Karl Lagerfeld. Raj jest teraz - William Middleton

Kup ebooka

55.90 zł
45.28 zł (44,72 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PRZY­PISY

Motto
[1] Wy­wiad Au­gu­stina Tra­pe­narda z Kar­lem La­ger­fel­dem, Bo­ome­rang, France In­ter, 22 wrze­śnia 2014.
Pro­log. Su­per­gwiazda!
[1] Jean-Chri­sto­phe Na­pias, Pa­trick Mau­ri?s, Le Monde se­lon Karl, Pa­ris 2013, s. 46.
[2] Résul­tats fi­nan­ci­?res de Cha­nel Li­mi­ted, 17 czerwca 2019, cha­nel.com, bit.ly/479i­XWF, do­stęp: 21.12.2023.
[3] Wy­wiad Wil­liama Mid­dle­tona z Ala­inem To­uca­sem, 20 kwiet­nia 2021.
[4] Wy­wiad Wil­liama Mid­dle­tona ze Stellą Ten­nant, 9 grud­nia 2020.
[5] Wy­wiad Wil­liama Mid­dle­tona z Frédéri­kiem Gou­bym, 23 czerwca 2021.
[6] A la re­cher­che de la vingt-ci­nqu­i?me heure, "L'Express Style", maj 1988, s. 37.
[7] Karl La­ger­feld, 20h10 pétan­tes, Ca­nal+, 12 wrze­śnia 2003.
[8] Wy­wiad Wil­liama Mid­dle­tona z Be­thy La­gar­d?re, 19 kwiet­nia 2021.
[9] Tamże.
[10] Tamże.
[11] Fra­nço­ise Du­mas, e-mail do Wil­liama Mid­dle­tona, 1 czerwca 2021.
[12] Wy­wiad W. Mid­dle­tona z B. La­gar­d?re, dz. cyt.
[13] Wy­wiad Wil­liama Mid­dle­tona z Fra­nço­ise Du­mas, 15 grud­nia 2020.
[14] Ema­nu­ele Scor­cel­letti, Ma­ster and Com­man­der, "Te­le­graph Ma­ga­zine", 9 paź­dzier­nika 2004, s. 35.
[15] Ve­ro­ni­que Hy­land, Hal­ston's Pen­ney's Se­re­nade, "WWD", 12 maja 2010, wwd.com, bit.ly/4a­oT­n2N, do­stęp: 21.12.2023.
[16] Ma­rie-Pierre Lan­ne­lon­gue, Karl La­ger­feld et H&M. Chro­ni­que d'un car­ton as­suré, "Elle", 23 sierp­nia 2004, s. 14.
[17] Wy­wiad Wil­liama Mid­dle­tona z Do­nal­dem Schne­ide­rem, 18 grud­nia 2020.
[18] Wy­wiad Wil­liama Mid­dle­tona z Ca­ro­line Le­bar, 14 grud­nia 2020.
[19] Mi­les So­cha, H&M Goes De­si­gner with Karl, "WWD", 17 wrze­śnia 2004, s. 6.
[20] Wy­wiad W. Mid­dle­tona z D. Schne­ide­rem, dz. cyt.
[21] Wy­wiad Wil­liama Mid­dle­tona z Anną Win­tour, 25 maja 2021.
[22] Wy­wiad As­so­cia­ted Press z To­mem For­dem, 2 maja 2005.
[23] Wy­wiad Wil­liama Mid­dle­tona ze Ste­fa­nem Lu­briną, 12 marca 2022.
[24] Ca­thy Ho­ryn, The Ro­otin' Teu­ton, "T", luty 2005, s. 198.
[25] Wy­wiad Wil­liama Mid­dle­tona z Éri­kiem Pfrun­de­rem, 26 kwiet­nia 2021.
[26] Ar­chi­walne na­gra­nie wi­deo, 8 paź­dzier­nika 2004, PdeC.
[27] Tamże.
[28] Wy­wiad Wil­liama Mid­dle­tona z Mi­che­lem Gau­ber­tem, 13 maja 2021.
[29] Wy­wiad Wil­liama Mid­dle­tona z Ha­mi­shem Bowl­sem, 25 maja 2021.
[30] Es­telle Co­lin, 20 heu­res le jo­ur­nal, France 2, 8 paź­dzier­nika 2004.
[31] Wy­wiad W. Mid­dle­tona z M. Gau­ber­tem, dz. cyt.
[32] Wy­wiad W. Mid­dle­tona ze S. Lu­briną, dz. cyt.
[33] Frédéri­que Ver­ley, My­the Mo­vie, "Vo­gue Pa­ris", li­sto­pad 2004.
[34] Wy­wiad Wil­liama Mid­dle­tona z Amandą Har­lech, 18 czerwca 2021.
[35] Wy­wiad Wil­liama Mid­dle­tona z Vir­gi­nie Viard, 6 lipca 2022.
[36] F. Ver­ley, My­the Mo­vie, dz. cyt.
[37] E. Co­lin, 20 heu­res..., dz. cyt.
Roz­dział 1. Nie­ja­sne po­cho­dze­nie
[1] Anne-Cécile Be­au­doin, Eli­sa­beth La­za­roo, Karl La­ger­feld. L'étoffe d'une star, "Pa­ris Match", 25 kwiet­nia 2013, s. 76-77.
[2] Ed­monde Char­les-Roux, L'Ir­régu­li­?re. L'Iti­néra­ire de Coco Cha­nel, Pa­ris 1974, s. 77.
[3] Lo­uise de Vil­mo­rin, Mémo­ires de Coco, red. Pa­trick Mau­ri?s, Pa­ris 1999, s. 10-13.
[4] A.-C. Be­au­doin, E. La­za­roo, Karl La­ger­feld..., dz. cyt., s. 74.
[5] Al­fons Ka­iser, Karl La­ger­feld. Ein Deut­scher in Pa­ris, Mün­chen 2020, s. 18.
[6] Pri­scilla Long, Car­na­tion Con­den­sed Milk First Ma­nu­fac­tu­red in Kent on Sep­tem­ber 6, 1899, 8 czerwca 1999, hi­sto­ry­link.org, bit.ly/477onkR, do­stęp: 22.12.2023.
[7] A.-C. Be­au­doin, E. La­za­roo, Karl La­ger­feld..., dz. cyt., s. 75.
[8] La­ger­feld: Ham­burg ist mir fa­mi­liär und fremd, "Bild am Son­n­tag", 14 lu­tego 2015.
[9] A. Ka­iser, Karl La­ger­feld..., dz. cyt., s. 19-22.
[10] A.-C. Be­au­doin, E. La­za­roo, Karl La­ger­feld..., dz. cyt., s. 74.
[11] A. Ka­iser, Karl La­ger­feld..., dz. cyt., s. 36.
[12] An­drew O'Ha­gan, The Mad­de­ning and Bril­liant Karl La­ger­feld, "T", 12 paź­dzier­nika 2015.
[13] Ja­cques Ber­toin, Karl La­ger­feld, mar­gi­nal de luxe, "Le Monde", 28 kwiet­nia 1980.
[14] A.-C. Be­au­doin, E. La­za­roo, Karl La­ger­feld..., dz. cyt., s. 75.
[15] Wil­liam Shi­rer, The Rise and Fall of the Third Re­ich, New York 1959, s. 200.
[16] Tamże, s. 201.
[17] Tamże, s. 220-226.
[18] Wil­liam Mid­dle­ton, He­avenly Ham­burg, "W", wrze­sień 1996, s. 333-334.
[19] Wy­wiad Wil­liama Mid­dle­tona z Ger­har­dem Ste­idlem, 24 paź­dzier­nika 2021.
[20] Tamże.
[21] Tamże.

PRO­LOG

Su­per­gwiazda!

Ni­gdy nie jest za późnona nowe ży­cie.[1]

Je­sie­nią 2004 roku Karl La­ger­feld był nie­sły­cha­nie ak­tywny. Karl, jak na­zy­wali go nie­mal wszy­scy, miał wkrótce skoń­czyć sie­dem­dzie­siąt je­den lat, a więc osią­gnął wiek, w któ­rym wielu pro­jek­tan­tów wy­co­fy­wało się z branży. Yves Sa­int Lau­rent, długo po­strze­gany jako jego wielki ry­wal, prze­szedł na eme­ry­turę dwa lata wcze­śniej (i zmarł w 2008 roku w wieku sie­dem­dzie­się­ciu je­den lat). Karl jed­nak aran­żo­wał wła­śnie wiele zna­czą­cych przed­się­wzięć, co było pierw­szą oznaką, że wy­ko­rzy­sta ostat­nie pięt­na­ście lat ży­cia do mak­si­mum.

Już od pięć­dzie­się­ciu lat był osobą po­wszech­nie znaną. Uro­dził się i wy­cho­wał w oko­li­cach Ham­burga, na­stro­jo­wego portu otwar­tego na świat, dru­giego co do wiel­ko­ści mia­sta w Niem­czech, po­ło­żo­nego nie­da­leko uj­ścia Łaby do Mo­rza Pół­noc­nego. Jako na­sto­la­tek za zgodą ro­dzi­ców prze­niósł się do Pa­ryża, swego emo­cjo­nal­nego, in­te­lek­tu­al­nego i du­cho­wego domu. Ob­szar fran­cu­skiej sto­licy, na któ­rym wiódł ży­cie, ogra­ni­czał się do kilku ki­lo­me­trów kwa­dra­to­wych po obu stro­nach Se­kwany. Pa­ryż Karla roz­cią­gał się od Ogrodu Luk­sem­bur­skiego i Place Sa­int-Sul­pice, gdzie pro­jek­tant miał swoje pierw­sze miesz­ka­nia, przez Fau­bo­urg Sa­int-Ger­main, ary­sto­kra­tyczną dziel­nicę, którą za­miesz­ki­wał - w ko­lej­nych, co­raz to efek­tow­niej­szych apar­ta­men­tach - przez kil­ka­dzie­siąt lat, eks­klu­zywne ulice wo­kół Ave­nue Mon­ta­igne, gdzie roz­po­czy­nał ka­rierę, Champs-Ély­sées, gdzie - z wi­do­kiem na Łuk Trium­falny - wy­lan­so­wał wła­sny dom mody, aż po rue Cam­bon, wą­ską uliczkę tuż za ho­te­lem Ritz, przy któ­rej mie­ści się główna sie­dziba Cha­nel, hi­sto­rycz­nego domu mody, który Karl re­wo­lu­cjo­ni­zo­wał, po­cząw­szy od 1983 roku, po czym za­mie­nił w mię­dzy­na­ro­do­wego ko­losa o rocz­nych ob­ro­tach ze sprze­daży wy­so­ko­ści je­de­na­stu mi­liar­dów do­la­rów[2]. W ob­rę­bie tego cza­row­nego skrawka Pa­ryża Karl osią­gnął naj­wyż­szą po­zy­cję w spo­łecz­nych, fi­nan­so­wych i in­te­lek­tu­al­nych krę­gach mia­sta i udało mu się zo­stać jedną z naj­bar­dziej nie­zwy­kłych ikon kul­tury ostat­nich dzie­się­cio­leci.

Na po­czątku no­wego mi­le­nium w pro­jek­tanta wstą­piło nowe ży­cie. Za­ła­twił trudną sprawę z fran­cu­skim urzę­dem skar­bo­wym, usta­la­jąc, że ofi­cjal­nie jest miesz­kań­cem Mo­nako, ale zgo­dził się za­pła­cić po­datki od swo­ich fran­cu­skich do­cho­dów[3]. Przez więk­szość lat dzie­więć­dzie­sią­tych miał nad­wagę, którą ukry­wał pod luź­nymi czar­nymi gar­ni­tu­rami sy­gno­wa­nymi przez awan­gar­do­wych ja­poń­skich pro­jek­tan­tów i za wiel­kim wa­chla­rzem, jed­nym ze swo­ich dłu­go­let­nich atry­bu­tów. Po­tem, w 2000 roku, roz­po­czął ra­dy­kalne od­chu­dza­nie. Mó­wił wszyst­kim, że chce schud­nąć, aby móc no­sić do­pa­so­wane ubra­nia naj­bar­dziej wzię­tego pro­jek­tanta odzieży mę­skiej, He­diego Sli­mane'a, pra­cu­ją­cego dla marki Chri­stian Dior. Hedi był zresztą mło­dym męż­czy­zną, któ­rego Karl uwa­żał za dość atrak­cyj­nego. Osta­tecz­nie Karl zrzu­cił czter­dzie­ści ki­lo­gra­mów w ciągu trzy­na­stu mie­sięcy. "Jak­bym zdjął z sie­bie parkę z tłusz­czu", po­wie­dział po­tem[4].

W tam­tych la­tach Karl za­czy­nał każdy dzień o pią­tej albo szó­stej rano. Bu­dził się w swoim osiem­na­sto­wiecz­nym apar­ta­men­cie i na­rzu­cał na sie­bie szla­frok z bia­łej wy­kroch­ma­lo­nej piki. Miał ry­go­ry­styczne po­dej­ście do pracy i rów­nie dro­bia­zgowo pod­cho­dził do wła­snego wy­glądu - nie­raz szta­fi­ro­wał się ran­kiem aż dwie go­dziny[5]. Pierw­szym za­da­niem było zwią­za­nie się­ga­ją­cych do ra­mion wło­sów w koń­ski ogon, który no­sił od końca lat sie­dem­dzie­sią­tych. "Moje fa­lu­jące, nie­sforne włosy nie ukła­dają się do­brze, na­wet gdy są krót­kie - wy­ja­śniał. - Wy­glą­dają jak na­leży, tylko gdy są ze­brane do tyłu"[6]. Do­piero póź­niej, w la­tach dzie­więć­dzie­sią­tych, pod­kre­ślał swój znak roz­po­znaw­czy bielą, przy­pró­sza­jąc włosy su­chym szam­po­nem. Po kilku go­dzi­nach po­ran­nego szki­co­wa­nia w ga­bi­ne­cie przy­le­ga­ją­cym do sy­pialni uda­wał się do do­sko­nale upo­rząd­ko­wa­nej gar­de­roby, by wy­brać strój dzienny. Gdy od­zy­skał szczu­płą syl­wetkę, za­czął no­sić do­pa­so­wane gar­ni­tury albo kurtki z wą­skimi dżin­sami i białe ko­szule o wy­so­kich koł­nie­rzy­kach, szyte na miarę w fir­mie Hil­ditch & Key. We wrze­śniu 2003 roku, tuż po swo­ich sie­dem­dzie­sią­tych uro­dzi­nach, wy­stą­pił we fran­cu­skiej te­le­wi­zji w no­wym wy­mu­ska­nym wy­da­niu. Pro­wa­dzący pro­gram za­su­ge­ro­wał, że upu­dro­wa­nymi wło­sami i wiel­ko­pań­skim sty­lem ży­cia Karl przy­wo­dzi na myśl czło­wieka z in­nej epoki. "Je­stem za­równo prost­szy, jak i no­wo­cze­śniej­szy - od­parł. - Wolę żyć w trze­cim mi­le­nium niż w wieku XVIII albo XIX, któ­rego nie cier­pię, albo w XX, który był w po­rządku. Wolę dziś"[7].

Uro­dziny Karla 10 wrze­śnia wy­pa­dały w pią­tek. Rzadko chciał je świę­to­wać, bo je­żył się na wszystko, co zbyt mocno sku­piało się na jego prze­szło­ści. Jed­nak dwie przy­ja­ciółki, Fra­nço­ise Du­mas, pu­bli­cystka o wspa­nia­łych ko­nek­sjach oraz or­ga­ni­za­torka róż­nych wy­da­rzeń, i Be­thy La­gar­d?re, była mo­delka z Bra­zy­lii i wdowa po fran­cu­skim prze­my­słowcu Jean-Lucu La­gar­d?rze, za­py­tały, czy Karl po­zwoli im zor­ga­ni­zo­wać przy­ję­cie uro­dzi­nowe. Zgo­dził się. Przy­stał na coś ta­kiego po raz pierw­szy, a one miały dwa­dzie­ścia cztery go­dziny na re­ali­za­cję[8]. Wy­da­rze­nie od­było się w oka­za­łej osiem­na­sto­wiecz­nej po­sia­dło­ści La­gar­d?re'a (jed­nym z naj­wspa­nial­szych pry­wat­nych do­mów w Pa­ryżu, przy rue Bar­bet de Jouy, na­le­żą­cym obec­nie do ko­lej­nego bli­skiego przy­ja­ciela Karla, Ber­narda Ar­naulta). "To był wspa­niały dzień, z nie­zwy­kłym świa­tłem - wspo­mi­nała La­gar­d?re. - Opróż­ni­ły­śmy sa­lon i usta­wi­ły­śmy długi stół na kil­ka­na­ście osób. Za­le­żało nam na wy­jąt­ko­wym efek­cie, więc ustro­iły­śmy po­kój bia­łymi or­chi­de­ami. I za­czę­ły­śmy za­pra­szać przy­ja­ciół Karla"[9].

Choć przy­ję­cie zor­ga­ni­zo­wano po­spiesz­nie, bez trudu zwa­biono go­ści. Wielu rzu­ciło wszystko, żeby tylko się po­ja­wić: księż­niczka Ka­ro­lina z Mo­nako i Er­nest Au­gust, książę Ha­no­weru i Brunsz­wiku, ak­torki Je­anne Mo­reau i Isa­belle Hup­pert, pro­jek­tant Hedi Sli­mane, po­li­tyczka Ro­se­lyne Ba­che­lot, de­ko­ra­tor Ja­cques Grange z part­ne­rem, wła­ści­ciel ga­le­rii Pierre Pas­se­bon. Był to dîner placé, więc Du­mas i La­gar­d?re wzo­rowo roz­pla­no­wały miej­sca przy stole. Tym­cza­sem Karl przy­pro­wa­dził nie­spo­dzie­wa­nego go­ścia. "Nie uprze­dził nas, że być może przyj­dzie z Amandą Har­lech albo inną przy­ja­ciółką, po czym na­gle zja­wił się z Yoko Ono - wspo­mi­nała ze śmie­chem La­gar­d?re. - Spra­wiał wra­że­nie za­do­wo­lo­nego z sie­bie"[10].

W po­koju o ciem­nych bo­aze­riach i drzwiach wi­siały osiem­na­sto­wieczne ry­ciny w zło­tych ra­mach, a drzwi bal­ko­nowe wy­cho­dziły na ogród. Długi stół oświe­tlały świece w ma­syw­nych po­zła­ca­nych świecz­ni­kach, a zdo­biły białe or­chi­dee w wiel­kich krysz­ta­ło­wych mi­sach wy­peł­nio­nych świe­żymi zie­lo­nymi wi­no­gro­nami - dzieło ulu­bio­nej pa­ry­skiej kwia­ciarni Karla, La­chaume. Go­ści ob­słu­gi­wało sze­ściu kel­ne­rów w bia­łych dwu­rzę­do­wych ma­ry­nar­kach, bia­łych ko­szu­lach i czar­nych kra­wa­tach. Po dra­stycz­nym od­chu­dza­niu Karl bar­dzo uwa­żał na to, co je. Pla­nu­jąc uro­dzi­nową ko­la­cję, Du­mas i La­gar­d?re zwró­ciły się do sa­mego Guya Sa­voy, uwa­ża­nego za jed­nego z naj­lep­szych sze­fów kuchni na świe­cie. Sa­voy przy­go­to­wał dla Karla i jego przy­ja­ciół wy­ra­fi­no­wane menu: ho­mar z Bre­ta­nii z sa­łatką z ba­kła­ża­nów i mor­skich kra­bów, zupa z kar­czo­chów z czar­nymi tru­flami, gla­zu­ro­wana gicz ja­gnięca i ziem­niaki z tru­flami oraz cia­sto cze­ko­la­dowe ser­wo­wane na cie­pło, po­kryte masą mig­da­łową i kre­mem z cy­ko­rii. Cho­ciaż Karl rzadko pi­jał al­ko­hol, Fran­cja to jed­nak Fran­cja, więc Sa­voy do­brał do po­siłku od­po­wied­nie wina: bia­łego bur­gunda Meur­sault, rocz­nik 2001, i czer­wone bor­de­aux Château La La­gune, rocz­nik 1995[11].

Tego wie­czoru Karl miał na so­bie ciemny gar­ni­tur, białą ko­szulę z bar­dzo wy­soką stójką, wą­ski czarny kra­wat i czarne oku­lary prze­ciw­sło­neczne. Włosy oczy­wi­ście zwią­zane w koń­ski ogon i przy­pu­dro­wane na biało. Jak za­wsze w pry­wat­nych kon­tak­tach był ser­deczny, uj­mu­jący i za­cie­ka­wiony roz­mów­cami. Go­ście wi­dzieli, że jest w świet­nym na­stroju, pa­no­wała szcze­gól­nie od­świętna at­mos­fera. "Ko­la­cja się prze­cią­gała - opo­wia­dała La­gar­d?re. - Wszy­scy try­skali hu­mo­rem. Oświe­tle­nie było nie­zwy­kłe, po­si­łek do­sko­nały, miało się po­czu­cie praw­dzi­wej har­mo­nii. Na­wet gdy­by­śmy pla­no­wały ten wie­czór przez cały mie­siąc, nie mógłby być bar­dziej udany"[12].

Gdy przy­ję­cie do­bie­gło końca, a go­ście ru­szyli do wyj­ścia, cze­kała ich ostat­nia nie­spo­dzianka. Na sta­rym bruku dzie­dzińca, cour d'hon­neur, Du­mas i La­gar­d?re usta­wiły dzie­siątki świec, które roz­świe­tlały pa­ry­ską noc, two­rząc wielką li­terę K[13].

W ko­lejny pią­tek pod­czas pu­blicz­nego wy­da­rze­nia od­by­wa­ją­cego się na naj­wyż­szym pię­trze Cen­tre Pom­pi­dou Karl z waż­nego pro­jek­tanta zmie­nił się w mię­dzy­na­ro­dową su­per­gwiazdę. "Pro­jek­tanci mody uwa­żają się za wiel­kie sławy - po­wie­dział wów­czas Hedi Sli­mane, pro­jek­tant Dior Homme. - A tak na­prawdę wcale nie są sławni, na­wet Ca­lvin Klein. Jest tylko je­den sławny pro­jek­tant mody - Karl"[14].

Zy­skał jesz­cze więk­szą niż do­tąd sławę dzięki ko­lek­cji kap­su­ło­wej dla H&M, szwedz­kiego ko­losa, z rocz­nymi zy­skami ze sprze­daży w wy­so­ko­ści 6,2 mi­liarda do­la­rów oraz ty­sią­cami skle­pów w dzie­więt­na­stu kra­jach (obec­nie zy­ski ze sprze­daży prze­kra­czają rok­rocz­nie 25 mi­liar­dów do­la­rów). Czło­wiek, który spra­wił, że Cha­nel stało się jedną z naj­bar­dziej eks­klu­zyw­nych ma­rek na świe­cie, wszedł do ma­in­stre­amu. Za­mie­rzał zro­bić to, czego jesz­cze ni­komu nie udało się osią­gnąć: po­łą­czyć ele­gan­cję haute co­uture z siłą rynku ma­so­wego od­biorcy (dwa­dzie­ścia lat wcze­śniej, w roku 1983, kiedy Hal­ston pró­bo­wał zro­bić to samo z JCPen­ney, znisz­czyło mu to ka­rierę, gdyż z dnia na dzień wy­le­ciał z Berg­dorf Go­od­man)[15].

Współ­praca Karla z H&M uka­zuje wiele cech, które wy­róż­niały go spo­śród in­nych pro­jek­tan­tów. Za­wsze był cał­ko­wi­cie sku­piony na te­raź­niej­szo­ści. Cho­ciaż do­brze znał hi­sto­rię, uwa­żał, że no­stal­gia jest okropna. Poza tym fa­scy­no­wało go wszystko, co działo się w świe­cie stylu, i za­wsze wie­dział, co w tra­wie pisz­czy. Rzadko zda­rzało się, by umknął jego uwa­dze ja­kiś trend mody, nowy utwór mu­zyczny czy ruch ar­ty­styczny. A wresz­cie, w prze­ci­wień­stwie do in­nych pro­jek­tan­tów, a już na pewno tych po sie­dem­dzie­siątce, Karl za­wsze był skory do po­dej­mo­wa­nia ry­zyka.

W spra­wie pro­jektu dla H&M zwró­cił się do niego Do­nald Schne­ider, były dy­rek­tor ar­ty­styczny fran­cu­skiego "Vo­gue'a", który przy­go­to­wy­wał kam­pa­nie re­kla­mowe dla tej firmy odzie­żo­wej. Za­dzwo­nił, by przed­sta­wić mu swój po­mysł. "Spy­ta­łem go, czy zna tę szwedzką markę, a on od­po­wie­dział: "Oczy­wi­ście, wszy­scy asy­stenci się tam ubie­rają"". Karl po raz pierw­szy zwró­cił na nią uwagę, gdy je­chał do stu­dia Cha­nel. W win­dzie spo­tkał atrak­cyjną młodą ko­bietę w dżin­sach i twe­edo­wym płasz­czu, miała też pi­ko­waną skó­rzaną to­rebkę. Gdy skom­ple­men­to­wał wy­gląd ko­biety, po­wie­działa: "To­rebka jest od Cha­nel, ale płaszcz z H&M - nie stać mnie na taki od Cha­nel"[16]. Karl za­uwa­żył, że marka jest już znana w jego świe­cie, wy­czuł jej zna­cze­nie i po­ten­cjał. "Na­tych­miast pod­chwy­cił po­mysł - mó­wił Schne­ider. - Roz­mowa trwała ze dwie mi­nuty. Po­wie­dzia­łem: "Świet­nie, zor­ga­ni­zuję pierw­sze spo­tka­nie"". Już miał się roz­łą­czyć, kiedy usły­szał, że Karl mówi: "Nie, mam py­ta­nie". "Po­my­śla­łem: "O nie, za­czyna się, pew­nie za­żąda dzie­się­ciu mi­lio­nów euro czy coś"". Za­miast tego Karl spy­tał: "Do­nald, czy zwró­ci­łeś się z tym do ko­goś jesz­cze, pro­po­no­wa­łeś coś in­nym pro­jek­tan­tom?". "Nie, ty je­steś pierw­szy". Od­po­wiedź Karla brzmiała: "Okej, więc zróbmy to".

"Wiele o tym my­śla­łem przez lata - wspo­mi­nał Schne­ider. - Je­stem pe­wien, że inni pro­jek­tanci, do któ­rych mógł­bym wtedy za­dzwo­nić, jak Tom Ford, chcie­liby wie­dzieć, kto ro­bił to wcze­śniej. "Nie, naj­pierw spró­buj z in­nymi, a po­tem, je­śli po­mysł wy­pali, mo­żemy o tym po­ga­dać". Na tym wła­śnie po­le­gała róż­nica. Karl wy­czuł, ja­kie zna­cze­nie może mieć ten pro­jekt, chciał go zre­ali­zo­wać - i to jako pierw­szy"[17].

Cho­ciaż Karl miał ochotę wy­ko­nać tak od­ważny ruch, nie­które osoby z jego ze­społu miały mnó­stwo wąt­pli­wo­ści. Ca­ro­line Le­bar, która pra­co­wała z La­ger­fel­dem od 1985 roku nad jego wła­sną marką, za­py­tała: "Ale czy ty w ogóle wi­dzia­łeś te ubra­nia z H&M?". Wspo­mniała o mar­nej ja­ko­ści ma­te­ria­łów, kroju, brzyd­kim wy­stroju skle­pów. Była prze­ra­żona. "Ależ z cie­bie mieszczka!", prych­nął Karl[18].

Po­sta­no­wił ujaw­nić pro­jekt, który przez więk­szość roku utrzy­my­wał w se­kre­cie, we wto­rek 17 wrze­śnia w re­stau­ra­cji Geo­r­ges, miesz­czą­cej się na szó­stym pię­trze Cen­tre Pom­pi­dou. Efek­towna, fu­tu­ry­styczna prze­strzeń miała prze­szklone ściany i ta­ras na da­chu, z któ­rego roz­cią­gał się fan­ta­styczny wi­dok na Pa­ryż. Z gło­śni­ków dud­niły naj­now­sza mu­zyka ta­neczna i eu­ro­pej­ski pop, a wi­ru­jąca dys­ko­te­kowa kula roz­sie­wała ko­lo­rowe "za­jączki" na szy­bach. W szkla­nych ga­blo­tach roz­miesz­czo­nych wzdłuż ścian stały ma­ne­kiny pre­zen­tu­jące naja­trak­cyj­niej­sze pro­jekty, głów­nie czarno-bia­łej ko­lek­cji obej­mu­ją­cej trzy­dzie­ści przed­mio­tów, któ­rych ceny wa­hały się od 19,90 do­lara za ti­szert do 419 do­la­rów za płaszcz z mie­szanki wełny i kasz­miru[19]. W ko­lek­cji zna­la­zły się ubra­nia dla ko­biet i męż­czyzn oraz ak­ce­so­ria, ta­kie jak skó­rzane to­rebki, bie­li­zna dam­ska oraz per­fumy Li­quid Karl. Ubra­nia - dżer­se­jowe spód­nice, golfy, ko­szule smo­kin­gowe oraz zdo­bione ce­ki­nami ma­ry­narki - były pro­ste, no­wo­cze­sne i nie­wąt­pli­wie bar­dzo pa­ry­skie.

Przy­ję­cie przy­cią­gnęło ty­siące go­ści - re­dak­to­rów działu mody, mo­delki, przy­ja­ciół Karla. Pro­jek­tant, znany z tego, że za­wsze się spóź­nia, tym ra­zem zja­wił się tuż po cza­sie z mo­delką Erin Was­son, któ­rej przy­dzie­lił główną rolę w kam­pa­nii dla H&M, w któ­rej wy­stą­piła u jego boku. W to­wa­rzy­stwie kilku in­nych osób wje­chali na przy­ję­cie w Pom­pi­dou ru­cho­mymi scho­dami. "Był piękny letni wie­czór, wszy­scy wy­le­gli na ta­ras, gdzie pod go­łym nie­bem po­pi­jali szam­pana i czę­sto­wali się prze­ką­skami - wspo­mi­nał Schne­ider. - Wszę­dzie po­roz­sta­wiano ka­napy i fo­tele, było tro­chę jak w klu­bie na plaży. Karl wje­chał scho­dami wraz ze swą świtą i przy­po­mi­nało to wej­ście Mi­cha­ela Jack­sona. Lu­dzie za­częli krzy­czeć, kla­skać, pod­ska­ki­wać, by móc go zo­ba­czyć"[20].

Był oto­czony przez fo­to­gra­fów, ka­me­rzy­stów i dzien­ni­ka­rzy. Pe­wien hisz­pań­ski żur­na­li­sta, nie­za­do­wo­lony z tego, że wcze­śniej tego dnia nie udało mu się uzy­skać wy­wiadu, pró­bo­wał wsko­czyć w śro­dek wia­nuszka wo­kół Karla i zo­stał wy­pro­wa­dzony przez ochronę. Séba­stien Jon­deau, szo­fer pro­jek­tanta, jego ochro­niarz oraz se­kre­tarz, miał na oku tłu­mek ota­cza­jący pra­co­dawcę. Karl, w sa­mym środku za­mie­sza­nia, z któ­rego był naj­wy­raź­niej bar­dzo rad, wkro­czył w krąg go­ści.

"Uwiel­biał być w cen­trum uwagi - mó­wiła Anna Win­tour, re­dak­torka na­czelna "Vo­gue'a", dłu­go­let­nia przy­ja­ciółka Karla. - Jako pierw­szy zro­zu­miał moc sławy, wy­ko­rzy­sty­wał ją i wzmac­niał. Nie­któ­rzy pro­jek­tanci mają po­dej­ście eli­ta­ry­styczne, a Karla, który pod pew­nymi wzglę­dami był sno­bem, ce­cho­wał de­mo­kra­tyzm. Chciał po­do­bać się ca­łemu światu. Mam na my­śli to, że chciał go­ścić na swoim przy­ję­ciu wszyst­kich"[21].

Do­kład­nie trzy ty­go­dnie póź­niej, w pią­tek 8 paź­dzier­nika Karl do­ko­nał ko­lej­nego wy­czynu. Mi­nęło już po­nad dwa­dzie­ścia lat, od­kąd za­czął peł­nić funk­cję dy­rek­tora kre­atyw­nego Cha­nel. Jako pierw­szy po­ka­zał, że DNA wiel­kich pro­jek­tan­tów można pod­ra­so­wać, trak­to­wać żar­to­bli­wie, a na­wet od­rzu­cić, aby stwo­rzyć coś zu­peł­nie in­nego i ak­tu­al­nego. "Karl był pierw­szym z nas, który już w la­tach osiem­dzie­sią­tych wziął się za stary dom, od­re­stau­ro­wał go, a wresz­cie cał­ko­wi­cie od­mie­nił - po­wie­dział Tom Ford w roku 2005. - Kiedy pra­co­wa­łem dla Gucci w la­tach dzie­więć­dzie­sią­tych, in­spi­ro­wa­łem się tym, co Karl zro­bił w Cha­nel. Są­dzę, że nie tylko wspa­niale kon­ty­nu­ował do­ko­na­nia Coco Cha­nel, ale rów­nież od­no­wił i oży­wił jej markę, która obec­nie stale ko­re­spon­duje ze współ­cze­snym ży­ciem"[22].

Karl pre­zen­to­wał wio­senno-let­nią ko­lek­cję pr?t-a-por­ter Cha­nel na rok 2005 w sa­lach wi­do­wi­sko­wych Car­ro­usel du Lo­uvre znaj­du­ją­cych się w pod­zie­miach mu­zeum. Na po­kaz Cha­nel po­łą­czono dwie sale, by po­mie­ścić dużą pu­blicz­ność i jesz­cze więk­sze de­ko­ra­cje. W ostat­nich la­tach wy­biegi umiesz­czano na po­zio­mie pod­łogi, dzięki czemu pu­blicz­ność znaj­do­wała się bli­żej mo­de­lek i ubrań. W tym se­zo­nie Karl po­sta­no­wił pod­nieść wy­bieg, jak to by­wało daw­niej[23]. Po­le­cił też po­kryć go czer­wo­nym dy­wa­nem i za­an­ga­żo­wał do po­kazu dzie­więć­dzie­siąt pięć mo­de­lek[24]. Gdy spece od mody zaj­mo­wali swoje miej­sca, na po­bli­ski par­king pod­ziemny za­je­chał czarny mer­ce­des. Wy­sie­dli z niego re­ży­ser Baz Luhr­mann i Ni­cole Kid­man.

Ak­torka była u szczytu sławy po wielu na­gra­dza­nych fil­mach, ta­kich jak Mo­ulin Ro­uge, Wzgó­rze Na­dziei i Go­dziny, a Karl La­ger­feld wpadł na po­mysł, by za­pro­po­no­wać jej nową rolę - gwiazdy kam­pa­nii re­kla­mo­wej Cha­nel N°5[25]. Kid­man zja­wiła się w czar­nym gar­ni­tu­rze Cha­nel, bia­łym je­dwab­nym sza­liku okrę­co­nym wo­kół szyi, a pu­kle blond wło­sów, czę­ściowo ze­bra­nych do tyłu, opa­dały na twarz. Kid­man i Luhr­mann z żoną Ca­the­rine Mar­tin, pro­jek­tantką ko­stiu­mów, i kil­koma ochro­nia­rzami prze­szli przez par­king. Grupka do­tarła do ma­łego po­miesz­cze­nia z be­żo­wymi za­sło­nami, gdzie po­wi­tał ich Karl. To­wa­rzy­szyła mu jego bli­ska przy­ja­ciółka In­grid Si­schy, re­dak­torka na­czelna "In­te­rview". Po po­wi­tal­nych po­ca­łun­kach ze­brani po­zo­wali ra­zem do zdjęć, a po­koik roz­świe­tlił błysk fle­szy.

Roz­ma­wiano o po­ka­zie, który miał się za chwilę za­cząć.

"Je­ste­śmy w two­ich rę­kach", po­wie­dział Luhr­mann do Karla. "Wiem, jak to się robi - za­pew­nił go pro­jek­tant. - Wy je­ste­ście do­brzy w fil­mach, a ja w tym"[26].

Od lat Karl bar­dzo sta­ran­nie two­rzył swój pu­bliczny wi­ze­ru­nek: cia­sno za­cze­sany koń­ski ogon, ciemne oku­lary, strój o su­ro­wym kroju, roz­le­gła wie­dza na te­mat hi­sto­rii i kul­tury, za­bawne, na­wet je­śli zja­dliwe, ko­men­ta­rze. Ów oso­bi­sty ko­deks był rów­nie ry­go­ry­styczny - i rów­nie sku­teczny - co za­sady, które usta­lił dla Cha­nel. Wy­kre­ował barwną po­stać pu­bliczną, różną od jego pry­wat­nego wi­ze­runku, i uwiel­biał da­wać do zro­zu­mie­nia, że to go bawi.

"To twój po­kaz - po­wie­dział Luhr­mann do pro­jek­tanta, su­ge­ru­jąc, że po­wi­nien za­aran­żo­wać ich wej­ście. - Ty nas re­ży­se­ru­jesz". "To nie mój po­kaz - od­parł Karl. - To nasz po­kaz. Wszy­scy je­ste­śmy tu ak­to­rami"[27].

W Car­ro­usel du Lo­uvre wszy­scy zdą­żyli już za­jąć miej­sca, a fo­to­re­por­te­rzy zbici w gro­madkę na końcu wy­biegu za­częli się nie­cier­pli­wić, kiedy wresz­cie w od­le­głym rogu po­ja­wiła się ak­torka, a świa­tła pa­dły na jej blond włosy i pro­sty ża­kiet Cha­nel. Chaos. Kiedy Kid­man szła na swoje miej­sce w pierw­szym rzę­dzie, ota­czała ją grupa fo­to­gra­fów i dzien­ni­ka­rzy. "Ni­cole! Baz!" Ochro­nia­rze two­rzyli wo­kół nich ochronną ba­rierę. Po­noć na Kid­man na­cie­rało wów­czas stu fo­to­gra­fów i ka­me­rzy­stów[28]. Re­dak­tor mody, który sie­dział w rzę­dzie tuż za nią - Ha­mish Bow­les z "Vo­gue'a" - stwier­dził, że przy­po­mi­nało mu to tłumne sceny z filmu Dzień sza­rań­czy[29]. Po­nie­waż za­mie­sza­nie nie usta­wało, po­kaz roz­po­czął się z nie­mal go­dzin­nym opóź­nie­niem. "Chciał mieć przed­sta­wie­nie, to miał - zrzę­dził je­den z fo­to­gra­fów po po­ka­zie. - Na­wet w Can­nes nie było ta­kiego ści­sku"[30].

Karl mu­siał za­brać głos i po­pro­sił wszyst­kich o po­nowne za­ję­cie miejsc, by można było za­czy­nać[31]. "Chciał za­dymy - wspo­mi­nał Ste­fan Lu­brina, de­ko­ra­tor, który pra­co­wał z Kar­lem przy tym po­ka­zie i przy wszyst­kich in­nych jego du­żych re­ali­za­cjach od trzy­dzie­stu lat. - Ale to wy­mknęło się spod kon­troli. Aż ta­kiego za­mie­sza­nia wcale so­bie nie ży­czył!"[32]

Gdy po­kaz wresz­cie się roz­po­czął, po­dest za­lały świa­tła i za­brzmiał re­miks pio­senki I Wanna Dance with So­me­body Whit­ney Ho­uston. Na końcu wy­biegu, przed fo­to­gra­fami, za ta­kimi sa­mymi ba­rier­kami, ja­kich używa się na fe­sti­walu fil­mo­wym w Can­nes, po­ja­wiły się su­per­mo­delki: Linda Evan­ge­li­sta, Na­omi Camp­bell, Am­ber Val­letta, Sha­lom Har­low, Kri­sten McMe­namy, Eva He­rzi­gová, Erin Was­son i Nadja Au­er­mann. Miały na so­bie stroje wie­czo­rowe Cha­nel z czar­nej sa­tyny i po­zo­wały ra­zem do zdjęć. Gdy szły po wy­biegu, to­wa­rzy­szyli im kro­czący przej­ściem z boku mo­dele w ob­ci­słych czar­nych swe­trach, dzier­żący apa­raty ze sta­ro­świec­kimi fle­szami. Pod ko­niec po­kazu Karl zszedł z wy­biegu, by uca­ło­wać ak­torkę.

Tego wie­czoru wy­dał wy­strza­łową ko­la­cję na cześć Kid­man w swoim osiem­na­sto­wiecz­nym apar­ta­men­cie przy rue de l'Uni­ver­sité 51, zna­nym jako Hôtel Pozzo di Borgo. Na za­pro­sze­niu wid­niał ry­su­nek Karla przed­sta­wia­jący ak­torkę ubraną w za­pro­jek­to­waną przez niego suk­nię ba­lową haute co­uture od Cha­nel ozdo­bioną bla­do­ró­żo­wymi stru­simi pió­rami, srebr­nymi krysz­tał­kami i czte­ro­me­tro­wym tre­nem[33]. Go­ście wcho­dzili przez dzie­dzi­niec i zmie­rzali do głów­nego wej­ścia z wy­so­kim su­fi­tem i im­po­nu­ją­cymi mar­mu­ro­wymi scho­dami. Karl za­mie­nił ja­dal­nię na par­te­rze w stu­dio fo­to­gra­ficzne i ro­bił por­trety przy­by­łym. "Za­wsze lu­bił prze­by­wać i pro­wa­dzić roz­mowy w gro­nie bli­skich przy­ja­ciół - po­wie­działa Amanda, lady Har­lech, która była jedną z naj­bliż­szych współ­pra­cow­nic Karla w Cha­nel i Fendi od roku 1996. - Jed­nak słabo so­bie ra­dził z tak zwaną gadką szmatką w po­koju peł­nym lu­dzi. Tak więc, za­miast sie­dzieć, wo­lał fo­to­gra­fo­wać"[34].

Kid­man zja­wiła się na ko­la­cji w wie­czo­ro­wej sukni bez ra­mią­czek od Cha­nel, ozdo­bio­nej srebr­nym ha­ftem i pa­cior­kami. Przy wej­ściu do domu go­ście byli kie­ro­wani do tyl­nych drzwi, a na­stęp­nie do ogrodu, gdzie spe­cjal­nie na tę oka­zję wy­bu­do­wano kon­struk­cję, która bar­dziej przy­po­mi­nała śred­niej wiel­ko­ści aulę niż zwy­czajny na­miot. W środku bez­błęd­nie od­two­rzono osiem­na­sto­wieczne wnę­trze - wielu są­dziło, że na­dal znaj­duje się w domu - a skala bu­dowli umoż­li­wiła roz­miesz­cze­nie wiel­kich ekra­nów.

"To jedna z naj­pięk­niej­szych ko­la­cji zor­ga­ni­zo­wa­nych przez Cha­nel - wspo­mi­nała Vir­gi­nie Viard, która w 1987 roku zo­stała sta­żystką Karla, a w 2019, po śmierci pro­jek­tanta, jego na­stęp­czy­nią i dy­rek­torką kre­atywną Cha­nel. - Rue de l'Uni­ver­sité była tej nocy wspa­niała. Bar­dzo mnie to cie­szyło przez wzgląd na Karla"[35].

Głów­nym wy­da­rze­niem wie­czoru była pre­miera re­klamy Cha­nel N°5, re­ży­se­ro­wa­nej przez Luhr­manna, z Kid­man w roli głów­nej. Ak­cja dwu­mi­nu­to­wego filmu roz­gry­wała się na fik­cyj­nym Man­hat­ta­nie. Ak­torka, w ró­żo­wej sukni haute co­uture ze stru­simi pió­rami, bie­gnie mię­dzy sto­ją­cymi w korku sa­mo­cho­dami, za­mia­ta­jąc ulicę tre­nem. Ści­gana przez pa­pa­raz­zich bo­ha­terka wi­ru­ją­cych na ekra­nie na­chal­nych na­głów­ków zo­staje przed­sta­wiona jako więź­niarka wła­snej sławy. Wska­kuje do żół­tej tak­sówki i do­strzega, że dzieli tylne sie­dze­nie z za­bój­czo przy­stoj­nym bra­zy­lij­skim ak­to­rem Ro­dri­giem San­toro. "By­łem chyba je­dyną osobą na świe­cie, która nie wie­działa, kim ona jest", mówi ak­tor. Mu­zyka na­ra­sta, a mię­dzy parą wy­bu­cha ro­mans. Na­tych­miast jed­nak oboje uświa­da­miają so­bie, że ta mi­łość nie ma przy­szło­ści. Za­miast wspól­nej ucieczki na­stę­puje okra­szone łzami - po­że­gna­nie. Przed­kła­da­jąc obo­wią­zek nad na­mięt­ność, ak­torka sa­mot­nie zja­wia się na pre­mie­rze filmu. "Kro­czy scho­dami ku chwale", jak opi­sał tę scenę Karl[36]. Kid­man wspina się po stro­mych, po­kry­tych czer­wo­nym dy­wa­nem stop­niach, ubrana w za­pro­jek­to­waną przez Karla czarną suk­nię z je­dwab­nego ak­sa­mitu. Głę­boki de­kolt na ple­cach od­sła­nia po­ły­sku­jący na dłu­gim dia­men­to­wym łań­cuszku wi­sio­rek z sym­bo­lem N°5.

Tego wie­czoru we fran­cu­skich wia­do­mo­ściach szcze­gó­łowo re­la­cjo­no­wano wy­da­rze­nia mi­nio­nego dnia. "To nie fe­sti­wal w Can­nes, to fe­sti­wal Karla", oznaj­mił je­den z dzien­ni­ka­rzy. Na po­czątku re­la­cji te­le­wi­zyj­nej po­ka­zano za­męt, jaki na­stą­pił po zja­wie­niu się Kid­man na po­ka­zie Cha­nel, sceny roz­gry­wa­jące się na wi­downi i krzy­czą­cych fo­to­gra­fów. Szcze­gó­łowo opi­sy­wano naja­trak­cyj­niej­sze pro­jekty ko­lek­cji i ogła­szano, że re­klama w re­ży­se­rii Luhr­manna po­jawi się we fran­cu­skiej te­le­wi­zji już za ty­dzień.

W jed­nej z re­la­cji po­ka­zano pro­jek­tanta, który stoi na wy­biegu tuż po za­koń­cze­niu po­kazu. Re­por­ter te­le­wi­zyjny do­ska­kuje do niego i pyta, czy to prawda, że za­pła­cono Kid­man za udział w re­kla­mie sie­dem mi­lio­nów do­la­rów.

"Nie mam po­ję­cia - od­po­wiada na­tych­miast Karl. - Nie pra­cuję w księ­go­wo­ści!"[37]

1

Nie­ja­sne po­cho­dze­nie

Moja matka miała w Mün­ster ku­zyna, który był ar­cy­bi­sku­pem. Spo­tka­łem go tylko raz i oświad­czy­łem wów­czas, że kiedy do­ro­snę, chcę się ubie­rać tak jak on. Matka wpa­dła w po­płoch! Po­wie­działa: "Mo­żesz ro­bić w ży­ciu, co tylko chcesz, ale nie ma mowy, że­byś zo­stał księ­dzem albo za­wo­do­wym tan­ce­rzem".[1]

Karl Otto La­ger­feld uro­dził się w Ham­burgu w nie­dzielę 10 wrze­śnia 1933 roku. To nie po­winno bu­dzić kon­tro­wer­sji, ale Karl miał przez całe ży­cie skłon­ność do odej­mo­wa­nia so­bie pię­ciu lat. Po­nie­waż praw­dziwą datę uro­dze­nia la­tami ukry­wano, każda aneg­dota, która za­ha­cza o kon­kret, wy­maga ob­li­czeń. Kiedy Karl prze­niósł się do Pa­ryża w 1952 roku, nie miał czter­na­stu lat, jak przez długi czas utrzy­my­wał, lecz dzie­więt­na­ście. Kiedy otrzy­mał pierw­szą wielką na­grodę w branży mo­do­wej w 1954, nie miał lat szes­na­stu, lecz dwa­dzie­ścia je­den. A kiedy prze­jął do­wo­dze­nie Cha­nel w 1983, nie miał lat czter­dzie­stu pię­ciu, jak su­ge­ro­wał, lecz pięć­dzie­siąt.

Karl nie był pierw­szym pro­jek­tan­tem mody, który "zmie­niał" hi­sto­rię swego po­cho­dze­nia. Weźmy choćby Ga­brielle "Coco" Cha­nel, która miała nie­sa­mo­witą bio­gra­fię. Uro­dziła się w bied­nej ro­dzi­nie w cen­tral­nej Fran­cji i spę­dziła sześć lat dzie­ciń­stwa w sie­ro­cińcu, a zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wała styl ubie­ra­nia, prze­no­sząc ko­biecą gar­de­robę z XIX w XX wiek i za­mie­nia­jąc małą pra­cow­nię ka­pe­lu­szy w De­au­ville w mię­dzy­na­ro­dowe im­pe­rium mo­dowe i ko­sme­tyczne. Skromne po­czątki, które czy­niły jej suk­ces tym bar­dziej spek­ta­ku­lar­nym, nie były te­ma­tem, który chciała po­ru­szać. W 1947 roku Cha­nel po­pro­siła wy­ra­fi­no­waną fran­cu­ską pi­sarkę Lo­uise de Vil­mo­rin, by na­pi­sała jej bio­gra­fię. Od­były kilka roz­mów na te­mat dzie­ciń­stwa Cha­nel. "Ale Lo­uise de Vil­mo­rin była za­ła­mana - od­no­to­wał bio­graf Cha­nel Ed­monde Char­les-Roux. - Nie była w sta­nie wy­do­być z niej ani słowa prawdy"[2].

W lu­tym 1948 roku, chcąc sprze­dać pro­jekt ame­ry­kań­skiemu wy­dawcy, Cha­nel po­le­ciała do No­wego Jorku z tek­stem de Vil­mo­rin. Nie wzbu­dził za­in­te­re­so­wa­nia. Cha­nel, jak miała w zwy­czaju, ob­wi­niła o to au­torkę. Pięć­dzie­siąt lat póź­niej fran­cu­ski pi­sarz Pa­trick Mau­ri?s opu­bli­ko­wał tekst po raz pierw­szy, pod dwu­znacz­nym ty­tu­łem Mémo­ires de Coco [Wspo­mnie­nia Coco]. "To nie są wspo­mnie­nia - pod­kre­ślał. - To zmy­ślone ży­cie Cha­nel"[3].

Prze­szłość Karla nie była tak bar­dzo za­fał­szo­wana. Oczy­wi­ście pod­ko­lo­ro­wał część hi­sto­rii i stale kła­mał na te­mat wieku, ale za­rys mło­do­ści jest spójny. Po­czą­tek re­la­cji ma coś z ba­śni i jak w każ­dej do­brej opo­wie­ści z folk­loru, mnó­stwo szcze­gó­łów gi­nie w mroku.

Karl uro­dził się w jed­nej z na­je­le­gant­szych dziel­nic Ham­burga, Blan­ke­nese, za­bu­do­wa­nej jedno- i dwu­pię­tro­wymi bu­dyn­kami, które stoją na to­ną­cym w zie­leni zbo­czu scho­dzą­cym do sa­mej Łaby. Jego ro­dzina miesz­kała przy Baurs Park 3, przy zna­nym dzie­więt­na­sto­wiecz­nym parku o spa­dzi­stych traw­ni­kach, ze sta­rymi drze­wami i wspa­nia­łym wi­do­kiem na rzekę. Oj­ciec Karla, Chri­stian Lu­dwig Otto La­ger­feld (1881-1967), który w mło­do­ści wiele po­dró­żo­wał, zo­stał pierw­szym nie­miec­kim pro­du­cen­tem mleka skon­den­so­wa­nego i zbił na tym ma­ją­tek. Matka, Eli­sa­beth Bahl­mann La­ger­feld (1897-1978), była onie­śmie­la­jącą ko­bietą, która miała bzika na punk­cie Karla, je­dy­nego syna. Po­tra­fiła jed­nak być bar­dzo su­rowa.

Otto La­ger­feld uro­dził się i wy­cho­wał w Ham­burgu jako syn za­moż­nego im­por­tera i eks­por­tera, po­cząt­kowo wina i kawy, który miał swoje przed­sta­wi­ciel­stwa w We­ne­zu­eli, No­wym Jorku i San Fran­ci­sco[4]. W wieku dwu­dzie­stu je­den lat roz­po­czął prak­tykę u ham­bur­skiego im­por­tera kawy i by na­uczyć się pro­wa­dze­nia in­te­re­sów, po­pły­nął do Ma­ra­ca­ibo w We­ne­zu­eli. Po kilku la­tach w Ame­ryce Po­łu­dnio­wej udał się do Sta­nów Zjed­no­czo­nych, gdzie miesz­kało już dwóch jego braci. Zja­wił się w San Fran­ci­sco kilka dni przed wiel­kim trzę­sie­niem ziemi w 1906 roku, ale udało mu się unik­nąć naj­po­waż­niej­szych znisz­czeń, po­nie­waż prze­by­wał po dru­giej stro­nie za­toki, w Sau­sa­lito[5]. Pod ko­niec tego sa­mego roku po­je­chał do Kent w hrab­stwie King, w sta­nie Wa­szyng­ton, po­ło­żo­nym na po­łu­dnie od Se­at­tle, gdzie znaj­do­wała się sie­dziba no­wego pro­du­centa na­biału - Pa­ci­fic Co­ast Con­den­sed Milk Com­pany, zna­nego póź­niej pod na­zwą Car­na­tion Eva­po­ra­ted Milk Com­pany. Firma za­częła wy­twa­rzać lio­fi­li­zo­wany pro­dukt za­le­d­wie sie­dem lat wcze­śniej. Jej slo­gan brzmiał "The Mo­dern Milk­man", czyli "No­wo­cze­sny mle­czarz", a w re­kla­mach wy­stę­po­wały czarno-białe krowy rasy holsz­tyno-fry­zyj­skiej sku­biące trawę na pa­stwi­skach z ośnie­żo­nym szczy­tem góry Ra­inier w tle. "Od za­do­wo­lo­nych krów - obie­cy­wała re­klama - z zie­lo­nych przez cały rok pa­stwisk na wy­brzeżu pół­noc­nego Pa­cy­fiku"[6]. Otto La­ger­feld na­wią­zał z Pa­ci­fic Co­ast Con­den­sed Milk Com­pany współ­pracę, która miała trwać przez po­nad pięć­dzie­siąt lat.

Krowy mleczne, które stały się źró­dłem for­tuny La­ger­fel­dów, za­jęły zna­czące miej­sce w ży­ciu ro­dziny. "Je­stem sy­nem far­mera ho­du­ją­cego krowy mleczne - oświad­czył kie­dyś Karl. - Mie­li­śmy sto dwa­dzie­ścia krów. Mój oj­ciec każ­dej z nich nadał imię, a ja od za­wsze ko­cham te zwie­rzęta"[7]. Karl wspo­mi­nał na­wet, że matka wy­ko­rzy­sty­wała ro­dzinny biz­nes jako wy­mówkę, gdy nie chciała kar­mić dzieci pier­sią. "Była za­bawna - po­wie­dział Karl o matce. - Ma­wiała: "Nie kar­mi­łam swo­ich dzieci pier­sią - nie po to po­ślu­bi­łam pro­du­centa mleka w puszce""[8].

Mó­wiący po ro­syj­sku Otto La­ger­feld zo­stał wy­słany do Ro­sji, by tam lan­so­wać nowy pro­dukt, i za­miesz­kał we Wła­dy­wo­stoku u wy­brzeży Mo­rza Ja­poń­skiego. Han­dlo­wał tam mle­kiem skon­den­so­wa­nym i in­nymi pod­sta­wo­wymi pro­duk­tami wy­twa­rza­nymi w Niem­czech i Sta­nach Zjed­no­czo­nych. W 1914 roku, kiedy Niemcy wy­po­wie­działy wojnę Ro­sji, Otto, który wów­czas prze­by­wał w tym kraju już od sied­miu lat, zło­żył wnio­sek o nada­nie mu ro­syj­skiego oby­wa­tel­stwa. Za­miast tego zo­stał aresz­to­wany jako po­dej­rzany o szpie­go­stwo i ze­słany na Sy­be­rię. W za­mie­sza­niu, które za­pa­no­wało po wy­bu­chu re­wo­lu­cji paź­dzier­ni­ko­wej w 1917 roku, udało mu się zbiec, do­je­chać do Pe­ters­burga, a stam­tąd wró­cić do Ham­burga[9].

W 1919 roku za­ło­żył wła­sną firmę i na po­czątku im­por­to­wał pro­dukty Car­na­tion Milk. W 1923 za­czął pro­du­ko­wać nie­miecką wer­sję mleka pod na­zwą Glück­sklee, z cha­rak­te­ry­styczną czer­wono-białą ety­kietą i zie­loną czte­ro­listną ko­ni­czynką (marka na­dal ist­nieje). "Po pierw­szej woj­nie świa­to­wej mój oj­ciec im­por­to­wał mleko skon­den­so­wane do Nie­miec i Fran­cji. Póź­niej, współ­pra­cu­jąc z Ame­ry­ka­nami, zbu­do­wał fa­bryki w obu tych kra­jach"[10].

W 1922 roku czter­dzie­sto­jed­no­letni Otto La­ger­feld po­ślu­bił The­re­się Fe­igl, która tego sa­mego roku zmarła, uro­dziw­szy dziecko, sio­strę przy­rod­nią Karla, The­odorę, zwaną Theą. 8 marca 1929 roku Otto ogło­sił swoje dru­gie za­rę­czyny, z Eli­sa­beth Bahl­mann. Po­brali się w jej ro­dzin­nym mie­ście Mün­ster 11 kwiet­nia 1930[11]. Pan młody miał czter­dzie­ści osiem lat, a panna młoda trzy­dzie­ści dwa.

Oj­ciec Eli­sa­beth, Karl Bahl­mann, imien­nik Karla, był zna­nym po­li­ty­kiem i urzęd­ni­kiem pań­stwo­wym w West­fa­lii. Zmarł w 1922 roku, w wieku sześć­dzie­się­ciu trzech lat, kiedy matka Karla miała dwa­dzie­ścia cztery lata. Po­dobno Eli­sa­beth była nie­za­leżną młodą ko­bietą: ścięła dłu­gie włosy na mod­nego pa­zia i no­siła tę fry­zurę do końca ży­cia, a poza tym po­że­rała książki. "Moja matka in­te­re­so­wała się hi­sto­rią fe­mi­ni­zmu - opo­wia­dał Karl. - W dzie­ciń­stwie słu­cha­łem o He­dwig Dohm, nie­miecko-ży­dow­skiej fe­mi­ni­stce, pi­sarce z Ber­lina. Prawa ko­biet w Niem­czech w la­tach sie­dem­dzie­sią­tych XIX wieku ogra­ni­czały się do trzech "K" - Küche, Kir­che i Kin­der - kuchni, ko­ścioła i dzieci. He­dwig zo­stała za­po­mniana. Lu­dzie pa­mię­tają o an­giel­skich su­fra­żyst­kach, ale to He­dwig Dohm jako pierw­sza za­trosz­czyła się o prawa ko­biet"[12].

Osiem­na­sto­let­nia Eli­sa­beth prze­nio­sła się do Dre­zna, a w la­tach dwu­dzie­stych XX wieku do Ber­lina, gdzie praw­do­po­dob­nie pra­co­wała w domu han­dlo­wym albo jako kie­row­niczka w domu mody[13]. "By­łem szczę­ścia­rzem, ma­jąc ro­dzi­ców o otwar­tych umy­słach - opo­wia­dał Karl. - Cho­ciaż nie są­dzę, żeby w mło­do­ści byli nie­wi­niąt­kami. Matka ma­wiała: "Mo­żesz wy­py­ty­wać mnie o moje dzie­ciń­stwo i o ten czas, od kiedy znam two­jego ojca. Ale wszystko, co po­mię­dzy, to nie twoja sprawa""[14].

Eli­sa­beth Bahl­mann miesz­kała rów­nież w Ko­lo­nii i Mo­na­chium, za­nim po­znała wdowca Ot­tona La­ger­felda, kiedy oboje prze­by­wali na wa­ka­cjach nad Bał­ty­kiem. Wy­glą­dał wy­twor­nie, na­dal był przy­stojny, miał ciemne włosy, wąsy i no­sił ulu­bione szare gar­ni­tury. Ona była atrak­cyjną ko­bietą o de­li­kat­nych ry­sach, miała krót­kie ciemne włosy i oczy o po­sęp­nym, prze­szy­wa­ją­cym spoj­rze­niu. Rok po ślu­bie, w 1931 Otto i Eli­sa­beth do­cze­kali się pierw­szej córki Chri­stiane, zwa­nej Chri­stel. Dwa lata póź­niej uro­dził się syn Karl.

Rok 1933 w Niem­czech na­le­żał do naj­bar­dziej burz­li­wych i tra­gicz­nych w hi­sto­rii. W roku po­przed­nim Adolf Hi­tler prze­grał wy­bory pre­zy­denc­kie, zdo­by­wa­jąc trzy­dzie­ści pięć pro­cent gło­sów. Pod ko­niec stycz­nia, aby za­do­wo­lić jego par­tię, mia­no­wano go kanc­le­rzem. W lu­tym spło­nął Re­ich­stag, gmach nie­miec­kiego par­la­mentu. Hi­tler do­pro­wa­dził do wpro­wa­dze­nia de­kretu O ochro­nie na­rodu i pań­stwa, który za­wie­szał więk­szość praw oby­wa­tel­skich w Niem­czech, z wol­no­ścią wy­po­wie­dzi i prasy, zno­sił też za­kaz aresz­to­wa­nia po­dej­rza­nego bez wy­roku sądu. Wszel­kie au­to­ry­tety spo­łeczne i po­li­tyczne zo­stały roz­mon­to­wane. Na­ra­stało po­czu­cie anar­chii, ro­dził się lęk przed ko­mu­ni­zmem i po­wstała próż­nia po­li­tyczna, którą Hi­tler po­tra­fił wy­ko­rzy­stać do swo­ich ce­lów. W marcu NSDAP za­częła przej­mo­wać kon­trolę nad rzą­dem[15]. Pod ko­niec mie­siąca w wy­niku róż­nych po­su­nięć le­gi­sla­cyj­nych Hi­tler prze­for­so­wał gło­so­wa­nia, które za­pew­niły mu i jego par­tii peł­nię dyk­ta­tor­skiej wła­dzy. "Osią­gnięto jed­no­par­tyjne pań­stwo to­ta­li­tarne nie­mal bez szem­ra­nia opo­zy­cji i bez oporu", na­pi­sał Wil­liam Shi­rer, ame­ry­kań­ski dzien­ni­karz, na­oczny świa­dek wy­da­rzeń tam­tych lat[16]. Do maja roz­pra­wiono się ze związ­kami za­wo­do­wymi. Od 30 czerwca do 2 lipca trwała ak­cja zwana nocą dłu­gich noży, kiedy to Hi­tler wy­mor­do­wał setki daw­nych sprzy­mie­rzeń­ców i prze­ciw­ni­ków po­li­tycz­nych[17].

Na­stą­pił ko­niec Re­pu­bliki We­imar­skiej, ist­nie­ją­cej od 1919 roku. Był to czas ga­lo­pu­ją­cej in­fla­cji, nie­po­ko­jów po­li­tycz­nych i kon­flik­tów kla­so­wych, ale rów­nież okres ogrom­nej wol­no­ści oso­bi­stej i go­rączki ar­ty­stycz­nej, wiel­kiej kre­atyw­no­ści, która bę­dzie póź­niej in­spi­ro­wać Karla. Wy­star­czy przy­wo­łać pełne wi­goru ob­razy przed­sta­wia­jące ber­liń­ską cy­ga­ne­rię pędzla Ot­tona Dixa; wiel­kie filmy nie­miec­kiego eks­pre­sjo­ni­zmu, ta­kie jak Ga­bi­net dok­tora Ca­li­gari (1920) czy Błę­kitny anioł z gwiaz­dor­skim wy­stę­pem Mar­leny Die­trich (1930); Operę za trzy gro­sze (1928), mo­der­ni­styczny mu­si­cal Ber­tolta Brechta i Kurta We­illa; albo po­wieść Chri­sto­phera Isher­wo­oda z 1939 Po­że­gna­nie z Ber­li­nem, po­wstałą po jego po­by­cie w nie­miec­kiej sto­licy na prze­ło­mie lat dwu­dzie­stych i trzy­dzie­stych (in­spi­ro­wany nią jest film Ka­ba­ret z 1972 roku). Ro­dzina za­moż­nego biz­nes­mena, ja­kim był Otto La­ger­feld, mo­gła cie­szyć się kul­tu­ral­nym fer­men­tem tam­tych lat, a jed­no­cze­śnie unik­nęła ja­kich­kol­wiek trud­no­ści ży­cio­wych i ubó­stwa. "Moi ro­dzice żyli w la­tach dwu­dzie­stych i na po­czątku trzy­dzie­stych w bez­piecz­nym świe­cie - wy­ja­śniał Karl. - Za­wsze roz­ma­wiali o tym, jak cu­downe było wów­czas ży­cie: przy­jemne, luk­su­sowe, roz­koszne"[18]. Nad­cho­dził kres tej bez­tro­ski.

Zmiana daty uro­dze­nia Karla z roku 1933 na 1938 była nie­przy­pad­kowa. Ow­szem, uj­mo­wało mu to pięć lat, ale poza tym od­su­wało jego dzie­ciń­stwo od cza­sów na­zi­zmu. Gdyby uro­dził się w roku 1938, byłby za mały, by wi­dzieć, co działo się pod ko­niec lat trzy­dzie­stych i przez więk­szość dru­giej wojny świa­to­wej. W rze­czy­wi­sto­ści, cho­ciaż jego dzie­ciń­stwo upły­nęło pod ochron­nym pa­ra­so­lem, był świa­dom kosz­ma­rów, które wy­da­rzały się w na­zi­stow­skich Niem­czech.

Nie­miecki wy­dawca Ger­hard Ste­idl, za­ło­ży­ciel Ste­idl Ver­lag, przez trzy­dzie­ści lat bli­sko współ­pra­co­wał z Kar­lem. Jego zda­niem ten sfał­szo­wał na­wet datę na świa­dec­twie uro­dze­nia i w pasz­por­cie, prze­ra­bia­jąc trójkę na ósemkę.

Na po­czątku ich zna­jo­mo­ści, w po­ło­wie lat dzie­więć­dzie­sią­tych, wy­dawca za­py­tał o to Karla. "By­łem młody i na­iwny - Ger­hard Ste­idl wy­ja­śniał, dla­czego po­ru­szył tak de­li­katny te­mat. - Za­da­łem więc py­ta­nie: "Dla­czego mó­wisz, że uro­dzi­łeś się w trzy­dzie­stym ósmym, skoro prze­cież uro­dzi­łeś się w trzy­dzie­stym trze­cim?""[19].

Od­po­wiedź Karla wiele tłu­ma­czy. "Było mi wstyd - od­parł. - Wsty­dzi­łem się, że uro­dzi­łem się w roku, w któ­rym Hi­tler roz­po­czął swój pro­jekt eks­ter­mi­na­cji ży­dow­skiej lud­no­ści w Niem­czech. I nie chcia­łem być ko­ja­rzony z tym ro­kiem"[20].

Trzeba przy­znać, że jego pra­gnie­nie dy­stansu wo­bec praw­dzi­wej daty uro­dzin jest zro­zu­miałe. "1933 na­wet dzi­siaj ozna­cza skrajną pra­wicę - cią­gnął Ste­idl. - To straszny rok w hi­sto­rii Nie­miec i ca­łego świata. Karl po­wie­dział, że zmie­nił datę, bo nie chciał, by jego na­ro­dziny wią­zały się z tak ha­nieb­nym ro­kiem"[21].

Fakty są jed­nak ta­kie, że Karl przy­szedł na świat wraz z na­ro­dzi­nami Trze­ciej Rze­szy.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki