Twój terapeuta jest na monety, ale ty nie masz drobnych
Technoświaty Philipa K. Dicka
Philip K. Dick (ur. 16 grudnia 1928 r. w Chicago, zm. 2 marca 1982 r. w Santa Ana) jest uważany za jednego z najważniejszych pisarzy fantastyki
naukowej poprzedniego stulecia. Dla jednych był geniuszem gatunku, dla
innych prorokiem przewidującym wyzwania i zagrożenia przyszłości.
Jeszcze inni widzieli w nim medium, z którym rozmawiał sam Bóg (lub coś,
co można by Bogiem nazwać), a kolejni, wręcz przeciwnie - widzieli w nim
paranoika, schizofrenika i narkomana. Jest autorem 45 powieści oraz 121
opowiadań, a także esejów i wierszy. Do jego najbardziej znanych utworów
należą Blade runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?, Trzy
stygmaty Palmera Eldritcha, Marsjański poślizg w czasie, Człowiek z Wysokiego Zamku, Simulakra, Przez ciemne zwierciadło i Ubik. Na
uwagę zasługują również jego opowiadania, takie jak Autofab, Raport
mniejszości, Wariant drugi, Złotoskóry czy Zapłacić drukarzowi.
Światy opisywane przez Dicka najprościej możemy uznać za dystopię, choć
równocześnie mogą one pełnić funkcje refleksyjnej allotopii. Dominuje w nich poczucie przytłoczenia, powodzi poznania, która zalewa bohatera,
pogrzebując w swojej toni jego dotychczasowe postrzeganie świata. Od
pewnego czasu twórczość Dicka bywa porównywana pod tym kątem do dzieł
H.P. Lovecrafta, mistrza kosmicznego horroru. Chociaż można znaleźć
pewne punkty styczne twórczości Lovecrafta i Dicka, szczególnie w warstwie inwazji na Ziemię, przeprowadzanej przez nieznane nam siły,
obce, niemalże boskie, to ci pisarze zdecydowanie się różnią podejściem
do umysłu człowieka, postawionego przed bytami i zjawiskami
roztrzaskującymi jego nastawienie do rzeczywistości. Obłęd jako
konsekwencja obcowania z bytami pozaziemskimi i zakazaną wiedzą jest
znakiem rozpoznawczym Lovecrafta, natomiast u Dicka mamy do czynienia z paranoją i schizofrenicznym przedstawieniem rzeczywistości. Jeśli ktoś
chce lepiej zgłębić ten temat, polecam książkę Ellen J. Greenham After
Engulfment: Cosmicism and Neocosmicism in H.P. Lovecraft, Philip K.
Dick, Robert A. Heinlein, and Frank Herbert.
Omawianie twórczości Philipa K. Dicka z perspektywy autora grozy wydaje
się bardzo kuszącą perspektywą. Zazwyczaj powieści i opowiadania Dicka
analizowano na innych płaszczyznach. Zajmowano się takimi tematami jak
natura rzeczywistości w Trzech stygmatach Palmera Eldritcha i Ubiku,
istota człowieczeństwa i pułapka empatii w Blade runner. Czy androidy
marzą o elektrycznych owcach?, relacja jednostki z władzą w Człowieku
z Wysokiego Zamku czy istnienie Boga w trylogii "Valis". Niemniej Dick
zaliczany jest zdecydowanie częściej do autorów fantastyki naukowej, co
z kolei wpływa na odbiór jego dzieł. Relacje człowieka z technologią w fantastyce naukowej są interpretowane inaczej niż w literaturze grozy,
nawet jeśli łączy je przedmiot utworu. Wiele utworów Dicka obfituje w fikcyjne wynalazki (strona Technovelgy wylicza ich 265 w całej jego
twórczości), co szczególnie widać w jego opowiadaniach zamieszczanych w czasopismach science fiction. Pojawiają się wśród nich "embrioniczne
roboty" z Wbrew wskazówkom zegara, mikroskopijne maszyny będące
częścią samoreplikujących się fabryk z opowiadania Autofab, systemy
kasowania i nadpisywania wspomnień z Przypomnimy to panu hurtowo,
homeostatyczne gazety, czyli maszyny zbierające informacje za pomocą
"receptorów" i publikujące je jako newsy (a la Google News), z Gdyby
nie istniał Banny Cemoli, Ubika i Trzech stygmatów, nadmuchiwane
habitaty księżycowe ze Słonecznej loterii, biologiczne
drukarki/replikatory z Teraz czekaj na zeszły rok i Zapłacić
drukarzowi, mutanci przewidujący przyszłe zbrodnie z Raportu
mniejszości czy prototypy dronów z Vulcan's Hammer.
Swoją drogą pisarz ukazuje siebie w The Exegesis of Philip K. Dick nie
jako osobę twórczą, lecz jako analityka, filozofa, który wykorzystuje
fantastykę, by opisać swoją percepcję świata. Filozof Jean Baudrillard
odwołuje się do dzieł Dicka i hiperrealności, która zmienia
rzeczywistość, w książce Symulakry i symulacja z 1981 roku. Chociaż
twórczość Dicka nie jest głównym przedmiotem rozważań Baudrillarda, nie
da się nie zauważyć w tytule jego pracy nawiązania do powieści
Simulakra i poczucia zafałszowania lub sterowania rzeczywistością,
towarzyszącego wielu utworom Dicka. Tak samo jak Dick, Baudrillard
zauważa wpływ mass mediów oraz reklam na kreowanie świata i poglądów
odbiorcy. Warto również wskazać pewną ciekawostkę, mianowicie
wspomnienie z młodości Kena Liu, który natknął się na książki Dicka w przekładzie na język mandaryński, lecz błędnie oznaczone jako
"literatura faktu". Dlatego też młody Liu dorastał z przeświadczeniem,
że Blade runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? opisuje
rzeczywistość, w jakiej żyją mieszkańcy Ameryki - z radioaktywnymi
pustkowiami i androidami zmuszanymi do niewolniczej pracy.
Z perspektywy wymienionych wcześniej rozwiązań i pomysłów relacja Dicka
z technologią może przypominać podejście Johna W. Campbella, Hugona
Gernsbacka czy E.E. Smitha - tyle że w tej materii Dickowi bliżej do
Roberta Sheckleya. Technologie nierzadko obracają się przeciwko
człowiekowi, są wadliwe lub stworzone i implementowane w sposób
"antyludzki" (w rozumieniu analogicznym do "antyludzkiej architektury").
Tę zmianę perspektywy w fantastyce naukowej często łączy się z modyfikacją, jaką przeszła percepcja technologii po II wojnie światowej.
Przedwojenna fantastyka naukowa, szczególnie amerykańska, jednak nie
tylko ukazywała wynalazców jako bohaterów ludzkości, którzy zapewniają
technologiczne rozwiązania trapiących ją problemów lub wymyślają
niesamowite gadżety zmieniające sposób jej funkcjonowania. Nierzadko
przyjmowała formę edisonady, epistolarnego futuryzmu, Heinleinowskiej
opowieści o wynalazku czy brytyjskiego "romansu naukowego" (scientific
romance), którym przyświecało motto Gernsbacka: "Co dziś uznajemy za
ekstrawagancką fantastykę - będzie twardym faktem jutra". Wskazuje się,
że ważnym czynnikiem, który wpłynął na zmianę postrzegania technologii w fantastyce, była de facto bomba atomowa, czyli kolejny potężny
wynalazek, mogący jednakże przynieść ludzkości zagładę. Innym czynnikiem
była tragedia w postaci Holokaustu i przedostanie się do amerykańskiej
świadomości informacji o fabrykach śmierci. Te czynniki podały w wątpliwość dobroczynny lub neutralny charakter technologii oraz postęp
technologii przemysłowych, przyznając słuszność obawom przedstawionym
przez między innymi Bertranda Russella. Jego książka Icarus; or, The
Future of Science z 1924 roku prezentowała możliwe zagrożenia płynące z technologii, przemysłu i amoralnego wykorzystywania dokonań nauki.
Stanowiła również krytyczną odpowiedź na wcześniejszą publikację
Daedalus; or, Science and the Future J.B.S. Haldane'a, próbującego
pokazać świetlaną przyszłość ludzkości, która zostanie urzeczywistniona
dzięki dalszemu rozwojowi nauk biologicznych oraz technologii
komunikacyjnych i energetycznych. Ostrzeżenia przed społecznymi i politycznymi wpływami nowych technologii oraz instrumentalizacją odkryć
naukowych zagłuszali jednak zwolennicy dynamicznego rozwoju
technologicznego, tacy jak J.D. Bernal (któremu wielu fantastów i futurologów zawdzięcza inspirację), ale także myśliciele
geostrategiczni, na przykład Giulio Douhet czy Aleksandr
Prokofjew-Siewierski, wpisujący w swoje doktryny masowe użycie broni
lotniczej przeciwko ludności cywilnej. Chociaż w fantastyce tamtego
okresu pojawiały się wątpliwości dotyczące ścieżki, którą podąża
ludzkość, dominował duch amerykańskiej wynalazczości i wyjątkowości.
Liczne były ekstrapolacje zdobywania nowych lądów poza Ziemią, a w części utworów eksterminacja wroga lub lokalnych form życia wydawała się
właściwym posunięciem.
Konsekwencje II wojny światowej nieodwracalnie zmieniły fantastykę.
Powojenna fantastyka naukowa w Stanach Zjednoczonych zaczęła obfitować w utwory krytyczne wobec technologii, mechanizacji i robotyzacji życia
codziennego, a także ukazujące negatywne aspekty kapitalizmu i rosnącego
znaczenia korporacji. Należy jednak pamiętać, że ta zmiana nie dotyczyła
całości amerykańskiej fantastyki, a raczej stanowiła odgałęzienie w jej
nurcie, gdyż wyścigowi kosmicznemu nadal towarzyszyły utwory
technooptymistyczne. Obok nich pojawiały się dzieła zaliczane do
fantastyki postapokaliptycznej lub postnuklearnej, teksty eksplorujące
potencjalny wpływ komputerów na ludzkość i kontakty z obcymi
cywilizacjami oraz teksty alegoryczne i satyryczne. Nie brakowało dzieł
wskazujących zagrożenia dla amerykańskiej przyszłości (opartej na
dominacji ekonomicznej i technologicznej oraz Objawionym Przeznaczeniu
przeniesionym w przestrzeń kosmiczną), zwłaszcza ze strony komunistów
(tak bloku wschodniego, jak i ukrytych agentów i sympatyków wśród
Amerykanów).
Dick jest autorem, który pomimo umieszczania w utworach potencjalnych
wynalazków pozostaje technosceptykiem, mocno podejrzliwym wobec ludzi
stojących za technologią - tak wynalazcami, jak i podmiotami, które nią
władają. W kwestii kolonizacji kosmosu również był sceptykiem godzącym
nieuchronność podboju i zasiedlenia innych globów przez człowieka z przeczuciem, że rzeczywistość kosmicznych kolonii będzie znacznie gorsza
niż wizje prezentowane przez jego kolegów po piórze.
Tu dochodzimy do niniejszej książki, gdzie za technologią i jej
zastosowaniem stoją siły za nic mające ludzką godność, podmiotowość czy
przypisane każdemu człowiekowi niezbywalne prawa. KANT Sp. z o.o. na
pierwszy rzut oka wydaje się opowieścią o nieuchronności zmian, jakie
dla międzygwiezdnego transportu kosmicznego przyniosły telpory von
Einema, oraz o tajemnicy, jaką skrywa kolonia na Paszczy Wieloryba. W rzeczywistości jest opowieścią o władzy, jaką daje technologia, i sposobie, w jaki ta władza ją wykorzystuje dla swoich celów. Widać tutaj
reperkusje wyścigu kosmicznego, prezentowane nie tylko jako wspomnienia
o klęskach kolonizacji Księżyca, Marsa i Wenus, ale jako projekt
polityczny. Możemy w tej powieści odnaleźć echa słynnej wypowiedzi Johna
F. Kennedy'ego o przyszłym lądowaniu człowieka na Księżycu (choć jeszcze
nie istniała technologia pozwalająca na takie przedsięwzięcie) oraz
refleksje dotyczące operacji Paperclip i włączenia dawnych niemieckich
naukowców i inżynierów do amerykańskiego programu kosmicznego. Nie jest
to dziwne, skoro pierwotna minipowieść (wydana jako The Unteleported
Man1) ukazała się w 1964 roku na łamach czasopisma "Fantastic", a dwa lata później została opublikowana w postaci książki. Trwała zimna
wojna, świat nie zapomniał o okrucieństwach III Rzeszy, a dawni naziści
znajdowali zatrudnienie na całym świecie, szczególnie w badaniach nad
rakietami i samolotami czy w wywiadzie. Niektórzy obawiali się, że dawni
wysoko postawieni oficerowie SS lub niemieccy naukowcy planują zemstę i szykują powrót III Rzeszy (co wykorzystał Ian Fleming w powieści
Moonraker). Oryginalny tekst pojawił się dwa lata po Człowieku z Wysokiego Zamku, pogłębiając eksplorację nazizmu i reżimów
totalitarnych przez autora. Niektórzy fani i badacze jego twórczości
spekulują, że właśnie z powodu pracy nad The Unteleported Man Dick nie
napisał kontynuacji Człowieka z Wysokiego Zamku, z której ostatecznie
zachowały się dwa rozdziały zamieszczone w zbiorze The Shifting
Realities of Philip K. Dick.
W powieści KANT Sp. z o.o. Dick ukazuje świat, w którym Nowe
Zjednoczone Niemcy są potęgą bogatą w niezwykłe wynalazki - szczególnie
te zapewniające przewagę militarną oraz służące do masowych
eksterminacji. Jednym z nich jest właśnie telpor von Einema,
umożliwiający kolonizację znajdującej się w układzie Fomalhauta Paszczy
Wieloryba. Jest oczywiście jeden problem - urządzenie przesyła
ochotników wyłącznie w jedną stronę. Ale to dobrze z punktu widzenia
władzy, gdyż Ziemia zmaga się z przeludnieniem, a ludzie żyją w przemysłowych mrówkowcach (takich, jakie później spopularyzował
Warhammer 40,000), dzieląc niewielkie przestrzenie mieszkalne i ograniczone zasoby. W tej wizji można dojrzeć próbę połączenia się dwóch
duchów przeszłości Zachodu. Z jednej strony mamy ostrzeżenie wielebnego
Thomasa Malthusa, gdzie wskazuje się, że nadmierny wzrost ludności
prześcignie wzrost gospodarczy, doprowadzając do niedoboru zasobów
naturalnych i głodu. Z drugiej strony widzimy powrót do wizji Fredericka
Jacksona Turnera, opartej na demokracji i egalitaryzmie zrodzonym wśród
osadników zachodniej rubieży Stanów Zjednoczonych. Jest to również
podszyte, ze względu na przewodni motyw książki, niemieckimi
koncepcjami, takimi jak Blut und Boden i Lebensraum. Dick prezentuje
możliwości, jakie daje technologia, by sprawnie rozwiązywać "kwestię
niechcianej części populacji". Kontrastu temu uprzedmiotowieniu istot
ludzkich przydają stałe narzędzia z warsztatu literackiego autora -
mianowicie "nieludzie". Chodzi tu głównie o roboty, które zastępują
ludzi, i zwierzęta, wykonujące pracę w zautomatyzowanych fabrykach i nie
tylko (co ciekawe, zastępowanie pracy ludzi pracą zwierząt od kilku lat
jest przedmiotem badań antropologicznych). Pojawiają się też inne byty,
które dokładają się do obrazu kondycji ludzkiej. W książce nie brakuje
protocyberpunkowych wszczepów i modyfikacji ciała - najważniejsze jednak
są modyfikacje umysłu. Różnią się od tych, jakie znamy z powieści Przez
ciemne zwierciadło, Trzy stygmaty Palmera Eldritcha albo Blade
runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?, gdyż kontakt z nimi
pozostaje poza kontrolą jednostki. KANT Sp. z o.o. łączą z Trzema
stygmatami i Ciemnym zwierciadłem refleksje dotyczące technologii (w tym farmaceutycznych) zdolnych do zmiany percepcji rzeczywistości jako
narzędzia, które w rękach władzy prowadzi do powstania lub umocnienia
totalitarnego reżimu.
KANT Sp. z o.o. (tytuł oryginalny: Lies, Inc.) jest rozwinięciem
The Unteleported Man i zawiera fragmenty pierwotnej powieści usunięte
przez wydawcę. Te odnalezione i dodane fragmenty wprowadzają zupełnie
nową, psychodeliczno-metafizyczną warstwę do książki. Dzięki niej
eksplorujemy ostateczne więzienie człowieka - jego umysł. Alienacja,
depersonalizacja, derealizacja i solipsyzm towarzyszą bohaterom Dicka w zderzeniu z prawdą o otoczeniu. Specyficzny dla tej powieści jest
koncept doświadczania paraświatów przez bohaterów, co łączy ideę światów
równoległych, stały motyw fantastyki, z faktycznymi odczuciami osób
zmagających się z chorobami psychicznymi. Na marginesie można dodać, że
w książkach Marsjański poślizg w czasie i Blade runner. Czy androidy
marzą o elektrycznych owcach? Dick używa pojęcia "świat grobowiec"
(tomb world). Jest to termin zapożyczony od Ludwiga Binswangera,
oznaczający świat cielesny i społeczny odbierany przez schizofrenika
jako pełny zepsucia i zgnilizny oraz ograniczający wolność umysłu
(opisany na podstawie przypadku pacjentki Ellen West). Dick zamienił tę
poetycką metaforę derealizacji w faktyczny sposób postrzegania ludzi
przez autystycznego Manfreda z Marsjańskiego poślizgu w czasie.
Poczucie, że osoby nam towarzyszące nie są ludźmi, było kluczowe dla
Kopii ojca i Wariantu drugiego, a Elektryczna mrówka podawała w wątpliwość nawet człowieczeństwo głównego bohatera. Wisielec z kolei
pokazał, że człowieczeństwo i empatia mogą być testem, a ich stłumienie
pozwoli go zdać (i przeżyć).
KANT Sp. z o.o., jako rozbudowanie The Unteleported Man, pogłębia
oryginalny materiał, dodając do grozy społeczno-politycznej, gdzie
technologia służy utrzymaniu i umocnieniu władzy totalitarnego reżimu,
grozę egzystencjalną, gdzie bohaterowie kwestionują miejsce, czas i rzeczywistość. Potęguje to tym samym atmosferę paranoi, budowaną przez
szpiegowskie intrygi walczących stron, tworzącą wrażenie, że przeciwnik
dawno nas rozgryzł, a straszliwa prawda o rzeczywistości jest zawsze
nieuchwytna.
Tym samym możemy zakończyć ten wstęp cytatem z wystąpienia Philipa K.
Dicka na Drugim Międzynarodowym Festiwalu Science Fiction w Metzu 24
września 1977 roku: "Jeśli uważasz, że ten świat jest zły, powinieneś
odwiedzić chociaż kilka innych światów".
Kamil Muzyka
Powieść The Unteleported Man ukazała się w Polsce pod tytułem Paszcza Wieloryba, przeł. Mirosław Kościuk, wyd. Zysk i S-ka, Poznań 1999 (przyp. red.). [wróć]
1
Serwisant przyłapał należące do firmy KANT Sp. z o.o. komputery SubInfo
na działaniu odbiegającym od normy. Komputer numer 5 przekazał
informację, której nie można było uznać za kant.
Trzeba go będzie rozebrać, żeby się dowiedzieć dlaczego. I komu
przekazał tę prawdziwą informację.
Zapewne w żaden sposób nie da się ustalić, do kogo trafiła ta prawdziwa
informacja. Jednak nadzór sieci automatycznie zapisywał wszelkie dane
przekazywane przez banki komputerowe rozmieszczone w różnych miejscach
na Terze. Informacja dotyczyła jakiegoś szczura. Według rejestru ten
szczur należał do licznej gromady tych gryzoni zamieszkujących wysypisko
śmieci w Oakland w stanie Kalifornia.
Jakie znaczenie mogła mieć informacja dotycząca jakiegoś szczura? Lewis
Stine, główny informatyk spółki Kant, zastanawiał się nad tym, odcinając
dopływ prądu do komputera SubInfo numer 5 i szykując się do rozebrania
go na części. Oczywiście, mógł zapytać komputer... lecz ten,
zaprogramowany, by kantować, oczywiście próbowałby oszukać nawet
pracownika firmy Kant. Ta paradoksalna sytuacja nie wzbudzała entuzjazmu
Stine'a. Taki problem zawsze się pojawiał, gdy trzeba było zdemontować
któryś z komputerów.
Każdy inny bank komputerowy można by po prostu zapytać, pomyślał Stine.
Na moment znów podłączył zasilanie do komputera SubInfo numer 5 i postukał w klawiaturę terminala. Kto był odbiorcą przekazu? - zapytał.
BEN APPLEBAUM, RACHMAEL
- Świetnie - rzekł Stine.
Przynajmniej tyle się dowiedział. Ktoś, kto mieszkał na Terze i nazywał
się Rachmael ben Applebaum, prawdopodobnie wiedział teraz o szczurach
więcej, niżby chciał, aczkolwiek podświadomie.
Zapewne ostatnio często pan myśli o szczurach, panie ben Applebaum,
powiedział sobie Stine. I zastanawia się pan dlaczego.
Ponownie odciął zasilanie komputera. I wziął się do roboty.
Stojąc i goląc się przed lustrem w swojej łazience, Rachmael ben
Applebaum rozmyślał o wspaniałym smaku kawałków cheeseburgera - nie
całego (bo te rzadko można było znaleźć), lecz tych cudownych
wyschniętych okruchów leżących wśród fusów kawowych, krążków grejpfruta
i skorupek jaj.
Polecę do Bob's Big Bay, postanowił, i zamówię cheeseburgera na
śniadanie.
A potem pomyślał: To jeden z tych przeklętych snów.
Właściwie był to jeden powtarzający się sen. I zawsze śnił mu się około
trzeciej nad ranem: kilkakrotnie zbudził się i wstał z łóżka, zaskoczony
i zaniepokojony intensywnością tego snu, żeby spojrzeć na zegar. To
miejsce, które mu się śniło, było okropne. A jednak, z jakiegoś powodu,
kiedy tam był - w tym śnie - wydawało się wspaniałe. I właśnie to
niepokoiło go najbardziej: że tak mu się podobało. Wyglądało znajomo;
jawiło się miejscem, które uważał za swój dom.
Chociaż tak uważało wielu innych ludzi...
Ludzi. Oni nie wyglądali jak ludzie, chociaż mówili jak ludzie.
- To moje - rzekł Fred, trzymając naręcze psiej karmy.
- Diabła tam - warknął gniewnie Rachmael. - Ja pierwszy ją zobaczyłem.
Oddawaj, bo oberwiesz.
Pobili się o to naręcze psiej karmy i Rachmael w końcu zwyciężył. Jednak
w dziwny sposób, bo dzięki ugryzieniu Freda w bark. Nie uderzył go,
tylko ugryzł.
Dziwne, pomyślał Rachmael, wciąż się goląc.
Będę musiał pójść do psychiatry, powiedział sobie. Może to wspomnienia z poprzedniego życia. Sprzed milionów lat, zanim... zanim w wyniku ewolucji
stałem się człowiekiem. Z okresu, gdy znajdowałem się na znacznie
niższym szczeblu drabiny ewolucyjnej. I gryzłem ludzi, a raczej
zwierzęta. Właśnie, pomyślał. Fred był przecież jakiegoś rodzaju
zwierzęciem. Tylko że rozmawialiśmy po angielsku.
W tym śnie miał ukryte skarby, o których inni mieszkańcy osady nic nie
wiedzieli. Teraz myślał o nich, o tych ważnych zasobach, które tak
cenił, a zdobył z takim poświęceniem i trudem. Głównie była to żywność,
oczywiście; nic nie jest równie ważne. Chociaż... czasem znajdował
sznurek. Miał mnóstwo sznurka: porządnego brązowego sznurka; ułożył z niego stertę, na której spał w dzień. To posłanie ze sznurka było bardzo
wygodne, usypiało i zapewniało spokojne sny. Wszystkie prócz jednego:
gdy spał za dnia na tej stercie sznurka, ten jeden okropny sen powtarzał
się raz po raz.
Była w nim ogromna ryba z szeroko otwartym pyskiem... i rzędami paskudnych
zębów, które czekały, by go zmiażdżyć i pożreć z apetytem.
Jezu, jęknął w duchu Rachmael. Może wcale się tu nie golę; może tylko mi
się to śni. Może śpię na mojej stercie sznurka i mam dobry, a nie zły
sen; sen, w którym jestem...
Człowiekiem, pomyślał.
W oparciu o to, drogą dedukcji, wywnioskował: gdy przebywam w osadzie,
nie jestem człowiekiem. To by wyjaśniało, dlaczego ugryzłem Freda, a on
mnie. Co za skurwiel, stwierdził. Dobrze wie, gdzie jest mnóstwo psiej
karmy, ale nie chce powiedzieć nikomu z nas. Znajdę ją; znajdę ten jego
skarb.
Uświadomił sobie jednak, że kiedy go będzie szukał, to Fred (lub ktoś
inny) może znaleźć jego skarb i zabrać cenny sznurek. Ten cudowny
sznurek, który tak trudno było przywlec do kryjówki, bo wciąż się
zahaczał i zaczepiał o różne rzeczy... Będę bronił tego sznurka jak życia,
powiedział sobie Rachmael. Każdy skurwiel, który spróbuje go ukraść,
skończy z odgryzionym nosem.
Spojrzał na zegarek. Muszę się pospieszyć, powiedział sobie. Jest późno;
znów zaspałem. I nie mogę przestać myśleć o tym śnie. Był zbyt obrazowy
jak na sen. To chyba nie sen; może jakiś mimowolny przekaz telepatyczny.
Albo kontakt z alternatywnym wszechświatem. Zapewne właśnie to było to:
inna Ziemia, na której urodziłem się jako zwierzę, a nie człowiek.
Albo wyemitowana wiązka mikrofal, którą mój mózg przetwarza niczym
elektroniczny konwerter. Mają takie urządzenia, szczególnie agencje
wywiadowcze.
Bardzo się bał ogólnoświatowych agencji wywiadowczych. A zwłaszcza
spółki Kant, najgorszej z nich wszystkich. Nawet sowieckie tajne służby
jej się bały.
Przesyłają mi podprogowe sygnały psychotroniczne, kiedy śpię, pomyślał.
I zaraz zdał sobie sprawę, że takie myślenie to czysta paranoja.
Chryste; żaden zdrowy na umyśle człowiek tak by nie pomyślał. I nawet
gdyby KANT Sp. z o.o. rzeczywiście słał mi mikrofalowo indukowane we
śnie informacje telepatyczne, to czy dotyczyłyby one szczurów?
Szczurów!
Jestem cholernym szczurem, uświadomił sobie. Kiedy zasypiam, cofam się
do okresu sprzed milionów lat, gdy byłem szczurem; myślę jak szczur, mam
szczurze pomysły i szczurze upodobania. Co wyjaśnia moją bójkę z Fredem
o psią karmę. To proste: wspomnienia z mózgowej kory dawnej, a nie
nowej.
Zapewne można to jakoś wyjaśnić budową anatomiczną. Jeśli założymy
akrecyjną strukturę mózgu; istnienie starych warstw, które budzą się
podczas normalnego snu.
Oto problem związany z życiem w państwie policyjnym, powiedział sobie;
myślisz - wyobrażasz sobie - że policja stoi za wszystkim. Popadasz w paranoję i uważasz, że kiedy śpisz, przesyłają ci podprogowe informacje,
żeby cię kontrolować. A przecież policja by tego nie robiła. Policjanci
to nasi przyjaciele.
Czy może właśnie tę myśl przesłano mi podprogowo? - zastanowił się
nagle. "Policjanci to nasi przyjaciele". Akurat!
Golił się dalej, przygnębiony tym wszystkim. Może ten sen przestanie się
powtarzać, powiedział sobie. A może...
Zastygł, tknięty nagłą myślą: A może ten sen ma mi coś powiedzieć?
Przez długą chwilę stał nieruchomo, trzymając brzytwę z dala od twarzy.
Co ma mi powiedzieć? To, że żyję na wysypisku śmieci pełnym innych
szczurów oraz zeschniętych lub gnijących kawałków pożywienia?
Zadrżał.
Po czym dokończył golenie, najlepiej jak umiał.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki