Rozdział 1. Weterynarze mają ciekawe zajęcia
Chelsea i ja wchodzimy do kuchni po spacerze z Lokim, moim cocker spanielem. Chelsea jest moją przyjaciółką i sąsiadką.
Mama właśnie otwiera pocztę przy stole.
- O, to was może zainteresować, dziewczynki - mówi.
Patrzymy na ulotki, które położyła na stole.
- Pokaz kotów? Tutaj? - pyta Chelsea z przejęciem w głosie. Obie zaczynamy podskakiwać z radości.
- Poproszono mnie, żebym pracowała tam jako weterynarka w punkcie kontrolnym - mówi mama. - Chcą też wiedzieć, czy niektóre koty mogą zamieszkać w naszym gabinecie przed pokazem, bo hotel dla zwierząt został zamknięty, a większość moteli ich nie toleruje.
- I zgodzi się pani, pani Fletcher?
Widzę, że Chelsea wstrzymuje oddech, czekając na odpowiedź. Chelsea jest niemal słynną na cały świat treserką i fryzjerką zwierząt - oglądanie profesjonalistów w akcji byłoby dla niej wspaniałym doświadczeniem. Nie mówiąc już o doświadczeniu, które ja mogłabym zdobyć przy tej okazji.
- Czemu nie? - stwierdza z uśmiechem mama. Wie, jak bardzo chciałybyśmy wziąć w tym udział. Weterynarze wiedzą, co ekscytuje innych weterynarzy. - Ale musicie wiedzieć, że niektóre z tych kotów są niezwykle cenne. Ich właściciele mogą mieć bardzo specyficzne wymagania.
- Oczywiście, mamo - mówię z uśmiechem. - To będzie najlepszy hotel, w jakim kiedykolwiek mieszkały te koty!
Wyciągam mój "Dziennik weterynarki" i siadam do stołu.
- Jak powinnyśmy się przygotować? Mogę ci pomóc w punkcie kontrolnym? Co to jest punkt kontrolny?
- Julka, powoli z tymi pytaniami! - mówi ze śmiechem mama. - Punkt kontrolny to miejsce, w którym koty są badane dla pewności, że są zdrowe i mogą wziąć udział w pokazie.
- Rozumiem - mówię. - To co możemy zrobić, żeby przygotować gabinet?
Mama wymienia rzeczy, które musimy przygotować przed przybyciem kotów, a ja sporządzam listę.
- Czy każdy może zgłosić kota do konkursu? - pyta Chelsea, wczytując się w ulotkę. Odwraca ją i czyta na drugiej stronie listę kategorii. - Widzę, że jest kategoria dla kotów domowych.
Pochylam się, by zerknąć, który punkt wskazuje Chelsea. Ma rację - jest otwarta kategoria dla kotów od nieznanych albo niezarejestrowanych rodziców.
Patrzymy na siebie z uśmiechem i mówimy chórem:
- Księżniczka!
- Poczekajcie chwilę, dziewczynki! - mówi mama. - Wystawianie kota to o wiele więcej, niż wam się wydaje. Nie wiem, czy Księżniczka jest na to gotowa.
- Mamo - tłumaczę jej, starając się zachować cierpliwość. - Chelsea jest niemal słynną trenerką i fryzjerką zwierząt, a ja, jak wiesz, jestem prawie weterynarką. Wydaje mi się, że potrafimy przygotować kotkę na jakąś zwykłą wystawę. - Następnie zwracam się do przyjaciółki: - Chodź, Chelsea, powiemy o tym twojej mamie. Ale się ucieszy! Jestem pewna, że na YouTube jest pełno filmów instruktażowych, jak przygotować kota na wystawę.
- O, byłabym zapomniała - mówi mama, gdy kierujemy się do drzwi. - W tej konkurencji będzie ostra rywalizacja, bo przyjadą ludzie z firmy produkującej kocią karmę, żeby znaleźć kota do reklamy. Myślę, że wszystkim będzie bardzo zależało, żeby to ich pupil został wybrany.
- Lepiej być nie mogło! - ekscytuje się Chelsea, kiedy biegniemy przez trawnik do jej domu.