Przedmowa tłumacza niemieckiego
Księgi łatwym i przystępnym sposobem przedstawiające ducha Kościoła katolickiego, prawdy jego wiary i nieprzerwaną trwałość jego podań, przynoszą zawsze bardzo znakomite pożytki. Atoli pożyteczniejszymi są zawsze pisma wykazujące pobudki, które naszych w błędzie uwikłanych braci, albo już do powrotu na łono Kościoła katolickiego skłoniły, albo są zdolne skłonić ich do tego.
Nie tylko sami zbłąkani odnoszą stąd wielkie korzyści, ale i katolicy, którzy takimi pismami dokładniej zasady swej wiary poznają i w niej się silniej utwierdzają.
Wielu z tych, którzy tylko nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności nie są członkami naszego Kościoła, oczekują jedynie sposobności lepszego pouczenia się. Tego im tylko właśnie brakowało, a byliby już dawno do nas powrócili.
Te i tym podobne powody, jakie skłoniły francuskich Wydawców do zebrania i ogłoszenia pism kontrowersyjnych czyli spornych co w swej przedmowie objaśniają, były też dla nas pobudką do obecnego przekładu.
Więcej nie mamy nic do nadmienienia. Dziełko niech samo za sobą przemówi, aby przy Bożej pomocy wiele dobrego zdziałało, to bowiem jest rzeczywistym jego celem.
Niektóre niezgodności przekładu, prosimy trudnościom wynikającym z różności składni, nie zawsze się pokonać dającym, przypisać.
J. M., nauczyciel religii
Dnia 21 grudnia 1841 r.
Powody zniewalające licznych protestantów do powrotu na łono Kościoła katolickigo.
List Lavala byłego protestanckiego pastora w Condé sur Noireau
Autor niniejszego pisma, podobnie jak wy Bracia moi najmilsi, w religii protestanckiej wychowany, w przeciągu wielu lat miał obowiązek pouczania was w takowej. Ale na próżno szukał on w niej pokoju swego sumienia, który jedynie na drodze prawdziwej religii znalezionym być może. Był zarazem przekonanym, że obojętność co do prawdziwej wiary jest istną zniewagą samego Boga. Nie mógł się przeto uspokoić dopóty, aż nie nabył pewności, że jest w posiadaniu istotnej prawdy. Wszelako im żywiej w swoim przekonaniu uczuwał potrzebę poznania prawdziwej wiary, tym mocniej ubolewał nad tym, że w protestantyzmie, znalazł same tylko, do żadnego końca nie wiodące, nieświadomości. Zaczem postanowił on poradzić się swego własnego rozumu, lecz i ten pozostawiony samemu sobie, wahał się długo pomiędzy jedną a drugą wątpliwością. Zwrócił się następnie do Biblii, lecz i to Boskie Słowo również bardzo słabo zdołało jego wiarę umocnić, ponieważ jego tłumaczem był tylko słaby i mylny rozum. Zaczem boleśnie mu to dolegało, że wewnątrz siebie nie zdołał żadnej niezawodnej podstawy swej wiary odnaleźć. Z tego powodu szukał on jej zewnątrz siebie, protestantyzm jednak z lękliwym pomieszaniem ze wszech stron, podawał mu w odpowiedzi i same tylko, i to sprzeczne, mniemania, które go jeszcze w głębsze pogrążyły wątpliwości; zwrócił następnie swój wzrok ku protestantyzmowi francuskiemu, szwajcarskiemu, niemieckiemu, anglikańskiemu; ale wszędzie spostrzegał protestantów, a szczególniej ich pastorów od lada powiewu nauki chwiejnych; wszędzie brakowało mu stałego punktu oparcia; w wątpliwościach tylko okazywali się zgodnymi. Taka to była sroga przepaść, w którą ich protestantyzm pogrążył. Wielką przeto nieświadomość znalazł on wewnątrz siebie, a zewnątrz jeszcze większą.
Łatwo pojąć udręczenia jakich chrześcijański umysł doznaje, kiedy na przekór swej tęsknoty do poznania prawdy, na przekór swej gorliwości, do której tak ważny przedmiot musi pobudzać, i na przekór swoich usilnych starań widzi się ciemnościami i wątpliwościami skrępowanym. Ileż to razy przyszło do tego żem się modlił ażeby mi Bóg dał albo prawdę poznać, albo żeby mnie od żądzy poznania jej uwolnił. Nie byłoż takie pożądanie, które we mnie zaszczepił, istnym dla mnie męczeństwem? Miałżem je z duszy swojej wypłaszać? Miałżem poszukiwania prawdy się wyrzec? a siebie wobec niej, wobec samego Boga na zupełną obojętność skazać? Owóż taka to była nieszczęsna ostateczność, w którą mnie moja nieświadomość pogrążała, a bez łaski Bożej byłbym się tak jak wielu innych, nie mógł od udręczeń powątpiewania inaczej uwolnić, tylko przez przytłumienie głosu własnego sumienia i przez głupotę wewnętrznego uporczywego zobojętnienia (Jasny i oczywisty dowód podaje tu Autor, że człowiek bez łaski Bożej nie może nawet nic dobrego pożądać; stosownie do tego co Pan Jezus mówi: ˝Beze mnie nic nie możecie uczynić˝ (Jan. XV, 5). (przyp. tłum. pol.). Ale cześć Temu, który tych, co Go szukają, nie zawodzi. On zapobiegł mojemu pogrążeniu się w przepaści, ponieważ zawsze brzydziłem się karygodną, w rzeczach do wiary należących, obojętnością. Wiem jak wielu jest takich, co się nią w krótkim swym życiu usypiać pozwalają. Lecz ja nie mogłem nigdy tak, jak oni, o dniu ocknienia (zmartwychpowstania) zapomnieć. Widząc się zarówno niezdolnym do zrzeczenia się prawdy jak i do wynalezienia jej na zewnątrz Kościoła, czułem się, całym ciężarem mego niepokoju pociągnionym na łono onej powszechnej całego chrześcijanizmu matki, która z ust Zbawiciela ˝Słowa wiecznego żywota˝ otrzymała z poleceniem opowiadania Ewangelii wszystkim narodom do końca świata (Mt. XXVIII, 19-20). - Do czegóż tęskniłem? czegóż szukałem? oddany na pastwę nieuleczonym powątpiewaniom, ponieważ według zasad protestantyzmu sam chciałem być twórcą i sędzią mojej wiary; poczułem więc niezbędną potrzebę nauczającej powagi dla ustalenia się w prawdziwej wierze. A ta powaga musi się przecież gdzieś znajdować, ponieważ jest niezbędną. Potrzeba mi tylko było oczy otworzyć, aliści ona zjawiła się przede mną wśród świata. Kościół katolicki jedyny tylko otrzymał tę powagę i takową, on tylko jeden, ciągle wykonywał. W nim tylko jedynym, pomyślałem sobie, muszę ja i wiarę, i spokój i życie znaleźć. Więc że tych dóbr byłem dotąd pozbawionym, a to z powodu żem prawdy w pysznym moim rozumie szukał. Zaczem mógłżem się ociągać abym przez pokorę dobrodziejstw tych nie nabył? Potrzeba mi tylko było z moich błędnych mniemań uczynić ofiarę, dla powagi wiecznego Kościoła. Z początku moich błędów byłbym się na zaprzanie siebie samego dla mojego nieograniczonego w moim rozumie zaufania bardzo trudno zdobył. Lecz teraz po gorzkim doświadczeniu nauczyłem się czegoś lepszego, a rozum mój, sam przez się, po tylu próbach niedołęstwa zawstydzony, nie może się nadal pychą nadymać. Zarówno ze zbłąkanym synem zwraca mię nadmiar mego nieszczęścia, przez poskromienie pychy, do domu Ojca mojego.
Wszelakoż o nędzo serca ludzkiego, które równie niedołężne jest pod względem pokonania woli jak rozum pod względem dojścia do świata prawdy. Prawda stała się jawną mojemu umysłowi; nie śmiałem jej nie uznać, ależ ona mojej woli jeszcze nie pokonała. Straszna walka wszczęła się we mnie pomiędzy sumieniem, które mnie naprzód posuwało a znikomymi korzyściami, które mnie cofały. Przyjaciele, którzy skutkiem mojego nawrócenia mogą mi się stać nieprzychylnymi. Rodzina, która się tym samym będzie uważała za odartą ze środków swojego utrzymania (mamże się do tego nie przyznać; ale czemuż nie?), taki smutny wstręt do zrzeczenia się błędów i do porzucenia sekty, której byłem dźwignią, utrzymywał jeszcze wobec prawdy serce moje w wahaniu się pomiędzy dwoma, że się tak wyrażę, biegunami. Bóg jednak dopuścił coś podobnego na mnie, aby mnie z pychy uleczyć odsłaniając mi całe moje niedołęstwo. Ponieważ ta walka więcej mnie upokarzała, niżeli to dokazać mogły wszelkie moje powątpiewania i błędy, doświadczyłem tego, jak to łatwo łudzić się dla tajemnych pobudek nie zaspakajających nasze sumienie, a które nas w nieszczęsnych sektach krępują. Atoli błagałem Boga, aby tak wolę moją umocnił, jako już mój umysł oświecił. A Pan ulitował się nade mną. Jego to łaską wzruszony zawołałem: ˝Chcę o Panie˝; i ofiara została spełnioną.
Od tej chwili, Bracia moi, dostąpiłem przecież tego jedynego szczęścia, które chrześcijaninowi w tej pielgrzymce żywota tyle jest drogim, to jest: sumienia spokojności. Jeżeli to sumienie mnie kiedy jeszcze niepokoi to jedynie wówczas, gdy mi wyrzuca, żem przez tyle lat był pomiędzy wami organem błędu. Aby więc o tyle o ile to ode mnie zależy złym skutkom, mego poprzedniego pożałowania godnego urzędowania, zaradzić, postanowiłem powody, które mnie znagliły do powrotu na łono Kościoła, niniejszym ogólnym listem przedstawić. Zwracam się z nim do was z uczuciem boleści i nadziei. Czyniąc bowiem przegląd wszystkich dusz, które na błędną drogę wprowadziłem, muszę nad tym ubolewać, lecz obok tego pocieszam się nadzieją, że to pismo dla wielu nie będzie bezpożytecznym, jeżeli je tylko z szczerym pragnieniem znalezienia prawdy czytać zechcą. I czemuż byście mieli głosem moim pogardzać? Miałażby przestroga rozczarowanego pielgrzyma ostrzegającego swoich przyjaciół o zmylonej drodze, która do śmierci prowadzi, być niemiłą, tam zwłaszcza, gdzie rzecz idzie o życie wiekuiste?
Tak a nie inaczej bracia mili, protestantyzm jest rzeczywiście nie czym innym, jedno systemem niewiary, spoczywa on na tych samych podstawach jak wszystkie inne błędne systematy, a w pełnym swoim rozwoju musi koniecznie do zniweczenia Chrześcijańskiej religii doprowadzić To co Autor przewidział, dziś się już najoczywiściej sprawdziło; stąd bowiem pochodzi to pomiędzy protestantami lekceważenie chrztów, ślubów małżeńskich, pogrzebów, chętka do palenia ciał umarłych itd. (przyp. tłum. pol.). Z jakiego bądź punktu widzenia na ten system się zapatrujemy, dochodzimy zawsze do tej zatrważającej prawdy. Źródło zaś tego błędu wynika z samego jądra protestantyzmu, i całkowita jego historia tym błędem jest nacechowana.
Główną protestantyzmu podstawą, jest rozum każdego pojedynczego człowieka, ten mu objaśnia znaczenie Pisma świętego i służy za jedyne prawidło wiary. Protestant nie powinien nawet żadnego innego prawidła szukać, dopóty mu sam rozum znaczenie Pisma świętego wskazuje. Ponieważ zaś nikt nie może się za nieomylnego, a zatem i za ubezpieczonego od błędu poczytywać, iż wiara, jaką sobie sam utworzył, żadnemu nie podlega błędowi, więc też żaden protestant nie może sam przez siebie być w posiadaniu, błędowi nie podległej czyli nieomylnej wiary.
Pojmujecie więc, że rozum sam z siebie omylny, potrzebuje niezawodnego prawidła do poznania prawdziwego znaczenia Pisma świętego. Dopóki tylko sam rozum każdego pojedynczego człowieka, za jedynego sędziego prawdy uznajemy, dopóty wszystkie prawidła jakie by tu postanowić można, sprowadzają się do tej jednej niedorzeczności: To wszystko co się twojemu rozumowi jasnym wydaje, jest prawdą. Lecz któż nie widzi, że tu właśnie o to się rozchodzi, czy protestant może być tego pewnym, czy może być bezpiecznym, iż się sam nie łudzi, gdy według probierza swojego rozumu twierdzi, iż ten lub ów artykuł wiary, z wyłączeniem każdego innego znaczenia w Piśmie świętym wyraźnie się zawiera? Możeż on jakim sposobem udawać, że wierzy, iż w tym jego zdaniu wszelkie złudzenie jest niemożliwe? wyjąwszy, że się wyraźnie i stanowczo za nieomylnego poczyta. Wszelako dopóki tylko do tego ostatecznego obłędu nie dojdzie, będzie zawsze zniewolonym przyznać, że on dopóty żadnej pewności wiary nie posiada, dopóki tylko ta pewność jedynie na jego rozumie się opiera, i dopóki tym wskazanym prawidłem wiary nie będzie co innego, tylko jego, błędowi podległy, rozum.
Tym ci bardziej, gdy te indywidualne tłumaczenia Pisma świętego koniecznie według różnorodnego indywidualnego pojęcia, różnorodne wypadną, nieunikniony stąd nastąpi skutek, że każdy protestant swoje osobiste tłumaczenie Pisma świętego, sprzecznym znajdzie, z tymi wszystkimi, którzy Pismo święte inaczej, niźli on, rozumieją. A przecież pomiędzy tylu różniącymi się od siebie tłumaczeniami, może tylko jedno być prawdziwe, jeśli się tylko takowe pomiędzy nimi znajduje. A na jakiejże zasadzie może pojedynczy protestant twierdzić, że między tylu niezgodnymi z sobą tłumaczeniami, on sam jeden ma prerogatywę, iż prawdziwe znaczenie odnalazł? Po jakim niezaprzeczonym znamieniu rozpoznaje on prawdę swojego tłumaczenia, które lubo rozum jego za prawdziwe uznaje, ono jednak tak liczne i sprzeczne, ale możliwe (literalne lub przenośne) tłumaczenia dopuszcza, ile jest odmiennych od niego indywidualnych rozumów? Może powie, że on różne miejsca Pisma świętego zbadał, porównywał, i jedne drugimi objaśniał. Przypuśćmy! lecz każdy inny prywatny jak i on, toż samo utrzymuje, i ma takie samo prawo do poprzestawania na swoim własnym badaniu. Przeto im więcej jest zaufanym w swoim prywatnym badaniu, które według jego mniemania od Pana Boga mu dane jest jako jedyny dowolny środek do rozpoznania prawdziwej religii, tym więcej musi się jego pojedyncze przekonanie zachwiać, gdy widzi, że toż przekonanie stoi w sprzeczności z tylu innymi, którzy się nie mniej jak on, na swoje rzekome, od Boga im podane do poznania prawdziwej wiary, prawidło, powołują. A tak pogardziwszy wszystkich innych tłumaczeniami, dlatego, iż się z jego tłumaczeniem pogodzić nie mogą, a popadłszy w nieuchronne powątpiewanie o prawdzie swojego tłumaczenia, ponieważ to wszyscy inni odrzucają, przychodzi do wniosków, że nie wie, ani w co ma wierzyć, ani w co rzeczywiście wierzy.
Wreszcie gdy protestant swoje własne tłumaczenie ze wszystkimi innymi tłumaczeniami sprzecznym znajduje, to może, bardzo naturalnie popaść w zwątpienie. Lecz gdy tłumaczenia innych protestantów równie jak i jego tłumaczenie na prywatnym się rozumie opierają, a z tego powodu są niepewne, zmienne i ze wszystkimi innymi sprzeczne; to nie przedstawiają one żadnej powagi, której by się można rozsądnie poddawać. Jeżeli zaś protestant dalej swój indywidualny rozum za najwyższego sędziego wiary poczyta, to tym samym uznaje się być zdolnym do zrozumienia lepiej prawdziwego znaczenia Pisma św. niźli cały Kościół, a swoje partykularne względem Biblii orzeczenia uznaje za ważniejsze od nieprzerwanego i powszechnego podania. Na próżno mu dowodzi cały Kościół Boży, że zrozumienie jego z wiarą wszelkich czasów jest sprzeczne, bo on to świadectwo odrzuca, a z zatrważającą zarozumiałością w swoim sposobie widzenia skrępowany, odpowiada Kościołowi: ˝Zbłądziłeś, takie jest moje przekonanie!˝ Nie jestże to pycha? pytam się, a co smutniejsza, pycha jako konieczne przygotowanie do poznania religii nakazanej ludziom pokornego serca. - Niechby który z protestantów rzetelnie sam siebie zechciał zapytać: Czy może takie zasadnicze twierdzenie, - które było źródłem wszystkich na całym świecie błędów, a na którym ja zniewolony jestem oprzeć całą moją wiarę - chrześcijaninowi wystarczyć? Możeż się on potem dziwić, że przy poszukiwaniu prawd owej wiary w wnętrzu swej duszy, nic więcej nie znajduje oprócz ukrywanej niespokojności, o pokonanie której na próżno się stara. Nie, u protestanta nie ma żadnej wiary! To, co on wiarą zowie, jest u niego tylko czczą i niestałą mrzonką, a mrzonką tego samego rodzaju, jakimi są wszystkie inne marzenia. Religia i Boska wiara są to tylko dla niego pewnym rodzajem wyobrażeń; są hipotezami, a niczym więcej! On ciągle musi być w obawie złudzeń, a to w obawie tym większej, o ile mniej jest zarozumiałym, o ile pokorniejszym, czyli o ile jest lepiej po chrześcijańsku usposobionym. Nie może on nigdy z całą stałością nawet pierwszego wyrazu wiernego chrześcijanina ja wierzę, wypowiedzieć, a jeśli go przecież wypowie, to zawsze jakoby w odwodzie tego wyznania pozostaje powątpiewanie.
Ach! uczułem to aż nadto boleśnie, kiedym jako owoc długich poszukiwań i mozolnych badań nic więcej nie zyskał oprócz przekonania o mojej własnej nieudolności w wynalezieniu prawdziwej wiary. Kiedym dla spełnienia pierwszego obowiązku chrześcijanina mój rozum zawezwał do wykonania aktu wiary, to ten się na to zdobyć nie umiał. Skutkiem każdego badania była sama tylko nieświadomość. To w co dziś uwierzyłem, - ponieważ wyobrażałem sobie, iż się tak a nie inaczej widocznie w Piśmie św. znajduje - o tym już nazajutrz wątpiłem, bom tegoż samego już w Piśmie św. tak wyraźnie, jak mi się wczoraj zdawało, nie znajdował. Bywało, żem czasem w tymże samym miejscu jakiś zupełnie inny dogmat dostrzegł. Często czując niezbędną potrzebę niezachwianej wiary, byłem znaglony do skreślenia sobie symbolu wiary, i wmówiłem w siebie, że ten już będzie nieodwołalny. Ale ten rzekomo wiekuisty symbol przetrwał zaledwie dni parę. Rozum mój począł się błąkać pomiędzy jednym a drugim mniemaniem, nie znajdując nic pewnego oprócz mojej własnej niestałości. I jakoż mogłem w tym stanie przetrwać? Jak sobie w nim upodobać? A kiedy twierdzę, że każdy protestant, który sobie ze swej wiary chce zrobić sprawozdanie, koniecznie musi w ten sam kłopot popaść, i że chwiejność jego mniemań w stosunku do jego badań i poszukiwań wzrasta, to nie przypuszczam, aby jakie protestanckie sumienie mogło mnie o kłamstwo pomawiać.
Jeżeli się na protestancką podstawę (Principium) z innego jeszcze punktu widzenia zapatrywać będziemy, to ona nas właśnie wprost do zaprzania wszelkiej wiary doprowadzi. Wie-li kto, co czynił gdy do ludu się odzywał: Wierzajcie tylko własnemu osobistemu badaniu. Nie jestże to to samo, co powiedzieć najwyraźniej najliczniejszym ludziom: Nie wierzajcie w nic (Nie wierzajcie w nic; to właśnie był ostateczny i najlogiczniejszy wniosek protestanckiego Principium. - Do niego wiodły wszystkie poprzedniki (anteriora) luterańskie, ale wniosku tego lękali się w poprzednich wiekach, protestanci. Czego jednak sami nie wywnioskowali, to za nich spełnili dzisiejsi nihiliści (bezwyznaniowcy) i pokazują to jakby na dłoni, że z protestanckiego Principium nie może być inny logiczniejszy wniosek jedno ten: Nie wierzajcie w nic. - Boga nie ma, duszy nieśmiertelnej nie ma. Człowiek wolnej woli nie ma. Człowiek za swoje dobre lub złe uczynki nie jest godzien ani pochwały ani kary. Wszystkie te wnioski wywodzą się bardzo logicznie z protestanckiego Principium. (przyp. tłum. pol.). Jakoż w rzeczy samej nikt się nie odważy zaprzeczyć, że badanie wielu ustępów Pisma św. jest zupełnie niemożebne i przechodzi pojęcie ludzi nieumiejętnych i nieświadomych, słowem, pojęcie pospólstwa, które większą część ludzkiego rodzaju stanowi. Przyznawali to bardzo często protestanccy pisarze, lubo takie przyznanie dla samychże protestantów było okropnym, ale sam zdrowy rozum do takiego zeznania ich zniewalał. Czuli bowiem aż nazbyt wielką niedorzeczność w twierdzeniu, że pospólstwo może bardzo jasno pojmować znaczenie Pisma św., kiedy nawet uczeni do jednego porozumienia się dojść nie mogą. - Bo jakoż pospolity chłopek może dojść zawiłego tłumaczenia Pisma św., który nawet potoczną pospolitą książkę dobrze nie pojmuje. Jeżeli zaś partykularne badanie dla większej części jest niemożebne, a jeżeli pomimo to według zasady protestantyzmu to badanie jedynym jest środkiem do nabycia prawdziwej wiary; więc nie można uniknąć płynącego z tej zasady nieuchronnego wniosku, że największa część protestantów w wyznawaniu prawdziwej wiary musi być powątpiewającą. - Taki zatem jest nieszczęśliwy los nauki, która wprawdzie z początku miłości własnej schlebia, ale człowieka wkrótce upokarza. Wynoszą rozum osób pojedynczych, aby go do nieposłuszeństwa wyrokowi Kościoła pobudzić, zachęcają go mówiąc: niczego się nie bój, twierdź, kłamaj, wystawiaj artykuły wiary według upodobania, ty sam sobie wystarczasz, a w rezultacie jakiż stąd wniosek, jedno ten, ponieważ lud ten nikomu nie wierzy tylko samemu sobie, więc w nic nie wierzy. Trzeba i to koniecznie zauważyć, że, jeżeli pospólstwo w wielu protestanckich krajach jeszcze jakąś wiarę przechowuje, to to nie wypływa bynajmniej z zasady protestanckiej, lecz przeciwnie, jest to praktyczne następstwo nie zważania na praktyczne tej zasady zastosowanie. Pospólstwo tworzy sobie wiarę według kazań swojego pastora. Czuje to ono aż nazbyt, że gdyby ją chciało utworzyć według swojego niemożebnego badania, to by wiarę w tejże samej chwili utraciło (Pospólstwo takie jest zaiste pożałowania godne - pocieszać nas tylko może uwaga, że tacy są tylko materialnie, a nie formalnie kacerzami. - Oni bowiem wierzyć chcą co Bóg objawił, a w prostocie swojej są tego przekonania, że pastor im głosi naukę Kościoła nauczającego nieomylnie, to tylko, co Bóg objawił. - A zatem są po prostu oszukiwanymi. (przyp. tłum. pol.). Jeżeli zaś wiara chrześcijańska jest dla największej liczby chrześcijan niemożebną i niedostępną, więc też i chrześcijanizm taki, nie może być prawdziwą religią, gdyż religia jako wszystkim potrzebna musi być dla wszystkich dostępną. Protestantyzm wprawdzie utrzymuje, że jest prawdziwym chrześcijanizmem, ale według jego zasad, chrześcijanizm nie jest już żadną prawdą. Taki jest konieczny i ostateczny wniosek, a każdy protestant, który do tego wniosku nie dochodzi, to samego siebie nie rozumie.
Gdybyśmy na tych tak prostych, tak stanowczych uwagach poprzestali, to byśmy przynajmniej powierzchownie poznali jako protestantyzm w nieuniknionym następstwie nad zniweczeniem Chrystianizmu pracuje. Ludzie przy tym zawsze obstawali, że prawdziwa religia nie powinna być prywatnym mniemaniem, ale że powinna być społeczeństwem, które się zewnętrznym wyznaniem wiary ujawnia. Takie społeczeństwo jako skarbiec prawdziwej wiary stało się wyraźniej jeszcze rzeczywistym, odkąd Chrystus swój Kościół, to jest społeczeństwo duchowne jedyne, nieprzerwanie trwałe, powszechne i święte na jawnym wyznaniu chrześcijańskiej wiary założone ustanowił (˝Tyś jest Piotr (opoką), a na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne (to jest grzechy i błędy) nie przemogą go˝ (Mt. XVI, 18). Święty Paweł zaś, zowie go ˝Utwierdzeniem prawdy˝ (I Tym. III, 15). (przyp. aut.). Oczywistą rzeczą jest, że duchowne społeczeństwo czyli Kościół bez wyznania wiary ani istnieć, ani widomym być nie może. Bo i jakoż by mógł Kościół wiarę wyznawać, gdyby ją jawnie zewnętrznie nie wypowiadał? Jeżeli zaś każdemu prywatnemu człowiekowi przyznamy prawo, do wytworzenia sobie wiary według tego, jak sobie Biblię tłumaczy, któż to nie zrozumie, że stąd konieczny wypływa wniosek, iż to wspólne wyznanie wiary jest rzeczą, jak sobie tylko wyobrazić można, niemożebną. Symbol wiary zawiera to, w co niezbędnie wierzyć potrzeba. Lecz jakżeż można określić to, w co wierzyć potrzeba, jeżeli każdemu pojedynczemu prawo się przyznaje, aby zdecydował, co może przyjąć a co odrzucić. Przyznanie takiego prawa nie jestże prostym oświadczeniem, że nie chcemy żadnego dogmatu ustanowić nawet w tym, co się zdaje być potrzebnym do wierzenia? Jeżeliż rozum pojedynczego człowieka jest niezależnym od innego rozumu, więc nie może nikt od drugiego wymagać, ażeby w to wierzył, w co on według swego rozumu wierzy. Każdy może mieć swoje czysto indywidualne mniemanie, ale z tego nie utworzy się nigdy wspólne prawidło wiary, któremu by się ktoś inny poddać był obowiązany. Ty odkrywasz ten lub ów dogmat w Biblii. Ty weń wierzysz według twego rozumu. Lecz jeśli inny rozum toż samo w Biblii nie znajduje, albo nawet coś sprzecznego z twoim dogmatem spostrzeże, to on według tej samej zasady, według której ty go przyjmujesz, musi twój dogmat porzucić. Tak np. wierzy luteranin w rzeczywistą obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie (I w tym się lutrzy jeszcze nie zgadzają, bo naprzód nie wierzą, aby ten Chrystus był pod postaciami chleba i wina stale obecnym, ale jedni utrzymują, że jest, ale tylko podczas konsekracji, a inni, że tylko podczas Komunii, inni że jest w pierwszym i drugim momencie. Inni wierzą w Jego obecność, ale nie wierzą w przeistoczenie i dlatego obecność Chrystusa zowią impanationem (wchlebowaniem), to jest, że Chrystus znajduje się pospołu z chlebem i z winem. (przyp. tłum. pol.), przeciwnie zaś kalwiński rozum, który nie ma obowiązku, aby luterskiemu rozumowi podlegał, nie znajduje w Biblii takiego dogmatu, przeto nie może się ani od luteranina domagać podobnej wiary, ani też potrzebę uznania swojego dogmatu innym narzucać. Tak podobnież luterski i kalwiński rozum jest przekonanym, że Bóstwo Jezusa Chrystusa z Pisma świętego wyraźnie się wywodzi. Lecz jeżeli socynianin, który Pismo święte również według swego rozumu objaśnia, w tymże Piśmie świętym podstawy do sprzecznego twierdzenia znajduje, więc nie może ani luteranin, ani kalwinista twierdzić, że wiara w Bóstwo Jezusa Chrystusa jest niezbędnie potrzebną. Muszą i owszem zezwolić, że dogmat ten, z mocy wspólnej z protestantami zasady, socynianin powinien odrzucić. Zastanowiwszy się wreszcie nad wszystkimi objaśnionymi dogmatami, to wypadną nad każdym z nich, też same wnioski. Nie znajdziemy ani jednego dogmatu, w któryby człowiek chcąc pozostać chrześcijaninem według protestanckiej zasady koniecznie wierzyć był obowiązanym (W czasie mojej chwiejności zebrałem u siebie licznych protestanckich pastorów, którzy mieli zamiar udać się do angielskich kolonii. Chcieliśmy jakiś Symbol wiary ułożyć, aleśmy się na takowy zgodzić nie mogli. Toż samo zdarza się we wszystkich zebraniach protestanckich pastorów, jeśli im tylko wolność objawienia swego zdania jest pozostawioną. (przyp. aut.).
Zapytaj się protestantyzmu i domagaj się od niego, aby ci wskazał prawdy wiary, w które chrześcijanin koniecznie wierzyć powinien. On na to nie potrafi odpowiedzieć. Te tak sprzeczne z sobą wyznania protestanckich kościołów muszą, a nie mogą inaczej przypuszczać jak to, że ich ustawodawcy, wychodząc z ustawy prawa partykularnego tłumaczenia wiary, niektóre zasady jako zawierające się w Piśmie świętym uznawali, inne zaś odrzucali, a więc że tylko swoje indywidualne zdania przedstawiali. Protestantyzm sam nie zapiera się tego i od niedawna dozwolił on i tym wymarzonym wyznaniom wiary z tegoż samego prawa korzystać. Bo zapytaj się tylko członków owego protestanckiego społeczeństwa, które się jeszcze zawsze według swojego Augsburskiego wyznania wiary, takim (to jest Augsburskim) nazywa, czy oni się poczytują być w obowiązku we wszystkie tegoż wyznania artykuły wierzyć; a oni się na takie pytanie uśmiechną. Alboż nie wiadomo, co o tym Symbolu wiary w mieście Kalwina orzeczono? alboż to rzecz tajna, jaką maksymę kler anglikański przyjął: że można jakąś formułkę wiary podpisać, lubo się ją wewnętrznie odrzuca, i że skutkiem tak dziwnego postępowania, członkowie tego kleru bez namysłu przysięgają wszystkie artykuły anglikańskiego wyznania wiary utrzymywać, a sąd o naukach w nim zawartych może sobie każdy czynić jak mu się tylko podoba (Na to zgorszenie patrzy protestantyzm bez podziwiania, bez zdumienia; lubo jest ono gorszym od wszelkich zgorszeń, jakie na świecie istniały. Bo i jakaż czynność ludzka jest najuroczystszą? Przysięga. - Jaka okoliczność jest najświętsza w przysiędze? Zaprzysiężona wiara. Nic uroczystszego wymyślić nie można nad słowo człowieka, który Imię Boskie na świadectwo swej wiary wzywa. Lecz nie, - dla nich jest to nie więcej, tylko czczą formalnością. (przyp. aut.). Protestantyzm czuje tę niemoc w ustaleniu swej wiary tak dalece, że z pewnym anglikańskim biskupem przyznaje: Protestantyzm polega na tym, że wierzyć można w co kto chce, a można sobie wymyślać to w co się wierzy. Protestantyzm znosi taką mowę obojętnie. Nie przeczy, że ona jest jego własną mową, ponieważ wie dobrze, że to jest tylko ostatecznym wnioskiem nauki, którą się oni zaszczycają. Musi więc wreszcie przyznać, że on nic takiego nie może podać w co chrześcijanin, aby nim był, wierzyć powinien, a w rozpaczy o swoją sprawę musi na tym kończyć, że on sam wiedzę, o rzeczach wiary, za niepożyteczną uznaje. Przemawia on z Biblią w ręku do ludu: ˝Prawda jest tu w tej księdze zawarta, ale co jest prawda, czym jest chrześcijanin o tym ja nie wiem. Wierzysz-li w Boga w Trójcy jedynego. Wierzysz-li w Bóstwo Chrystusowe, wyznajesz kary wieczne, to jesteś chrześcijaninem. Lecz choćbyś w to wszystko nie wierzył, toś także jest chrześcijaninem. Jakiekolwiek by były twoje osobiste mniemania, jeżeli tylko utrzymujesz, że one się w Biblii znajdują, to już dosyć. Któżby się odważył określić, w co koniecznie wierzyć należy? To sobie tylko Kościół katolicki przywłaszczył i to wykonywał po wszystkie czasy. My zaś, których religia na tym zależy, wierzyć w to wszystko w co kto chce, nie możemy takiej niewoli znosić, inaczej musielibyśmy się wyrzec naszego prawidła wiary, uznajemy wprawdzie, że się to dziwacznym wydaje, jako Bóg do ludzi przemawiać mógł, iżby oni nie wiedzieli co On mówił. Lecz gdy to inaczej być nie może, a protestantyzm nie powinien być w błędzie, więc trzeba temu jakkolwiek bądź wierzyć. Bądźże sobie więc obok tej nieświadomości spokojnym i pewnym, że możesz być dobrym chrześcijaninem, chociażbyś nie wiedział, w co ci wierzyć potrzeba, aby być chrześcijaninem˝.
Co się mnie tyczy mili bracia! to taka mowa przekonała mnie, że trzeba zaprzestać być protestantem, aby chrześcijaninem zostać.
Podkopując i burząc wiarę, podkopuje też protestantyzm i burzy wszelką moralność, której konieczną podstawą jest wiara. Każdy moralny obowiązek jest wynikiem pewnej prawdy. Protestantyzm zaś zezwala na wszelkie rodzaje wiary, a zatem też zezwala i na wszelkie rodzaje moralności. Nie może on się zdobyć na żadną stałą naukę moralności, ponieważ na sędziego moralności narzuca się rozum każdego pojedynczego człowieka. Nie ma przeto żadnej wspólnej nauki moralnej, ponieważ nauka ta musiałaby się zmieniać według mniemania każdego w szczególności; nie ma żadnej stałej nauki moralnej, ponieważ ta musi być tak zmienną, aby do zmiany każdego pojedynczego rozumu pasowała, nie ma żadnej obowiązującej nauki moralnej, ponieważ obok niezależności rozumu jednego człowieka od rozumu każdego innego, tak względem moralnej jako i wiarowej nauki, tak samo nikt nie ma prawa drugiego zobowiązywać do przyjęcia tej moralności, której sam hołduje, jako nikt nie ma prawa kogo innego przyniewolić do uznania tych mniemań, które on sam za stałe uznaje.
Gdyby przeto kto chciał nauczać, że dobre uczynki nie są do zbawienia koniecznie potrzebne, i że człowiek raz przez Boga usprawiedliwiony pewnym jest swojego zbawienia, jakiejkolwiek bądź by się zbrodni dopuszczał, to nie mógłby protestant takowego wyznawcę potępić, lubo by go taka nauka, rujnująca z fundamentów wszelką moralność, oburzała; ponieważ i ten wyznając taką naukę, która mu się według jego rozumu w Biblii zawartą być zdaje, wykonywa tylko prawo swobodnej partykularnej interpretacji, które protestantyzm uznaje. I rzeczywiście te potworne nauki były powszechnie wykładane, przez obu twórców protestantyzmu (Luter w swoich dziełach uczył, że dobre uczynki nie tylko nie są do zbawienia potrzebne, ale że nawet są szkodliwe. Zaprzeczając wolną wolę uczynił człowieka maszyną równie niezdolną do cnót jak i do występku. Kalwin twierdził, że człowiek raz usprawiedliwiony może być pewnym zbawienia lubo by się wszelkich występków dopuszczał. - Żadna dawniejsza nauka nigdy tyle nie sprzyjała namiętnościom. (przyp. aut.). I owszem oni je przedstawiali jak główną podstawę swojej moralności, twierdząc, że się takowe najwyraźniej w Biblii znajdują. Z tejże samej zasady wychodząc twierdzą nowochrzczeńcy, że dla spełniania Boskich rozkazów potrzeba wszystkich grzeszników pozabijać, dobra ich skonfiskować i nowy porządek rzeczy zaprowadzić (Sleidan, De statu relig. et reipubl. comment. I. III., pag. 43. (przyp. aut.). Resztę potworności tychże nowochrzczeńców wyliczać byłoby za długo. Inne protestanckie sekty powstały wprawdzie przeciw takim naukom, lecz ponieważ i ci podobnież z tej samej zasady, to jest z wolności swobodnego tłumaczenia Pisma świętego wychodzą, więc musieli też i te nauki tolerować, aby nawzajem tejże tolerancji doznawali. Nie jestże morderstwo zbrodnią wykluczającą z Królestwa niebieskiego? Tak jest, odpowiada wiele sekt reformowanych; tak nie jest, twierdzą socynianie, przynajmniej wtenczas, jeśli to nie staje się długim nałogiem. Któż pomiędzy tym dwojgiem będzie sędzią? Rozum? Ależ każdy z nich powołuje się na swój rozum. Biblia? Ale tę każdy tłumaczy na swój sposób, zaczem moralność socynianów powinna by być powszechnie tolerowaną. Niech no się zjawi jaki fanatyk z Biblią w ręku, jako to przywódca familistów (Familiści są to protestanccy sekciarze, założeni przez Dawida Georges w Anglii. S. Moschem, Eccl. Hist., p. 484. (przyp. aut.), niech naucza, że jest dobrą rzeczą trwać w grzechach, aby łaska Boża tym szczodrobliwszą się okazała, lub jako antynomierzyści (Antynomierzyści są również sektą metodystów w Anglii rozkrzewioną. (przyp. aut.), że cudzołóstwo, kazirodztwo, morderstwo, czynią człowieka świętym na ziemi, a szczęśliwym w niebie; jednym słowem każdy kto uczy to co mu się podoba, każdy taki powinien być tolerowanym. Nie ma żadnego punktu w chrześcijańskiej moralności, o którym by protestantyzm mógł powiedzieć, że mu się trzeba w czynie poddawać, ponieważ dla protestantyzmu żadnego dogmatu nie ma o którym by śmiał powiedzieć, że trzeba swój rozum doń zastosować; a tak jako jego artykuły wiary dadzą się do tego jednego zasadniczego twierdzenia sprowadzić: ˝Wierzę we wszystko co mi się prawdziwym być zdaje˝, tak, podobnież wszelkie prawidła jego moralności redukuje się do następującej tezy: ˝Powinienem wszystko czynić co mi się dobrym być wydaje˝. Takie to jest prawidło moralności, z którego każdy jakiekolwiek by były jego namiętności zarówno zadowolonym będzie tak, jako poprzestaje na formule wiary odpowiedniej jego błędom, niechby sobie były, jakimi bądź chcą.
Można stosownie do tego i o czci zewnętrznej toż samo twierdzić, bo i czymże ona tu być może? Cześć zewnętrzna jest objawem wiary. Owóż ponieważ u protestantów nie ma żadnego wyznania wiary, więc też nie może być żadna temu wyznaniu odpowiednia cześć Boga zewnętrzna. Ponieważ się u nich wiara zmieniła i dotąd się jeszcze codziennie zmienia, więc i ona cześć Boga zewnętrzna powinna by być koniecznie zmienną, albo jeżeli obok zmiany wiary, cześć zewnętrzna się nie zmienia, to jest ona tylko widmem jakiejś wiary, której rzeczywiście nie ma. Wreszcie jako się w protestantyzmie wiara tylko w indywidualnych pojęciach porusza, które z sobą w różny możebny sposób są sprzeczne, więc i cześć zewnętrzna może się tylko w rażącej sprzeczności jako społeczny wyraz sprzecznych poglądów przedstawiać, albo potrzeba by tyle odmiennych obrzędów czci zewnętrznej obmyśleć ile różnorodnych mniemań w umyśle pojedynczych członków znajdować się może.
Dlatego też protestancka cześć zewnętrzna wszędzie oznaki bliskiego swojego rozkładu przedstawia. Zależy ona głównie na kazaniu. Ale i to już straciło w oczach protestantów wszelki religijny charakter. Przynajmniej w samym swoim zarodzie przyznawała sobie reformacja w wielkiej swojej zarozumiałości, że Duch Święty szczególnym sposobem wspiera predykantów w objaśnianiu Biblii. Lecz odkąd poznano, że ten Duch jednocześnie ogłasza dogmaty z sobą sprzeczne i że wreszcie żadnego dogmatu nie uczy, zniknął zarazem ten religijny urok - a predykant wstępujący na mównicę dla objaśnienia Ewangelii, nie jest już teraz niczym więcej jak tylko człowiekiem, który swoje widzi-mi-się wskazać zamierza innym ludziom, mającym takież samo prawo zapatrywania się na wszystko według swego sposobu widzenia, zupełnie prawie tak, jak filozof prawi wobec swojego audytorium, które o jego wykładzie wyrokuje. Protestantyzm podtrzymuje wprawdzie jeszcze modlitwę w Imię Jezusa Chrystusa, ale czymże jest ta modlitwa, odkąd w protestantyzmie nie wiadomo, czy Chrystus jest Bogiem, czy człowiekiem, jak to (ostatnie) socynianie i muzułmanie utrzymują? Alboż to protestantyzm nie pojmuje, że to jest bezbożnością do Chrystusa się nie modlić, jeśli On jest Bogiem; lub że to zakrawa na bałwochwalstwo modlić się do Niego, jeżeli On Bogiem nie jest. W taką niepokojącą sumienie alternatywę, popycha protestanta owa zewnętrzna cześć Chrystusa wobec niepewności wiary, czy Chrystus jest Bogiem, lub tylko człowiekiem. Co się zaś świętej Wieczerzy (Tak nazywają protestanci komunię, nie śmiejąc ją nazywać Najświętszym Sakramentem wobec sporów i niepewności co się właściwie pod postaciami chleba i wina konsekrowanego znajduje. Rzeczywiście zaś u protestantów niemających kapłanów nie może też być i Najświętszego Sakramentu; więc komunia ich nie jest czym innym tylko obrzędem. (przyp. tłum. pol.) tyczy, którą protestanci zawsze za Najświętszą oznakę swojej czci zewnętrznej poczytują, to wiadomość o pojęciach jakie sobie o niej do dziś dnia tworzą, sprawia wszędzie wielkie zgorszenie. Kiedy niedawno temu, przy okazji połączenia się lutrów z kalwinami, predykanci zapowiedzieli, że rozdawać będą Ciało Chrystusowe jednym rzeczywiste, a innym tylko pod figurą, odpowiednio do szczegółowej każdego przyjmującego wiary (Kiedy protestancki pastor przy podaniu komunii przyjmującego zapytywał: ˝Wierzysz-że ty iż przyjmujesz Ciało Jezusa Chrystusa˝, to mu luteranin odpowiadał: ˝tak jest˝. - Przyjmij Ciało Jezusa Chrystusa˝. - ˝Wierzysz-li ty, że Ciało Jezusa Chrystusa pod figurą przyjmujesz˝. ˝Tak jest˝ odpowiadał kalwin. ˝Weź go pod figurą˝. Protestanci chcieli Wieczerzę tak uroczyście obchodzić jak to Chrystus i Apostołowie zalecili. Należałoby atoli dowieść, że się Chrystus i Apostołowie takimi rozmaitymi formułkami posługiwali. Ależ oni nie wiedzą co czynią. (przyp. aut.), cóż oni w swoim zaślepieniu innego czynili, jedno, że wobec całego świata przyznali, że protestantyzm zarówno tak mało wie w co w przedmiocie Wieczerzy wierzyć należy, jako we wszystkich innych rzeczach; a uroczysty akt chrześcijańskiej czci, służy im tylko za ceremonię, na którą nie ma co zważać. Cóż wreszcie powiedzieć mogę o Sakramencie Chrztu, który tak dawny, tak powszechny jest, jak sam chrześcijanizm. Sakrament ten tak uroczyście od Chrystusa postanowiony, uważany jest za niepożyteczny zwyczaj Kościoła. Protestantyzm zaciera tu swoją obojętnością względem tego najistotniejszego znamienia chrześcijańskiego, ostatni ślad odróżniający go od bałwochwalczych narodów. I możnaż się tu dziwić, że tak wielu protestantów do takich bezbarwnych czyli wiarowego znaczenia pozbawionych obrzędów nieprzezwyciężony wstręt czują, kiedy ich chrześcijańskie znaczenie do takiej, że tak powiem, oczywistej niedorzeczności się sprowadza. Ten kult utrzymuje się wprawdzie jeszcze tak jako się martwe ciało, z którego się dusza ulotniła, do pewnego czasu utrzymuje, ale korupcja wkrótce nastąpi i wszystko się w proch zamieni.
Aby dowieść, że protestantyzm w swoim rozwoju jedynie do zniweczenia chrystianizmu prowadzi, nie potrzeba się bynajmniej w rozbiór tych wszystkich uwag wdawać. Jedna uwaga już do tego wystarczy. Protestanci wyobrażają sobie, że chrześcijanizm jedynie tylko na tym od Boga natchnionym Piśmie św. zależy. Zaczem Chrześcijanizm do swojego istnienia potrzebuje tylko posiadać pewny środek do rozpoznawania ksiąg natchnionych. I jakiż to sposób, jaki środek? Może nim jest podanie (tradycja) w kościołach protestanckich? Bynajmniej, ponieważ to wywodzi się dopiero od trzech wieków. Może nim jest podanie Kościoła katolickiego? To tym mniej, bo protestanci odrzucili wiele książek, które Kościół katolicki jako Boskie uznaje. Może przynajmniej względem ksiąg Starego Testamentu mają za sobą podanie żydów. I to nie, ponieważ Reformowani niektórych książek nie przyjmują, które żydzi jako natchnione szanują. Zaczem dla każdego protestanta pozostaje jako jedyny środek jego własny rozum, który to główne zadanie, tak jak wszystkie inne, rozstrzyga, a jeśli się rozum w swojej decyzji nie poczytywał za nieomylny, musi się cały protestantyzm opierać na niepewności. Co gorsza, każdy protestant może każdą książkę Starego i Nowego Testamentu odrzucić lub uznać według tego jak mu to jego partykularny rozum, jedyny o natchnieniu ksiąg Pisma świętego, sędzia, wskazuje. Pierwsi Koryfeusze protestantyzmu na podstawie takiego prawa, kilka książek z katalogów Pisma świętego wyłączyli; może więc każdy protestant z mocy tegoż prawa zarówno jeszcze inne księgi wyrzucić. A jako nie ma dogmatu, któremu by protestant według praw reformacji nie mógł zaprzeczyć nie przestając być chrześcijaninem, tak również nie ma żadnej księgi, której by Boskiego pochodzenia nie mógł odmówić, nie przestając podobnież być chrześcijaninem. Zaczem potrzeba wszelkie niezgody w przedmiocie dokumentów świadczących o objawieniu tolerować, podobnież jako się jest zniewolonym do tolerancji wszelkich rozterek w przedmiocie zawierającej się nauki w tychże dokumentach zawartej, ponieważ jak jedno, tak i drugie z tej samej niezawisłości w przedmiocie wiary każdego pojedynczego człowieka wypływa. Gdy wreszcie protestantyzm doprowadzonym zostanie do przyznania się - że on rzeczywiście nie wie na czym wiara polega - lubo mu tyle przynajmniej wiadomo, że to w co wierzyć potrzeba zawiera się w Piśmie św. - to wreszcie i do tego ostatniego a ciasnego kąta przyparty, zniewolonym zostanie do wyznania, że on nie jest w możności orzec, czym właściwie jest Biblia.
Jeżeli zaś po tym wszystkim kto zechce o chrześcijaństwie rozprawiać, i to imię sobie przywłaszczać, to sumienie jego, które się samą nazwą chrześcijanina nie dozwoli omamić, wręcz mu straszny wyrok przeciwko reformacji wypowie:
˝Dla ciebie żadnego chrześcijanizmu nie ma!˝
Lecz na tym niech będzie dosyć: według tego potraficie zapewne, czym jest protestantyzm, osądzić. Historia jego jest następująca: Przewodnicy nadali sobie samym posłannictwo (misję) i ogłosili, że oni z własnego posłannictwa się pojawili dla poprawy Kościoła. Zbłąkani! zważcież sami coście zrobili. - Skoroście już raz odrzuciwszy powagę katolickiego Kościoła, niezależność w rzeczach wiary każdemu pojedynczemu człowiekowi przyznali, narzucili się wam w oczach waszych inni reformatorowie, ażeby wasze dzieło dalej posuwać. Zreformowali też oni waszą naukę, tak samo, jakoście i wy z Kościołem uczynili. Wyście powiedzieli: porzucamy wasze dogmaty, ponieważ one z rozumem naszym się nie zgadzają. Oni też rzekli: porzucamy inne wasze dogmaty, bo na nie rozum nasz zezwolić nie może. Pytaliście się ich: - Co wy za jedni? Oni nawzajem was zapytali: - Co wy za jedni, którzy Kościołowi posłuszeństwo wypowiadacie? I nie umieliście na to odpowiedzieć. Z tego co się przy samym zawiązku waszego dzieła przydarzyło, dostrzegliście pożałowania godne skutki, i z trwogą odsłoniły się wam w przyszłości one nieskończone spory różnorodnych mniemań, one niezmierne powikłania nauk, one wszechstronne spustoszenia w wierze, któreście w dziedzictwie potomności przekazali. Och! przeczucia wasze nazbyt były małe w porównaniu z tym, co się później rzeczywiście stało. Nie widzieliście wszystkich następstw tego, coście uczynili, ale skutki tego coście wy uczynili, my teraz naocznie widzimy. Ledwieście do grobu zstąpili, kiedy się nowe sekty na hasło waszego, w świat rzuconego, buntu wynurzyły, co wiarę, którąście jeszcze przechowali, ludowi wydarły i niczym nie tamowane, każdy symbol wiary zniweczyły.
Wszystkie te sekty, które z tej powszechnej protestanckiej zasady wyrastają, mają równe prawo do tolerancji - wszystkim musi ona być dozwoloną. Do każdej sekty można przystać i każdą porzucić bez narażenia się na wykluczenie z chrześcijaństwa (Z tej zasady wyłoniła się najniedorzeczniejsza nauka, że każda wiara jest zbawienną. Właśnie, jak gdyby wszystkie sprzeczne z sobą nauki mogły pochodzić od Boga i być prawdziwymi. (przyp. tłum. pol.). Bo później, po zachwianiu się pierwotnych sekt, bezimienna obojętność (indyferentyzm) czyli uśpienie śmiertelne, w którym reformacja na zawsze zagrzęzła, pożegnała się z prawdą na wieki, albo zrozpaczyła o jej wynalezieniu.
Jad ten zobojętnienia długo się rozpościerał w sercu reformacji, aż wreszcie podniósł swój głos, aby swą ostatnią wolę w samym ognisku protestantyzmu przez zaprzanie Bóstwa Chrystusowi w autentycznym akcie wypowiedział (Wiadomo że konsystorz Genewski predykantom zakazał o Bóstwie Chrystusa kazania mówić. (przyp. aut.). Ten uroczysty upadek, któryby wśród protestantów powinien wzbudzić wrzawę i oburzenie, gdyby jeszcze chrześcijanami byli, został jednak z gorszącym milczeniem uznanym. Lecz protestantyzm już teraz wszystkiego dokonał. Dzieło jego doszło już do swojego celu i nie ma już nic w chrześcijaństwie do zreformowania, kiedy się już reformować samego Boga podjęto (Kiedy to Autor pisał, sądził, że zaprzeczenie Bóstwa Jezusowi jest ostatnim wyrazem protestantyzmu; że zaś tak nie jest wiemy dziś, kiedy publicznie w akademiach i parlamentach głoszą: - ˝Nie ma Boga, nie chcemy aby Bóg był. Trzeba przyszłym pokoleniom w szkołach, wybić z głowy wszelką myśl o istnieniu Boga˝. (przyp. tłum. pol.).
I możnaż jeszcze do tego świadectwa, którym reformacja się sama potępiła, co więcej dodać? Jest jednak dla nich coś okropniejszego, czego zamilczeć nie mogę. Bom niczego nie chciał przed wami zataić. Pytajcie wszystkich mężów, co w Europie nad zagładą chrześcijanizmu pracują (To, i to co jeszcze powiemy da się zupełnie do dzisiejszego Racjonalizmu zastosować. (przyp. aut.), zapytajcież ich, czy oni protestantyzmu nie uważają za najwłaściwszy środek, który zamierzone przez nich dzieło zagładzenia wiary chrześcijańskiej przygotował, i do dziś dnia przygotowuje? W krajach gdzie on panuje wzmaga się to przedsięwzięcie z zadziwiającą szybkością, a to za pośrednictwem samejże nauki protestanckiej, podkopującej formalnie wszystkie dogmaty chrześcijańskie. W katolickich krajach radzi by oni burzyciele wiary, swój zamiar przez zaprowadzenie reformacji rozpocząć. Ponieważ według ich mniemania, jest to środek niechybny do zaszczepienia niewiary w ludziach, gdy się ich wprzód na protestantów wykształci. Jest to zamiarem nie tylko pojedynczych osób lub jakiego tajnego stowarzyszenia, ale jest to plan jawnie uznany. Zapytajcie ich o to, a oni wam inaczej nie odpowiedzą. I nic w tym dziwnego. Bezwyznaniowcy wiedzą o tym dobrze z historii protestantyzmu, że umysły ludzkie po zrzuceniu z siebie jarzma katolickiej powagi, pozostawione sobie samym, dadzą się do każdego błędu nakłonić, i że ludy po tylu zmianach i niepewnościach, pozbawione pewnego prawidła do poznania wiary, łatwo do tego dojdą, że sobie wszelką wiarę sprzykrzą. Ponieważ zasadnicze prawidło protestantyzmu z zasadą bezbożnych filozofów, jest zupełnie jedno i to samo, więc burzyciele wiary zadawalają się już chociażby tym, że protestantyzm im tą swoją, z nimi identyczną zasadą, tryumf gotuje; są bowiem pewni, że sam czas im, z tejże zasady, wszystkie następstwa sprowadzi. Dlatego to tak bardzo się protestantyzmem interesują. W sprawach swoich bezbożnych, nie pomijają oni żadnej sposobności, aby mu z całą uprzejmością równe dawać pochwały, jakie mówiąc o rzekomej filozofii, tejże oddają. Używają tysiącznych wybiegów, ażeby w katolickich narodach życzliwość dla protestantyzmu zjednać. Z całą gorliwością przyzywają oni reformację do pomocy, witają jako swoją przewodniczkę, ażeby niewierze drogę ułatwić, i łatwo mu przebaczają te resztki umierającego chrześcijanizmu, rozumiejąc to dobrze, że oni w gruncie z nimi są w zgodzie. Całą swoją zaciekłość zwracają oni ku katolickiemu Kościołowi (I tu jeszcze używają oni fortelu aby sobie nie zrazić przynajmniej obojętniejszych, a mniej w religii ugruntowanych katolików, którzy by jednak oburzyć się mogli, gdyby tak wprost na jądro katolicyzmu godzili. Więc do czasu jeszcze wmawiają w katolików, że oni tylko chłoszczą jezuityzm, - inkwizycje - ultramontanizm, zacofany scholastycyzm, klerykalizm. Już to dowcipu w wynajdywaniu niezdefiniowanych wyrazów zaprzeczyć im nie można. (przyp. tłum. pol.), który wszystkie ich napady nielitościwie odrzuca. Któż się nie zdumieje nad tym przymierzem, nad tym braterstwem protestantyzmu z niewiarą? Jakież widmo może nas do ocknienia się doprowadzić, jeśli nas to godło śmierci nie przerazi. Ty, który katolickiego Kościoła wiarą pogardzasz, kiedy cię ta wzywa ˝przystąp do mnie, a ja z niewiary cię wyratuję˝, uwierz przynajmniej niewierze, która ci przyklaskuje mówiąc: ˝Niech protestantyzm zapanuje - ja za moje zwycięstwo ręczę˝.
I czemuż się jeszcze kochani bracia w porzuceniu tych nieszczęsnych sekt ociągacie, którym tak pilno tego chrześcijanizmu się pozbyć? Azaliście się trzechwiekowym doświadczeniem aż do zbytku nie nauczyli w co się religia zamieni, gdy się ją na pastwę odda dowolnym każdego człowieka mniemaniom? Azaliż wam jeszcze czego do waszych doświadczeń brakuje? Takżeśmy to już głęboko upadli? Niedługo, a protestantyzm zaprze się jeszcze i swego nazwiska, a połączy się w jedno z niewiarą. Jeden tylko pozostaje środek do odzyskania prawdy, a tym jest skierowanie się na drogę, z którejśmy zboczyli. Jeżeli chrześcijanizm niewątpliwie tam ginie, gdzie każdy pojedynczy się mistrzem jego czyni, to może on tylko się ostać tam, gdzie każdy pojedynczy powagę Kościoła za prawidło swej wiary poczytuje. Tę powagę, która jest warunkiem bytu religii porzucać, znaczyłoby to samo, co bunt samemu Bogu wypowiadać i wbrew Jego woli chcieć być chrześcijaninem. Opamiętajcie się przecie choć teraz, a poszukajcie tę jedną nieprzerwaną i powszechną w całym świecie powagę. I jestże to trudno ją poznać? wzdrygaż się wasze sumienie do jej uznania? Czy sądzicie, że wiarę poza Kościołem katolickim znajdziecie? Jeżeli o nic więcej, a tylko o wynalezienie tej koniecznej powagi idzie, to już o tym żadnej sprzeczki być nie może. Niedowiarek i protestant, obaj w tym się zgadzają, że powagi gdzie indziej nie ma, tylko w katolickim Kościele. Tę prawdę cały świat jednozgodnie wygłasza. Któż nie wie, że tylko Kościół katolicki, i on tylko sam jeden od kolebki chrześcijaństwa w posiadaniu tego prawa się znajdował, że wiary za pośrednictwem powagi nauczał, i że powszechne a nieprzerwane podanie w Kościele zawsze prawidłem wiary było, a temu podaniu każdy wierny swoje mniemania poddawał. Komu tajno, że dzięki temu urządzeniu, Kościół katolicki wszystkich takich zawsze wykluczał, którzy powszechnemu podaniu swoje partykularne mniemania podsuwali, i że samo imię heretyka, które nowatorom nadawano w właściwym znaczeniu oznaczało tych, którzy sobie samym wiarę wymyślali, zamiast ją od Kościoła z pokorą przyjmować? Dawniejszego początku swojej powagi żadna herezja nie posiada nad ten, który ma sama Katolicka religia. Wszystkich sekt źródło można w czasie wieków chrześcijaństwa wskazać, a miano ich przewodnika, którym się zazwyczaj (Autor się wyraził: koniecznie; myśmy użyli wyrazu zwyczajnie, bo były i są herezje, które inne okolicznościowe nazwiska przybrały. I luteranie radzi się nazywać protestantami. Nowsi odszczepieńcy nazwali się alt-katolikami (starokatolikami). - To wszystko jednak dowodzeniu autora nie ubliża, bo każde inne nazwanie jest dowodem, że sekta jest tylko odłamem czasowym i partykularnym od Kościoła powszechnego (Katolickiego), który swój początek z dowodami w ręku wywodzi od Adama i ogarnia świat cały - stosownie do proroctwa Malachiasza: ˝od wschodu słońca do zachodu wielkie jest Imię moje między narodami˝ (Malach. I, 11) i według obietnicy Pana Jezusa: ˝Ja z wami jestem do skończenia wieków˝ (Mt. XXVIII, 20). (przyp. tłum. pol.) nazywają, służy za niezatarte znamię, które im ciągle przypomina, że oni są nie czym innym a tylko sektami. Lecz Kościół katolicki był od początku tym, czym dziś jest, i czym zawsze będzie, i od niego mają wszyscy heretycy to, co jeszcze chrześcijańskiego posiadają. Poza Kościołem wszystko się zmienia, ponieważ poza nim znajduje się tylko chaos indywidualnych i sprzecznych domysłów, gdyż depozyt źródłowej wiary przechowuje się tylko w powszechnym i nieprzerwalnym nauczycielskim urzędzie. Zasadnicze bowiem prawidło zawiera się w słowach: ˝Wierzyć w to trzeba, w co zawsze i wszędzie wierzono˝.
Jeden tylko Kościół katolicki posiada symbol wiary w całym świecie i po wszystkie wieki uznany. Któż więc po tych znakach nie rozpozna Kościoła Bożego, albo czy znajdzie się gdzieś na ziemi, inna jemu równa powaga?
Jeżeli nasi ojcowie byli tyle nieszczęśliwi, że z jej łona wystąpili, to pozwólcie nam, pouczonym długim w naszych błędach doświadczeniem nie ociągać się z powrotem do niego. Reformacja przewidując od dawna, że to ogromne nieszczęście może się zakończyć powrotem zbłąkanych umysłów do Kościoła katolickiego, od którego społeczeństwa się oderwała, usiłuje sumienia swoich tym ukoić, że we współwyznawcach swoich jako uświęconą maksymę wpaja, iż się nigdy nie godzi wiary, w której się ktoś urodził zmieniać (Gdyby poganie byli się tej maksymy trzymali, kiedy Ewangelia była opowiadaną, to byśmy do dziś dnia byli poganami. I żydzi powinni zostać żydami, bo się takimi rodzili. (przyp. aut.) i taka zasada powstrzymuje ich od powrotu na łono katolickiego Kościoła (I to też dziwna, że protestanci bardzo obojętnie na to patrzą, gdy który z ich członków z jednej sekty do drugiej się przerzuca, np. gdy luteranin zostaje kalwinem, a podobno by obojętniej jeszcze patrzyli, gdyby który islamizm lub wiarę żydowską przyjął, niż na to, kiedy na łono pierwotnego swego Kościoła powraca. - Pewien skądinąd bardzo znakomity i uczony mąż stanu, dobry katolik i Polak, w publicznej przemowie ozwał się z tym, iż sprzyja i sprzyjać będzie Kościołowi katolickiemu dlatego, że ta jest wiarą jego Ojców. Musieliśmy to wyrzeczenie przypisać tylko jego nieuwadze na wnioski bardzo mylne, jakie stąd wyprowadzić się dają; i zaiste ten mąż stanu był bardzo wiarowym. My zaś katolicy nie dlatego przy naszej wierze obstawamy, że my się w niej rodzili, ale że mamy o jej prawdziwości nieomylne przekonanie. (przyp. tłum. pol.). Lecz tą samą zasadą protestantyzm sam przeciwko sobie wyrok wydaje. Jedna jest tylko religia, która ma prawo powiedzieć: ˝Nie zmieniaj swej wiary˝. A tą jest ta, która nigdy swej wiary nie zmieniła (Bo nawet sam Zbawiciel wiary nie zmienił, i dlatego mówi: Nie przyszedłem prawo rozwiązać ale go dopełnić! (Mt. V, 17). Jako Apostołowie wiary swej nie zmienili tak i neofici z judaizmu nawróceni, do dziś dnia wiary nie zmieniają, ale proroctwa i prawo starego Zakonu dopełniają. Gdyż wiara katolicka sięga do religii pierwszych naszych Rodziców, a Kościół katolicki w liczbie swoich Świętych zalicza świętobliwych Patriarchów i Proroków Starego Testamentu. (przyp. tłum. pol.). Bo i czymże był protestantyzm w dawnym swoim zarodzie, jeśli nie kolosalną zmianą religii (Kiedy znakomity pisarz hr. Stolberg do katolickiego Kościoła powrócił, rzekł do niego pewien protestancki książę: ˝Nie lubię widzieć tych co swoją wiarę zmieniają˝. ˝I ja podobnież˝, odpowiedział hrabia, ˝bo gdyby nasi przodkowie przed trzystu laty nie byli wiary zmienili, to bym dziś nie potrzebował wiary swojej zmieniać˝. (Toż samo jeśli się Autor tego pisma przypadkiem w nazwisku nie pomylił, opowiadają o Zachariaszu Wernerze). (przyp. aut.). I cóż się pojawia w całej jego historii jeśli nie dalszy ciąg przemian religijnych, gdzie się spostrzegają nieustanne zmiany dogmatów, symbolów i sekt różnorodnych. Czemuż nam protestantyzm, co się ciągle sam przemienia, powrót do Kościoła zawsze niezmiennego wzbrania? Czemuż to mamy uporczywie przy tym obstawać, abyśmy kajdanami niestałości ciągle skrępowanymi byli? I czymże jest innym powrót do Kościoła, jeśli nie położenie końca wszelkiej zmienności, a dostąpienie spoczynku w arcy-starej wierze? On ci to on, protestantyzm, tę wiarę zmienił, a my tylko do niej powracamy. Opuszczać zaś jedną sektę aby do innej przejść, byłoby wielką niedorzecznością, ponieważ wszystkie protestanckie sekty są pozbawione wszelkiej powagi. Lecz powrót protestantyzmu do katolicyzmu zależy na tym, że się tym sposobem chwiejność wiary zamienia w jej trwałość, rozdwojenie w spójnię, błąd wczorajszy w wieczną prawdę. Jest to to samo co zrobić ofiarę z powątpiewań dla pozyskania prawdy, śmierci unikać aby żywota dostąpić.
Tak więc mili bracia i ja wreszcie w końcu przecież mój własny obowiązek spełniłem. Zawinąwszy do portu zbawienia, wznoszę głos, aby was do tegoż zaprosić, którzy nazbyt długo jeszcze przy błędach obstawacie. Nie pozostaje mi, jak tylko modlitwa do Naszego Zbawiciela, aby On w miłosierdziu Swoim tę chwilę przyśpieszył, w której byśmy się wszyscy na łonie wspólnej matki Kościoła mogli uściskać. Szczęsna przemiana już się w całym protestantyzmie pojawia. Wiele przesądów już pokonano, wiele sumień już się ocknęło (Indyferentyzm jest wprawdzie złym sam w sobie, ale w opatrznościowych wyrokach umiejących i ze złego korzyści ku chwale Bożej wyprowadzać, miał tę korzyść, że pokonał dawny, jednej i drugiej strony fanatyzm, który stanowił wielką tamę do porozumiewania się i do zjednoczenia. (przyp. tłum. pol.). Ruch przybiera z dnia na dzień, a podczas gdy inni w błędzie trwają, i z nim do kresu życia dochodzą, a w końcu się pospołu z niewiernymi gubią, to jednocześnie wielu protestantów wiarę Jezusa Chrystusa miłujących, wraca do Kościoła, który tylko jeden może ich uratować, i stają się katolikami, aby być chrześcijanami. Wieluż to jest takich, co ich sumienie niepokoi, a to podobno od dawna? Wieluż jest takich, których ludzkie tylko względy powstrzymują, a wewnętrznie ubolewają, iż nie mają tyle odwagi aby z siebie zrobić ofiarę? Moja wola była jeszcze słabsza; ale przez modlitwę dostąpiłem tej siły, jakiej ofiara moja wymagała. Wszakże i oni mogą Boga o toż samo prosić, a dostąpią szczęścia, iż taką samą łaskę odbiorą. Bóg wylewa łaski na pokornych (Jakuba IV, w. 6.). On objawia, On opowiada Swą mądrość wobec maluczkich, a ukrywa ją przed pysznymi. Takimi są ci, co pojmują nikczemną wartość tego doczesnego życia, i których nic nie powstrzyma, gdy idzie o życie wieczne.
Laval
***
Jeden z moich nauczycieli Paweł Latour, pastor kościoła protestanckiego w Bordeau, Członek Prezydialny Konsystorza w Mas-d'Asil, w departamencie Arriége dostąpił szczęścia, iż jednocześnie ze mną wrócił na łono Kościoła. Osądziłem za rzecz właściwą przedstawić wam zeznanie jego rozrzewniającego nawrócenia.
List Pawła Latoura
Ja niżej podpisany Paweł Latour, oświadczam wobec nieba i ziemi, żem do dziś dnia wyznawał kalwińskie zasady dlatego, żem nieszczęściem z protestanckich rodziców pochodził. Gdym jednak od lat kilku przy pomocy nauki i łaski Bożej do zbadania Katolickiej Apostolskiej i Rzymskiej nauki się przykładał, poznałem w niej jedyny Kościół, który prawdę wygłasza, podobny do okrętu urągającego się z burz, i do skały, o którą się kłamstwo i błąd rozbijać będzie.
Lękając się, aby mnie śmierć nie zaskoczyła zanim się tak, jakom to Bogu i Kościołowi winien, moich błędów jawnie nie wyprzysięgnę, zachęcony budującym przykładem godnego i zacnego P. Dambois de Larbour, byłego mojego parafianina, pokrzepiony uczuciami i powodami przez Hallera w piśmie okólnym do swojej rodziny tak wymownie skreślonymi, a głównie wzruszony łaską Ducha Świętego, która wreszcie trudności i przeszkody, które nieszczęściem ja sam jej skutecznemu działaniu stawiałem, pokonała, poczuwałem się do obowiązku niezwłocznie wyraz moich uczuć publicznie objawić, tak jakom go w pełni mojej duchowej i moralnej mocy pojmował. Oznajmiam przeto, że z mocnym postanowieniem mojej duszy i serca wszystkie nauki świętego katolickiego Apostolskiego i Rzymskiego Kościoła przyjmuję, i odprzysięgam się na wieki błędów Kalwina, Lutra i innych kacerskich mistrzów, których przewrotne nauki po całym świecie jedynie tylko zamieszanie, upór i bezrząd posiały. Uznaję święte prawdy tego, nigdy nie omylnego, nieskalanego, a zawsze czystego Kościoła, który moi przodkowie nieszczęściem porzucili. Wobec Boga wyznaję szczerze moje poprzednie błędy, w nadziei, że takim wyznaniem, przebaczenie przez niewyczerpane miłosierdzie Boże otrzymam.
Proszę, zaklinam, wszystkich krewnych i przyjaciół, którzy jeszcze w błędzie trwają, a których ja w tymże błędzie podtrzymywałem, aby przykład mój naśladowali.
Odnoszę się z pełnym szacunkiem z tym moim oznajmieniem do Najczcigodniejszego Arcybiskupa Tuluzy Klermonta Tonnera z prośbą, aby mnie o ile można najrychlej do uroczystego wyznania wiary dopuścił. Spodziewam się po jego miłości, gorliwości i wysokich cnotach, że się bezzwłocznie do mej prośby przychyli, i rychło mi dozwoli wnijść do społeczeństwa tego Kościoła, na którego łonie jako najposłuszniejszy syn żyć i umierać pragnę.
Słowem wyznawam i przyjmuję z całej duszy i z całego serca wszystkie orzeczenia Soboru Trydenckiego, z gotowością podpisania w całej obszerności ułożonego przez tenże Sobór wyznania wiary.
Dnia 1 września 1882 r.
Paweł Latour
Przedmowa tłumacza polskiego
Częste się u nas zdarzają wypadki nawrócenia protestantów i innych z nimi spokrewnionych sekciarzy na łono Kościoła katolickiego. Dążący do tego celu szukają przede wszystkim kapłana, któryby ich oświecał i mają zupełne do tego prawo, a kapłan lubo by nie był pasterzem, ma najściślejszy obowiązek nie odmówić im tej posługi, bo (podług proroka): wargi kapłańskie będą strzec umiejętności i zakonu pytać będą z ust jego (Malach. II, 7). - Kapłan atoli, lubo w Teologii biegły, nie może na razie natrafić na wszystkie kwestie, pomiędzy Kościołem katolickim a protestantami, sporne, trudno mu tych nauk w taki ująć systemat, za pomocą którego zbiwszy pewne zasadnicze błędy inne się same rozbijają. - Zresztą i sam pragnący się nawrócić, lubo by posiadał wyższą naukę, nie potrafi wszystkiego przytoczyć względem czego ma wątpliwość, której sobie sam rozwiązać nie potrafi, a lękać się potrzeba, aby ona później wiary jego nie zachwiała. Bywa też, że i pobożni świeccy katolicy radzi by zbłąkanego w wierze, a skłonnego do katolicyzmu oświecić i z błędnej drogi na prawą sprowadzić. Ci jeszcze w większym są kłopocie niż kapłani, nie mając książki, która by im za przewodnika służyła.
Dodajmy, że nasi niemieccy protestanci w Polsce od paru lat zamieszkali, wszyscy prawie po polsku rozumieją, a kapłanów jest niewielu władających językiem niemieckim; polski więc przekład niniejszego dziełka, dla jednej i dla drugiej strony będzie bardzo dogodny.
Zresztą katechizm ten nie tylko potrzebny jest do pouczenia szukających prawdy protestantów, lecz i dla utwierdzenia chwiejnych katolików; zaraza bowiem sekciarska w tych czasach bardzo wiele umysłów i serc chrześcijańskich zajęła. Wielu jest bardzo, którzy są katolikami tylko z imienia, a w rzeczy samej wyznających zasady protestanckie, a przynajmniej chwiejnych co do zasad katolicyzmu, a więc ludzi pozbawionych Wiary Bożej, która jest niezbędnym źródłem zbawienia.
Inni znów mają tylko ślepą wiarę, nie tę o której Paweł św. mówi: Rationabile obsequium vestrum - rozumną służbę waszą (Rzym. 12, 1).
Nie mamy na myśli tę ślepą wiarę ze wszystkim potępić, bo ona jest źródłowo łaską Pana Boga. Wiara rozumowa od niej się poczyna, onać to jest ową łaską Bożą i światłem nadprzyrodzonym, którą Pan Bóg oświeca każdego człowieka na świat przychodzącego, a więc i dziecka nie władającego rozumem, i prostaczka niezdolnego zdać sobie sprawy ze swej wiary. Taka to wiara wystarcza wprawdzie i jest godną najwyższej nagrody, ale dla tych tylko, którzy podstaw, na których się ich wiara opiera pouczać się nie mogą.
Lecz umysły, których rozum lepiej się rozwinął i które się naukowo wyżej wykształcały, nie powinny i nie mogą na tej ślepej wierze poprzestać, jeśli nie chcą ulegać złudzeniom własnym, podszeptom szatana i złych ludzi. I Bóg też od tych, którym więcej rozumu i oświecenia udzielił, więcej, a od tych którym mniej udzielił, mniej domagać się będzie.
Sądzę więc, że oddając ten Katechizm kolegom i uczniom moim, a w ogóle wiernym Boga miłującym braciom i siostrom w Chrystusie, uczynię im znakomitą przysługę, a rad będę, jeśli choć jedną cegiełkę dostarczę do budowy Kościoła Chrystusowego.
Katechizm niniejszy oryginalnie był napisany w języku francuskim, a przed czterdziestu laty przełożony na język niemiecki. Autorem jego, jak to tytuł wskazuje, jest O. Scheffmacher, Zgromadzenia Jezusowego. Tłumacz niemiecki umieścił w uwadze, wśród tekstu katechizmowego jego prace naukowe i czynną gorliwość w nawracaniu błądzących; my zaś uważaliśmy za właściwsze tutaj to, aniżeli w ciągu tekstu pomieścić.
"Autorem niniejszego Katechizmu jest Ojciec Piotr Jan Jakub Scheffmacher, Zgromadzenia Jezusowego, urodzony w Kienzheim w Oberelas, ze znakomitej rodziny, dnia 27 kwietnia 1668 r. W roku zaś 1715 został przez Ludwika XIV powołanym na katedrę Kontrowersyj, która przy katedrze Strasburskiej założoną została. Swoim talentem i gorliwością udało mu się licznych protestantów do powrotu na łono Kościoła katolickiego sprowadzić.
Wielu też nawrócił swymi pismami; częścią w francuskim, częścią w niemieckim języku ogłoszonymi. Do tego rzędu należy najpierw sześć listów do pewnego protestanckiego pana pisanych: O sześciu przeszkodach, które luteranina od dokonania dzieła swego zbawienia wstrzymują; takimi są: 1-mo że on od prawdziwego Kościoła się odłączył; 2-do że wiarę tylko ludzką ma; 3-o ponieważ trwa uporczywie w nieposłuszeństwie względem prawej od Boga postanowionej zwierzchności; 4-to ponieważ w grzechach swoich dla braku pokuty umiera; 5-o ponieważ się nigdy ciałem Chrystusowym nie zasila, bo predykanci czyli pastorowie jego, władzy konsekrowania nie posiadają (Sam Marcin Luter jako i niektórzy kapłani Apostatowie, nie tracąc charakteru kapłańskiego zachowali i zachowują źródłową władzę konsekracji. Więc tak jako tę władzę sami świętokradzko sprawowali, takoż i zbłąkane ich owieczki tym więcej grzeszyły, że prawdziwe Ciało Jezusa Chrystusa z ich rąk na swój własny sąd przyjmowali, nie rozróżniając go od chleba zwyczajnego. Lecz kapłani tacy nie mogli władzy swej przekazać następnym kacerzom. (przyp. tłum.); 6-o ponieważ w rozliczne dawne i nowe kacerstwa jest zawikłany. Dalej mamy jeszcze jego sześć listów pisanych do pewnego urzędnika w Strasburgu: 1-o o Ofierze Mszy świętej; 2-o o nieustannej obecności Chrystusa w Eucharystii, a więc o obowiązku oddawania Mu czci Bogu tylko przynależnej; 3-o o Komunii pod jedną postacią; 4-to o wzywaniu pośrednictwa Świętych; 5-o o modlitwie za umarłych, a więc też i o czyśćcu; 6-o o usprawiedliwieniu grzesznika.
Autor dowodzi w nich, że żaden z tych artykułów nie mógł dać istotnego powodu luteranom do oddzielenia się od powszechnego Apostolskiego i Rzymskiego Kościoła, a zatem też, że nie mają żadnych rzeczywistych przeszkód do powtórnego pojednania się z Kościołem. - Te dwanaście listów pisane są bez goryczy, w duchu miłości i łagodności, łączą się one zazwyczaj z trzynastym listem wydanym przez autora, jako odpowiedź na niektóre bezimienne zarzuty i stanowią dość dokładny zbiór głównych spornych kwestii.
Wreszcie zebrał Scheffmacher całą najistotniejszą treść swoich dwunastu listów, w formie jednego katechizmu z pytaniami i odpowiedziami w tak zadziwiającej prostocie i jasności, że kontrowersje w nich zawarte stają się zupełnie przystępne każdemu i że katolicy zarówno jak i protestanci, nie tylko z pożytkiem ale i z przyjemnością czytać je mogą.
Francuskie wydanie stało się tak rzadkim, że francuscy wydawcy poprzedniego zbioru z wielkim trudem mogli jeden egzemplarz w samym Strasburgu odszukać. Sądzili przeto, że przedrukiem tej znakomitej księgi Kościołowi wielce się przysłużą, a prenumeratorów swoich miłym datkiem obdarzą.
Tłumacz (niemiecki) miał pod ręką to francuskie wydanie jako i niemieckie, pod tytułem:
Licht in den Finsternüssen; das ist die Wahrheit Katolischen Lehr, auf eine ganz leichte und klare Weiss gründlich und unpartheisch vorgestellt. Die widrige Lehren aber handgreiflich widerlegt durch einen Priester der Gesellschaft Jesu zu Strasburg, den Katolischen und Unkatolischen zum Besten auf's neue zum fünften mal gedruckt, bei Johann Franc Leroux Königl. u. Bischöfl. Buchdrucker MDCCLXXIX".
Dzieło przeto, którego przekład z niemieckiego podajemy, nie jest nowe, jest w Niemczech znane i upowszechnione. Nie ręczymy, że może ktoś przed nami takowe tłumaczyć musiał - lecz tłumaczenie to musiało się wyczerpać, a chociażby się i gdzie znalazło, to dziś stało się rzadkością. - Dziełko, które pod ręką mamy, wydane jest w Regensburgu r. 1842, zawiera oprócz tego, co tu w przekładzie podajemy, dwa listy hr. de Maistre'a; listy Fenelona i wykład nauki katolickiego Kościoła przez Bossueta, które jako już znane nie tłumaczyliśmy, ażeby ceny dziełka niniejszego nie powiększyć.
Listy atoli nawróconych pastorów znakomicie posłużą za wstęp i przedmowę do obecnego Katechizmu.
Nestor Higin Soter Bieroński
Rozdział I. O zawiązku luteranizmu wobec czynów samego Lutra
Nauka I
P. W którym roku rodził się Luter?
O. W roku 1483.
P. Gdzie?
O. W Eisleben, w hrabstwie Mansfeld.
P. Jaką religię wyznawali jego rodzice?
O. Religię katolicką.
P. A jego dziadek, pradziadek, babka, prababka, ich praojcowie ze wszystkimi swymi przodkami?
O. Oni byli również katolikami.
P. W co wierzono w Niemczech, we Francji, w Hiszpanii, we Włoszech, w Holandii, w Anglii, w Szwecji i w ogólności w Europie onego czasu, gdy się Luter urodził?
O. Wierzono w to wszystko w co katolicy po dzień dzisiejszy wierzą.
P. Jak długo sam Luter wiarę katolicką wyznawał?
O. Do trzydziestego piątego roku życia swego.
P. Jakiego stanu i powołania był Luter?
O. Był zakonnikiem czyli mnichem.
P. Jakiej reguły?
O. Reguły Augustianów bosych.
P. Czyli wykonał śluby zakonne czyli profesję tak jak się to w klasztorach praktykuje?
O. W trzydziestym drugim roku życia swego wykonał śluby posłuszeństwa, czystości dziewiczej, i ubóstwa.
P. Byłże obowiązanym te śluby dotrzymać?
O. Zapewne, ponieważ je wykonywał po gruntownej rozwadze i z zupełną swobodą.
P. Co mówi Prorok o ślubach?
O. ˝Oddaj Najwyższemu śluby twoje˝ (Ps. XLIX, 14).
P. A co mówi o tym Duch Święty?
O. ˝Jeśli który mąż ślubuje co Panu, albo się zobowiązuje przysięgą, nie złamie słowa swego, ale wszystko co obiecał wypełni˝ (Liczb XXX, 3).
P. A Luter czy te śluby wykonał?
O. Bynajmniej, bo wszystkie trzy pogwałcił.
P. A to jakim sposobem?
O. Stał się odstępcą (apostatą) bo porzucił zakon i ożenił się z Katarzyną von Bora, zakonnicą, która również jak Luter śluby poprzednio wykonała, oddawszy się wyłącznie na chwałę Bożą. (Luter nie mogąc znaleźć w całym Piśmie świętym żadnego ustępu usprawiedliwiającego jego pogwałcenie ślubów zakonnych wymyślił nową niesłychaną dotąd w Kościele maksymę moralności, to jest, że wszystkie śluby po chrzcie wykonane, wobec obietnic na chrzcie uczynionych, uważać trzeba za niebyłe, gdyż przez nie uwłacza się poprzysiężonej na chrzcie św. wierze i samemuż chrztowi. Naukę tak potworną potępił Sobór Trydencki na sesji VII w Kanonie 9-tym. (przyp. tłum. pol.).
P. Słyszanoż kiedy od samego początku Kościoła, aby taki co śluby pogwałcił, był poczytywanym za człowieka szczególnym sposobem od Boga oświeconego?
O. O tym nigdy nie słyszano.
Nauka II
P. Co Lutra skłoniło do zaprzania się starej katolickiej wiary i do zaprowadzenia wiary nowej?
O. Złość i zazdrość (Powody te były wewnętrzne co do osoby samegoż Lutra, lecz nie byłyby one odniosły skutku i byłyby się ograniczyły tylko na samej jego osobie, lub na kilku wspólnikach, gdyby Luter nie był znalazł poparcia w możnych Panach, których namiętnościom schlebiało rozwolnienie karności Kościoła i zagrabienie majątków kościelnych. (przyp. tłum. pol.).
P. A to jakim sposobem?
O. Papież Leon X ogłosił był pewien Odpust; ponieważ atoli ogłoszenie tego Odpustu zlecił Dominikanom (a nie Augustianom), stąd powstała u Lutra zawiść.
P. Dokąd go zaprowadziła ta zazdrość?
O. Do tego, ażeby Odpusty o ile tylko mógł nienawistnymi uczynić i zohydzić.
P. Czyby należało Lutra ganić, gdyby był tylko na nadużycia nastawał, które się przy Odpustach przez nierozsądek i chciwość niektórych ludzi zakradły?
O. Bynajmniej.
P. W czymże więc zasługiwał na naganę?
O. W tym, że nie tylko nadużycia odpustowe ganił, ale że nawet w ogóle wszystkie Odpusty znosił.
P. Na co się jeszcze dalej odważył?
O. Ułożył 95 artykułów, które na drzwiach kościelnych w Wittemberdze wywiesił.
P. Co zawierały te artykuły?
O. Wiele rzeczy z nauką Kościoła niezgodnych.
P. Co za tym nastąpiło?
O. Za tym poszło, że niektórzy katoliccy nauczyciele na te artykuły zbyt ostrymi wyrażeniami odpowiedzieli.
P. Jak się Luter z nimi obszedł?
O. Z dumą, ze złością i z goryczą, jaka się z godnością chrześcijanina nie zgadza.
P. Co pomimo to utrzymywał Luter o katolickim Kościele z początku tych niesnasek czyli w r. 1517 i jak się w swym okólnym piśmie odzywał?
O. Twierdził, iż nic nie chce utrzymywać, jedno to, co się z Pismem świętym i z Ojcami Kościoła zgadza i co by przez Stolicę Apostolską uznanym było. (Tom I, Germ. edit. Jen. fol. 12).
P. Co pisał do biskupa Hieronima Brandenburskiego?
O. Że nic nie chce orzekać, ale że swoją całkowitą naukę wyrokowi Kościoła poddaje.
P. Co pisał do papieża Leona X w dzień Przenajświętszej Trójcy? (Rok 1518).
O. Że chce jego orzeczeniu się poddać tak, jakby to pochodziło z ust samego Chrystusa. (Tom I, Germ. fol. 58).
P. Do czego zobowiązał się wobec swej duchownej zwierzchności?
O. Do milczenia, byleby takowe i przeciwnicy zachować zechcieli.
P. Jakiż stąd wniosek?
O. Stąd wnosimy, że Luter jeszcze wówczas żadnego szkodliwego błędu w katolickiej religii nie dostrzegał.
P. A to dlaczego?
O. Bo gdyby takowy w tejże nauce był widział, to by się był milczeniu nie poddawał.
Nauka III
P. Co zaszło w Augsburgu między kardynałem Kajetanem a Lutrem?
O. Kardynał wezwał Lutra, ażeby swoją naukę odwołał, czego Luter uczynić nie chciał. (Ibid. edit. Jen. fol. 119 b).
P. Czym Luter swoje nieposłuszeństwo ubarwiał?
O. Odwołał się do najznakomitszych uniwersytetów w Niemczech i w Paryżu, przyrzekając, że do ich decyzyj się zastosuje.
P. Czy poprzestał na onym odwołaniu się?
O. Nie, ale odwołał się znów do Papieża. (Tom I, Germ. fol. 122).
P. Zastosowałże się do tej drugiej apelacji?
O. Nie, ale się odwołał od Papieża źle powiadomionego do Papieża lepiej powiadomionego.
P. Czy wreszcie już na tym poprzestał?
O. Nie, ale się odwołał do powszechnego Soboru. (Tom I, Germ. fol. 351).
P. Czy dotrzymał swojej obietnicy przyrzekając, że się wyrokowi Soboru podda?
O. Nie, ponieważ na Sejmie w Worms oświadczył, że się roztrząsaniu nauki swojej przez Sobór nie może poddać. (Tom I, Germ. fol. 448, fol. 4506. 4526).
P. Co z tego wszystkiego wnosimy?
O. Z tego wszystkiego wnosimy, że Luter był bardzo zmienny, ponieważ się do tak różnorodnych sędziów odwoływał i na żadnym wyroku poprzestać nie chciał.
P. Co wnosimy powtórnie?
O. Wnosimy, że swojej sprawie bardzo niedowierzał, ponieważ nigdy żadnego orzeczenia o swojej nauce nie chciał przyjmować.
P. Jaki jeszcze stąd wniosek wyprowadzamy?
O. Że był bardzo zarozumiałym, ponieważ swoje zdanie wyżej stawiał nad zdania całego chrześcijaństwa.
P. Alboż nie twierdził, że jest gotów każdemu ustąpić, kto by go z Pisma św. przekonał; i czy wobec takiego twierdzenia, może być o zarozumiałość obwinionym?
O. Taki pozór był tylko wybiegiem, aby tym sposobem śmielej swoje błędy rozgłaszać.
P. A to dlaczego?
O. Bo powoływał się na Pismo św. w tym zamiarze, ażeby takowe podług swojego sposobu widzenia objaśniać i nigdy od tego znaczenia, jakie mu się w nim podobało znaleźć, nie odstąpić.
P. Jaki jego cel był w tym względzie?
O. Żeby się Pismem św. zasłaniać i nim swoje mrzonki ubarwiać.
P. Co właściwie powinien był powiedzieć, jeżeli obok tego rzetelnie myślał?
O. Powinien był powiedzieć: ˝zezwalam ażeby Kościół orzekł, czy moja nauka z Pismem św. się zgadza lub nie˝.
Nauka IV
P. Jaki wyrok wydały szkoły, do których zdania Luter się odwoływał?
O. Szkoły te naukę jego, jako błędną i kacerską odrzuciły.
P. Które mianowicie szkoły taki wyrok wydały?
O. Wyższe szkoły: Lipska, Kolońska, Lowańska i Paryska.
P. Zastosowałże się Luter do ich zdania, tak jak to był przyrzekł?
O. Zamiast zastosować się do ich wyroku, Luter wystąpił przeciwko nim z potwarzami i obelgami.
P. Jakże nazwał szkołę paryską czyli Sorbonę?
O. Nazwał ją matką błędów, kałem Antychrysta i tylną bramą piekła. (Tom I, fol. 548).
P. Co orzekł Papież, do którego Luter apelował z obietnicą, że się jego wyrokom, jakoby z ust Chrystusa pochodzącym podda?
O. Papież wydał Bullę, mocą której 41 artykułów nauki Lutra potępił.
P. Jakże się Papież w tej Bulli wyraża?
O. Mówi pomiędzy innymi, że niczego nie pominął, ażeby Lutra do swojej powinności zwrócić, ale, że wszelkie jego ojcowskie upomnienia żadnego skutku nie osiągnęły. (Tom I, Germ. ed. Jen. 260).
P. Jaki mu czas oznaczono do odstąpienia od swoich błędów?
O. Oznaczono mu dni 60, po upływie których, gdyby w swoim obłąkaniu trwał, książki jego mają być, jako księgi kacerskie spalone.
P. Jakże się wobec tego Luter zachował i czy od swoich błędów odstąpił?
O. Nie tylko nie odstąpił błędnej swej nauki, ale rozpisał się jeszcze przeciwko tej Bulli i nazwał ją Bullą Antychrysta. (Tom I, Germ. edit. Jen. 345).
P. Co później jeszcze uczynił?
O. Spalił publicznie Bullę papieską wraz ze wszystkimi księgami duchownego czyli kanonicznego prawa. (Tom I, Germ. fol. 353).
P. Alboż Luter do Papieża nie pisał z najpokorniejszym wyrażeniem, że do nóg jego upada i że się jemu poddaje ze wszystkim czym jest i co posiada? (Tom I, Germ. fol. 58).
O. Zmienił on wkrótce swoje zdanie mówiąc, że to nie dosyć Bullę papieską spalić, ale, że należałoby toż samo i z Papieżem uczynić. (Ib. 354).
P. Alboż nie mówił, że polega na Jego Świątobliwości i że ten może uznać lub nie uznać jego naukę, oraz iż ma prawo nad jego życiem i śmiercią? (Ib. 58).
O. Później jednak rzekł, iż trzeba przeciwko Papieżowi i przeciw Kardynałom i Biskupom zbrojnie wystąpić i w ich krwi ręce sobie obmyć. (Ib. 60).
P. Alboż poprzednio nie mówił, iż na ziemi nie ma wyższej powagi nad duchowną władzę Papieża i rzymskiego Kościoła? (Ib. 144).
O. Później jednak mówił, iż ten, kto się prawu papieskiemu z całym sercem nie opiera, zbawionym być nie może. (Ib. 353).
P. Co się okazuje z takiego Lutra postępowania?
O. Z tego się okazują przymioty Lutra, to jest: zemsta, gwałtowność, chwiejność, zuchwalstwo i brak zupełny ducha Bożego.
Nauka V
P. Co czyniła świecka władza dla uśmierzenia wzmagającej się klęski kacerskiej?
O. Karol V, Cesarz, powołał Lutra przed stany sejmowe w Wormacji i starał się łagodnym sposobem do posłuszeństwa go sprowadzić.
P. Co odpowiedział Luter na taki rozkaz cesarski?
O. Odrzekł, że Cesarz pisze swój mandat w taki sposób, iż go należy za pozbawionego zmysłów i opętanego poczytywać. (Tom I, Germ. 460 b).
P. Dlaczego nie zamknięto go w niedostępnym miejscu dla powstrzymania go od dalszych burd i napadów przeciwko spokojności?
O. Nie tylko tego nie uczyniono, ale i owszem wydano Lutrowi list żelazny, którym mu bezpieczeństwo zapewnionym zostało.
P. Co uczyniono po upływie terminu tego żelaznego listu?
O. Cesarz ogłosił go aktem sejmowym jako członka od Kościoła odpadłego i jawnego sekciarza. (Tom II, Germ. 769).
P. Gdzie się ukrył Luter przed cesarską niełaską?
O. Do zamku w Wartburgu, gdzie jeszcze szkodliwsze i zjadliwsze pisma wydawał.
P. Jaki był skutek jego rozlicznych pism, które samą tylko ewangeliczną wolność wygłaszały?
O. One spowodowały wielkie niepokoje, zuchwalstwa i rozruchy, a pomiędzy innymi także ową sławną i krwawą wojnę chłopską.
P. Jaki był powód, że się włościanie wzięli do broni; czego oni pragnęli i czego się domagali?
O. Domagali się wspólności wszelkiego mienia pomiędzy chrześcijanami (Były to zarodki dzisiejszego socjalizmu. (przyp. tłum. pol.).
P. Na jakich zasadach opierali oni takie swoje żądania?
O. Na drugim rozdziale Dziejów Apostolskich, gdzie jest wzmianka, że pierwsi chrześcijanie we wspólności majątków żyli.
P. Czy były jeszcze inne rozterki pomiędzy zwolennikami Lutra?
O. Każdy zwolennik Lutra sądził, iż ma równe ze swoim mistrzem prawa, Pismo św., według swojego zdania objaśniać.
P. Wymień mi niektórych z pomiędzy najlepszych przyjaciół Lutra, którzy go odstąpili i nowe wiary zakładali?
O. Takimi byli: Karlstadt, Zwingliusz, Münzer, Szwenkfeld, Kalwin; są to właśnie ci, którzy się od Lutra odłączyli i nowe oddzielne wiary założyli.
P. Ile się sekt liczy, które jeszcze za życia Lutra pomiędzy jego zwolennikami powstały?
O. Liczą ich około 34; co jest jawnym dowodem, że nie można się spodziewać żadnej wspólności wiary, tam, gdzie każdy sobie pozwala Pismo św. według swojego mniemania tłumaczyć, a nikt nie chce się zastosować do tłumaczenia Kościoła.
Nauka VI
P. Co uczynił Luter, ażeby swojemu nowemu Kościołowi kapłanów dostarczyć, gdy się nie mógł spodziewać, ażeby jakikolwiek biskup, którego z jego zwolenników wyświęcił? (Kacerstwa i odszczepieństwa, które w Kościele się pojawiały, jeśli sam założyciel lub który z jego sekty był biskupem nie miały tego kłopotu. Bo biskup lubo by był kacerzem, to swoim wyświęceniem choć świętokradzkim, przekazuje jednak następstwo apostolskie i wyświęca prawdziwych kapłanów. Luter jednak sam nie będąc biskupem, a tylko kapłanem, ani jednego biskupa swoim zwolennikiem nie miał; stąd kłopot, a z kłopotu wybawić go tylko mógł nowy błąd. (przyp. tłum.).
O. Ażeby braku kapłanów nie doznać, obmyślił on zupełnie nieznaną i dotąd nie praktykowaną naukę.
P. A to jaką?
O. Nauczał, że każdy chrześcijanin, mężczyzna czy niewiasta, czyli to młody czy stary, a nawet małe dzieci prawdziwymi i właściwymi są kapłanami, i że im oprócz ustanowienia, niczego więcej nie potrzeba (Ustanowienie to odbywa się w różnych krajach w różny sposób, albo przez superintendenta, albo przez monarchę, albo przez wybór gminy. (Przypisek tłumacza pol.).
P. Czymże starał się tę naukę swoją upozorować?
O. Ustępem z pierwszego listu św. Piotra: ˝Jesteście królewskim kapłaństwem˝.
P. W jaki sposób tłumaczył on to miejsce?
O. Utrzymywał że Piotr św. mówił tu o wszystkich chrześcijanach i z tego powodu wnosi, że każdy chrześcijanin jest kapłanem.
P. Jaki by jeszcze inny, temu podobny wniosek, można wyprowadzić z tego luterskiego tłumaczenia?
O. Można by zarówno twierdzić, że Piotr św. mówi tu do wszystkich chrześcijan jakoby do królewiczów i że dlatego wszyscy chrześcijanie mogą być królami.
P. Jaki by jednak jeszcze lepszy, a właściwszy można z tego ustępu wyprowadzić wniosek?
O. Że tak, jako wszyscy chrześcijanie nie są prawdziwymi i właściwymi królami, tak zarówno nie są prawdziwymi i właściwymi kapłanami.
P. Co tu jeszcze więcej można zauważyć?
O. To, że lutrzy największy powód mają do powątpiewania o kapłańskiej władzy swoich mniemanych pastorów, kiedy władza ich na tak mdłej podstawie się opiera.
P. Co uczynił Luter następnie, gdy prawdziwe kapłaństwo wyrugował?
O. Zniósł zarówno i prawdziwą ofiarę (Było to koniecznym następstwem poprzedniego błędu. Ofiary bowiem nie może sprawować jak tylko prawdziwy kapłan w zastępstwie jedynego prawdziwego Kapłana, Pana Jezusa, a zatem musi mieć od Niego posłannictwo, a to za pośrednictwem następstwa apostolskiego. A tak błąd jeden koniecznie z siebie następne błędy wydaje. (Przypisek tłumacza polskiego).
P. Co przytacza przeciwko prawdziwej ofierze Mszy św.?
O. Według jego własnego zeznania, same takie rzeczy jakimi go zły duch, natchnął.
P. Jak się o tym wyraził Luter w jednym z pism swoich, pod tytułem: O Mszy pokątnej i o święceniu Popów? (Tom 6, Germ. edit. Jen. 82 b).
O. Obudziłem się, pisze, pewnego razu o północy i diabeł zaczął ze mną o Mszy św. rozprawiać.
P. Jakże się diabeł do Lutra ozwał?
O. ˝Słuchaj mój wielce uczony Doktorze, tyś przez 15 lat prawie codziennie Mszę odprawiał, cóżby to było, jeśliś ty tym sposobem tylko samo bałwochwalstwo spełniał?˝
P. I dałże mu Luter posłuchanie?
O. Tak dalece mu dał posłuchanie, że się mu nawet dozwolił przekonać i zwyciężyć.
P. Alboż Luter, w tymże samym piśmie, nie nazywa szatana najchytrzejszym kłamcą i oszustem?
O. Mówi tak rzeczywiście; a jednak wolał raczej jemu, aniżeli Kościołowi, być posłusznym. (Tom VI, Germ. fol. 85).
P. Co tu trzeba podziwiać?
O. Zaiste nie wiadomo: czy więcej podziwiać tak rzetelne przyznanie się Lutra, czy ślepotę tych, którzy idą za nauką mistrza, co się sam przyznaje, że był w szatańskiej szkole wykształconym (Mahomet i wielu innych kacerzy posłannictwo swoje wywodzili z rzekomego objawienia się Anioła lub Ducha Bożego; Luter pierwszy ze wszystkich kacerzy, był tyle naiwnym, że powiedział prawdę powołując się na objawienia szatana. (przyp. tłum. pol.).
Rozdział II. Czy rzekoma luterska Reformacja pochodzi od Boga
Nauka I
P. Czy można rozumnie wierzyć, że rzekoma przez Lutra wszczęta Reformacja, od Boga pochodzi?
O. Temu nikt rozsądnie wierzyć nie może.
P. A to dlaczego?
O. Najprzód dlatego że twórca tej reformacji nie miał posłannictwa od Boga; po wtóre: Ponieważ jego cel i czyny nie były zgodne z Bogiem; po trzecie: Ponieważ środki, których do tego celu użył również zacności Boga nie przystały.
P. Czemu twierdzisz, że twórca Reformacji nie miał posłannictwa od Boga?
O. Bo gdyby Bóg chciał Kościół reformować, to by takiego człowieka jak Luter nie był do tego użył.
P. Co by można przytoczyć na dowód iż Luter do takiego dzieła nie był sposobnym?
O. Jego własne pisma, świadczące przeciwko niemu samemu.
P. A to jakim sposobem i co znajdujemy nagannego w jego książkach?
O. Wiele plugawych i brudnych mów, które skromne uszy gorszyć muszą.
P. Cóż jeszcze dalej?
O. Wiele niedorzecznych żartów, którymi nawet Pismu św. uwłacza.
P. I co jeszcze więcej?
O. Wiele obelg, na jakie tylko zdobyć się można, przeciwko świeckiej, równie jak i duchownej władzy.
P. Pominąwszy bezwstydne wyrażenia, które przyzwoitość każe przemilczeć, proszę przytoczyć niektóre jego bluźnierstwa; a mianowicie, jak zelżył Króla angielskiego w swej odpowiedzi na list, który tenże Król do niego pisał?
O. Nazwał go głupim oślim łbem, Królem kłamców, takim błaznem, z którego by się wszystkie dzieci śmiać powinny.
P. Jak znieważył Kardynała Alberta, Arcybiskupa i Elektora mogunckiego w piśmie przeciwko Biskupowi magdeburskiemu? (Tom. VII, fol. 365).
O. Zwał go Popem, w którego czart wjechał, Kaznodzieją gęsi i kościelnym smykiem.
P. Jak znieważył księcia Henryka Brunszwickiego w piśmie: ˝Przeciwko kuglarzowi˝? (Tom. VII, fol. 418, 6 i 4376).
O. Zowie go wielkim drągalem, który kudły zgniłych jagniąt roznosi, diabłami się do syta nażarł, nażłopał i samymi diabłami plwoci.
P. Jak znieważył Jerzego księcia Saskiego?
O. Nazwał go słomianym papierowym człekiem, który się niebu swoim pysznym brzuchem urąga, który Chrystusa zarówno, jak wilk komara, chce pożerać.
Nauka II
P. Czy Luter z Cesarzem i z Papieżem grzeczniej się obszedł?
O. Nie, albowiem obu z równą zuchwałością znieważył.
P. Jakże sponiewierał Cesarza? (Tom. II, Germ. Jen. fol. 435 b).
O. Nazwał go nędznym trupem, niedołężnym, zaślepionym Księciem, od którego Turek 10 razy mędrszym i pobożniejszym jest.
P. Jak znieważył Papieża w swoich Epilogach (Schlusrede, Tom VII, fol. 393).
O. Zowie go strasznym zwierzem, niedźwiedziem, wilkiem, na którego by trzeba po wszystkich wsiach z wszelkiego rodzaju bronią obławę zarządzić.
P. Co wnosisz z takiego sposobu pisania, który u Lutra jest bardzo zwyczajnym, tak, że większa część jego dzieł jest podobnymi bluźnierstwami i zniewagami zapełniona?
O. Wnoszę stąd, że on nie był mężem posłanym od Boga do zreformowania Kościoła.
P. A to dlaczego?
O. Dlatego, że w nim nie można znaleźć najmniejszego śladu Ducha Bożego, ale raczej ślady ducha zupełnie Bogu przeciwnego.
P. Czyby nie można powiedzieć, że tu nie trzeba się troszczyć o mistrza; a jeżeli tylko nauka jego jest dobrą, to się nie na Lutra, ale na Słowo Boże powinno uważać.
O. Jeżeli luterska nauka jest prawdziwą, to musiałby się tez Bóg Lutrem jako wybranym narzędziem posługiwać do oczyszczenia wiary; lecz wobec tego, co się rzekło nie można rozsądnie wierzyć, ażeby Bóg takiego człowieka za narzędzie do oczyszczenia wiary obierał; za czym też idzie, że nie można rozsądnie przypuszczać, ażeby luterska nauka była dobrą.
P. Azaliż tu nie można i katolikom zarzucić że i oni Papieży mieli, którzy nie byli od Lutra pobożniejszymi i lepszymi?
O. Zbawiciel zapobiegł już takiemu zarzutowi u świętego Mateusza rozdz. XXIII, w. 2 i 3.
P. Przytocz słowa Zbawiciela?
O. ˝Na stolicy Mojżeszowej zasiedli Doktorowie i Faryzeusze, wszystko tedy cokolwiek wam wskazują zachowajcie, ale wedle ich uczynków nie czyńcie, albowiem mówią a nie czynią˝.
P. Jaka zachodzi różnica pomiędzy niegodnymi Papieżami a Lutrem?
O. Niegodni Papieże nie przestali być prawowitymi Pasterzami, ponieważ po swoich poprzednikach w urzędzie następowali, Luter zaś sam, bez posłannictwa, do reformowania Kościoła się narzucił.
P. Przytocz jeszcze drugą różnicę?
O. Niegodni Papieże żadnej nowej nauki nie wprowadzali, ale uczyli tegoż samego, co ich poprzednicy; lecz Luter zaprowadził nową naukę, która przed nim światu była nieznaną (Posłannictwo Boże jest dwojakie: zwyczajne i nadzwyczajne. Posłannictwo zwyczajne w stanie natury mieli Ojcowie czyli Patriarchowie rodzin. W stanie prawa mieli takie posłannictwo kapłani i pokolenie Lewi. W stanie łaski czyli po Chrystusie mają go następcy Apostołów. Posłannictwo zaś nadzwyczajne w Starym zakonie mieli Prorocy: w Nowym św. Jan Chrzciciel i Pan Jezus, który ustanowił prawe kapłaństwo w następcach Apostołów. Posłannicy nadzwyczajni, oprócz wewnętrznej pobożności, posyłani bywali zawsze od Boga z dowodami swego posłannictwa, tj. z cudami i proroctwami, które żadnego powątpiewania o ich posłannictwie nie pozostawiały. Do takich znaków sam Pan Jezus się odwoływał, Apostołowie też i mężowie apostolscy wysyłani od Boga do niewiernych, byli tymiż samymi dowodami opatrzeni. W wieku XVI św. Franciszek Ksawery, lubo skądinąd jako kapłan miał posłannictwo zwyczajne, ale wysłany do Indii dla nawrócenia pogan, którzy zwyczajnego posłannictwa uznać nie mogli opatrzony został darami: mową różnymi językami, mocą wskrzeszania umarłych i działania innych cudów, aby poganie mieli dowód jego Boskiego posłannictwa. Więc i Luter, gdyby był miał posłannictwo, które sobie przyznawał, do reformowania Kościoła, winien był takież dowody przedstawić (Przypisek tłumacza polskiego).
Nauka III
P. Ponieważ okazałeś że Luter jako twórca rzekomej Reformacji, nie miał posłannictwa od Boga, to należy też okazać że i zamiar jego od Boga nie pochodził. Na cóż się więc Luter odważył?
O. Luter odważył się najprzód Kościół obwinić o fałszywą i błędną naukę, a następnie ze swoją gromadą od Kościoła się odłączyć i nową owczarnię założyć.
P. Czy takie dzieło może od Boga pochodzić?
O. Nie, ponieważ Bóg nie przykazał, abyśmy Kościół sądzili, ale przykazał Kościołowi z pokorą być posłusznym.
P. Co o tym mówi Zbawiciel?
O. ˝Kto Kościoła nie słucha, ten niechaj ci będzie jako poganin i jawnogrzesznik˝ (Mt. XVIII, 17).
P. Jakiż Kościół Luter obwinił o fałszywą i błędną naukę, czy to tylko Kościół partykularny Rzymski, czy też cały Kościół powszechny?
O. Nie tylko Kościół partykularny Rzymski, ale cały Kościół powszechny o błędną naukę obwinił.
P. Czymże to dowiedziesz?
O. Przed Lutrem nie było żadnej chrześcijańskiej gminy, która by w to wierzyła czego Luter odtąd nauczał. A więc Luter odważył się cały Kościół powszechny o fałszywą i błędną naukę obwiniać.
P. Jestże to rzeczą pewną, że przed Lutrem nie było żadnego pojedynczego społeczeństwa, które by w to wierzyło, czego on nauczał?
O. Luter to sam przyznaje.
P. Jakże się w tym względzie wyraził?
O. ˝O jakże często serce moje drżało i wyrzucało mi: Jestżeś ty sam jeden mądry? mieliżby wszyscy inni przez tak długi czas błądzić?˝ (Tom. II, str. 9 b).
P. W czym Luter miał najwięcej kłopotu, gdy o tej nowej nauce zamyślał?
O. W pozbyciu się resztek uszanowania względem Kościoła, których się dotąd pozbyć nie umiał.
P. Cóż o tym pisze?
O. ˝Kiedym wszystkie moje wahania się przezwyciężył, pozbyłem się wreszcie z wielką obawą i z wielkim trudem tego: iż należy Kościołowi być posłusznym˝ (Tom I, Germ., str. 5).
P. Co Luter sam myślał o swoim przedsięwzięciu?
O. ˝Nie jestem takim śmiałkiem (mówił), żebym na pewno twierdził, iżem tę rzecz w Boskim Imieniu rozpoczął, nie radbym pod tym względem od Boga być sądzonym˝ (Tom I, Germ., str. 364 b).
Nauka IV
P. Co mówisz o tym odszczepieństwie, które Luter w Kościele spowodował? Czy można rozsądnie przypuszczać, ażeby ono było dziełem Bożym?
O. Nie, ponieważ Bóg zabrania wszelkich odszczepieństw między chrześcijanami.
P. Jak się o tym święty Paweł Apostoł w liście pierwszym do Koryntian (I, 10) wyraża?
O. ˝Lecz proszę was bracia przez Imię Pana naszego, Jezusa Chrystusa, abyście wszyscy jednego zdania i jednej myśli byli, a iżby nie były między wami rozerwania, ale bądźcie doskonali w jednym rozumieniu i w jednej nauce˝.
P. Co sam Luter utrzymywał o odszczepieństwie wtenczas, kiedy jeszcze tak gwałtownie przeciw Papieżowi nie powstawał?
O. Obstawał za tym, że się nie godzi pod żadnym pozorem i z żadnej przyczyny od rzymskiego Kościoła odłączać. (Tom I, str. 166).
P. Co Luter o tym pisze? (tamże).
O. Dla żadnego zła, o jakim by tylko pomyśleć albo go nazwać można, nie powinno się duchownej jedności rozrywać.
P. Czy jednak Luter duchowną jedność potargał?
O. Oczywiście, ponieważ się ze swoimi zwolennikami od chrześcijańskiego społeczeństwa odłączył, a kiedy dotąd tylko jedno społeczeństwo było, on je na dwa podzielił.
P. Co jednak po wszystkie czasy od zawiązku chrześcijaństwa spostrzegano?
O. Ile razy się jaka mała cząstka od wielkiego chrześcijańskiego społeczeństwa dla niektórych punktów odłączała, przydarzało się zawsze, że mniejsza cząstka w manowce błędów i kacerstwa popadała.
P. Ile razy się to spostrzeżenie stwierdzało?
O. Więcej niż 100 razy.
P. Czy lutrzy i kalwini mogą rozsądnie przypuszczać, że im się takie odłączenie lepiej niż tylu innym udało?
O. Rozsądnie myśląc, nie mogą tego nigdy przypuszczać.
P. A to dlaczego?
O. Bo ludzie, którzy tąż samą drogą idą, po której wszyscy odszczepieńcy chodzili, nie mogą się innego wyjścia spodziewać, jedno tego i takiego samego, do którego wszyscy ich poprzednicy doszli.
Nauka V
P. Czemu mówiłeś że Luter, przy zaprowadzeniu swojej reformacji, użył środków, które Bogu nie przystoją? Jakichże to on środków używał do rozkrzewienia i upowszechnienia swojej nauki?
O. Wszystkie środki, którymi się posługiwał były na to obliczone, ażeby ludzkim pożądliwościom i słabościom schlebiać.
P. Przytocz niektóre z tych środków?
O. Najprzód zwolnił wszystkie Bogu poświęcone obojej płci osoby od wykonywanych ślubów czystości i pozwolił im wstępować w stan małżeński.
P. Co dalej?
O. Pozwolił świeckim książętom przywłaszczać sobie majątki duchowieństwa.
P. A co więcej?
O. Wreszcie zniósł spowiedzie, posty, uczynki pokutne i wszystko, co ludzkiej naturze jaki trud zadawało.
P. Co przedsięwziął dla ukojenia i uspokojenia trwożliwego sumienia?
O. Wymyślił usprawiedliwiającą wiarę, od której wszystko zawisło, właśnie jakoby dostateczną rzeczą było, wierzyć tylko w zasługi Chrystusowe.
P. Jak sobie przynęcał partię osób zarozumiałego i dumnego ducha?
O. Schlebiał ich dumie w tym, że im pozostawił urząd sądzenia o wszystkich przedmiotach religijnych.
P. A to jakim sposobem?
O. Podał im Biblię w rękę oświadczając, że każdy jest mocen wszystkie zakwestionowane prawdy wiary, według niej sądzić i rozwiązywać.
P. Powiedz na co on mianowicie i szczególnie pozwolił Landgrafowi Filipowi Heskiemu, którego pomocy i obrony i dla siebie i dla swoich zwolenników za bardzo potrzebne poczytywał?
O. Pozwolił mu mieć jednocześnie dwie żony.
P. Jakie było imię drugiej żony, którą za życia pierwszej prawej żony Krystyny Saskiej pojął?
O. Małgorzata z Saal, jego pierwszej prawej żony, poprzednio honorowa i dworska dama.
P. Czy to Luter sam jeden udzielił takie pozwolenie przybrania sobie drugiej żony, za życia pierwszej, czy też na to inni luterscy predykanci wspólnie z nim zezwolili?
O. Ośmiu najznakomitszych luterskich doktorów podpisało własnoręcznie zezwolenie na takie małżeństwo (Imiona ich, oprócz Marcina Lutra są następujące: Filip Melanchton, Marcin Bucer, Antoni Korwin, Adam Jan Lemik, Justus Wintferte, Dionizy Meander (zob. dz. pt. Versuch einer philosofisch-historischen Darstellung der Reformation in ihrem Ursprunge v. H. Schmitt Sulzdach, Seidel 1820, p. 450). (przyp. aut.). Takim zwolnieniem karności kościelnej i schlebianiem ludzkim namiętnościom łatwo się rozwiązuje mniemany luterski cud szybkiego rozkrzewienia się kacerstwa luterskiego i innych z niego zrodzonych. Jest to cud podobny do cudu Mahometa. (Przyp. tłum.).
P. Czy od zawiązku chrześcijaństwa zdarzył się przykład tak gorszącego zezwolenia?
O. Nie, od początku chrześcijaństwa nic się podobnego nie zdarzyło.
P. Co o tym Pismo św. mówi? (Rodz. II, 24; Mt. XIX, 5; Mk X, 8).
O. Nie mówi: troje, ale: dwoje jednym ciałem będzie.
P. Co przy tym zauważyłeś?
O. Że panowie predykanci, czyli opowiadacze czystej Ewangelii bardzo się mylą, kiedy twierdzą, że się ścisłego i dosłownego tłumaczenia i spełniania tejże Ewangelii trzymają.
Nauka VI
P. Jeżeli więc założyciel tak zwanej reformacji, jako niemniej jego działanie i użyte do tego środki od Boga nie pochodzą, do czego sumiennie obowiązanym jest każdy zwolennik luterskiej nauki?
O. Obowiązany jest pod utratą swego zbawienia wrócić na łono Kościoła katolickiego, z którego przez poduszczenie Lutra wystąpił.
P. Co się dzieje z tym, który takiego obowiązku nie spełnia?
O. Taki żyje w zgubnym odszczepieństwie, nie ma żadnych prawowitych i władzę posiadających kapłanów, nigdy się nie zasila prawdziwym Ciałem i prawdziwą Krwią Chrystusa, nie ma żadnego środka do oczyszczenia i zwolnienia się ze swoich grzechów.
P. Co sądzisz o takich, którzy wewnętrznie przekonani o prawdzie katolickiego Kościoła do tego się jednak nie chcą jawnie przyznawać lubo wiedzą, że tym sposobem narażają się na utratę swego wiecznego zbawienia?
O. O takich orzekł już Zbawiciel u św. Łukasza (Rozdz. IX, 26): ˝Kto by się wstydził mnie i słów moich, tego się Syn Człowieczy wstydzić będzie, kiedy przyjdzie w Majestacie Swym i Ojcowskim i świętych Aniołów˝.
P. Co powiesz o tych, którzy wbrew swojej skłonności do katolickiej wiary, od przyjęcia jej atoli powstrzymywać się dozwalają, ze względu na rodzinę i inne przyjacielskie stosunki?
O. O tych mówi Zbawiciel (Mt. X, 37. 35): ˝Kto miłuje ojca albo matkę nad mnie, nie jest mnie godzien, a kto miłuje syna albo córkę nad mnie, nie jest mnie godzien˝.
P. Co mniemacie o tych, którzy lękając się doczesnej straty na mieniu, majątku i zarobku, na błędnej drodze trwają?
O. O nich mówi Pan: ˝Cóż pomoże człowiekowi, choćby wszystek świat zyskał, a uszkodziłby duszę swą?˝ (Mk VIII, 36).
Rozdział III. O prawdziwym Kościele Chrystusowym
Nauka I
P. Czy poza prawdziwym Kościołem Chrystusowym nie można mieć nadziei zbawienia?
O. Poza prawdziwym Kościołem Chrystusowym nie można mieć nadziei zbawienia.
P. Co o tym mówi Pan Jezus?
O. ˝Jeśli Kościoła nie słucha, niechaj będzie jako poganin i celnik˝ (Mt. XVIII, 17).
P. Co w tym względzie pisze św. Cyprian w księdze ˝O jedności Kościoła˝ (Liber de unitate Ecclesiae)?
O. ˝Ten nie może mieć Boga Ojcem, kto Kościoła za swoją Matkę nie uznaje˝.
P. Jakie pod tym względem czynią porównanie święci Ojcowie Kościoła?
O. Jako wszyscy którzy się podczas potopu w Arce Noego nie znajdowali potonęli; takoż, w głębię popadną, którzy się w prawdziwym Kościele nie znajdują.
P. Jaki jest dziewiąty artykuł chrześcijańskiego wyznania wiary?
O. ˝Wierzę w... jeden święty powszechny i Apostolski Kościół˝ (Credo in unam sanctam Catholicam et Apostolicam Ecclesiam. - Skład wiary Soboru Konstantynopolitańskiego, podczas Mszy świętej śpiewany. (Przypisek tłumacza polskiego).
P. Co to oznacza?
O. Ze mocno wierzymy, iż trzeba koniecznie być członkiem prawdziwego Kościoła, żeby móc dostąpić zbawienia.
P. Po czym można poznać prawdziwy Kościół?
O. Główne są dwa znaki.
P. Któreż to są?
O. Pierwsze, że Kościół Chrystusowy liczyć powinien osiemnaście i pół wieków; po wtóre, że powinien mieć nieprzerwaną trwałość od swojego zawiązku aż do końca.
P. Czemu mówisz, że prawdziwy Kościół Chrystusów powinien liczyć osiemnaście i pół wieków?
O. Ponieważ Pan Jezus założył swój Kościół przed tysiąc osiemset i blisko pięćdziesiąt lat. Od Narodzenia Pana Jezusa liczymy lat 1882. Ponieważ Pan Jezus założył Kościół przed swoją śmiercią krzyżową w r. 33, więc wypada, że Kościół trwać już powinien lat 1883-33 = 1850 czyli wieków 18 i pół.
P. Lecz czemu mówisz, że prawdziwy Kościół Chrystusów powinien mieć nieprzerwaną trwałość od swojego zawiązku aż do końca?
O. Ponieważ to Pan Jezus w kilku miejscach Ewangelii przyobiecał.
P. Przytocz o tym Jego własne słowa?
O. ˝Ty jesteś opoka (Petra), a na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie zwyciężą go˝ (Mt. XVI, 18).
P. Przytocz jeszcze to, co Pan Jezus do swoich uczniów powiedział w końcu Ewangelii św. Mateusza?
O. ˝Ja z wami jestem po wszystkie dni, do końca świata˝.
P. A jakże św. Paweł Apostoł Kościół św. nazywa? (I Tym. III, 15)
O. ˝Kościół jest filarem i utwierdzeniem prawdy˝.
P. Co by za tym poszło gdyby Kościół Chrystusów był popadł w błędy, w bałwochwalstwo i kacerstwo?
O. Z tego by wnieść należało, że Chrystus był fałszywym Prorokiem i niemądrym budowniczym.
P. Skąd wnosisz, żeby Chrystus był fałszywym Prorokiem?
O. Ponieważ w takim razie bramy piekieł byłyby, wbrew obietnicy Pana Jezusa, Kościół Jego przemogły.
P. Dlaczego mówisz że Chrystus byłby niemądrym budowniczym?
O. Ponieważ Chrystus byłby swój Kościół zakładał nie na skale ale na piasku, co tylko niemądry budowniczy robi, o którym czytamy u św. Mateusza w r. VII, w. 26: ˝A każdy kto słów moich słucha, a one nie wypełnia, podobny jest do głupiego budowniczego, który dom swój na piasku zbudował˝.
P. Co z tego wszystkiego wnosisz?
O. Że Kościół Chrystusów w rzeczach wiary nigdy nie zbłądził, a nawet i zbłądzić nie może, i że przy jego nauce wiary należy niezachwianie obstawać.
Nauka II
P. Gdzież znajdujesz te dwie cechy prawdziwego Kościoła, o których dopiero co mówiliśmy?
O. Jedynie i wyłącznie tylko w Kościele katolickim.
P. Czy Kościół katolicki liczy rzeczywiście osiemnaście i pół wieków?
O. Tak jest, bo nie można czasu późniejszego wskazać, w którym by się ten Kościół był poczynał.
P. Czy atoli Kościół katolicki aż do naszych czasów nieprzerwanie przetrwał?
O. Tak jest; bo nie można wskazać kiedy i jak długo jego trwałość była przerwaną.
P. Jakże dowodzi św. Augustyn, że Kościół za jego czasów obok nieprzerwalności miał wymagany swój byt starożytny?
O. Dowodzi on tego nieprzerwanym następstwem Papieży co Kościołem rządzili, których od św. Piotra aż do swoich czasów wymienia.
P. Iluż Papieży liczy on aż do swoich czasów?
O. Trzydziestu dziewięciu.
P. Iluż Biskupów Rzymskich czyli Papieży liczymy od św. Piotra aż do naszych czasów?
O. Dwustu pięćdziesięciu pięciu (Grzegorz XVI był dwieście pięćdziesiątym trzecim. - Pius IX dwieście pięćdziesiątym czwartym, a obecny Kościołem rządzący następca św. Piotra, a Namiestnik Chrystusa Leon XIII jest dwieście pięćdziesiątym piątym. (przyp. tłum. pol.).
P. Czy dwie te cechy znajdujesz w kościele luterskim lub kalwińskim?
O. Bynajmniej.
P. Odkąd trwa kościół luterski?
O. Od 300 kilkudziesięciu lat.
P. W którym roku rozpoczął Luter opowiadanie swojej nauki?
O. W roku 1517.
P. A Kalwin w którym roku rozpoczął?
O. We dwadzieścia lat później, to jest w r. 1537.
P. Czy przed Lutrem był jaki luterański, a przed Kalwinem jaki kalwiński kościół lub społeczeństwo?
O. Żaden historyk, żaden autor o nim nie wzmiankuje, żadnej okolicy, ani królestwa nie można wskazać, gdzie by się coś podobnego znajdowało.
P. Jakiż stąd wniosek przeciw luteranom wywodzisz?
O. Następujący: Ponieważ prawdziwy Kościół liczy lat 1850, a tej trwałości ani luterski ani kalwiński kościół nie ma, gdyż takowe dopiero od lat około 350 się datują, więc luterskie i kalwińskie kościoły nie są prawdziwymi kościołami.
P. Ale czyżby nasi przeciwnicy nie mogli nam zarzucić, że pierwotny i prawdziwy Kościół przez pierwsze lat 400 uczył i wierzył tak jak oni sami nauczają i wierzą, ale później czystość tej pierwotnej nauki została przez papieskie błędy tak zepsutą, iż potrzeba było żeby się Luter pojawił, któryby Kościół przepadły znów odbudował?
O. Do takiego twierdzenia nie mają oni żadnej podstawy, a gdyby przy tym obstawali to by własnymi swymi usty byli pobitymi.
P. A to jakim sposobem?
O. Prawdziwy Kościół nie powinien nigdy przepadać ale musi mieć nieprzerwaną trwałość i to od lat 1850. Lecz według tego ich twierdzenia byłaby nauka Lutra, którą oni jako jedyną i prawdziwą głoszą przez lat przeszło 1000 nie istniała; ale byłaby zaginęła, skąd wniosek, że luterski kościół wbrew ich twierdzeniom nie jest prawdziwym Kościołem.
Nauka III
P. Jakiego pytania nie może żaden luteranin ani kalwinista rozwiązać?
O. Żaden luteranin ani kalwinista nie potrafi odpowiedzieć na pytanie: gdzie był prawdziwy Kościół przed Lutrem i Kalwinem.
P. Alboż nie mogą powiedzieć, że prawdziwy Kościół był wówczas niewidzialnym, że zawsze byli ludzie, którzy wierzyli w to co lutrzy teraz wierzą, ale nie śmieli tej wiary jawnie wygłaszać i wyznawać?
O. Taka odpowiedź nie może żadnego rozsądnego zaspokoić.
P. A to z jakiego powodu?
O. Ludzie którzy inną wiarę jawnie wyznawają, a nie tę, którą w sercu czują, są nieuczciwymi obłudnikami i zdrajcami wiary, i nie kwalifikują się do tego bynajmniej, aby u nich prawdziwa wiara być mogła (˝Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a duszy zabić nie mogą, ale raczej bójcie się tego, który i duszę i ciało może zatracić do piekła˝ (Mt. X, 28). ˝Wszelki tedy, któryby się mnie zaprzał przed ludźmi, zaprę się go i ja przed Ojcem moim, który jest w niebiesiech˝ (Tamże w. 33). Stosownie do tej nauki Pana Jezusa, chrześcijanie po wszystkie wieki z narażeniem się na wszelkiego rodzaju śmierci i męczeństwa, utraty mienia, rodziców itp., jawnie wyznawali naukę prawdziwego Kościoła. Obłudnicy tylko, których protestanci za przodków swoich wskazują, kryli się ze swoimi pierwotnymi naukami. Po wszystkie wieki były tajne stowarzyszenia, ale dlatego samego, że są i były tajne, nie mogą one ani nic dobrego, ani też nic prawdziwego wygłaszać, tym bardziej nie mogą stanowić prawdziwego od Chrystusa zbudowanego Kościoła. (przyp. tłum. pol.).
P. Alboż to i żydowski kościół za czasów Proroka Eliasza nie był niewidzialnym, kiedy naonczas tylko 7000 mężów było, o których Bóg sam wiedział, że kolan swoich przed Baalem nie ugięli?
O. Wtenczas, kiedy Kościół żydowski w królestwie Izraelskim był niewidomym, to był bardzo widomym w królestwie Judzkim i był w kwitnącym stanie pod królami Asa i Jozafata.
P. Czy na to nie można inaczej odpowiedzieć?
O. Można odpowiedzieć, że wielka zachodzi różnica między Kościołem Chrystusowym a kościołem żydowskim.
P. Jakaż to mianowicie?
O. Kościół żydowski nie miał sobie od Pana Boga zapewnionej takiej pomocy, że bramy piekielne przeciw niemu nie przemogą, jaką Pan Jezus Kościołowi swemu zapewnił.
P. Jakoż to dalej dowiedziesz, że prawdziwy Kościół powinien po wszystkie czasy być widomym?
O. Gdyby prawdziwy Kościół nie był po wszystkie czasy widomym, to by nie można rozkazu Chrystusa spełnić, aby się odwoływać do Kościoła dla poddania się jego wyrokom.
P. Co by jeszcze więcej można przeciw niewidzialności Kościoła przytoczyć?
O. Gdyby prawdziwy Kościół był niewidzialnym, to by arianie i wszyscy inni kacerze byli sprawę wygrali i byliby mogli pierwszymi czterema Soborami pogardzić.
P. A to jakim sposobem?
O. Potrzeba było, żeby tylko powiedzieli, że niewidzialny Kościół zawsze z nimi wspólną wiarę podzielał, a widzialny Kościół się w swoich wyrokach pomylił (W znaczeniu teologicznym do Kościoła niewidzialnego należeli i należą ci, których wiarę wewnętrzną i gotowość do spełnienia tego, co by Bóg od nich żądał i co by do ich zbawienia było potrzebnym, Bóg sam widzi; a tym samym już są, chrztem pragnienia, domyślnie ochrzczeni. (przyp. tłum. pol.).
Nauka IV
P. Czy nasi przeciwnicy nie mają innej jeszcze odpowiedzi na pytanie, gdzie się prawdziwy Kościół luterski i kalwiński dawniej znajdował?
O. Niektórzy z nich odpowiadają, że prawdziwy Kościół znajdował się u husytów i waldensów.
P. Czy można na tej odpowiedzi poprzestać?
O. Nie, a to dla dwóch powodów.
P. Jakiż jest pierwszy powód?
O. Husyci i waldensowie nauczali zupełnie czego innego niż lutrzy i kalwiniści i dlatego nie mogą ci ostatni poprzedników swoich współwyznawcami nazywać i z nimi jeden i tenże sam Kościół stanowić.
P. Jakiż to drugi powód?
O. Gdyby nawet wiara jednych i drugich z nimi wspólność jakąś miała, można by tylko do husytów i waldensów istnienie ich Kościoła posunąć, więc tylko do dwunastego stulecia.
P. Lecz cóż na to odpowiedzieć, jeśliby nasi przeciwnicy utrzymywać chcieli, że katolicki Kościół aż do samego Lutra był prawdziwym Kościołem, a że ten Kościół tylko niektórych błędów uczył, które Luter musiał sprostować?
O. Jeśliż Kościół katolicki poprzednio był prawdziwym Kościołem Chrystusowym, to jest on nim aż do dziś dnia i jest to największą niedorzecznością od niego się odłączać.
P. Cóż sądzisz o tych mniemanych Kościoła błędach?
O. Albo te błędy były tego rodzaju, iż stały na przeszkodzie do zbawienia, albo nie.
P. A cóż jeśli przeciwnicy zechcą twierdzić, że Kościół takich błędów nauczał, które zbawieniu stały na przeszkodzie?
O. Stąd by wnosić należało, że Kościół, pomimo obietnicy Chrystusa, zupełnie zaginął i to tak dalece, że w nim nie można było dostąpić zbawienia, co przecież jest niepodobieństwem.
P. A cóż jeśli przeciwnicy zechcą przy tym obstawać, że Kościół tylko takich błędów nauczał, które zbawieniu nie przeszkadzały? (Różnorodne sekty, które protestantyzm zrodził, pragnąc się z sobą pogodzić, aby wspólny protestancki Kościół utworzyć, naradzały się wielokrotnie, aby dogmaty wiary podzielić na: pierwszorzędne, które by wszyscy byli obowiązani przyjąć i podrzędne co do których można się różnić, bez nadwerężenia jedności Kościoła. Ale te wszystkie narady nie mogły ich do jedności doprowadzić, Kościół zaś katolicki taki podział dogmatów stanowczo odrzuca. (Przypisek tłumacza polskiego).
O. To nie należało się od Kościoła odłączać, bo wszelkie odszczepieństwo w Kościele jest wzbronione.
P. A nie mogąż oni odpowiedzieć, że oni się od Kościoła nie odłączali, ale że się Kościół od nich odłączył?
O. Jeżeli są dwa stowarzyszenia, z których jedno jest wielkim, a drugie małym, jedno starodawnym, a drugie nowym, to nie można stowarzyszenie większe i dawniejsze czynić odpowiedzialnym za odszczepieństwo, ale tylko stowarzyszenie mniejsze i nowe (Dodamy porównanie: jeśli się jaki członek od ciała odcina, chociażby obie ręce i obie nogi, to nikt nie mówi, że się głowa i kadłub odłączyły od ciała, ale że tylko członki się odłączyły od ciała. Tam gdzie głowa, tam ciało i dusza; tam i człowiek. Więc ponieważ protestanci odłączyli się od głowy Kościoła, a więc i od całości społeczeństwa chrześcijańskiego odpadli. (przyp. tłum. pol.).
Nauka V
P. Czy są jeszcze inne cechy prawdziwego Kościoła?
O. Są inne cztery cechy wymienione w składzie wiary Soboru nicejsko-konstantynopolitańskiego: Wierzę w... jeden święty katolicki, Apostolski Kościół.
P. Czy katolicka wiara jest jedna?
O. Wszyscy katolicy są w jednej i tej samej wierze zjednoczeni i pomiędzy nimi wszelkie sprzeczki pod względem nauki wiary i obyczajów nie są dopuszczalne.
P. Czemu mówisz, że pomiędzy katolikami nie mogą być różnice pod względem wiary i że wszelkie pod tym względem niezgody nie są dopuszczalne?
O. Ponieważ wszyscy katolicy wyrokom Kościoła podlegają.
P. A to w jaki sposób?
O. Kościół orzeka i naucza, iż się pewne zdanie Pisma św. tak a nie inaczej zrozumieć powinno, a wszyscy katolicy są obowiązani wyroki tegoż Kościoła przyjmować.
P. A cóżby było, gdyby ktoś, jeden lub drugi, nie chciał na takim orzeczeniu poprzestać?
O. Nie uznano by go nadal za katolika.
P. Czy protestanci są pod tym względem jedni?
O. To jest czystym niepodobieństwem.
P. A to dlaczego?
O. Dlatego, że według ich zasady każdy sobie sam Pismo św. tłumaczy i z tego powodu muszą być różnorodne tłumaczenia.
P. Przytocz nam niektóre przykłady tej różnorodności?
O. Jedni utrzymują na przykład, że Panu Jezusowi w Najświętszym Sakramencie należy cześć oddawać, inni że nie; jedni twierdzą, że Pan Jezus według swej ludzkiej natury jest wszędzie obecny, inni temu przeczą. - Jedni przyjmują trzy Sakramenty, inni tylko dwa. W niektórych miejscach mają oni spowiedź uszną, w innych nie. - Jedni odprawiają Mszę św. a inni nie itd. (W obecnych czasach niezgoda w nauce ich jest jeszcze większa. Niektórzy zbliżyli się do krańcowego wyniku tej nauki, to jest do materializmu, ateizmu, nihilizmu, doszli nawet do bezwyznaniostwa, inni zaś jeszcze gorliwie resztki swej religii bronią. (przyp. tłum. pol.).
P. Co sądzisz o drugim znamieniu, a mianowicie: czy Kościół katolicki jest świętym, i czy nasi przeciwnicy nie uznają, że w katolickim Kościele byli ludzie znamienitą świątobliwością jaśniejący?
O. Nasi przeciwnicy w Art. 13 Augsburgskiej konfesji oraz w Wielkim Katechizmie Lutra przyznają że Bernard, Franciszek, Bonawentura i inni nadzwyczaj pobożnie i świątobliwie żyli.
P. Do jakiegoż Kościoła wzmiankowani mężowie należeli?
O. Wiadomo całemu światu, że byli członkami Kościoła katolickiego.
P. Cóż stąd wnosisz?
O. Wnoszę, że jeżeli można w Kościele katolickim żyć świątobliwie, to tym łatwiej w nim dostąpić zbawienia.
P. Jakiż dalszy wniosek?
O. Jeżeli w Kościele katolickim można być zbawionym, to Kościół ten jest prawdziwym zbawiennym Kościołem i to w nim tylko wyłącznie, ponieważ tylko jest jeden Kościół, jeden chrzest, jedna wiara i jeden Bóg.
P. Czy też Pan Bóg czasami świątobliwość swego Kościoła cudami nie stwierdzał?
O. Tak jest; bo to sami przeciwnicy przyznawają.
P. Komuż oni mianowicie, między innymi, dar cudów przyznają?
O. Świętemu Franciszkowi Ksaweremu, Apostołowi Indian (Powód to tym znamienitszy, że św. Franciszek Ksawery spełniał misje już po dokonanej reformie Lutra, i że jako jezuita był luterskiej nauki głównym przeciwnikiem. (przyp. tłum. pol.).
P. Kto pomiędzy nimi przyznaje, że Bóg przez tego Świętego cuda wielkie działał?
O. Holenderscy i anglikańscy pisarze, kalwiniści i lutrzy w opisach swoich podróży.
P. Wymień mi niektórych z tych pisarzy?
O. Baldens, Hakelwit, Tawernier.
P. Do jakiego Kościoła należał św. Franciszek Ksawery?
O. Był Jezuitą, a więc członkiem Kościoła katolickiego.
P. Co wnosisz z jego cudów?
O. Że on prawdziwą wiarę opowiadał.
P. A to dlaczego?
O. Bo Bóg by nie był jego nauki cudami stwierdzał, gdyby ona nie była prawdziwą, albowiem Bóg nie może kłamstwa ani błędu cudami swej Wszechmocności poświadczać i potwierdzać (Protestanci, a szczególniej Anglicy, mają także swoje nadzwyczaj kosztowne misje i misjonarzy, a żaden z nich nie może się ani jednym cudem zaszczycić. Jest to rzecz wielkiej baczności godna, że wśród katolickiego Kościoła, i to wśród niego wyłącznie działają się cuda, które wszelką krytykę historyczną i naukową wytrzymują, a kacerstwa od Kościoła odłączone nie mogą wśród siebie ani jednego cudu, ani jednego Świętego wykazać, któryby darem czynienia cudów, mówienia różnymi językami, tak jak św. Franciszek, św. Jan Kapistran itp. był obdarzonym. (przyp. tłum. pol.).
Nauka VI
P. Co mówi św. Augustyn o imieniu katolicyzmu?
O. On poczytuje imię katolicyzmu za znamię prawdziwego Kościoła.
P. Przytocz mi jego słowa z Tomu VI Contra epistolam Fundamenti c. 4, 68?
O. ˝To co mnie do prawdziwego Kościoła przynęca, jest to imię katolicyzmu, bo lubo wszyscy kacerze o to się wszelkim sposobem starają, aby się katolikami nazwać, to przecież tego nazwania zjednać sobie nie mogą˝.
P. Cóż dalej mówi?
O. Gdy przychodzi do miasta cudzoziemiec i pyta którędy się idzie do Kościoła katolickiego, nikt z kacerzy nie ośmieli się wskazać mu drogę do swojej świątyni (W ostatnich czasach odpadli, po Soborze Watykańskim, od Kościoła, chrześcijanie, zmienili nazwę katolików na inną starokatolików, a tym samym wyznali się być tym, czym są rzeczywiście, to jest odpadkiem katolicyzmu. I to rzecz szczególna, że w szeregach swoich nie mogli znaleźć żadnego biskupa i musieli sobie takiego pożyczyć od jansenistów odszczepionych od Kościoła katolickiego, czyli prosić, aby im biskup jansenistowski Reinkensa na biskupa wyświęcił. (przyp. tłum. pol.).
P. Co mówi św. Hieronim przeciw lucyferianom?
O. ˝Jeżeli ludzi znajdziesz, którzy się od kogoś pojedynczego mianują jako marcjonici od Marcjona, walentynianie od Walentyna, to oni zjednoczeni nie stanowią szkoły Chrystusa, ale antychrysta˝.
P. Powiedz mi przyczynę, dla której imię katolika znamieniem prawdziwego Kościoła być musi i że my się jeszcze w prawdziwym znajdujemy Kościele?
O. Ponieważ ci, którzy się przy dawnym społeczeństwie pozostali, przechowali też i dawne nazwanie, więc na odwrót ci, którzy się od dawnego społeczeństwa odłączyli, inne też imię otrzymują, tj. od sprawców odszczepieństwa i od nowatorów, aby ich od starego społeczeństwa odróżnić.
P. Jak objaśnisz czwarte znamię, które się wyrazem Apostolski oznacza?
O. Tym, że kapłani i biskupi Kościoła prawnym i nieprzerwanym porządkiem po Apostołach następują, tak, że każdy może swojego poprzednika wskazać i swoje następstwo od Apostołów wyprowadzić.
P. W którym Kościele coś podobnego znachodzimy?
O. Jedynie i tylko wyłącznie w Kościele katolickim. (Ta wyłączność odnosi się 1-mo do następstwa prawnego, 2-do do wszystkich sekt protestanckich, Anglikanie bowiem, a przynajmniej niektóre ich stolice, Grecy, Ormianie i inne od Kościoła odłączone sekty, zachowują jeszcze, nieprzerwane, lubo nieprawne, od Kościoła powszechnego nie uznane, swoich biskupów Apostolskie następstwo. (przyp. tłum. pol.)
P. Czy lutrzy i kalwiniści mogą następstwo swoich pastorów od Apostołów wykazać?
O. Nie, oni nie mogą dalej się posunąć jak do Lutra i Kalwina, a wyżej nie znajdą żadnego luterskiego lub kalwińskiego duchownego.