tak wielkiego i uroczego. Nadto wylała ona najobfitsze błogosławieństwo, przez śś. zakonodawców Romualda, Brunona, Norberta, Bernarda (? 1153), Dominika (? 1221), Franciszka z Asyżu, zwanego Serafickim (? 1226), i przez wielu innych mężów Bożych. Mnogie klasztory, przez nich pozakładane, wydawały nie tylko licznych i wielkich Świętych, jako też uczonych książąt Kościoła, lecz wzniecały także wśród ludności wszelkiego stanu bogobojny zapał, zapobiegały powszechnej nędzy, pielęgnowały chorych i wykupywały więźniów i niewolników. Na wszystkie strony ziemi rozsyłały posłów wiary, a pobożną modlitwą sprowadzały łaskę niebios na kraje i ludy.

 

42. Lecz obok posiewu dobrego, rozpleniał się także chwast na roli Bożej. Bywały zgubne wojny i zatargi, różnorodne zbrodnie, gwałty i zgorszenia. Gdy w XI-tym stuleciu, Henryk IV cesarz, niepomny swych obowiązków chrześcijańskich, w zaślepieniu rozdawał najniegodniejszym według swego kaprysu biskupstwa i opactwa, albo je nawet sprzedawał, a papież wystąpił odważnie przeciw tak zgubnemu nadużyciu, wszczął się długi spór, zwany sporem o inwestyturę, w którym Kościół dopiero po ciężkich przeciwnościach odniósł zwycięstwo. Potem powstali błędnowiercy i podniecali rokosz najpierw przeciwko zwierzchności duchownej, a później i świeckiej. We Francji czynili to Albigensi, a w górnych Włoszech Waldensi, w Anglii Wiklefici, w Czechach zaś Husyci. Wprawdzie odzyskał Kościół znowu spokój, a mężowie potężni słowem i darem czynienia cudów, jak św. Wincenty Ferreriusz (? 1419), św. Jan z Kapistranu (? 1456) obchodzili kraje, nawołując książąt i lud do pokuty; ale iskra tlała pod popiołem, i już był obudzony duch przewrotu, Kościołowi nieprzyjazny i nowości chciwy, a żywiły go i podżegały rozmaite Kościołowi katolickiemu i jego świętej nauce przeciwne okoliczności. Do nich trzeba policzyć w pierwszym rzędzie, posunięte prawie do śmieszności zamiłowanie nie tylko dzieł starożytnych greckich i rzymskich czyli klasycznych, ale także bajek mitologicznych, imion, zwyczajów pogańskich, i pochodzące stąd zobojętnienie dla wiary Chrystusowej, którą ten, tak zwany humanizm, na równi stawił z mitologią, a w końcu zepsucie moralne, idące w ślad za pogańskimi wyobrażeniami. Niedoszłe do skutku w poprzednich czasach usunięcie niektórych nadużyć, wyzyskiwano na niekorzyść Kościoła, chociaż nie ciężyła na nim żadna wina, bo nieprzyjaciele Kościoła przypisywali te nadużycia złej woli jego zwierzchników, i podawali ich przeto w pogardę i nienawiść. Wreszcie niezadowolenie ze stosunków społecznych, wywołane butą możnych a uciskiem niższych, skierowano także przeciw Kościołowi, a chcąc zagrabić jego dobra i zarazem usprawiedliwić tę grabież, spotwarzono jego naukę, życie i urządzenie. Do gwałtownego wybuchu wrzących namiętności, mogła posłużyć pierwsza lepsza sposobność. Taka sposobność znalazła się w Niemczech na początku XVI stulecia. Odtąd szerzyło się nieszczęsne złe, jak zaraźliwa choroba: odstępstwo całych narodów od katolickiego Kościoła, krwawe wojny, rokosze, zepsucie obyczajów, zniszczenie najwspanialszych dzieł pobożnych przodków, nieopisana nędza doczesna dla wielu i zguba wieczna; oto skutki tak zwanej reformacji w XVI stuleciu.

 

 

3. Od rozdwojenia wiary w XVI stuleciu, aż do naszych czasów

 

43. Marcin Luter, profesor z Wittenbergi, człowiek burzliwego usposobienia, powstał początkowo przeciwko nadużyciu, którego dopuszczali się nierozsądni z odpustami (r. 1517). Wnet jednak narzucił się samowolnie na reformatora tj. naprawcę Kościoła, i powstawał przeciwko zwierzchności duchownej, szczególnie przeciwko papieżowi, którego władzę zwierzchniczą nazywał uroszczeniem i tyranią, przepowiadając, że skutkiem jego usiłowań, znajdzie sromotny koniec. Trzymając się uporczywie przewrotnych swoich zdań, odrzucił wiele prawd wiary, które Kościół wziął od Chrystusa i Apostołów. Zniósł Mszę świętą, posty, spowiedź, modlitwy za umarłych, i wiele zwyczajów pobożnych, ogłosił uczynki dobre za niepotrzebne, twierdząc, że wiara sama usprawiedliwia i zbawia.

 

Prócz tego zniósł śluby zakonne, wszystkim niezadowolonym zakonnikom i zakonnicom otworzył tym sposobem klasztory, dozwalając im wchodzić w związki małżeńskie, przyznawał książętom i panom prawo do grabieży zapisów i dóbr kościelnych, i pozwalał rozporządzać nimi dowolnie. Wreszcie sam złamał uroczystą przysięgę, którą złożył jako zakonnik i kapłan, i pojął zakonnicę za żonę. Luter chełpił się, że naukę swoją czerpie jedynie z Biblii, lecz samowolnym tłumaczeniem tejże w błąd wprowadzony, popadł wnet w oczywiste sprzeczności i fałsze. Tak np. twierdził, że człowiek nie ma wolnej woli, więc ani przykazań pełnić nie może, ani unikać złego, że grzech nie sprowadza potępienia na człowieka, byle tylko mocno wierzył itd. Mimo to pozyskał w krótkim czasie wielu stronników. Ludziom lekkomyślnym podobała się jego nauka, wielce dogadzająca niesfornemu życiu; a chciwym majątku książętom, było bardzo na rękę zniesienie klasztorów i opactw. Przy tym nie wahał się Luter przed żadnym środkiem, w celu powiększenia swego stronnictwa, bo pozwolił Filipowi, landgrafowi heskiemu, obok jednej żony, jeszcze żyjącej, pojąć drugą. Drogą, którą szedł Luter, poszli za nim wnet inni, nawet dalej niż on. Zwingli w Szwajcarii przeczył obecności Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie Ołtarza. Kalwin w Genewie nauczał, że Pan Bóg pewną część ludzi, bez ich winy, przeznaczył na wieczne potępienie, dlatego też zaślepia i zatwardza serca grzeszników. Nowochrzczeńcy marzyli o królestwie Chrystusowym na ziemi, w którym nie miało być ani osobistej własności, ani praw i zwierzchności. Co Luter oszczędził jeszcze w kościołach, zniszczył Zwingliusz, Kalwin i inni sekciarze. Rąbano wizerunki Chrystusa i Świętych, bądź obrazy, bądź rzeźby, arcydzieła sztuki, druzgotano organy i ołtarze, groby nawet odgrzebywano i szczątki Świętych deptano i palono. Tak naprawiali sekciarze, za przewodnictwem Lutra, zepsucie Kościoła, i oskarżając go o brak wyrozumiałości, szerzyli fanatyzm prawdziwie wściekły i namiętności zwierzęce. Chociaż ci naprawiacze Kościoła walczyli jedni przeciwko drugim, i wzajemnie na siebie miotali przekleństwa, przecież nauka każdego z nich szerzyła się znacznie, bo ich łączyła wspólna ku Kościołowi katolickiemu nienawiść. Aby jej zapewnić zupełne zwycięstwo, nie wahali się użyć wszelkich możliwych środków. Tysiące i tysiące pism ulotnych roznosiły fałszywe zasady, a zarazem napaści i oszczerstwa, pełne zjadliwości, na papieża i duchowieństwo katolickie. Nadto dopuszczali się sekciarze w niektórych miejscach gwałtów krzyczących, karząc śmiercią zdania odmienne, i zmuszając uciskiem i prześladowaniem wszelkiego rodzaju do wyrzeczenia się świętej wiary katolickiej.

 

44. Katolicy czynili z swej strony kilkakrotne usiłowania, i wchodzili kilkakrotnie w układy, aby przywrócić spokój. Ale nienawiść Lutra ku Głowie Kościoła, papieżowi, była nieprzejednana. Zwołał tedy Ojciec Święty w r. 1545 sobór powszechny do Trydentu w Tyrolu. Sobór zbadał naukę sekciarzy i jako niezgodną z Pismem świętym, z Tradycją, rozumem, potępił ją jednomyślnie, ogłaszając zarazem doskonałe ustawy, dotyczące spraw kościelnych i usunięcia nadużyć. Znakomite prace tego soboru, ozdobiły Kościół nową pięknością i świeżych dodały mu sił. Kilka razy wzywano Protestantów, aby wzięli udział w soborze, jak tego sami żądali początkowo; lecz nie chcieli przybyć do Trydentu. Tak więc trwa dotąd nieszczęsne rozdwojenie, które w następstwie przyniosło większej części Europy niezmierzoną nędzę.

 

Luter ogłaszał wolność, a lżył cesarza, książąt i biskupów. Nie zwlekali też i chłopi z wypowiedzeniem posłuszeństwa panom swoim. Rozkiełzane zgraje chłopów przeciągały kraj, paliły zamki i klasztory, dopuszczając się na szlachcie i duchowieństwie najstraszliwszych okrucieństw. Przeszło sto tysięcy ludzi zamordowano w tym okropnym powstaniu. Nastąpiły także inne wojny religijne, aż wreszcie trzydziestoletnia wojna straszliwie spustoszyła kwitnące Niemcy, i uczyniła je polem odrażających okrucieństw.

 

W krajach innych, które przyjęły nową naukę, wszczęły się także niszczące wojny religijne i domowe. W Szwajcarii padł Zwingliusz w krwawej bitwie przeciw własnym ziomkom. We Francji walczyli Kalwiniści (zwani Hugenotami) przez długie lata przeciw tronowi i ołtarzowi (rządowi i Kościołowi). Z ślepą zaciekłością mordowano kapłanów, zakonników i zakonnice całymi zastępami, pustoszono wsie i miasta, obrócono w perzynę albo zburzono wiele tysięcy kościołów, pomiędzy nimi prawdziwie wspaniałe pomniki sztuki chrześcijańskiej. Ucierpiała i Anglia srodze za odstępstwo, spowodowane przez jej króla Henryka VIII, który dlatego oderwał się od Kościoła, że mu papież nie pozwolił wygnać od siebie prawowitej żony, a wziąć innej. Popłynęły strumienie krwi; sam król Karol I, następca tyrańskiego Henryka, poniósł na rusztowaniu śmierć od buntowniczych poddanych, którzy szczycili się tym, że posiadają najczystszą naukę religijną.

 

45. Stratę, którą poniósł Kościół przez odstępstwo w Europie, wynagrodził Bóg sowicie nawróceniem niepoliczonych pogan w innych częściach ziemi. We wszystkich kierunkach rozchodzili się teraz posłannicy wiary, i głosili naukę zbawienia z zadziwiającym skutkiem. Nie do uwierzenia prawie, co zdziałał sam św. Franciszek Ksawery, wielkimi łaskami od Boga obdarzony, Apostoł Indyj. Pełen żarliwości o zbawienie dusz pogan, przebył ocean. Wylądowawszy na obcym wybrzeżu, przechodził ulice miasta, i odgłosem dzwonka zwoływał dzieci na naukę. Przybiegały one z radością i słuchały męża Bożego, który tak tkliwie opowiadał o Zbawicielu. W domach powtarzały słyszaną naukę, i pobudzały dorosłych, aby gromadzili się także i słuchali świętego kaznodziei. Tak rozpoczął św. Franciszek Ksawery swą działalność. Bóg, nagradzając jego żarliwość, dał mu, jak pierwszym Apostołom, moc uzdrawiania chorych, wskrzeszania umarłych, uśmierzania burzy, jednym słowem, moc czynienia zdumiewających cudów. Niezmordowany spieszył od kraju do kraju, od wyspy do wyspy, po całych Indiach i Japonii, i w krótkim przeciągu czasu dziesięciu lat nawrócił wiele ludów i królestw. Sam ochrzcił dziesięć tysięcy pogan. Po jego śmierci, prowadzili dalej dzieło Boże inni posłańcy wiary, zaprowadzili religię Jezusa Chrystusa także w Chinach, w kraju obszernym, po owe czasy nieznanym i nieprzystępnym. Szczerości swego nawrócenia dowiedli poganie, gdy w Japonii wybuchło prześladowanie. Przeszło milion sto tysięcy (*) chrześcijan poniosło śmierć za wiarę świętą, a znaczniejsza część z nich po najstraszliwszych męczarniach. Radośnie, w świątecznym stroju, jakby na ucztę weselną, spieszyły nawet młodziuchne dzieci, słabi starcy i znakomite niewiasty na zgon męczeński. Lecz zaciekłość ku chrześcijaństwu nie wygasła jeszcze i dzisiaj w Japonii. Także w Ameryce, nowoodkrytej części ziemi, szerzyło się światło Ewangelii, niszcząc bałwochwalstwo, a z nim sromotne występki. Żaden lud na ziemi nie składał liczniejszych ofiar z ludzi, jak Amerykanie. Mieszkańcy Meksyku zabijali rocznie do dwudziestu tysięcy ludzi na ofiarę, a jeśli nie mieli nieprzyjaciół pojmanych, ofiarowali nawet własne dzieci.

 

Niepodobna opisać, co tam znosili bohaterscy misjonarze, i jakie niebezpieczeństwa zagrażały im wśród krwi chciwych ludożerców. A musieli pokonywać nie tylko okrucieństwa i zbrodnie krajowców, lecz i nienasyconą chciwość przychodniów europejskich. Przecież udało się i tutaj mozolne dzieło i ustaliła się mocno wiara chrześcijańska. Mianowicie misja Paragwaj w Ameryce południowej, znajdowała się w stanie nader kwitnącym. Z mieszkańców dzikich, którzy z drapieżnymi zwierzętami żyli w lasach, i o niczym nie myśleli prócz rabunku, mordu, dogodzenia żądzy zemsty, lubieżności i pijaństwu, wychowali niezmordowani kapłani Chrystusowi gminy chrześcijańskie, pełne skromności i miłości, niewinne i pobożne, które zamieniły w krótkim czasie dzikie pustkowia ojczyste w błogosławiony raj.

 

46. Mężowie święci, którzy z gorliwością tak niestrudzoną, częstokroć aż do przelewu krwi pracowali nad nawróceniem pogan, byli po większej części zakonnikami. Franciszek Ksawery i inni, którzy zaszczepili wiarę w Chinach i w Paragwaju, byli Jezuitami, tj. członkami Towarzystwa Jezusowego. Ten zakon, założony w roku 1540 przez św. Ignacego z Loyoli, męża przejętego żarliwością dla chwały Bożej, był szczególnie czynny w rozszerzaniu wiary katolickiej i obronie jej przeciw błędnym naukom, przez co też ściągnął na się nieubłaganą nienawiść i ciężkie prześladowanie ze strony nieprzyjaciół wiary. Wzbudził Bóg także inne zakony, które w połączeniu z duchowieństwem świeckim miały zgoić rany, zadane Kościołowi przez Lutra i jego wspólników. Pobożni Ojcowie Kapucyni, którzy około tego czasu wzięli początek z zakonu św. Franciszka z Asyżu, pracowali szczególnie w kierownictwie dusz i odznaczali się gorliwością, pełną miłości, jako też umartwionym życiem. Pijarzy zajmowali się nauczaniem młodzieży; inni zakonnicy, jako to: ?bracia posługujący?, trudnili się pielęgnowaniem chorych. Powstały także żeńskie zakłady, w celu wychowywania dziewcząt do życia pobożnego i bogobojnego, jako to: Salezjanki, Urszulanki, Panie od dobrego Pasterza, Panny Angielskie. Obfitował ten czas bardzo w bohaterów wiary i cnoty. Św. Karol Boromeusz, kardynał i arcybiskup Mediolański (? 1584), dał w czasie zarazy, tamże grasującej, świetny przykład miłości bliźniego prawdziwie chrześcijańskiej, odwiedzając chorych w miejscach najniebezpieczniejszych, po lazaretach i szpitalach, i oddając cierpiącym wszystką własność, nawet łóżko swoje. Św. Franciszek Salezy, książę biskup z Genewy (? 1622), przywiódł łagodnością swoją, której niepodobna się było oprzeć, siedemdziesiąt dwa tysiące Sabaudczyków do wyrzeczenia się błędów Kalwina. Św. Wincenty a Paulo (? 1660), poświęcił całe życie ubogim i uciśnionym, a taka była dzielność i bogactwo jego miłości, że się nie ostała przed nią żadna nędza. Zakładał domy dla sierót i dzieci opuszczonych, ustanowił zgromadzenie Misjonarzy dla pouczania nieoświeconego ludu wiejskiego, stowarzyszenie dla poprawy galerników, i podziwu godny zakład Sióstr miłosierdzia dla pielęgnowania chorych. W Niemczech, mianowicie w Austrii i Bawarii, opierał się błędnej nauce, jakby tama potężna, czcigodny Ojciec Kanizjusz, zwalczał ją pismami i kazaniami, wznosił szkoły i pobożne zakłady, w celu zachowania i ożywienia wiary. Jaśnieli jeszcze w XVI i XVII stuleciu świętością życia: Jan Boży, Jan od Krzyża, Tomasz z Willanowy, Filip Nereusz, Kajetan, Piotr z Alkantary, Kamil z Lellis, Józef Kalasanty, Józef z Kupertynu, Franciszek Borgia, Pius V, Fidelis z Sigmaryngi, Alojzy Gonzaga, Stanisław Kostka i wielu innych; z niewiast: św. Teresa, Róża Limańska, Aniela z Brescii, Maria Magdalena de Pazzis, Joanna Franciszka de Chantal, Katarzyna Ricci itd. W XVIII stuleciu jaśniał pomiędzy innymi, jako najpiękniejsza ozdoba Kościoła, św. Alfons Maria Liguori, biskup św. Agaty koło Neapolu (? 1787), który dla pouczenia ludu założył zakon ?Redemptorystów? czyli ?Najświętszego Odkupiciela?. Wszyscy ci Święci dokonali wielkich dzieł, możną przyczyną swoją u Boga czynili nieprzeliczone cuda i udowodnili, że duch prawdziwego chrześcijaństwa, duch miłości, pokory i zaparcia się nie wygasł w Kościele, jak to, niestety, utrzymują często ślepi przeciwnicy naszej wiary.

 

47. Pozostaje nam jeszcze przytoczyć zdarzenia, przejmujące zgrozą, od których odwraca się ze wstrętem myśl i uczucie ludzkie. Chętnie zbylibyśmy je milczeniem, gdyby nie były dla nas wielce pouczające. Stało się z nauką Lutra, co się dzieje ze wszystkimi rzeczami ludzkimi: zużyła się, odmieniła i przekształciła. Sekty pojawiały się jedna po drugiej: Nowochrzczeńcy, Prezbiterianie, Episkopalni, Kwakrzy, Metodyści, Herrenhutowie itd. Każda rościła sobie prawo do poprawy wiary za przewodem Lutra. Wreszcie posunęli się do ostateczności bezczelni i bezbożni wolnomyśliciele najpierw w Anglii, potem we Francji, i powzięli piekielny zamiar zupełnego zniesienia religii i zniszczenia wiary w Chrystusa. Pod pozorem oświecenia ludu zalali ziemię powodzią pism ulotnych, w których szydzili ze wszystkiego, co święte, rzucali najczarniejsze potwarze na papieża i duchowieństwo, a najohydniejszą swawolę głosili bez sromu. Ich nauki, pisane pięknym stylem, połyskujące dowcipem, znalazły aż nadto łatwy wstęp u możnych i niskich; toteż szerzył się duch przewrotnej bezbożności z przerażającą szybkością. Gdy tak zepsuli umysły ludzkie, przeciwnicy Boga czuli się dość silnymi do uskutecznienia przebrzydłych zamiarów swoich. Więc uderzyli najpierw na duchowieństwo, aby tak poraziwszy pasterzy, łacniej wygubili trzodę.

 

Pod koniec XVIII stulecia zabrano i rozprzedano we Francji dobra kościelne, rozpędzono zakonników i zakonnice z ich ustroni spokojnych, a klasztory zrabowano i zburzono. Wnet wyszedł krwawy rozkaz przeciwko wszystkim kapłanom, powołaniu swemu wiernym. Gdziekolwiek wyśledzono którego z nich, wrzucano go do więzienia lub wieszano bez zachodu na najbliższym słupie latarnianym. Odrzucono chrześcijański kalendarz, zniesiono święcenie niedzieli i uroczystości, znieważano i pustoszono świątynie. Cokolwiek przypominało chrześcijaństwo, uległo zniszczeniu. Szaleństwo ludzi doszło do tego stopnia, że obwoławszy rozum bóstwem, bezwstydną niewiastę, przedstawicielkę tego bóstwa, wprowadzili na wozie tryumfalnym do głównego kościoła, a umieściwszy ją w miejscu Ukrzyżowanego na ołtarzu, śpiewali pieśni ku jej czci.

 

Z religią zniknął porządek, dobrobyt i bezpieczeństwo publiczne; runął też i tron. Pobożny i dobrotliwy, lecz nadto dobroduszny król Ludwik XVI został ścięty (w r. 1793), po nim jego żona i siostra. Przez dwa lata Francja była widownią najstraszliwszych zbrodni, których przykładu nie znają dzieje. Krew lała się strumieniami. Ani wiek, ani płeć nie chroniła od wściekłości potworów. W Wandei rozstrzelano gromadnie 500 dzieci, z których najstarsze miało lat 14, za to jedynie, że ich ojcowie pozostali wierni Bogu i królowi. Liczbę pomordowanych w tym okropnym czasie podają na dwa miliony. A działo się to wszystko pod pozorem dobra ludzkości. Oświata była hasłem, gdy religię znoszono; wolność i równość były godłem, gdy lud tysiącami mordowano. Wreszcie władcy, krwi chciwi, poczęli się lękać o własne życie; więc aby położyć koniec bezprawiom, kazali ogłosić uroczyście, że naród ma znowu wierzyć w Boga i nieśmiertelność duszy. W roku 1799, wziął władzę naczelną Napoleon, jako pierwszy Konsul, lecz nie odważył się rządzić narodem, pozbawionym religii. Dlatego przywrócił chrześcijańską służbę Bożą, i zawarł z papieżem uroczystą ugodę w r. 1801. Lecz niedługo cieszył się Kościół tym spokojem. Napoleon, zaślepiony szczęściem, stawiał papieżowi takie żądania, na które tenże, jako Głowa Kościoła, nie mógł zezwolić. Francuskie wojska zajęły Rzym, a papież Pius VII został jako więzień uprowadzony (w r. 1809). Lecz jak 10 lat przedtem, gdy papież Pius VI umarł w niewoli francuskiej, Bóg opiekował się widocznie swym Kościołem, tak i teraz nie odmówił mu swej łaski. Napoleon, pokonany przez mocarstwa sprzymierzone, musiał się zrzec panowania, a papież wrócił z tryumfem do Rzymu (1814). Po nim nastąpił na Stolicy Świętej papież Leon XII, Pius VIII, Grzegorz XVI, Pius IX, a na koniec od 20 lutego 1878 roku Leon XIII, w szeregu papieży po Piotrze św. dwóchsetny pięćdziesiąty i dziewiąty.

 

48. Przez rewolucję francuską chciała Opatrzność Boska pokazać światu, do jakiej nędzy doprowadza odstępstwo od Boga i od wiary chrześcijańskiej. Nie wszyscy - niestety! - zważali na tę przestrogę; toteż tak zwana oświata francuskich wolnomyślicieli, znalazła wstęp i do innych krajów. Zniesiono i tutaj wiele zbawiennych, szanownych wiekiem zwyczajów, wiele klasztorów i duchownych zakładów, osłabiono powagę i wpływ Kościoła, uszczuplano jego prawa, zapoznawano jego dobrodziejstwa i błogosławieństwa, a wychowanie młodego pokolenia poruczono bezczelnemu niedowiarstwu i jego zgubnym zasadom. Nie przestawał jednak Bóg wszechmocny bronić swego Kościoła, i nowego dodawał mu blasku wieloma niezaprzeczalnymi cudami. Największym zaś z tych cudów jest nieustanne rozszerzanie się Kościoła we wszystkich częściach ziemi, mimo wielkich i licznych przeszkód, które temu rozszerzaniu w drodze stają. Uderzająca to okoliczność, szczególniej w północnej Ameryce. Powstało tam w Stanach Zjednoczonych w przeciągu lat 50 około 20 biskupstw z seminariami, klasztorami i innymi pobożnymi zakładami. U niektórych ludów Azji, stała się krew męczenników nasieniem nowych chrześcijan. W Anglii mnożą się widocznie katolickie kościoły i klasztory skutkiem wzrastającej liczby takich, którzy nawracają się do prawdziwego Kościoła. I w Niemczech także daje się spostrzegać we wielu względach zwrot ku lepszemu. Podniosły się znowu klasztory i dobroczynne zakłady w celu pielęgnowania chorych, pouczania młodzieży, wychowania ubogich dzieci, ratowania żałujących pokutników, i pomocy w rozkrzewianiu wiary. Usiłowania naukowe stały się bardziej chrześcijańskie i odżyła gorliwość; wzmaga się też przekonanie, że tylko w Kościele katolickim da się znaleźć jedność, pokój i wieczne zbawienie. A chociaż wielka liczba chrześcijan, uwikłanych zamiłowaniem dóbr doczesnych, żyje w obojętności względem Boga i religii, chociaż Kościół zawsze jeszcze bywa gnębiony i prześladowany, przecież nie powinno to osłabiać wiary naszej, lecz owszem umacniać ją: bo w tym właśnie widzimy spełnione przepowiednie, w Ewangelii zapisane, i potwierdzoną zapowiedź, że nadejdzie kiedyś wielkie odstępstwo od Boga i Chrystusa, Zbawcy świata. Niechaj przeto każdy ma się na baczności, aby się nie dał uwieść, lecz pozostał wiernym do śmierci, i otrzymał koronę żywota.

 

Zakończenie streszczające dowody dziejowe o boskości religii chrześcijańsko-katolickiej

 

Przeglądnęliśmy w krótkim zarysie dzieje naszej świętej religii, i poznaliśmy błogą jej działalność od pierwszego naszego rodzica Adama, aż do Pana naszego i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, potem od Chrystusa, Boskiego Założyciela i Głowy naszego Kościoła, aż do teraźniejszego zastępcy Jego, Leona XIII. Jakże piękna i wspaniała jest religia, którą wyznajemy! I treść jej i wszystko, co się odnosi do niej, przekonywa nas, że tylko Bóg mógł dać ludziom taką religią.

 

1. Religii naszej nie wymyślili ludzie; Bóg sam nauczał nas jej i przykazał zachowywać. Objawił ją w starym zakonie przez mężów świętych (§ 6, 11, 17), w nowym zaś zakonie przyszedł na ziemię, według przepowiedni starego zakonu, sam Syn Jego wieczny, jednorodzony, i zatwierdził boską naukę swoją nieprzeliczonymi cudami, szczególniej zmartwychwstaniem swoim (§ 21, 22, 23, 26, 27). Sam Bóg przemówił, a na Jego słowa nie wolno nikomu być obojętnym; kto by zaś gardził tym słowem Bożym albo je odrzucił, zgubiłby sam siebie na wieki.

 

2. Religia, którą wyznawamy, nie liczy dopiero kilkaset lat, owszem sięga początkiem swoim początku świata. Bo pierwsze jej nasiona złożył już Bóg w duszach pierwszych ludzi w raju, gdy po upadku przyobiecał im Odkupiciela, a cały zakon stary z swoimi ofiarami i cudownymi zdarzeniami był tylko przedobrażeniem nowego, który jest tamtego spełnieniem i uzupełnieniem (§ 2, 7, 9, 12 i inne). W Zbawiciela przyjść mającego wierzył stary zakon; w Zbawiciela już objawionego wierzy nowy. Lecz jest to zawsze wiara w tego samego Zbawiciela, więc co do istoty jest to jedna i ta sama religia.

 

3. Chociaż jednak początek naszej religii świętej styka się z początkiem rodzaju ludzkiego, a dzieje jej obejmują około 6000 lat, przecież nie gubi się ona w ciemnych baśniach starożytności, lecz prawdziwość jej jasna jak dzień. Bo od zamierzchłej starożytności aż po nasze czasy, tworzy ona jakby nierozerwalny łańcuch wypadków i zdarzeń jawnych, a w całym świecie znanych, które najzupełniej zgadzają się z sobą, z wszystkimi pomnikami starożytnymi, także z dziejowymi księgami ludów, odkryciami badaczy przyrody, a tak licznymi i nieprzepartymi stwierdzone są świadectwami, że kto by im wierzyć nie chciał, musiałby w ogóle zaprzeczyć wszelkiej prawdy dziejowej. Możemy nawet policzyć i wymienić pokolenia, jak następowały po sobie od Adama aż do Chrystusa Pana (Łk. 3, Mt. 1), i wszystkich rządców Kościoła czyli papieży od Piotra aż do rządzącego obecnie Ojca Świętego (§ 47 ku końcowi). Cóż za przedziwna spójnia, jakie niezrównane następstwo!

 

4. Nawet najzawziętsi naszej wiary wrogowie, Żydzi, dają świadectwo o jej prawdziwości. Przechowują bowiem starannie, spisane w swych księgach świętych, wszystkie dzieje i proroctwa starego zakonu, na które my powołujemy się jako na dowody boskości chrześcijaństwa, tak że niepodobna przypuścić, aby chrześcijanie mieli te księgi święte sfałszować albo podsunąć (§ 17).

 

5. Niepodobna też zaprzeczyć, że tylko możną pomocą Boga rozszerzyła się religia chrześcijańska po całym obszarze ziemi; bo ludzie, którzy taką głosili naukę, nie byliby zdołali sami skłonić świat do jej przyjęcia. Apostołowie, pierwsi tej religii głosiciele, byli to ludzie niskiego urodzenia, ubodzy, bez znaczenia, wymowy i naukowego wykształcenia. Głoszona przez nich, a pełna niezbadanych tajemnic nauka o krzyżu, o pokucie, pokorze, umartwieniu, nie mogła podobać się pysznym i rozwiązłym poganom, którzy w bezwstydnych baśniach o swoich bogach szukali wymówki, nawet usprawiedliwienia własnych występków. Bogaci i znakomici poglądali ze wzgardą na ubogich rybaków, szydzili z nich dowcipnisie i uczeni, a możni tej ziemi pastwili się nad nimi ogniem i mieczem, jak to poświadczają sami pogańscy pisarze. Przez trzysta lat ponosili chrześcijanie prześladowanie i męczeńską śmierć. A jednak widzieliśmy, że nauka ubogich rybaków odniosła zwycięstwo, i przez to stwierdziła swą boskość (§ 29-35). A krzewiła się tak szybko, że wnet po śmierci Apostołów mógł powiedzieć św. Justyn przed całym światem: ?Nie masz ludu, wśród barbarzyńców, Greków, albo jakiegokolwiek innego znanego narodu, u którego nie składano by modlitw i dziękczynienia Ojcu i Stwórcy wszechświata w imię ukrzyżowanego Chrystusa?. Któż inny prócz Wszechmogącego mógł zdziałać ten niewytłumaczony cud? Słusznie przeto mówi św. Augustyn: ?Kto by chciał zaprzeczyć cudom, przez Apostołów zdziałanym, musiałby przypuścić ten największy cud, że świat uwierzył bez cudów?.

 

6. Kościół chrześcijańsko-katolicki, który tę religię wyznaje i głosi, nie tylko zbudowany jest cudami; sama jego trwałość jest dalszym, nieustannie trwającym cudem. Królestwa i cesarstwa, mimo swej potęgi upadają z czasem; tylko królestwo Chrystusa, Kościół, przetrwał je wszystkie i szerzy się ustawicznie. Jeśli się umniejszy w jednej części ziemi, rozrasta się tym bardziej w drugiej (§ 45). Od początku uderzają nań nieprzeliczeni nieprzyjaciele wewnętrzni i zewnętrzni, groźni przemagającą siłą i nieprzejednaną nienawiścią; a Kościół nie ma wojsk, aby się obronił napadom, ani miecza, aby odpierał dziką przemoc. Gdyby go tedy nie wspierało ramię Boże, byłby już dawno musiał ulec przeważnej sile i chytrości nieprzyjaciół (§ 32, 36, 38, 42, 43, 47, 48).

 

7. W blasku jeszcze wspanialszym przedstawi nam się nasz Kościół, gdy spojrzymy na dobrodziejstwa i błogosławieństwa, którymi w każdym czasie hojnie ludy obdzielał. On to ułagodził dzikie obyczaje, zniósł niewolę i ofiary z ludzi, a krzewił razem z nauką Chrystusa dobrobyt w rodzinie i państwie. On ustanowił liczne zakłady dobroczynne dla pielęgnowania chorych i cierpiących, ulepszał prawa, uczył jedności i miłości, szerzył wiedzę i prawdziwą oświatę (§ 30, 38, 41, 45, 46). Toteż całkiem słusznie może być przyrównany drzewu żywota, które Bóg zaszczepił w tym celu, aby wszyscy ludzie zażywali spokoju w jego cieniu, i posilali się jego owocami. Nieszczęśliwe są narody, które się nie garną do tego drzewa żywota, lub które je porzucają, bo popadną w nędzę. Wszak wiemy, co się stało z ludami Azji i Afryki, niegdyś tak ubłogosławionymi, i co za owoc przyniosła w Europie ?niechrześcijańska wolnomyślność? (§ 39, 47, 48). Ponieważ ?drzewo poznaje się z owoców?, więc łatwo zrozumieć, że wiara chrześcijańsko-katolicka, przynosząca tylko szczęście i błogosławieństwo, jest najcenniejszym darem Boga, a niedowiarstwo dziełem szatana, ponieważ tylko do zguby wiedzie.

 

8. Otóż tym Kościołem, który Wszechmocny zbudował na cudach, którego samo trwanie jest ustawicznym cudem, tym Kościołem, który bez przestanku, całą ziemię obdarza najobfitszymi dobrodziejstwami, nie może być żaden inny, tylko Kościół rzymsko-katolicki. On tylko jeden jest według świadectwa dziejów, owym zgromadzeniem wiernych, założonym przez Chrystusa, w którym biskupi, jako następcy Apostołów, pod przewodnictwem papieża, następcy Piotra, wykonywają w następstwie nieprzerwanym urząd nauczycielski, kapłański i królewski (§ 22, 30, 31). Niepodobna, aby sekta jakakolwiek, jakiej bądź nazwy, mogła być Kościołem, założonym przez Chrystusa, bo o każdej da się udowodnić, że powstała dopiero po Chrystusie, tylko przez odpadnięcie i oderwanie się od prawdziwego Kościoła Chrystusowego (§ 36, 42, 43). Na każdej z tych sekt, spełniają się prędzej lub później słowa Chrystusowe: ?Wszelka roślina, której nie szczepił Ojciec mój niebieski, wykorzenioną będzie? (Mt. XV, 13). Trwałości one nie mają. Pojawiwszy się, narobią wrzawy, zamącą spokój, wywołają klęski, i niszcząc wszystko, same w końcu ulegają zniszczeniu (§ 36 ku końcowi, 47 na początku). Nie tak zaś Kościół katolicki. Tysiące lat mijają, on ani się nie zmienia, ani nie starzeje; bo do niego tylko odnosi się obietnica Pana naszego: ?Na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie zwyciężą go? (Mt. XVI, 18).

 

Dzieje Jezusa Chrystusa

 

21. Świat zażywał spokoju; August był cesarzem rzymskim, a Herod Idumejczyk królem Judei. Wówczas spełniły się obietnice Boże i przepowiednie Proroków. W stajence, w miasteczku Betlejem, narodził się Jezus Chrystus, Syn Boży, Odkupiciel świata, z Maryi, dziewicy, która pochodziła z królewskiej rodziny Dawida. Aniołowie zwiastowali to pasterzom w Betlejem, a gwiazda mędrcom we wschodnich krajach. Już w pierwszej młodości Dziecięcia Bożego, czynił za Nim poszukiwania Herod okrutny, aby Je zabił; lecz na rozkaz Boży uszedł Józef, opiekun Jezusa, z Nim i Jego Matką Maryją do Egiptu, i powrócił dopiero po śmierci Heroda. Odtąd żył Jezus w Nazarecie, miasteczku Galilei, w spokojnym zaciszu, był posłusznym Matce swej Najświętszej i opiekunowi, i wzrastał w wieku, mądrości i łasce przed Bogiem i ludźmi. W dwunastym roku swego życia poszedł z Matką i opiekunem swoim do Jerozolimy na święta Wielkanocne, pozostał tam przez trzy dni w kościele, i zadziwił nawet uczonych w zakonie mądrością pytań swych i odpowiedzi. Gdy miał lat trzydzieści, udał się do Jana nad rzekę Jordan i rozkazał mu, aby Go ochrzcił. Wtedy zstąpił Nań Duch Święty w postaci gołębia, i dał się słyszeć głos z nieba: ?Ten jest mój Syn miły, w którym upodobałem sobie? (Mt. 3, 17).

 

22. Potem poszedł Jezus na puszczę. A gdy tam przebył dni 40 na modlitwie i poście, zaczął opowiadać Ewangelię, to jest, radosną wieść o królestwie Bożym na ziemi. Przechodząc miasta i wsie, głosił naukę zbawienia i udowadniał swoje Boskie posłannictwo i prawdziwość swej nauki świętością swego życia, cudami i przepowiedniami. Lud słuchał nauk Jego z podziwem. Wielką rzeszą ciągnął za Nim, a wielbiąc i sławiąc Go jako prawdziwego Mesjasza, mówił: ?Nigdy tak człowiek nie mówił? (Jan. 7, 46). Z pośród uczniów swoich wybrał Jezus 12, których nazwał Apostołami czyli posłańcami. Mieli oni być świadkami Jego nauk i czynów, a co widzieli i słyszeli od Niego, mieli po Jego odejściu ze świata opowiadać wszystkim narodom. Obok nich wybrał także 72 uczniów, których wysyłał po dwu do miejsc, gdzie sam miał przyjść. Otóż 12 tych Apostołów, 72 uczniów i inni wyznawcy Jezusa, stanowili początek owego społeczeństwa wszystkich wiernych, które nazywamy Kościołem Chrystusowym, a którego, według obietnicy Jezusa, nigdy nie przemogą bramy (moce) piekielne.

 

Najwyższym widzialnym rządcą, czyli widzialną głową tego Kościoła, postanowił Pan Jezus Piotra; przeto nazwał go skałą czyli opoką, na której postanowił zbudować swój Kościół, i przyobiecał mu klucze królestwa niebieskiego, czyli najwyższą władzę w Kościele.

 

23. Jezus świadczył Żydom największe dobrodziejstwa: przywracał ślepym wzrok, głuchym słuch, uzdrawiał kaleki i chorych, wskrzeszał umarłych, w ogóle przynosił ulgę wszelkiej nędzy. A jednak miał wielu nieprzyjaciół, szczególniej wśród Faryzeuszów i uczonych w zakonie, ponieważ wyrzucał im grzechy ich i zbrodnie, nie chciał zakładać państwa ziemskiego, ani wynosić ich do wysokich godności.

 

Czyhali oni na każde Jego słowo i czyn, lecz nie mogli Go obwinić o żaden grzech. W trzecim roku nauczania, krótko przed świętami wielkanocnymi, wskrzesił Jezus Łazarza, który już dni cztery leżał w grobie. Lud powziąwszy wiadomość o tym cudzie, objawiał głośno swą radość, a gdy Chrystus wjeżdżał do Jerozolimy, wyruszył wielką rzeszą na Jego spotkanie z palmami w ręku, i ścieląc swe szaty po drodze, wołał: ?Hosanna synowi Dawidowemu!?. To radosne powitanie Jezusa, spotęgowało jeszcze wściekłość Jego nieprzyjaciół, tak iż umyślili Go zabić.

 

24. Wiedział Jezus, że nadszedł dlań czas gorzkiej męki; więc, zdając się na wolę Ojca niebieskiego, oczekiwał śmierci.

 

Gdy tedy, według przepisu zakonu, pożywał z Apostołami baranka wielkanocnego, wziął chleb w swe święte i czcigodne ręce, wzniósł wzrok ku niebu do Boga, swego Ojca wszechmocnego, i czyniąc Mu dzięki, błogosławił chleb, łamał i dawał swym uczniom, mówiąc: ?Bierzcie i jedzcie, to jest ciało moje, które za was będzie wydane?. Poczym wziął kielich z winem, znowu dzięki czynił, błogosławił i dawał go uczniom, mówiąc: ?Pijcie z niego wszyscy; to jest krew moja, nowego przymierza, która będzie przelana za was i za wielu, ku odpuszczeniu grzechów. Ile razy to czynić będziecie, na moją pamiątkę czyńcie?. Tak ustanowił Jezus ucztę świętą, na której On sam pod postaciami chleba i wina oddaje się swoim wyznawcom na pokarm duszy. Po ostatniej wieczerzy, zapowiedział Jezus, że zdradzi Go Judasz, że się Go zaprze Piotr, i z najczulszą miłością żegnał Apostołów. Przyrzekł im zesłać innego pocieszyciela, Ducha Świętego, Ducha prawdy, który miał ich nauczyć wszystkiego i pozostać z nimi na wieki. Potem poszedł do ogrodu Getsemani, na górze Oliwnej, aby się modlił.

 

25. Tutaj widział w duszy całą mękę swoją. Przyszła nań trwoga śmiertelna, i pot Jego kroplami krwi spływał na ziemię. I modlił się: ?Ojcze! Jeśli można, weźmij ten kielich ode mnie. Lecz nie moja, ale Twoja wola niech się stanie?. Tymczasem zbliżał się Judasz, zdrajca, wiodąc tłum zbrojnych, któremu Jezus pozwolił się pojmać, związać i przed Wysoką Radę zaprowadzić, wyszydzony, oplwany i policzkowany, przez arcykapłanów winnym śmierci uznany, został oddany rzymskiemu staroście, Piłatowi Poncjuszowi, a przez tego królowi Herodowi, od obydwu jednak uznany za niewinnego. Mimo to, ubiczowany i cierniem ukoronowany, został wreszcie skazany na śmierć krzyżową, na gwałtowne naleganie arcykapłanów i żydowskiego ludu, który przeniósł nad Niego łotra Barabasza.

 

26. Jak gdyby był jakim złoczyńcą, otoczony siepaczami, dźwigając krzyż ciężki, szedł Jezus z Jerozolimy na miejsce stracenia, na górę Kalwarię, gdzie Go ukrzyżowano między dwoma łotrami. Spełniło się, co przepowiedzieli Prorocy; przebito gwoźdźmi Jego ręce i nogi; żołnierze podzielili pomiędzy siebie Jego szaty, a o suknię rzucili los. Spragnionemu podali za napój ocet i żółć. Nawet arcykapłani i starsi ludu szydzili zeń; lecz Jezus znosił wszystko z cierpliwością i łagodnością, najwyższego podziwienia godną, modląc się za nieprzyjaciół swych i mówiąc: ?Ojcze! przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią?. Trzy godziny wisiał Jezus na krzyżu, wśród straszliwych boleści. Zaćmiło się słońce, i okryła się żałobą cała przyroda. W końcu zawołał Jezus wielkim głosem: ?Wykonało się! Ojcze! w ręce Twoje oddaję ducha mojego?, skłonił głowę i skonał. W tej chwili zadrżała ziemia, pękły skały, rozdarła się zasłona w kościele od góry do spodu, otwarły się groby i wiele zmarłych ciał Świętych, powstawszy, dały się widzieć w Jerozolimie. Setnik i żołnierze u krzyża stojący, wołali strwożeni: ?Zaprawdę, ten był Synem Bożym!?. Tak stał się Jezus ubłaganiem za grzechy nasze, lecz nie tylko za nasze, ale i za grzechy całego świata (I Jan. 2, 2).

 

27. Jezus umarł w piątek, około trzeciej godziny po południu. Żołnierz przebił Mu włócznią lewy bok, z którego wypłynęła krew i woda. Ciało z krzyża zdjęte pochowano ze czcią w grobie nowym, w skale wydrążonym. Podejrzliwi Żydzi opieczętowali grób i postawili straż przy nim. Ale dnia trzeciego, przed wschodem słońca, zatrzęsła się ziemia, zstąpił z nieba lśniący anioł i odwalił kamień grobowy, a ukrzyżowany Chrystus powstał z martwych pełen chwały. Przez dni 40 ukazywał się często swym uczniom, pouczał ich o królestwie Bożym, to jest o Kościele, dał im władzę odpuszczania grzechów i ustanowił Piotra św. głową Kościoła, mówiąc: ?Paś baranki moje, paś owce moje? (Jan. 21, 15-17), a stanąwszy po raz ostatni pośród nich, dał im rozkaz, aby, szedłszy na cały świat, opowiadali Ewangelię wszystkim narodom, i chrzcili je w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Dał im nadto tę samą władzę, którą wziął był od Ojca niebieskiego i przyrzekł, że będzie z nimi po wszystkie dni, aż do skończenia świata. Na górze Oliwnej wzniósł ręce nad nimi, i błogosławiąc im, wstąpił w ich oczach na niebiosa.

 

Wstęp

O przeznaczeniu człowieka

 

1. P. Na co żyjemy na ziemi? 

O. Żyjemy na ziemi, abyśmy Boga znali, miłowali, Jemu służyli i przez to dostali się do nieba.

2. P. Co to znaczy służyć Bogu? 

O. Służyć Bogu znaczy: pełnić świętą wolę Jego, to jest, czynić, co On nakazuje, a zaniechać, czego zabrania.

3. P. Co uczyni Bóg z tymi, którzy nie chcą Go znać, miłować i Jemu służyć? 

O. Tych odrzuci Bóg od siebie na wieki.

4. P. Więc cóż jest dla nas na ziemi najpotrzebniejszym? 

O. Najpotrzebniejszym dla nas na ziemi jest: Boga poznawać, miłować, Jemu służyć i przez to dostawać się do nieba; bo Chrystus Pan mówi: ?Cóż pomoże człowiekowi, chociażby wszystek świat pozyskał, a na duszy swojej szkodę poniósł?? (Mt. XVI, 26).

5. P. Cóżeśmy powinni czynić, jeśli chcemy Boga znać, Jemu służyć i dostać się do nieba? 

O. Powinniśmy: 1) wierzyć we wszystko, co Bóg objawił; 2) pełnić wszystkie przykazania, które Bóg przykazał pełnić; 3) używać środków łaski, które Bóg postanowił dla naszego zbawienia.

6. P. Skąd możemy należycie poznać objawione prawdy wiary, przykazania i środki łask Bożych? 

O. Z nauki religii.

7. P. Jak się nazywa książka, która zawiera krótką naukę religii w pytaniach i odpowiedziach? 

O. Ta książka nazywa się katechizmem, bo katechizować znaczy tyle, co nauczać religii przez pytania i odpowiedzi.

8. P. O czymże naucza katechizm? 

O. Katechizm naucza:

1) O wierze.

2) O przykazaniach.

3) O środkach łaski Boskiej, to jest: o Sakramentach świętych i modlitwie.

Upomnienie: Słuchaj pilnie i uważnie nauki religii, abyś coraz więcej Boga poznawał, Jego miłował, Jemu służył i przez to osiągnął przeznaczenie twoje, to jest zbawienie. 

 

Zarys dziejów religii

Dzieje przed przyjściem Chrystusa Pana

 

1. Od Adama do Mojżesza

 

1. Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię. Rzekł: ?Niech się stanie? i stało się wszystko. Cały świat: słońce, księżyc i gwiazdy, zioła, drzewa i zwierzęta stworzył Bóg w sześciu dniach, a na ostatku stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje, czym wyszczególnił go i wywyższył nad inne stworzenia. Pierwsi ludzie nazywali się Adam i Ewa. Byli oni sprawiedliwymi i świętymi, ulubieńcami Boga. Żyli szczęśliwie w raju, ogrodzie prześlicznym, i nie mieli nigdy umierać, równie jak ich dzieci.

 

2. Bóg przykazał Adamowi i Ewie, aby nie jedli owocu z drzewa, stojącego w środku raju, bo którego by dnia jedli, śmiercią by pomarli. Ale szatan, w postaci węża, rzekł do nich: ?Żadną miarą nie umrzecie śmiercią, lecz jeśli z tego drzewa jeść będziecie, staniecie się jako Bóg? (Rodz. 3, 4-5). Adam i Ewa uwierzyli szatanowi i przekroczyli przykazania Boskie. Przyszła też natychmiast kara na nich i na ich potomków. Wygnani z raju, podlegli wielu utrapieniom i śmierci, mieli być od Boga na wieki odrzuceni. Lecz Bóg zmiłował się nad nimi i przyobiecał im zesłać Odkupiciela, który miał ich pojednać z Bogiem, gdyby pokutę czynili, i uczynił ich uczestnikami szczęśliwości wiecznej.

 

3. Kain i Abel, synowie pierwszych rodziców naszych, składali Bogu ofiary. Podobała się Bogu ofiara Abla, ale nie podobała Mu się ofiara złego Kaina, której też nie przyjął. Rozgniewany tym Kain zabił brata swego Abla, a przeklęty za to od Boga, stał się tułaczem i zbiegiem na ziemi.

 

4. Potomkowie niegodziwego Kaina byli bezbożni, jak ojciec ich, i uwiedli z czasem nawet dobrych, tak że w końcu wszyscy ludzie odwrócili się od Boga, i coraz głębiej upadali w grzechy i występki. Postanowił tedy Pan Bóg zatracić zepsuty rodzaj ludzki powszechnym potopem (około r. 2350 przed Chr.). Piętnaście łokci nad najwyższe góry wezbrały wody potopu. I zginęli wszyscy ludzie; tylko pobożny Noe z rodziną uratował się w arce, którą był zbudował na rozkaz Boga. Na podziękowanie zbudował Noe ołtarz i złożył Panu ofiarę całopalenia. Przeto błogosławił Bóg Noego i jego synów, i dał mu obietnicę, ?że już więcej nie ześle potopu dla wygubienia wszelkiego ciała? (Rodz. 9, 15). A jako znak i potwierdzenie tej obietnicy wskazał tęczę na niebie.

 

5. Potomkowie Noego rozmnożyli się tak bardzo, że musieli wnet rozejść się po całej ziemi. Chcieli jednak przedtem zbudować wieżę, której szczyt miał sięgać nieba, aby u potomnych zyskali sławę. Lecz Bóg pomieszał ich mowę, tak że od budowy musieli odstąpić. Potomkowie Noego poszli także za złymi skłonnościami, i upadli tak nisko, że zamiast Boga prawdziwego, czcili słońce i księżyc, ludzi i zwierzęta, bałwany ze złota, srebra, kamienia i drzewa. Z tym obrzydliwym bałwochwalstwem szerzyły się także wszelkie grzechy i występki, w sposób zastraszający.

 

6. Lecz prawdziwa wiara i nadzieja w przyszłego Odkupiciela, nie miały całkiem zniknąć ze ziemi. W tym celu wybrał Bóg Abrahama (1920 przed Chr.), zawarł z nim osobne przymierze i przyobiecał mu, że z jego potomków wynijdzie Mesjasz ?w którym błogosławione będą wszystkie narody ziemi? (Rodz. 22, 18). Dlatego odszczególnił Bóg przed wszystkimi narodami potomków Abrahama, którzy się nazywali Hebrajczykami, później zaś Żydami lub Izraelitami, a w przeciągu czasów objawiał się im cudownie i często.

 

7. Chcąc doświadczyć cnoty Abrahama, rozkazał mu Bóg, aby na górze Moria, ofiarował jedynego syna swego, Izaaka. Posłuszny rozkazowi Bożemu wybrał się Abraham zaraz w drogę. Sam włożył na syna swego drwa do całopalenia, i szedł z nim na górę. Tam przyszedłszy, położył się Izaak ochotnie na drwa, jako dobrowolna ofiara. Lecz Bóg wyratował pobożnego Izaaka przez anioła, błogosławił Abrahamowi i odnowił dawniejsze obietnice.

 

Przez tę ofiarę stał się Izaak przedobrażeniem przyszłego Odkupiciela świata, który z posłuszeństwa wziął drzewo krzyża na swe ramiona i niósł na górę Kalwarii, aby się na nim za nas ofiarował.

 

8. Jakub Patriarcha, syn Izaaka, żył ze swoją rodziną w ziemi Kanaan, do której Bóg powołał był Abrahama. Miał on dwunastu synów, którzy się stali ojcami ludu Izraelskiego. Jeden z nich, imieniem Józef, którego Bóg wybrał, aby był przedobrażeniem Jezusa Chrystusa, sprzedany przez braci, dostał się do Egiptu, gdzie fałszywie oskarżony i do więzienia wtrącony, potem przez króla wyniesiony do pierwszej godności w państwie, otrzymał imię Zbawcy świata, jako wybawiciel od straszliwej klęski głodu. Na jego zaproszenie przybył także Jakub do Egiptu, i osiadł tam z całą swą rodziną. Przed śmiercią wygłosił on tę pamiętną przepowiednię: że berło (panowanie) nie będzie odjęte od pokolenia syna jego Judy, aż przyjdzie ten, który ma być posłany, i który będzie oczekiwaniem narodów (Rodz. 49, 10). I w rzeczy samej, Chrystus od Boga posłany, narodził się dopiero wtenczas, gdy na tronie królów Judy osiadł był cudzoziemiec Herod.

 

2. Od Mojżesza do Chrystusa

 

9. Po śmierci Józefa rozmnożyli się Izraelici w naród liczny, ale musieli znosić od Egipcjan najsroższą niewolę, aż Bóg objawił się Mojżeszowi w płomieniu krzaka gorejącego, rozkazując mu, aby lud Izraelski wprowadził znowu do ziemi Kanaan (1500 przed Chr.). Lecz Faraon, król egipski, nie chciał wypuścić ludu. Wówczas zesłał Bóg wszechmocny straszliwe klęski na Egipt, a w końcu zesłał anioła, który jednej nocy pozabijał wszystko pierworodne w Egipcie. Do Izraelitów zaś nie zbliżył się anioł śmierci, ponieważ na rozkaz Boga naznaczyli drzwi domów swoich krwią baranka wielkanocnego, którego pożywali tejże samej nocy.

 

Baranek wielkanocny oznaczał, że ludzie mają być kiedyś wybawieni od śmierci wiecznej, krwią Jezusa Chrystusa, prawdziwego Baranka Bożego, którego pożywamy w najświętszym Sakramencie Ołtarza.

 

10. Wówczas wypuścił Faraon lud Izraelski. Ale wnet żałował tego. Zebrał więc spiesznie swoje wojsko i ruszył w pogoń za bezbronnymi Izraelitami. Przerażeni Izraelici błagali Boga o pomoc. Wyciągnął tedy Mojżesz na rozkaz Boga laskę nad wody Morza Czerwonego, i rozstąpiły się przed nimi wody. Po prawej i po lewej stronie spiętrzyły się wody i stanęły jakby dwie ściany muru, i suchą nogą przeszli Izraelici przez morze. Gniewny Faraon podążył spiesznie za nimi w morze; lecz gdy Mojżesz powtórnie wyciągnął laskę nad wody, opadły nagle spiętrzone bałwany morskie i zatopiły Faraona z całą potęgą jego wojska.

 

11. Synowie Izraela musieli odtąd iść wielką pustynią, i przyszli do góry Synaj. Tutaj wśród grzmotów i błyskawic, dał im Bóg dziesięcioro przykazań, wyrytych na dwóch tablicach kamiennych, odnowił także przymierze z ojcami ich zawarte, i zbawiennymi prawami urządził służbę Bożą i stosunki społeczne. Ale niewdzięczny lud zapomniał wnet przykazań i dobrodziejstw Boskich, skarżył się i szemrał bez ustanku, dopuścił się nawet tak wielkiego bezprawia, że kazał sobie ulać cielca złotego i oddawał mu cześć Boską.

 

12. Za te ciężkie i liczne przestępstwa musieli Izraelici pozostać na puszczy przez lat 40, dopóki nie dorosło inne i lepsze pokolenie. Lecz Bóg nie przestawał czynić im dobrze i opiekować się nimi cudownie. Spuszczał im chleb (mannę) z nieba, dawał wodę ze skały, i zaprowadził ich wreszcie, po śmierci Mojżesza, do obiecanej ziemi Kanaan, czyli do Palestyny, którą zdobyli za jego możną pomocą, i podzielili pomiędzy siebie na części, według 12 pokoleń.

 

Wszystkie przytoczone zdarzenia przedobrażały przyszłe zbawienie (I Kor. 10, 6). Wyswobodzenie z niewoli egipskiej oznacza nasze wyswobodzenie z niewoli czarta przez Jezusa Chrystusa. Podróż po puszczy, oznacza naszą pielgrzymkę na ziemi, gdzie nam Bóg daje prawa, żywi nas chlebem prawdziwie niebieskim, i umacnia łaską Sakramentów, które są źródłami duchowego życia. - Ziemia obiecana przypomina niebo, które walką mamy zdobywać i wiecznie posiadać.

 

13. W tym pięknym kraju żyli Izraelici szczęśliwie i w błogosławieństwie Bożym, dopóki, wbrew zakazowi Bożemu, nie weszli w związki małżeńskie z poganami, i tym sposobem nie popadli znowu w bałwochwalstwo i występki. Nie minęła ich też kara Boska; bo ilekroć odstępowali od Boga, podawał ich Bóg w moc nieprzyjaciół; przeciwnie zaś, gdy się nawracali, wzbudzał między nimi pobożnych bohaterów, zwanych sędziami, którzy ich wyswobadzali od jarzma nieprzyjaciół. Takimi byli: Gedeon, Jefte, Samson i inni.

 

14. Przeszło 400 lat piastowali arcykapłani i sędziowie najwyższe urzędy w Izraelu. Ale potem zapragnął lud mieć króla, jako inne sąsiednie ludy. Bóg dał mu króla Saula. A gdy ten dla nieposłuszeństwa został odrzucony, nastąpił po nim Dawid. Silny i potężny był Dawid. Już jako młodzieniaszek pokonał on był olbrzyma Goliata; jako król zaś rozszerzył swe państwo świetnymi zwycięstwami. Służył on Bogu szczerym sercem, i ułożył ku czci Jego wspaniałe pieśni, psalmami zwane, w których z natchnienia Bożego, przepowiedział wiele o Zbawicielu świata, mianowicie: że wynijdzie z jego rodziny, i że królestwu, czyli panowaniu Jego nie będzie końca. Dlatego nazywa się Jezus Chrystus także synem Dawida.

 

15. Salomon, syn i następca Dawida, był mądrym i wielkim królem. On zbudował Panu w Jerozolimie wspaniały kościół. Miejsce najświętsze w tym kościele było powleczone najczystszym złotem. Tutaj stała skrzynia przymierza, a w niej tablice kamienne z wyrytymi przez Boga przykazaniami. Tylko najwyższemu kapłanowi wolno było raz w roku wchodzić do tej części kościoła. Lud Izraelski nie miał innego kościoła, i nie wolno było żadnemu Izraelicie składać ofiary na innym miejscu. Salomon nie wytrwał w dobrem, pojął żony pogańskie, i w późnym już wieku dał się im uwieść do bałwochwalstwa.

 

16. Po śmierci Salomona rozdzieliło się państwo (980 przed Chr.) Pokolenia Judy i Beniamina pozostały wiernymi jego synowi, królowi Roboamowi, i pod jego panowaniem stanowiły królestwo Judzkie z miastem stołecznym Jerozolimą. Inne 10 pokoleń obrały sobie królem Jeroboama, dawniejszego sługę Dawida, i uczyniły Samarię miastem stołecznym swego kraju, który odtąd nazywał się królestwem Izraelskim. Porzucili też oni zaraz wiarę swych ojców, zbudowali w Samarii osobną świątynię, i zaprowadzili plugawe obrzędy bałwochwalstwa. Za to oddał ich Bóg w ręce króla pogańskiego Salmanasara, który zburzył królestwo Izraelskie na zawsze, a lud uprowadził w niewolę asyryjską do Niniwy (718 przed Chr.). Podobnież i królestwo Judzkie doznało chłosty Bożej, dla mnogich przewinień. Nabuchodonozor zdobył Jerozolimę (606 przed Chr.), spalił świątynię i uprowadził lud do niewoli babilońskiej. Lecz królestwo Judzkie nie upadło na zawsze, jak królestwo Izraelskie, które sprzeniewierzyło się wierze swych ojców.

 

17. Te ciężkie kary i dopuszczenia Boże, nie spadły wcale nagle i niespodzianie. Na wiele lat pierwej zapowiadali je bowiem i oznajmiali Prorocy, czyli mężowie od Boga oświeceni, którzy chcieli pobudzić lud do pokuty, a stwierdzali swe nauki i przepowiednie wielkimi cudami. Prorocy przyrzekali także łaskę pokutującym, i przepowiadali o przyjść mającym Zbawicielu. W ich księgach, na wiele set lat przed Chrystusem napisanych, czytamy o wszystkich okolicznościach Jego życia i męki: o Jego narodzeniu z dziewicy w Betlejem, o Jego nauce, cudach, męce, śmierci, zmartwychwstaniu, zesłaniu Ducha Świętego, zburzeniu Jerozolimy, nawróceniu pogan, i o wspaniałości Kościoła chrześcijańskiego. Daniel przepowiedział nawet rok przyjścia Zbawiciela na ten świat. Najznakomitsi z Proroków są: Eliasz, Elizeusz, Izajasz, Jeremiasz, Ezechiel i Daniel.

 

18. Jako wzory rzadkich cnót, jaśnieli za czasów niewoli: Tobiasz w Niniwie, w Babilonie zaś czysta Zuzanna, trzej młodzieńcy w piecu ognistym i Daniel w lwiej jamie. Siedemdziesiąt lat trwała już niewola babilońska, gdy król perski Cyrus, po zdobyciu Babilonu, natchniony od Boga, pozwolił żydom powrócić do ojczyzny (536 prz. Chr.), i odbudować kościół w Jerozolimie. Ukończono go wnet, a gdy starcy żalili się, że pierwszy kościół przewyższał go o wiele przepychem i wspaniałością, zapowiedział im Prorok Aggeusz, że świetność tego kościoła większą będzie, niż pierwszego, ponieważ wnijdzie do niego oczekiwany przez wszystkie narody Mesjasz (Agg. 2, 8-10).

 

19. Po zbudowaniu tego drugiego kościoła przywrócili Ezdrasz i Nehemiasz na nowo służbę Bożą, przykazaną w zakonie, i zebrali pisma święte, które ludowi odtąd pilnie czytywano i wyjaśniano. Wszystek lud płakał rozrzewniony, i czynił szczerą pokutę. Odtąd nie wrócił on już nigdy do bałwochwalstwa, które ściągnęło nań było ciężkie cierpienia niewoli. Gdy później król syryjski Antioch chciał żydów do bałwochwalstwa zmusić, bronili się oni z największym bohaterstwem pod dowództwem arcykapłana Matatiasza i jego pięciu synów. Wielu wolało ponieść najstraszliwszą śmierć, aniżeli spełniać obrzędy bałwochwalcze, a do tej wierności względem Boga i zakonu Jego pobudzały ich szczególnie piękne przykłady starca Eleazara, i siedmiu braci Machabejskich z ich mężną matką (170. 143 prz. Chr.).

 

20. Cztery tysiące lat upłynęło już było od stworzenia świata; spełnione już były znaki, które miały poprzedzić przyjście Zbawiciela. Żydzi wyczekiwali Go z tęsknotą, a nawet wśród pogan była wieść rozpowszechniona, że wielki władca wynijdzie z Judei. Zepsucie, w którym pogrążeni byli ówcześni ludzie, nie miało granic. Wprawdzie wyznawali jeszcze Żydzi jedynego Boga prawdziwego, lecz utworzyły się pomiędzy nimi zgubne sekty, jako to: Faryzeuszów i Saduceuszów, i rozszerzyło się wielkie zepsucie obyczajów, bo większa część z nich czciła Boga tylko ustami, a żyła według grzesznych żądz zepsutego serca. Wszystkie inne ludy, nawet najwykształceńsze, jak Grecy i Rzymianie, oddawały się plugawemu bałwochwalstwu. Niezliczonym bogom i boginiom stawiali oni świątynie i ołtarze, składali im ofiary, nawet z ludzi, a sławiąc ich obrzydliwe występki i naśladując je bez sromu, mniemali, że oddają cześć najdoskonalszą swym bogom. Poganie byli według świadectwa św. Pawła (Rzym. 1, 29-31): ?pełni wszelkiej niesprawiedliwości, złości, porubstwa, łakomstwa, złoczyństwa, pełni zazdrości, mężobójstwa, swaru, zdrady, bez miłości przyrodzonej, nieprzejednani, niemiłosierni?.

 

Któż mógł pomóc ludziom tak zepsutym, kto mógł ich ratować? Nikt inny, tylko Bóg. - Pomógł też rzeczywiście, i ocalił i zbawił ród ludzki. - Jako przyrzekł był pierwszym rodzicom naszym w raju i przepowiadał przez Proroków: tak zmiłował się nad upadłym rodzajem ludzkim, i zesłał mu Odkupiciela i Zbawcę. Dlatego powiedział Chrystus Pan: ?Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego wydał zań, aby wszelki, który weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny? (Ew. Jan. 3, 16).