ROZDZIAŁ 1
Delia
Moje pozorne szczęście kwitło w najlepsze. Niedługo miałam rozpocząć czwarty rok na studiach, ciesząc się chwilą i nie myśląc, co mnie czeka po odebraniu dyplomu.
Zanim udało mi się wrócić do nauki, poznałam Iwa... Było to niezobowiązujące spotkanie podczas letniej przerwy, którą spędzałam w domu. Widywaliśmy się od czasu do czasu w większym gronie. Coś nawet zaczęło iskrzyć, ale nie przywiązywałam do tego wagi. Jednak sytuacja zmieniła się trzy tygodnie przed moim powrotem na uczelnię...
- Delia, skarbie, napij się ze mną kawy na tarasie - odzywa się ojciec, wyłaniając się zza rogu, całkowicie mnie tym zaskakując, kiedy idę zamyślona korytarzem, wybierając się na poranny jogging.
- Jezu, tatku, nie strasz mnie tak! Nie słyszałam cię. Poza tym nie spodziewałam się nikogo w tej części domu o piątej trzydzieści. A ty wyskakujesz zza rogu jak diabeł z pudełka!
- Och, nie dramatyzuj, dziecko, nie sądziłem, że tak cię wystraszę, ale w takim razie może wolisz melisę zamiast kawy? Idziemy?
- Jasne. Jednak zostanę przy kawie. Czy coś się stało? Dobrze się czujesz?
Zmartwiło mnie jego zainteresowanie moją osobą o tak wczesnej porze, w dodatku wyglądało to tak, jakby na mnie czekał.
- Maleńka, za chwilę znowu uciekniesz mi do szkoły, a dziwisz się, że chcę spędzić z tobą trochę czasu i napić się kawy? - pyta niby normalnie, ale coś w jego postawie sprawia, że odnoszę wrażenie, iż jest w tym drugie dno.
- W takim razie prowadź. Dam ci się nacieszyć moim towarzystwem, żebyś się za szybko za mną nie stęsknił, jak wyjadę. - Uśmiecham się i idę za nim.
Siadamy w wygodnych fotelach na tarasie z tyłu domu, mając widok na ogromny i piękny ogród. Wokół unosi się zapach świeżo parzonej kawy, a ja na chwilę się wyłączam, zapatrzona na miejsce, gdzie ogród schodzi się z brzegiem zatoki, nad którą wschodzi słońce.
Przerywa mi chrząknięcie taty, skutecznie przywracając do rzeczywistości.
- Dobrze spędziłaś wakacje w domu? Nacieszyłaś się znajomymi?
- Owszem. Cieszę się z powrotu na uczelnię, bo lubię zajęcia i tęsknię za moją przyjaciółką Bellą. Jednak będzie mi trochę żal opuszczać dom.
- Tylko trochę? Auć, to zabolało, skarbie. - Śmieje się ojciec, popijając kawę.
- Nie przesadzaj. Wiesz, że studia to dla mnie namiastka normalnego życia, tak odmiennego od naszej codzienności. Muszę korzystać z tej iluzji, dopóki trwa, bo za dwa lata się skończy.
- No tak - stwierdza, po czym robi krótką przerwę, jakby potrzebował dobrać odpowiednie słowa. - Wracając do wakacji, słyszałem, że spędziłaś sporo czasu ze swoim bratem. Emilio mówił, że zabierał cię ze sobą na jakieś imprezy, żebyś poznała nowych ludzi, a nie siedziała tylko z Zitą i Paolą, narzekając na wasz los.
Rzeczywiście, mój brat uznał, że powinnam wyściubić nos z mojej niedoli i trochę się rozerwać. Oczywiście w granicach rozsądku, co oznaczało zabawę pod jego czujnym okiem. Uważał, że wspólne biadolenie z moimi przyjaciółkami z dzieciństwa niewiele mi da, a co najwyżej wpędzi w dołek. Tak się składało, że żadnej z nich ojcowie nie pozwolili na studiowanie. Zita była mężatką od roku, a Paola zajmowała się projektowaniem i robiła szał w świecie mody. Jednak jej tatko cały czas szukał jej odpowiedniego męża, na którym zrobi najlepszy interes. Na jej szczęście nie mógł się zdecydować, ale ona żyła w strachu, że może to nastąpić w każdej chwili.
Była w podobnej sytuacji do mnie, chociaż ja przynajmniej mogłam sama zdecydować, który z zaproponowanych przez ojca buców będzie spał przez resztę życia w moim łóżku. Co prawda od naszej rozmowy kilka lat temu w ogóle o żadnym nie wspominał, a ja będąc z dala od domu, całkowicie odsuwałam od siebie tę myśli. Jednak tu, na miejscu, nie tak łatwo było mi o tym zapomnieć, dlatego razem z Paolą psioczyłyśmy na to, co nas czeka, i wspólnie użalałyśmy się nad Zitą, która już doczekała się zaszczytu małżeństwa.
- Tak, zgadza się. Nie żałuję, mogłam spędzić z nim trochę czasu i do tego pozwalałeś opuszczać mi dom bez obstawy przyzwoitek. Dzięki temu też poznałam Elvirę, z którą się świetnie dogaduję. Jej też udało się podjąć naukę na uczelni, więc możemy razem ponarzekać na wykładowców. - Śmieję się.
Naprawdę ją polubiłam i znalazłyśmy wspólny język, omijając temat naszego półświatka.
- Wiesz, córcia, że jak tylko jakiś idiota będzie ci robił problemy, możesz od razu do mnie dzwonić, a ja się wszystkim zajmę. - Przybiera poważny wyraz twarzy.
- Przestań, nie będę przecież do ciebie biegać z każdym niezdanym egzaminem. Sama dam sobie radę i pokażę, na co mnie stać. Poza tym wolę nie mieć żadnego docenta na sumieniu, bo jak cię nie posłucha, to skończy z kulką pośrodku czoła. - Nie mogę się powstrzymać i przewracam oczami.
- Jak tam sobie chcesz, ale pamiętaj, że zawsze masz taką opcję. Wierz mi, mają takie miękkie jaja, że sama perswazja by wystarczyła.
Znowu przewracam oczami, inaczej się po prostu nie da.
- Elvira, mówisz. Czy to nie córka Floriana Accardiego? - zmienia temat.
- Możliwe, ale nie jestem pewna. Nie poruszałyśmy drażliwych kwestii. - Patrzę na niego znacząco.
- A czy poznałaś jej rodzeństwo? Z tego, co wiem, twój brat utrzymuje kontakt z dwojgiem jej braci.
- Elvira przedstawiła mi wyłącznie jednego. Ma na imię Iwo. Drugiego może poznałam, ale nie wspominała o pokrewieństwie z jeszcze którymś z chłopaków. - Wzruszam ramionami i biorę się do picia mojej kawy z dużą ilością mleka.
- Poznałaś Iwa? - Ojciec unosi brwi, na co ja tylko kiwam głową, zbyt zajęta moim pysznym nektarem. - I co o nim sądzisz? - dopytuje się.
Siada wygodnie, po czym zakłada kostkę jednej nogi na drugą nogę i gładzi się ręką po brodzie, wlepiając we mnie intensywne spojrzenie.
Prawie krztuszę się pitą kawą, która przestaje mi smakować. Po tym pytaniu już wiem, że coś jest nie tak, i robię się czujna. Nabieram przekonania, iż od początku się nie myliłam i nie jest to zwykła pogawędka ojca z córką. Coś tu śmierdziało i to bardzo. Doskonale wiedziałam, że na pewno nie spodoba mi się kierunek, w jakim potoczy się ta rozmowa.
A dzień miał być taki piękny...
- Nie wiem, nie znam go za dobrze - gram na zwłokę i za żadne skarby świata nie przyznam się, że nawet mi się spodobał. - Trochę rozmawialiśmy i kilka razy zatańczyliśmy, ale nie jest to relacja, na podstawie której mogłabym wysnuć konkretne osądy - ostrożnie rozgrywam temat, bo z góry wyczuwam uknuty tu spisek.
- Cóż, radzę ci jednak, żebyś doszła do jakichś wniosków w tej kwestii i to szybko. Jeśli twoja opinia będzie pozytywna, za tydzień, w sobotę odbędą się wasze zaręczyny - rzuca nonszalancko, jakby nie zrzucił właśnie bomby, która rozpieprzyła mnie na łopatki.
- Co? - pytam jak głupia, bo mózg jeszcze nie ogarnął natłoku myśli, nie mogąc się zdecydować, co pierwsze chce powiedzieć.
- Skarbie, to, co słyszałaś. Sama miałaś wybrać męża, a to mój pierwszy kandydat. Jest pierworodnym synem bossa Camorry, a przymierze z nimi wiele by nam dało, ale tak jak obiecałem, ostatnie słowo należy do ciebie. - Uśmiecha się potulnie.
- Ty chyba żartujesz! Ściągasz mnie tu pod byle pretekstem, a później jak gdyby nigdy nic rzucasz, że mam się za tydzień zaręczyć! - krzyczę, natychmiast podnosząc się z fotela.
- Uspokój się - mówi spokojnie, a mnie krew zalewa. - Wolałem cię najpierw delikatnie podpytać.
- W głowie się nie mieści! - I buch! dzbanek z kawą ląduje na płytkach tarasu, a ojciec siedzi jakby to nie robiło na nim żadnego wrażenia. - Jak możesz być takim... - z tej furii brakuje mi słów - zimnym draniem dla własnej córki! - Filiżanka dołącza do dzbanka na podłodze. - Nie mogę z tobą rozmawiać! Nawet nie chcę na ciebie patrzeć! - wrzeszczę, po czym obracam się na pięcie i już mnie nie ma.
Prędko zmierzam do wyjścia. Muszę się stąd ewakuować, zanim rozpierdolę ten dom w drobny mak. Zaręczyny? Szybka decyzja? Chybaby się tatusiowi wycieczka do psychiatryka w jedną stronę przydała. Jestem prawie przy drzwiach, gdy ojciec chwyta mnie za łokieć i obraca w swoim kierunku.
- Nie jesteś nastolatką i pora zacząć się zachowywać, jak na dorosłą przystało - syczy mi prosto w twarz. - Nie testuj mojej cierpliwości, dziecko. Tu nie ma miejsca na twoje fochy. Miałaś wybrać, więc decyduj. Masz czas do jutra rana. Jeśli się zgodzisz, przyjęcie odbędzie się dokładnie za tydzień, a jak nie, to niezwłocznie zabieram się do poszukiwania zastępstwa dla Iwa. Pamiętaj, ja wywiązuję się z mojej części umowy, ale jeśli ty zaczniesz się migać, to ją unieważnię, a ty podzielisz los wszystkich innych kobiet w tym świecie! - podnosi głos.
- Ale umawialiśmy się, że poznam mojego męża dużo wcześniej, żeby nie był dla mnie kimś zupełnie obcym - dukam, bo ojciec nadal trzyma mnie za rękę i zachowuje się jak nie on.
Nie poznaję go. Często się unosił, ale nigdy w ten sposób.
- Zgadza się. Przed ślubem. A do tego momentu zostało wam dużo czasu na poznawanie się. W przypadku Iwa masz ten przywilej, że spędziłaś z nim trochę czasu przed podjęciem decyzji o zaręczynach. - Patrzy mi jeszcze przez chwilę w oczy, po czym dodaje: - Z następnym możesz nie mieć takiej szansy. - Puszcza mnie i odchodzi, a ja stoję jak wmurowana z rozdziawionymi ustami. - Pamiętaj! Jutro chcę znać twoją odpowiedź. Lepiej się dobrze zastanów. Wiele ci pobłażałem, ale widzę, że za dużo i pora z tym skończyć - rzuca na odchodnym i znika za drzwiami.