Kanadyjczyk - Barbara Feder

Kup ebooka

38.90 zł
31.12 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

 

Prolog

 

? VOILA - Figure You Out

 

 

 

Przyszłość

Drea, 26 lat

 

Z całej siły trzasnął drzwiami wejściowymi. Dźwięk uderzenia w futrynę przypominał ten, który aktualnie wydawały moje ocierające się o siebie zęby. Zagotowałam się ze złości. Miałam ochotę zamienić się w Draculę, a następnie rzucić się na tego napuszonego Kanadyjczyka i w ramach wyładowania swojej frustracji zatopić w nim kły, przysięgam.

Podniósł mi ciśnienie jeszcze bardziej, gdy kolejne drzwi - te prowadzące do sypialni - zamknął mi w zasadzie przed nosem.

O nie. Tak nie będziesz ze mną pogrywał.

Dziarsko wkroczyłam do pokoju, nie bacząc na gniewny wzrok, którym mnie obrzucił. W przeciwieństwie do ludzi z okolicy wcale się go nie bałam, bo niby czego? Jego dwumetrowego wzrostu? Tego, że był wielki jak dąb i gdyby chciał, najpewniej zmiażdżyłby mnie palcem? Prychnęłam w myślach.

No błagam, mój wewnętrzny Chuck Norris zaraz zrobi mu durszlak z tyłka... Zwłaszcza że dalej jestem w bojowym nastroju.

Westchnęłam pod wpływem swoich myśli. Prawdę powiedziawszy, po prostu wiedziałam, że w życiu by mnie nie skrzywdził. Już nie raz to udowodnił, szczególnie dzisiejszej nocy.

- Może w końcu porozmawiasz ze mną o tym, co się stało? - syknęłam. - Tym razem nie dam ci się przepędzić na cztery wiatry.

Automatycznie zbadałam spojrzeniem jego sprawną rękę. Dopiero teraz, w pełnym świetle, zauważyłam, że na jego pociętych knykciach zaschły strużki krwi. Wzdrygnęłam się, przypominając sobie sytuację spod baru.

Miał też rozciętą wargę. Mogłam się założyć, że jutro na jego twarzy pojawią się także fioletowe siniaki.

Boże... Oby tylko nie po tej stronie z bliznami - przemknęło mi przez głowę.

Wyłapałam, że już i tak wystarczająco nienawidził tych szram, dowodu na to, jak okrutnie potraktował go los.

Zabawne. Mimo że nieustannie wyprowadzał mnie z równowagi, i tak pochylałam się nad jego samopoczuciem.

Bo ci na nim zależy... - Złośliwy głosik wybrzmiał w moim umyśle.

Och, zamknij się już!

Musiał wyczuć, że mu się przyglądam, bo zawarczał i się obrócił.

Coraz bardziej mnie drażniło, że ustawiał się do mnie drugim profilem, tak abym nie oglądała jego prawego policzka. Nie kłamałam, gdy powiedziałam mu ostatnio, że nie ma w nim nic odrzucającego. Wbrew pozorom te ślady - oprócz tego, że co najwyżej dodawały mu surowości - bardzo do niego pasowały. Do jego potężnej budowy, wiecznie zmarszczonych brwi, prezencji drwala i niesamowicie pociągającej twarzy. Niechętnie to przyznawałam, ale z tymi bliznami wyglądał do bólu seksownie, wręcz dziko, niczym wyciągnięty ze środka mroźnej puszczy po miesiącach od ostatniego kontaktu z drugim człowiekiem. Nie żeby rozmijało się to z rzeczywistością. Nawet zachowywał się jak człowiek z lasu.

Nagle zwrócił swoją ogromną sylwetkę w moim kierunku.

- Nie ma o czym mówić - syknął.

Znów próbował uciekać.

- Oczywiście, że jest - zaoponowałam. - Nie powinieneś był aż tak ryzykować! I jeszcze chciałeś tam zostać, żeby się z nimi rozprawić, chociaż już dawno leżeli na ziemi! - Wykonałam bliżej nieokreślony gest rękami. - A co, gdybyś drugi raz sobie z nimi nie poradził?! Byłeś sam przeciwko trzem! Przypominam ci, że wciąż masz... - Umilkłam, bo w trzech długich krokach znalazł się przede mną, a ja odruchowo oparłam się o ścianę. 

Jak na tak postawnego mężczyznę poruszał się bardzo szybko, jeśli tylko chciał.

- Aha, już wszystko rozumiem. Czyli życzyłabyś sobie, abym wcale nie zareagował, tak? - wycedził. - Miałem zostawić cię na pastwę losu i wówczas byłoby okej?

Nie musiałam zgadywać, co pobrzmiewało w jego głosie, bo to było jasne jak słońce. Powiedział to z wyraźnym przekąsem, czym jeszcze bardziej mnie zirytował.

Zniżył się, nie odrywając ode mnie drapieżnych oczu, i oparł wytatuowaną dłoń tuż obok mojego ciała. Jego pokryte czarnym tuszem palce zetknęły się z moim nagim ramieniem, które błyskawicznie pokryło się gęsią skórką.

- Nie o to mi chodzi...

- A o co, Drea? - warknął.

- Chcieli mnie tylko okraść. Mogłeś pójść po pomoc, zanim sam się na nich rzuciłeś. Na pewno ktoś by zareagował.

Pominęłam milczeniem fakt, że moje nawoływanie nic nie dało, ale pragnęłam mu uświadomić, że to się mogło dla niego tragicznie skończyć. Może gdyby schował dumę do kieszeni, pobiegł do baru i poprosił o wsparcie, to tamci by się wystraszyli i cała ta sytuacja nie miałaby w ogóle miejsca.

- Jak na tak oczytaną kobietę jesteś potwornie naiwna.

Zadygotałam pod wpływem rosnącego gniewu.

Już ja ci pokażę naiwną, ty wydziarany gburze...

- A ty, jak na tak oczytanego mężczyznę, zbyt szybko przekreślasz innych - odparłam atak.

Wybuchnął głębokim śmiechem, podszytym narastającą irytacją.

- Czy ty siebie w ogóle słyszysz?! - zagrzmiał.

- Tak i nie zmienię zdania! Gdy tamten wyciągnął nóż, myślałam, że umrę ze strachu! Nie rozumiesz tego?! A jeśliby cię zabił albo... albo dostałbyś krwotoku wewnętrznego?! Co ja bym wtedy zrobiła, Logan?! Jak miałabym żyć ze świadomością, że zranili cię przeze mnie?!

Zdawałam sobie sprawę, że mój upór jest głupi, ale nie potrafiłam się powstrzymać. Przy tym mężczyźnie do głosu dochodziły najgorsze cechy mojego charakteru.

- Jesteś jak mój prywatny kolec, espina de rosa[1]. Ciągle mnie uwierasz.

Zrozumiałam, pomimo że nie posługiwałam się hiszpańskim na co dzień. Wnet przypomniałam też sobie jego ostatnie słowa.

Rujnujesz mnie...

Czyli teraz byłam również jego kolcem.

- Każdy kolec można wyrwać - sprowokowałam, gdy ostentacyjnie chwycił mnie za ramię. Dumnie uniosłam brodę i zmrużyłam oczy. - Zatem go wyrwij - dodałam. - Na co czekasz? Zawsze możesz mnie wyrzucić na bruk już teraz. Przecież to twój dom.

- Teoretycznie mógłbym to zrobić. - Przyciągnął mnie bliżej siebie. - Pytanie brzmi, czy tego chcę.

Mój oddech przyspieszył, zwłaszcza że jeszcze bardziej się nade mną nachylił. Jego wypielęgnowana broda stykała się z moją skronią, gdy zaczął szeptać mi do ucha:

- Następnym razem myśl, zanim zapędzisz się sama w kozi róg, to nie będę musiał ratować cię z opresji. - Władczo uniósł mój podbródek, po czym uważnie mi się przyjrzał. - I nigdy więcej nie zasłaniaj mnie swoim ciałem, rozumiesz? Nigdy więcej nie waż się tego robić. Gdyby coś ci się stało, tobym do reszty oszalał.

Przełknęłam złość, niechętnie poddając się podnieceniu, które wywoływały we mnie jego burzliwa obecność oraz słowa. Może jednak trochę mu na mnie zależało?

- Dlaczego ostatecznie przyszedłeś? - spytałam. - Myślałam, że prędzej piekło zamarznie, niż się tam pojawisz.

Spojrzał mi w oczy, jakby nie mógł uwierzyć, że naprawdę zadałam to pytanie.

- Poszłaś sama do najobskurniejszego baru w okolicy. Po prostu wolałem mieć cię na oku.

Zacisnęłam usta w wąską linię.

Martwił się o mnie i dbał, a przecież nie miał takiego obowiązku. Udzielał mi schronienia i chociaż co do zasady doprowadzał mnie do szału, przekraczając cienką granicę mojej cierpliwości, to byłam mu wdzięczna i czułam się przy nim bezpieczna. Dlatego głęboko odetchnęłam i posypałam głowę popiołem.

- Cieszę się, że nie zostawiłeś mnie samej - powiedziałam ciszej, z dozą pokory w głosie. - Masz rację. Nie powinnam była iść na tyły, to było niebezpieczne. Ja... - Na sekundę zagryzłam zęby. - Dziękuję, że mnie uratowałeś.

Przez dłuższą chwilę wpatrywał się we mnie, błądząc oczami po całej mojej twarzy, jakby ją skanował. W jego ciemnoniebieskich oczach czaiło się coś na kształt pragnienia wymieszanego z rozdarciem. Hamował się, podobnie jak ja. Nie mogliśmy dopuścić, aby ten płomień nas pochłonął, i chyba oboje zdawaliśmy sobie z tego sprawę, dlatego dusiliśmy go w zarodku, zanim obróci nas w proch.

W końcu przerwał to zawieszenie, odepchnąwszy się od ściany, a mnie ogarnął chłód.

- Musimy ci to opatrzyć. - Wskazałam na jego lewą rękę, którą okładał tamtych dupków. - I sprawdzić, czy nie będą potrzebne szwy.

- Nic mi nie będzie - burknął, gdy chwyciłam go za palce. Promieniująca iskra popłynęła aż do mojego łokcia.

- Przestań być taki uparty i pozwól sobie pomóc. - Pociągnęłam go w stronę łóżka. - Przynajmniej ten jeden raz.

Usiadł na brzegu i rzucił coś o tym, że przyganiał kocioł garnkowi, tym razem jednak nie skomentowałam jego słów i ruszyłam do przylegającej do pokoju łazienki. Wyjęłam plastry i wodę utlenioną z niewielkiej szafki za lustrem, a następnie wróciłam do sypialni. Stanęłam nad nim i zajęłam się jego obitą wargą. Polałam gazę wodą, po czym przytknęłam ją mu do ust. Nie drgnął, lecz cicho syknął.

- Piecze - oświadczył z wyrzutem.

Zaśmiałam się w głos.

- Bawię cię, Drea?

Od tego niskiego tonu, w którym dało się słyszeć charakterystyczne dla niego warknięcie, aż przebiegły mnie dreszcze.

- Bawi mnie, że facet, który wygląda jak wytatuowany wiking, narzeka na takie trywialne rzeczy. - Z premedytacją obficie oblałam preparatem jego pokaleczone kostki, w takt jego przekleństw. - Trzeba się było nie bić, to teraz by nie piekło.

- A ty mogłabyś być milsza, skoro ocaliłem ci skórę.

Uśmiechnęłam się pod nosem i dalej oczyszczałam jego rany.

Wiedziałam, że nie odrywał ode mnie wzroku. Ścisnęło mnie w podbrzuszu, kiedy jego dłoń przejechała po moim udzie. Czułam go nawet przez gruby materiał dżinsów. Zadrżałam, a on przysunął mnie do siebie i oparł czoło o mój brzuch. Automatycznie wtopiłam palce w jego miękkie ciemne włosy.

- Co my najlepszego robimy, Drea?

Nie wiem, ale nawet nie waż się przestawać...

 

 

 

[1] espina de rosa (hiszp.) - kolec róży.

 

 

ROZDZIAŁ 1

 

? Loveless - just like i do

 

 

 

Obecnie

Drea, 26 lat

 

Z nudów wyjrzałam przez okno wychodzące na ulicę i popatrzyłam na pokryte szronem balkony bloku naprzeciwko.

Od kilku tygodni przychodziłam tutaj codziennie i siadałam w czarnym szerokim fotelu ustawionym we wnęce pomiędzy zakurzonymi półkami książek. Wielka strelicja ustawiona obok łaskotała mnie w głowę okazałymi pokładającymi się liśćmi, a delikatne promienie słońca sprawiały, że mrużyłam oczy.

Miałam dzisiaj wolne, więc od razu po śniadaniu skierowałam swoje kroki właśnie do biblioteki. Naiwnie liczyłam, że dzięki temu znów poczuję obecność nany[2]. Pracowała w Brantford Public Library, w oddziale przy St. Paul Avenue, przez niemal całe swoje życie. Była dla mnie kimś więcej niż tylko babcią. Była moją przyjaciółką, matką, opiekunką, mentorką. Miałam ochotę wtopić się w te regały, jeśli miałoby mi to pomóc znów nawiązać z nią kontakt, nawet mistyczny. Nieważne, że nie wierzyłam w takie rzeczy. Dla nany zaczęłabym wierzyć, a nawet czołgałabym się na kolanach do pierwszego lepszego kościoła, gdyby tylko magiczne siły mogły mi ją zwrócić.

Mój cały świat kręcił się wokół babci, i to od wczesnego dzieciństwa - dokładnie od momentu wyjazdu rodziców do Europy. Swoją drogą, z ich wyprowadzką i porzuceniem mnie w tym może i niemałym, ale z pewnością zapomnianym przez bożków - lub kogokolwiek innego - mieście, zyskiwałam miano eurosieroty, prawda? Zabawne, jeśli weźmie się pod uwagę, że całe życie spędziłam w Kanadzie, a z Europą jako taką nie miałam nic wspólnego. Oczywiście oprócz tego, że stworzyłam sobie szeroko zakrojony plan jej zwiedzania.

Babcia nigdy nie wybaczyła moim rodzicom, że nas zostawili i wyjechali z Kanady. Zamieszkali w Walencji, rodzinnym mieście mamy. Teoretycznie powodem była praca, ale już jako dziecko czułam, że to jedna wielka ściema.

Matka nie znosiła Kanady, jej różnorodności, ogromu, tego, że wszędzie było daleko; nienawidziła też srogich zim, chociaż te były w Brantford i tak mało mroźne jak na kanadyjskie standardy. Tęskniła za gorącą Hiszpanią, a ojciec kochał matkę tak mocno, że zrobiłby dla niej wszystko, więc pewnego dnia oświadczył, że ją tam zabiera. Niewiele pamiętałam z tego okresu. Miałam może z pięć lat. Wiedziałam tylko, że pierwotny plan zakładał, iż wrócą po roku, tymczasem trwało to już od dwudziestu jeden lat. 

Z rodzicami przez ten czas łączyły mnie wyłącznie pieniądze, które co miesiąc przelewali babci na moje utrzymanie. Pomagali w tym do ukończenia przeze mnie studiów. Dwa lata temu, gdy uzyskałam dyplom, przestali robić nawet to. Nie żebym była zaskoczona albo rozczarowana. Dokładnie tego się po nich spodziewałam. Raczej nie należeli do klubu rodziców roku. Prawdę powiedziawszy, byłam ich wpadką, a oni nie byli gotowi na dziecko, zatem wyrywali się do rodzicielstwa mniej więcej tak chętnie, jak większość ludzi do diety w dniu pączka.

Rzadko rozmawialiśmy, bo niby o czym? Wcale mnie nie znali, a ja nie znałam ich. Wielokrotnie próbowali ściągnąć mnie do Hiszpanii, tyle że jak dla mnie robili to, by stworzyć pozory przyzwoitości, którą już dawno stracili. Po jaką cholerę zadawali sobie tyle trudu? Nie miałam pojęcia. Rzecz jasna asertywnie odmawiałam. Nie zależało mi na ich towarzystwie. Poniekąd byli dla mnie obcymi ludźmi, a ja już dawno wyleczyłam się z żalu, który do nich żywiłam. Podjęli taką, a nie inną decyzję, a ja nawet nie tęskniłam, ponieważ nie zdążyłam nawiązać z nimi bliskich relacji.

Poza tym nana i ja doskonale radziłyśmy sobie we dwie. Dopóki nie odeszła. Teraz zostałam bez mojej bratniej duszy u boku. 

Z babcią tworzyłyśmy całość. Bez niej czułam się jak szkielet pozbawiony ciała. Brakowało mi czegoś nieuchwytnego, jakby nagle zniknęła część mojego serca. Gdy nie potrafiłam dokończyć zdania, ona kończyła je za mnie. Kiedy byłam smutna, ona mnie rozweselała. W szkole podstawowej, gdy niektóre dzieciaki mi dokuczały, bo wychowywałam się bez rodziców, to nana robiła z nimi porządek. Zresztą nie tylko z nimi, a z każdym, kto choćby krzywo na mnie spojrzał, postępowała w równie bezkompromisowy sposób.

Zaśmiałam się na pewne wspomnienie. Babcia naprawdę była niczym mój prywatny ochroniarz. No i to ona nauczyła mnie prawego sierpowego. "Każda dziewczyna musi umieć porządnie przywalić, Drea. Nigdy nie wiadomo, kiedy ci się to przyda" - mówiła.

Wszystko jej zawdzięczałam - pozytywne podejście do świata, miłość do książek, muzyki, marzenia, otwarty umysł. Nie bałam się życia, bo wyniosłam tę naukę od niej. A teraz jej zabrakło i, o zgrozo, nagle zaczęłam się kurewsko bać.

Ściskałam w dłoniach Dziwne losy Jane Eyre - jej ulubioną powieść. Trzymałam ją tak mocno, że aż zbielały mi palce.

Nie za bardzo wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, chociaż od śmierci nany minęły już cztery miesiące. Dla mnie to był niewystarczający czas, aby poradzić sobie z żałobą, która przywłaszczała mnie sobie kawałek po kawałku. Z dnia na dzień czułam się coraz gorzej. Ciężko było mi wracać do pustego domu. Dostrzegałam babcię w każdym kącie, słyszałam ją we wszystkich melodiach płynących z gramofonu, widziałam ją na siedzeniu kierowcy, gdy tylko wsiadałam do samochodu. Często zabierała mnie na wycieczki w dzieciństwie.

Podobno każda żałoba składa się z kilku etapów. Cóż, ja ciągle tkwiłam w jednym, osaczona przez ból, żal, smutek oraz gniew. Babcia wymknęła się z moich rąk, ale ja wciąż pamiętałam jej dotyk, choć nie mogłam jej już przytulić ani poprosić o radę. Bolało. Bolało jak głęboka kłuta rana.

Lata temu przyrzekłam sobie i jej, że w dniu, w którym odejdzie, spakuję manatki i wyruszę w drogę. Nana zaraziła mnie chęcią eksplorowania świata. Nieustannie wodziła palcem po mapie i opowiadała o najdalszych jego zakątkach. Jedne znała z opowieści i książek, ale drugie zwiedziła jeszcze z dziadkiem za młodu. Gdy dziadek zginął w wypadku samochodowym, podróżowała dalej, w pojedynkę. Później urodziłam się ja, więc wróciła do Kanady, aby pomóc rodzicom w opiece nade mną, po czym została moją jedyną opiekunką.

Marzyłam, aby kontynuować tradycję dziadków, ale niespodziewanie zabrakło mi odwagi, i szczerze nie trawiłam tego stanu. Miałam wrażenie, że zawodzę nanę, a także samą siebie. Przecież obiecałam.

- Drea, halo. - Czyjś głos i dotyk na ramieniu brutalnie przerwały gonitwę moich myśli.

Uniosłam wzrok i zobaczyłam Carol, jedną z bibliotekarek, dawną znajomą babci. Nana wyjątkowo ją lubiła, z wzajemnością. Carol nie miała w zwyczaju kłapać językiem na lewo i prawo, byleby tylko kłapać. Okoliczne plotki omijała szerokim łukiem, bo jak sama powtarzała, miała zdecydowanie ciekawsze zajęcia.

Mądra babka.

Potrząsnęłam głową i podniosłam się z miejsca.

- Przepraszam, Carol. Zamyśliłam się. Pytałaś o coś?

Ze zrozumieniem poklepała mnie po plecach i ściągnęła okulary, które opadły jej na obfity dekolt wraz z kolorowymi łańcuszkami.

- Jak się trzymasz, dziecko?

Przytuliłam do siebie książkę.

- Nieźle - skłamałam. Co miałam jej niby powiedzieć? Że jestem w czarnej dupie i nie mam pojęcia, co zrobić z własnym życiem? Że nie radzę sobie ze smutkiem?

Wygięła usta w jawnym powątpiewaniu.

- Nie musisz udawać, Drea. - Cmoknęła. - Chodź, mam coś dla ciebie - dodała po namyśle i ruszyła pomiędzy regałami na sam koniec biblioteki, gdzie trzymano płyty winylowe.

Poszłam za nią, a stara wykładzina w monotonnym szarym kolorze pochłaniała moje ciężkie obcasy przy każdym kroku.

Carol zatrzymała się przed ceglaną ścianą i sięgnęła po jedną z płyt, a następnie mi ją podała. Zerknęłam na wykonawcę oraz tytuł.

- Lindsey Stirling Snow Waltz? - zdziwiłam się. - To miłe, Carol, naprawdę, ale wiesz, że wolę cięższe brzmienia - zasugerowałam delikatnie, aby jej nie urazić.

Bibliotekarka jednak zignorowała moje słowa.

- Podobno świetna skrzypaczka, choć dość nietypowa - odparła niewzruszona. - Myślę, że przypadnie ci do gustu, tak samo jak Debbie.

Błyskawicznie popatrzyłam kobiecie w oczy.

- To nana jej słuchała?

- Pod koniec tak i była nią zachwycona - potwierdziła. - Sprawdź. Może ciebie też złapie za serce. Wiem, że Debbie chciała ci przynieść tę płytę, ale... nie zdążyła.

Przez wzmiankę o babci ciasno objęłam opakowanie krążka, jakby w obawie, że ktoś wyrwie mi je z rąk. Tylko by spróbował...

- Dziękuję - szepnęłam. - Nie spodziewałam się, że...

- Nie ma za co - weszła mi w słowo i dotknęła mojego policzka, podobnie jak robiła to babcia. - Uśmiechnij się w końcu. Debbie tak bardzo uwielbiała twój śmiech.

Łzy napłynęły mi do oczu, ale od razu je odgoniłam. Zdołałam tylko unieść kąciki ust.

Carol w przelocie pogładziła mój łokieć, po czym mnie wyminęła.

Raz jeszcze spojrzałam na okładkę płyty. Młoda dziewczyna ubrana w ciekawy kostium z ozdobnymi nogawkami i tiulowym kołnierzem - jak założyłam, była to Lindsey Stirling we własnej osobie - trzymała skrzypce. Dookoła panował wręcz wyzierający z okładki mróz. Fotografia była niezwykle klimatyczna, tak zjawiskowa, że aż tajemnicza.

Fakt, lubiłam dźwięk skrzypiec, ale nie byłam pewna, jakie mam do nich podejście w wersji solo. Do tej pory znałam je raczej w formie podkładu muzycznego do niektórych rockowych kawałków. Zamierzałam jednak jak najszybciej sprawdzić Lindsey, zwłaszcza że to właśnie jej słuchała w ostatnim czasie nana.

Kto wie, może właśnie znalazłam coś, co pomoże mi przetrwać ten trudny okres? Może dokładnie tego teraz potrzebowałam? Odrobiny magii muzyki? Akurat w taką magię wierzyłam.

 

 

 

[2] Nana (ang.) - babcia.

 

 

ROZDZIAŁ 2

 

? Lindsey Stirling, Mako - Lose You Now

 

 

 

Dziesięć lat wcześniej

Drea, 16 lat

 

Patrzyłam na babcię, która krzątała się po kuchni. Na poprawę humoru po fatalnym dniu przygotowywała mi właśnie ogon bobra[3]. Wiedziała, że kocham ten deser nad życie, zwłaszcza w wersji z nutellą i cynamonem. Obserwowałam, jak zgrabne palce nany formują ciasto.

Znowu została dzisiaj wezwana do szkoły. Tym razem przyłapano mnie na czytaniu książki w trakcie lekcji francuskiego. Nauczycielka była wściekła i odesłała mnie do dyrekcji, bo to już nie pierwszy raz. Szczerze? Nie rozumiałam, o co ta cała afera. Nikomu nie przeszkadzałam, siedziałam sobie cicho w ostatniej ławce i oddawałam się lekturze. Co mogłam poradzić, skoro te zajęcia zwyczajnie mnie nudziły? Były na poziomie podstawowym, a ja na zaawansowanym. Zdecydowanie bardziej ciekawiły mnie dalsze losy Doriana Graya. Poza tym - jako nieliczna wśród rówieśników - biegle posługiwałam się francuskim, już nana o to zadbała. Na swoje usprawiedliwienie miałam fakt, że tak czy siak czytałam tę powieść po francusku, jednak to nie udobruchało mojej wychowawczyni.

- Przepraszam, babciu - powiedziałam, czym oderwałam ją od wykonywanej czynności.

Było mi głupio, że po raz kolejny zmusiłam ją swoim zachowaniem do odwiedzenia liceum. Nie przepadała za moją szkołą. Uważała, że dyrektor ma ciasny umysł, a ta konkretna placówka zabija w dzieciakach kreatywność. Cóż, podzielałam jej opinię. Za każdym razem, gdy któryś z nauczycieli proponował zajęcia dodatkowe - takie, które odbiegały od sztywnych dyrektorskich standardów, chociażby lekcje w teatrze - dyrektor dostawał spazmów. Dosłownie. Wykrzykiwał wówczas, że mamy się uczyć z podręczników, a nie tracić czas na głupoty. Trudno więc było się z naną nie zgodzić. Krótko mówiąc, nasz dyrektor był do dupy.

Babcia spojrzała na mnie tymi swoimi mądrymi oczami w odcieniu syropu klonowego. Odziedziczyłam ten kolor po niej i częściowo po matce, chociaż jej tęczówki były nieco ciemniejsze, jak na typową Hiszpankę przystało.

- Nigdy nie przepraszaj za to, że czytasz książki, Drea - odparła nana, ciepło się do mnie uśmiechając. - Po prostu oszczędź sobie problemów i nie rób tego na lekcjach. Albo... - zawahała się przez chwilę - ...rób to mądrze, czyli tak, żeby nikt cię na tym nie przyłapał.

Zachichotałam i do niej podeszłam, po czym objęłam ją w pasie, opierając brodę na jej ramieniu.

- Co ja bym bez ciebie zrobiła, co?

- Nie wiem, ale na pewno jadłabyś mniej słodyczy. Pewnie byłabyś też mniej pyskata. - Zaśmiała się. - Podaj mi, proszę, banana.

Rzuciłam jej owoc z miski, a ona złapała go w locie. Mimo swojego wieku miała doskonały refleks. Nie wyglądała też na siedemdziesiąt lat.

- Babciu, czy... - Urwałam. Nie wiedziałam, jak zadać to pytanie.

- Mów. Pytaj o wszystko, czego jesteś ciekawa. Wiesz, że nie ma tematów tabu - zachęciła.

- Czy ja rzeczywiście jestem dziwna?

Natychmiast przerwała krojenie i chwyciła mnie za dłoń.

- A skąd taki głupi pomysł w twojej głowie?

- No... - Westchnęłam. - Wszyscy w klasie uważają mnie za jakąś nienormalną outsiderkę. Jedni mówią, że coś jest ze mną nie tak, bo nie chodzę na szkolne imprezy i z nikim się nie przyjaźnię, a drudzy gadają, że się wywyższam, dlatego nie utrzymuję z nimi kontaktu. Dziewczyny szepczą, że na pewno mam jakieś problemy, bo w ogóle nie chodzę na randki.

- Które dziewczyny?

Skrzywiłam się.

- Głównie Daisy i Nellie - przyznałam.

Babcia w zamyśleniu pokiwała głową.

- A dałaś im do wiwatu, tak jak cię uczyłam? Pamiętaj, prawy sierpowy bywa naprawdę skuteczny. Opcjonalnie możesz też zawsze wyszarpać je za włosy.

Wybuchnęłam śmiechem, a babcia z powrotem zajęła się ciastem, z satysfakcją uśmiechając się pod nosem. Zawsze potrafiła przegnać ciemne chmury na moim niebie.

- Tylko że to wszystko nieprawda, co mówią - kontynuowałam po chwili. - Ja po prostu...

- Nie dogadujesz się z koleżankami i nie spotkałaś jeszcze odpowiedniego chłopaka - dokończyła za mnie.

Przytaknęłam, a ona usiadła na krześle przy stole i pociągnęła mnie na swoje kolana.

- Drea, nie jesteś dziwna. Po prostu jesteś sobą i bardzo dobrze, bo niby kim innym miałabyś być? - Czule założyła mi ciemny kosmyk włosów za ucho. - Każdy ma inny charakter i temperament. Jedni są ekstrawertykami, wszędzie ich pełno i dobrze odnajdują się w tłumie, tymczasem drudzy unikają ludzi, bo wolą spędzać czas w samotności - wyjaśniła. - I to wszystko jest zupełnie normalne. Nie masz obowiązku na siłę szukać sobie znajomych ani tym bardziej chodzić na potańcówki czy umawiać się z pierwszymi lepszymi chłopakami, jeśli tego nie chcesz.

- Wiem, ale...

- W tym wypadku nie ma "ale", kochanie. - Uszczypnęła mnie w policzek. - Odkąd pamiętam, zawsze byłaś niezależna, nie ciągnęło cię do tłumów, nie ulegałaś modzie. Jeśli wolisz siedzieć w zacisznym pokoju z książką w ręku i lecącą w tle muzyką, to masz do tego pełne prawo. Być może z czasem ci się to zmieni, a może i nie, nikt tego nie wie. To nie ma znaczenia. Ja jestem z ciebie dumna. Jesteś inteligentną, piękną dziewczyną. Z czasem spotkasz ludzi, którzy w pełni cię zrozumieją.

- A jeśli nie? - spytałam.

Tak szczerze to trochę zaczęło mnie to przerażać. Nie obawiałam się bycia samą, bo dobrze bawiłam się we własnym towarzystwie, bałam się jednak samotności. W przyszłości chciałam założyć rodzinę, mieć dzieci. Chyba. Marzyłam także o bliskich przyjaciołach, choć nie potrzebowałam wielu, w zasadzie wystarczyłby jeden oddany.

Nana zsunęła okulary z nosa.

- Na pewno tak. I jestem pewna, że wtedy pokochasz ich tak mocno, jak oni ciebie - zapewniła. - A jeśli ktoś ci docina, to każ mu się czym prędzej... oddalić - dodała z naciskiem. Wiedziałam, że w normalnych okolicznościach by zaklęła, ale przy mnie starała się hamować.

Z wdzięcznością ucałowałam ją w skroń, a ona pogładziła moje pofalowane włosy.

- Zobaczysz, Drea, że jest mnóstwo osób podobnych do ciebie - wyszeptała. - Pewnego dnia wyjedziesz z tego miasta, zdobędziesz świat. I nie będziesz musiała się przejmować plotkami ludzi o małych umysłach.

Ścisnęłam jej ręce, którymi mnie przytulała, i zamknęłam oczy.

Nana rozumiała mnie bez zająknięcia. Byłyśmy tak samo zakręconymi duszami i właśnie dlatego tylko ona potrafiła przemówić mi do rozsądku. Miałam nadzieję, że się nie myliła. Obym kiedyś spotkała kogoś, kto nie uzna mnie za jakieś postrzelone indywiduum.

 

 

 

[3] Ogon bobra - beaver tails (ang.). Klasyczny kanadyjski przysmak na słodko. Sposobem przygotowania przypomina pączki, ciasto kształtuje się jednak w taki sposób, aby wyglądało jak ogon bobra.

 

 

ROZDZIAŁ 3

 

? Lindsey Stirling - Guardian

 

 

 

Obecnie

Drea, 26 lat

 

Okej, oficjalnie pokochałam skrzypce całą sobą. Że też wcześniej podeszłam do nich tak sceptycznie, gdy Carol dała mi płytę Lindsey!

Kiedy tylko mogłam, słuchałam Stirling na zapętleniu. Włączałam jej kawałki w drodze do pracy, podczas gotowania - powiedzmy, bo odgrzewanie gotowej zapiekanki ciężko nazwać gotowaniem - porannych przebieżek, a nawet w gabinecie, gdy przyjmowałam pacjentów. Ku mojemu samozadowoleniu kilkoro z nich dopytywało, co to za wykonawca, tak im się spodobało. Lubiłam zarażać ludzi dobrą muzyką.

Już rozumiałam, dlaczego te utwory tak bardzo przypadły babci do gustu. Miały w sobie coś intrygującego. Lindsey była mistrzynią classical crossoveru. Bezkonkurencyjnie łączyła stylistykę muzyki klasycznej z hip-hopem, dubstepem, a nawet popem. To tak, jakby stare czasy spotkały się z nowymi i idealnie się uzupełniły. Dźwięki skrzypiec podbijały basy, czule mieszały się z egzotycznym brzmieniem reggae i wprawiały moje nogi w ruch. Przepadłam w tym brzmieniu do tego stopnia, że zaczęłam szukać również innych twórców grających na skrzypcach. Mój Spotify został opanowany przez ten smyczkowy instrument. W ciągu zaledwie dwóch tygodni przesłuchałam chyba wszystko, co było dostępne - od popularnych wykonawców, takich jak David Garrett, aż po niszowych, prawie nikomu nieznanych muzyków - i wciąż było mi mało.

W przerwie pomiędzy klientami siedziałam w naszej pracowniczej kuchni i wsuwałam sałatkę. Byłam wykończona po ostatniej sesji z moim pięćdziesięcioletnim pacjentem, Edwardem. Przychodził do mnie od ponad roku z powodu komplikacji po złamaniu rzepki. Niegdyś był aktywnym maratończykiem i za wszelką cenę chciał odzyskać dawną sprawność. Te spotkania zawsze odzierały mnie z resztek energii, ponieważ Edward był niezwykle wymagający, a moja praca - jako certyfikowanego kinezjologa - polegała na holistycznym podejściu do danego przypadku, zatem oprócz dalekosiężnego planu ćwiczeń musiałam wspomagać Edwarda również emocjonalnie.

Czasami miałam wrażenie, że Edward traktuje mnie jako swojego kinezjologa, diabetologa i psychoterapeutę w jednym. Już nie wspominając o tym, że ciągle próbował mnie podrywać. Chyba za wszelką cenę chciał zostać moim sponsorem. Uświadamiałam go, że na miano sugar daddy'ego ma zdecydowanie za małą objętość portfela, ale nic sobie z tego nie robił. Śmiał się tylko i próbował dalej, zasypując mnie komplementami. Wariat.

Mimo tych kilku niedogodności uwielbiałam jednak swoją pracę, a widoczne postępy u pacjentów napawały mnie dziką satysfakcją. Bez fałszywej skromności byłam wręcz perfidnie dobra w swoim zawodzie, bo wkładałam w niego całe serce. No i dlatego, że cisnęłam pacjentów, aż nie padali jak muchy.

Odruchowo przeglądałam relacje na Instagramie, bez większego pomyślunku przewijając kolejne kafelki. Nagle jakaś przyciągająca reklama mignęła mi przed oczami, aż musiałam cofnąć story.

Z małego głośnika w telefonie popłynęła muzyka, a moje uszy wypełnił głęboki, dojmująco smutny męski głos, zabarwiony tonacją skrzypiec, delikatnej gitary oraz pianina. Nie mogłam oderwać wzroku od młodego mężczyzny na nagraniu, który śpiewał do mikrofonu, a jednocześnie wygrywał fragmenty melodii na skrzypcach. Był ubrany w czarny golf, a kamera zbliżała się do niego i oddalała. Kilka loków w kolorze ciemnego blondu opadało mu na czoło, gdy w kulminacyjnych momentach zaczynał przeciągać smyczkiem po strunach. W pomieszczeniu dookoła niego panował przytulny półmrok, podbijany pomarańczowym światłem z żarówek Edisona. Wokalista wykonywał balladę, i robił to w taki sposób, z taką pasją, że aż miałam ciarki na plecach. Piosenka była piękna i idealnie oddawała mój nastrój, bo opowiadała o stracie.

Melodia trafiła wprost do mojego serca i niespodziewanie coś w nim przestawiła. Poczułam się tak, jakby ktoś odnalazł tam dawno nieużywany zamek i przekręcił w nim klucz, otwierając wrota do emocji, które za nimi ukrywałam.

Odtwarzałam ten krótki filmik po raz dziesiąty i nie umiałam tego przerwać. Szczególnie nie mogłam napatrzeć się na solistę. Miał w sobie coś, czego nie potrafiłam jednoznacznie opisać. Nie był typowym przystojniakiem, a jednak mnie zahipnotyzował. Może była to kwestia barwy jego głosu, może tego, że w ostatnim czasie zafiksowałam się na punkcie skrzypiec, a może chodziło o to, że zwyczajnie kręcili mnie muzycy. Jasna cholera, w tej sekundzie mogłabym być tym mikrofonem, do którego przykładał usta.

Kiedy w końcu otrząsnęłam się z transu, kliknęłam w nazwę użytkownika, aby przekierowało mnie do profilu zespołu. Nazywali się Pine Soul i mieli dopiero niecałe dziesięć tysięcy obserwujących. Szybko dotarłam do informacji, że są młodym, niedawno powstałym zespołem, składającym się z trzech członków, i nagrali dotychczas pięć singli. 

- Drea. - Niespodziewany głos mojego kolegi, Kurta, spowodował, że podskoczyłam na krześle.

- Szlag, ale mnie przestraszyłeś. - Złapałam się za serce.

Kątem oka wyłapałam, że Kurt wyraźnie się naprężył, gdy obrzuciłam go spojrzeniem.

Mhm... Znowu się zaczyna. Świetnie...

- Sorki, to nie było zamierzone - parsknął, oparłszy się o framugę. - Twój kolejny pacjent już czeka.

Obficie wypuściłam powietrze przez nos.

Noż szlag by to trafił! W takim momencie! Akurat teraz, gdy zamierzałam przeprowadzić szeroko zakrojone śledztwo i dowiedzieć się wszystkiego o Pine Soul!

- Jasne, dzięki, zaraz przyjdę - odparłam, udając niewzruszoną, po czym podeszłam do zlewu, aby umyć po sobie naczynia.

Dostrzegłam, że Kurt wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi kuchni. Następnie się do mnie zbliżył i oparł ręce o krawędź blatu tuż przy umywalce, więżąc mnie pomiędzy swoimi przedramionami. Jego długie włosy, których wyjątkowo nie związał dzisiaj w kucyk, połaskotały mnie w policzek.

- Co robisz dzisiaj wieczorem, Hiszpaneczko? - szepnął mi do ucha.

Wzdrygnęłam się i odwróciłam twarzą do niego. Nie znosiłam, gdy mnie tak nazywał. Nie musiał mi nieustannie przypominać o moich hiszpańskich korzeniach. Mimo upływu lat wciąż odtwarzałam w myślach słowa rówieśników - przez wszystkie miesiące nauki w liceum ochoczo czynili uwagi na temat moich "pełnych bioder" i "dziwnej oliwkowej cery", które odziedziczyłam po matce. Wytykali mnie palcami, bo się od nich różniłam, nie tylko zresztą pod tym względem.

- To, co zawsze - odburknęłam, licząc że go tym zniechęcę. - Zakopię się pod kocem, otworzę butelkę wina, a później zasiądę w fotelu z książką.

Kurt odchylił głowę i obrzucił mnie znaczącym spojrzeniem.

- Nuda. Nie wolałabyś zakopać się pod tym kocem razem ze mną? - zasugerował. - Ja cię lepiej rozgrzeję niż te twoje romanse.

Przewróciłam oczami na ten płytki podryw i lekko go odepchnęłam.

- Wątpię. Raczej trudno będzie ci konkurować z panem Darcym - mruknęłam.

- Hę? Że z kim?

O zgrozo, niech mnie ktoś ratuje... ASAP!

- Nieważne. - Wskazałam pomiędzy nas. - I daj już spokój, błagam. To się nie uda, tłumaczyłam ci już milion razy. Jak mam do ciebie mówić, żeby to w końcu trafiło? Po chińsku? Bo jeśli tak, to wykupię sobie lekcje, przysięgam.

- Cóż, jestem cierpliwy - zapewnił, nie przejmując się moją kąśliwością. - Jeszcze namówię cię na nocną randkę, zobaczysz - dodał z niezachwianą pewnością i sobie poszedł.

Prędzej przeprowadzę się na Arktykę i zamieszkam w legowisku niedźwiedzia polarnego...

Kurt całkiem nieźle wyglądał i... to by było na tyle, jeśli chodziło o jego zalety. Niewiele nas łączyło, a on był stanowczo zbyt nachalny i nie rozumiał znaczenia słowa "nie". Do pewnego momentu jakoś go tolerowałam, ale ile można? Powoli kończyła mi się cierpliwość.

Nie rozumiał, po co czytam "te denne książki", skoro "jest tyle ciekawszych rzeczy do roboty". Twierdził, że "się marnuję". Kiedy spytałam, czy kiedykolwiek coś przeczytał, że tak ochoczo wygłasza tego typu teorie, stwierdził, że "chyba mu się zdarzyło, ale nie pamięta, więc to na pewno nie było nic godnego uwagi". Po tamtym tekście zwyczajnie załamałam ręce.

Nie chodziło o to, że uważałam się za lepszą, po prostu nie mieliśmy o czym rozmawiać. Poza tym nie byłam głupia, Kurtowi zależało wyłącznie na tym, żeby zaciągnąć mnie do łóżka. Mówiąc o "nocnej randce", miał na myśli niezobowiązujący seks, a ja nie przepadałam za takim rodzajem intymności. Być może należałam do grona nieco naiwnych romantyczek, ale ja po prostu stawiałam na prawdziwe uczucie, które rozpaliłoby we mnie ogień żądzy, tyle że nie tylko tej czysto cielesnej. Chciałam czegoś więcej niż krępujący poranek u boku obcego faceta z nieświeżym oddechem.

Dziękuję. Postoję.

Problem zresztą leżał znacznie głębiej. Jeśli poznawałam mężczyznę i z czasem okazywało się, że nie pociąga mnie intelektualnie, nie było możliwości, aby w dalszym ciągu pociągał mnie fizycznie, nawet jeśli był uosobieniem chodzącego mokrego snu. W moim wypadku jedno było ściśle i nierozerwalnie połączone z drugim. Z kolei Kurt nie wywoływał we mnie żadnych emocji, może poza zażenowaniem.

Westchnęłam, wytarłam mokre naczynia i wróciłam do pracy, obiecując sobie, że cały wieczór poświęcę na stalkowanie Pine Soul, mojej najnowszej słabości.

 

 

ROZDZIAŁ 4

 

? Maroon 5 - Lost

 

 

 

Miesiąc później

Drea, 26 lat

 

Standardowo rozpoczęłam poranek od kawy z mlekiem i odpalenia głośników na cały regulator. Na szczęście nie ograniczali mnie narzekający na hałas sąsiedzi zza ściany, bo dom dziadków był wolnostojący.

Aktualnie od ponad tygodnia maltretowałam najnowszy - już szósty - singiel Pine Soul, który zatytułowali That one most beautiful heart. Przesłuchałam ten utwór ponad sto razy, a i tak wciąż przy nim wyłam. Każdy wers rozrywał moją duszę na kawałki, mimo że piosenka była mocno rockowa, ale tutaj rozchodziło się o tekst. Wiedziałam, że to niemożliwe, ale miałam wrażenie, jakby śpiewali o mojej nanie.

Moja fascynacja tym kanadyjskim zespołem urosła do tego stopnia, że dogrzebałam się do wszystkich danych o jego członkach. Wokalista nazywał się Cyrus Sinclair, miał dwadzieścia cztery lata i wyglądało na to, że pochodził ze Slave Lake, w stanie Alberta. Był wszechstronnie utalentowany - pisał teksty, grał na skrzypcach oraz pianinie i rzecz jasna śpiewał. Drugim członkiem był Etienne Lessard, który odpowiadał za bas, a trzecim - Shaun Hamel, także skrzypek. Ci dwaj ostatni byli zajęci, Etienne nawet zaręczony. Z kolei wszystko wskazywało na to, że Cyrus jest singlem. Nie żebym specjalnie sprawdzała te informacje. Gdzieżby...

Oczywiście, że w głównej mierze skupiłam się na Cyrusie. Znalazłam jego prywatne profile na Instagramie oraz Facebooku. Śpiewał od dawna, jednak zespół powołał do życia zaledwie niecały rok temu. W przepastnej otchłani Spotify odszukałam również solowe kawałki Cyrusa, które brzmiały na typowy jazz. Z kolei Pine Soul łączyło w sobie classical crossover z alternatywnym rockiem w stylu indie pop.

Cyrus tak mocno zapadł mi w pamięć, że nie mogłam przestać o nim myśleć. Ustawiłam sobie wszelkie możliwe powiadomienia w aplikacjach, tak aby informowały mnie, gdy tylko na stronach wokalisty lub zespołu pojawi się coś nowego. Dołączyłam również do Discorda grupy, żeby być z nimi na bieżąco. Oglądałam każdą ich relację, tiktok i nadrobiłam filmiki na ich YouTube. Tak, wpadłam w obsesję. Nie paliłam, nie ćpałam i nie przepadałam za alkoholem, należało mi się zatem chociaż jedno uzależnienie, no nie?

Ich utwory towarzyszyły mi od rana do wieczora, a gdy w nocy rzucałam się po łóżku, to właśnie głos Cyrusa układał mnie do snu. Naprawdę nie umiałam wyjaśnić, dlaczego ten wokalista tak nachalnie we mnie wrósł. Chciałam go poznać i przekonać się na własnej skórze, czy ta otoczka wrażliwego, choć nieco mrocznego artysty jest rzeczywista.

Sharon, moja koleżanka z pracy, która z czasem została też moją jedyną przyjaciółką - zresztą ponownie, bo wcześniej kumplowałyśmy się w podstawówce, ale nasz kontakt urwał się w liceum - poznała swojego partnera w sieci, w popularnej aplikacji randkowej. W dzisiejszych czasach taki sposób poznawania ludzi to niejako standard, ale nie spodziewałam się, że sama kiedyś ulegnę temu trendowi.

Daleko mi było do nieśmiałej, jednak za każdym razem, gdy już prawie napisałam do Cyrusa - nawet niezobowiązującą wiadomość - zamierałam z palcem przy ekranie smartfona, po czym błyskawicznie odpuszczałam. Chciałam podziękować mu za muzykę, którą tworzy, wyrazić swoją wdzięczność za to, że Pine Soul niezwykle pomagało mi w trakcie żałoby po nanie, ale jakoś nie umiałam się przemóc. Może to dlatego, że i tak nie wierzyłam, że w ogóle zareagowałby na moją wiadomość? Mimo to chęć zaczepienia go w sieci wzrastała we mnie z każdą godziną i powoli zaczynało mnie to uwierać.

Przejrzałam też jego zdjęcia, chociaż jak na mój gust zamieszczał ich zdecydowanie za mało. Cyrus miał piękne błękitne oczy, których kolor podbijały noszone przez niego ciemne koszule. Ewidentnie namiętnie je na siebie wkładał i mądrze postępował, bo wyglądał w nich doskonale. Uśmiechał się na nielicznych fotografiach, ale gdy już to robił, zarażał mnie ciepłem i dobrym nastrojem płynącymi z kadru. 

Teraz jak nigdy brakowało mi babci. Potrzebowałam z kimś porozmawiać, ale w ten najgorszy wtorkowy dzień - kiedy rozległy zawał zabrał mi nanę - straciłam jedyną osobę, której zwierzałam się dosłownie ze wszystkiego.

Nagle wyobraziłam sobie, że jest tuż obok. Siedzi na swojej ukochanej kanapie naprzeciwko mnie. Jej drobne ciało tonie w nienaturalnie dużych włochatych poduszkach w kolorze musztardy. Uwielbiała te poszewki. Ku mojemu zgorszeniu dekorowała nimi niemal wszystkie pomieszczenia. Cóż, nie przepadałam za tym odcieniem.

Co by powiedziała, gdybym się jej przyznała, że jak ostatnia idiotka zadurzyłam się w facecie, którego nie widziałam na oczy? 

Przypomniałam sobie, jak mnie zachęcała, abym się nigdy nie bała: "Niech strach nie blokuje cię przed nieznanym. Podejmuj ryzyko, Drea, bo może się okazać, że czeka cię najwspanialsza przygoda życia. Szkoda, gdyby lęk ci ją odebrał, prawda?".

Uśmiechnęłam się na wspomnienie tych słów. Nana była inspirującą kobietą i mogłam się założyć, że nigdy więcej nie spotkam już nikogo takiego na swojej drodze.

Jeszcze raz weszłam na instagramowy profil Cyrusa. Akurat udostępnił relację z informacją o zbliżającej się premierze ich nowego singla, i to w dodatku z próbką nagrania. Jego pełen mocy głos wprawił moje bębenki w rezonujący ruch. Tak się tym podekscytowałam, że momentalnie zapomniałam o obawach i dopingowana przez przywołane w pamięci mądrości babci napisałam krótką odpowiedź na jego story, zanim zdążyłam się rozmyślić.

 

Drea: Nie mogę się doczekać premiery! Czuję, że to będzie Wasz najlepszy kawałek!

 

Wcisnęłam "wyślij" i dopiero wówczas dotarło do mnie, co zrobiłam. Teoretycznie mogłam cofnąć tę wiadomość. W zasadzie już przytrzymywałam ją kciukiem, ale od razu opieprzyłam się w myślach. Niby w którym momencie zamieniłam się w strusia chowającego głowę w piasek? O nie, dosyć tego. Musiałam czym prędzej wyjść z tej skorupy, w której zamknęłam się po śmierci babci, bo inaczej utknę tam na zawsze, a nie planowałam spędzić tak swojego życia. Nie ma szans.

Cóż, stało się. Zapewne Cyrus i tak nie odpowie albo po prostu weźmie mnie za kolejną psychofankę. Trudno. Przynajmniej wtedy będę miała jasną sytuację i dalej będę mogła stalkować go anonimowo.

Szkoda, że wówczas jeszcze nie wiedziałam, że ta pozornie niewinna wiadomość zapoczątkuje lawinę tak znaczących dla mnie wydarzeń, które ostatecznie wywróciły mój świat do góry nogami.

 

 

 

 

Spis treści

 

 

 

Prolog. VOILA - Figure You Out

 

Rozdział 1. Loveless - just like i do

Rozdział 2. Lindsey Stirling, Mako - Lose You Now

Rozdział 3. Lindsey Stirling - Guardian

Rozdział 4. Maroon 5 - Lost

Rozdział 5. Muse - Uprising

Rozdział 6. Lostboycrow - Talk Back To Me

Rozdział 7. Maroon 5 - Memories

Rozdział 8. The Script - Hall of Fame (ft. Will.i.am)

Rozdział 9. Three Days Grace - I Am Machine

Rozdział 10. Smith&Thell, Swedish Jam Factory - Forgive Me Friend

Rozdział 11. Sara Bareilles - Brave

Rozdział 12. JP Saxe, Julia Michaels - If The World Was Ending

Rozdział 13. Halsey - Drive

Rozdział 14. Julia Michaels, Niall Horan - What A Time

Rozdział 15. Eve Under Fire (feat. Spencer Charnas of Ice Nine Kills) - Blow

Rozdział 16. Lord Huron - The Night We Met

Rozdział 17. Fame on Fire - Lost In Doubt

Rozdział 18. Lewis Capaldi - Someone You Loved

Rozdział 19. Godsmack - Bulletproof

Rozdział 20. Julia Michaels - Issues

Rozdział 21. Story Of The Year - WAR

Rozdział 22. Loveless - Lighthouse

Rozdział 23. Mabel - Red Flag (For Nest Audio Sessions)

Rozdział 24. KALEO - Way down We Go

Rozdział 25. LEOWOLF - Rock My World

Rozdział 26. Eminem, Rihanna - Love The Way You Lie

Rozdział 27. Jonathan Roy - Keeping Me Alive

Rozdział 28. Skillet - Whispers in the Dark

Rozdział 29. World's First Cinema - S.O.S.

Rozdział 30. Nickelback - Savin' Me

Rozdział 31. From Ashes to New - Panic

Rozdział 32. Loveless - Control

Rozdział 33. Catch Your Breath - Y.S.K.W.

Rozdział 34. Mandrazo - Intoxicated

Rozdział 35. Breaking Benjamin - Without You

Rozdział 36. updog - Need You (In My Life)

Rozdział 37. Bad Omens - THE DEATH OF PEACE OF MIND

Rozdział 38. Disturbed - A Reason To Fight

Rozdział 39. Linkin Park - Until It's Gone

Rozdział 40. Sleep Token - Rain

Rozdział 41. Linkin Park - CASTLE OF GLASS

Rozdział 42. The Kid LAROI, mgk - F*CK YOU, GOODBYE (feat. Machine Gun Kelly)

Rozdział 43. If Not For Me - Feel Me Now

Rozdział 44. Loveless - MIDDLE OF THE NIGHT

Rozdział 45. Nation Haven - Dirtier Thoughts

Rozdział 46. Catch Your Breath - Dying On The Inside

Rozdział 47. Sleep Token - Chokehold

Rozdział 48. Linkin Park - Somewhere I Belong

Rozdział 49. Cameron Grey - I Want It All

Rozdział 50. The Weeknd - Die For You

Rozdział 51. Skillet - Monster

Rozdział 52. Linkin Park - With You

 

Epilog. Benson Boone - Beautiful Things

Posłowie i podziękowania

Tłumaczenia piosenek