Kate Marshall. Kanibal z Nine Elms. Tom 1 - Robert Bryndza

Kup ebooka

39.99 zł
25.99 zł (29,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1

Detektyw Kate Marshall wracała do domu pociągiem, kiedy zadzwonił jej telefon. Zanim znalazła go w wewnętrznej kieszeni długiego zimowego płaszcza, minęła dobra chwila. Policjantka wydobyła ogromną, przypominającą cegłę komórkę, rozłożyła antenkę i odebrała połączenie. Dzwonił jej szef, główny inspektor Peter Conway.

- Tak, słucham.

- Nareszcie! - rzucił, nie siląc się na wstęp. - Dodzwonić się do ciebie... Po cholerę ci ten telefon komórkowy, skoro nie odbierasz?

- Przepraszam. Cały dzień siedziałam w sądzie na ogłoszeniu wyroku Travisa Jonesa. Dostał trzy lata, czyli więcej niż...

- Spacerowicz znalazł ciało młodej dziewczyny w parku Crystal Palace - przerwał jej szef. - Naga. Ślady ugryzień na ciele, plastikowy worek zawiązany na głowie.

- Kanibal z Nine Elms...

- Chciałaś powiedzieć operacja "Cykuta". Wiesz, że nie lubię tego określenia.

Kate miała ochotę odparować, że już się przyjęło, i to raczej na stałe, ale Peter Conway nie był typem szefa, z którym można się przekomarzać. Prasa wymyśliła mordercy taki przydomek dwa lata wcześniej, gdy na złomowisku w okolicy Nine Elms w południowo-zachodnim Londynie, niedaleko Tamizy, znaleziono zwłoki siedemnastoletniej Shelley Norris. Technicznie rzecz biorąc, na ciałach ofiar stwierdzono jedynie ślady ludzkich zębów, ale dziennikarze nie mogli pozwolić, by tak dobry pseudonim dla seryjnego mordercy się zmarnował. W ciągu ostatnich dwóch lat uprowadzono kolejne dwie nastolatki, obie wczesnym wieczorem, w drodze ze szkoły do domu. Ich ciała odnajdywano po kilku dniach w parkach w różnych częściach Londynu. Żadne sensacje nie podbijały sprzedaży gazet lepiej niż grasujący na wolności kanibal.

- Kate. Gdzie jesteś?

Za oknem pociągu było ciemno. Spojrzała na umieszczony w wagonie elektroniczny wyświetlacz.

- W pociągu DLR, blisko domu.

- Odbiorę cię ze stacji, tam gdzie zwykle. - Przełożony rozłączył się, nie czekając na odpowiedź.

* * *

Dwadzieścia minut później policjantka stała na wąskim chodniku między przejściem podziemnym a przepełnioną South Circular Road, po której powoli posuwał się sznur samochodów. Większość pobliskich terenów zagospodarowano pod inwestycje deweloperskie, więc do kawalerki Kate wiodła długa droga przez opustoszałe place budowy. Zdecydowanie nie warto było szwendać się tam po zmroku. Pasażerowie, z którymi detektyw wysiadła z pociągu, przeszli przez drogę i rozproszyli się po ciemnych uliczkach. Kate zerknęła przez ramię na odludne, pogrążone w mroku przejście podziemne i przestąpiła z nogi na nogę. Siatkę z zakupami na kolację położyła sobie między stopami.

Na karku poczuła kroplę wody, potem kolejną, aż wreszcie zaczęło padać. Podniosła kołnierz płaszcza i skuliła się, po czym ruszyła w stronę jasnego strumienia reflektorów samochodowych.

Kate została przydzielona do "Cykuty" szesnaście miesięcy temu, gdy liczba ofiar Kanibala z Nine Elms wynosiła dwie. Dołączenie do zespołu zajmującego się tą głośną sprawą było niezłym osiągnięciem, zwłaszcza że wiązało się z awansem na detektywa w cywilu. Osiem miesięcy po znalezieniu ciała trzeciej ofiary, siedemnastoletniej uczennicy, Carli Martin, sprawa przycichła. Nakłady na operację "Cykuta" okrojono, a Kate wraz z kilkoma młodszymi oficerami została przeniesiona do wydziału narkotykowego.

Mrużyła oczy w deszczu, lustrując sznur aut. Za ostrym zakrętem na drodze błysnęły jasne światła, ale nie było słychać syren policyjnych. Sprawdziła zegarek i odsunęła się od jezdni.

Nie widziała Petera od dwóch miesięcy. Tuż przed przeniesieniem przespała się z nim. Rzadko spotykał się ze swoim zespołem, ale podczas jednego z nielicznych drinków po pracy zaczęli rozmawiać. Jego towarzystwo i błyskotliwość okazały się dla policjantki inspirujące i zostali razem w pubie do późna, choć reszta współpracowników się rozeszła. Później przenieśli się do mieszkania Kate. Następnej nocy to Peter zaprosił ją do siebie. Potem bardzo żałowała tego erotycznego incydentu - czy raczej dwóch - ze swoim zwierzchnikiem. Moment szaleństwa. Dwa momenty, zanim oboje się opamiętali. Miała przecież solidny kręgosłup moralny. Była dobrą policjantką.

"Odbiorę cię ze stacji, tam gdzie zwykle".

Zaniepokoiło ją, że Peter powiedział to przez telefon. Dwa razy podwoził ją do pracy, a przy okazji odbierał ich kolegę, detektywa Camerona Rose'a, który mieszkał nieopodal. Czy wobec Cama również użyłby tych słów: "tam gdzie zwykle"?

Chłód powoli wpełzał pod jej długi płaszcz, dosięgał już pleców, a deszcz przesączał się przez dziury w podeszwach jej "porządnych butów", które wkładała do sądu. Poprawiła kołnierz i skuliła się, skupiając uwagę na samochodach. Prawie wszyscy kierowcy byli mężczyznami, białymi, w wieku od trzydziestu pięciu do czterdziestu lat. Grupa demograficzna, wśród której najczęściej można trafić na seryjnych morderców.

Obok przejechała brudna biała furgonetka, twarz kierowcy zniekształcił deszcz spływający po przedniej szybie. Policja uważała, że Kanibal z Nine Elms porywał swoje ofiary białym vanem. Na dwóch ciałach znaleziono włókna dywaników pasujące do białego citroëna dispatcha z 1994 roku, których w Londynie i okolicach zarejestrowano ponad sto tysięcy. Kate zastanawiała się, czy funkcjonariusze zajmujący się operacją "Cykuta" nadal odhaczają na liście właścicieli takich citroënów. Kim była kolejna denatka? Prasa nie doniosła jeszcze o żadnym zaginięciu.

Pobliskie światła zmieniły się na czerwone, a mały niebieski ford zatrzymał się w korku kilka metrów od Kate. Mężczyzna w środku był typowym mieszczuchem po pięćdziesiątce, z nadwagą, w prążkowanym garniturze i okularach. Zobaczył samotną kobietę, uniósł znacząco brwi i zamrugał światłami. Kate odwróciła wzrok. Niebieski ford przybliżał się powoli, sunąc w kolumnie samochodów, aż okno pasażera znalazło się tuż przy niej. Kierowca opuścił szybę i się nachylił.

- Hej. Wyglądasz na zmarzniętą. Mogę cię rozgrzać... - Poklepał siedzenie obok siebie i wystawił cienki, spiczasty język.

Kate zamarła. W klatce piersiowej poczuła ukłucie paniki. Zapomniała, że jest z policji i że ma legitymację. Strach wziął nad nią górę.

- Chodź. Wskakuj do środka. Rozgrzejmy cię - ponaglał pobudzony nieznajomy, dalej klepiąc siedzenie.

Kate odsunęła się od krawężnika. Przejście podziemne za nią było ciemne i puste. Pozostałymi kierowcami w kolumnie byli sami mężczyźni, zobojętniali, zaszyci w swoich samochodach. Sygnalizator uliczny nadal emitował czerwone światło. Deszcz bębnił leniwie o dachy aut. Facet nachylił się jeszcze mocniej i otworzył drzwi pasażera na kilka centymetrów. Kate cofnęła się o krok, ale poczuła się osaczona. Co, jeśli kierowca wysiądzie z samochodu i wepchnie ją do przejścia podziemnego?

- Nie wkurwiaj mnie. Ile? - zapytał mężczyzna.

Przestał się uśmiechać i zauważyła, że rozpiął spodnie. Majtki miał wyblakłe i poszarzałe. Wsunął palec pod gumkę i wyciągnął penisa z kępą siwiejących włosów łonowych.

Kate zastygła w miejscu, czekając na zmianę świateł.

Nagle dźwięk syreny policyjnej przeciął ciszę, a auta i łuk przejścia podziemnego oświetlił niebieski błysk. Facet szybko poprawił się w fotelu, zapiął spodnie i zamknął drzwi. Włączył blokadę od środka. Na jego twarz powróciło beznamiętne spojrzenie. Kate sięgnęła do torebki i wyciągnęła legitymację policyjną. Podeszła do niebieskiego forda i uderzyła nią o szybę pasażera, zła, że nie zrobiła tego wcześniej.

Nieoznakowany radiowóz Petera z wirującym błękitnym światłem na dachu pruł częściowo po poboczu, wyprzedzając auta. Sygnalizator zmienił kolor na zielony. Samochód z przodu ruszył, a Peter wsunął się na jego miejsce. Kierowca forda w panice zaczął gładzić włosy i krawat. Kate rzuciła mu groźne spojrzenie, włożyła odznakę z powrotem do torby i podeszła do samochodu szefa.

2

- Wybacz, że tak długo. Korki - powiedział Peter, posyłając jej przekorny uśmiech.

Z siedzenia pasażera podniósł stertę papierów i położył je z tyłu. Był przystojnym mężczyzną grubo po trzydziestce, o szerokich ramionach, gęstych, ciemnych i falowanych włosach. Miał wyraźnie zarysowane kości policzkowe i łagodne brązowe oczy. Ubrany był w drogi, skrojony na miarę czarny garnitur.

- Rozumiem - odparła, czując ulgę.

Opadła na fotel i schowała torebkę wraz z zakupami pod nogi. Zamknęła drzwi, a Peter dodał gazu i włączył syreny.

Gdy składała opuszczoną osłonę przeciwsłoneczną, złapała swoje odbicie w lusterku. Nie miała makijażu, nie była wyzywająco ubrana; zawsze uważała się raczej za bezbarwną dziewczynę. Nie była delikatna. Miała mocne rysy twarzy. Włosy sięgające ramion związała z tyłu i schowała pod kołnierzem płaszcza. Jedyne, co ją wyróżniało, to frapujące oczy o zadziwiającym chabrowym kolorze z domieszką odcienia palonej pomarańczy wokół źrenic, skutek częściowej heterochromii, rzadkiego przypadku charakteryzującego się dwubarwną tęczówką. Drugim, choć tymczasowym dodatkiem do urody była rozcięta warga - dopiero zaczynała pokrywać się strupem. Pamiątka sprzed kilku dni po rozjuszonym pijaku, który stawiał opór podczas zatrzymania. Kate nie bała się podczas przepychanek z menelem i nie wstydziła się, że ją uderzył. Takie rzeczy były wpisane w jej pracę. Dlaczego więc czuła upokorzenie po tym, jak zaczepił ją tamten obleśny kierowca? To przecież on miał smętne, obwisłe szare gacie i wątłe przyrodzenie.

- Co tam się działo? Z tym samochodem za nami? - zapytał Peter.

- A, popsuło mu się światło stopu - skłamała Kate. Tak było łatwiej. Czuła się zakłopotana. Wyrzuciła tego człowieka i niebieskiego forda ze swoich myśli. - Wezwałeś cały zespół na miejsce zbrodni? - zmieniła temat.

- Jasne - powiedział, zerkając na nią. - Po naszej rozmowie zadzwonił zastępca komisarza Anthony Asher. Powiedział, że jeśli sprawa jest powiązana z "Cykutą", wystarczy jedno słowo, a będę miał do dyspozycji wszelkie potrzebne zasoby.

Przejechał rondo na czwartym biegu i skręcił do parku Crystal Palace. Peter Conway robił karierę w policji i Kate nie miała wątpliwości, że rozwiązanie tej sprawy przyniesie mu awans na nadinspektora lub nawet głównego nadinspektora. Peter był najmłodszym funkcjonariuszem w historii policji metropolitalnej, który zdobył stanowisko głównego inspektora.

Szyby zaczynały zachodzić parą, więc podkręcił ogrzewanie. Łuk skroplin na przednim oknie cofnął się i zniknął. Gdzieś pomiędzy rzędem szeregówek Kate zauważyła panoramę rozświetlonego Londynu. Na czarnej tafli nieba odcinały się miliony świateł znaczących biura i domy milionów ludzi. Kate zastanawiała się, który jaśniejący punkt należy do Kanibala z Nine Elms. "A jeśli nigdy go nie znajdziemy? - pomyślała. - Policja nigdy nie znalazła Kuby Rozpruwacza, a w porównaniu z dzisiejszym Londynem wtedy miasto było maleńkie".

- Jakieś nowe wieści w kwestii białych furgonetek? - zapytała.

- Sprowadziliśmy kolejnych sześciu gości na przesłuchanie, ale ich DNA nie pasuje.

- Morderca pozostawia swoje DNA na ofiarach. To nie jest zwykła nieostrożność czy brak hamulców. Wydaje się, że on oznacza tak swoje terytorium. Jak pies.

- Myślisz, że chce, byśmy go złapali?

- Tak... Nie... Możliwe.

- Zachowuje się, jakby był niepokonany.

- Myśli, że jest niepokonany. Ale kiedyś się potknie. Zawsze tak jest - powiedziała Kate.

Skręcili w północny wjazd do parku Crystal Palace. Tam czekał już radiowóz i funkcjonariusz pokierował ich machnięciem ręki. Ruszyli długą, prostą żwirową aleją, zwykle zarezerwowaną dla pieszych. Rosły wzdłuż niej wielkie dęby zrzucające liście, które z mokrymi plaśnięciami spadały na przednią szybę i blokowały wycieraczki.

W oddali ponad drzewami pięła się ogromna wieża stacji nadawczej Crystal Palace, przypominająca smukłą wieżę Eiffla. Droga skręcała w dół i wiodła do małego parkingu obok sporego trawiastego poletka, przechodzącego w zalesiony teren. Trawnik okalała taśma policyjna. Na środku wokół jaśniejącego w ciemności białego namiotu śledczych wydzielono mniejszy fragment przestrzeni. Stały tam furgonetka patologa, cztery radiowozy i duży biały wóz transportowy.

W miejscu, gdzie asfalt stykał się z trawą, taśma pierwszego ogrodzenia trzepotała na wietrze. Przybyłych powitało dwóch mundurowych: mężczyzna w średnim wieku z wystającym nad paskiem od spodni brzuchem i wysoki, szczupły chłopak o fizjonomii nastolatka. Kate i Peter pokazali dokumenty starszemu funkcjonariuszowi. Miał opadające powieki, a gdy zerkał na ich legitymacje, skojarzył się Kate z kameleonem. Oddał im dokumenty i podszedł do ogrodzenia, by podnieść taśmę, lecz zawahał się, spoglądając na rozjaśniony namiot.

- Przez wszystkie lata pracy jeszcze nigdy nie widziałem czegoś takiego - powiedział.

- Byłeś pierwszy na miejscu? - zapytał Peter, czekając niecierpliwie, aż policjant uniesie taśmę, choć sam się do tego nie kwapił.

- Tak. Posterunkowy Stanley Gresham. To jest posterunkowy Will Stokes - odparł, wskazując na młodego funkcjonariusza, który nagle skrzywił się, odwrócił i zwymiotował. - To jego pierwszy dzień w pracy - dodał i pokręcił głową.

Kate z politowaniem patrzyła, jak młody policjant ciężko dyszy i ponownie zwraca zawartość żołądka, a cienkie strużki śliny ściekają mu z ust. Peter wyjął z wewnętrznej kieszeni czystą białą chusteczkę. Kate pomyślała, że zaoferuje ją chłopakowi, lecz on zakrył nią sobie nos.

- Zarządzam zakaz wstępu na miejsce zbrodni i ani pary z ust - rozkazał Peter.

- Tak jest, oczywiście.

Peter machnął palcami w stronę taśmy, funkcjonariusz Stanley podniósł ją i śledczy wreszcie mogli pod nią zanurkować. Teren opadał w dół ku drugiej linii taśmy, gdzie czekali detektyw Cameron Rose i inspektor Marsha Lewis. Cameron, podobnie jak Kate, miał dwadzieścia kilka lat, natomiast Marsha była w ich gronie najstarsza. Krępa pięćdziesięciolatka ubrana w elegancki czarny garnitur i długi czarny płaszcz miała siwe, krótko przycięte włosy, a głos chrapliwy jak u palaczy.

- Sir - przywitali się jednocześnie.

- Co słychać, Marsha? - zapytał Peter.

- Wszystkie wejścia do parku są zablokowane, a lokalni policjanci przeszukują dokładnie okoliczne domy. Patolog sądowa już jest i czeka, by z nami porozmawiać - zaraportowała Marsha.

Cameron był wysoki i postawny, górował nad całą resztą. Nie zdążył się przebrać i wyglądał bardziej jak wyluzowany nastolatek niż detektyw. Miał na sobie jeansy, buty sportowe i zieloną zimową kurtkę. Kate zastanawiała się przez moment, co robił, gdy dostał wezwanie na miejsce zbrodni. Zakładała, że przyjechał z Marshą.

- Co to za patolog? - chciał wiedzieć Peter.

- Leodora Graves - odpowiedziała Marsha.

* * *

W rozjarzonym namiocie panował upał, a światła raziły niemal do bólu. Patolog sądowa Leodora Graves, drobna ciemnoskóra kobieta o przenikliwych zielonych oczach, pracowała z dwoma asystentami. Naga młoda dziewczyna leżała twarzą w dół w błotnistym dole na trawniku. Jej głowę owinięto przezroczystą plastikową torbą, zawiązaną ciasno wokół szyi. Blada skóra pokryta była brudem i krwią oraz licznymi nacięciami i zadrapaniami. Na udach i pośladkach widniało kilka głębokich śladów po ugryzieniach.

Kate stanęła przy zwłokach, pocąc się pod kapturem i maską grubego białego kombinezonu kryminalistycznego. Deszcz dudnił w napięte ściany namiotu, przez co Leodora musiała podnieść głos.

- Ofiara leży na prawym boku, z prawą ręką pod głową. Lewa ręka jest wyciągnięta na płasko. Ma sześć ugryzień na plecach, pośladkach i udach.

Wskazała na największe rany, tak głębokie, że odsłaniały kręgosłup. Podeszła do głowy ofiary i delikatnie ją uniosła; wokół szyi zaciśnięty był cienki sznur, wpijający się w zwiotczałe ciało.

- Zauważcie specyficzny węzeł.

- Bosmanka - wyjaśnił Cameron, odzywając się po raz pierwszy tego wieczoru.

Wydawał się wstrząśnięty. Chociaż twarze kolegów kryły się za maskami, Kate dostrzegała w ich oczach niepokój.

- Tak - potwierdziła Leodora, chwytając węzeł dłonią w rękawiczce.

Splot był charakterystyczny, składał się z kilku warstw, jak w miniaturowym kłębku wełny - niemal nie do odtworzenia przez maszynę.

- To on. Kanibal z Nine Elms - rzuciła Kate. Słowa wydostały się z jej ust, zanim zdążyła ugryźć się w język.

- Więcej szczegółów pokaże sekcja zwłok, ale... zgadza się - odparła Leodora.

Deszcz się wzmógł i coraz mocniej dudnił w dach namiotu. Patolog delikatnie odłożyła głowę dziewczyny z powrotem na jej ramię.

- Mamy dowody na gwałt. Obecne są płyny ustrojowe, ofiara była torturowana, cięta ostrymi przedmiotami i przypalana. Widać ślady oparzeń na ramionach i zewnętrznej stronie ud. Wyglądają na zadane zapalniczką samochodową - kontynuowała.

- Zapewne z białego citröena dispatcha - powiedziała Kate.

Peter rzucił jej surowe spojrzenie. Nie znosił, gdy ktoś się wtrącał i przerywał.

- Przyczyna śmierci? - zapytał.

- Muszę przeprowadzić sekcję zwłok, ale na tym etapie myślę, że uduszenie plastikową torbą. Na twarzy i szyi ofiary obecne są wybroczyny.

- Dziękuję, Leodoro. Z niecierpliwością czekam na wyniki sekcji. Mam nadzieję, że szybko uda nam się zidentyfikować tę nieszczęsną dziewczynę.

Leodora skinęła głową na swoich asystentów, którzy przynieśli wysuwane nosze i nowy, lśniący worek na zwłoki. Umieścili go obok denatki i delikatnie przenieśli ciało młodej kobiety na nosze. Z przodu naznaczone było małymi okrągłymi oparzeniami i zadrapaniami. Nie dało się stwierdzić, jak wyglądała ofiara - jej zniekształcona twarz zdawała się wręcz groteskowa pod plastikiem. Miała duże bladoniebieskie oczy o zamglonym i zastygłym od śmierci spojrzeniu. Ten widok sprawił, że Kate zadrżała. Był pozbawiony nadziei, jakby wzrok dziewczyny przekazywał tę ostatnią myśl. Wiedziała, że niedługo umrze.

3

Widok zmaltretowanego ciała młodej kobiety sprawił, że Kate czuła się wzburzona i wyczerpana po i tak już ciężkim dniu, ale przy śledztwie tego kalibru trzeba działać szybko. Po opuszczeniu namiotu kryminalistycznego została przydzielona do kierowania przesłuchaniami wszystkich mieszkańców na Thicket Road, długiej alei eleganckich domów jednorodzinnych po zachodniej stronie parku.

Pomimo zaangażowania ośmioosobowego zespołu zajęło to prawie pięć godzin, a deszcz nie ustępował. Główne pytanie: czy ktoś widział białego citroëna dispatcha z 1994 roku i/lub kogoś zachowującego się w podejrzany sposób, wzbudziło w mieszkańcach zarówno strach, jak i ciekawość. Poszukiwania furgonetki odbiły się w prasie głośnym echem, ale policja nie mogła komentować szczegółów sprawy. Mimo to większość osób, z którymi rozmawiała Kate, wiedziała, że to ona prowadzi śledztwo w sprawie Kanibala z Nine Elms, i nikt nie szczędził swoich opinii, pytań czy podejrzeń. W ten sposób mnożyły się poszlaki, a te trzeba było sprawdzać.

Tuż po północy Kate i jej zespół zostali wezwani z powrotem do punktu zbiórki. Ciało młodej kobiety zawieziono do kostnicy na sekcję zwłok, a przeszukiwanie parku Crystal Palace utrudniały słaba widoczność i ulewny deszcz, więc wstrzymano działania i postanowiono wznowić je następnego ranka.

Funkcjonariusz, z którym pracowała Kate, złapał autobus powrotny do północnego Londynu i detektyw została sama na parkingu. Już miała zadzwonić po taksówkę, gdy w oddali rozbłysły światła samochodu i zobaczyła, że Peter idzie w jej kierunku.

- Podwieźć cię do domu? - zapytał.

On również był przemoczony i zmęczony. Kate doceniała go za to, że umiał zakasać rękawy, a nie siedział w radiowozie, popijając kawę. Rozejrzała się dookoła. Zostały jeszcze trzy furgonetki, ale przypuszczała, że należały do funkcjonariuszy, którzy wyciągnęli krótką zapałkę i musieli spędzić noc na parkingu.

Peter zauważył, że Kate się waha.

- To żaden problem, zresztą zostawiłaś w moim samochodzie swoje rzeczy - dodał.

Nie był jakoś przesadnie zachwycony perspektywą odwożenia jej do domu, a to sprawiło, że policjantka chętniej przyjęła jego propozycję.

- Dziękuję. Byłoby wspaniale - odparła, zatęskniwszy nagle za gorącym prysznicem, herbatą i tostami posmarowanymi masłem i miodem, a także za ciepłym łóżkiem.

Peter otworzył bagażnik samochodu i wyjął z torby na pranie kilka ręczników.

- Dzięki - powiedziała Kate, biorąc jeden, a następnie owinęła go sobie wokół ramion i wykręciła kucyk, żeby pozbyć się nadmiaru wilgoci.

Uchyliła drzwi pasażera i zobaczyła, że jej torba z zakupami wciąż leży na podłodze. Peter otworzył drzwi kierowcy, a potem schowek. Szperał w nim, wyciągając instrukcję obsługi samochodu i pęk kluczy, aż znalazł pudełko chusteczek dla niemowląt. Szybko oczyścił ręce i wrzucił brudne chusteczki pod samochód.

- Macie coś po przetrząśnięciu terenu? - zapytała.

- Jakieś włókna, końcówki papierosów, but, ale to park: kto wie, do kogo należą.

Peter położył ręcznik na siedzeniu pasażera, wyjął termos z organizera między fotelami i podał jej, a potem położył kolejny ręcznik na siedzeniu kierowcy. Kate przyglądała mu się z rozbawieniem. Wydawał się tak swojski, krzątając się i nieświadomie układając ręczniki w harcerski sposób, pilnując, by idealnie rozmieścić zaimprowizowane pokrowce na fotelach.

- Pierwszy raz widzę, by ktoś układał ręczniki w aucie z precyzją godną luksusowego hotelu - powiedziała.

- Jesteśmy przemoczeni, a to nowy samochód. Nawet nie wiesz, jak ciężko musiałem o niego walczyć - odparł, marszcząc brwi.

Po raz pierwszy tego wieczoru okazał jakiekolwiek emocje. Brudne siedzenia w samochodzie wywołały u niego prawdziwy niepokój. Kate zastanawiała się, czy to efekt długiego stażu w policji. Człowiek odcina się od strasznych rzeczy i przejmuje drobiazgami.

W drodze powrotnej do Deptford milczeli. Detektyw wpatrywała się w okno. Nie mogła zdecydować, czy chce wyrzucić z głowy obraz młodej dziewczyny, czy go tam zatrzymać. Aby nie zapomnieć jej twarzy i zapamiętać każdy szczegół.

Kate mieszkała na parterze za długim, niskim rzędem sklepów tuż przy Deptford High Street. Do drzwi wejściowych dojeżdżało się przez wyboisty żwirowy parking, na którym samochód Petera podskakiwał, wjeżdżając w głębokie kałuże. Zatrzymali się przed jej drzwiami, pod obwisłą markizą tuż obok wejścia dla dostawców do lokalnej chińskiej restauracji, gdzie piętrzył się stos skrzynek wypełnionych pustymi butelkami. Reflektory auta odbijały się od bladej tylnej ściany budynku, rozświetlając samochodowe wnętrze.

- Dzięki za podwiezienie - powiedziała Kate, otwierając drzwi i robiąc duży krok, by ominąć sporą kałużę.

Peter pochylił się i podał jej torbę z zakupami.

- Nie zapomnij o tym, a jutro o dziesiątej widzimy się przy stacji.

- Do zobaczenia.

Wzięła siatkę i zamknęła drzwi samochodu. Kiedy szukała w kieszeni kluczyka i otwierała drzwi wejściowe, reflektory auta oświetliły na moment parking, a potem zrobiło się ciemno. Odwróciła się i zobaczyła, jak światła znikają za zakrętem. Kate popełniła idiotyczny błąd, idąc do łóżka ze swoim szefem, ale widok martwej dziewczyny i wiedza, że morderca wciąż przebywa na wolności, sprawiły, że przestała się tym tak przejmować.

4

W mieszkaniu było zimno. Okna niewielkiej kuchni wychodziły na parking. Kate szybko zasunęła rolety, a potem włączyła światła. Wzięła długi prysznic, pozostając pod strumieniem wody, aż się porządnie rozgrzała, po czym włożyła szlafrok i wróciła do kuchni. Centralne ogrzewanie robiło swoje, z bulgotem pompując gorącą wodę do kaloryferów, i pomieszczenie się nagrzewało. Nagle Kate zgłodniała, więc poszła wyjąć gotową lasagne z torby na zakupy, ale na wierzchu leżały pęk kluczy i termos Petera. Postawiła termos na blacie i podeszła do telefonu wiszącego na ścianie w kuchni, żeby wysłać sygnał na pager szefa, zanim dotrze do domu i odkryje, że nie ma czym otworzyć drzwi. Już miała wybrać numer, ale klucze w dłoni przykuły jej uwagę. Było ich cztery, wszystkie duże i stare.

Peter mieszkał w nowym bloku niedaleko Peckham. W drzwiach wejściowych miał zamek bębenkowy. Pamiętała to wyraźnie, bo zaprosił ją na kolację. Gdy dotarła do jego mieszkania, zawahała się, wpatrując właśnie w ten zamek. Myślała: "Co ja do cholery robię? Za pierwszym razem byłam pijana. Teraz jestem trzeźwa i wracam po więcej".

Klucze, które trzymała, pasowały do zamków wpuszczanych, starego typu. Wokół kółka przewiązany był krótki cienki sznurek o czerwono-niebieskim splocie. Solidna linka, wytrzymała i porządnie wykonana. Kate obróciła ją w dłoni. Na końcu zawiązana była bosmańska gałka. Kobieta odłożyła słuchawkę na widełki i zapatrzyła się w klucze.

Poczuła, że podłoga chwieje się pod nią, a włosy na karku stają dęba. Zamknęła oczy, a w pamięci zaczęły jej się przewijać obrazy martwych dziewczyn z miejsc zbrodni - worki zawiązane ciasno na szyjach, tworzące próżnię, zniekształcające ich rysy. Związane bosmanką. Detektyw otworzyła oczy i spojrzała na klucze oraz węzeł.

Nie. Przez wyczerpanie chyba zaczęła majaczyć.

Wysunęła krzesło i usiadła przy kuchennym stole. Co wiedziała o prywatnym życiu Petera? Jego ojciec nie żył. Słyszała dziwne plotki o tym, że matka jej szefa jest chora psychicznie. Była w szpitalu. Otrzymał dość kiepskie wychowanie i z trudem je przezwyciężył, z czego był dumny. Ceniony przez przełożonych. Nie miał dziewczyny ani żony. Poślubił swoją pracę.

Co, jeśli klucze należały do przyjaciela? Albo jego matki? Pasowały do dużych drzwi lub mocnej kłódki. Zakładano, że zabójca potrzebuje miejsca do przechowywania furgonetki i swoich ofiar. Magazyn bądź duży garaż. Gdyby Peter miał magazyn, wspomniałby o tym. Pamiętała też, jak narzekał na budynek, w którym mieszkał, gdyż zapłacił fortunę za miejsce na podziemnym parkingu zamiast prywatnego garażu.

Nie. To był długi, stresujący dzień i Kate potrzebowała snu.

Położyła klucze na ladzie i wyjęła lasagne z torby. Zdarła zewnętrzne opakowanie i umieściła plastikowy pojemnik w mikrofalówce, po czym ustawiła czas na dwie minuty. Jej ręka zawisła nad minutnikiem.

Przypomniała sobie, jak sprowadzili do centrum koordynacyjnego policji eksperta, emerytowanego harcmistrza, który zaprezentował wiązanie gałki bosmańskiej. Mógł je wykonać tylko ktoś z odpowiednim doświadczeniem. Gałkę bosmańską wiąże się na końcu sznura w charakterze ozdoby lub obciążnika, co ułatwia zarzucanie liny. Swoją nazwę zawdzięcza temu, że wygląda podobnie do małej gałki.

Porcja lasagne obracała się powoli w mikrofalówce.

Emerytowany harcmistrz powiedział im, że większość młodych chłopców uczy się wiązać węzły na spotkaniach swoich zastępów. Gałka bosmańska nie miała praktycznego zastosowania, ale była węzłem uwielbianym przez entuzjastów. Każdy policjant spróbował wykonać ten splot pod czujnym okiem eksperta, lecz tylko Marsha zdołała to zrobić. Peter poniósł sromotną porażkę i żartował z tego, jak źle mu poszło.

- Do ósmego roku życia nie umiałem zawiązać sobie butów - skomentował.

Obecni na sali funkcjonariusze wybuchnęli śmiechem, a on zakrył twarz dłońmi, udając zażenowanie.

Klucze były stare, nieco zardzewiałe, ale wyraźnie niedawno zostały naoliwione. Linka miejscami błyszczała, a gałka bosmańska wyglądała na starą, pokrytą olejem i brudem.

Kate obgryzała paznokcie, nie zważając na trzy finałowe piknięcia mikrofalówki.

Usiadła przy kuchennym stole. Pierwszymi trzema ofiarami Kanibala z Nine Elms były uczennice w wieku od piętnastu do siedemnastu lat. Wszystkie uprowadzono w czwartek lub piątek, a ich ciała odnaleziono na początku następnego tygodnia. Ofiary były wysportowane i we wszystkich trzech przypadkach zostały porwane w drodze do domu z dodatkowych treningów. Incydenty przebiegły na tyle sprawnie, że zabójca musiał znać plany dziewcząt i na nie czekać.

Przepytano nauczycieli wychowania fizycznego we wszystkich dzielnicach, a kilku sprowadzono na przesłuchanie. To samo spotkało nauczycieli, którzy mieli zarejestrowane na swoje nazwiska białe citroëny dispatche z 1994 roku. DNA żadnego z nich nie pasowało do sprawcy. Następnie przyjrzano się rodzicom ofiar i ich przyjaciołom. Coraz bardziej rozszerzano zakres poszukiwań, a teorie na temat tego, co może łączyć ofiary z zabójcą, stawały się coraz bardziej niedorzeczne. Kate przypomniała sobie pytanie, które zapisali na tablicy w centrum koordynacyjnym:

KTO MIAŁ DOSTĘP DO OFIAR W SZKOLE?

Nagła myśl przeszyła ją jak wstrząs elektryczny. Na liście znajdowali się belfrowie, asystenci nauczycieli, opiekunowie, osoby przeprowadzające dzieci przez przejścia, kucharki... ale co z policją? Funkcjonariusze często przychodzą do szkół, by rozmawiać z dziećmi o narkotykach i aspołecznych zachowaniach.

Peter dwukrotnie namówił ją, by dołączyła do niego podczas wizyty w szkole, aby porozmawiać z uczniami ze śródmieścia o bezpieczeństwie na drogach. Pracował również nad prezentacją antynarkotykową pokazywaną w londyńskich szkołach. Ile placówek odwiedził? Dwadzieścia? Trzydzieści? Czy to wszystko leżało przed nią jak na dłoni, czy była po prostu zmęczona i przytłoczona? Nie... Peter wspomniał, że odwiedził szkołę trzeciej ofiary, Carli Martin, miesiąc przed jej zaginięciem.

Kate wstała i zajrzała do szafek. Znalazła tylko butelkę wytrawnego sherry, którą kupiła, by poczęstować matkę podczas jej ostatniej wizyty. Detektyw nalała sobie sporą szklankę i wzięła łyk.

A co, jeśli nie mieli żadnych tropów, ponieważ Kanibal z Nine Elms to Peter Conway? Wspólnie spędzone noce przesunęły się na pierwszy plan jej myśli, ale nie chciała do nich wracać. Zaczęła się trząść. Czy naprawdę będzie mieć odwagę, by oskarżyć swojego szefa o seryjne morderstwa? Wtedy zauważyła termos Petera stojący obok mikrofalówki. Pił z niego w samochodzie. Mogła mieć jego DNA.

Wstała, nogi jej drżały. Torebka leżała na podłodze przy tylnych drzwiach, a otwarcie jej wymagało trochę wysiłku. W jednej z wewnętrznych kieszeni Kate znalazła nową plastikową torebkę na dowody.

"Na termosie jest DNA Petera. Mamy DNA Kanibala z Nine Elms. Mogłabym potajemnie złożyć wniosek".

Włożyła czyste lateksowe rękawiczki i podeszła do termosu jak do dzikiego zwierzęcia. Odetchnęła głęboko, zdjęła go z blatu i wrzuciła do torby na dowody, którą natychmiast zapieczętowała. Położyła ją na małym kuchennym stole. Czuła się, jakby zdradziła wszystko, w co wierzyła. Stała w ciszy przez kilka minut, słuchając deszczu uderzającego o dach, i wzięła kolejny łyk sherry, czując, jak rozgrzewa jej wnętrze i łagodzi panikę.

Nikt nie musi o tym wiedzieć. Kogo może poprosić, kto zachowa dyskrecję? Akbar, technik kryminalistyki. Wpadła na niego raz, wychodząc z gejowskiego baru w Soho. To był niezręczny moment. Była z facetem, on też. Zaprosił ją na drinka następnego dnia po pracy, a ona zapewniła, że jeśli jego orientacja to sekret, to jest z nią bezpieczny.

Może zadzwonić do niego z samego rana, pojechać wcześniej i pobrać wymaz z termosu. A może, jeśli trochę się prześpi, rano to wszystko wyda się jedynie szaloną teorią.

Rozległo się pukanie do drzwi i Kate upuściła szklankę. Szkło i brązowy płyn rozprysnęły się po linoleum. Nastąpiła chwila ciszy, a potem usłyszała głos.

- Kate. Tu Peter, wszystko w porządku?

Spojrzała na zegar. Prawie druga w nocy. Pukanie się powtórzyło.

- Kate? Słyszałem brzęk szkła. Wszystko w porządku?

Uderzył mocniej w drzwi.

- Tak! Nic mi nie jest! - wykrztusiła, patrząc na bałagan na podłodze.

- Wcale na to nie wygląda. Możesz otworzyć?

- Właśnie upuściłam szklankę na podłogę przy drzwiach. Co ty tu robisz?

- Masz moje klucze? - zapytał. - Chyba wrzuciłem je do twojej siatki.

Zapadła długa cisza. Przeszła nad rozbitym szkłem, cicho założyła łańcuch i uchyliła drzwi. Przez szparę w drzwiach widziała przemoczonego Petera z podciągniętym kołnierzem płaszcza. Uśmiechał się szeroko. "Jego zęby są takie proste i białe", pomyślała.

- Dobrze, myślałem, że poszłaś już spać. Zdaje się, że masz moje klucze...

5

Kate patrzyła na Petera. Na parkingu było ciemno i nie widziała jego samochodu.

- Kate. Leje jak z cebra. Mogę wejść na chwilę?

- Jest późno. Poczekaj - powiedziała, pochylając się nad rozbitą szklanką, by wziąć klucze z lady.

- Proszę.

Ich spojrzenia się spotkały, gdy wyciągnęła do niego dłoń. Spojrzał w dół na małą pętlę z gałką bosmańską w jej trzęsącej się ręce. Potem podniósł na nią wzrok ze złowrogim uśmiechem. Później Kate zastanawiała się, co mogłaby zrobić inaczej. Gdyby obróciła to w żart, że ma węzeł, którego używa zabójca, czy zabrałby kluczyki i poszedł do domu?

- Mam problem z samochodem. Złapałem gumę. Potem zobaczyłem, że kluczyków nie ma w schowku - powiedział w końcu, przerywając ciszę i wycierając deszcz z twarzy.

Nie sięgnął jednak po kluczyki, a ona stała z wyciągniętą ręką.

- Kate. Robię się mokry. Mogę wejść?

Zawahała się i chciała przełknąć ślinę, ale zaschło jej w gardle.

Pchnął drzwi, a łańcuch pękł bez trudu. Przekroczył próg, zmuszając ją do wycofania się do kuchni. Zamknął za sobą drzwi i przystanął, ociekając wodą.

- Co?

Kate pokręciła głową.

- Nic. Przepraszam - powiedziała.

Jej głos zabrzmiał cienko i chrapliwie.

- Dasz mi ręcznik? Jestem przemoczony.

Wszystko w tej sytuacji było surrealistyczne. Kate wyszła z kuchni, podeszła do małej szafki i wyjęła ręcznik. Czuła natłok myśli. Musiała zachowywać się normalnie. Rozejrzała się za czymś do obrony. Chwyciła mały, gładki szklany przycisk do papieru. Jedyną rzecz w zasięgu ręki, która mogła uchodzić za broń.

Gdy wróciła do kuchni, wstrzymała oddech. Peter stał na środku pokoju, gapiąc się na termos w plastikowej torbie na stole. Kiedy odwrócił się do niej, pozornie miał taki sam wyraz twarzy, jednak gniew go odmienił. Był jak zwierzę gotowe do ataku. Oczy miał szeroko otwarte, źrenice rozszerzone, a jeden kącik ust wykrzywił się, obnażając zęby.

"Zrób coś!" - Słyszała wołanie w głowie. Ale nie mogła się ruszyć. Rozległ się huk, gdy przycisk do papieru wypadł jej z ręki na podłogę.

- Ojej, Kate. Kate, Kate, Kate - powiedział cicho Peter.

Rozbite szkło chrzęściło pod jego stopami, gdy ruszył do tylnych drzwi, by je zamknąć.

- Peter. Peter. Ani przez chwilę nie sądziłam, że... Moja praca polega na prowadzeniu śledztwa...

Trząsł się, ale jego ruchy były spokojne, gdy sięgnął po telefon. Jednym szybkim ruchem wyrwał go ze ściany razem z metalowym wspornikiem. Kate drżała, gdy gwoździki mocujące przewód do ściany wyskakiwały i spadały z brzękiem na linoleum. Jej szef wyciągnął kabel z gniazdka i położył telefon na blacie przy lodówce.

- To zabawne. Mówiłaś, że zabójca się pomyli... Klucze... Pieprzone klucze.

Zrobił krok w jej stronę.

- Nie, nie, to tylko klucze - odparła Kate.

Jeśli zrobi kolejny krok do przodu, zablokuje jej drogę do wyjścia z kuchni.

- Termos...

Potrząsnął głową i się roześmiał. Zimny, metaliczny głos. Pozbawiony radości.

Kate rzuciła się do salonu, gdzie ładował się jej telefon komórkowy, ale Peter był szybszy. Złapał ją za włosy, obrócił i trzasnął o duże drzwi lodówki. Z boku jej twarzy eksplodował ból, a mężczyzna był już przy niej, wykręcając jej ramiona tak, by znalazła się twarzą do niego, i chwytając jej szyję jedną ręką.

- Mieszkasz w nieciekawej okolicy - powiedział spokojnie, przyciskając ją do drzwi lodówki ramieniem i lewą nogą. Prawą ręką ściskał jej gardło.

Próbowała kopnąć go w nogę i wbić mu paznokcie w twarz i szyję, ale łokciami zablokował jej ręce.

- Było włamanie. Przestraszyłaś intruza. Spanikował i cię zabił.

Jego palce miażdżyły jej gardło. Nie mogła oddychać, a jego twarz, górująca nad nią, zaczęła się rozmywać. Szukała palcami naokoło, aż odnalazła krawędź lady. Peter nachylił się do jej klatki piersiowej i poczuła, jak siłą wypiera resztki powietrza z jej płuc. Krzyknęła, gdy pękło jedno z jej żeber.

- Dopilnuję, abym to ja prowadził sprawę twojego morderstwa. Tragiczna śmierć wschodzącej gwiazdy policji.

Kate skuliła się i odepchnęła go, uwalniając nieco lewe ramię. Jej ręka powędrowała wzdłuż krawędzi lady i znalazła telefon, tam gdzie zostawił go Peter. Nie miała zbyt wiele siły, by się zamachnąć, ale ostra krawędź metalowego uchwytu odbiła się od jego czoła, tnąc skórę nad okiem.

Uścisk rozluźnił się na chwilę, przez co udało jej się odepchnąć oprawcę. Zatoczył się do tyłu w szoku, a z rany na czole pociekła krew.

Kate podniosła telefon i ruszyła na niego, nie czując rozbitego szkła pod bosymi stopami. Peter cofnął się, plując krwią. Sięgnął do bloku noży przy zlewie i wyciągnął jeden.

"Noże! Dlaczego nie wzięłam noża?" - pomyślała. Odwróciła się i pobiegła do salonu, ale potknęła się i upadła na telefon, przez co straciła dech. Przetoczyła się do tyłu i próbowała wstać, lecz mężczyzna był już nad nią. Uderzył ją mocno w twarz i mimo że się wiła i kopała, bez trudu przeciągnął ją do sypialni, po czym rzucił na łóżko. Uderzyła potylicą o wezgłowie i zobaczyła gwiazdy. Jej szlafrok rozsunął się, odsłaniając nagie ciało. Położył się na niej, jego twarz była śliska od krwi, która zaczerwieniła mu białka oczu i spłynęła na maniakalny uśmiech. Przycisnął kolanami jej biodra i pociągnął nadgarstki dziewczyny w dół, unieruchamiając je pod swoimi nogami.

Uniósł nóż i przesunął czubkiem ostrza po jej sutkach, aż do pępka, po czym wbił je w skórę. Ostra stal z łatwością przecięła ciało i mięśnie brzucha. Kate krzyknęła w agonii, nie mogąc się ruszyć. Krew zbierała się na jej brzuchu przeraźliwie szybko. Peter spokojnie obrócił nóż i przeciągnął go przez jej trzewia w kierunku serca. Zahaczył o jedno z żeber.

Pochylił się nad nią, wargi odsłoniły pokryte krwią zęby. Ból był nie do zniesienia, ale przywołała ostatki sił, walczyła i szarpała się, aż uwolniła kolano i wbiła je mocno w jego krocze. Jęknął i spadł z łóżka, lądując na podłodze.

Kate spojrzała w dół na nóż wystający z jej brzucha. Krew zalała biały szlafrok i pościel. "Zostaw nóż - powiedział głos w jej głowie. - Jeśli go wyjmiesz, wykrwawisz się". Peter zaczął się podnosić, oczy miał oszalałe z wściekłości, zalane krwią. Pomyślała o wszystkich ofiarach, wszystkich młodych dziewczynach, które torturował. Gniew dał jej przypływ adrenaliny i siły. Chwyciła lampę lawową stojącą przy łóżku i spuściła ciężką szklaną kolbę z olejem i woskiem na czubek jego głowy, raz, drugi, aż znieruchomiał, dziwnie zgarbiony, z nogami rozsuniętymi na boki.

Kate wypuściła lampę z rąk. Ból podbrzusza sprawił, że prawie straciła przytomność i całą siłą woli powstrzymywała się od wyciągnięcia noża, wlokąc się do salonu. Ostrze ruszało się przy każdym ruchu. Znalazła komórkę i wybrała numer alarmowy. Podała swoje imię i nazwisko oraz adres i powiedziała, że Kanibal z Nine Elms to główny inspektor Peter Conway, który właśnie próbował ją zabić w jej mieszkaniu. Wtedy upuściła telefon i zemdlała.

1

Był szary poranek pod koniec września. Kate ostrożnie stąpała po piasku ubrana w czarny kostium kąpielowy, z okularami do pływania zaczepionymi w zgięciu prawego ramienia. Na suchych fałdach wydm rosła bladożółta piaskownica zwyczajna. Bose stopy Kate kruszyły cienką solną skorupę utworzoną na powierzchni piachu przez morską bryzę.

Plaża była opustoszała, a tego ranka odpływ cofnął się daleko, odsłaniając pasma czarnych skał, o które rozbijały się fale. Niebo miało perłowoszary odcień, lecz bliżej horyzontu gęstniało, skręcając się w ciemny supeł. Kate kąpała się w morzu regularnie od sześciu lat, od kiedy przeprowadziła się do Thurlow Bay na południowym wybrzeżu Anglii, osiem kilometrów od Ashdean, uniwersyteckiego miasta, gdzie obecnie wykładała kryminologię.

Pływała każdego ranka, niezależnie od pogody. Dzięki temu czuła, że żyje. Poprawiało jej to nastrój i stanowiło antidotum na mrok, który nosiła w sercu. Ledwo przeżyła samo zdemaskowanie Petera Conwaya jako Kanibala z Nine Elms, lecz to skutki tego wydarzenia okazały się bardziej wyniszczające. Prasa odkryła jej przelotny romans z Conwayem i ta informacja odegrała istotną rolę w jego procesie. Po piętnastu latach Kate wciąż czuła, że dopiero podnosi się z tego wszystkiego.

Przeszła przez wydmy i gdy dochodziła do brzegu, poczuła, że piasek staje się mokry i twardy. Pierwsza fala rozbiła się kilka metrów od miejsca, w którym przystanęła, by włożyć okulary do pływania; piana morska wezbrała wokół jej kolan. W najzimniejsze dni chłód wody potrafił przeszyć ją jak ostrze noża, ale się nie poddawała. Zdrowe ciało to naprawdę zdrowy umysł. A to była tylko woda. Kate wiedziała przecież, jak boli cios nożem. Piętnastocentymetrowa blizna na brzuchu zawsze jako pierwsza reagowała na zimno.

Zanurzyła dłonie w falach i poczuła, jak woda odpływa, pozostawiając ją na mokrym piasku z kilkoma pasmami zielonych wodorostów między palcami. Strząsnęła je, związała włosy pokryte nieznacznie siwizną i naciągnęła na głowę gumkę okularów. Kolejna fala rozbiła się o brzeg, wezbrała wokół bioder Kate, wytrącając ją z równowagi. Niebo stawało się coraz ciemniejsze, a na twarzy poczuła krople ciepłego deszczu. Zanurkowała w załamującej się fali. Woda ją otuliła i Kate popłynęła, mocno pracując nogami. Czuła się smukła i szybka, jak strzała przecinająca kipiel. Widziała dno, gdzie piasek nagle opadał w skalną przepaść.

Łoskot wody narastał i cichł, gdy Kate co cztery ruchy wynurzała się na powierzchnię, by zaczerpnąć tchu; zmierzała w stronę burzy. Była już daleko, sunąc na przekór falom, które parły w kierunku brzegu. Zatrzymała się i pozwoliła sobie dryfować na plecach, wznosić się i opadać wraz z prądem. Kate ponownie usłyszała huk grzmotu, tym razem znacznie głośniejszy. Spojrzała na swój przytulny, choć nieco podniszczony, dom na szczycie skalistego klifu. Znajdował się na końcu rzędu luźno rozstawionych domów, obok sklepu surfingowego i baru z przekąskami, zamkniętego już na zimę.

Powietrze drżało, przesycone ładunkiem elektrostatycznym; burza była blisko, a morze ucichło. Kate wstrzymała oddech i zanurzyła się, a siła pływów malała, gdy jej ciało powoli opadało w kierunku piaszczystego dna. Po obu bokach czuła zimne prądy. Ciśnienie rosło.

Peter Conway nigdy nie znikał z jej myśli na długo. W niektóre poranki, kiedy opuszczenie łóżka wydawało się herkulesowym wyczynem, zastanawiała się, czy jemu też trudno stawiać czoła każdemu dniu. Peter będzie siedział w zamknięciu do końca życia. Był słynnym więźniem, potworem, obecnie żyjącym na koszt państwa; nigdy nie zaprzeczył popełnionym zbrodniom. Kate dla kontrastu była tą dobrą, lecz po schwytaniu mordercy straciła karierę oraz reputację; choć minęło tyle czasu, wciąż próbowała odbudować normalne życie. Zastanawiała się, które z nich tak naprawdę odsiaduje wyrok dożywocia. Tego dnia czuła jego obecność jeszcze mocniej. Miała opowiadać o nim na pierwszym wykładzie.

Kiedy Kate poczuła, że jej płuca są bliskie pęknięcia, wykonała dwa mocne kopnięcia, wynurzyła się na powierzchnię i zaczęła płynąć z powrotem. Grzmiało, a gdy zbliżyła się do brzegu, morze wyraźnie wezbrało. Serce Kate waliło, a skóra napięła się od słonej wody. Fala za nią urosła, a gdy się załamała, kobieta poddała się jej sile, jej stopy zatoczyły łuk w wodzie i poczuła dreszcz ekscytacji, jaki daje jazda na fali. W końcu znów dotknęła piasku i stanęła bezpiecznie na suchym lądzie.

* * *

Uniwersytecka sala wykładowa była duża, zakurzona i ponura. Rzędy siedzeń wznosiły się aż po sufit. Stojąc na małym okrągłym podeście, Kate lubiła obserwować, jak jej studenci wchodzą na wykład. Zdumiewało ją to, jak mało zwracali uwagę na otoczenie - wszyscy byli zaabsorbowani swoimi telefonami, ledwo podnosili wzrok, zajmując miejsca.

Do Kate dołączył asystent, Tristan Harper, wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna po dwudziestce. Miał krótko przystrzyżone ciemne włosy i efektowne tatuaże na muskularnych przedramionach. Nosił typowy męski strój akademicki - beżowe chinosy i kraciastą koszulę z podwiniętymi rękawami. Zrezygnował jedynie z wkładanych zwykle do takiego zestawu jasnych loafersów lub ciemnych brogsów; zamiast nich miał na sobie parę jaskrawoczerwonych adidasów za kostkę.

Pochylił się i sprawdził slajdy, które wcześniej szykował przy podium.

- Nie mogłem się doczekać tego wykładu - powiedział, wręczając Kate pilot.

Uśmiechnął się i opuścił podest. Kilka sekund później światła zgasły, a sala wykładowa pogrążyła się w ciemności. Rozległ się szmer podekscytowanych rozmów. Kate widziała twarze studentów oświetlone ekranami telefonów komórkowych. Poczekała, aż zamilkną, po czym kliknęła przycisk na pilocie.

Na wielkim ekranie pojawił się napis: "KANIBAL Z NINE ELMS".

Kiedy ukazało się zdjęcie z miejsca zbrodni, na sali rozległo się westchnienie wielu osób. Scena przedstawiała złomowisko samochodów. Nagie ciało młodej dziewczyny leżało na boku w rozjeżdżonym błocie, obok sterty rdzewiejących i na wpół zmiażdżonych aut. Stosy zezłomowanych gratów rozciągały się w oddali, z zamgloną panoramą Londynu i bliźniaczymi kominami elektrowni Battersea w tle. Samotna wrona przysiadła na szczycie piramidy wraków i spoglądała na ofiarę. Błoto i oddziaływanie żywiołów nadały skórze dziewczyny rdzawy odcień przypominający metal - jakby była jakimś małym, groteskowym przedmiotem porzuconym przez właściciela.

- Kurs, na który się zapisaliście, nazywa się Kultowi przestępcy. Odzwierciedla on naszą społeczną obsesję na punkcie zabójstw i seryjnych morderców. Zapewne nie zdziwi was fakt, że zaczynam od mordercy znanego mi bardzo dobrze: Petera Conwaya, byłego głównego inspektora policji metropolitalnej, obecnie znanego jako Kanibal z Nine Elms. Młoda kobieta na zdjęciu była jego pierwszą ofiarą, nazywała się Shelley Norris. - Kate odsunęła się od światła ekranu i stanęła z boku. - Jeśli ten obraz budzi w was niepokój, to dobrze. To normalna reakcja. Skoro chcecie studiować kryminologię, będziecie musieli zetknąć się z najgorszymi przedstawicielami ludzkości. Zdjęcie zostało zrobione na złomowisku przy Nine Elms Lane w marcu 1993 roku - ciągnęła Kate.

Zaczęła przewijać slajdy. Następny pokazał szerokokątne ujęcie zwłok młodej kobiety leżącej w wysokiej trawie tyłem do obiektywu. Nad okolicznymi drzewami unosiła się mgła.

- Drugą ofiarą była piętnastoletnia Dawn Brockhurst. Jej ciało zostało porzucone w parku Beckenham Place w hrabstwie Kent.

Kolejny slajd przedstawiał zbliżenie na przód ciała. Ofiara była pozbawiona twarzy, w jej miejscu pozostały tylko krwawa miazga, część żuchwy i rząd zębów.

- Kent, położone na granicach Londynu, ma jedną z największych populacji dzikich lisów w Wielkiej Brytanii. Ciało Dawn znaleziono dopiero po kilku dniach, a plastikowa torba zawiązana na jej głowie została rozerwana przez lisy szukające pożywienia, które zjadły część jej twarzy.

Kate przeszła do następnego slajdu, ze zbliżeniem śladów ugryzień.

- Kanibal z Nine Elms lubił gryźć swoje ofiary, ale ponieważ ciało Dawn uległo rozkładowi w wyniku oddziaływania czynników naturalnych, ugryzienia zostały błędnie przypisane lisom. Przeszkodziło to w szybkim powiązaniu tych dwóch morderstw.

Rozległ się stukot - jedno z drewnianych krzeseł w centrum audytorium się złożyło i któraś ze studentek wypadła z sali, zakrywając dłonią usta.

Wykładowczyni przesuwała slajdy ze zdjęciami ofiar Petera, kończąc na fotografii z miejsca zbrodni czwartej z nich, Catherine Cahill. Kate cofnęła się myślami do owej zimnej, deszczowej nocy w parku Crystal Palace, do namiotu kryminalistycznego rozgrzanego światłami, które zintensyfikowały zapach rozkładającego się ciała, ale także sprawiły, że trawa pachniała jak w letni dzień. Oczy Catherine wpatrywały się w przestrzeń zza ciasno owiniętego wokół głowy worka. A po tym wszystkim Peter układał ręczniki na fotelach w swoim samochodzie w obawie, że się pobrudzą.

Kate nacisnęła przycisk i prezentacja przeskoczyła na zdjęcie Petera Conwaya z jego policyjnej legitymacji, zrobione w 1993 roku. Uśmiechał się do obiektywu ubrany w mundur policji metropolitalnej, na głowie miał czapkę z daszkiem. Przystojny i charyzmatyczny.

- Peter Conway. Szanowany policjant za dnia, seryjny morderca nocą.

Kate opowiedziała historię swojej pracy jako policjantki u boku Petera Conwaya i o tym, jak zaczęła podejrzewać, że to on jest Kanibalem z Nine Elms, jak skonfrontowała się z tym mordercą i ledwo udało jej się ujść z życiem.

Następny slajd pokazywał mieszkanie Kate po ataku Petera. Termos i pęk kluczy leżące na kuchennym stole, oznaczone numerami dowodowymi. Meble w salonie, stare i zniszczone, a potem jej sypialnia. Zawilgotniała tapeta we wzór żółtych, pomarańczowych i zielonych kwiatów, odrapana i odchodząca na rogach, podwójne łóżko ze skotłowaną, przesiąkniętą krwią pościelą. Kawałki zastygniętego pomarańczowego wosku i szkła z rozbitej lampy lawowej, którą uderzyła napastnika.

- Nieomal zostałam piątą ofiarą Kanibala z Nine Elms, ale udało mi się obronić. Dzięki sprawnej akcji lekarzy nie straciłam życia po tym, jak rozpłatał mi nożem brzuch. Mordercy wykonano również płukanie żołądka, podczas którego znaleziono częściowo strawione kawałki ciała z pleców Catherine Cahill.

W sali wykładowej zapadła cisza. Wszyscy studenci zastygli z przejęcia, podobnie jak Tristan. Kate kontynuowała.

- We wrześniu 1996 roku Peter Conway został osądzony, a w styczniu 1997 roku trafił na czas nieokreślony do więzienia Blundeston w Suffolk. Po pogorszeniu się jego stanu psychicznego i ataku ze strony innego więźnia na mocy ustawy o zdrowiu psychicznym został przeniesiony bezterminowo do szpitala psychiatrycznego Great Barwell w Sussex. Jest to sprawa, która wciąż nie daje spokoju opinii publicznej i z którą zawsze będę nierozerwalnie związana. Dlatego zdecydowałam się przedstawić ją jako pierwszą.

Po zapaleniu świateł zapadła cisza. Studenci w audytorium mrużyli oczy z powodu nagłej jasności.

- Czy są jakieś pytania?

Rękę podniosła dziewczyna z krótko przyciętymi różowymi włosami i przekłutą wargą.

- Udało się pani rozwiązać sprawę, ale została pani wykorzystana przez policję jako kozioł ofiarny i pozostawiona na pastwę losu. Myśli pani, że to ze względu na bycie kobietą?

- Policji metropolitalnej było wstyd, że w najgłośniejszym śledztwie tego czasu zabójcą okazał się ich czołowy funkcjonariusz. Temat nie schodził z pierwszych stron gazet przez wiele lat. Być może czytaliście, że popełniłam błąd, wchodząc w relację seksualną z Peterem Conwayem. Kiedy ta kwestia wyszła na jaw, prasa założyła, że jakimś sposobem byłam w posiadaniu dowodów, podczas gdy wcale tak nie było.