KANT Sp. z o.o - Philip K. Dick

-
Proszę czekać

Twój terapeuta jest na monety, ale ty nie masz drobnych

Technoświaty Philipa K. Dicka

Phi­lip K. Dick (ur. 16 grud­nia 1928 r. w Chi­cago, zm. 2 marca 1982 r. w Santa Ana) jest uwa­żany za jed­nego z naj­waż­niej­szych pisa­rzy fan­ta­styki nauko­wej poprzed­niego stu­le­cia. Dla jed­nych był geniu­szem gatunku, dla innych pro­ro­kiem prze­wi­du­ją­cym wyzwa­nia i zagro­że­nia przy­szło­ści. Jesz­cze inni widzieli w nim medium, z któ­rym roz­ma­wiał sam Bóg (lub coś, co można by Bogiem nazwać), a kolejni, wręcz prze­ciw­nie - widzieli w nim para­no­ika, schi­zo­fre­nika i nar­ko­mana. Jest auto­rem 45 powie­ści oraz 121 opo­wia­dań, a także ese­jów i wier­szy. Do jego naj­bar­dziej zna­nych utwo­rów należą Blade run­ner. Czy andro­idy marzą o elek­trycz­nych owcach?, Trzy styg­maty Pal­mera Eldrit­cha, Mar­sjań­ski poślizg w cza­sie, Czło­wiek z Wyso­kiego Zamku, Simu­la­kra, Przez ciemne zwier­cia­dło i Ubik. Na uwagę zasłu­gują rów­nież jego opo­wia­da­nia, takie jak Auto­fab, Raport mniej­szo­ści, Wariant drugi, Zło­to­skóry czy Zapła­cić dru­ka­rzowi.

Światy opi­sy­wane przez Dicka naj­pro­ściej możemy uznać za dys­to­pię, choć rów­no­cze­śnie mogą one peł­nić funk­cje reflek­syj­nej allo­to­pii. Domi­nuje w nich poczu­cie przy­tło­cze­nia, powo­dzi pozna­nia, która zalewa boha­tera, pogrze­bu­jąc w swo­jej toni jego dotych­cza­sowe postrze­ga­nie świata. Od pew­nego czasu twór­czość Dicka bywa porów­ny­wana pod tym kątem do dzieł H.P. Love­cra­fta, mistrza kosmicz­nego hor­roru. Cho­ciaż można zna­leźć pewne punkty styczne twór­czo­ści Love­cra­fta i Dicka, szcze­gól­nie w war­stwie inwa­zji na Zie­mię, prze­pro­wa­dza­nej przez nie­znane nam siły, obce, nie­malże boskie, to ci pisa­rze zde­cy­do­wa­nie się róż­nią podej­ściem do umy­słu czło­wieka, posta­wio­nego przed bytami i zja­wi­skami roz­trza­sku­ją­cymi jego nasta­wie­nie do rze­czy­wi­sto­ści. Obłęd jako kon­se­kwen­cja obco­wa­nia z bytami poza­ziem­skimi i zaka­zaną wie­dzą jest zna­kiem roz­po­znaw­czym Love­cra­fta, nato­miast u Dicka mamy do czy­nie­nia z para­noją i schi­zo­fre­nicz­nym przed­sta­wie­niem rze­czy­wi­sto­ści. Jeśli ktoś chce lepiej zgłę­bić ten temat, pole­cam książkę Ellen J. Gre­en­ham After Engulf­ment: Cosmi­cism and Neo­co­smi­cism in H.P. Love­craft, Phi­lip K. Dick, Robert A. Hein­lein, and Frank Her­bert.

Oma­wia­nie twór­czo­ści Phi­lipa K. Dicka z per­spek­tywy autora grozy wydaje się bar­dzo kuszącą per­spek­tywą. Zazwy­czaj powie­ści i opo­wia­da­nia Dicka ana­li­zo­wano na innych płasz­czy­znach. Zaj­mo­wano się takimi tema­tami jak natura rze­czy­wi­sto­ści w Trzech styg­ma­tach Pal­mera Eldrit­cha i Ubiku, istota czło­wie­czeń­stwa i pułapka empa­tii w Blade run­ner. Czy andro­idy marzą o elek­trycz­nych owcach?, rela­cja jed­nostki z wła­dzą w Czło­wieku z Wyso­kiego Zamku czy ist­nie­nie Boga w try­lo­gii "Valis". Nie­mniej Dick zali­czany jest zde­cy­do­wa­nie czę­ściej do auto­rów fan­ta­styki nauko­wej, co z kolei wpływa na odbiór jego dzieł. Rela­cje czło­wieka z tech­no­lo­gią w fan­ta­styce nauko­wej są inter­pre­to­wane ina­czej niż w lite­ra­tu­rze grozy, nawet jeśli łączy je przed­miot utworu. Wiele utwo­rów Dicka obfi­tuje w fik­cyjne wyna­lazki (strona Tech­no­velgy wyli­cza ich 265 w całej jego twór­czo­ści), co szcze­gól­nie widać w jego opo­wia­da­niach zamiesz­cza­nych w cza­so­pi­smach science fic­tion. Poja­wiają się wśród nich "embrio­niczne roboty" z Wbrew wska­zów­kom zegara, mikro­sko­pijne maszyny będące czę­ścią samo­re­pli­ku­ją­cych się fabryk z opo­wia­da­nia Auto­fab, sys­temy kaso­wa­nia i nad­pi­sy­wa­nia wspo­mnień z Przy­po­mnimy to panu hur­towo, home­osta­tyczne gazety, czyli maszyny zbie­ra­jące infor­ma­cje za pomocą "recep­to­rów" i publi­ku­jące je jako newsy (a la Google News), z Gdyby nie ist­niał Banny Cemoli, Ubika i Trzech styg­ma­tów, nadmu­chi­wane habi­taty księ­ży­cowe ze Sło­necz­nej lote­rii, bio­lo­giczne dru­karki/repli­ka­tory z Teraz cze­kaj na zeszły rok i Zapła­cić dru­ka­rzowi, mutanci prze­wi­du­jący przy­szłe zbrod­nie z Raportu mniej­szo­ści czy pro­to­typy dro­nów z Vul­can's Ham­mer.

Swoją drogą pisarz uka­zuje sie­bie w The Exe­ge­sis of Phi­lip K. Dick nie jako osobę twór­czą, lecz jako ana­li­tyka, filo­zofa, który wyko­rzy­stuje fan­ta­stykę, by opi­sać swoją per­cep­cję świata. Filo­zof Jean Bau­dril­lard odwo­łuje się do dzieł Dicka i hiper­re­al­no­ści, która zmie­nia rze­czy­wi­stość, w książce Symu­la­kry i symu­la­cja z 1981 roku. Cho­ciaż twór­czość Dicka nie jest głów­nym przed­mio­tem roz­wa­żań Bau­dril­larda, nie da się nie zauwa­żyć w tytule jego pracy nawią­za­nia do powie­ści Simu­la­kra i poczu­cia zafał­szo­wa­nia lub ste­ro­wa­nia rze­czy­wi­sto­ścią, towa­rzy­szą­cego wielu utwo­rom Dicka. Tak samo jak Dick, Bau­dril­lard zauważa wpływ mass mediów oraz reklam na kre­owa­nie świata i poglą­dów odbiorcy. Warto rów­nież wska­zać pewną cie­ka­wostkę, mia­no­wi­cie wspo­mnie­nie z mło­do­ści Kena Liu, który natknął się na książki Dicka w prze­kła­dzie na język man­da­ryń­ski, lecz błęd­nie ozna­czone jako "lite­ra­tura faktu". Dla­tego też młody Liu dora­stał z prze­świad­cze­niem, że Blade run­ner. Czy andro­idy marzą o elek­trycz­nych owcach? opi­suje rze­czy­wi­stość, w jakiej żyją miesz­kańcy Ame­ryki - z radio­ak­tyw­nymi pust­ko­wiami i andro­idami zmu­sza­nymi do nie­wol­ni­czej pracy.

Z per­spek­tywy wymie­nio­nych wcze­śniej roz­wią­zań i pomy­słów rela­cja Dicka z tech­no­lo­gią może przy­po­mi­nać podej­ście Johna W. Camp­bella, Hugona Gerns­backa czy E.E. Smi­tha - tyle że w tej mate­rii Dic­kowi bli­żej do Roberta Shec­kleya. Tech­no­lo­gie nie­rzadko obra­cają się prze­ciwko czło­wie­kowi, są wadliwe lub stwo­rzone i imple­men­to­wane w spo­sób "anty­ludzki" (w rozu­mie­niu ana­lo­gicz­nym do "anty­ludzkiej archi­tek­tury"). Tę zmianę per­spek­tywy w fan­ta­styce nauko­wej czę­sto łączy się z mody­fi­ka­cją, jaką prze­szła per­cep­cja tech­no­lo­gii po II woj­nie świa­to­wej. Przed­wo­jenna fan­ta­styka naukowa, szcze­gól­nie ame­ry­kań­ska, jed­nak nie tylko uka­zy­wała wyna­laz­ców jako boha­te­rów ludz­ko­ści, któ­rzy zapew­niają tech­no­lo­giczne roz­wią­za­nia tra­pią­cych ją pro­ble­mów lub wymy­ślają nie­sa­mo­wite gadżety zmie­nia­jące spo­sób jej funk­cjo­no­wa­nia. Nie­rzadko przyj­mo­wała formę edi­so­nady, epi­sto­lar­nego futu­ry­zmu, Hein­le­inow­skiej opo­wie­ści o wyna­lazku czy bry­tyj­skiego "romansu nauko­wego" (scien­ti­fic romance), któ­rym przy­świe­cało motto Gerns­backa: "Co dziś uzna­jemy za eks­tra­wa­gancką fan­ta­stykę - będzie twar­dym fak­tem jutra". Wska­zuje się, że waż­nym czyn­ni­kiem, który wpły­nął na zmianę postrze­ga­nia tech­no­lo­gii w fan­ta­styce, była de facto bomba ato­mowa, czyli kolejny potężny wyna­la­zek, mogący jed­nakże przy­nieść ludz­ko­ści zagładę. Innym czyn­ni­kiem była tra­ge­dia w postaci Holo­kau­stu i prze­do­sta­nie się do ame­ry­kań­skiej świa­do­mo­ści infor­ma­cji o fabry­kach śmierci. Te czyn­niki podały w wąt­pli­wość dobro­czynny lub neu­tralny cha­rak­ter tech­no­lo­gii oraz postęp tech­no­lo­gii prze­my­sło­wych, przy­zna­jąc słusz­ność oba­wom przed­sta­wio­nym przez mię­dzy innymi Ber­tranda Rus­sella. Jego książka Ica­rus; or, The Future of Science z 1924 roku pre­zen­to­wała moż­liwe zagro­że­nia pły­nące z tech­no­lo­gii, prze­my­słu i amo­ral­nego wyko­rzy­sty­wa­nia doko­nań nauki. Sta­no­wiła rów­nież kry­tyczną odpo­wiedź na wcze­śniej­szą publi­ka­cję Daeda­lus; or, Science and the Future J.B.S. Hal­dane'a, pró­bu­ją­cego poka­zać świe­tlaną przy­szłość ludz­ko­ści, która zosta­nie urze­czy­wist­niona dzięki dal­szemu roz­wo­jowi nauk bio­lo­gicz­nych oraz tech­no­lo­gii komu­ni­ka­cyj­nych i ener­ge­tycz­nych. Ostrze­że­nia przed spo­łecz­nymi i poli­tycz­nymi wpły­wami nowych tech­no­lo­gii oraz instru­men­ta­li­za­cją odkryć nauko­wych zagłu­szali jed­nak zwo­len­nicy dyna­micz­nego roz­woju tech­no­lo­gicz­nego, tacy jak J.D. Ber­nal (któ­remu wielu fan­ta­stów i futu­ro­lo­gów zawdzię­cza inspi­ra­cję), ale także myśli­ciele geo­stra­te­giczni, na przy­kład Giu­lio Douhet czy Alek­sandr Pro­ko­fjew-Sie­wier­ski, wpi­su­jący w swoje dok­tryny masowe uży­cie broni lot­ni­czej prze­ciwko lud­no­ści cywil­nej. Cho­ciaż w fan­ta­styce tam­tego okresu poja­wiały się wąt­pli­wo­ści doty­czące ścieżki, którą podąża ludz­kość, domi­no­wał duch ame­ry­kań­skiej wyna­laz­czo­ści i wyjąt­ko­wo­ści. Liczne były eks­tra­po­la­cje zdo­by­wa­nia nowych lądów poza Zie­mią, a w czę­ści utwo­rów eks­ter­mi­na­cja wroga lub lokal­nych form życia wyda­wała się wła­ści­wym posu­nię­ciem.

Kon­se­kwen­cje II wojny świa­to­wej nie­od­wra­cal­nie zmie­niły fan­ta­stykę. Powo­jenna fan­ta­styka naukowa w Sta­nach Zjed­no­czo­nych zaczęła obfi­to­wać w utwory kry­tyczne wobec tech­no­lo­gii, mecha­ni­za­cji i robo­ty­za­cji życia codzien­nego, a także uka­zu­jące nega­tywne aspekty kapi­ta­li­zmu i rosną­cego zna­cze­nia kor­po­ra­cji. Należy jed­nak pamię­tać, że ta zmiana nie doty­czyła cało­ści ame­ry­kań­skiej fan­ta­styki, a raczej sta­no­wiła odga­łę­zie­nie w jej nur­cie, gdyż wyści­gowi kosmicz­nemu na­dal towa­rzy­szyły utwory tech­no­op­ty­mi­styczne. Obok nich poja­wiały się dzieła zali­czane do fan­ta­styki posta­po­ka­lip­tycz­nej lub post­nu­kle­ar­nej, tek­sty eks­plo­ru­jące poten­cjalny wpływ kom­pu­te­rów na ludz­kość i kon­takty z obcymi cywi­li­za­cjami oraz tek­sty ale­go­ryczne i saty­ryczne. Nie bra­ko­wało dzieł wska­zu­ją­cych zagro­że­nia dla ame­ry­kań­skiej przy­szło­ści (opar­tej na domi­na­cji eko­no­micz­nej i tech­no­lo­gicz­nej oraz Obja­wio­nym Prze­zna­cze­niu prze­nie­sio­nym w prze­strzeń kosmiczną), zwłasz­cza ze strony komu­ni­stów (tak bloku wschod­niego, jak i ukry­tych agen­tów i sym­pa­ty­ków wśród Ame­ry­ka­nów).

Dick jest auto­rem, który pomimo umiesz­cza­nia w utwo­rach poten­cjal­nych wyna­laz­ków pozo­staje tech­no­scep­ty­kiem, mocno podejrz­li­wym wobec ludzi sto­ją­cych za tech­no­lo­gią - tak wyna­laz­cami, jak i pod­mio­tami, które nią wła­dają. W kwe­stii kolo­ni­za­cji kosmosu rów­nież był scep­ty­kiem godzą­cym nie­uchron­ność pod­boju i zasie­dle­nia innych glo­bów przez czło­wieka z prze­czu­ciem, że rze­czy­wi­stość kosmicz­nych kolo­nii będzie znacz­nie gor­sza niż wizje pre­zen­to­wane przez jego kole­gów po pió­rze.

Tu docho­dzimy do niniej­szej książki, gdzie za tech­no­lo­gią i jej zasto­so­wa­niem stoją siły za nic mające ludzką god­ność, pod­mio­to­wość czy przy­pi­sane każ­demu czło­wie­kowi nie­zby­walne prawa. KANT Sp. z o.o. na pierw­szy rzut oka wydaje się opo­wie­ścią o nie­uchron­no­ści zmian, jakie dla mię­dzy­gwiezd­nego trans­portu kosmicz­nego przy­nio­sły tel­pory von Einema, oraz o tajem­nicy, jaką skrywa kolo­nia na Pasz­czy Wie­lo­ryba. W rze­czy­wi­sto­ści jest opo­wie­ścią o wła­dzy, jaką daje tech­no­lo­gia, i spo­so­bie, w jaki ta wła­dza ją wyko­rzy­stuje dla swo­ich celów. Widać tutaj reper­ku­sje wyścigu kosmicz­nego, pre­zen­to­wane nie tylko jako wspo­mnie­nia o klę­skach kolo­ni­za­cji Księ­życa, Marsa i Wenus, ale jako pro­jekt poli­tyczny. Możemy w tej powie­ści odna­leźć echa słyn­nej wypo­wie­dzi Johna F. Ken­nedy'ego o przy­szłym lądo­wa­niu czło­wieka na Księ­życu (choć jesz­cze nie ist­niała tech­no­lo­gia pozwa­la­jąca na takie przed­się­wzię­cie) oraz reflek­sje doty­czące ope­ra­cji Paperc­lip i włą­cze­nia daw­nych nie­miec­kich naukow­ców i inży­nie­rów do ame­ry­kań­skiego pro­gramu kosmicz­nego. Nie jest to dziwne, skoro pier­wotna mini­po­wieść (wydana jako The Unte­le­por­ted Man1) uka­zała się w 1964 roku na łamach cza­so­pi­sma "Fan­ta­stic", a dwa lata póź­niej została opu­bli­ko­wana w postaci książki. Trwała zimna wojna, świat nie zapo­mniał o okru­cień­stwach III Rze­szy, a dawni nazi­ści znaj­do­wali zatrud­nie­nie na całym świe­cie, szcze­gól­nie w bada­niach nad rakie­tami i samo­lo­tami czy w wywia­dzie. Nie­któ­rzy oba­wiali się, że dawni wysoko posta­wieni ofi­ce­ro­wie SS lub nie­mieccy naukowcy pla­nują zemstę i szy­kują powrót III Rze­szy (co wyko­rzy­stał Ian Fle­ming w powie­ści Moon­ra­ker). Ory­gi­nalny tekst poja­wił się dwa lata po Czło­wieku z Wyso­kiego Zamku, pogłę­bia­jąc eks­plo­ra­cję nazi­zmu i reżi­mów tota­li­tar­nych przez autora. Nie­któ­rzy fani i bada­cze jego twór­czo­ści spe­ku­lują, że wła­śnie z powodu pracy nad The Unte­le­por­ted Man Dick nie napi­sał kon­ty­nu­acji Czło­wieka z Wyso­kiego Zamku, z któ­rej osta­tecz­nie zacho­wały się dwa roz­działy zamiesz­czone w zbio­rze The Shi­fting Reali­ties of Phi­lip K. Dick.

W powie­ści KANT Sp. z o.o. Dick uka­zuje świat, w któ­rym Nowe Zjed­no­czone Niemcy są potęgą bogatą w nie­zwy­kłe wyna­lazki - szcze­gól­nie te zapew­nia­jące prze­wagę mili­tarną oraz słu­żące do maso­wych eks­ter­mi­na­cji. Jed­nym z nich jest wła­śnie tel­por von Einema, umoż­li­wia­jący kolo­ni­za­cję znaj­du­ją­cej się w ukła­dzie Fomal­hauta Pasz­czy Wie­lo­ryba. Jest oczy­wi­ście jeden pro­blem - urzą­dze­nie prze­syła ochot­ni­ków wyłącz­nie w jedną stronę. Ale to dobrze z punktu widze­nia wła­dzy, gdyż Zie­mia zmaga się z prze­lud­nie­niem, a ludzie żyją w prze­my­sło­wych mrów­kow­cach (takich, jakie póź­niej spo­pu­la­ry­zo­wał War­ham­mer 40,000), dzie­ląc nie­wiel­kie prze­strze­nie miesz­kalne i ogra­ni­czone zasoby. W tej wizji można doj­rzeć próbę połą­cze­nia się dwóch duchów prze­szło­ści Zachodu. Z jed­nej strony mamy ostrze­że­nie wie­leb­nego Tho­masa Mal­thusa, gdzie wska­zuje się, że nad­mierny wzrost lud­no­ści prze­ści­gnie wzrost gospo­dar­czy, dopro­wa­dza­jąc do nie­do­boru zaso­bów natu­ral­nych i głodu. Z dru­giej strony widzimy powrót do wizji Fre­de­ricka Jack­sona Tur­nera, opar­tej na demo­kra­cji i ega­li­ta­ry­zmie zro­dzo­nym wśród osad­ni­ków zachod­niej rubieży Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Jest to rów­nież pod­szyte, ze względu na prze­wodni motyw książki, nie­miec­kimi kon­cep­cjami, takimi jak Blut und Boden i Leben­sraum. Dick pre­zen­tuje moż­li­wo­ści, jakie daje tech­no­lo­gia, by spraw­nie roz­wią­zy­wać "kwe­stię nie­chcia­nej czę­ści popu­la­cji". Kon­tra­stu temu uprzed­mio­to­wie­niu istot ludz­kich przy­dają stałe narzę­dzia z warsz­tatu lite­rac­kiego autora - mia­no­wi­cie "nie­lu­dzie". Cho­dzi tu głów­nie o roboty, które zastę­pują ludzi, i zwie­rzęta, wyko­nu­jące pracę w zauto­ma­ty­zo­wa­nych fabry­kach i nie tylko (co cie­kawe, zastę­po­wa­nie pracy ludzi pracą zwie­rząt od kilku lat jest przed­mio­tem badań antro­po­lo­gicz­nych). Poja­wiają się też inne byty, które dokła­dają się do obrazu kon­dy­cji ludz­kiej. W książce nie bra­kuje pro­to­cy­ber­pun­ko­wych wsz­cze­pów i mody­fi­ka­cji ciała - naj­waż­niej­sze jed­nak są mody­fi­ka­cje umy­słu. Róż­nią się od tych, jakie znamy z powie­ści Przez ciemne zwier­cia­dło, Trzy styg­maty Pal­mera Eldrit­cha albo Blade run­ner. Czy andro­idy marzą o elek­trycz­nych owcach?, gdyż kon­takt z nimi pozo­staje poza kon­trolą jed­nostki. KANT Sp. z o.o. łączą z Trzema styg­ma­tami i Ciem­nym zwier­cia­dłem reflek­sje doty­czące tech­no­lo­gii (w tym far­ma­ceu­tycz­nych) zdol­nych do zmiany per­cep­cji rze­czy­wi­sto­ści jako narzę­dzia, które w rękach wła­dzy pro­wa­dzi do powsta­nia lub umoc­nie­nia tota­li­tar­nego reżimu.

KANT Sp. z o.o. (tytuł ory­gi­nalny: Lies, Inc.) jest roz­wi­nię­ciem The Unte­le­por­ted Man i zawiera frag­menty pier­wot­nej powie­ści usu­nięte przez wydawcę. Te odna­le­zione i dodane frag­menty wpro­wa­dzają zupeł­nie nową, psy­cho­de­liczno-meta­fi­zyczną war­stwę do książki. Dzięki niej eks­plo­ru­jemy osta­teczne wię­zie­nie czło­wieka - jego umysł. Alie­na­cja, deper­so­na­li­za­cja, dere­ali­za­cja i solip­syzm towa­rzy­szą boha­te­rom Dicka w zde­rze­niu z prawdą o oto­cze­niu. Spe­cy­ficzny dla tej powie­ści jest kon­cept doświad­cza­nia para­świa­tów przez boha­te­rów, co łączy ideę świa­tów rów­no­le­głych, stały motyw fan­ta­styki, z fak­tycz­nymi odczu­ciami osób zma­ga­ją­cych się z cho­ro­bami psy­chicz­nymi. Na mar­gi­ne­sie można dodać, że w książ­kach Mar­sjań­ski poślizg w cza­sie i Blade run­ner. Czy andro­idy marzą o elek­trycz­nych owcach? Dick używa poję­cia "świat gro­bo­wiec" (tomb world). Jest to ter­min zapo­ży­czony od Ludwiga Bin­swan­gera, ozna­cza­jący świat cie­le­sny i spo­łeczny odbie­rany przez schi­zo­fre­nika jako pełny zepsu­cia i zgni­li­zny oraz ogra­ni­cza­jący wol­ność umy­słu (opi­sany na pod­sta­wie przy­padku pacjentki Ellen West). Dick zamie­nił tę poetycką meta­forę dere­ali­za­cji w fak­tyczny spo­sób postrze­ga­nia ludzi przez auty­stycz­nego Man­freda z Mar­sjań­skiego pośli­zgu w cza­sie. Poczu­cie, że osoby nam towa­rzy­szące nie są ludźmi, było klu­czowe dla Kopii ojca i Wariantu dru­giego, a Elek­tryczna mrówka poda­wała w wąt­pli­wość nawet czło­wie­czeń­stwo głów­nego boha­tera. Wisie­lec z kolei poka­zał, że czło­wie­czeń­stwo i empa­tia mogą być testem, a ich stłu­mie­nie pozwoli go zdać (i prze­żyć).

KANT Sp. z o.o., jako roz­bu­do­wa­nie The Unte­le­por­ted Man, pogłę­bia ory­gi­nalny mate­riał, doda­jąc do grozy spo­łeczno-poli­tycz­nej, gdzie tech­no­lo­gia służy utrzy­ma­niu i umoc­nie­niu wła­dzy tota­li­tar­nego reżimu, grozę egzy­sten­cjalną, gdzie boha­te­ro­wie kwe­stio­nują miej­sce, czas i rze­czy­wi­stość. Potę­guje to tym samym atmos­ferę para­noi, budo­waną przez szpie­gow­skie intrygi wal­czą­cych stron, two­rzącą wra­że­nie, że prze­ciw­nik dawno nas roz­gryzł, a strasz­liwa prawda o rze­czy­wi­sto­ści jest zawsze nie­uchwytna.

Tym samym możemy zakoń­czyć ten wstęp cyta­tem z wystą­pie­nia Phi­lipa K. Dicka na Dru­gim Mię­dzy­na­ro­do­wym Festi­walu Science Fic­tion w Metzu 24 wrze­śnia 1977 roku: "Jeśli uwa­żasz, że ten świat jest zły, powi­nie­neś odwie­dzić cho­ciaż kilka innych świa­tów".

Kamil Muzyka

Powieść The Unte­le­por­ted Man uka­zała się w Pol­sce pod tytu­łem Pasz­cza Wie­lo­ryba, przeł. Miro­sław Kościuk, wyd. Zysk i S-ka, Poznań 1999 (przyp. red.). [wróć]

1

Ser­wi­sant przy­ła­pał nale­żące do firmy KANT Sp. z o.o. kom­pu­tery Sub­Info na dzia­ła­niu odbie­ga­ją­cym od normy. Kom­pu­ter numer 5 prze­ka­zał infor­ma­cję, któ­rej nie można było uznać za kant.

Trzeba go będzie roze­brać, żeby się dowie­dzieć dla­czego. I komu prze­ka­zał tę praw­dziwą infor­ma­cję.

Zapewne w żaden spo­sób nie da się usta­lić, do kogo tra­fiła ta praw­dziwa infor­ma­cja. Jed­nak nad­zór sieci auto­ma­tycz­nie zapi­sy­wał wszel­kie dane prze­ka­zy­wane przez banki kom­pu­te­rowe roz­miesz­czone w róż­nych miej­scach na Terze. Infor­ma­cja doty­czyła jakie­goś szczura. Według reje­stru ten szczur nale­żał do licz­nej gro­mady tych gry­zoni zamiesz­ku­ją­cych wysy­pi­sko śmieci w Oakland w sta­nie Kali­for­nia.

Jakie zna­cze­nie mogła mieć infor­ma­cja doty­cząca jakie­goś szczura? Lewis Stine, główny infor­ma­tyk spółki Kant, zasta­na­wiał się nad tym, odci­na­jąc dopływ prądu do kom­pu­tera Sub­Info numer 5 i szy­ku­jąc się do roze­bra­nia go na czę­ści. Oczy­wi­ście, mógł zapy­tać kom­pu­ter... lecz ten, zapro­gra­mo­wany, by kan­to­wać, oczy­wi­ście pró­bo­wałby oszu­kać nawet pra­cow­nika firmy Kant. Ta para­dok­salna sytu­acja nie wzbu­dzała entu­zja­zmu Stine'a. Taki pro­blem zawsze się poja­wiał, gdy trzeba było zde­mon­to­wać któ­ryś z kom­pu­terów.

Każdy inny bank kom­pu­te­rowy można by po pro­stu zapy­tać, pomy­ślał Stine.

Na moment znów pod­łą­czył zasi­la­nie do kom­pu­tera Sub­Info numer 5 i postu­kał w kla­wia­turę ter­mi­nala. Kto był odbiorcą prze­kazu? - zapy­tał.

BEN APPLE­BAUM, RACH­MAEL

- Świet­nie - rzekł Stine.

Przy­naj­mniej tyle się dowie­dział. Ktoś, kto miesz­kał na Terze i nazy­wał się Rach­mael ben Apple­baum, praw­do­po­dob­nie wie­dział teraz o szczu­rach wię­cej, niżby chciał, acz­kol­wiek pod­świa­do­mie.

Zapewne ostat­nio czę­sto pan myśli o szczu­rach, panie ben Apple­baum, powie­dział sobie Stine. I zasta­na­wia się pan dla­czego.

Ponow­nie odciął zasi­la­nie kom­pu­tera. I wziął się do roboty.

Sto­jąc i goląc się przed lustrem w swo­jej łazience, Rach­mael ben Apple­baum roz­my­ślał o wspa­nia­łym smaku kawał­ków che­ese­bur­gera - nie całego (bo te rzadko można było zna­leźć), lecz tych cudow­nych wyschnię­tych okru­chów leżą­cych wśród fusów kawo­wych, krąż­ków grejp­fruta i sko­ru­pek jaj.

Polecę do Bob's Big Bay, posta­no­wił, i zamó­wię che­ese­bur­gera na śnia­da­nie.

A potem pomy­ślał: To jeden z tych prze­klę­tych snów.

Wła­ści­wie był to jeden powta­rza­jący się sen. I zawsze śnił mu się około trze­ciej nad ranem: kil­ka­krot­nie zbu­dził się i wstał z łóżka, zasko­czony i zanie­po­ko­jony inten­syw­no­ścią tego snu, żeby spoj­rzeć na zegar. To miej­sce, które mu się śniło, było okropne. A jed­nak, z jakie­goś powodu, kiedy tam był - w tym śnie - wyda­wało się wspa­niałe. I wła­śnie to nie­po­ko­iło go naj­bar­dziej: że tak mu się podo­bało. Wyglą­dało zna­jomo; jawiło się miej­scem, które uwa­żał za swój dom.

Cho­ciaż tak uwa­żało wielu innych ludzi...

Ludzi. Oni nie wyglą­dali jak ludzie, cho­ciaż mówili jak ludzie.

- To moje - rzekł Fred, trzy­ma­jąc narę­cze psiej karmy.

- Dia­bła tam - wark­nął gniew­nie Rach­mael. - Ja pierw­szy ją zoba­czy­łem. Odda­waj, bo obe­rwiesz.

Pobili się o to narę­cze psiej karmy i Rach­mael w końcu zwy­cię­żył. Jed­nak w dziwny spo­sób, bo dzięki ugry­zie­niu Freda w bark. Nie ude­rzył go, tylko ugryzł.

Dziwne, pomy­ślał Rach­mael, wciąż się goląc.

Będę musiał pójść do psy­chia­try, powie­dział sobie. Może to wspo­mnie­nia z poprzed­niego życia. Sprzed milio­nów lat, zanim... zanim w wyniku ewo­lu­cji sta­łem się czło­wie­kiem. Z okresu, gdy znaj­do­wa­łem się na znacz­nie niż­szym szcze­blu dra­biny ewo­lu­cyj­nej. I gry­złem ludzi, a raczej zwie­rzęta. Wła­śnie, pomy­ślał. Fred był prze­cież jakie­goś rodzaju zwie­rzę­ciem. Tylko że roz­ma­wia­li­śmy po angiel­sku.

W tym śnie miał ukryte skarby, o któ­rych inni miesz­kańcy osady nic nie wie­dzieli. Teraz myślał o nich, o tych waż­nych zaso­bach, które tak cenił, a zdo­był z takim poświę­ce­niem i tru­dem. Głów­nie była to żyw­ność, oczy­wi­ście; nic nie jest rów­nie ważne. Cho­ciaż... cza­sem znaj­do­wał sznu­rek. Miał mnó­stwo sznurka: porząd­nego brą­zo­wego sznurka; uło­żył z niego stertę, na któ­rej spał w dzień. To posła­nie ze sznurka było bar­dzo wygodne, usy­piało i zapew­niało spo­kojne sny. Wszyst­kie prócz jed­nego: gdy spał za dnia na tej ster­cie sznurka, ten jeden okropny sen powta­rzał się raz po raz.

Była w nim ogromna ryba z sze­roko otwar­tym pyskiem... i rzę­dami paskud­nych zębów, które cze­kały, by go zmiaż­dżyć i pożreć z ape­ty­tem.

Jezu, jęk­nął w duchu Rach­mael. Może wcale się tu nie golę; może tylko mi się to śni. Może śpię na mojej ster­cie sznurka i mam dobry, a nie zły sen; sen, w któ­rym jestem...

Czło­wie­kiem, pomy­ślał.

W opar­ciu o to, drogą deduk­cji, wywnio­sko­wał: gdy prze­by­wam w osa­dzie, nie jestem czło­wie­kiem. To by wyja­śniało, dla­czego ugry­złem Freda, a on mnie. Co za skur­wiel, stwier­dził. Dobrze wie, gdzie jest mnó­stwo psiej karmy, ale nie chce powie­dzieć nikomu z nas. Znajdę ją; znajdę ten jego skarb.

Uświa­do­mił sobie jed­nak, że kiedy go będzie szu­kał, to Fred (lub ktoś inny) może zna­leźć jego skarb i zabrać cenny sznu­rek. Ten cudowny sznu­rek, który tak trudno było przy­wlec do kry­jówki, bo wciąż się zaha­czał i zacze­piał o różne rze­czy... Będę bro­nił tego sznurka jak życia, powie­dział sobie Rach­mael. Każdy skur­wiel, który spró­buje go ukraść, skoń­czy z odgry­zio­nym nosem.

Spoj­rzał na zega­rek. Muszę się pospie­szyć, powie­dział sobie. Jest późno; znów zaspa­łem. I nie mogę prze­stać myśleć o tym śnie. Był zbyt obra­zowy jak na sen. To chyba nie sen; może jakiś mimo­wolny prze­kaz tele­pa­tyczny. Albo kon­takt z alter­na­tyw­nym wszech­świa­tem. Zapewne wła­śnie to było to: inna Zie­mia, na któ­rej uro­dzi­łem się jako zwie­rzę, a nie czło­wiek.

Albo wyemi­to­wana wiązka mikro­fal, którą mój mózg prze­twa­rza niczym elek­tro­niczny kon­wer­ter. Mają takie urzą­dze­nia, szcze­gól­nie agen­cje wywia­dow­cze.

Bar­dzo się bał ogól­no­świa­to­wych agen­cji wywia­dow­czych. A zwłasz­cza spółki Kant, naj­gor­szej z nich wszyst­kich. Nawet sowiec­kie tajne służby jej się bały.

Prze­sy­łają mi pod­pro­gowe sygnały psy­cho­tro­niczne, kiedy śpię, pomy­ślał. I zaraz zdał sobie sprawę, że takie myśle­nie to czy­sta para­noja. Chry­ste; żaden zdrowy na umy­śle czło­wiek tak by nie pomy­ślał. I nawet gdyby KANT Sp. z o.o. rze­czy­wi­ście słał mi mikro­fa­lowo indu­ko­wane we śnie infor­ma­cje tele­pa­tyczne, to czy doty­czy­łyby one szczu­rów?

Szczu­rów!

Jestem cho­ler­nym szczu­rem, uświa­do­mił sobie. Kiedy zasy­piam, cofam się do okresu sprzed milio­nów lat, gdy byłem szczu­rem; myślę jak szczur, mam szczu­rze pomy­sły i szczu­rze upodo­ba­nia. Co wyja­śnia moją bójkę z Fre­dem o psią karmę. To pro­ste: wspo­mnie­nia z mózgo­wej kory daw­nej, a nie nowej.

Zapewne można to jakoś wyja­śnić budową ana­to­miczną. Jeśli zało­żymy akre­cyjną struk­turę mózgu; ist­nie­nie sta­rych warstw, które budzą się pod­czas nor­mal­nego snu.

Oto pro­blem zwią­zany z życiem w pań­stwie poli­cyj­nym, powie­dział sobie; myślisz - wyobra­żasz sobie - że poli­cja stoi za wszyst­kim. Popa­dasz w para­noję i uwa­żasz, że kiedy śpisz, prze­sy­łają ci pod­pro­gowe infor­ma­cje, żeby cię kon­tro­lo­wać. A prze­cież poli­cja by tego nie robiła. Poli­cjanci to nasi przy­ja­ciele.

Czy może wła­śnie tę myśl prze­słano mi pod­pro­gowo? - zasta­no­wił się nagle. "Poli­cjanci to nasi przy­ja­ciele". Aku­rat!

Golił się dalej, przy­gnę­biony tym wszyst­kim. Może ten sen prze­sta­nie się powta­rzać, powie­dział sobie. A może...

Zastygł, tknięty nagłą myślą: A może ten sen ma mi coś powie­dzieć?

Przez długą chwilę stał nie­ru­chomo, trzy­ma­jąc brzy­twę z dala od twa­rzy. Co ma mi powie­dzieć? To, że żyję na wysy­pi­sku śmieci peł­nym innych szczu­rów oraz zeschnię­tych lub gni­ją­cych kawał­ków poży­wie­nia?

Zadrżał.

Po czym dokoń­czył gole­nie, naj­le­piej jak umiał.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki