Rozdział 1
Niektórzy weterynarze pracują w zoo
Schodzę do kuchni na śniadanie i widzę, że mój brat Maks układa na całym stole stosiki z płatków śniadaniowych.
- Co robisz, Maks? - pytam.
- Bawię się jedzeniem - odpowiada. - To nowe płatki, nazywają się Dinochrupki. Każdy kawałek to malutki dinozaur pełen błonnika!
Przewracam oczami. Maks na pewno wykorzystał jakąś reklamę z telewizji, by przekonać mamę do zakupu.
- Jeszcze ci mało dinozaurów, że musisz je zjadać? - pytam, nieco rozdrażniona.
- Tobie też jakieś kupiła - mówi Maks, ustawiając rząd iguanodonów.
Wzdycham i otwieram szafkę. Tak jakby mnie obchodziło to, w jakim kształcie są moje płatki.
- O, Zoochrupki! - wołam.
Są w kształcie malutkich zwierząt z zoo! Odwracam pudełko i z tyłu widzę napis: "Chcesz pracować przez jeden dzień w ogrodzie zoologicznym?". Zapowiadają tak konkurs, w którym można wygrać dzień pracy w zoo i pomagać prawdziwym pracownikom.
Czytam na głos zasady udziału w konkursie:
- W maksymalnie dwudziestu pięciu słowach opowiedz nam, dlaczego byłbyś świetnym pracownikiem zoo.
Wyciągam mój "Dziennik weterynarki" z tylnej kieszeni spodni. By zostać weterynarką, muszę zdobywać doświadczenie w opiece nad różnymi zwierzętami. To zadanie dla mnie!
Moja najlepsza przyjaciółka Chelsea, która mieszka w domu obok, zagląda do nas w momencie, kiedy spisuję pomysły.
- Chelsea, chcę wygrać konkurs, w którym na jeden dzień można zostać pomocnikiem w zoo. I można wziąć ze sobą przyjaciela! - Pokazuję jej pudełko z płatkami.
- Ale super! - zachwyca się Chelsea. - Idealnie się do tego nadajesz, Julka. Jesteś prawie weterynarką, więc możesz się tam naprawdę przydać.
- A pomyśl o tych wszystkich zwierzętach, które trzeba uczesać!
Chelsea marszczy nos.
- Nie wiem, czy chciałabym czesać tygrysy...
Śmieję się.
- Raczej nie pozwolą nam pracować z tygrysami! Poza tym, gdy będziesz już słynną na cały świat treserką i fryzjerką zwierząt, będziesz musiała się przyzwyczaić do trudniejszych gatunków.
- Wyobraź sobie, jak byłoby fajnie - mówi Chelsea rozmarzonym głosem.
- Właśnie. Musimy tylko wygrać. Możemy się zgłosić, ile razy chcemy, tylko każde zgłoszenie musi mieć dołączony kod kreskowy z pudełka płatków. Mamy z Maksem po jednym, więc to już są dwa zgłoszenia!
Zaczynamy od razu pracować nad tekstem dwudziestopięciowyrazowego zgłoszenia.
- Jak to brzmi? - pytam po chwili.
- Dla mnie to brzmi okej - mówi Chelsea. - Ile masz słów?
Podliczam.
- Dwadzieścia siedem.
Wpatrujemy się w kartkę.
- Możesz usunąć słowo "pupilach". I może zamiast "zwierzętach żyjących w zoo" zrób "zwierzętach w zoo". I zmień: "jestem już prawie weterynarką" na: "jestem prawie weterynarką". Wtedy zostanie nam jedno słowo do wykorzystania. Może dodaj: "proszę"?
- Super! - stwierdzam i wprowadzam zmiany.
Wypełniamy dwa zgłoszenia i zanosimy je do skrzynki pocztowej na sąsiedniej ulicy.
Teraz pozostaje tylko czekać... I zjadać dużo płatków!