Kakofonia słów - Paweł Kaczmarek

Kup ebooka

12.12 zł
10.06 zł (10,30 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

***

Wczoraj skończyłem lat pięćdziesiąt jeden

Dużo i mało uciekło gdzieś w pustkę

Nigdy nie wróci

Sądząc pochopnie o utracie czasu

Myślę że nie odzyskam już straconego

Zbyt szybko schodzi jeden dzień po drugim

I nie ma na to leku bezpiecznego

A dzień jest inny bez szablonu taki

Ciekawy, smutny, wesoły, nijaki,

Lecz wraz odchodzi, zatraca się, znika

Jest wręcz ulotny, jak człowiek co znika

Poddaje się władzy, zniewala z wiekiem,

Analizuje, podgląda, gromadzi, oddaje,

Łasi się, kłamie, porzuca, jest zbiegiem

W końcu ostatkiem tchnienia się poddaje

Jak gdyby czekał na te ważne chwile

Oddaje siebie nie chce być samotnym

Odkrywa lądy, podróżuje, grając wodewile

Nie będąc do końca nad życiem swym władnym

***

Z maleństwa przez chłopca

Młodzieńca do dojrzałego faceta

Ta droga jest by odnaleźć człowieka

W tym świecie niczym rwąca rzeka

Schowane pragnienia małe zwierzenia

Wzloty upadki i podniesienia

Czary ustępstwa kolory duszy

Bezmiar radości ogromy wzruszeń

Odnajdywanie nieodgadnionych

Powroty by znowu odejść

Szczęście pozorne śmiechem zakryte

Rozdarte serce na pół rozprute

Błędy młodości odnajdzie starzec

Przyjaciół z fałszem co ranią słowem

W zapamiętaniu tego co będzie wiotkie

Szczerość i prawda są tak ulotne

Niekiedy nie wiem czy wiem to wszystko

Trudno zrozumieć

Trudno zrozumieć to co jest wokół

Jaki wewnątrz nas jest spokój

Zamknięty odmienny każdego los

Nieodgadnionych zdarzeń trzos

Zaplanowane nie sprawdza nigdy się

Nieprzewidywalne od początku jest

Korekta planu to norma taka

Chcemy dobrze życie figle płata

Zapominamy zaraz chyba wszyscy

Chcemy odetchnąć jesteśmy szybcy

Zależy nam na czymś rwiemy pasy

Żyjemy zbyt szybko bo takie czasy

Nie liczy się nikt inny zupełnie dzisiaj

Czy będzie tak zawsze czy to już zwyczaj

Potrzeba kolorów zmiany potrzeba

Lecz jak to zrobić gdy sensu nie ma

Weryfikacja

Byliśmy młodzi świat leżał u stóp

Chcieliśmy ojczyzny przepięknej ze snów

Każdy z nas wstąpił do armii wolności

Oficer żołnierz by bronić godności

Ciężkie nauki i kursy i trud

I zawód serca po co ten znój

Gdy niepotrzebny ten żołnierz tam był

I niepotrzebnie za wolność się bił

Ref.:

Bo gdy Cię rząd tak głupio zdradzi

I długi nóż w twe plecy wsadzi

Nie będziesz mógł wykrzyczeć skrycie

Że zdrajca w rządzie przy korycie

W otwartych bojach na misjach w kraju

Gdzie śmierć bawiła się z wami jak w raju

Wczoraj żołnierze dziś już bandyci

Wrócili cicho, milczący dzicy

Na stołkach w rządzie tak wymyślili

Weryfikację wnet zarządzili

I już odeszli oficerowie

Od dziś wilkami dzikimi w sforze

A gdybym

A gdybym nagle miał zostać malarzem

Myśli malowałbym odmiennym obrazem

Pociągał pędzlem możliwości farbą

Nadając uczuć kształty inną barwą

Biały i szary, czerwony, żółcień

Niewinność, miłość, głębokości spojrzeń

Tańczą po płótnie na moim blejtramie

I pozostaną wiecznie w smutnej losu ramie

Zastygłe nagle tak jak wosk półcienie

Niewinnie raz dane jak ludziom istnienie

Ten moment stały krótki ten błysk flesza

Martwa natura co nie będzie wskrzeszać

Nieruchomy obraz mimo swych szczegółów

Zawsze będzie zimny stałością modułu

Chcąc weń tchnąć życie znaleźć jego duszę

Malować nie pędzlem ale sercem muszę

Magia

Szaro za oknem, śnieg, zimnica

Pisane przez nas wiersze o czymś,

Zmiany tematów szybkich rozmów.

Czasem są ważne lub bez przemyśleń.

A magia przyszłych świąt nadchodzi,

W uśmiechach, życzeniach, bliskości duszy.

Odrodzimy się z pyłu codzienności,

Po to by poczuć wspaniałość wieczną.

Odnaleźć dziecka śmiech uroczy,

Na chwilę być ze szczęściem razem,

Smakować sobą zapachy i kolory.

Są chwile z życia, niecodzienne,

Podobnie brzmiące mimo różnic,

Których nie sposób zmienić bezwiednie,

Gdzie polubienia, memy, interszały,

Nie potrafią oddać tego piękna,

Realne, a nie gdy zamykasz oczy

Jest to, że wkrótce będą święta.

Inne zwyczajem lecz zawsze piękne.

Światy

Bezmyślność w naszym świecie zdarzeń

Nierealność jakby tylko w strefie marzeń

Najczarniejsze zdania rysujemy bezsprzecznie

Myślimy że tak ale czy to bezpieczne

Słowa co kłamstwem prawdą się stają

Po tysiąckroć wmawiane wciąż się powtarzają

Nie chcemy w to wierzyć na oślep zaiste

Bo jednak nam lepiej patrzeć w niebo rozpalone gwiaździste

To tam szukamy zwolnienia spokoju i ciszy

Liczymy liczymy trudno jest policzyć

Te światy bliźniacze odległe i inne

Być może nieprzyjazne wrogie nam i obce

Pragniemy poznawać taka jest natura

I czy nas pożre wielka czarna dziura

Nikt tego nie wie przyszłość jest nieznana

Więc tu i teraz jakaś nadzieja jest nam dana

Zmora

W noc tak spokojną i białą

Koszmar na gardle jak nóż

Szarpał mnie, zranił me ciało

Przeszedł do wewnątrz jak tchórz

Dręczył do świtu bladego

Opowieść swą snując niegrzeczną

Zjawił się jakby z niczego

Krusząc tą noc bezpieczną

Sen to był dziwny doprawdy

Z tamtego świata niechciany

Wiem, że nie dasz mu wiary

- Przecież nie byłeś pijany?

Dobrze, że świt szybko nastał

Wygrał znów bitwę umysłu

Pewnie nie zasnę dziś łatwo

Nocy nie oddam już diabłu.

Budowanie uczuć

Jest coś takiego w budowaniu uczuć

Zaklęta chęć bycia zawsze razem blisko

Nie da się tak jednak, co mnie może smucić

Gdyż życie to nie tylko bale

Tak pomimo wszystko

Nie spijamy tylko szampana dziś razem

Lecz gorycz dni codziennych,

szarych i bez wrażeń

Jesteśmy ze sobą mimo błędów, klęsk i żali

Tworząc widnokrąg uczuć i innych detali

My zawsze odmienni jak nasza natura

Burzliwi, weseli, kapryśni, chociaż zawsze szczerzy

Może ktoś jak nie zna i w to nie uwierzy

I niechęcąc osąd wyda, wnet bez pomyślenia.

Trudno jest pokazać całą swą naturę

Zadowolić wszystkich przejść przez słów cenzurę

Cóż jest począć wtedy gdy widzą Cię inni

Nie bezbronną duszę lecz naturę zimną

Musisz otrzeć oczy i ruszyć z kopyta

Szanuj, kochaj, bądź istotą inną.