Piątek, 22 grudnia
Godzina 07.03
Ulica Humleg?rdsgatan, Örgryte
Alfredsson zaklął w myślach. Święta diabli wzięli. Takiej sprawy nie da się rozwiązać w ciągu jednego dnia. Z powodu pogody utknęli w zaśnieżonej willi w Örgryte razem z trupem, którego nie udało im się jeszcze odesłać na oddział medycyny sądowej pobliskiego szpitala. Westchnął, spojrzał przez okno i stwierdził z odrobiną nadziei, że śnieg nie pada już tak gęsto, jak do niedawna, za to nadal wiał silny wiatr.
Tegoroczne święta zamierzał spędzić z matką. Przez cały dzień miał się opychać jedzeniem, obejrzeć w towarzystwie rodziny film z Kaczorem Donaldem i czekać na Świętego Mikołaja. Prawdę mówiąc, nie zależało mu na pielęgnowaniu dawnych tradycji, chciał tylko spędzić trochę wolnego czasu w towarzystwie ludzi. Praca w Boże Narodzenie nigdy nie należała do jego ulubionych zajęć.
***
- Jak się podzielimy pracą? - spytał Johansson, przerywając mu te głębokie rozważania. Alfredsson z niechęcią wrócił do rzeczywistości.
- Sprawdzę Sternhega, ty poszukaj czegoś o dziewczynie.
- Zgoda.
Alfredsson wyjął telefon, notes i długopis i zaczął wydzwaniać. Godzinę później miał przed sobą listę najważniejszych faktów z życia Sternhega. Mężczyzna miał pięćdziesiąt pięć lat i był jedynym właścicielem założonej przed trzydziestu laty dobrze prosperującej firmy EWS, która zatrudniała dwudziestu dwóch pracowników. Jej klientami było wielu znanych mieszkańców Göteborga. Alfredsson pomyślał, że trzeba to będzie dokładnie sprawdzić, ale uznał, że można z tym poczekać. Żona Sternhega miała na imię Ann-Kristin. Urodziła się w miejscowości Backlund, miała pięćdziesiąt jeden lat i od dawna była ze Sternhegiem w związku małżeńskim. Próbował się do niej dodzwonić, ale bez powodzenia. Przez cały czas pobytu ekipy śledczej w willi telefony milczały jak zaklęte. Bergman nie zdążyła jeszcze wrócić, ale spodziewali się jej w każdej chwili. Czynności wykonywane przez techników mogą potrwać cały dzień. Najpierw sprawdzą łazienkę, potem pozostałe pomieszczenia.
***
Bergman chodziła po domu i podziwiała przepych, z jakim go urządzono. Od razu zauważyła, że wiszące na ścianach obrazy były bardzo wartościowe. Wszędzie pachniało luksusem i pieniędzmi. Jeden ze znajdujących się na parterze pokojów pełnił funkcję biblioteki, na środku stało duże mahoniowe biurko. To właśnie temu pomieszczeniu policjantka poświęciła najwięcej czasu, ponieważ chciała sobie wyrobić pogląd o osobach, które mieszkały w tym domu. Szczególne wrażenie wywarły na niej oprawione w ramki zdjęcia przedstawiające Sternhega w towarzystwie wielu znanych postaci.
Przejrzała zawartość szafek oraz szuflad i w jednej z nich znalazła notes z numerami telefonów. Zabrała go do kuchni, którą ich ekipa zamieniła w prowizoryczną bazę.
- Jak wam idzie? - spytała. - Macie coś?
- Jeśli założymy, że ofiarą napadu jest Erik Sternheg, co obecnie możemy przyjąć prawie jako pewnik, wiem o nim tylko tyle, że jest żonaty i ma córkę - zaczął Alfredsson. - Próbowałem się skontaktować z jego żoną, ale bez powodzenia. Nagrałem się więc i poprosiłem, żeby jak najprędzej się odezwała. Zadzwoniłem też do firmy Sternhega i połączono mnie z jego osobistą asystentką. Powiedziała, że jej szef przychodzi do pracy jako pierwszy, a na dzisiaj ma umówionych kilka spotkań. Taki z niego ranny ptaszek. Obiecała, że jeśli się pojawi albo się z nią skontaktuje, od razu nas powiadomi. Dzwoniłem pod jego numer, ale za każdym razem włączała się automatyczna sekretarka.
- A pytałeś, kiedy ostatni raz był w firmie?
- We wtorek rano. Przed wyjściem z pracy oznajmił, że bierze wolne na wtorkowe popołudnie, środę i czwartek.
- A córka?
- Nie udało mi się zdobyć jej numeru.
Bergman uniosła notes, który znalazła w pokoju.
- Może tu coś będzie - powiedziała, kładąc go na biurku przed Alfredssonem. Policjant założył rękawiczki ochronne i zaczął go przeglądać.
- Dużo tych numerów - stwierdził po chwili. - Dokładnie je przejrzę. Może znajdę numer do córki i jakieś inne numery do jej matki.
- Sprawdź, czy jest tam nazwisko jego stomatologa. Być może patologom będzie potrzebne zdjęcia rentgenowskie. To na wypadek, gdyby nie udało nam się znaleźć krewnych, którzy zidentyfikują ofiarę. Skontaktuj się z zakładem medycyny sądowej i spytaj, czy ktoś do nas jedzie.
Alfredsson skinął głową i zapisał jej słowa.
- Masz coś więcej na temat Sternhega? - spytała.
- Trochę danych o jego firmie, ale nic, co mogłoby nam ułatwić identyfikację.
Bergman potarła palcami czoło. Męczyło ją, że przez tyle czasu przebywa zamknięta w willi i nawet nie wie, kiedy będzie mogła z niej wyjść. Poza tym była poirytowana faktem, że nie może skorzystać z personelu i zasobów, które zwykle ma do dyspozycji w czasie prowadzenia śledztw dotyczących morderstw. Bo w to, że doszło do zabójstwa, nie wątpiła. Popatrzyła na Johanssona oraz Fredberga i spytała:
- A co wy macie?
- Dziewczyna jest już w szpitalu, od razu się nią zajęli - zaczął Fredberg. - Fransson zostanie z nią do czasu, aż ktoś go zastąpi albo dostanie zgodę, żeby się stamtąd oddalić. Dziewczyna dostała środki uspokajające, żeby otrząsnęła się z szoku, bo wciąż nie można nawiązać z nią kontaktu. Fransson przeszukał jej ubranie i znalazł portfel. Było w nim prawo jazdy wystawione na Linę Wikman.
- No to przynajmniej wiemy, kim jest. Teraz musimy ustalić, po co była wczoraj w willi. Viking, co wiemy na jej temat?
- Lina Wikman ma dwadzieścia dwa lata i mieszka w Källtorp przy ulicy Wing?rdsgatan. W linii prostej to około półtora kilometra stąd. Stanu wolnego, pod wskazanym adresem nikt inny nie jest zameldowany. Wcześniej mieszkała przy ulicy Vegagatan w Linnéstaden. Rozmawiałem z jej matką. Dowiedziałem się od niej, że Lina jest na ostatnim roku Wyższej Szkoły Handlowej. Od kilku lat sprząta na zlecenie domy i mieszkania, ale matka nie pamiętała nazwy firmy.
Bergman przypomniała sobie odkurzacz i środki chemiczne, które zauważyła na piętrze willi.
- Zadzwoń do urzędu skarbowego, poproś o jej zeznania podatkowe i sprawdź, która firma dawała jej zlecenia. Jeśli faktycznie dorabia sprzątaniem, wyjaśni się, co tu robiła. Na wszelki wypadek przejrzyj też nasze rejestry. Myślę, że powinniśmy prowadzić to śledztwo, opierając się na założeniu, że ofiarą zbrodni jest Erik Sternheg. Spróbuj się dodzwonić do jego żony i córki. Musimy ustalić, co robił w ciągu kilku ostatnich dni. Zajrzyj do notesu z numerami telefonów i obdzwoń osoby, które uznasz za istotne dla sprawy.
W normalnych okolicznościach Bergman wysłałaby kogoś do firmy Sternhega, żeby przepytać pracowników, ale w tych warunkach pogodowych było to niemożliwe. Spojrzała przez okno i z ulgą stwierdziła, że śnieg nie sypie już tak obficie jak wcześniej. W powietrzu tańczyły pojedyncze płatki, które powoli opadały na ziemię.
- Zanim stąd odjedziemy, powinniśmy ustalić, co się da. Jakieś pytania?
Nikt się nie odezwał, więc potraktowała to jako jedno wspólne "Nie". Wstała od stołu, żeby pójść do techników i spytać o wyniki prac, ale w tej samej chwili zadzwonił jej telefon. Okazało się, że to starszy brat Ingrid, Anders. Szybko wyszła z kuchni, żeby móc z nim rozmawiać w sposób nieskrępowany.
- Cześć, Anders. Jak tam w Halmstad? Was też zasypało?
- Cześć. U nas śnieg przestał sypać godzinę temu, ale nie ma mowy o tym, żeby wyjść na ulicę.
- To dobry prognostyk przed świętami. Mam nadzieję, że do was przyjadę, ale na obiad nie zdążę, chociaż obiecałam.
- Musimy się jak najszybciej spotkać przed Wigilią.
- Czy coś się stało?
- Można tak powiedzieć. Jak już wiesz, sporządzono spis rzeczy po tacie. W przyszłym tygodniu, dwudziestego siódmego, mamy się spotkać z prawnikiem, który ten wykaz przygotował. Zdarzyło się jednak coś, w co nadal nie mogę uwierzyć.
- Wyduś to wreszcie z siebie.
- Kiedy byliśmy dziećmi, ojciec miał romans z pewną kobietą. Innymi słowy... mamy przyrodnią siostrę.
- O czym ty gadasz? Kiedy się o tym dowiedziałeś? Jesteś pewien, że to prawda? Kiedy niby miał ten romans?
Bergman była tak zaskoczona, że słowa uwięzły jej w gardle. Przypomniała sobie, że ich ojciec wielokrotnie wyjeżdżał, ale za każdym razem twierdził, że to wyjazdy służbowe. Wieczorami i w weekendy często nie było go w domu, ale zawsze mówił, że to z powodu obowiązków. To, o czym powiedział Anders, może być prawdą. Czyżby wszystkie jego wyjazdy i nieobecności w domu spowodowane były tym, że w jego życiu była druga kobieta?
- Czy mama o tym wie? - spytała. - Rozmawiałeś z Peterem?
- Dowiedziałem się o tej sprawie wczoraj po południu i przez kilka godzin rozmawiałem z mamą przez telefon. Nie miałem okazji, żeby zadzwonić do ciebie wcześniej, ale Peter zna sprawę.
- Co powiedziała mama?
- Podejrzewamy, że wiedziała o tej kobiecie. Nie jestem pewien, ale jeśli tak, wiele by to wyjaśniło, prawda?
***
Od pogrzebu ojca w połowie października Bergman nie utrzymywała z matką żadnych kontaktów. Rozstały się z wrogością, a matka zapowiedziała, że nie chce jej więcej widzieć. Bergman obwiniała ją o śmierć swojego rocznego syna. Jej matka się nim zajmowała. Tamtego dnia była pijana i zostawiła go w wannie bez żadnej opieki. Jeśli matka wiedziała, że ich ojciec miał romans z inną kobietą, która na dodatek urodziła mu dziecko, to jej zachowanie stałoby się bardziej zrozumiałe. Na przykład to, że kiedy byli dziećmi, często sięgała po butelkę i rozsiewała wokół siebie zgorzknienie. Bergman zastanawiała się, dlaczego jej rodzice po prostu się nie rozwiedli. Może taka opcja nie była z jakichś względów możliwa? W tamtych czasach ludzie zaciskali zęby i robili dobrą minę do złej gry. Matka chyba też, bo z czego by żyła po rozwodzie w tak małej miejscowości? Musiałaby się utrzymywać na własną rękę, więc wolała udawać, że wszystko jest w porządku. Poza tym rozwód wiązał się w tamtych czasach ze społecznym wykluczeniem.
- Ingrid, jesteś tam?
- Tak, tak... Zastanawiałam się przez chwilę nad naszym dzieciństwem i zachowaniem mamy. Myślę, że o wszystkim wiedziała.
- Ja i Peter też tak uważamy.
- Co wiesz o tej kobiecie i o naszej siostrze... a właściwie przyrodniej siostrze? Jak mamy ją właściwie nazywać?
- Kobieta nazywa się Marianne Eriksson, a jej córka ma na imię Maria. Obie mieszkają w Göteborgu.
- Naprawdę?
Bergman poczuła mdłości. Nie mogła przecież wykluczyć, że kiedyś się na nie natknęła. Ciekawe, czy o niej wiedziały. Na myśl o tym znowu zrobiło jej się niedobrze.
- Czy... - zaczęła, ale nie dokończyła, bo nie wiedziała, jak sformułować zdanie.
- Prawnik, z którym mamy się spotkać, nie widzi powodu, żeby to spotkanie zawiesić albo przełożyć na następny tydzień. Uważam, że oprócz mamy powinna się na nim stawić cała nasza trójka.
Bergman próbowała przetrawić to, co przed chwilą usłyszała, bo ciągle czuła się tak, jakby ta sprawa dotyczyła nie jej, tylko kogoś innego. Postanowiła wykorzystać do tego celu swój trzeźwy policyjny umysł.
- Nie mogę dłużej rozmawiać, muszę się nad tym zastanowić. Zdzwonimy się wieczorem, dobrze? Dam ci znać około dziewiątej.
- Okej, tylko nie zapomnij - odparł Anders i się rozłączył.
***
Jak mogłabym zapomnieć, pomyślała Bergman i ruszyła w kierunku schodów prowadzących na górę, gdzie swoje rutynowe czynności wykonywali policyjni technicy. Czuła, jak ogarnia ją gniew. Przy schodach spotkała Nilssona.
- Śnieg przestał padać, a my skończyliśmy w łazience - stwierdził. - Teraz trzeba wysłać zwłoki do zakładu medycyny sądowej.
- Od razu się tym zajmę. Co wiemy na tym etapie?
- Facet został zabity młotkiem. Z widocznych na ciele śladów wynika, że ciosy zadawano mu też po śmierci. Otrzymał ich ze trzydzieści albo czterdzieści. Moim zdaniem, mówię to oczywiście nieoficjalnie, sprawca był na niego cholernie wkurzony.
Bergman uniosła brwi.
- Faktycznie, żadnych innych śladów po uderzeniach młotkiem w tym domu nie ma - stwierdziła. - Muszę natychmiast zadzwonić do Tingströma i odesłać ciało do zakładu medycyny sądowej.
- A my wracamy do pracy - odparł Nilsson. - A propos: czy mogłabyś zamówić nam coś do jedzenia? Pewnie zostaniemy tu cały dzień.
Po tych słowach odwrócił się i poszedł na górę. Bergman zadzwoniła do Tingströma.
- Jak wam idzie? - spytał naczelnik.
- Mamy tu okaleczone zwłoki. Technicy wykonali swoją część pracy przy ofierze, więc chciałabym odesłać ciało do zakładu medycyny sądowej.
- Czy to rzeczywiście jest Sternheg?
- Tego jeszcze nie wiemy. Chcę, żeby zwłokami zajęli się patolodzy, dzięki czemu ustalimy jego tożsamość. Czy media już wiedzą o tym, co się stało?
- Na szczęście nie. Wszyscy są zajęci zakłóceniami, do których doszło z powodu opadów śniegu. Słyszałem, że na miejscu zbrodni znajdowała się kobieta. Czy coś zeznała?
- Trafiła do szpitala, jest przy niej jeden z naszych ludzi. Na razie nie udało się jej przesłuchać, ale prawdopodobnie przyszła tu posprzątać. Jej matka powiedziała, że córka pracuje dla jednej z firm sprzątających. A właśnie: wiesz coś nowego na temat pogody?
- Burze śnieżne przesunęły się w głąb kraju, u nas zapowiada się poprawa. Według prognoz Instytutu Meteorologii śnieg wkrótce zacznie topnieć. Wiatr też zelżał. Jak zamierzasz poprowadzić to śledztwo?
Bergman spojrzała na zegarek. Dochodziła dziesiąta. Za dwie minuty powinna rozpocząć urlop.
- Nie masz kogoś innego, kto mógłby przejąć tę sprawę? Chyba pamiętasz, że wzięłam urlop na święta.
- Bardzo mi przykro, ale nikt inny mi nie został. Poza tym masz doświadczenie w takich sprawach. Jeśli ofiarą faktycznie jest Sternheg, zacznie się cyrk, jakiego nie widzieliśmy. Żaden z naszych śledczych nie jest na tyle doświadczony, żeby ogarnąć zamieszanie, do którego zapewne dojdzie. A tak między nami: sprawą powinien się zająć ktoś, kto posiada... jak by to ująć... właściwe obycie w kontaktach z ludźmi z kręgów, w których obracał się Sternheg.
- Nie musisz mi się podlizywać - odparła z uśmiechem Bergman. - Wezmę tę sprawę, ale przez kilka najbliższych dni ktoś od czasu do czasu będzie mnie musiał zastąpić.
- Jakoś to załatwimy, ale wcale nie zamierzałem ci schlebiać. Jeśli o mnie chodzi, będę pod telefonem przez całe święta.
***
Słaba pociecha, pomyślała Bergman. Tingström jest jej szefem od wielu lat, oboje znają się na wylot. Jest dobrym naczelnikiem, działa dyplomatycznie i ze spokojem i jakoś zawsze potrafi postawić na swoim. Na początku ta jego norrlandzka flegma ją irytowała, ale z czasem nauczyła się doceniać jego cechy charakteru, zwłaszcza to, że w czasie śledztw wprowadza w swoim otoczeniu spokój i zostawia śledczym swobodę działania. Poza tym oboje nadają zwykle na tych samych falach. Nigdy nie miała problemu, żeby przedyskutować z nim swoje pomysły i wnioski, zawsze chwytał je w lot i oboje dobrze się rozumieli, zwłaszcza gdy ścieżki dochodzenia do pewnych wniosków stawały się zawiłe.
- Okej, w takim razie wezmę tę sprawę, ale będę potrzebowała kilku ludzi, żeby przesłuchali sąsiadów Sternhega. Nasi technicy będą pracować w willi przez cały dzień. Ile osób możesz mi przydzielić do pomocy?
- Thomas i Viking już się włączyli w śledztwo. Mogę ci dodać Martina Edberga i Pontusa Telandera. Karin Falk i Nina Hamilton też są dostępne.
- Okej, to dobry początek. A co z Malin? Nadal jest na zwolnieniu lekarskim? Ją też bym chętnie widziała w naszej ekipie.
- Zobaczę, co się da zrobić.
- Dzięki.
Bergman specjalnie wspomniała o młodej policjantce, bo chociaż Skogsby pracowała w wydziale śledczym niecały rok i nie zdążyła jeszcze nabrać doświadczenia, wiele razy udowodniła, że potrafi myśleć nowatorsko, a brak doświadczenia nadrabiała dojrzałością.
- Viking martwi się o nią. Przez ostatni tydzień wiele razy próbował się z nią skontaktować, ale bez powodzenia.
- Może się pokłócili?
- Viking twierdzi, że łączą ich relacje czysto zawodowe. Dobrze wiemy, że kobiety go nie interesują. Jeśli możesz, przyślij mi Karin, zlecę jej dokładne przeszukanie willi, bo zrobiłam to pobieżnie. Znalazłam między innymi notes z numerami telefonów, który dałam do przejrzenia Thomasowi. Przekaż Karin, Ninie, Edbergowi i Telanderowi, że za dziesięć minut odbędzie się telekonferencja, w czasie której Viking poinformuje nas o ostatnich ustaleniach w sprawie zabójstwa. Ja pojadę do zakładu medycyny sądowej, żeby ich trochę pogonić. Zwłoki nie mogą leżeć i czekać przez całe święta. Czy jest coś jeszcze, o czym powinniśmy pomyśleć?
- Media, ale na razie wprowadzimy całkowitą blokadę.
- No to do usłyszenia. Będę pod telefonem.
Po rozmowie z Tingströmem Bergman poszła na górę do techników, żeby ich poinformować, czego się dowiedziała o pogodzie. Potem wróciła do kuchni, żeby przekazać pozostałym osobom treść rozmowy z naczelnikiem. Fredberg, który był na służbie od trzynastu godzin, siedział przy stole i starał się utrzymać pozycję wyprostowaną. Kiedy Bergman skończyła, chrząknął i spytał, czy mógłby już pójść do domu. Wyjaśnił, że radiowóz, którym jechali z Franssonem na miejsce zdarzenia, nadal stoi zaparkowany przy placu Sankt Sigfridsplan, a ponieważ śnieg przestał padać, ulice zostaną wkrótce odśnieżone i staną się przejezdne.
- Zrób, jak uważasz - odparła Bergman. - Z tego, co wiem, twój dyżur zakończył się kilka godzin temu. Zanim wyjdziesz, powiedz, czy rozmawiałeś z Franssonem.
- Tak. Personel szpitala wstawił mu łóżko do pokoju, w którym leży tamta dziewczyna.
- Spróbuję znaleźć kogoś na zastępstwo. Czy on ma mój numer telefonu?
- Nie, ale ma mój, więc będziemy w kontakcie - wtrącił Johansson.
- To dobrze. Idźmy dalej, zaraz zacznie się telekonferencja. Sama poinformuję Ninę, więc o nią nie musicie się martwić. Chcę ją wysłać do firmy Sternhega, zanim pracownicy pójdą do domu, bo potem trudno nam się będzie z nimi skontaktować.
***
Pięćdziesiąt dwie minuty później do willi przyjechał samochód, który miał zabrać zwłoki do zakładu medycyny sądowej. Bergman też pojechała. Następnie, po niecałym kwadransie, przed domem zaparkował nieoznakowany wóz policyjny. Falk, Telander i Edberg przywieźli dla techników dwa kartony z pizzą i litrową butelkę coca-coli. Nilsson, który dobrze wiedział, że dla jego ludzi będzie to pracowity dzień, poczerwieniał na ten widok na twarzy. Alfredsson i Johansson z trudem zachowywali powagę, ale kiedy wyszli z willi, nie mogli się już powstrzymać i wybuchnęli śmiechem. Ktoś, kto zamówił dla Nilssona pizzę z colą, mógł się spodziewać awantury. I to wkrótce.