Julka - mała weterynarka. Tom 6. Dziś pracuję w zoo! - Rebecca Johnson

Kup ebooka

24.95 zł
19.96 zł (17,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Niektórzy weterynarze pracują w zoo

Schodzę do kuchni na śniadanie i widzę, że mój brat Maks układa na całym stole stosiki z płatków śniadaniowych.

- Co robisz, Maks? - pytam.

- Bawię się jedzeniem - odpowiada. - To nowe płatki, nazywają się Dinochrupki. Każdy kawałek to malutki dinozaur pełen błonnika!

Przewracam oczami. Maks na pewno wykorzystał jakąś reklamę z telewizji, by przekonać mamę do zakupu.

- Jeszcze ci mało dinozaurów, że musisz je zjadać? - pytam, nieco rozdrażniona.

- Tobie też jakieś kupiła - mówi Maks, ustawiając rząd iguanodonów.

Wzdycham i otwieram szafkę. Tak jakby mnie obchodziło to, w jakim kształcie są moje płatki.

- O, Zoochrupki! - wołam.

Są w kształcie malutkich zwierząt z zoo! Odwracam pudełko i z tyłu widzę napis: "Chcesz pracować przez jeden dzień w ogrodzie zoologicznym?". Zapowiadają tak konkurs, w którym można wygrać dzień pracy w zoo i pomagać prawdziwym pracownikom.

Czytam na głos zasady udziału w konkursie:

- W maksymalnie dwudziestu pięciu słowach opowiedz nam, dlaczego byłbyś świetnym pracownikiem zoo.

Wyciągam mój "Dziennik weterynarki" z tylnej kieszeni spodni. By zostać weterynarką, muszę zdobywać doświadczenie w opiece nad różnymi zwierzętami. To zadanie dla mnie!

Moja najlepsza przyjaciółka Chelsea, która mieszka w domu obok, zagląda do nas w momencie, kiedy spisuję pomysły.

- Chelsea, chcę wygrać konkurs, w którym na jeden dzień można zostać pomocnikiem w zoo. I można wziąć ze sobą przyjaciela! - Pokazuję jej pudełko z płatkami.

- Ale super! - zachwyca się Chelsea. - Idealnie się do tego nadajesz, Julka. Jesteś prawie weterynarką, więc możesz się tam naprawdę przydać.

- A pomyśl o tych wszystkich zwierzętach, które trzeba uczesać!

Chelsea marszczy nos.

- Nie wiem, czy chciałabym czesać tygrysy...

Śmieję się.

- Raczej nie pozwolą nam pracować z tygrysami! Poza tym, gdy będziesz już słynną na cały świat treserką i fryzjerką zwierząt, będziesz musiała się przyzwyczaić do trudniejszych gatunków.

- Wyobraź sobie, jak byłoby fajnie - mówi Chelsea rozmarzonym głosem.

- Właśnie. Musimy tylko wygrać. Możemy się zgłosić, ile razy chcemy, tylko każde zgłoszenie musi mieć dołączony kod kreskowy z pudełka płatków. Mamy z Maksem po jednym, więc to już są dwa zgłoszenia!

Zaczynamy od razu pracować nad tekstem dwudziestopięciowyrazowego zgłoszenia.

- Jak to brzmi? - pytam po chwili.

- Dla mnie to brzmi okej - mówi Chelsea. - Ile masz słów?

Podliczam.

- Dwadzieścia siedem.

Wpatrujemy się w kartkę.

- Możesz usunąć słowo "pupilach". I może zamiast "zwierzętach żyjących w zoo" zrób "zwierzętach w zoo". I zmień: "jestem już prawie weterynarką" na: "jestem prawie weterynarką". Wtedy zostanie nam jedno słowo do wykorzystania. Może dodaj: "proszę"?

- Super! - stwierdzam i wprowadzam zmiany.

Wypełniamy dwa zgłoszenia i zanosimy je do skrzynki pocztowej na sąsiedniej ulicy.

Teraz pozostaje tylko czekać... I zjadać dużo płatków!