Prolog
HUNTR/x! HUNTR/x! HUNTR/x!
Tłum podekscytowanych fanów wypełniający gigantyczny stadion skandował nazwę swojego ulubionego zespołu. Gdy na telebimie pojawiły się zdjęcia trzech łowczyń, wszyscy zaczęli wymachiwać świecącymi pałeczkami, skakać i piszczeć.
Świat poznał te dziewczyny jako gwiazdy popu, ale to tylko pozory...
Przed wiekami starożytną Koreę nawiedzały demony. Te rogate stworzenia z wielkimi kłami wypełzały na powierzchnię przez świetliste szczeliny we wszystkich zakątkach świata. Terroryzowały mieszkańców wiosek i wykradały ich dusze dla swojego króla, Gwi-my - gniewnego potwora, który pożerał je, aby karmić nimi swoje ogniste różowe płomienie.
Podczas jednego z takich ataków ciemności nagle przeszył potężny głos. Gdy bestie podniosły wzrok, ujrzały trzy dumne kobiety stojące na dachu hanoku - tradycyjnego koreańskiego domu. Wojowniczki, ubrane w zwiewne, kolorowe jedwabne hanboki, zeskoczyły z budynku, aby stanąć w obronie mieszkańców. Pięknie śpiewały, a w rękach dzierżyły zdobioną broń.
Bez trudu pokonały demony.
To właśnie te kobiety były pierwszymi łowczyniami. Ich muzyka nie tylko chroniła ludzi, lecz także ich jednoczyła. Śpiewane przez nie pieśni dodawały odwagi i przywracały nadzieję, dzięki czemu tworzyły Honmoon - migoczącą barierę, która rozprzestrzeniła się na okoliczne ziemie. Nawet jeśli demony próbowały się przez nią przecisnąć, Honmoon uniemożliwiał im powrót do świata ludzi.
W każdym następnym pokoleniu pojawiało się kolejne trio wojowniczek, mające tę samą misję - wzmocnić Honmoon swoją muzyką i chronić ludzi przed Gwi-mą i jego armią demonów.
Najnowsza trójka wojowniczek, HUNTR/x, spotkała się ze swoją mentorką w lesie na wyspie Czedżu. Celine miała falujące czarne włosy przetykane srebrnymi pasmami i odgarnięte na jedno ramię. Stała przed wielkim drzewem, z którego zwisały wstęgi tkanin w różnych kolorach.
- Teraz ten obowiązek spada na was. Macie szansę tego dokonać - zwróciła się do swoich podopiecznych.
Dziewczyny złapały się za ręce, pewne siebie i gotowe, by stawić czoła zadaniu. Łowczynie miały stworzyć złoty Honmoon - barierę tak potężną, że dzięki niej demony nigdy więcej nie zagroziłyby ludziom. Co mogło pójść nie tak?
Rozdział pierwszy
Wiwatujący fani, wystrojeni od stóp do głów w gadżety HUNTR/x, zapełniali stadion. Blask ich świecących pałeczek budował atmosferę wyczekiwania na finał międzynarodowej trasy koncertowej. Wypatrując ukochanych gwiazd k-popu, z entuzjazmem opowiadali o swoich ulubionych członkiniach grupy.
Część wielbicieli zespołu najbardziej lubiła różowowłosą Mirę: twarz HUNTR/x i jego główną tancerkę. Choć w swojej rodzinie była czarną owcą, fani doceniali jej luz i wyjątkowe poczucie stylu. Raz nawet przeszła po czerwonym dywanie na Met Gali ubrana w śpiwór!
Inni najbardziej kochali Zoey. Była maknae - najmłodszą z całej trójki - z czarnymi włosami spiętymi w dwa niskie koczki. Wychowała się w kalifornijskim mieście Burbank i już w dzieciństwie zapisywała notatniki tekstami piosenek. Choć była uroczą i bardzo energiczną dziewczyną, jej ostre frazy i imponujące umiejętności raperskie mogły powalić demona nawet dwa razy większego od niej!
Mnóstwo fanów miała również Rumi, liderka HUNTR/x, którą wyróżniał długi fioletowy warkocz. Jej niesamowity głos doprowadzał do łez nawet dorosłych mężczyzn. Rumi była córką jednej z wojowniczek należących do Sunlight Sisters - k-popowej grupy z poprzedniego pokolenia. Straciła rodziców, gdy była małym dzieckiem, i dlatego wychowała ją Celine, przyjaciółka jej matki i wojowniczka, która później została mentorką HUNTR/x.
Kiedy światła przygasły, fani oszaleli. Wszyscy - nawet Bobby, menedżer HUNTR/x - nie mogli się doczekać, aż zacznie się koncert.
- A dziewczyny gdzie są? - zastanawiał się Bobby.
Gdy zerknął na mapkę w telefonie, zobaczył, że ich samolot właśnie przelatuje nad stadionem!
Mira, Zoey i Rumi leciały prywatnym samolotem. Tak jak ich fani, były nakręcone wizją ich największego jak dotąd koncertu i z ekscytacją zastanawiały się, co je czeka.
- Najwięcej numerów! - powiedziała Zoey.
- Najwięcej układów - dodała Mira.
- I to znaczy... ładujemy dużo węgli! - oznajmiła Rumi.
- Wszystko dla fanów! - wykrzyknęły chórem.
Przed nimi stał stół pełen przekąsek - były tam rolki kimbap, stosy chipsów krewetkowych, solidna porcja ciastek rybnych odeng i wiele więcej. Dziewczyny natychmiast zabrały się do jedzenia. Oczywiście przed imprezą nie mogły zapomnieć o ramyeonie. Podniosły nudle w kubkach ze swoimi zdjęciami i imionami i wzniosły toast:
- Szczęśliwi fani, udany Honmoon!
Lecz coś im nie pasowało.
- Co jest? Ale że tak bez wody? - zauważyła Zoey.
Rumi zawołała stewardesę, która akurat podlewała roślinę kawą. Na ten widok Rumi zmarszczyła brwi, zdziwiona, lecz zanim kobieta zareagowała, zadzwonił Bobby. Jego zmartwiona twarz na moment pojawiła się na ekranie, ale fani szybko przejęli rozmowę. Dziewczynom to nie przeszkadzało. Uwielbiały swoich fanów; razem z nimi rozpływały się z radości i płakały. Mira doceniła nowy tatuaż z logo HUNTR/x u jednego z nich, ale Rumi i Zoey miały mieszane uczucia. Kiedy Bobby w końcu odzyskał telefon, powiedział im, że są spóźnione.
- W sensie? - zdziwiły się dziewczyny.
Odwróciły się i spojrzały zmrużonymi oczami na załogę samolotu.
- Trzymaj fason, proszę - powiedziała Rumi. - Za trzy minuty jesteśmy.
Mira westchnęła, poirytowana.
- Nawet ramyeonu nie dadzą nam w spokoju zjeść!
Rumi ścisnęła grzbiet swojego nosa, straszliwie wkurzona.
- DLACZEGO zawsze nam psują wyżerkę?
- ZARAZ POCZUJĄ MÓJ GNIEW! - wykrzyknęła Zoey z ustami pełnymi chipsów krewetkowych. W złości zacisnęła dłoń i pokruszyła te, które trzymała w garści.
Rozdrażniona Rumi wstała z kanapy, by zażądać wyjaśnień od stewardesy, która dalej podlewała kwiatek kawą.
- Jesteś demonem, zgadłam?
Jej podejrzenia potwierdzili drugi członek załogi, który bezsensownie pobrzękiwał sprzączkami pasa bezpieczeństwa, oraz pilot bez sensu wciskający przypadkowe przyciski.
Gdy Rumi złapała stewardesę za ramię, jej oczom ukazały się fioletowe znaki. Wiedziała. Żaden z członków załogi nie był człowiekiem. Wszyscy byli demonami!
Zdemaskowane potwory ujawniły swoją prawdziwą postać: z kłami, rogami i szponami do kompletu. Po chwili z kokpitu wyszedł pilot, największy potwór z nich wszystkich!
- Ooo, i wszyscy macie znaki - zamruczała słodko Mira, zupełnie nieprzejęta. Przekrzywiła głowę na bok. - I wszystkich czeka śmierć.
Demoniczny pilot zaśmiał się szyderczo.
- Jeżeli kogoś czeka tutaj śmierć...
BUEEE! - Mira beknęła i zasłoniła twarz jedną ręką.
Pilot, zbity z tropu, próbował odzyskać swój groźny ton.
- To jeszcze raz. Jeżeli kogoś czeka śmierć, to tylko...
BUL, BUL, BUL. Tym razem zaburczały brzuchy Rumi i Zoey. Groźby demona nie miały szans z niestrawnością dziewczyn. Potwór, sfrustrowany ciągłym przerywaniem jego wypowiedzi, wypalił:
- Waszych fanów! Zeżremy fanów!
- NIE, NIE, NIE! To nie okej - zaprotestowały dziewczyny.
Nie zamierzały pozwolić, by ktokolwiek groził ich fanom.
- Ten, kto się czepia naszych fanów... - zaczęła Zoey.
- ...tego będzie bardzo bolało - dokończyła Mira.
Honmoon potężnie zafalował, gdy HUNTR/x zaczęły śpiewać How It's Done. Demony wiły się ze strachu.
Dziewczyny ruszyły śmiało w stronę potworów, uśmiechając się na samą myśl o pewnym zwycięstwie.
Dalsza część w wersji pełnej