Rozdział 1
Rola życia
Mała, szklana buteleczka o prostym, hipnotyzującym kształcie przyciągała wzrok. W końcu uległam. Cierpki smak rozlał się po języku, a ciepło błyskawicznie opanowało ciało. Napięcie w mięśniach na chwilę ustąpiło. Ten jeden łyk zmył całą presję dzisiejszego dnia. Coś w tym trunku sprawiało, że sięgałam po niego częściej, niż powinnam. To było złudne, ale wciąż ulegałam tej przyjemności.
Stłumiony głos z dołu mieszkania przestraszył mnie i o mało nie upuściłam butelki. Serce podskoczyło do gardła, a palce mocniej zacisnęły na gładkim szkle. Na sekundę wszystko zamarło. Później przypomniałam sobie o ruchu.
Szybko opróżniłam buteleczkę, wsunęłam do tylnej kieszeni i zerknęłam w lustro. Odbicie było nieruchome, wyciszone, niemające pojęcia, co panuje w moich kościach. Czyżby to kwestia przyzwyczajenia? A może po tylu latach walki, zrozumiałam, jak maskować emocje, do tego stopnia, że nie widziałam już różnicy między czuję a udaję? Niczym tuszowanie ich zanim wypuściłam na powierzchnię coś wartego uwagi.
Przygryzłam lekko wargę i poprawiłam jej kontur. Bez żadnych zmian. Czas wrócić do roli, którą grałam najlepiej.
Telefon na półce zadrżał. Podnosząc go, dostrzegłam nowe powiadomienie. Ekran rozbłysł zimnym światłem, rzucając blady refleks na twarz. Przez chwilę walczyłam z odczytaniem wiadomości. Czy to będzie coś błahego? A może kolejne zdanie, które wywoła znajomy ucisk w żołądku?
Wzięłam głęboki oddech i kciukiem przesunęłam po wyświetlaczu.
Hanna: Schodź!
Znajoma zwykle pisała krótko, ale tym razem jej wiadomość zabrzmiała jak rozkaz. Najwyższa pora, mruknęłam i szybko odpisałam. Chwyciłam ciemny płaszcz oraz mały plecak leżący obok łóżka, po czym ruszyłam w stronę okna.
Zejście po starej, porośniętej niegdyś winoroślą konstrukcji nie było przyjemne, ale do wyćwiczenia. Z czasem zaczęłam to robić bez strachu o upadek. Nie był to typowy sposób na opuszczenie domu, ale dzięki niemu pozostawałam niewidoczna dla niechcianych świadków.
Wyszłam na dach altany i postawiłam pewny krok. Drewniane elementy wymagały szczególnej ostrożności. Winorośl od dawna była martwa, a zabudowa trzymała się bardziej z przyzwyczajenia niż siły.
- Szybciej! - dobiegł mnie przytłumiony głos Hanny, pełen zniecierpliwienia.
- Spokojnie, już schodzę - westchnęłam, pokonując ostatni szczebel.
Gdy tylko stanęłyśmy naprzeciw siebie, parsknęłyśmy stłumionym śmiechem.
- Nie tak łatwo tędy zejść, szczególnie w tych butach - wskazałam na obuwie, które Hanna obdarzyła wzrokiem godnym pogardy.
- To tylko trampki, a nie obcasy! - sapnęła, wyraźnie zawiedziona.
- Ale za to jakie! - uniosłam jedną ze stóp, by zobaczyła ręcznie wyszywane kwiaty na białym materiale. - To nie są tanie rzeczy.
W szpilkach byłoby gorzej, ale trampki miały śliskie wstążki, więc nie należały do bezpiecznych. Mimo to Hanna olała te argumenty mocno ujmując mnie za dłoń.
- Ciszej. - Pociągnęła nas w dół, omal nie wywracając.
- Oszalałaś? - warknęłam z zaciśniętymi zębami. Altana służyła do wychodzenia z pokoju, a nie wracania z powodu brudnych ubrań.
- Twoi rodzice - dodała spokojniej, rozglądając wokół. Szlag! Zapomniałam o nich. - Dawaj, czekają już! - Odzyskałam płaszcz i pognałyśmy do wyjścia z posesji.
Gdy wparowałyśmy na tył zaparkowanego auta, usłyszałam znajomy głos. Trochę zbyt radosny jak na tę porę dnia.
- Co tak długo? - David, zerknął przez ramię.
- Jej rodzice nagle wrócili - Hanna wyglądała na zaskoczoną.
- Co się dygasz, przecież cię znają - zareagowałam uśmiechem, choć w środku czułam napięcie.
Wyciągnęłam z plecaka paczkę papierosów i zapalniczkę, po czym odpaliłam jednego, zaciągając się mocno.
- W przeciwieństwie do niego - dodałam, wskazując papierosem bruneta siedzącego z przodu. - Na widok Davida mogliby... doznać małego szoku.
Podałam mu fajkę, a on przyjął ją bez słowa. Kątem oka zauważyłam, jak Hanna próbowała rozdmuchać dym, który właśnie wypuściłam. Nie paliła, ale jej reakcja to przesada. Byłam ciekawa czy to tylko poza.
- To co na dziś wykombinowaliście? - zaczęłam szukać po kieszeniach telefonu, przy okazji omijając temat moich rodziców.
- Poznajcie Elle. - Ton Davida zabrzmiał neutralnie. Mimo to, czułam w nim sztywność. Zamarłam w bezruchu, a Hanna spojrzała na niego z wyraźnym zdziwieniem.
- David? - zapytała, o ton za wysoko.
Podniosłam wzrok. Na przednim siedzeniu była dziewczyna, której wcześniej nie zauważyłam. Wyglądała na niepewną, ale nie przestraszoną. Raczej... czujną.
- Nowa! - rzuciłam, radośnie. W przeciwieństwie do znajomej, nie planowałam protestować widząc czyjś plan na dzisiejszy wieczór. - Nie przesadzaj, będzie fajnie - spróbowałam udobruchać Hannę, która wyraźnie nie była w humorze. - A Derek? - dopytałam bez większego zainteresowania. Ale chociaż odzyskałam fajkę i znów mogłam zasmakować przyjemnego, cierpkiego dymu w ustach.
Zauważyłam przy tym, jak wzrok nowej uważnie mnie obserwuje. Chcąc ją poczęstować, wysunęłam w jej stronę dłoń z papierosem. Momentalnie, zmieszana spuściła głowę.
- Przed nami. Z Sarą... - David wskazał dłonią na drugi samochód stojący kawałek dalej. - Mateo i Dennis też są.
Na dźwięk imienia przyjaciółki poczułam ucisk w żołądku. Kumpel na chwilę spojrzał w moją stronę z niepewnością.
- Jedźmy już. - Ton Hanny nie pozostawiał wątpliwości. Nie zamierzała dyskutować. Chłopak jednak nie odpuszczał zbyt łatwo.
- Będziesz taka sztywna cały wieczór?
- David... - zaczęłam stanowczo, chcąc, żeby dał jej spokój. Ta nagła zmiana nastroju u dziewczyny też działała mi na nerwy, ale on ewidentnie szukał zaczepki. W dodatku zabrał mi fajkę.
Zamiast odpowiedzi, otrzymałam wymowne spojrzenie, które w ułamku sekundy padło na Elle. Znów wodziła po mnie wzrokiem. Odebrałam od Davida papierosa i ucieszona, pochyliłam w stronę dziewczyny.
- Postaw Hannie kolejkę i szybko przestanie marudzić - mówiąc, nie odrywałam wzroku od nowej. - Powiedz mi, Elle - przysunęłam ciało jeszcze bliżej niej. - Spodobałam ci się, czy chcesz tylko...
- Nabi! - Hanna wrzasnęła, skupiając na mnie całą uwagę. - My też tu jesteśmy!
Bez patrzenia na nią wiedziałam, jak wygląda: oburzona, wiercąca na fotelu pasażera.
- To jak będzie? - kontynuowałam, widząc dyskomfort nowej. Ale co mogłam poradzić? To dzięki Sarze zdobyłam śmiałość do kobiet, więc z pretensjami należało iść do niej.
- Po prostu go weź - rzucił David, a silnik przyjemnie zamruczał.
Elle niepewnie wysunęła dłoń. Podałam jej papierosa, obserwując, jak bierze pierwszy wdech. Brak krztuszenia? To mogło oznaczać tylko jedno.
- Wiedziałam, że to nie jest twój pierwszy raz. - Wróciłam na miejsce. - Drugą kwestię możemy załatwić później. - Puściłam jej oczko.
- Kiedyś przez ciebie zwariuję. - Hanna ponownie mruknęła pod nosem, brzmiąc na zmęczoną. Ciekawe, czy miałaby ten sam problem, gdybym zaczepiała faceta?
- Oj, daj jej spokój. - David zerknął krótko we wsteczne lusterko i ruszył z miejsca.
- Też moglibyście się w końcu zabawić - wskazałam dłonią między tą dwójką. Ich natychmiastowy bulwers dał mi pewną satysfakcję.
- Co?!
- Albo wciąż udawać, że nie chcecie - śmiech sam znalazł ujście. Doskonale widziałam jak ich do siebie ciągnie.
Po chwili poczułam wibrację telefonu.
Nieznany: Jak się miewa mój motylek?
Zamarłam. Co to ma być? Dostrzegając wysuniętą w moją stronę dłoń nowej z papierosem, mruknęłam, żeby go skończyła, co wyjątkowo rozbawiło Davida.
- No i straciłaś swoją szansę, Elle.
- Spokojnie, wrócimy do tej rozmowy - stwierdziłam, próbując zrozumieć, kto pisał do mnie po koreańsku.