Karol Łoza - Jan Ślęzak
14.13 zł
11.73 zł
(14,13 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Kiedy wycięto "mój" las zdecydowałem, że trzeba o tym napisać. Zdecydowałem, że protest przeciwko rabunkowej gospodarce leśnej włożę w usta samych leśników, bo przecież wszyscy wiemy, że wielu leśników nie zgadzało się z tą polityką. Byli tacy co boleli z tego powodu na równi ze mną i z moimi wnukami.
Moje wnuki wychowywały się w bardzo blisko lasu chociaż była to bliskość raczej duchowa. Bliskość fizyczna też się zrodziła bo przez wiele lat jeździliśmy zawsze do tego samego lasu, na Maniska. Kto jest z rejonu Chrzanowa doskonale wie jaki teren mam na myśli.
Zarówno Zosia jak i Franek właśnie tam miały swoje pierwsze kontakty z prawdziwym lasem. Tu, na Maniskach realizowały się ich pierwsze wizje prawdziwego lasu zaczerpnięte z bajek, zarówno tych książkowych jak i telewizyjnych.
Kiedy wycięto akurat ten fragment lasu, który uważały już za swój, oboje stracili ochotę na wyjazdu do innej części tego samego lasu. Jedynie ja, ich dziadek, bywam tam ale już samotnie. Na terenie wyciętego lasu pozostał jedynie ogromny głaz z przykręconą do niego tablicą. Na tej tablicy znajduje się taki oto napis: "Las poświęcony pamięci Jana Pawła II".
Przyznam szczerze, że nie wiem jak ten pseudo-pomnik traktować, czy jako żart czy jako szyderstwo. Nie wiem jak długo ten głaz tam wytrzyma bo widać, że już zaczyna pękać w różnych miejscach. Niektórzy spacerowicze twierdzą, że coś go rozsadza, coś co mądrością trudno nazwać. To jest, moi drodzy sarkazm i nie ma tu nic do śmiechu, raczej łzę wypada uronić, co dziadkowi Zosi i Franka już się zdarzyło.
Las rośnie powoli więc bardzo długo, głupota postępuje szybko i to we wszystkich kierunkach jednocześnie. Skutki tego drugiego zjawiska widać bardzo szybko.
Pierwotne założenia stopniowo gdzieś znikły, rozmyły się w tekście a ten rozbudowywał się coraz bardziej. Rodziły się nowe rozdziały i wątki. Nie zakładałem wielu tematów, które jednak powstały, choćby napad na leśniczówkę. Ten napad miał pokazać ryzyko bycia leśniczym, bo każdy z nich broń posiada: długą, krótką i jest za nią odpowiedzialny.
Kiedy teraz patrzę na całe opowiadanie, odnoszę wrażenie, że zamiast tekstu krytycznego wyszło opowiadanie pochwalne. Jest to raczej opowiadanie sławiące uroki pracy leśnika. A może tak miało być?