Katanga 1960-1963 - Daniel Kowalczuk

Kup ebooka

35.92 zł
29.81 zł (28,23 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

WSTĘP

6 sierp­nia 1945 roku samo­lot bom­bowy B-29 zrzu­cił bombę ato­mową na japoń­skie mia­sto Hiro­shima. Pozor­nie ten fakt nie powi­nien mieć abso­lut­nie nic wspól­nego z naszym tema­tem, jest jed­nak zupeł­nie ina­czej. Uran do pro­duk­cji tej bomby, zwa­nej "Lit­tle Boy" ("Mały Chło­piec"), będą­cej w luku bom­bowym "Super­for­tecy", pocho­dził z kopalni w zapo­mnia­nym zakątku Afryki Środ­ko­wej, połu­dnio­wej czę­ści bel­gij­skiego Konga, zna­nej jako pro­win­cja Katanga. 15 lat po tych powszech­nie zna­nych, tra­gicz­nych wyda­rze­niach w Japo­nii obszar wokół rejonu wydo­by­cia rud uranu w Katan­dze stał się polem bitwy. Kon­flikt wybuchł z powodu ogło­sze­nia sece­sji tej pro­win­cji, chcą­cej ode­rwać się od świeżo nie­pod­le­głego Konga. Prze­ciw­ni­kami sece­sjo­ni­stów były oddziały rządu cen­tral­nego z Léopoldville oraz, przede wszyst­kim, woj­ska misji Orga­ni­za­cji Naro­dów Zjed­no­czo­nych, zna­nej pod nazwą ONUC1.

W pol­skiej lite­ra­tu­rze nie znaj­dziemy zbyt wielu pozy­cji, opi­su­ją­cych histo­rię wojny Katangi z "całym świa­tem". Wiele lat temu nakła­dem wydaw­nic­twa Bel­lona uka­zały się tłu­ma­cze­nia wspo­mnień słyn­nego dowódcy najem­ni­ków, płk. Mike'a Hoare?a2, któ­rych pierw­szy tom, Droga do Kala­maty, doty­czy bez­po­śred­nio tematu naszej książki. Krót­kie, trwa­jące zale­d­wie dwa i pół roku ist­nie­nie tworu pod nazwą Pań­stwo Katanga (franc. État du Katanga) nie było wolne od kon­tro­wer­sji, do dnia dzi­siej­szego dzie­ląc histo­ry­ków zaj­mu­ją­cych się tą tema­tyką. Wyczy­tać można wszel­kiego rodzaju opi­nie i tezy - od "repu­bliki najem­ni­ków" czyli okre­śle­nia całej sece­sji jako nie­mal pry­wat­nego przed­się­wzię­cia jed­nej firmy przy uży­ciu bia­łych "żoł­nie­rzy for­tuny"3, do hero­icz­nej wojny o nie­pod­le­głość kraju i próby zapo­bie­że­nia eks­pan­sji komu­ni­zmu w Afryce. Zwo­len­nicy tej dru­giej teo­rii zwra­cają, ponie­kąd słusz­nie, uwagę na fakt udziału w rebe­lii prze­wa­ża­ją­cej czę­ści lud­no­ści Katangi, zarówno bia­łych osad­ni­ków, jak i miej­sco­wych ple­mion.

Prawda jak zwy­kle leży gdzieś pośrodku. Nie wolno zapo­mi­nać, że piętno "strasz­nych", czyli fran­cu­skich najem­ni­ków, któ­rzy wypeł­nia­jąc kon­trakty dla rządu Mo?se?a Tshom­bego4, dopu­ścili się zbrodni wojen­nych w Katan­dze w 1961-62 roku, odci­snęło się dra­ma­tycz­nie na spo­łecz­nym odbio­rze sece­sji tej pro­win­cji. "Rok Afryki", jak nazwano 1960 rok, kiedy to więk­szość afry­kań­skich kolo­nii państw euro­pej­skich (szcze­gól­nie nale­żą­cych wcze­śniej do Fran­cji), uzy­skało nie­za­leż­ność od swo­ich metro­po­lii, przy­niósł też nadzieję Kongu, jed­nemu z trzech bel­gij­skich tery­to­riów w Afryce5.

Te nadzieje pogrze­bał chaos po przed­wcze­snym prze­ka­za­niu wła­dzy w ręce nie­przy­go­to­wa­nej admi­ni­stra­cji, woj­ska i rządu, naprędce skle­co­nego z całego wachla­rza oso­bo­wo­ści nie­ma­ją­cych żad­nego wspól­nego celu, poza jak naj­szyb­szym pozby­ciem się Bel­gów. Jako osoba bada­jąca post­ko­lo­nialną histo­rię Afryki gro­ma­dzi­łem przez ostat­nie lata wszel­kie moż­liwe źró­dła doty­czące sece­sji Katangi, która osta­tecz­nie stała się syno­ni­mem udziału nowo­cze­snych najem­ni­ków w kon­flik­tach zbroj­nych tzw. Trze­ciego Świata. Fascy­no­wała mnie wie­lo­płasz­czy­zno­wość tego zagad­nie­nia.

Moim celem w przed­sta­wio­nej Pań­stwu książce jest oba­le­nie funk­cjo­nu­ją­cych w medial­nym obiegu mitów doty­czą­cych Katangi. Posta­ram się rów­nież bli­żej opi­sać, jak nie­wiele bra­ko­wało do powsta­nia nowego kraju w Afryce. Jest to szcze­gól­nie istotne, jako że w ostat­nich latach powstał pre­ce­dens powsta­nia naj­młod­szego kraju świata - Sudanu Połu­dnio­wego6. Kilka lat wcze­śniej ode­rwa­nie się od Etio­pii jej nad­mor­skiej pro­win­cji - Ery­trei7 - rów­nież poka­zało, że w okre­ślo­nych warun­kach geo­po­li­tycz­nych udane sece­sje są w Afryce (i nie tylko) moż­liwe, a nawet koń­czą się pra­wie powszech­nym mię­dzy­na­ro­do­wym uzna­niem8.

Niniej­sza pozy­cja poka­zuje wojnę sece­syjną w Kongu w szer­szej per­spek­ty­wie. Zawar­łem w niej wszel­kie aspekty gospo­dar­cze, poli­tyczne i spo­łeczne, zazwy­czaj pomi­jane w suchym prze­ka­zie fak­tów z pola walki. Jak­kol­wiek, posta­ra­łem się jak naj­bar­dziej szcze­gó­łowo, pierw­szy raz w Pol­sce, uka­zać Pań­stwu prze­bieg walk na kilku fron­tach wojny w Katan­dze.

Katanga 1960-1963 jest pierw­szą pozy­cją z cyklu afry­kań­skich wojen post­ko­lo­nial­nych, którą za pośred­nic­twem wydaw­nic­twa Bel­lona skła­dam na Pań­stwa ręce. Mam nadzieję, że czy­tel­nik znaj­dzie tu cie­kawe i nie­sza­blo­nowe kom­pen­dium fak­tów na temat wojny w Afryce, która nie­for­tun­nie roz­po­częła łań­cuch zbroj­nych kata­kli­zmów w Kongu, cią­gnący się nie­stety do dnia dzi­siej­szego.

Rozdział I. Folwark króla Leopolda - powstanie Wolnego Państwa Kongo

ROZ­DZIAŁ I FOL­WARK KRÓLA LEOPOLDA - POWSTA­NIE WOL­NEGO PAŃ­STWA KONGO

W 1482 roku por­tu­gal­ski odkrywca Diogo C?o wpły­nął do delty ogrom­nej rzeki, która znana jest dziś pod nazwą Kongo. Por­tu­gal­czycy szybko ogło­sili tę zie­mię jako swojną wła­sność. Oczy­wi­ście nie było mowy o żad­nej eks­plo­ata­cji w głębi lądu, bra­ko­wało do tego bowiem sił i środ­ków. Euro­pej­czy­ków przez następne nie­mal 400 lat odstra­szały mala­ryczny kli­mat, nie­koń­cząca się bagienna dżun­gla, wro­gie ple­miona żyjące na pozio­mie epoki kamie­nia łupa­nego oraz przede wszyst­kim - tak konieczny dla pozy­ska­nia wspar­cia finan­so­wego monar­chów - brak widocz­nych i natych­mia­sto­wych korzy­ści mate­rial­nych z kolo­ni­za­cji.

W paź­dzier­niku 1830 roku w Euro­pie Zachod­niej w wyniku rewo­lu­cji i ode­rwa­nia się od Nider­lan­dów powstało nowe pań­stwo - Bel­gia. Nie było przez pewien czas jasne, jaki ustrój nadany zosta­nie przez świa­towe mocar­stwa temu kra­jowi. Wielka Bry­ta­nia oba­wiała się, że Bel­gia sta­nie się repu­bliką lub zosta­nie wchło­nięta przez Fran­cję. Zwo­łano więc pospiesz­nie kon­gres w Lon­dy­nie, który miał okre­ślić przy­szłość Bel­gów. Osta­tecz­nie usta­lono, bez pyta­nia o zda­nie miesz­kań­ców, że Bel­gia otrzyma sta­tus monar­chii kon­sty­tu­cyj­nej. Zapro­szono też bli­żej nie­zna­nego księ­cia z nie­miec­kiego rodu Saxen-Coburg und Gotha do obję­cia tronu w Bruk­seli. 21 lipca 1831 roku uro­czy­ście koro­no­wano go jako króla Bel­gii Leopolda I. Nadano też roz­liczne przy­wi­leje zarówno Kościo­łowi kato­lic­kiemu, jak i mówią­cej w ogrom­nej więk­szo­ści po fran­cu­sku kla­sie śred­niej.

W latach 1831-1839 Bel­gia toczyła wojnę z Nider­lan­dami, zakoń­czoną poko­jem w Lon­dy­nie. Zarówno Luk­sem­burg, jak i rejon Eupen pozo­stały poza gra­ni­cami Kró­le­stwa Bel­gii. Zagwa­ran­to­wano rów­nież przy­szłą neu­tral­ność Bel­gów, pogwał­coną zresztą przez Niem­ców w 1914 roku. W poło­wie lat sześć­dzie­sią­tych XIX wieku król Leopold II (syn Leopolda I) poka­zał całemu światu, że jego ambi­cje się­gają o wiele dalej - kor­pus bel­gij­ski liczący około 1500 żoł­nie­rzy udał się do Mek­syku, by udzie­lić pomocy tam­tej­szemu cesa­rzowi Mak­sy­mi­lia­nowi I, któ­rego żona była córką Leopolda I.

Kiedy w 1870 roku wybu­chła wojna pru­sko-fran­cu­ska, Bel­go­wie oba­wiali się naru­sze­nia ich neu­tral­no­ści, nic takiego się jed­nak nie stało i nawał­nica w postaci pru­skiej armii idą­cej na Paryż szczę­śli­wie omi­nęła ich kraj. W całej Euro­pie tym­cza­sem trwał wyścig o nowe kolo­nie w odkry­wa­nej wła­śnie Afryce, szcze­gól­nie jej środ­ko­wej i połu­dnio­wej czę­ści. W Bel­gii od 1865 roku na tro­nie pano­wał nie­by­wale ambitny Leopold II, mający przejść do histo­rii jako cie­mię­ży­ciel Konga. Odzie­dzi­czył on po ojcu syn­drom wiel­ko­ści i son­do­wał, na jakim skrawku ziemi na Czar­nym Lądzie wbić trój­ko­lo­rowy sztan­dar Bel­gii. W tym celu w 1876 roku z wielką pompą zor­ga­ni­zo­wał kon­fe­ren­cję geo­gra­ficzną w Bruk­seli, mającą zade­cy­do­wać o kie­run­kach euro­pej­skiej eks­plo­ata­cji wnę­trza kon­ty­nentu.

Wszystko odby­wało się pod szum­nymi hasłami nie­sie­nia cywi­li­za­cji dla "ciem­nych ludów" Afryki, misji sze­rze­nia chrze­ści­jań­stwa oraz podnie­sie­nia poziomu życia miej­sco­wych ple­mion. Nie­które co bar­dziej zgryź­liwe dzien­niki bry­tyj­skie komen­to­wały to w bar­dzo dosadny spo­sób, okrzy­ku­jąc Leopolda II "nowym God­fry­dem de Bul­lion" (ten książę lota­ryń­ski był jed­nym z przy­wód­ców pierw­szej kru­cjaty w latach 1096-1099). "Kru­cjata" króla Bel­gii nie­stety miała przy­brać bar­dzo krwawy cha­rak­ter, czego oczy­wi­ście chęt­nie dzie­lący się z nim swo­imi spo­strze­że­niami odkrywcy nie mogli prze­wi­dzieć. Leopold II jako efekt kon­fe­ren­cji powo­łał Mię­dzy­na­ro­dowe Sto­wa­rzy­sze­nie Afry­kań­skie, w zamy­śle przed­się­wzię­cie filan­tro­pijne, mające na celu euro­pej­sko-ame­ry­kań­ską współ­pracę w zarzą­dza­niu Afryką Środ­kową (w przy­bli­że­niu tery­to­rium obec­nej Demo­kra­tycz­nej Repu­bliki Konga). Sze­fem orga­ni­za­cji został nie kto inny jak sam bel­gij­ski monar­cha. Rolę motoru napę­do­wego tej kon­gij­skiej "przy­gody" przy­jął słynny bry­tyj­ski podróż­nik Henry Mor­ton Stan­ley9.

Leopold II zatrud­nił Stan­leya do zba­da­nia dorze­cza rzeki Kongo i okre­śle­nia moż­li­wych zysków z eks­plo­ata­cji znaj­du­ją­cych się tam bogactw natu­ral­nych. Stan­ley prze­by­wał w Kongu od sierp­nia 1879 roku do czerwca 1884 roku. Zor­ga­ni­zo­wał linię parow­ców, które kur­so­wały wzdłuż rzeki Kongo. Nie omiesz­kał też pod­pi­sać w imie­niu bel­gij­skiego władcy sto­sow­nych trak­ta­tów z wodzami miej­sco­wych ple­mion. Jak to czę­sto bywało w histo­rii pod­bo­jów kolo­nial­nych, przy­wódcy roz­licz­nych naro­dów, zamiesz­ku­ją­cych dorze­cze rzeki Kongo, mieli nikłe lub żadne poję­cie o tre­ści tych umów. Według euro­pej­skich stan­dar­dów zrze­kali się oni na rzecz Leopolda II wła­dzy i ziemi. Stan­ley powoli i meto­dycz­nie budo­wał pod­wa­liny przy­szłego bel­gij­skiego "klej­notu w koro­nie". Wzniósł kilka for­tów w stra­te­gicz­nych miej­scach nad wielką rzeką, zabez­pie­cza­jąc bel­gij­skie inte­resy w tym rejo­nie. W inte­re­su­ją­cej nas Katan­dze podobny sce­na­riusz miał miej­sce kil­ka­na­ście lat póź­niej, o czym sze­rzej napi­szę na dal­szych stro­nach tej książki.

Leopold II po wyko­na­niu przez Stan­leya zna­ko­mi­tej od strony logi­stycz­nej roboty poczuł się na siłach, by zgło­sić ofi­cjalne pre­ten­sje do powoli zagra­bia­nej de facto "ziemi niczy­jej". W tym celu nale­żało zwo­łać kolejną już kon­fe­ren­cję kolo­ni­za­cyjną. Jako miej­sce obrad tym razem wybrano Ber­lin. Nie wszy­scy jed­nak w Bel­gii podzie­lali monar­szy zapał do egzo­tycz­nych pod­bo­jów. Bel­gij­ski pre­mier w latach 1878-1884, wywo­dzący się z Par­tii Libe­ral­nej Wal­tere Frere-Orban, tak wypo­wia­dał się na temat pla­nów Leopolda II:

"[...] Bel­gia nie potrze­buje kolo­nii. Bel­gów nie pocią­gają zamor­skie eska­pady. Bel­go­wie wolą spo­żyt­ko­wać swojną ener­gię i kapi­tał w obrę­bie dobrze zna­nych tery­to­riów i sku­pić się na reali­za­cji mniej ryzy­kow­nych przed­się­wzięć. Może­cie jed­nak zapew­nić Jego Wyso­kość o moim odda­niu dla jego ini­cja­tywy tak długo, jak długo Kongo nie przy­spo­rzy nam żad­nych mię­dzy­na­ro­do­wych pro­ble­mów [...]".

Kon­fe­ren­cja ber­liń­ska 1884-1885 miała zmie­nić obli­cze Afryki na kolejne 75 lat, czego nikt oczy­wi­ście wtedy nie zakła­dał. Z małymi zmia­nami jed­nak porzą­dek kolo­ni­za­cyjny usta­lony w sto­licy Nie­miec prze­trwał aż do "Roku Afryki", czyli roku 1960. Histo­rię kon­ty­nentu afry­kań­skiego kształ­to­wano wtedy w gabi­ne­tach euro­pej­skich mini­strów i koro­no­wa­nych głów panu­ją­cych w poszcze­gól­nych kra­jach. Brak tu miej­sca, by dokład­nie punkt po punk­cie opi­sy­wać posta­no­wie­nia kon­fe­ren­cji. Sku­pimy się więc tylko na istot­nych dla nas kwe­stiach, zwią­za­nych z Kon­giem i jego naj­bliż­szymi sąsia­dami. Jak wspo­mnia­łem na początku roz­działu, pierw­sze dekla­ra­cje obję­cia tego tery­to­rium ogła­szali Por­tu­gal­czycy już w XV wieku. W tym cza­sie zdo­łali oni mocno usa­do­wić się w połu­dnio­wej czę­ści Afryki (posia­dali Mozam­bik). Leopold II posta­no­wił zmyślną kam­pa­nią dyplo­ma­tyczną wyeli­mi­no­wać sła­bych Por­tu­gal­czy­ków. Osta­tecz­nie skoń­czyło się na przy­zna­niu im prawa do nie­wiel­kiej enklawy na pół­noc­nym brzegu ujścia rzeki Kongo nazy­wa­nej Kabindą. Tery­to­rium to miało w przy­szło­ści przy­nieść Lizbo­nie zde­cy­do­wa­nie wię­cej kło­po­tów niż zysków.

Kolejni w porządku ocze­ki­wa­nych korzy­ści byli Fran­cuzi. Tych jed­nak szybko zneu­tra­li­zo­wano, obie­cu­jąc im cał­ko­witą kon­trolę nad pół­noc­nym brze­giem i układy o uwol­nie­niu od cła wszel­kich pro­duk­tów impor­to­wa­nych i wywo­żo­nych z tego tery­to­rium. Fran­cu­ska część miała się stać pań­stwem zna­nym powszech­nie jako Kongo Braz­za­ville (od sto­licy poło­żo­nej prak­tycz­nie dokład­nie naprze­ciwko Léopoldville) lub Kongo Fran­cu­skie. Od 1879 roku zresztą w imie­niu Leopolda II o jego kon­gij­skie inte­resy dbał nowo powo­łany twór, zastę­pu­jący nie­efek­tywne Mię­dzy­na­ro­dowe Sto­wa­rzy­sze­nie Afry­kań­skie, znany jako Mię­dzy­na­ro­dowe Sto­wa­rzy­sze­nie Kongo. Była to jed­nak ni mniej, ni wię­cej tylko papie­rowa zmiana, mająca na celu ucieczkę od rosną­cych dłu­gów Leopolda II, któ­rego dług oso­bi­sty rósł w zastra­sza­ją­cym tem­pie, co było spo­wo­do­wane pry­wat­nym finan­so­wa­niem orga­ni­za­cji pod­boju Konga.

Król Bel­gów, jak się wkrótce oka­zało, miał jed­nak w zana­drzu praw­dzi­wego asa w ręka­wie. Tym asem oka­zał się lob­bu­jący na rzecz Leopolda II w USA Henry Shel­ton Stan­ford, były ame­ry­kań­ski amba­sa­dor w Bruk­seli (w latach 1861-1869). Shel­tonowi udało się prze­ko­nać do uzna­nia bel­gij­skich rosz­czeń pre­zy­denta Che­stera A. Arthura. Wydaje się, że oprócz swego rodzaju naiw­no­ści co do inten­cji Leopolda decy­du­jące zna­cze­nie w ame­ry­kań­skim popar­ciu dla idei króla miała wro­dzona nie­chęć USA do wzmoc­nie­nia pozy­cji na świe­cie impe­rium bry­tyj­skiego. Osta­tecz­nie więc nowy kraj, nazwany Wol­nym Pań­stwem Kongo (franc. - État Inde­pen­dant du Congo), docze­kał się mię­dzy­na­ro­do­wego uzna­nia w wyniku Kon­fe­ren­cji Ber­liń­skiej w 1885 roku.

Bel­gia, a raczej oso­bi­ście jej monar­cha, któ­rego pry­watną wła­sno­ścią stało się Wolne Pań­stwo Kongo, wyszła z pro­wa­dzo­nych roko­wań i nego­cja­cji zwy­cię­sko. Przy­znane jej zie­mie obej­mo­wały obszar aż 2 344 000 km2. Zgod­nie z wcze­śniej­szymi wewnętrz­nymi usta­le­niami na linii Bruk­sela-Paryż Fran­cji przy­znano tereny po pół­noc­nej stro­nie rzeki Kongo, w sumie 666 000 km2, dzi­siej­sze Kongo Braz­za­ville i Repu­blika Środ­ko­wo­afry­kań­ska. Por­tu­ga­lia "zado­wo­liła się" 909 000 km2, prak­tycz­nie pokry­wa­ją­cymi się z obec­nymi gra­ni­cami Angoli. Usta­lono na całym powyż­szym tery­to­rium znie­sie­nie nie­wol­nic­twa, co nie­mal natych­miast spo­wo­do­wało kon­flikt inte­re­sów z arab­skimi łow­cami "czar­nego złota"10, od setek lat para­ją­cymi się swoim "rze­mio­słem" w całym rejo­nie środ­ko­wej Afryki. Król Leopold II otrzy­mał prawo wła­sno­ści nowej kolo­nii. Począt­kowo więc Kongo nie było wła­sno­ścią żad­nego pań­stwa, lecz pry­watną posia­dło­ścią kró­lew­ską. Tym­cza­sową sto­licą "fol­warku króla Leopolda" została Boma; powo­łano guber­na­tora gene­ral­nego, szefa poli­cji, a także wpro­wa­dzono skom­pli­ko­wany, powo­du­jący kumu­lu­jącą się biu­ro­kra­cję, podział admi­ni­stra­cyjny.

Przez następne 23 lata w Afryce Środ­ko­wej prze­pro­wa­dzany był naj­więk­szy w histo­rii kolo­nial­nych pod­bo­jów eks­pe­ry­ment, doko­ny­wany kosz­tem około 30 mln miesz­kań­ców Wol­nego Pań­stwa Kongo. Ina­czej bowiem nie da się nazwać próby zarzą­dza­nia ogrom­nym kra­jem przez rezy­du­ją­cego tysiące kilo­me­trów dalej, coraz bar­dziej ode­rwa­nego od rze­czy­wi­sto­ści monar­chę.

Rozdział II. Podbój Katangi 1891-1892

ROZ­DZIAŁ II POD­BÓJ KATANGI 1891-1892

Jak już pisa­łem, bel­gij­ski pod­bój Konga daleko wykra­cza poza ramy tej pozy­cji. Nakre­śla­jąc więc zarys sytu­acji w pry­wat­nej posia­dło­ści Leopolda II w latach 1885-1908, sku­pię się na bel­gij­skiej anek­sji Katangi, która stała się de facto czę­ścią Wol­nego Pań­stwa Kongo w 1892 roku.

W latach sece­sji Katangi Tshombe i inni poli­tycy wie­lo­krot­nie powo­ły­wali się na to, że tery­to­rium tej pro­win­cji zostało włą­czone do "fol­warku Leopolda" siłą. Ciężko było im też się odnieść do jakichś pozy­tyw­nych wzor­ców rzą­dze­nia Katangą w prze­szło­ści, jako że ostatni król "Garn­ganze" (Katangi) Msiri był nikim innym jak tylko rzeź­ni­kiem na nieco mniej­szą skalę niż Bel­go­wie. Ci bowiem prak­tycz­nie od momentu obję­cia swą kura­telą Konga w 1885 roku wpro­wa­dzili w nim rządy ter­roru w celu uzy­ska­nia mak­sy­mal­nych zysków z przy­mu­so­wej pracy miej­sco­wej lud­no­ści. Sytu­acja dia­me­tral­nie pogor­szyła się w 1888 roku, kiedy nie­jaki John Boyd Dun­lop opra­co­wał metodę pro­duk­cji opon kau­czu­ko­wych uży­wa­nych w rowe­rach.

Tym samym Dun­lop, rzecz jasna, kom­plet­nie nie zda­jąc sobie z tego sprawy, pod­pi­sał wyrok śmierci na miliony Kon­gij­czy­ków, któ­rzy zmarli w strasz­nych oko­licz­no­ściach, zmu­szani do ogrom­nego wysiłku pod­czas zbio­rów kau­czuku. Po odkry­ciu Dun­lopa bowiem kon­gij­skie przed­się­wzię­cie Leopolda II nagle zaczęło przy­no­sić zyski, sta­jąc się kurą zno­szącą złote jajka. Naj­więk­sza na świe­cie "fabryka kau­czuku", jaką było Kongo, podzie­lona została przez bel­gij­ską admi­ni­stra­cję kolo­nialną na czter­na­ście dys­tryk­tów (pro­win­cji). Każdą pro­win­cję podzie­lono na strefy, a te z kolei na sek­tory, na końcu tego łań­cu­cha zaś znaj­do­wały się poste­runki. Poza kau­czu­kiem posta­wo­wym dobrem pozy­ski­wa­nym w Kongu była kość sło­niowa11.

Choć tereny Katangi zna­la­zły się w teo­rii pod wła­dzą bel­gij­skiego monar­chy, jego macki w rze­czy­wi­sto­ści nie się­gały tak daleko. Tym­cza­sem od połu­dnia temu rejo­nowi zagra­żały plany dzia­ła­ją­cego z wiel­kim roz­ma­chem na połu­dniu kon­ty­nentu Cecila Rho­desa12, bry­tyj­skiego poli­tyka rezy­du­ją­cego w Afryce Połu­dnio­wej, owład­nię­tego misją połą­cze­nia kon­ty­nentu z połu­dnia na pół­noc sie­cią kolo­nii pod wła­dzą kró­lo­wej Wik­to­rii.

Jakie były korze­nie tworu poli­tycz­nego zwa­nego Katangą, który nieco ponad sto lat po swoim powsta­niu tra­fił na czo­łówki gazet całego świata? Gdzieś około roku 1850 han­dlarz z mia­sta Tabora w dzi­siej­szej Tan­za­nii znany jako Kalasa wysłał swo­jego syna Msiri z misją han­dlową nad jezioro Mweru w dzi­siej­szej pro­win­cji Demo­kra­tycz­nej Repu­bliki Konga - Katan­dze. Zada­niem Msi­riego było nawią­za­nie kon­tak­tów z wodzem Wasenga, dys­po­nu­ją­cym siatką dostaw­ców mie­dzi i kości sło­nio­wej. Wasenga ata­ko­wany był przez innego miej­sco­wego kacyka ple­mie­nia Lunda, któ­rego nie znamy z imie­nia. Msiri dys­po­no­wał bro­nią palną, jego prze­ciw­nicy zaś nie. Wynik star­cia nie pozo­sta­wiał wąt­pli­wo­ści. Msiri obwo­łany został przy­wódcą ple­mien­nym zamiast Wasengi (ist­nieją prze­kazy o śmierci tego ostat­niego z rąk Msi­riego).

Przez wiele lat napły­wały z Katangi opo­wie­ści o zaawan­so­wa­nej gospo­dar­czo i spo­łecz­nie struk­tu­rze, któ­rej przed­sta­wi­ciele uży­wali mię­dzy innymi mie­dzia­nych krzyży jako waluty13. Dla Bel­gów, któ­rzy te histo­rie usły­szeli po raz pierw­szy z ust Davida Living­stone'a, ważny był jed­nak inny szcze­gół. Otóż podobno z mie­dzi wydo­by­wa­nej w Katan­dze można było metodą reak­cji che­micz­nych wydzie­lić złoto, do czego przy­zna­wali się Por­tu­gal­czycy z angol­skiej fak­to­rii w Ben­gu­eli. Co waż­niej­sze, Afry­ka­nie nie uzna­wali złota za szcze­gól­nie war­to­ściowy kru­szec, prze­kła­da­jąc "czer­wony metal" (miedź) nad "biały metal", czyli złoto.

W 1881 roku na tereny objęte rzą­dami wodza Msiri dotarli dwaj Niemcy, Paul Reichard i Richard Bohm. Raport spo­rzą­dzony przez nich potwier­dzał z grub­sza krą­żące plotki i domy­sły. Tak, Katanga była cen­trum han­dlu mie­dzią i kością sło­niową, podob­nie zresztą jak solą (bez­cenny suro­wiec w tak dużej odle­gło­ści od morza) oraz nie­wol­ni­kami. Dodat­kowo, jak się oka­zało, sam Msiri potrze­bo­wał dwóch rze­czy dla utrzy­ma­nia porządku w zarzą­dza­nym przez sie­bie kró­le­stwie. Tymi nie­zbęd­nymi dobrami były: proch strzel­ni­czy i broń palna. Za Niem­cami, któ­rzy z oczy­wi­stych powo­dów nie chcieli za długo pozo­sta­wać na łasce Msi­riego, poja­wili się bry­tyj­scy misjo­na­rze pro­te­stanccy "Ply­mo­uth Bre­th­ren" - "bra­cia z Ply­mo­uth". W cie­niu tysięcy "ozda­bia­ją­cych" pali­sadę sto­licy Katangi Bun­kei ludz­kich cza­szek posłańcy Boga mieli za zada­nie zba­wiać dusze, a nie zbi­jać inte­resy na kro­cio­wych trans­ak­cjach.

Te ostat­nie miał jed­nak na myśli Leopold II, który w 1890 roku zde­cy­do­wał się wresz­cie ruszyć po "swojną wła­sność". Rów­nało się to, rzecz jasna, otwar­tej woj­nie z Msi­rim, nie tak znowu dzi­kim, dys­po­nu­ją­cym bowiem nowo­cze­sną, euro­pej­ską bro­nią. Dodat­kowo z rela­cji pierw­szego z pro­te­stanc­kich pasto­rów, któ­remu udało się wró­cić z Katangi do Lon­dynu, Fre­de­ricka Arnota, wyni­kały same pozy­tywy. Arnot opi­sy­wał zdrowy wyżynny kli­mat, pozba­wiony mala­rii, śpiączki i bez­kre­snych bagien. Uak­tyw­nił się też wspo­mniany wyżej Cecil Rho­des, uzna­jąc, że jeśli Leopold od 1885 roku nie był w sta­nie objąć wła­dzy w Katan­dze, to być może nie będzie miał takiego zamiaru także w naj­bliż­szej przy­szło­ści. W 1889 roku Rho­des wydał dys­po­zy­cje Jose­phowi Thom­so­nowi (bada­czowi rejonu Masai Mara w Afryce Wschod­niej), aby ten spró­bo­wał roz­sze­rzyć kon­trolę Bry­tyj­czy­ków na zie­mie Msi­riego. Pod­chody trwały dość długo, a takie gazety jak "The Times" nawo­ły­wały otwar­cie do anek­sji "niczy­jej" Katangi przez Rho­desa, a tym samym Bry­ta­nię. Leopold II zro­zu­miał wów­czas, że jeśli nie wbije drzewca z błę­kitną flagą14 w sto­licy Katangi (potwier­dza­jąc swoje rosz­cze­nia do kró­le­stwa Msi­riego), to prę­dzej czy póź­niej Bry­tyj­czycy zagarną to tery­to­rium dla sie­bie.

Król z typo­wym dla sie­bie roz­ma­chem zor­ga­ni­zo­wał cztery wyprawy jed­no­cze­śnie, aby zmi­ni­ma­li­zo­wać moż­li­wość nie­po­wo­dze­nia. Jedną z nich kie­ro­wał eta­towy pra­cow­nik admi­ni­stra­cji Wol­nego Pań­stwa Kongo, trzema pozo­sta­łymi agenci spółek powo­ła­nych do życia przez bel­gij­skiego władcę po 1885 roku. Sze­fem eks­pe­dy­cji, która zakoń­czyła się ocze­ki­wa­nym suk­ce­sem, był nie­gdy­siej­szy pod­władny Stan­leya, Wil­liam Grant Spe­ars. Tym­cza­sem w sto­licy Msi­riego dzia­łała już od pię­ciu lat pro­te­stancka misja zało­żona przez wspo­mnia­nego wyżej Freda Arnota. Bun­keya wyda­wała się prze­by­wa­ją­cym tam nie­licz­nym bia­łym czymś zupeł­nie innym niż prze­pastne dżun­gle Konga. Poło­żona na sawan­nie bar­dziej przy­po­mi­nała Afrykę Wschod­nią. Przy­by­sze widzieli tam: lwy, żyrafy, sło­nie, zebry i inne gatunki zwie­rząt typowe dla pocz­tów­ko­wego obrazka z Seren­geti15. W kraju kwitł w naj­lep­sze wolny han­del mię­dzy­ple­mienny. Ze wspo­mnia­nej Afryki Wschod­niej cią­gnęli kupcy, aby naby­wać żelazo do pod­ku­wa­nia koni. Spo­tkać można było tu też Ara­bów zain­te­re­so­wa­nych zaku­pem soli i mie­dzi. Mulaci z Zachod­niego Wybrzeża Afryki zaopa­try­wali Msi­riego i jego dwór w dobra zachod­niej cywi­li­za­cji, w tym przede wszyst­kim broń. Tę ostat­nią wymie­niano na nie­wol­ni­ków i kość sło­niową. Z nie­zna­nych bli­żej powo­dów euro­pej­scy misjo­na­rze począt­kowo zda­wali się nie zauwa­żać tego, że król Katangi rzą­dził twardą ręką. Spo­wo­do­wało to bunt pod­da­nych z ple­mie­nia Basanga.

Pechowo dla pla­nów Leopolda II do Bun­kei pierwsi dotarli Bry­tyj­czycy, pro­wa­dzeni przez zawo­do­wego myśli­wego Alfreda Sharpe'a. Msiri wpadł w popłoch, gdyż pro­roc­two sza­ma­nów ple­mien­nych zapo­wia­dało, że "ten, który przy­bę­dzie jeść złoto i nisz­czyć, pojawi się od strony wschodu słońca". Sharpe wkro­czył do sto­licy Katangi wła­śnie od tej strony. W roz­mo­wach Msi­riego z Sharpe'em pośred­ni­czył młody szkocki misjo­narz Dan Craw­ford. Sharpe bez ogró­dek zapro­po­no­wał władcy "sojusz" prze­ciwko wspól­nym wro­gom, czy­taj Bel­gom. Na szczę­ście dla Leopolda w klu­czo­wym momen­cie bry­tyj­sko-katan­gij­skich nego­cja­cji nie­do­świad­czo­nego Craw­forda zastą­pił po stro­nie dworu Msi­riego nie­jaki Swan. Pierw­szym żąda­niem Swana stało się tłu­ma­cze­nie pro­po­no­wa­nego "trak­tatu o przy­jaźni" na suahili, lin­gua franca Afryki Środ­ko­wej. Był to język zro­zu­miały dla króla. Msiri cią­gle bowiem pamię­tał słowa Arnota o "nie­zwa­ża­niu na żad­nego bia­łego, który pod­su­nie jakie­kol­wiek papiery do pod­pi­sa­nia, gdyż ozna­czać to będzie sprze­da­nie Katangi obcym". Sharpe ledwo umknął z Bun­kei z życiem, kiedy wypro­wa­dzony z rów­no­wagi natar­czy­wo­ścią bry­tyj­skiej dele­ga­cji Msiri naka­zał mu natych­miast opu­ścić jego wło­ści. Myśli­wemu pozo­stało zło­że­nie raportu do Harry'ego John­stona, wice­kon­sula Bry­tyj­skiego Pro­tek­to­ratu Afryki Środ­ko­wej (dzi­siej­szego Malawi) i współ­au­tora planu Rho­desa, mają­cego na celu wyprze­dze­nie Bel­gów. W spra­woz­da­niu tym pisał on o decy­du­ją­cym dla fia­ska wyprawy gło­sie dorad­czym "posłań­ców Boga" na dwo­rze Msi­riego.

W kwiet­niu 1891 roku pierw­sza bel­gij­ska kolumna dotarła do sto­licy Katangi. Dowo­dził nią dowódca gar­ni­zonu Wol­nego Pań­stwa Kongo w Lusambo, Paul le Mari­nel. Bel­go­wie w prze­ci­wień­stwie do nieco "pirac­kiej" grupy Sharpe'a wkro­czyli na dzie­dzi­niec kró­lew­ski Msi­riego z typo­wym dla swo­jego władcy roz­ma­chem. Kar­nie masze­ru­jący żoł­nie­rze najemni z Afryki Zachod­niej, któ­rych było trzy­stu, zro­bili pio­ru­nu­jące wra­że­nie na sta­rym władcy Katangi. Podobny respekt wzbu­dziły też wypo­le­ro­wane nowiut­kie kara­biny znaj­du­jące się na uzbro­je­niu pry­wat­nego woj­ska Leopolda II. W pre­zen­cie dla Msi­riego, który według świad­ków aż mla­snął z zachwytu, zło­żono bele kosz­tow­nych mate­ria­łów i beczki dro­go­cen­nego pro­chu. Bel­go­wie natych­miast uzy­skali zezwo­le­nie na budowę fortu w oko­licy Bun­kei. Msiri odmó­wił przy­ję­cia sztan­daru Wol­nego Pań­stwa Kongo. Nie był jesz­cze gotowy "sprze­dać kraju". Nie prze­szko­dziło mu to pro­sić o wię­cej pre­zen­tów, w tym głów­nie pro­chu strzel­ni­czego i kara­bi­nów. Bel­gom przy­szła w sukurs rebe­lia ple­mie­nia Basanga. Począt­kowo Msiri, uzbro­jony w euro­pej­ską broń, masa­kro­wał bun­tow­ni­ków. Wkrótce jed­nak proch się skoń­czył, tak samo jak amu­ni­cja, a Bel­go­wie woleli stać z boku w imię sta­rej zasady: "Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzy­sta". Neu­tralni w kon­flik­cie misjo­na­rze wyco­fali się ze swo­ich pla­có­wek do obsa­dzo­nego żoł­nie­rzami Wol­nego Pań­stwa Kongo Lofoi. Do Katangi przy­był też bar­dziej zde­cy­do­wany, by zmu­sić Msi­riego do przy­ję­cia "opieki" Bel­gów, Ale­xan­dre Del­co­munne, sto­jący na czele dru­giej z grup wysła­nych przez Leopolda II. Del­co­munne nie­mal natych­miast po przy­by­ciu do Bun­kei zako­mu­ni­ko­wał Msi­riemu, że dla wła­snego dobra powi­nien przy­stać na bel­gij­ski pro­tek­to­rat. Odpo­wiedź starca była jed­no­znaczna: "Ja jestem tu panem i póki ja żyję, kró­le­stwo Garan­ganja [Katanga - przyp. aut.] nie będzie miało innego władcy".

Roz­wście­czony butą Del­co­munne'a Msiri podyk­to­wał Crow­for­dowi list do Alfreda Sharpe'a, aby ten ostatni wró­cił do Katangi, gdyż wódz prze­my­ślał wszystko na spo­koj­nie (czy­taj - pod lufami bel­gij­skich kara­bi­nów) i chciałby pod­pi­sać wła­śnie z Bry­tyj­czy­kami trak­tat o "przy­jaźni i pokoju".

Msiri nie zda­wał sobie sprawy, że jego dni są już poli­czone, a to ze względu na zbli­ża­jącą się do Katangi kolumnę kapi­tana Granta Sta­irsa. To zgru­po­wa­nie, liczące nieco ponad trzy­sta osób, roz­po­częło for­sowny marsz do cen­trum Afryki z portu Baga­moyo na Wschod­nim Wybrzeżu Afryki. W trak­cie dłu­giej i cięż­kiej trasy wyprawy Sta­irs wszedł mię­dzy innymi w posia­da­nie listu wysła­nego przez Msi­riego do Sharpe'a. Przy­by­cie 14 grud­nia 1891 roku bry­tyj­skiego, bądź co bądź, ofi­cera Sta­irsa zbiło z tropu sta­rego wodza. Kiedy jed­nak będący w końcu na służ­bie Leopolda II Sta­irs zaofe­ro­wał Katan­gij­czy­kowi każdą ilość pro­chu dla zdła­wie­nia powsta­nia ple­mie­nia Basanga w zamian za przy­ję­cie flagi Wol­nego Pań­stwa Kongo, Msiri odpo­wie­dział, że ow­szem wywiesi flagę, ale bry­tyj­ską. Wtedy Sta­irs zro­zu­miał, że jakie­kol­wiek roko­wa­nia z kró­lem Katangi nie mają naj­mniej­szego sensu. Miarka się prze­brała, kiedy Msiri zażą­dał od Sta­irsa zdy­mi­sjo­no­wa­nia bel­gij­skiego dowódcy fortu Lofoi - porucz­nika Legata. W trak­cie nego­cja­cji w spra­wie wysta­wie­nia w widocz­nym miej­scu Bun­kei masztu z flagą Wol­nego Pań­stwa Kongo Sta­irs wyrwał drzewce z flagą z pali­sady bel­gij­skiego obo­zo­wi­ska w sto­licy Katangi. Następ­nie wdra­pał się na wzgó­rze domi­nu­jące nad mia­stem i zatknął tam osta­tecz­nie sztan­dar Leopolda II. Krok ten nie spo­tkał się z żadną reak­cją ze strony nad­spo­dzie­wa­nie apa­tycz­nego Msi­riego.

Msiri uciekł z wła­snej sto­licy, nie mogąc znieść upo­ko­rze­nia. Sta­irs wysłał w pogoń za nim stu­oso­bowy oddział zan­zi­bar­skich najem­ni­ków, któ­rzy mieli go aresz­to­wać. Zna­le­ziono go w Munema, pół godziny drogi od Bun­kei. Trzy­stu wojow­ni­ków z przy­bocz­nej gwar­dii Msi­riego sta­wiło tam opór bel­gij­skim aska­rim16. Msiri został zastrze­lony z rewol­weru przez nie­ja­kiego Bod­sona, który sam został śmier­tel­nie ranny w tym star­ciu. Kona­jący na rękach leka­rza o nazwi­sku Molo­ney Bod­son wypo­wie­dział nastę­pu­jące słowa: "Panie dok­to­rze, nie boję się śmierci, bo zabi­łem Msi­riego".

Sta­irs po ofi­cjal­nym przy­łą­cze­niu Katangi do Wol­nego Pań­stwa Kongo roz­dzie­lił zie­mie Msi­riego mię­dzy pomniej­szych wodzów. Boże Naro­dze­nie w Bun­kei Bel­go­wie świę­to­wali przy­go­to­wa­nym spe­cjal­nie na tę oka­zję pud­din­giem ze śli­wek. Sta­irs, który w tym cza­sie ciężko zacho­ro­wał, w stycz­niu 1892 roku prze­ka­zał wła­dzę nad Katangą sze­fowi czwar­tej eks­pe­dy­cji Leopolda, kiedy ta przy­była już na miej­sce. W lipcu 1892 wie­ści i szcze­góły o prze­biegu zda­rzeń dotarły na dwór kró­lew­ski w Bruk­seli. Raporty nie były obie­cu­jące. W Katan­dze zna­le­ziono ogromne pokłady mie­dzi, nato­miast bra­ko­wało infor­ma­cji o ist­nie­niu tam komer­cyj­nych złóż złota. Miedź w owym cza­sie nie była spe­cjal­nie war­to­ścio­wym surow­cem, jed­nak dla Leopolda II liczyło się co innego. Otóż ubiegł on Cecila Rho­desa w wyścigu o Katangę i zabez­pie­czył połu­dniową flankę swo­jej pry­wat­nej kolo­nii w Afryce.

Leopold zaka­zał samo­wol­nych polo­wań na sło­nie w celu uzy­ska­nia kości sło­nio­wej i pry­wat­nego han­dlu kau­czu­kiem natu­ral­nym. Te dwie gałę­zie gospo­darki, przy­no­szące naj­więk­szy dochód, zmo­no­po­li­zo­wano pod groźbą nie­ludz­kich kar. Obci­na­nie rąk łamią­cym prawo było na porządku dzien­nym, wie­sza­nie prze­myt­ni­ków kości sło­nio­wej stało się codzien­no­ścią. Sza­leń­stwo to miało trwać aż do 1908 roku, kiedy skom­pro­mi­to­wany Leopold II zezwo­lił na prze­ka­za­nie Konga Bel­gii.

Umarł król Leopold II, suwe­renny wła­ści­ciel Konga, niech żyje nowy suwe­ren Konga, czyli Kró­le­stwo Bel­gii pod wła­dzą miło­ści­wie panu­ją­cego... Leopolda II!! Doprawdy gorzka była iro­nia owej sytu­acji dla lud­no­ści ster­ro­ry­zo­wa­nego "Jądra ciem­no­ści"17.

Rozdział III. Kongo Belgijskie w latach 1908-1957

ROZ­DZIAŁ III KONGO BEL­GIJ­SKIE W LATACH 1908-1957

Zapewne zauwa­żyli pań­stwo, że tytuł tego roz­działu pozor­nie zawiera błąd rze­czowy, gdyż Kongo Bel­gij­skie ist­niało aż do 1960 roku. Jed­nak wyda­rze­nia ostat­nich lat ist­nie­nia tej kolo­nii przed uzy­ska­niem nie­pod­le­gło­ści to ciąg wypad­ków opi­sany w innym miej­scu. Gra­niczna data, tj. rok 1957, wybrana została przeze mnie nie bez powodu, wtedy bowiem unie­za­leż­niła się od impe­rium bry­tyj­skiego jej zachod­nio­afry­kań­ska kolo­nia Ghana (zwana wcze­śniej Zło­tym Wybrze­żem). Zaowo­co­wało to mię­dzy innymi przy­spie­sze­niem wzro­stu świa­do­mo­ści naro­do­wej wśród spo­łe­czeństw innych afry­kań­skich tery­to­riów, także inte­re­su­ją­cego nas Kongo, co cie­kawe osobno też Katangi.

Eks­pe­ry­ment króla Leopolda II zakoń­czył się huma­ni­tarną kata­strofą. Okrutne trak­to­wa­nie lud­no­ści skut­ko­wało sze­roko zakro­joną akcją połą­czo­nych sił rzą­dów, orga­ni­za­cji dobro­czyn­nych i postę­po­wej prasy na całym świe­cie. W 1908 roku, po któ­rejś z kolei pró­bie, Bel­gia objęła w posia­da­nie Wolne Pań­stwo Kongo18. Powszech­nie uważa się, że poza Kon­giem, a póź­niej Rwandą i Burundi, Bel­gia nie miała kolo­nii. Nie jest to do końca prawda, jako że ist­niały inne miej­sca na mapie świata znaj­du­jące się pod wła­dzą Bruk­seli, żadne jed­nak o takim zna­cze­niu jak Kongo Bel­gij­skie19. W prak­tyce Leopold zabez­pie­czył swoje inte­resy, zakła­da­jąc liczne spółki zaj­mu­jące się głów­nie eks­plo­ata­cją bogactw mine­ral­nych, w tym mie­dzi i dia­men­tów. Osobny pod­miot gospo­dar­czy stwo­rzono dla gospo­darki leśnej. Zde­cy­do­wa­nie naj­waż­niej­szą insty­tu­cją bel­gij­skiego biz­nesu w Katan­dze stało się praw­dziwe pań­stwo w pań­stwie, czyli Union Miniere du Haut-Katanga (w skró­cie UMHK - Kom­pa­nia Gór­ni­cza Gór­nej Katangi). Histo­ria ist­nie­ją­cej od 1906 roku UMHK ma tak kapi­talne zna­cze­nie dla tematu naszej książki, że poświę­cony jest jej osobny roz­dział.

Jeśli cho­dzi o kadrę urzęd­ni­czą, poli­cję, woj­sko i inne służby, w 99% byli to ci sami ludzie, co w 1885 roku, zmie­nili tylko pra­co­dawcę. Kraj podzie­lono na cztery pro­win­cje: Léopoldville (zwana też Kongo-Kasai), Orien­tale, Pro­win­cję Rów­ni­kową i Katangę. Ta ostat­nia powoli wyod­ręb­niała się jako naj­waż­niej­sza stra­te­gicz­nie część kolo­nii, a to z uwagi na wzrost zna­cze­nia prze­my­słu wydo­byw­czego. Ostatni guber­na­tor Wol­nego Pań­stwa Kongo, baron Wahis, pozo­stał na swoim sta­no­wi­sku w Kongu Bel­gij­skim. Każdą z czte­rech pro­win­cji sta­no­wiły dwa­dzie­ścia cztery dys­trykty, same zło­żone ze stu dwu­dzie­stu tery­to­riów, czyli gmin. Za utrzy­ma­nie porządku odpo­wie­dzialne było Force Publi­que20, miej­scowe woj­sko zło­żone z bel­gij­skiej kadry ofi­cer­skiej oraz kon­gij­skich pobo­ro­wych. Dopiero w latach pięć­dzie­sią­tych XX wieku (o czym wię­cej w innym miej­scu) do tej kolo­nii zaczęły być prze­no­szone regu­larne oddziały armii bel­gij­skiej.

Kongo Bel­gij­skie wzięło bez­po­średni udział w oby­dwu woj­nach świa­to­wych. W cza­sie pierw­szej wojny świa­to­wej, z uwagi na gra­ni­cze­nie tej kolo­nii z Nie­miecką Afryką Wschod­nią, to wła­śnie z terenu Konga ruszyła bry­tyj­sko-bel­gij­ska inwa­zja, która do 1917 roku dopro­wa­dziła do zaję­cia jed­nej trze­ciej nie­miec­kich posia­dło­ści na wscho­dzie21. Po woj­nie, w latach 1924-1925, Bel­gia na mocy man­datu Ligi Naro­dów otrzy­mała zwierzch­nic­two nad czę­ścią byłego tery­to­rium cesa­rza Wil­helma, Rwandą-Urundi (dziś Rwanda i Burundi). W trak­cie Wiel­kiej Wojny bogac­twa natu­ralne bel­gij­skiej kolo­nii, z kau­czu­kiem na czele, wnio­sły ważny wkład w wysi­łek zbrojny Wiel­kiej Bry­ta­nii, Fran­cji i, rzecz jasna, samych bel­gij­skich sił w Afryce. W 1926 roku sto­licę tery­to­rium prze­nie­siono z Bomy do Léopoldville. Główny nacisk poło­żono też na eks­plo­ata­cję bogactw natu­ral­nych. W Katan­dze wydo­by­wano miedź i kobalt, w Kasai - dia­menty, a w naj­da­lej na wschód wysu­nię­tym regio­nie Ituri - złoto. Kongo Bel­gij­skie zaczęła też pokry­wać sieć kole­jowa z liniami pomię­dzy Matadi i Léopoldville oraz katan­gij­ską sto­licą Eli­za­be­thville i Port Fran­cqui, jako jed­nymi z pierw­szych zbu­do­wa­nych tras.

Impo­nu­jąco wzro­sły też osią­gnię­cia w dzie­dzi­nie rol­nic­twa. Na wielką skalę roz­bu­do­wano plan­ta­cje pal­mowe do pro­duk­cji oleju oraz prze­my­słową pro­duk­cję bawełny. Nato­miast kiedy w 1926 roku Katanga stała się jed­nym ze świa­to­wych cen­trów wydo­by­cia mie­dzi, nastał Wielki Kry­zys, który zaha­mo­wał roz­wój całej kolo­nii na kil­ka­na­ście lat. W Katan­dze poziom zatrud­nie­nia spadł o 70%, a cena jed­nego z pod­sta­wo­wych pro­duk­tów rol­nych, orzesz­ków ziem­nych, spa­dła z 1,25 franka bel­gij­skiego za kg do 25 cen­ty­mów (1 frank bel­gij­ski=100 cen­ty­mów - przyp. aut.).

Inwa­zja Nie­miec hitle­row­skich w maju 1940 roku dopro­wa­dziła do oku­pa­cji Bel­gii. Ist­niały poważne obawy, że wzo­rem fran­cu­skich kolo­nii, które w dużej licz­bie opo­wie­działy się po stro­nie kola­bo­ra­cyj­nego rządu Vichy, także Bel­gia znaj­dzie się w nazi­stow­skiej stre­fie wpły­wów, przy­wo­łu­jąc ducha nie­miec­kiego impe­rium kolo­nial­nego w Afryce. Tak się jed­nak nie stało i wła­dze Konga Bel­gij­skiego uznały za pra­wo­wity rząd emi­gra­cyjny w Lon­dy­nie, mimo że, jak wia­domo, król Bel­gów pozo­stał w kraju zaję­tym przez Wehr­macht. Wkła­dowi Konga Bel­gij­skiego w wysi­łek wojenny alian­tów warto poświę­cić kilka aka­pi­tów z uwagi na to, że jest to histo­ria prak­tycz­nie nie­znana pol­skiemu czy­tel­ni­kowi. Oddziały Force Publi­que były w trak­cie wojny trzo­nem tak zwa­nych Sił Wol­nej Bel­gii. Jak każda armia kolo­nialna, także ta orga­ni­za­cja dzia­łała według zasad segre­ga­cji raso­wej. Nad oddzia­łami zło­żo­nymi z człon­ków lokal­nych ple­mion dowódz­two spra­wo­wało około 280 bia­łych ofi­ce­rów i podofi­ce­rów. Z uwagi na to, że bel­gij­ski prze­mysł zbro­je­niowy przed 1940 rokiem stał na wyso­kim pozio­mie, także pod­od­działy Force Publi­que otrzy­mały w miarę nowo­cze­sne uzbro­je­nie i wypo­sa­że­nie.

Pierw­szą akcją bojową Bel­gów w Afryce nie były dzia­ła­nia prze­ciwko Niem­com, ale Wło­chom w Abi­sy­nii. Doszło do nich w czerwcu 1940 roku. Bel­gij­skie oddziały kolo­nialne w sile trzech bry­gad pie­choty wsparły Bry­tyj­czy­ków, chcą­cych wyrzu­cić armię Mus­so­li­niego z Afryki Wschod­niej. W maju 1941 roku 8 tys. żoł­nie­rzy Force Publi­que dowo­dzo­nych przez gen. Gil­lia­erta poko­nało na tere­nie Wyżyny Etiop­skiej wło­skie zgru­po­wa­nie gen. Gaz­zery. Do końca 1941 roku Kon­gij­czycy zmu­sili do pod­da­nia się 15 tys. Wło­chów, w tym 9 gene­ra­łów i 270 wyż­szych ofi­ce­rów. Należy przy tym zazna­czyć, że aby dotrzeć do strefy walk, bel­gij­skie woj­ska kolo­nialne musiały prze­być dystans około 1000 km. Wszystko to odbyło się za cenę strat wła­snych wyno­szą­cych jedy­nie 500 zabi­tych i zmar­łych w wyniku ran i cho­rób. Po kam­pa­nii abi­syń­skiej naczelne dowódz­two bry­tyj­skie skie­ro­wało główne siły Force Publi­que do Nige­rii. Trwała tam kon­cen­tra­cja wojsk Bry­tyj­skiej Wspól­noty Naro­dów, z któ­rych więk­szość, bo około 13 tys. żoł­nie­rzy, sta­no­wili Kon­gij­czycy. Celem zgru­po­wa­nia sił była fran­cu­ska kolo­nia Daho­mej (dzi­siej­szy Benin), będąca jed­nym z tery­to­riów zamor­skich Fran­cji, uzna­ją­cych ule­gły wobec Niem­ców mario­net­kowy rząd mar­szałka Pétaina. Osta­tecz­nie Bry­tyj­czycy nie zde­cy­do­wali się na zaję­cie Daho­meju. Nie chcąc mar­no­wać dobrego mate­riału ludz­kiego, pod­jęto decy­zję o sfor­mo­wa­niu 1. Grupy Bry­ga­do­wej Konga Bel­gij­skiego, która w latach 1943--1944 peł­niła służbę gar­ni­zo­nową w Egip­cie i Pale­sty­nie.

W grud­niu 1941 roku w Katan­dze (głów­nie w Eli­za­be­thville i w Jado­tville) doszło do strajku gór­ni­ków i innych robot­ni­ków. Miał on tra­giczne kon­se­kwen­cje. Dokład­nie opi­suję te wyda­rze­nia w kolej­nym roz­dziale przy oka­zji przed­sta­wie­nia histo­rii UMHK. Nie były to jedyne tego typu incy­denty w Kongu Bel­gij­skim w latach dru­giej wojny świa­to­wej. W 1944 roku kolejny strajk wybuchł w Katan­dze i Kasai, a w 1945 roku straj­ko­wali robot­nicy por­towi w mie­ście Matadi. Swój udział w dru­giej woj­nie świa­to­wej miały też służby medyczne Force Publi­que. W 1943 roku sfor­mo­wano 10. Grupę Opieki nad Ran­nymi (Konga Bel­gij­skiego), słu­żącą w ramach oddzia­łów bry­tyj­skich na Mada­ga­ska­rze. Ten szpi­tal polowy, w któ­rym słu­żyło 350 Kon­gij­czy­ków i 20 Bel­gów (z przy­dzie­lo­nym nie­wiel­kim kon­tyn­gen­tem regu­lar­nych żoł­nie­rzy Force Publi­que do ochrony per­so­nelu), końca wojny docze­kał w dale­kiej Bir­mie.

Daleko więk­sze reper­ku­sje dla całego świata, o czym wspo­mnia­łem w pierw­szych sło­wach tej książki, miało wyko­rzy­sta­nie w cza­sie dru­giej wojny świa­to­wej bogactw natu­ral­nych Katangi. Na dal­szych stro­nach czy­tel­nik pozna prze­bieg jed­nej z naj­waż­niej­szych bitew z okresu sece­sji Katangi, która została sto­czona w Jado­tville. Miej­sco­wość ta była cen­trum admi­ni­stra­cyj­nym regionu wydo­by­cia metali kolo­ro­wych, obej­mu­ją­cego rów­nież nie­czynną już w latach czter­dzie­stych XX wieku kopal­nię uranu w Shin­ko­lo­bwe (inna forma nazwy Chin­ko­lo­bwe). Dyrek­tor UMHK Edgar Sen­gier w 1940 roku, w najwięk­szej tajem­nicy, prze­trans­por­to­wał do Nowego Jorku połowę uranu, będą­cego w dys­po­zy­cji Bel­gów. We wrze­śniu 1942 roku ten bez­cenny pier­wia­stek został zaku­piony przez armię USA. Sie­gner na stałe prze­niósł się do Sta­nów Zjed­no­czo­nych, skąd kie­ro­wał do końca wojny dzia­łal­no­ścią kon­cernu. W tym samym roku Ame­ry­ka­nie wysłali do Katangi oddział sape­rów, który miał za zada­nie przy­wró­cić wydo­by­cie w kopalni w Shin­ko­lo­bwe. Inży­nie­ro­wie z armii USA wyre­mon­to­wali też pobli­skie lot­ni­sko i insta­la­cje por­towe nad nie­da­le­kim jezio­rem Tshan­ga­lele. W 1944 roku UMHK sfi­na­li­zo­wało kolejną trans­ak­cję sprze­daży śmier­cio­no­śnego uranu; tym razem było to 1750 ton z nowo uru­cho­mio­nych szy­bów Shin­ko­lo­bwe.

W lutym 1944 roku w poło­żo­nym w cen­trum Konga Bel­gij­skiego mie­ście Lulu­aburg (region Kasai) doszło do buntu żoł­nie­rzy Force Publi­que, kie­ro­wa­nego przez wete­rana walk w Afryce Wschod­niej Ngoie Muka­la­bu­shi. Bez­po­śred­nim powo­dem nie­po­ko­jów były plany zaszcze­pie­nia wszyst­kich kie­ro­wa­nych na front (szcze­pie­nia trak­to­wano w Afryce Środ­ko­wej jako jedną z metod pod­po­rząd­ko­wa­nia sobie miej­sco­wej lud­no­ści przez kolo­ni­za­to­rów). Oprócz tego prze­ciw­sta­wiano się bru­tal­nemu trak­to­wa­niu czar­nych sze­re­gow­ców przez bar­dzo rasi­stow­ską białą kadrę ofi­cer­ską. 20 lutego 1944 roku bun­tow­nicy opa­no­wali koszary, a następ­nie zajęli białą dziel­nicę Lulu­aburga. Zabito bel­gij­skiego ofi­cera i dwóch euro­pej­skich cywi­lów. Zre­wol­to­wani żoł­nie­rze zade­kla­ro­wali chęć ogło­sze­nia nie­pod­le­gło­ści Konga. Siły rebe­lian­tów roz­pro­szyły się po oko­licz­nych wio­skach, co uła­twiło Bel­gom schwy­ta­nie Muka­la­bu­shiego Został on stra­cony wraz z jed­nym ze swo­ich współ­to­wa­rzy­szy. Kasai, zwane "Dia­men­to­wym Kra­jem", na tere­nie któ­rego leżał Lulu­aburg, pró­bo­wało się ode­rwać od Konga w latach 1961-1962. Temu zagad­nie­niu poświę­cam wię­cej miej­sca w kolej­nych roz­dzia­łach.

Okres pro­spe­rity w kolo­nii, spo­wo­do­wany zapo­trze­bo­wa­niem na pro­dukty eks­por­to­wane z Konga w latach wojen­nych, trwał w naj­lep­sze także po 1945 roku. Odbu­do­wu­jące się kraje Europy Zachod­niej chło­nęły wszyst­kie surowce w nie­spo­ty­ka­nych wcze­śniej ilo­ściach. Trwała druga fala indu­stria­li­za­cji Konga. Nastą­pił rów­nież cały łań­cuch wyda­rzeń, mają­cych wielki wpływ na póź­niej­szą sece­sję Katangi. Przede wszyst­kim wzro­sła liczba Bel­gów, któ­rzy prze­nie­śli się tam na stałe. W 1950 roku w bel­gij­skiej kolo­nii osie­dliło się już 100 tys. kolo­nów22. Czar­nej lud­no­ści przy­znano wię­cej praw cywil­nych, a gór­ni­kom w Katan­dze pod­nie­siono zarobki. Mimo to w kolej­nych latach nie­jed­no­krot­nie docho­dziło do kolej­nych straj­ków, nie miały one jed­nak aż takiego wydźwięku, jak ten z 1941 roku. W mia­stach, wraz z więk­szym dostę­pem do śred­niego i wyż­szego szkol­nic­twa, kry­sta­li­zo­wała się miej­scowa klasa śred­nia, zwana po fran­cu­sku "Evo­lue". Z tej to grupy ludzi mieli pocho­dzić zarówno archi­tekci sece­sji Katangi i Kasai, jak i elity wła­dzy rządu cen­tral­nego w Léopoldville. W powo­jen­nym Kongu nie­wiel­kim echem odbił się fakt unie­za­leż­nie­nia się po 1945 roku wielu poza­eu­ro­pej­skich tery­to­riów takich państw, jak Wielka Bry­ta­nia, Fran­cja czy Holan­dia.

Bel­gia raty­fi­ko­wała 73. punkt Dekla­ra­cji Naro­dów Zjed­no­czo­nych, mówiący o stop­nio­wym samo­sta­no­wie­niu kolo­nii. Bar­dzo szybko, co zro­zu­miałe ze względu na stra­te­giczny ele­ment katan­gij­skich kopalni uranu, oba super­mo­car­stwa zaczęły naci­skać na Bel­gię w celu zmiany jej poli­tyki kolo­nial­nej. Oczy­wi­ście powody takiego zacho­wa­nia dyplo­ma­cji USA i ZSRR miały zupeł­nie inne pod­łoże. Fak­tem pozo­sta­wało nie­znane przed odkry­ciem uranu zain­te­re­so­wa­nie świa­to­wych mocarstw Kon­giem i Katangą. Bel­gia wszel­kie próby inge­ren­cji w jej wewnętrzne sprawy tor­pe­do­wała, gra­jąc kartą kon­gij­skich surow­ców. Roz­po­częto też akcję asy­mi­la­cji czar­nych oby­wa­teli Konga Bel­gij­skiego, wyda­jąc spe­cjalne cer­ty­fi­katy kan­dy­da­tom, któ­rzy speł­nili nie­zbędne wymogi. Aby ów doku­ment otrzy­mać, nale­żało speł­nić wiele kry­te­riów z mono­ga­mią, "dobrym zacho­wa­niem", pła­ce­niem podat­ków i posia­da­niem legal­nej pracy na czele. Odpo­wiedni urzęd­nicy nie­by­wale wręcz roz­bu­do­wa­nej bel­gij­skiej admi­ni­stra­cji w tej kolo­nii prze­pro­wa­dzali nawet u wybra­nych osób domowe kon­trole. Cały pro­gram zakoń­czył się total­nym fia­skiem, do połowy lat pięć­dzie­sią­tych bowiem jedy­nie kilka tysięcy Kon­gij­czy­ków uro­czy­ście ode­brało sto­sowne doku­menty, prak­tycz­nie rów­na­jące ich z Bel­gami z metro­po­lii i bia­łymi osad­ni­kami w Afryce.

Guber­na­tor gene­ralny Konga Bel­gij­skiego Leon Petil­lon snuł plany roz­sze­rze­nia cywil­nych praw miej­sco­wej lud­no­ści. Kon­cep­cje te pozo­stały jed­nak na papie­rze. Zamiar stwo­rze­nia spo­łecz­no­ści kon­gij­sko-bel­gij­skiej zakoń­czył się nie­po­wo­dze­niem z powodu oporu bel­gij­skich miesz­kań­ców kolo­nii oraz rasi­stow­skich uprze­dzeń w krę­gach apa­ratu wła­dzy. W 1951 roku w Bruk­seli doszło do abdy­ka­cji króla Leopolda III na rzecz jego syna Bau­do­uina. Nowy władca prze­ja­wiał duże zain­te­re­so­wa­nie nieco zapo­mnianą 2-3 lata przed obję­ciem przez niego wła­dzy afry­kań­ską posia­dło­ścią Bel­gii.

W 1955 roku Bau­do­uin przy­był z wizytą do Konga, entu­zja­stycz­nie witany przez nie­prze­brane tłumy swo­ich pod­da­nych. Zachod­nie media roz­pi­sy­wały się z zachwy­tem o "auten­tycz­nym uwiel­bie­niu", jakim cie­szył się wśród lud­no­ści kolo­nii ten władca. Jego wizyta miała ogromne zna­cze­nie dla zmian w kraju, które osta­tecz­nie dopro­wa­dziły do nie­pod­le­gło­ści 5 lat póź­niej. Nawo­ły­wano mię­dzy innymi do zła­ma­nia mono­polu misji kato­lic­kich na orga­ni­za­cję szkol­nic­twa w kolo­nii i utwo­rze­nia pań­stwo­wego sys­temu edu­ka­cyj­nego. Echem wyda­rzeń w Bruk­seli, gdzie Fla­man­do­wie wal­czyli o rów­no­upraw­nie­nie języka nider­landz­kiego z fran­cu­skim, stało się żąda­nie pew­nych krę­gów w Bruk­seli wpro­wa­dze­nia obo­wiąz­ko­wej dwu­ję­zycz­no­ści także w Kongu, Rwan­dzie i Burundi. Do tej pory język fran­cu­ski był jedy­nym języ­kiem urzę­do­wym w bel­gij­skich posia­dło­ściach w Afryce. Bel­gij­ski król powró­cił do kon­cep­cji "spo­łecz­no­ści kon­gij­sko-bel­gij­skiej", a swo­imi prze­mó­wie­niami zachę­cił Kon­gij­czy­ków do więk­szej samo­or­ga­ni­za­cji, w tym mię­dzy innymi two­rze­nia bran­żo­wych związ­ków zawo­do­wych.

Jed­no­cze­śnie już od końca lat czter­dzie­stych popie­rano regio­na­lizm. Znaj­do­wał on swój wyraz w orga­ni­za­cji róż­nego rodzaju par­tii poli­tycz­nych i ruchów spo­łecz­nych przez okre­ślone grupy etniczne w poszcze­gól­nych pro­win­cjach Konga Bel­gij­skiego. Te dzia­ła­nia dopro­wa­dziły do powsta­nia pierw­szych oddol­nych ruchów nie­pod­le­gło­ścio­wych. Naj­waż­niej­szym z nich był zało­żony już w 1950 roku kul­tu­ralny zwią­zek ABAKO (Asso­cia­tion cul­tu­relle des Bakongo - Kul­tu­rowy Zwią­zek Bakongo), obej­mu­jący swym zasię­giem regiony na zacho­dzie kraju, w Kasai i czę­ściowo w Katan­dze. Prze­wod­ni­czą­cym ABAKO, nawią­zu­ją­cego do tra­dy­cji ple­mien­nego pań­stwa ludu Bakongo w okre­sie przed­ko­lo­nial­nym, był Joseph Kasa­vubu, przy­szły pre­zy­dent nie­pod­le­głego Konga. Po kilku latach funk­cjo­no­wa­nia jako sto­wa­rzy­sze­nie spo­łeczno-kul­tu­ralne zwią­zek ABAKO prze­ro­dził się w orga­ni­za­cję stricte poli­tyczną, któ­rej zada­niem było jak naj­szyb­sze wywal­cze­nie nie­pod­le­gło­ści dla całego Konga Bel­gij­skiego.

Rok 1955, oprócz wspo­mnia­nej wizyty bel­gij­skiego monar­chy w Kongu, przy­niósł też ważny mani­fest, ogło­szony przez bel­gij­skiego pro­fe­sora Anto­ine'a van Bli­sena. Nosił on tytuł Trzy­dzie­sto­letni plan poli­tycz­nej eman­cy­pa­cji bel­gij­skiej Afryki. Wycho­dził on z tezą o potrze­bie ufor­mo­wa­nia się miej­sco­wych elit, opar­tych na kato­lic­kim sys­te­mie war­to­ści, które obejmą z cza­sem kon­trolę nad Kon­giem, Rwandą i Burundi. Ku roz­cza­ro­wa­niu van Bli­sena zarówno rząd bel­gij­ski, jak i zasy­mi­lo­wana klasa śred­nia w Kongu, odnio­sły się do tej kon­cep­cji z dużą rezerwą. Bru­skela nie chciała się pozbyć Konga, a Kon­gij­czycy nie wyobra­żali sobie kolej­nych lat życia w obec­nym sys­te­mie wła­dzy. Jedy­nie mała część kon­gij­skiej inte­li­gen­cji, sku­piona wokół pisma "Con­science Afri­ca­ine" ("Afry­kań­ska Świa­do­mość"), odnio­sła się pozy­tyw­nie do teo­rii van Bli­sena. Nad­cho­dził jed­nak rok 1957, kiedy to lewi­cowy ruch nie­pod­le­gło­ściowy w Gha­nie, dzia­ła­jący pod prze­wod­nic­twem cha­ry­zma­tycz­nego Kwame Nkru­maha23, dopro­wa­dził do uzy­ska­nia nie­pod­le­gło­ści przez tę bry­tyj­ską kolo­nię. Był to pierw­szy ele­ment domina, które zakoń­czyło się rokiem 1960, w poli­tycz­nej histo­rii świata zna­nym jako "Rok Afryki". Dla Konga, za sprawą wojny domo­wej, ten rok także miał prze­ło­mowe zna­cze­nie.

Rozdział IV. Kompania Górnicza Górnej Katangi - państwo w państwie

ROZ­DZIAŁ IV KOM­PA­NIA GÓR­NI­CZA GÓR­NEJ KATANGI - PAŃ­STWO W PAŃ­STWIE

Żadna inna orga­ni­za­cja nie wpły­nęła na wyda­rze­nia w Katan­dze w latach 1960-1963 bar­dziej niż tytu­łowa Union Miniere du Haut-Katanga (w skró­cie UMHK - Kom­pa­nia Gór­ni­cza Gór­nej Katangi). Nie będzie dale­kie od prawdy stwier­dze­nie, że potężny kon­cern sfi­nan­so­wał sece­sję tego regionu, wer­bu­nek najem­ni­ków wal­czą­cych z armią rządu cen­tral­nego i woj­skami ONZ oraz stał za logi­styką zbun­to­wa­nej pro­win­cji.

Pierw­szą kon­ce­sją han­dlową wymie­nia­jącą Katangę z nazwy była Com­pa­gne du Katanga (Kom­pa­nia Katangi), zało­żona przez Bel­gów w 1891 roku na tere­nach pokry­wa­ją­cych się z obec­nymi pro­win­cjami Katanga, Kasai i Połu­dniowe Kivu24. Wła­ściwa jed­nak histo­ria spółki UMHK roz­po­czyna się w 1906 roku. W ostat­nich latach ist­nie­nia Wol­nego Pań­stwa Kongo, król bel­gij­ski Leopold II zamie­rzał zabez­pie­czyć się na wypa­dek koniecz­no­ści odda­nia kraju rzą­dowi Bel­gii. Jak wiemy z poprzed­niego roz­działu, stało się to osta­tecz­nie w roku 1908. Wcze­śniej jed­nak agenci bel­gij­skiego władcy poro­zu­mieli się z innymi inwe­stu­ją­cymi na afry­kań­skim kon­ty­nen­cie fir­mami w celu zjed­no­cze­nia sił w eks­plo­ata­cji surow­ców natu­ral­nych w Katan­dze.

W 1899 roku, dzia­łal­ność wydo­byw­czą w Afryce roz­po­czął bry­tyj­ski przed­się­biorca Robert Wil­liams25. Otrzy­mał on kon­ce­sję gór­ni­czą w rok póź­niej. Kie­ro­wał kon­sor­cjum pod nazwą Tan­ga­ny­ika Con­ces­sions Ltd. Doku­menty zało­ży­ciel­skie UMHK usta­lały głów­nych udzia­łow­ców firmy: bel­gij­skie kon­sor­cja Comite Spe­cial du Katanga i Societe Gene­rale de Bel­gi­que, oraz wspo­mnianą już kom­pa­nię Wil­liamsa. UMHK, która miała ogromny wpływ na gospo­darkę surow­cową metro­po­lii ze sto­licą w Bruk­seli, jest postrze­gana dość powszech­nie jako przy­kład dosłow­nego "czar­nego kapi­ta­li­zmu", wyzy­sku siły robo­czej i nie­mal nie­wol­ni­czego sys­temu pracy. Nic bar­dziej myl­nego. Nad­uży­cia, tak powszechne w latach Wol­nego Pań­stwa Kongo, ustą­piły szybko miej­sca skru­pu­lat­nej reali­za­cji w prak­tyce motta UMHK, brzmią­cego w wol­nym tłu­ma­cze­niu tak: "Dobre zdro­wie, dobry duch, wysoka pro­duk­tyw­ność". Nie można pomi­nąć faktu, że UMHK już w 1928 roku wpro­wa­dziła w życie fir­mowy pro­gram wypłat odszko­do­wań powy­pad­ko­wych dla gór­ni­ków, lub w razie śmierci w kopalni dla ich naj­bliż­szych. Już w 1911 roku kolej połą­czyła Katangę z wybrze­żem por­tu­gal­skiej Angoli. Linie kole­jowe pla­no­wano jed­nak o wiele wcze­śniej. Budowa wła­ści­wej linii roz­po­częła się w marcu 1903 roku. Inna stra­te­gicz­nie ważna linia kolei żela­znej została popro­wa­dzona do Rode­zji Pół­noc­nej. Po latach miała zapew­nić dostawy nie­zbędne dla walki Katangi o nie­pod­le­głość. Do wybu­chu pierw­szej wojny świa­to­wej ukoń­czono 500 km trak­cji.

W waż­nym dla Katangi roku 1911 UMHK zwięk­szyła wydo­by­cie mie­dzi w kopalni Ruashi. W tym prze­ło­mo­wym roku zdo­łano wydo­być 997 ton. W 1919 roku z Katangi do Bel­gii popły­nęło już 22 tys. ton tego cen­nego surowca, uzy­ski­wa­nego w sied­miu róż­nych miej­scach. Jed­nak to nie miedź, ale uran sta­no­wił praw­dziwy wyznacz­nik zna­cze­nia kolo­nii dla Bel­gii, a w póź­niej­szych latach całego wol­nego świata. W 1922 roku otwarto pierw­szy szyb do eks­trak­cji uranu, a w cztery lata póź­niej Bel­gia stała się fak­tycz­nym mono­po­li­stą na świa­to­wym rynku, gdyż pokłady tego pier­wiastka w Katan­dze były prak­tycz­nie jedy­nymi zna­czą­cymi jego źró­dłami w skali glo­bal­nej. Poza ura­nem z kopalń Katangi pozy­ski­wano kobalt, cynę i cynk.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Po zaak­cep­to­wa­niu prośby pre­miera Konga Patrice'a Lumumby, ONZ powo­łała misję poko­jową dla Konga (ONUC - franc. Ope­ra­tion des Nations Unies au Congo). Warun­kiem wspie­ra­nej (w środku zim­nej wojny!), zarówno przez USA, jak i ZSRR ini­cja­tywy, było nie­za­an­ga­żo­wa­nie w inter­wen­cję zbrojną kra­jów, człon­ków ści­słych blo­ków mili­tar­nych NATO i Układu War­szaw­skiego [wróć]

2. Płk Mike Hoare, Irland­czyk z pocho­dze­nia, w cza­sie dru­giej wojny świa­to­wej słu­żył w armii bry­tyj­skiej w Bir­mie. W Kongu naj­pierw utwo­rzył 4. Komando najem­ni­ków z pole­ce­nia pre­miera Katangi Mo?se?a Tshom­bego, a następ­nie sfor­mo­wał 5. Komando, słynną jed­nostkę bio­rącą udział w wal­kach z rebe­lią Simba na wscho­dzie Konga w latach 1964-1965. [wróć]

3. "Żoł­nie­rze for­tuny" - potoczne okre­śle­nie żoł­nie­rzy najem­nych, idą­cych za naj­le­piej pła­cą­cym pra­co­dawcą [wróć]

4. Mo?se Tshombe (1910-1969), archi­tekt sece­sji Katangi i jej przy­wódca w latach 1960-1963, pre­mier Konga w latach 1964-1965. Obszerną infor­ma­cję na temat Tshom­bego znajdą pań­stwo w dal­szej czę­ści książki. [wróć]

5. Pozo­sta­łymi były Rwanda i Burundi, ode­brane Niem­com po pierw­szej woj­nie świa­to­wej, gra­ni­czące zresztą z Kon­giem od wschodu. [wróć]

6. Sudan Połu­dniowy po trwa­ją­cej około 60 lat walce uzy­skał nie­pod­le­głość, unie­za­leż­nia­jąc się od Sudanu w 2011 roku, zdo­był też uzna­nie mię­dzy­na­ro­dowe i został włą­czony w poczet państw-człon­ków Orga­ni­za­cji Naro­dów Zjed­no­czo­nych. [wróć]

7. Ery­trea, była kolo­nia wło­ska w Afryce Wschod­niej, ode­rwała się od Etio­pii w 1993 roku, blo­ku­jąc tym samym tej ostat­niej dostęp do morza. Ery­trea, podob­nie jak Sudan Połu­dniowy, należy do ONZ, jed­nak auto­kra­tyczny reżim panu­jący w tym kraju ogra­ni­cza jej sto­sunki dyplo­ma­tyczne z wie­loma pań­stwami świata. [wróć]

8. Naj­lep­szym przy­kła­dem jest Timor Wschodni w Azji Połu­dniowo-Wschod­niej, gdzie pod auspi­cjami ONZ doszło do refe­ren­dum nie­pod­le­gło­ścio­wego i w 2002 roku kraj ten (będący poprzed­nio kolo­nią por­tu­gal­ską i w 1975 roku siłą wchło­nięty przez Indo­ne­zję) uzy­skał nie­pod­le­głość jako pierw­szy nowy orga­nizm pań­stwowy w XXI wieku. [wróć]

9. Henry Mor­ton Stan­ley (1841-1904), walij­ski dzien­ni­karz i podróż­nik, zasły­nął z odszu­ka­nia szkoc­kiego odkrywcy i misjo­na­rza Davida Living­stone'a na tere­nie dzi­siej­szej Tan­za­nii w listo­pa­dzie 1871 roku. Stan­ley poszu­ki­wał też źró­deł Nilu i pra­co­wał dla króla bel­gij­skiego Leopolda II, bada­jąc zasoby natu­ralne Konga i wyzna­cza­jąc gra­nice tego kraju. W 1889 roku otrzy­mał z rąk kró­lo­wej bry­tyj­skiej Wik­to­rii tytuł szla­checki. [wróć]

10. Ara­bo­wie nazy­wali nie­wol­ni­ków "czar­nym zło­tem" nie bez powodu, zyski z han­dlu ludźmi były bowiem ogromne i zbu­do­wały for­tuny arab­skich szej­ków ze Wschod­niego Wybrzeża Afryki. [wróć]

11. W Afryce żyją dwa rodzaje słoni: afry­kań­ski, zamiesz­ku­jący sawanny i rzad­kie lasy, oraz słoń leśny, w 2010 roku ofi­cjal­nie zatwier­dzony jako trzeci (obok azja­tyc­kiego) odrębny gatu­nek. Ten pierw­szy w wyniku wie­lo­let­nich polo­wań na tere­nie Konga został nie­mal wytrze­biony. Drugi zaś, mniej­szy i przez to "komer­cyj­nie" nie­przy­datny z powodu małych cio­sów, jest poty­kany w Base­nie rzeki Kongo. [wróć]

12. Cecil Rho­des (1853-1902), poli­tyk i zago­rzały zwo­len­nik powięk­sze­nia impe­rium bry­tyj­skiego. Rho­des zało­żył kolo­nię w Afryce Połu­dnio­wej, nazwaną już za jego życia w 1895 roku Rode­zją (potem podzie­loną na Pół­nocną - dzi­siej­szą Zambię, oraz Połu­dniową - obecne Zim­ba­bwe). Jego życiową ambi­cją było utwo­rze­nie łań­cu­cha bry­tyj­skich posia­dło­ści roz­cią­ga­ją­cego się od Egiptu po Natal na połu­dnio­wym krańcu Afryki (dzi­siaj w Repu­blice Połu­dnio­wej Afryki). Dla tych celów potrze­bo­wał Katangi, któ­rej osta­tecz­nie nie udało się mu pod­po­rząd­ko­wać. Co cie­kawe, idea ta odżyła w trak­cie sece­sji Katangi, gdy nie­któ­rzy poli­tycy z Wiel­kiej Bry­ta­nii i RPA nie­śmiało pró­bo­wali wskrze­sić ideę włą­cze­nia pro­win­cji do anglo­sa­skiej strefy wpły­wów. W koń­co­wych latach swo­jego życia Rho­des uwi­kłał się w aferę "ser­cową" z pol­ską księż­niczką Rze­wu­ską z domu Radzi­wiłł. Wkrótce po skan­dalu wywo­ła­nym przez Polkę, dekla­ru­jącą nie­po­twier­dzone zarę­czyny z Rho­desem, poli­tyk zmarł. [wróć]

13. Owe mie­dziane krzyże jako sym­bol regionu tra­fiły osta­tecz­nie na bank­noty, monety i znaczki Pań­stwa Katanga w latach 1960-1963. Stały się one też głów­nym ele­men­tem flagi Katangi i kokardy jej sił lot­ni­czych. [wróć]

14. Flaga Wol­nego Pań­stwa Kongo przed­sta­wiała żółtą pię­cio­ra­mienną gwiazdę na błę­kit­nym tle. [wróć]

15. Seren­geti - eko­sys­tem we wschod­niej Afryce, na gra­nicy dzi­siej­szej Tan­za­nii i Kenii. Obej­muje obszar około 30 000 km2, będąc naj­słyn­niej­szym na świe­cie rejo­nem migra­cji "wiel­kiej zwie­rzyny". W skład Seren­geti wcho­dzi też powszech­nie znany park naro­dowy o tej samej nazwie. [wróć]

16. Ter­min "askari" był popu­lar­nym okre­śle­niem miej­sco­wych żoł­nie­rzy słu­żą­cych w armiach mocarstw euro­pej­skich w Afryce (w tym kon­trek­ście wyste­puje w takich języ­kach jak: fran­cu­ski, nie­miecki, wło­ski, urdu czy por­tu­gal­ski). Po dziś dzień jest uży­wany w odnie­sie­niu do poli­cji, żan­dar­me­rii i służb ochrony mie­nia, zwłasz­cza w rejo­nie afry­kań­skich Wiel­kich Jezior, Afryki Środ­ko­wej i Wschod­niej. [wróć]

17. "Jądro ciem­no­ści" (ang. The Heart of Dark­ness), okre­śle­nie Konga, które weszło do powszech­nego użytku dzięki pol­sko-bry­tyj­skiemu pisa­rzowi Jose­phowi Con­ra­dowi Korze­niow­skiemu. Con­rad zaty­tu­ło­wał tak swoją powieść z 1899 roku, uka­zu­jącą podróż stat­kiem w górę rzeki Kongo w latach osiem­dzie­sią­tych XIX wieku. Con­rad w swej książce pró­bo­wał udo­wod­nić brak róż­nic pomię­dzy tzw. świa­tem cywi­li­zo­wa­nym i "dzi­kimi ludami". "Jądro ciem­no­ści" miało wyraźny wydźwięk anty­ko­lo­nialny i anty­ra­si­stow­ski, wyprze­dza­jąc epokę o dobre kil­ka­dzie­siąt lat. [wróć]

18. Rząd Bel­gii wie­lo­krot­nie pro­po­no­wał kró­lowi Leopol­dowi II odda­nie Wol­nego Pań­stwa Kongo pod kura­telę władz kraju. Osta­tecz­nie w 1908 roku układ anek­syjny prze­szedł jed­no­gło­śnie w bel­gij­skim par­la­men­cie, nato­miast król otrzy­mał sowite odszko­do­wa­nie i zabez­pie­czył swoje inte­resy w Afryce za pomocą udziału w wielu spół­kach akcyj­nych w klu­czo­wych bran­żach gospo­darki kolo­nii. [wróć]

19. Wśród bel­gij­skich kolo­nii należy wyróż­nić chiń­ski region Tian­jin, gdzie na tere­nie portu o tej samej nazwie w ???? roku Bel­go­wie otrzy­mali kon­ce­sję han­dlową. Stało się to po prze­gra­niu przez chiń­skich rebe­lian­tów powsta­nia bok­se­rów. Bel­gia nie brała mili­tar­nego udziału w zdła­wie­niu rewolty, nato­miast była jed­nym z gwa­ran­tów "pro­to­kołu bok­se­rów". Kon­ce­sja wyga­sła w 1931 roku. Bel­gia zarzą­dzała też wło­ską wysepką Coma­cina na jezio­rze Como (1920) oraz brała udział w komi­sa­rycz­nej admi­ni­stra­cji maro­kań­skiego portu Tan­ger w latach ????-1956. [wróć]

20. Force Publi­que ("Siła Publiczna", w języku fla­mandz­kim "Open­bare Weer­macht") - siły zbrojne i poli­cyjne Wol­nego Pań­stwa Kongo, a potem Konga Bel­gij­skiego. Force Publi­que, stwo­rzone jako typowe kolo­nialne woj­sko pomoc­ni­cze, wzięły udział w oby­dwu woj­nach świa­to­wych, a po reor­ga­ni­za­cji sta­no­wiły pod­stawę Armii Naro­do­wej Konga (franc. - ANC - Armée Natio­nale Con­go­la­ise) i katan­gij­skiej Gen­dar­me­rie. Lot­nic­two Force Publi­que, z uwagi na bazo­wa­nie na lot­ni­skach w Katan­dze, zasi­liło swym par­kiem maszy­no­wym Force Arienne Katan­ga­ise, czyli Siły Powietrzne Katangi. [wróć]

21. Nie­miec­kie kolo­nie ist­nie­jące w Afryce do końca pierw­szej wojny świa­to­wej obej­mo­wały: dzi­siej­szą Nami­bię, Tan­za­nię (Nie­miecką Afrykę Wschod­nią), Kame­run i Togo. Na tere­nie Nie­miec­kiej Afryki Wschod­niej Bry­tyj­czycy i ich sojusz­nicy napo­tkali bar­dzo dobrze zor­ga­ni­zo­wa­nego prze­ciw­nika w postaci oddzia­łów nie­miec­kiego gen. Paula von Let­tow-Vor­becka, który nie­po­ko­nany przez cztery lata w wal­nej bitwie, po otrzy­ma­niu wie­ści o zakoń­cze­niu wojny w Euro­pie, pod­dał się Bry­tyj­czy­kom na tere­nie dzi­siej­szej Zambii 25 listo­pada 1918 roku wraz ze swo­imi liczą­cymi nie­całe 2 tys. żoł­nie­rzy i 3 tys. tra­ga­rzy woj­skami. Patrz także: P. Bru­dek, Afryka Wschod­nia 1914-1918, Wydaw­nic­two Bel­lona, War­szawa 2008. [wróć]

22. Koloni (franc. colons) to okre­śle­nie bia­łych osad­ni­ków w posiad-łościach zamor­skich Fran­cji. Przy­jęło się ono naj­bar­dziej w odnie­sie­niu do Algie­rii i Nowej Kale­do­nii na Pacy­fiku. W Kongu Bel­gij­skim powszechne było posłu­gi­wa­nie się języ­kiem fran­cu­skim przez więk­szość miesz­ka­ją­cych tam Bel­gów. [wróć]

23. Kwame Nkru­mah (ur. praw­do­po­dob­nie 1909 - zm. 1972), przy­wódca ruchu nie­pod­le­gło­ścio­wego w Gha­nie, dopro­wa­dził do unie­za­leż­nie­nia się tego kraju od Wiel­kiej Bry­ta­nii w 1957 roku. Nkru­mah, sil­nie inspi­ro­wany ide­ami pana­fry­kań­skimi, uwa­żał się za afry­kań­skiego odpo­wied­nika Lenina. Ghana pod jego rzą­dami, ofi­cjal­nie pozo­sta­jąca w orbi­cie grupy tak zwa­nych państw nie­za­an­ga­żo­wa­nych, miała ten­den­cje sil­nie lewi­cowe. Nkru­mah w 1960 roku skie­ro­wał liczący ponad tysiąc żoł­nie­rzy kon­tyn­gent armii Ghany do Konga w odpo­wie­dzi na apel rządu w Léopoldville o pomoc w przy­wró­ce­niu porządku w byłej bel­gij­skiej kolo­nii. W trak­cie wizyty Nkru­maha w Korei Pół­noc­nej i komu­ni­stycz­nych Chi­nach w 1966 roku w Gha­nie doszło do woj­sko­wego zama­chu stanu (za któ­rym praw­do­po­dob­nie stali Ame­ry­ka­nie - przyp. aut.). Nie wró­cił on do kraju i pozo­stał na wygna­niu, "w gości­nie" u pre­zy­denta lewi­cowej Gwi­nei Ahmeda Sekou Toure. Zmarł w 1972 roku. Dla wielu pozo­stał sym­bo­lem afry­kań­skiej walki z kolo­nia­li­zmem i idei zjed­no­cze­nia kon­ty­nentu. [wróć]

24. Na tere­nie pro­win­cji Kivu (w 1969 roku podzie­lo­nej na czę­ści pół­nocną i połu­dniową) znaj­do­wały się duże pokłady złota. Skom­pli­ko­wana mozaika etniczna i sto­sun­kowo mała popu­la­cja tego rejonu Konga spo­wo­do­wały, że mimo poten­cjału gospo­dar­czego nie wykry­sta­li­zo­wała się tam idea sece­sji podobna do Katangi czy Kasai Połu­dnio­wego. [wróć]

25. Sir Robert Wil­liams (1860-1938) był szkoc­kim inży­nie­rem gór­nic­twa, podróż­ni­kiem i inwe­sto­rem, zain­te­re­so­wa­nym bogac­twami natu­ral­nymi Afryki. Uro­dzony w Aber­deen Wil­liams bli­sko współ­pra­co­wał z Ceci­lem Rho­de­sem w jego przed­się­wzię­ciach zwią­za­nych z kolej­nic­twem. Wil­liamsowi zawdzię­czamy zapla­no­wa­nie, prze­pro­wa­dze­nie i ukoń­cze­nie linii kole­jo­wej Ben­gu­ela. Jej naj­trud­niej­szy do reali­za­cji odci­nek, pro­wa­dzący z Luau w Kongu Bel­gij­skim, został oddany do użytku dopiero w 1929 roku, po 27 latach prac kon­struk­cyj­nych. [wróć]