Katan. Początek - Agnieszka Lingas-Łoniewska

Reflow text when sidebars are open.
PROLOG
Słyszę te obrzydliwe odgłosy i gdybym mógł, zatkałbym sobie uszy, ale należy to najpierw zrobić mojemu braciszkowi. Nie chcę, aby to słyszał. Niewiele jeszcze rozumie, ale już pojmuje, że jak do mamy przychodzą panowie, to musimy być cicho. Mama ciągle chodzi w sposób, jakby spała, czasami się do nas uśmiecha, ale ten uśmiech jest taki, jakby wcale mnie ani mojego małego brata nie widziała. Jakby śmiała się do kogoś, kogo widzi tylko ona. Mama robi sobie często zastrzyki, chyba jest chora. Wpuszcza w żyłę dziwny płyn, to chyba jakieś lekarstwo. Robi to zawsze po wizycie tych brzydkich panów. Kiedyś widziałem, jak jeden z nich dał jej pieniądze po tym, jak wyszli z sypialni. I ona gdzieś szybko poszła, a potem wróciła z takim wujkiem, co często przynosi jej lekarstwa. On zawsze mówi nam, żebyśmy spadali do pokoju, więc to robimy. Ale kiedyś podejrzałem przez szparę w drzwiach, że ten wujek pomagał mamie robić zastrzyki. Nie wygląda na lekarza. Ale może się nie znam, mam dopiero sześć lat, a mój brat, Jacuś, cztery.
Wiem, że muszę go chronić. Bo czuję, że najbardziej zły człowiek, jakiego kiedykolwiek spotkaliśmy, niebawem pojawi się w naszym smutnym, brudnym domu na przedmieściach Wrocławia.
Kończyliśmy z Pako liceum i już wiedzieliśmy, co chcemy robić w życiu. Pako trafił pod skrzydła organizacji Reno i wciągnął też mnie - chociaż nie przyszło to łatwo, gdyż trudno było się ze mną porozumieć. Leon Gola okazał się wyrozumiałym szefem, dla którego liczyły się lojalność, spryt, charyzma. A to akurat posiadałem. Piotr Pakosławski, czyli Pako, to mój jedyny przyjaciel i także jedyna osoba, z którą potrafiłem w miarę normalnie rozmawiać.
Zostały nam cztery miesiące do matury, uczyliśmy się... No okej, wcale się nie uczyliśmy. Obaj mieliśmy doskonałą pamięć, a ja wręcz fotograficzną. W szkole ledwo przechodziłem z klasy do klasy, bo nie potrafiłem odpowiedzieć na najprostsze pytania. Na sprawdzianach pisemnych specjalnie robiłem błędy, bo zdawałem sobie sprawę, że kiedy normalnie udzieliłbym odpowiedzi na te banalne dla mnie pytania, od razu by mnie podejrzewali o ściąganie. Pod koniec szkoły już zarabiałem, pisząc prace na zaliczenie dla ludzi na polibudzie.
W podstawówce wyzywano mnie od debili i potem Pako często wpadał w kłopoty, bo radził sobie z tym problemem za pomocą pięści. Wiele razy prosiłem go, aby odpuścił. Sam też mógłbym zrobić porządek z tymi idiotami, ale szkoda mojej energii. Do budy chodziłem, bo nie chciałem sprawiać problemów mojej rodzinie zastępczej, czyli rodzicom Pako. Wzięli mnie do siebie, gdy mojej matce ćpunce odebrano prawa rodzicielskie. Byłem im to winien, dlatego chciałem jak najmniej kłopotów sprowadzić na siebie i na nich.
W liceum było trochę lepiej, ale szybko zyskałem miano dziwaka i większość ludzi z klasy i generalnie ze szkoły starała się mnie unikać. To znaczy tak - większość facetów, bo jeśli chodzi o dziewczyny... One to dopiero były dziwne! Nigdy się do żadnej nie odezwałem, nie patrzyłem im w oczy, a kiedy już musiałem z jakąś zamienić kilka słów, to najczęściej wypuszczałem z siebie monosylaby. A one i tak ciągle mnie zaczepiały, zapraszały na imprezy i próbowały się zbliżyć. Pako miał swoją teorię i udzielał rad, z których nie zamierzałem skorzystać. Często siedzieliśmy na dachu garażu, koło domu Pakosławskich, paliliśmy fajki lub blanty albo coś popijaliśmy. I kumpel tłumaczył mi ten pojebany świat.