Julian Assange. Człowiek, który rozpętał WikiLeaks - Carsten Görig, Kathrin Nord

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ I

WRÓG PUBLICZNY NUMER JEDEN

Oglądający te zdjęcia zobaczy z początku tylko cienie, czerwonawe niczym w ciemni fotograficznej. Dopiero po pewnym czasie linie i płaszczyzny połączą się w całość i powstanie z nich twarz o oczach spoglądających bez wyrazu lub drwiąco pod czupryną siwych włosów. Oto Julian Assange, sfotografowany 14 grudnia 2010 r. przez przyciemniane szyby więźniarki (w Internecie pod adresem www.scorpio-verlag.de/Assange). Jest cała seria takich fotografii, które być może zaliczają się do najlepszych istniejących zdjęć Juliana Assange'a. Są to zdjęcia, które najtrafniej przedstawiają człowieka żyjącego - jak się wydaje - w świecie cieni. Człowieka pełnego zagadek i tajemnic, który prowokuje możnych tego świata. Któremu udało się zmienić świat. Który zapoczątkował dyskusję na temat jawności i transparentności, tego, co wolno rządom, i jaki powinien być zakres ich uprawnień, tego, co robią możni, i ile powinna o tym wiedzieć opinia publiczna. Który zarazem, owładnięty pychą, jest na najlepszej drodze do zniszczenia tego wszystkiego własnymi rękami.

Julian Assange w niezwykle krótkim czasie zdołał przedzierzgnąć się z kultowej postaci internetowych aktywistów w jednego z najbardziej znanych ludzi na świecie. W momencie wykonania tych zdjęć ten Australijczyk miał 39 lat. Jest założycielem i operatorem WikiLeaks, strony internetowej, która ma na celu zapewnienie transparentności. Jej zespół chce wykrywać godne napiętnowania zjawiska wszędzie tam, gdzie występują, publikować tajne dokumenty, tropić korupcję i demaskować kłamstwa, patrzeć możnym na ręce i budzić w nich lęk. WikiLeaks zdołała osiągnąć ten cel. Z większym impetem, niż prawdopodobnie samemu Assange'owi kiedykolwiek się śniło.

Dwudziestego ósmego listopada, przeszło dwa tygodnie przed owym 14 grudnia, WikiLeaks przedstawiła pierwsze wyniki współpracy z poważanymi gazetami, jak niemiecki "Spiegel", angielski "Guardian" i amerykański "New York Times". Były to wyciągi z depesz wysyłanych z ambasad USA w okresie 1966-2010 do amerykańskiego Departamentu Spraw Zagranicznych, pozwalające uzyskać wgląd w trzydzieści cztery lata amerykańskiej polityki zagranicznej. Oceny osób, partii, polityki. Raporty o korupcji i szantażu. Plotki, demaskacje, obciążające materiały.

W sumie w posiadaniu WikiLeaks jest 251 287 depesz, które sukcesywnie są publikowane. Nadesłał je prawdopodobnie pewien żołnierz USA, który zwątpił w swoją misję w Iraku. Całą tę sprawę nazwano "Cablegate", które to określenie składa się z dwóch części: cable to depesza, a gate nawiązuje do afery Watergate, jednej z najbardziej znanych spraw śledczego dziennikarstwa. Wykryte ongiś przez reporterów "Washington Post" włamanie do mieszczącej się w kompleksie Watergate kwatery głównej Partii Demokratycznej w Waszyngtonie doprowadziło ostatecznie w roku 1974 do ustąpienia Richarda Nixona, trzydziestego siódmego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Cablegate to jeden z najgorszych blamaży w dziejach dyplomacji - do którego musiało dojść, jak się okazało.

Ale to nie z powodu Cablegate Assange siedział w samochodzie, który go wiózł z więzienia Wandsworth w południowo-zachodnim Londynie na przesłuchanie do położonego na północ od Tamizy sądu rejonowego gminy Westminster. Chodziło o domniemane molestowanie seksualne, na którego temat Assange miał zeznawać w Szwecji. Złożyły tam na niego doniesienie dwie kobiety. W związku z tym chce go przesłuchać prokuratura w Göteborgu, ale w tym celu musi być wydany przez Wielką Brytanię Szwecji. Australijczyk Assange przebywa w tym czasie w Wielkiej Brytanii, nie mając stałego miejsca zamieszkania. Dlatego siedzi tam tak długo w areszcie, a później odbywa areszt domowy w wiejskiej posiadłości pewnego przyjaciela i protektora, aż zapadnie postanowienie o tym, jaki będzie jego dalszy los.

Dla wielu zwolenników Assange'a jest to podejrzane, wietrzą spisek przeciwko ich bohaterowi. Nie chcą dać wiary, że przypadkiem szwedzka prokuratura wszczyna śledztwo przeciwko Assange'owi akurat w momencie, gdy WikiLeaks zaczyna publikować zapewne największą masę tajnych materiałów, jaka kiedykolwiek istniała. Ich bohater ma zniknąć z horyzontu, symboliczna postać nowego ruchu ma zostać zdyskredytowana. Uważają oni także, że to USA nakłoniły Szwedów do podjęcia postępowania przeciwko Assange'owi. Ten ostatni sam wkrótce przyłącza się do tego chóru. Wybiła godzina wyznawców teorii spiskowej, którzy podejrzewają, że wszystko jest częścią większego planu. Dla nich jedno świetnie pasuje do drugiego.

Potwierdzenie swoich domysłów widzą w retoryce przeciwników WikiLeaks, przede wszystkim z kraju, z którego pochodzą publikowane dokumenty, czyli z USA. Słychać stamtąd w tym tak bogatym w wydarzenia dla Assange'a grudniu 2010 roku coraz więcej radykalnych głosów żądających ścigania Assange'a niczym terrorysty, oskarżenia go - wszystko jedno o co - albo od razu zamordowania, jak przystało na wroga. Głosy tych, którzy chcieliby ujrzeć Assange'a za kratkami albo nawet martwego, są donośne i liczne, od Sarah Palin, niedoszłej wiceprezydent, przez prezentera Rusha Limbaugha, prokuratora generalnego Erica Holdera aż do senatora Joego Liebermana.

Samemu Assange'owi chyba się cała ta sytuacja podoba. W końcu pasuje to do jego wizji świata: tamci na górze są źli, a on musi ich demaskować. Ale niektórych wcale nie musi, sami się demaskują tym, co mówią na jego temat. Pokazują oni - przykładem amerykańska sekretarz stanu, Hillary Clinton - że ich wyznawanie demokracji i wolności przekonań w Internecie jest aktualne tylko wtedy, gdy nie chodzi o ich kraj, ale na przykład o Rosję albo Chiny. We własnym kraju nadmiar informacji mógłby okazać się zgubny. Dlatego Assange był i jest zwalczany.

Przeciwnicy Assange'a nobilitują go, dopiero ich retoryka sprawia, że staje się interesujący. Rośnie przez to w siłę także mit Juliana Assange'a, a jego i tak trudno uchwytną osobę spowija jeszcze obszerniejszy płaszcz tajemnicy. Jest uważany jednocześnie za bojownika o wolność, anarchistę, terrorystę, zbrodniarza, ofiarę; wielu ludzi się z nim utożsamia. I wydaje się z tego zadowolony. Jak nikt inny w niezwykle krótkim czasie przeszedł drogę od człowieka znanego tylko nielicznym do gwiazdora mediów. Ze swoją siwą czupryną i uśmiechem sfinksa robi tajemnicze wrażenie. Jest porównywany do wielu osób, od Andy'ego Warhola do Davida Bowiego. Jest gwiazdą pop dla aktywistów sieci, zarazem postacią kochaną przez media. I dobrze się sprzedaje, zwłaszcza że w dodatku jest jeszcze zamieszany w skandal seksualny.

Występując jako tuba WikiLeaks, Assange jest cięty, bystry i spokojny, prawie pozbawiony emocji. Ale jednocześnie trzyma w ręku broń, która zagraża tkance państw i stosunków międzynarodowych: ma informacje, które nie powinny ujrzeć światła dziennego - setki tysięcy dokumentów, wśród których jest wiele prawdziwych bomb. Assange uważa, że mogą one być również dla niego ubezpieczeniem na życie, bo czuje się prześladowany i wciąż przebąkuje, że jego życie jest zagrożone. Toteż podłożył w sieci zaszyfrowaną bombę danych. Zdeponował tam wszystkie dokumenty, jakie miał, bez skrótów, z pełnymi nazwiskami wszystkich zainteresowanych. I w formie niepoddanej redakcji, inaczej niż ukazały się w gazetach. Gdyby coś mu się stało, ujawniony zostałby klucz, zapalnik tej bomby. Wtedy opublikowane zostałyby wszystkie dokumenty naraz. Ludzie znaleźliby się w niebezpieczeństwie.

To również kochają zwolennicy Assange'a: widzieć go jako kogoś trzymającego palec na spuście, kto może szantażować możnych, a w swej paranoi wszędzie widzi wrogów - i prawdopodobnie rzeczywiście ma ich niemało.

Można by odnieść wrażenie, że dochodzenie w Szwecji było wręcz na rękę Assange'owi, który chodził w glorii męczennika i przedstawiał normalne przesłuchanie jako walkę o wolność. Jego wyznawcy są przekonani, że została nań zastawiona pułapka, a jego adwokat wszędzie wokół niego widzi spiski. Zatem śledztwo w Szwecji należy uznać za jeszcze jedno pole bitwy w walce Assange'a z rządami tego świata, gdzie ma się rozstrzygnąć, ile jawności może znieść świat, w jakim zakresie wolno publikować poufne informacje. Zapowiada się starcie w walce między starymi i nowymi mediami, między totalną jawnością a pracą prowadzoną w ukryciu.

Assange jest przywódcą, naczelnym ideologiem i symbolem ruchu, który zmienia nasze życie. Nie ma znaczenia, czy stanie się to za sprawą jego i WikiLeaks, czy też innych. Początek został zrobiony, pierwszy krok się dokonał. Dżinn został wypuszczony z butelki. Od chwili gdy WikiLeaks otrzymała ponad 250 tysięcy dokumentów z ambasad amerykańskich, jasne jest, że nie ma już możliwości cofnięcia tego wycieku danych. Zarazem oznacza to także, że dojdzie do tego jeszcze wielokrotnie. Dane cyfrowe są łatwe do skopiowania, jeśli ktoś ma dostęp do komputera, na którym są przechowywane. A ten dostęp z reguły nie ogranicza się do nielicznych osób. Znajdzie się ktoś, kto skopiuje i wyniesie dokumenty. Dzieje się tak z danymi banków z Liechtensteinu i Szwajcarii, z umowami, a wreszcie z tajnymi dokumentami rządowymi. Łatwość zapisu, porównywania i łączenia danych cyfrowych ma to do siebie, że potrafią to robić nie tylko ludzie do tego upoważnieni, ale również wszyscy pozostali. Assange nie jest odpowiedzialny za to, że z serwerów USA skopiowane zostały dane. Jemu je tylko podesłano. Odpowiedzialni są za to ci wszyscy, którzy nie zapewnili dostatecznej ochrony swojemu systemowi, którzy udzielili nadmiernej liczbie ludzi dostępu do zbyt wielu tajnych dokumentów. Assange z kolei umożliwił nagłośnienie publikacji tych danych.

Trudno dociec, czego naprawdę chce Assange. Agenda jego serwisu WikiLeaks kilkakrotnie uległa zmianie w ciągu czterech lat istnienia strony. Platforma, będąca zrazu placówką wojny informacyjnej przeciwko dyktaturom Bliskiego i Środkowego Wschodu, Afryki i Azji, przeobraziła się powoli w narzędzie, którego operatorzy niewymowną radość czerpią przede wszystkim z jednego: ośmieszania supermocarstwa USA, pokazywania, że jego wojny mają inny przebieg niż prezentowany dotąd w mediach - a przede wszystkim, że bynajmniej nie są tak czyste, jak zawsze je przedstawiano. Zwłaszcza że dla światowej publiczności bardziej interesujące jest, gdy ofiarą są Stany Zjednoczone niż takie kraje, jak Kenia czy Nigeria, które u wyznawców teorii spiskowej cieszą się raczej niewielkim wzięciem.

Zarazem okazało się, że Assange jest nie tylko kimś w rodzaju jedynowładcy WikiLeaks, ale jednocześnie też jej największym problemem. W grudniu 2010 roku aż nadto wyraźnie wychodzi na jaw to, co już dawniej przeczuwał niemiecki rzecznik WikiLeaks, Daniel Domscheit-Berg, który się z niej wycofał późnym latem 2010 roku: kult jednostki otaczający Assange'a i zgiełk medialny z tym związany stają się ważniejsze od publikacji dokumentów. Większe zainteresowanie budzi sam fakt ich opublikowania niż treść. Więcej miejsca poświęca się informowaniu o przesłuchaniach w śledztwie, które ostatecznie nie ma nic wspólnego ze sprawą jako taką, niż o pasjonującej treści opublikowanych depesz. Na przykład w czasie przesłuchiwania Assange'a w sądzie rejonowym Westminsteru byli obecni działaczka praw człowieka Bianca Jagger i filmowiec Ken Loach, a prowokator-dokumentalista Michael Moore dołączył się z oddali. "Brakuje już tylko czerwonego dywanu" - napisała pewna dziennikarka na swoim blogu.

WikiLeaks stała się osobistym show Assange'a. On sam zaś zaczął tańczyć tak, jak zagrają media, choć przecież zawsze właśnie to krytykował. Został częścią cyrku, który właściwie chciał zwalczać, a zarazem odsunął na dalszy plan ważną część swojej pracy. Ale może i to jest tylko jeszcze jednym aspektem niestałego życia człowieka, który wymyka się próbom uchwycenia jego istoty, który już od wczesnego dzieciństwa tuła się bez wytchnienia, nigdzie się nie osiedlając. Człowieka, o którym znajomi mówią, że ma tylko torbę z notebookiem i parę ciuchów na zmianę.

ROZDZIAŁ II

TOMEK SAWYER KONTRA ANDY WARHOL

"Musimy znikać". Kiedy w dzieciństwie Assange słyszy to zdanie, wie, że znowu przyjdzie się przenosić. Jego matka Christine pakuje rzeczy i wyrusza w drogę, zabierając Juliana i jego przyrodniego brata. I tak rozpoczyna się kolejny etap życia w ciągłej ucieczce. Ledwie przybywają w jakieś miejsce, a już znowu ruszają dalej. Gdziekolwiek znajdą kryjówkę, zawsze depcze im po piętach zagrożenie. Całymi latami ściga małą rodzinę po Australii były towarzysz życiowy Christine. A kilka razy nieomal udaje mu się ich dopaść. Prześladowca jest muzykiem i członkiem sekty The Family, przypuszczalnie nawet synem jej przywódczyni. Christine rozstała się z nim, kiedy ja pobił. Zabrała ze sobą dziecko, które z nim miała, młodszego przyrodniego brata Assange'a. Teraz Christine obawia się, że mężczyzna odbierze jej syna.

Ciągła ucieczka sprawia, że dzieciństwo Juliana Assange'a upływa w niezwykłym braku stabilizacji, a także niepewności. I chyba nigdy całkiem nie zazna spokoju, nawet jako osoba dorosła. Jeśli przebywa w jakimś miejscu dłużej niż sześć tygodni, nawiedza go tęsknota za dalekimi stronami. Pozostaje podróżnikiem, w wieku prawie czterdziestu lat odwiedził już ponad trzydzieści krajów.

Ale jest jeszcze całkiem inny świat, w którym dobrze się orientuje: to świat komputerów i sieci. Zajmowanie się nimi wydaje się jedynym stałym elementem w życiu Juliana Assange'a. Tu panuje logiczny porządek. Kto go zrozumie, ten sobie dobrze poradzi; a kto jeszcze odznacza się kreatywnością, ten może nawet wywrzeć wpływ na kształt tego świata i kontrolować go. Assange wchodzi do niego po raz pierwszy jako nastolatek. Uczy się szybko i wykorzystuje swoją wiedzę. Wkrótce jest jednym z cieszących się największym uznaniem hakerów w Australii. Zaczyna się liczyć w małej społeczności outsiderów, którzy wypisali na swoich sztandarach dewizę "Nie ufaj autorytetom". Assange zna ją dobrze od najwcześniejszego dzieciństwa, zawsze odciskała piętno na jego charakterze.

WŚCIEKŁY OUTSIDER

"Wolność jest dobra" - te słowa można przeczytać w instrukcji dla hakerów Erika S. Raymonda. Pod tym zdaniem mogłaby się też podpisać Christine, matka Assange'a. Mając 17 lat, spaliła podręczniki szkolne, porzuciła dom rodzinny i odjechała w świat na motocyklu. Wciąż się przenosiła z miejsca na miejsce, tak było zarówno przed wielką ucieczką, jak i po niej.

Trzeciego lipca 1971 roku Christine wydała na świat w Townsville, mieście na wschodnim wybrzeżu Australii, syna Juliana Paula. Jeszcze w tym samym roku przenosi się wraz z nim na Magnetic Island, położoną nieopodal tego nadmorskiego miasta. Christine płaci dwanaście dolarów tygodniowo za wynajęcie małego domku z zieloną betonową podłogą. Większość nielicznych tu terenów nadających się do zamieszkania leży nad zatokami. Mieszkają w pobliżu plaży i w otoczeniu przyrody, gęstych zarośli i lasów eukaliptusowych, w których żyją misie koala. Wyspa jest w tym okresie schronieniem dla outsiderów, zbiorowiskiem tych wszystkich, którzy gdzie indziej zwracają uwagę, bo odbiegają od mieszczańskiej normy. Zalicza się do nich zapewne również samotna matka Christine ze swoim pędem do niezależności. Są to czasy hipisów, wojny w Wietnamie i uchylających się od służby wojskowej, czasy, w których wielu młodych ludzi na nowo odkrywa naturę. Tak też robi Christine, która żyje na wyspie tak jak tubylcy.

W 1972 roku, kiedy Julian ma rok, Christine wychodzi za mąż za dyrektora teatru Bretta Assange'a. W ten sposób Julian zyskuje ojczyma, który mu też użycza nazwiska. Jakie nazwisko nosili wcześniej matka i syn, tego nie wiadomo. W wywiadzie telewizyjnym w 2010 roku Brett wspomina Juliana z czasów dzieciństwa jako bystrego chłopca, który nie chciał zaakceptować odmowy i stawał po stronie outsiderów albo słabszych, który z niezachwianą pewnością wiedział, co według niego jest słuszne, a co nie. I który wcześnie umiał się opanować. Brett przytacza na przykład groźny upadek syna, który musiał najwyraźniej sprawić wielki ból Julianowi. Ale według słów Bretta mimika chłopca pozostała całkowicie pozbawiona wyrazu. Odniósł wtedy wrażenie, jakby Julian ze wszystkich sił starał się nie pokazać po sobie żadnych emocji.

Assange'owie podróżują z teatrem, przez pewien czas mieszkają w pobliżu Byron Bay. Również to miasto uchodzi za punkt spotkań hipisów, a więc jest to otoczenie, do jakiego przywykli. Małżeństwo Bretta i Christine wytrzymuje zaledwie kilka lat. W końcu lat 70. i ponownie na początku lat 80. XX wieku Christine wraca na wyspę, zabierając syna ze sobą. Przez pewien czas mieszkają nawet na opuszczonej farmie ananasowej, która jest tak oddalona i otoczona dziką przyrodą, że Christine musi wyrąbywać maczetą przejście do drzwi domu.

Prowadzą zatem życie wagabundów, pod znakiem sztuki, hipisów i dzikiej przyrody. Assange dorasta w niekonwencjonalnym otoczeniu, "pełen zapału do nauki i do książek", jak opisuje to jego matka. Z powodu częstej zmiany miejsca pobytu chłopiec jest w wielu dziedzinach samoukiem, czerpiącym wiedzę z książek, które wprost pochłania. Uczy się wielu obcych słów i prawidłowo ich używa - ale ponieważ zna je tylko z książek, początkowo nie zawsze wie, jak je prawidłowo wymawiać.

Przez nieustanne przeprowadzki młody Assange nie uczęszcza regularnie do szkoły. W trakcie lat swojej młodości chodzi w sumie do trzydziestu siedmiu szkół, a ponadto okresowo pobiera naukę prywatnie. Christine nie ma dobrego zdania o instytucji szkoły jako takiej. Nie chce, żeby ta jej zdaniem autorytarna struktura łamała wolę i ducha jej dzieci.

Ale i ona nie może całkiem uchronić dzieci od kontaktu z systemem. W wieku 14 lat Assange chodzi do szkoły w stanie Wiktoria, którą nazwie później "piekłem" na swoim prywatnym blogu IQ.org. Wpis ten pochodzi z 17 lipca 2006 roku. Wspomina w nim epizod z czasów młodości i swojego przyjaciela Antony'ego: "Byliśmy inteligentnymi, wrażliwymi dziećmi, niepasującymi do panującej subkultury, a takie były [...] surowo karane". Dalej można tam przeczytać, że uważał inne dzieci, właśnie te z "panującej subkultury", za "beznadziejnie głupie", i pogardzał nimi. Sam uważał się już wówczas za outsidera.

Rówieśnicy wydają mu się śmieszni, odmawia przyłączenia się do nich. Staje się znany ze swoich wściekłych, brutalnych ataków werbalnych i częstego udziału w bójkach. Według dzisiejszych słów jego krewnych Assange zapewne już jako dziecko zwracał uwagę skłonnością do buntu. Swoich ówczesnych przeciwników Assange nazywa na blogu "dręczycielami" i przyznaje, że wciąż dochodziło do bójek - po czym przychodziły rachunki od dentystów jego wrogów.

Antony, jak pisze Assange, lepiej sobie radził z sytuacją. Julian był nowy, Antony chodził do szkoły już dłużej. Swojemu przyjacielowi Assange przypisuje ponadto "społeczną zręczność", jak to nazywa: Antony unikał bezpośredniej konfrontacji i zachowywał swoją pogardę dla siebie.

Pewnego razu miał go spytać: "Jaka jest najwznioślejsze uczucie, Julianie?".

Po namyśle Julian odrzekł: "Ciekawość".

"Nie, wściekłość", odpowiedział Antony.

To musiało zrobić wrażenie na Assange'u. Właśnie jego przyjaciel, który unikał konfliktów, wymienił wściekłość jako najważniejsze uczucie. Podziwiał je ten, którego Assange oceniał jako lepiej radzącego sobie z sytuacją. Być może w tej rozmowie Assange po raz pierwszy zrozumiał, że kto się buntuje, ten nie tylko napotyka dręczycieli, ale też znajduje admiratorów.

Dziś, jako dorosły, Julian Assange przeciwstawia się potężnym autorytetom. Już samo to zaskarbia mu sympatię wielu - nieraz niezależnie od tego, jak należałoby oceniać jego postępki pod względem prawnym i moralnym. Działa tu często wspominany w tym kontekście fenomen Dawida i Goliata. Większość sympatyzuje z Dawidem, który podejmuje na pozór beznadziejną walkę. Nierówną walkę z przeważającym przeciwnikiem. Z punktu widzenia Dawida wygląda to może inaczej: gdyby czuł się słabszy, to w ogóle nie stawałby do boju. Przynajmniej odrobina Goliata musi w nim tkwić, żeby w ogóle odważył się na taką rozprawę.

SŁAWA I ROZGŁOS HAKERA

Zapewne ciekawość zwabiła Juliana Assange'a w wieku 16 lat do świata zaawansowanych technologii. Assange mieszka naprzeciwko sklepu elektronicznego i spędza tam wiele czasu przy Commodore 64, jednym z pierwszych komputerów dla każdego. Pisze na nim swoje pierwsze programy. Matka Assange'a Christine jest pod wrażeniem, widząc, jak intuicyjnie jej syn obchodzi się z urządzeniem, toteż kupuje mu pierwszy komputer. Cena wynosiła wówczas 600 dolarów. Podobno dla zdobycia tych pieniędzy przeniosła się z dziećmi do tańszego lokalu.

Assange jest zafascynowany komputerami. "To jest jak szachy - odpowiada później gazecie "New Yorker" na pytanie, co mu się w nich podobało. - Są tu nieliczne reguły, nie ma przypadku, za to jest ambitne zadanie". Kupuje sobie modem i staje się częścią australijskiego półświatka hakerów. Szuka luk w zabezpieczeniach obcych systemów, tylnych furtek, których właściwie nie powinno być, a kiedy je znajduje, przechodzi przez nie. Fascynuje go zdobywanie dostępu do informacji, które powinny pozostać tajne.

Wytrawny szachista jest strategiem, a ten, kto umie zręcznie posługiwać się komputerami, ma podobne cechy: potrzebna mu jest logika, umiejętność skupienia i koncentracji idąca w parze z kreatywnością.

MŁODY ASSANGE W KONFLIKCIE Z PRAWEM

Julian Assange sam żeni się młodo, w 1989 roku, a w styczniu 1990 zostaje ojcem. Na początku lat 90. policja przeprowadza obławę w miejscu zamieszkania młodej rodziny. Assange słyszy zarzut włamywania się do różnych obcych systemów. W późniejszym procesie w 1995 roku zostaje uznany w kilku przypadkach za winnego, ale udaje mu się wywinąć niewielką grzywną. Sędzia zapewne uznał za okoliczność łagodzącą nieustabilizowane dzieciństwo Assange'a. Jak napisano w uzasadnieniu wyroku, był to czyn inteligentny, ale nie wynikający z chęci wzbogacenia się. Domniemanym motywem zdaniem sędziego była chęć umocnienia ego przez Assange'a.

Małżeństwo Assange'ów nie trwa długo. Wraz z jego rozpadem zaczyna się spór o prawo do opieki nad synem. I podobnie jak wcześniej jego matka, również Assange okazuje się wytrwały w walce. Nic dziwnego, skoro nie akceptuje ani żadnych autorytetów, ani odmownej odpowiedzi na swoje żądania. Podobno Assange w tym okresie odczuwał chęć uzyskania dostępu do akt podobnych spraw i życzył sobie więcej informacji, większej transparentności. Trudno orzec, czy to doświadczenie wzbudziło w nim pragnienie wolności informacji albo go w nim utwierdziło. Mimo swego uporu Assange zderza się jednak z granicami wyznaczonymi przez państwo. Przegrywa spór prawny. W 1999 roku po wielu latach zaciętych zmagań strony wreszcie dochodzą do porozumienia co do wspólnego prawa do opieki.

Wydaje się, jakby Assange w tej fazie swego życia ogólnie dotarł do granic swoich możliwości: nachodzą go depresje, przez pewien czas sypia i mieszka w parku narodowym. W każdym razie kiedy zawiera z matką dziecka ugodę odnośnie prawa do opieki, ma zupełnie siwe włosy.

TWORZENIE LEGENDY

Przez długi czas niewiele było wiadomo, co dokładnie działo się w umyśle Juliana Assange'a. Nie wyjaśnił nawet kwestii swojego wieku. Za to puścił w obieg absurdalną historię tłumaczącą, jak osiwiał. Rzekomo miał tu odegrać rolę pewien eksperyment techniczny, tomografia głowy.

Ale od wiosny 2010 roku przekazuje światu coraz więcej informacji na temat własnego życia, naturalnie na swój sposób. Julian Assange sam opisuje dużą część swojego dzieciństwa następująco. Wyglądało to trochę jak w świecie Tomka Sawyera. "Miałem własnego konia. Zbudowałem tratwę. Chodziłem na ryby. Właziłem do szybów i tuneli".

Assange nie mówi wiele o swoich młodych latach, ale to, co mówi, jest bardzo obrazowe. Dlatego łatwo zapada w pamięć. Wiedząc, że Assange wprost drobiazgowo przygotowuje się do konferencji prasowych i w czasie swoich wystąpień publicznych stara się niczego nie pozostawiać przypadkowi, można przypuszczać, że również porównanie z urwisem z powieści Marka Twaina wybrał po starannym namyśle. Postać Tomka Sawyera jest sympatyczna i u większości ludzi budzi podobne skojarzenia: obraz czującego bliską więź z naturą, sprytnego chłopca, który psoci raz za razem, ale na którego nie można naprawdę się gniewać.

Natomiast przeciwnicy Assange'a uważają go za kogoś bardzo niebezpiecznego, kto zagraża bezpieczeństwu narodowemu. Media mówią o "złoczyńcy w typie Jamesa Bonda".

Kto dzisiaj widzi Juliana Assange'a w mediach i szuka porównania, temu przychodzą na myśl raczej postacie z dreszczowców, filmów science fiction albo ze świata sztuki, jak Andy Warhol, niż ktoś taki, jak związany z naturą poczciwy urwis.

Granice między krzywdą i psotą Julian Assange nakreśla już jako młody haker - nie widzi niczego złego w ujawnianiu informacji.