Rozdział 1. Weterynarze mogą też pomagać ludziom
- Julka, jesteś gotowa? - woła tata z kuchni. - Na kartce jest napisane, że masz być w szkole punkt ósma.
- Już prawie, tato - odpowiadam wesoło, patrząc na wiszącą na mnie piżamę i rozgrzebaną walizkę, i robię minę, która rozśmiesza Chelsea.
Wrzucam na siebie ubranie i po chwili biegniemy do drzwi gotowe do drogi.
Pani Hodby stawia ptaszki przy naszych nazwiskach na liście. Wszyscy jesteśmy podekscytowani - jedziemy na szkolny obóz do dżungli. Rozmawiamy i śmiejemy się tak żywiołowo, że ledwie się słyszymy poprzez hałas, który panuje w autokarze.
Ostatnie zjawiają się Portia i Tiffany. Kiedy wsiadają, wszyscy na chwilę milkną. Są ubrane tak, jakby wybierały się na uroczystą kolację.
- Patrz na ich biżuterię! - szepcze Chelsea.
Pani Hodby nie wygląda na zadowoloną.
- Dziewczynki, pospieszcie się i znajdźcie sobie miejsca. Mam nadzieję, że macie wygodniejsze buty do chodzenia po lesie, inaczej będą was bardzo bolały nogi.
Zostały już tylko pojedyncze siedzenia. Portia przechodzi po połowy autokaru i szepcze coś do Maisy, a ta aż podskakuje i przesiada się o jedno miejsce do tyłu, żeby dziewczyny mogły usiąść razem.
Patrzymy na siebie z Chelsea i kręcimy głowami.
Machamy naszym rodzicom i odjeżdżamy. To będą fantastyczne cztery dni!
Dojazd trochę trwa, a pan Thomson, jeden z nauczycieli, namawia wszystkich do śpiewania o tym, że koła autobusu kręcą się, i tym podobnych. Najpierw trochę narzekamy, ale tak naprawdę jest świetnie.
Kiedy w końcu docieramy na miejsce, wysiadamy z autokaru i bierzemy swoje bagaże. Mój jest o wiele większy niż torby Chelsea i Maisy, ale one wiedzą czemu i pomagają mi go podnieść.
- Co masz w tej walizce? - słyszę głos za mną.
Od razu wiem, kto pyta. Odwracam się do Portii, ale nie odpowiadam.
- No cóż, na pewno nie ubrania! - wzdycha i mierzy mnie wzrokiem od góry do dołu.
Maisy, Chelsea i ja śmiejemy się i udajemy, że Portia powiedziała coś zabawnego. Tak należy postępować ze złośliwymi ludźmi. Jeśli nie pozwolisz im za bardzo się dotknąć, najczęściej sami odpuszczają.
Idziemy do domków i odszukujemy swoje imiona na liście przy drzwiach, żeby się zorientować, w którym zostałyśmy zakwaterowane.
Mamy mieszkać w "Chatce Kazuara". Cieszymy się, że przydzielono nas do jednego domku. Niestety w tym samym mają też mieszkać Portia i Tiffany.
Kładziemy swoje torby na łóżkach w rogu, a dla nich dwóch zostawiamy miejsce na dwóch łóżkach z drugiej strony pokoju, przy drzwiach.
Portia i Tiffany docierają do domku później, bo ich sandały ślizgają się na mokrej ścieżce. Pani Hodby radziła, żeby włożyć sportowe obuwie.
Kiedy wchodzą, są bardzo niezadowolone z miejsc do spania.
- Nie lubię spać przy drzwiach - mówi Portia. - Maisy, musisz się ze mną zamienić łóżkami.
Maisy zaczyna zbierać swoje rzeczy.
- Czekaj - mówię. - Gdzie chcesz spać, Maisy?
Maisy wskazuje na łóżko, które przed chwilą zajęła.
- No cóż, ale ja chcę, żebyś się przeniosła - mówi niemiłym tonem Portia.
- Nie do wiary, że naprawdę tak się zwracasz do ludzi - mówię, patrząc jej prosto w oczy. Potem odwracam się i uśmiecham do przyjaciółek. - Zostaw tu swoje rzeczy, Maisy. Chodźmy i zobaczmy, co można tutaj robić.
Otwieram moją torbę i wkładam Zestaw weterynarki pod łóżko.
Portia widzi to i wskazuje na zestaw ze śmiechem.
- Wiedziałam! - szydzi. - Wiedziałam, że Julka Weterynarka przywlecze swój zestawik. Co za beka!
Tiffany śmieje się z nią nerwowo.
Chelsea już ma coś powiedzieć, ale ją powstrzymuję.
- Chodźmy i rozejrzyjmy się - mówię z uśmiechem.
Dalsza część w wersji pełnej