ROZDZIAŁ 1Weterynarze czasami muszą gdzieś wyjechać
Siedzę na walizce i staram się ją domknąć, kiedy mama zagląda do mojego pokoju.
- Jesteś gotowa, kochanie? - pyta. - Za parę minut musimy ruszać na lotnisko.
- Już idę - mówię.
Otwieram walizkę i podejmuję szybką decyzję. Mój Zestaw weterynarki zajmuje w niej sporo miejsca, ale nie ma mowy, żebym go zostawiła. Wyciągam trzy zapasowe koszulki, żeby zrobić więcej miejsca, i w końcu udaje mi się zamknąć walizkę.
Zakładam na siebie wyjęte z walizki T-shirty, jeden na drugi, i ciągnę walizkę do drzwi wyjściowych. Po drodze wpadam na tatę. Krzywi się na mój widok i kręci głową.
- Julka, ile ty masz na sobie warstw? Ugotujesz się już w samolocie, a co dopiero kiedy dotrzemy do Longreach. Wiesz, jak tam jest. Schowaj je do walizki.
- Nie mogę.
- Jak to nie możesz? - Tata stara się sięgnąć do mojej torby, co mnie przeraża. Jeśli znajdzie w niej mój Zestaw weterynarki, dostanie szału.
Zasłaniem walizkę własnym ciałem. Muszę szybko coś wymyślić.
- Nie mogę... znieść zimna. Ostatnim razem strasznie zmarzłam w samolocie.
Tata przewraca oczami i kręci głową.
- Julka, nie ma szans, żebyś zmarzła.
Przychodzi mama, ciągnąc za sobą walizkę Maksa. Jestem pewna, że pod naciągniętym płótnem widzę zarys dinozaura, a Maks trzyma w ręku pterodaktyla.
- Maks, tylko mi nie mów, że wieziesz walizkę pełną dinozaurów. - Tata załamuje ręce.
- Ale Jack swoje przywiezie! On też uwielbia dinozaury. A mój pterodaktyl chce zobaczyć, jak to jest naprawdę latać.
Mój kuzyn Jack ma siedem lat i spędza z Maksem masę czasu, gadając o dinozaurach. Szkoda, że ciocia Sophie nie ma córki, która kochałaby zwierzęta. Jarrod ma dziewięć lat, więc jest prawie w moim wieku, ale on nie znosi zwierząt. Mnie chyba też za bardzo nie lubi.
- Sprawdziłam walizkę Maksa, ma wszystko, czego potrzebuje - mówi mama. - Julka, a ty wszystko spakowałaś?
- Oczywiście - odpowiadam.
Słyszymy, jak Chelsea i jej mama wołają do nas "Cześć!" ze schodów przed domem.
Podbiegam tam, by wręczyć pani O'Sullivan listę, którą dla niej przygotowałam. Zapisałam wszystkie ważne sprawy związane z opieką nad naszym psem Lokim, sześcioma kurczakami i dwiema świnkami morskimi, gdy nas nie będzie. Mama Chelsea przegląda czterostronicową instrukcję z lekkim zdziwieniem. Kiedy podaję jej zestaw do szczotkowania świnek, otwiera szeroko oczy. Chyba nie może się już doczekać - dobrze to rozumiem. Weterynarze wiedzą, że zajmowanie się cudzymi zwierzętami to świetna zabawa.
Chelsea jest bardzo podekscytowana, bo pierwszy raz wybiera się tak daleko i pierwszy raz będzie leciała samolotem. Żegna się z mamą, a ja ściskam jeszcze raz Lokiego, aż tata pogania nas, żebyśmy szybciej wsiadały do samochodu. Ruszamy.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej