1
NA POCZĄTKU BYŁA NAZWA
Aby zrozumieć ideę narodu i jej ogromną sprawczą, ale i destrukcyjną moc, należy spojrzeć w księgę jej historii. Co można z niej wyczytać? To przede wszystkim, że národnost jest "owocem nowszych czasów" (Kollár 1839: 58), że w XIX wieku idea narodu była nowością, bez precedensu w historii (Hobsbawm i Ranger 1983: 7). Wcześniej zaś liczyła się jedynie przynależność do wspólnoty miejskiej, wiejskiej, państwowej, religijnej, ale nie narodowej. Polityczna świadomość zbiorowa pojawiła się wraz z koncepcją suwerennej wspólnoty politycznej, communitas regni. Niemal równocześnie ukształtowało się polityczne pojęcie patria [serb. otadžbina; niem. Vaterland], przy czym chodzi tu najczęściej o klasowy "patriotyzm państwowy", z którym łączy się kategoria fidelitas ["lojalność polityczna"]. Oznacza to, że chociaż w czasach średniowiecza i nowożytności człowiek do pewnego stopnia był świadomy swojej przynależności do jednego narodu, nie była ona dla niego politycznym atrybutem społeczeństwa, ani też nie stanowiła ośrodka jego politycznej lojalności (Suppan 1999: 25).
W XIX wieku dla większości mieszkańców Europy Środkowej idea narodu była jeszcze nieznana i niezrozumiała. Z tego powodu w słoweńskim czasopiśmie "Kmetijske in rokodelske novice" w latach 1844-1851 publikujący w nim autorzy zmuszeni byli wyjaśniać różnicę między słowami: narodno - "narodowe" i nerodno - "niezdarne" (zob. Jezernik 2008: 27-28; 2014b: 30). Podobne problemy ze zrozumieniem koncepcji narodu pojawiały się w innych częściach Europy Środkowej (zob. np. Fishman 1972: 6; Iggers 1986: 136-138; Kořalka 1991: 218; Deák 1992: 14). Czeski prawnik i polityk František August Brauner, uczestnik Pierwszego Kongresu Wszechsłowiańskiego w Wiedniu, w 1848 roku, podczas spotkania, na którym nieobecni byli Polacy, opowiedział następującą anegdotę: Gdy pewną osobę pochodzącą z zachodniej Galicji zapytano: "Czy Polacy to chłopi?", odpowiedziała ona: "Jesteśmy narodem o pokojowym usposobieniu", kolejne pytanie: "W takim razie jesteście Niemcami?", kwitując stwierdzeniem: "Jesteśmy przyzwoitymi ludźmi" (Namier 1944: 107). Ponieważ wszystkie wydarzenia w Europie wprawiała w ruch idea narodu, Jugosłowianie nie mogli pozostawać w tyle: oni także chcieli się rozwijać i emancypować (L. S. 1866: 323).
Idea narodu była dziełem nielicznych budzicieli narodu, poetów, filozofów, historyków i filologów, którzy stworzyli kolektywnego ducha swego narodu i za pomocą retoryki emocji, sugestywnej symboliki i teatralnych rytuałów zjednywali dla niej zwolenników, czyli nacjonalizowali społeczeństwo (Mitrović 1918: 23). Tylko przebudzenie całego narodu z wielowiekowego snu, twierdzili oni, umożliwi nieskrępowany rozwój wszystkich jego sił i przyłączenie się do rywalizacji w dążeniu do postępu. W relatywnie krótkim czasie idea narodowa okazała się potężną, wcześniej nieznaną, mobilizującą siłą, przewyższającą lojalność dynastyczną czy przynależność religijną. Czeski poeta i archeolog Jan Erazm Wocel w artykule poświęconym historii Słowian połabskich treściwie scharakteryzował nowe poglądy na temat znaczenia kategorii narodu po 1849 roku: "W narodzie chwała i życie, bez narodu potop i wieczna śmierć!" (Wocel 1849: 127).
Kiedy słowo "naród" zaczęło pojawiać się jako hasło na sztandarach, nastąpił koniec starego porządku europejskiego. Kanclerz Austrii, hrabia Friedrich Ferdinand von Beust, stwierdził z rezygnacją, że nie widzi już Europy ["Ich sehe kein Europa mehr"] (Doering-Manteuffel 2010: 101). Dominacja idei narodowej spowodowała, że w połowie XIX wieku geopolityczną mapę Europy zaczęto kreślić według nowych zasad. Przykładowo hrabia Cavour twierdził, że Włochy to nie tylko pojęcie geograficzne, jak zwykł mawiać książę Metternich, lecz fakt polityczny.
Aby wyobrażone Królestwo Słowian Południowych mogło się urzeczywistnić, musiało ono najpierw otrzymać nazwę. Nastąpiło to w 1849 roku, kiedy po raz pierwszy zostało określone mianem Jugosławii. Chociaż nadal panuje przekonanie, że nazwa ta powstała w Chorwacji, zaś jej pomysłodawcą był biskup Josip Juraj Štrosmajer - "przez ponad pół wieku niekoronowany król myśli jugosłowiańskiej" (Borovnjak 1936: 24), zdaniem wielu autorów powstała ona w Belgradzie (zob. np. Šišić 1937: 82). Inni znów za ojca chrzestnego Jugosławii uznają władykę i władcę Czarnogóry - Petra Petrovicia Njegoša, który swój dramat Lažni car Šćepan Mali [Samozwańczy car Šćepan Mali], oddany do druku w Zagrzebiu w 1851 roku, opatrzył dopiskiem: "w Jugosławii" (zob. np. Stojković 1850: 144; Novak 1930: xxvii). Jednak nazwa "Jugosławia" [Jugoslavija1] po raz pierwszy pojawiła się w tekście opublikowanym w wychodzącym w Lublanie dzienniku "Slovenija", z piątku 19 października 1849 roku (Bukovšek 1849: 333).
Podpisany nazwiskiem Bukovšek autor stwierdza w artykule, że nie interesują go kwestie polityczne, lecz zjednoczenie na gruncie literackim Jugosłowian zamieszkujących Austro-Węgry. Z tego powodu, powołując się nie na oręż, "lecz jedynie na duchową, literacką wzajemność", i afirmując "jeden jedyny jugosłowiański język literacki", ich język określa wspólnym mianem języka jugosłowiańskiego (Bukovšek 1849: 333). Język jugosłowiański, a tym samym więzi z jugosłowiańskim "drzewem rodowym" jego zdaniem powinni uznać także Słoweńcy, którzy będąc niewielkim liczebnie narodem, posiadającym wielu nieprzyjaciół, potrzebują silnego sojusznika, jakiego już posiadają dzięki temu, że stanowią "gałąź ogromnego, potężnego rodu Jugosłowian".
Naszą powinnością jest troska o to, by gałąź ta nie złamała się i w sposób naturalny nie obumarła, co zaszkodziłoby całemu drzewu. Gdy odetniemy jakąś część ciała, szybko zgnije ona albo się rozpadnie, a reszta ciała będzie wegetować, z trudem czyniąc swoje powinności. Tak też oddzielenie Słoweńców od reszty Jugosławii skaże nas na egzystencję i rychłe wymarcie, co już spotkało, pożal się Boże, wielu naszych zniemczonych sąsiadów w Karyntii i Styrii, zaś pozostałą część Jugosławii osłabi (Bukovšek 1849: 333).
W tym czasie także inni Słowianie z monarchii habsburskiej opowiadali się za wzajemnością słowiańską w kulturze oraz w polityce. Wśród Słoweńców największą aktywność w tym względzie wykazywało stowarzyszenie "Slovenija" [Słowenia] w Grazu. Jego działacz Matija Majar w 1848 roku w specjalnym memoriale wyłożył ideę potrzeby zjednoczenia z Chorwacją, Słowenią i Dalmacją. Dobrym przykładem współpracy najwyższych przedstawicieli narodów jugosłowiańskich było wyniesienie do godności bana barona Josipa Jelačicia, co uczynił patriarcha Josif Rajačić, zaś władyka Petar Petrović Njegoš złożył obejmującemu urząd serdeczne gratulacje: "Ovdje svako, malo i veliko, moli ti Boga za zdravlje i srećan uspjeh" [Tutaj każdy, nisko czy wysoko postawiony, modli się do Boga o Pańskie zdrowie i pomyślność]. Sam ban Jelačić przy tej okazji oświadczył uroczyście: "Wszyscy jesteśmy jednym narodem!". Biskup Štrosmajer w 1848 roku pisał, że najważniejszym "zadaniem Jugosłowian jest zbliżenie, porozumienie i zjednoczenie". Przybyli do Wiednia w 1850 roku na zaproszenie Vuka Karadžicia słoweńscy, chorwaccy i serbscy intelektualiści porozumieli się w sprawie wspólnego języka literackiego. Podobne spotkania miały miejsce w Zagrzebiu i w Lublanie. Podczas nich, poza kwestiami literackimi, w dyskusjach podnoszono także kwestie "ostatecznej jedności" (Borovnjak 1936: 22-23).
Pochwała sławnej przeszłości
"Nowa idea jednego, niepodzielnego i niezmiennego narodu, zrodzonego z prastarego ducha ludu, potrzebowała (...) uzasadnienia przez homogeniczny, spójny w sobie, oczyszczony z wątpliwości i niepewności obraz dziejów, z którego można by wyczytać daną przez los ciągłość, usprawiedliwiającą naród po wsze czasy" (Schulze 2012: 157). Wspólna nazwa i wspólny język to warunki sine qua non w procesie konstytuowania się narodu, ale aby wspólnie podążać ku świetlanej przyszłości modernizacji i postępu, konieczna była także znajomość jego sławnej przeszłości. Naród, który nie wie, skąd przychodzi, nie może przecież wiedzieć, dokąd zmierza. Pamięć o czasach minionych była impulsem do pokonywania trudności i bolączek dnia codziennego, pozwalała skierować spojrzenie w lepsze jutro. Najprawdopodobniej właśnie takie przekonanie przyświecało słoweńskiemu politykowi Lovro Tomanowi, kiedy stwierdzał: "Przyszłość jest córą teraźniejszości i przeszłości" (Toman 1862: 9).
Czerpiąc z legend o słynnych wydarzeniach i znakomitych postaciach historycznych, członkowie wspólnoty narodowej budowali poczucie własnej wartości w odniesieniu do innych nacji i uczyli się solidarności, uczestnicząc w ten sposób w procesie kulturowej homogenizacji i różnicowania Swoich i Innych. Wydarzenia te i postaci były starannie dobierane na potrzeby nauki o historii. Budziciele narodu tworzyli jego mityczną przeszłość, eksponując w niej to, co wzniosłe, majestatyczne, a pomijając to wszystko, co haniebne czy niechlubne. Chociaż przywódcy narodowi nie mówili o tym głośno, ich decyzje przyczyniały się do propagowania określonych ideologii politycznych i filozoficznych, określonych potrzeb społecznych, politycznych i kulturowych. Przeszłość stanowiła rezerwuar wydarzeń i postaci, o których członkowie wspólnoty narodowej mieli pamiętać albo o których mieli zapomnieć. "Pamięć - pisał James Young - nigdy nie formuje się w próżni: powody pamiętania nigdy nie są nieskazitelne" (Young 1993: 2). W swoim często przywoływanym wykładzie na paryskiej Sorbonie w 1882 roku francuski filozof i lingwista Ernest Renan stwierdzał, że zapomnienie jest istotnym czynnikiem w procesie formowania narodu. Każdy naród musi mieć swoją historię, swoją pamięć zbiorową. Jednak wybór postaci i wydarzeń z przeszłości, które społeczność danego narodu powinna znać, w sposób nieuchronny wiedzie do wskazania tych, które muszą zostać zepchnięte w zbiorową niepamięć (Renan 1882: 7-8). Tam gdzie istnieje ogromne zapotrzebowanie na usługi przeszłości, prawda traci wartość (Plumb 1969: 32; por. Čolović 2008: 119-132). Pod koniec XIX i na początku XX wieku ożyła pasja zgłębiania genealogii, upowszechniła się potrzeba rekonstruowania przeszłości narodowej, którą z założenia otacza splendor chwały i która nierzadko jawi się jako utracony raj. Wielu badaczy poszukiwało zapomnianych informacji o własnej literaturze, sztuce, muzyce i obyczajach ludowych (Jászi 1929: 259).
Wiedza na temat przeszłości narodu i tradycji umożliwiała dotarcie do wiedzy o sobie i o statusie własnej nacji jako członka wspólnoty międzynarodowej. W ten sposób rodził się żywy związek między teraźniejszością a przeszłością, ustępowało zwątpienie, ożywała nadzieja, usilnie pracowano nad tym, aby obudzić bezgraniczną miłość do własnego narodu, jego kultury i przeszłości, wyrażaną poprzez naukę, pracę, a w razie konieczności nawet gotowość do walki (Jezernik 2014b: 25).
Działacze narodowi kreowali przeszłość zgodnie ze swoimi poglądami, projektując w przyszłość drogę jej rozwoju2. Ponieważ w XIX wieku kraje słowiańskie były "zacofane", "nierozwinięte" i "uśpione", a ich społeczeństwa pozostawały daleko w tyle za Zachodem Europy, tkwiąc jeszcze w okresie "dziecięcym", bez rozwiniętego nowoczesnego przemysłu, instytucji: kolei i systemu oświaty, budziciele narodowi zainspirowani duchem "wieku cudów" (Jezernik 2014b: 11) wyobrażali sobie historię jako drabinę umożliwiającą wspinaczkę od niższych do wyższych szczebli rozwoju (Berend 2003: 1). "Niemcy - głosił czeski poeta - dotarli już do swojego dnia, Anglicy do swojego południa, Francuzi do swojego popołudnia, Hiszpanie - swojej nocy, a Słowianie stoją, jak dotąd, u progu poranka" (cyt. za: Evans 1878: 32).
Patrioci, którzy pilnie i ofiarnie pracowali na rzecz duchowego i materialnego dobrobytu swojej nacji, zdawali sobie sprawę z roli, jaką w kształtowaniu tożsamości narodowej odgrywała historia, której świadomość legitymizowała nowe wspólnoty polityczne. W tych wysiłkach wydatnie wspierała ich nauka (zob. np. Jászi 1929: 264-265; Bartulović 2013: 140), prezentując nowe grupy polityczne (nacje) jako coś, co istniało od zawsze. Romantyczny historyzm przejawiający się w badaniu życia narodów w odległych epokach dostarczał dowodów na ciągłość uczuć i idei narodowych. Entuzjaści zmagający się z tym wyzwaniem większą uwagę poświęcali jednak randze dowodów aniżeli krytyce źródeł, jak na przykład pewien węgierski naukowiec, który "udowodnił", że biblijny Adam był Węgrem3 (Jászi 1929: 264). Historycy dostarczali interpretacji prawdziwej historii narodowej, zaś etnografowie poświęcali szczególną uwagę odkrywaniu autentycznych, czy też różnicujących, elementów materialnej kultury ludowej, ludowych obyczajów i zwyczajów, pieśni ludowych i sztuki. Prasa upowszechniała odkrycia naukowe, które podczas wystaw i ekspozycji muzealnych prezentowano jako niepodważalne i trwałe.
Ponieważ teraźniejszość nie stanowiła oparcia dla przebudzonej idei narodu, (południowi) Słowianie tworzyli swoje historyczne fundamenty w formie "utopijnej projekcji" (Schulze 2012: 158). Zgodnie z nią naród słowiański cieszył się wśród wszystkich innych największą sławą, co potwierdza najpopularniejsza interpretacja pochodzenia jego nazwy - slava czy Slava (Kollár 1824: 37; 1830: 19-20; 1839: 9, 59; por. Gardner Wilkinson 1848: I, 11). Jednak, ze względu na to, że słowo slava wskazuje na wojowniczość dawnych Słowian, niektórym nie do przyjęcia wydawała się teza, aby pokojowo nastawiony naród mógł obrać takie imię, dlatego źródła nazwy upatrywali w wyrazie "słowo" [slovo], który odróżniała od "sławy" [slava] jedna samogłoska. Słoweński duchowny katolicki i znawca gramatyki Franc Serafin Metelko dla przykładu entuzjazmował się myślą, że słowiańscy przodkowie swoich sąsiadów, Latynów, określali mianem Wołochów [Vlah, Vlahi], oznaczającym tych, którzy bełkocą [vlahvovati znaczyło dla nich tyle, co bełkotać], zaś Teutonów nazywali Niemcami, czyli tymi, którzy są niemi, w odróżnieniu od tego, który włada ich językiem, jak Sloven, czy Slovan, czyli osoba używająca słów (Metelko 1849: 13).
Gdy teraźniejszość lub znana przeszłość nie dostarczały powodów do narodowej dumy, najbardziej zagorzali zaczęli zgłębiać niezbadane dotąd obszary. Idąc za przykładem działaczy odrodzenia narodowego w całej Europie, (południowo)słowiańscy patrioci w swoim emancypacyjnym entuzjazmie za najstarszy język uznawali swój własny, będący językiem Adama i Ewy, co potwierdzało, ich zdaniem, imię pierwszego człowieka, Adama, pochodzące od słów: Od amo! [Chodź tutaj!], którym Bóg przywołał praojca do siebie. Natomiast imię pierwszej kobiety, Ewy, wzięło się od odpowiedzi: Evo je! [Oto i ona!], której Adam udzielił Bogu na pytanie, gdzie jest jego żona (Gardner Wilkinson 1848: I, 10-11). Wśród wielu słynnych Słowian, oprócz prarodziców, znaleźli się: Nabuchodonozor - najpotężniejszy król Babilonii, którego słowiańskość ma poświadczać imię: Ne buhod no tsar [Nie Bóg, lecz car] (Skene 1853: I, 61; Creagh 1876: I, 110-111) czy ujarzmiciel Europy - Napoleon. Jego imię z kolei, oznaczające: Na pole on, powstało rzekomo w sposób analogiczny do imienia pramatki (Golovin 1854: II, 161). To, jak wielką sławą cieszyli się niegdyś Słowianie i jakim niewyczerpanym źródłem dumy była ona dla nich, poświadcza tłumaczenie nazwy Wiednia, w tamtych odległych czasach określanego mianem Widen, ponieważ był "wendo-serbską wioską"4. Berlin stanowił ich schronienie [od słowa brlog - barłóg, leże, kryjówka dzikiego zwierzęcia], w którym wypasali bydło, zaś Lipsk był ich ołtarzem, pod rozłożystymi lipami którego czcili boga Peruna - władcę nieba, "podczas gdy Niemcy w osobie bogini Huldy oddawali cześć żabie" (Nenadović 1889: 134).
Na potęgę tychże sławnych imion i chwalebną przeszłość narodu słowiańskiego nie pozostawali obojętni ani cudzoziemcy, ani sami Słowianie. Dla wielu z nich był to miód na serce, dzięki któremu zapominali oni o swojej historycznej niedojrzałości i ulegali marzeniom o modernizacji i postępie. Budziciele narodowi z podziwem patrzyli na Zachód, dostrzegając jednocześnie zacofanie i anachronizm społeczeństwa opartego na tradycyjnych wartościach. Modernizacja była powszechnie pożądanym celem, trudnym do osiągnięcia poprzez utrwalanie owych idei. Zgodnie bowiem z definicją modernizacja jest etapem rozwoju, w którym odchodzi się od tradycyjnych norm i wartości społecznych w celu osiągnięcia postępu, dlatego też przebiega ona w wyraźnej opozycji do tradycji i tradycjonalizmu (Smith 1999: 708; zob. także Lewellen 1992: 152-154). Świadomi trudów przedsięwzięcia, budziciele narodowi sądzili, że cel ten można osiągnąć wyłącznie dzięki pomocy herosów, w których obfitowała tradycja. Przecież gdyby Królewicz Marko5 nie spóźnił się na bitwę kosowską, bieg historii byłby zupełnie inny. A gdy obudzi się król Matjaž6, biada tym, którzy zło czynią Słoweńcom!
Król Matjaž zaczął wzdychać, Europa się trzęsie
Po klęskach w bitwach pod Solferino w 1859 roku i pod Sadową w 1866, następstwem których było powstanie nowych państw narodowych - Włoch i Niemiec, w monarchii habsburskiej podjęto wysiłki, aby powstrzymać niekorzystny rozwój wydarzeń. Wojna Austrii z Francją oraz z Prusami doprowadziła nie tylko do utraty zachodnich i północnych terytoriów przygranicznych, ale także umożliwiła otwarcie się wieloetnicznej monarchii na idee narodowe. Hrabia Friedrich von Beust przekonał cesarza Franciszka Józefa do zawarcia ugody z Węgrami, w rezultacie której powstała podwójna monarchia. Dualizm wcielono w życie pod koniec 1867 roku, wbrew sprzeciwom Słowian: słoweńscy politycy Luka Svetec i Lovro Toman określili dualizm mianem "mogiły naszego życia" (Bohinjec 1918: 1). Nowo powstałe cesarstwo, składające się z Królestw i Krajów w Radzie Państwa Reprezentowanych (części "austriackiej") oraz z Krajów Korony Świętego Stefana (części węgierskiej), miało wspólnego władcę, Jego Cesarską i Królewską Apostolską Wysokość, który dowodził armią, flotą morską i odpowiadał za politykę zagraniczną, zaś austriacki rząd w Wiedniu i węgierski w Budapeszcie, każdy w swojej części monarchii, otrzymały niemal równorzędny status. Ugoda austriacko-węgierska rozdzieliła Słowian granicą państwową, Czesi i Słoweńcy znaleźli się po jej jednej stronie, zaś Słowacy i Chorwaci po drugiej. Redaktor czasopisma "Slovenski narod" Josip Jurčič w artykule z 15 października 1870 roku wyjaśniał znaczenie konsekwencji systemu politycznego, jakim był dualizm, dla idei wzajemności słowiańskiej następująco:
Ukuli dualizm i od tego czasu jakby ściana wyrosła między nami i naszymi południowymi braćmi: my jesteśmy "cis", oni są "trans", a każdy z nas jest dla drugiego "ausland"7 i jeśli zamówimy gazetę z Chorwacji, musimy zapłacić krajcar, by okupić pokonanie tej przeszkody. Staliśmy się sobie obcy, co nie jest dobrą wróżbą na przyszłość (J- 1870: 1).
O sytuacji, w jakiej znalazła się większość Słowian po zawarciu ugody austriacko-węgierskiej, dobitnie świadczy wypowiedź przypisywana kanclerzowi Beustowi: "Słowian trzeba przyprzeć do muru!" ["Man muss die Slawen an die Mauer drücken"] (Komitet vystavki 1867: 370; Clementis 1943: 47-48). Wielu Słoweńców w taki właśnie sposób postawionych pod ścianą z lękiem myślało o przyszłości. W ukazującym się od 1867 roku w Mariborze konserwatywnym tygodniku katolickim "Slovenski gospodar" czytamy, że większość słoweńskich patriotów z zapartym tchem czekała na ostateczne rozstrzygnięcie, a nastroje słoweńskiego społeczeństwa najdosadniej wyrażały słowa France Prešerna "Na polu stare pnie Słowiaństwa gniją"8 (Bez podpisu 1867: 1). Przeszyci lodowatym tchnieniem germanizacyjnego ucisku, jedyny ratunek widzieli oni we wsparciu innych Słowian. W takim nastroju 29 grudnia 1869 roku Fran Levec pisał do Janka Kersnika, że Słoweńcom nie jest potrzebna literatura naukowa, lecz jedynie beletrystyka i podręczniki. "Po co nam książki naukowe? I tak nie mamy przed sobą żadnej przyszłości! Staniemy się Prusakami albo Rosjanami!" (Prijatelj 1940: 48).
Działania Austrii i Węgier nie pozostawały jednak bez echa. Podział państwa wywołał ogromne niezadowolenie Słowian, którzy pod względem ilościowym przeważali nad innymi narodami c.k. monarchii. Czeski historyk i polityk František Palacki stwierdził, że dzień, w którym ogłoszono dualizm, stał się jednocześnie dniem narodzin panslawizmu w jego mało przyjaznej formie (Prelog 1931: 35). Zwiększenie nacisku na Słowian nasiliło także ich opór (Hribar 1929: 189). "Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie" - głosi przysłowiowa mądrość, którą zignorowali Beust i jego rząd, przekonani, że dysponują wystarczającą siłą, by móc powstrzymać rozwój wydarzeń. Był to błąd o dalekosiężnych skutkach. Autor artykułu Czy jest jeszcze nadzieja, opublikowanego w czasopiśmie "Slovenski gospodar", wyjaśniał, że słowiański olbrzym, o którym dotąd myślano, że niczym król Matjaž jedynie pozwala swojej brodzie rosnąć do momentu, aż dziewięć razy owinie kamienny stół, zaczął wzdychać, a od jego (braterskich) westchnień zadrżała "starzejąca się Europa" (Bez podpisu 1867: 1).
Po zawarciu ugody polityczna działalność słoweńskich parlamentarzystów i słoweńskiej inteligencji była skoncentrowana na rozwiązywaniu problemów narodowych. Ze względu na swą małą liczebność w parlamencie wiedeńskim byli oni zmuszeni do szukania sojuszników, a gdy ich znaleźli, wśród przedstawicieli innych narodów słowiańskich zrodziła się potrzeba zjednoczenia Słowian i wzmocnienia oporu przeciwko germańsko-węgierskiemu uciskowi (Tuma 1912: 228). Chociaż w Jugosłowianach widzieli oni swoich "braci", w istocie znali ich bardzo słabo. O stopniu tej nieznajomości świadczy wspomnienie oficera wojska austriackiego, z pochodzenia Słoweńca, który w 1866 roku podróżując z Zemunu do Belgradu, ujrzawszy na Sawie statek z trójkolorową flagą, nie potrafił stwierdzić, czy jest to flaga serbska, czy turecka. Gdy zaś dowiedział się, że flaga jest symbolem Księstwa Serbii, jego serce mocniej zabiło, ponieważ pierwszy raz w życiu zobaczył statek pod słowiańską banderą (Bez podpisu 1866: 96).
Idea narodowa zaczęła obejmować coraz szerszy zasięg, stając się, dzięki procesom demokratyzacji, środkiem mobilizacji wszystkich warstw społecznych. W procesie materializacji tej idei największy udział miała przelana na polach walki krew, jakby tylko ona mogła rozbudzić wyobraźnię narodów i tchnąć w tę ideę życie. Do tego celu przydatna była każda wojna, nie tylko ta, w której uczestniczyły masy ludowe, ale także taka, dzięki której naród mógł się opowiedzieć za zwycięstwem jednej ze stron, łącząc je z możliwością urzeczywistnienia swoich snów. W ten sposób wojna francusko-pruska rozbudziła wśród Słowian południowych z Austro-Węgier sympatie dla idei jugosłowiańskiej. W obliczu dylematu, "które carstwo wybrać"9, wśród Słoweńców przeważało stanowisko, że jedyną gwarancją ich trwałej i godziwej przyszłości jest zjednoczenie z pozostałymi Jugosłowianami z monarchii.
Według historyka Vasilija Melika w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XIX wieku słoweńscy intelektualiści interpretowali wydarzenia polityczne przez pryzmat konfliktów i rywalizacji trzech wielkich grup: ludów romańskich, germańskich i słowiańskich (Melik 1997: 17-18; zob. Ušeničnik 1914b: 290). Zgodnie z tym przekonaniem w liberalnym dzienniku "Slovenski narod" interpretowano wojnę francusko-pruską jako zwycięstwo Niemców nad narodami romańskimi i przewidywano konflikt Niemców i Słowian, w którym ci drudzy będą zmuszeni do walki "nie tyle o dominację, lecz o wyzwolenie spod ucisku tego "cywilizowanego" ludu" (Bez podpisu 1870c: 1). Dla zdecydowanej większości zwycięstwo Prus w wojnie z Francją było gromem z jasnego nieba o nieprzewidywalnych skutkach dla politycznej architektoniki Europy. Upadek Paryża odbił się w niej szerokim echem. W Austrii umocnił się kurs pangermański i gwałtownie wzrosły wpływy Niemiec. Częste niemieckie manifestacje nacjonalistyczne, podczas których fetowano pruskie zwycięstwa, budziły przerażenie w austriackich Słowianach, którzy obawiali się haseł o ich "narodowej śmierci" głoszonych przez zwolenników rodzącego się prusjanizmu (Bez podpisu 1870b: 2-3). Idea wspólnej jugosłowiańskiej przyszłości jako bastionu przeciwko niemu nabrała żywotnych sił. Jugosłowianie żyjący w podwójnej monarchii poczuli potrzebę, by "podać sobie dłonie jak brat bratu i viribus unitis, zgodnie z prawem dążyć do osiągnięcia tego, na co samodzielnie żadne plemię nie może mieć nawet nadziei" (Bez podpisu 1870e: 398).
Na początku wojny francusko-pruskiej redakcja konserwatywnego czasopisma "Novice gospodarske, obrtniške in narodne" opowiedziała się po stronie Prus. Dzień po wybuchu wojny odpowiedzialność za nią przypisała ona "aroganckiemu" cesarzowi Napoleonowi III, który rzekomo za wszelką cenę dążył do wojny, gdyż chciał rozkazywać całej Europie i z tego powodu trzeba było dać mu nauczkę (Bez podpisu 1870a: 235). Natomiast w czasopiśmie "Slovenski narod" już od pierwszych miesięcy wojny wyrażano przekonanie, że wygrana Prus byłaby równoznaczna ze zwycięstwem austriackich Germanów nad Słowianami. W obawie przed niemiecką arogancją słoweńscy i chorwaccy politycy wspólnie dyskutowali o idei jugosłowiańskiej. Podczas spotkania w miejscowości Sisak 8 listopada 1870 roku zadecydowano o podjęciu działań w celu utworzenia odrębnej wspólnoty wszystkich Jugosłowian, która na mocy chorwackiego prawa państwowego miała zostać przyłączona do Węgier i pozostawać w granicach monarchii habsburskiej (Radojčić 1928: 94). Jednak podczas ostatniego zjazdu, który odbył się 1 grudnia tego samego roku w Lublanie, uczestnicy spotkania nie poparli owego planu i na żądanie Słoweńców odstąpili od podjęcia jakiejkolwiek prawomocnej decyzji. Jako "uczciwi austriaccy obywatele" uchwalili oni rezolucję, znaną jako jugosłowiański program lublański, w którym była mowa o "jednoczeniu sił moralnych i materialnych Słowian południowych na płaszczyźnie literackiej, ekonomicznej i politycznej". Południowi Słowianie w monarchii habsburskiej planowali tak pokierować swoją działalnością, by móc zaspokajać potrzeby "braci za granicą, tworzących z nami jeden naród" (Bez podpisu 1870d: 1; Lončar 1912: 353-354).
Rezolucję lublańską, będącą pierwszą próbą urzeczywistnienia jugosłowiańskich snów, poparli austro-węgierscy Słowianie, z wyjątkiem Svetozara Mileticia, posła w parlamencie węgierskim i chorwackim, jednego z organizatorów zgromadzenia założycielskiego organizacji Zjednoczona Młodzież Serbska [Ujedinjena omladina srpska], a następnie przewodniczącego Towarzystwa Wyzwolenia i Zjednoczenia Serbskiego w Cetyni [Družina za oslobođenje i ujedinjenje srpsko na Cetinju]. Okazało się, że ani "odwieczne marzenia", ani lublańska rezolucja nie powstały w próżni, lecz wyłoniły się w trakcie walk politycznych w drugiej połowie XIX wieku. Miletić, o wiele bardziej radykalny od swoich słoweńskich i chorwackich kolegów, w lublańskiej rezolucji autorstwa słowiańskich polityków z Austro-Węgier widział jedynie angażowanie własnej energii i własnego narodu "do czegoś, co nie ma przyszłości". Czym - pytał polityk - jest dzisiaj monarchia habsburska? W odpowiedzi wyjaśniał, że obecnie jej "już nie ma", w rzeczywistości bowiem istnieją tylko "dwa państwa: imię, które pierwsze otrzymało podczas chrztu, jest nieznane, zaś nazwa drugiego wywodzi się od korony, a nie od narodu; pierwsze państwo się rozpada, a drugie upada"10 (Bez podpisu 1870d: 1; zob. także Milutinović 1931: 6). Jednak wskazane przez polityka przyczyny nie do końca znajdowały potwierdzenie w rzeczywistości. Jak sam wyjaśniał w artykule opublikowanym w czasopiśmie "Zastava" z 22 listopada 1870 roku, Trojedinica11 nie mogła i nie powinna stać się "ośrodkiem krystalizacji południowej Słowiańszczyzny, przyciągającym ludność pozostającą w Starej i Nowej Serbii, Bośni, Hercegowinie i Dalmacji" (M-ć 1870: 1). Innymi słowy, dla Svetozara Mileticia, "przede wszystkim" Serba i nacjonalisty (Milutinović 1931: 15-16), jedność południowych Słowian bez Serbów z Serbii, Bośni, Hercegowiny i Czarnogóry nie była jednością. Dlatego też, jak stwierdzał, "jeżeli znalazłyby się inne rozwiązania, wówczas dysponujemy krwią, pieniędzmi, entuzjazmem i poświęceniem, w przeciwnym razie nie mamy nic" (Bez podpisu 1870d: 2).
Przyczyną nieprzychylnego stosunku Mileticia do rezolucji lublańskiej były różnice w sposobie postrzegania jedności Słowian południowych: podczas gdy jego chorwaccy i słoweńscy koledzy, zwolennicy legitymizmu, zwróceni byli ku zachodowi, rewolucyjne spojrzenie serbskiego polityka skierowane było na południe (Radojčić 1928: 92, 101). Jak pisała słoweńska prasa, był on przeciwny programowi lublańskiemu, jeszcze zanim się z nim zapoznał, ponieważ jego ideałem, w odróżnieniu od polityków chorwackich i słoweńskich o poglądach jugosłowiańskich, była "wielka korona serbska" (Bez podpisu 1870f: 415).
Jugosłowiańska mobilizacja
"Jak okiem sięgnąć - wszędzie absolutny spokój, od dawna już w przestrzeni polityki wewnętrznej i zewnętrznej nie panował taki porządek jak obecnie" - pisał 10 lipca 1875 roku austro-węgierski ambasador na dworze w Berlinie Aloys von Seiller (Wertheimer 1913: II, 248). Ten idylliczny obraz zakłócił wybuch powstania w Bośni i Hercegowinie 9 lipca 1875 roku12. Chociaż władze i opinia publiczna nie przydawały mu jakiegoś szczególnego znaczenia, wystrzał strzelby z Nevesinja wybrzmiał bardzo wyraźnie ponad wzgórzami Hercegowiny, "trafiając w samo serce tureckiego imperium" (Srbin Bosanac 1897: 6). Powstanie chłopskie stało się głównym tematem rozmów najwyższych urzędników państwowych, ale także rutynowych sprawozdań placówek dyplomatycznych na Półwyspie Bałkańskim. Ze względu na szeroki oddźwięk urosło ono do rangi walki "za krzyż święty i wolność złotą", walki na śmierć i życie.
W tłumienie powstania zaangażowało się trzech władców: cesarz Austrii, cesarz Niemiec oraz car Rosji, ale każdy z nich postrzegał powstanie ludności słowiańskiej na północnym zachodzie Imperium Osmańskiego przez pryzmat własnych interesów. Wydarzenia w tym rejonie wzbudzały szczególne zainteresowanie polityków Austro-Węgier i Rosji, dla których obszar ten stanowił ekspansjonistyczny cel.
W następstwie powstania w Bośni i Hercegowinie podwójna monarchia znalazła się pomiędzy Scyllą (zbyt) dużej liczby Jugosłowian w swoich granicach i Charybdą tworzenia w obrębie tychże granic wielkiego państwa jugosłowiańskiego, powstałego w rezultacie przyłączenia Bośni i Hercegowiny do Serbii i Czarnogóry (zob. np. Jakšić 1941: 2). Dylematowi, w obliczu którego stanęły Austro-Węgry, najwięcej uwagi poświęcała prasa, w opinii której wydarzenia te w mniejszym lub większym stopniu postrzegano jako przejaw nacjonalizmu, dzięki czemu znalezienie właściwego rozwiązania nie wydawało się trudne. Autorzy publikujący na łamach niemieckich gazet mieli poważne problemy ze wskazaniem pozytywnych cech hercegowińskich ustaszy (jak nazywano wówczas powstańców)13. W oczach dziennikarzy powstanie było "powstaniem" albo też, precyzyjniej, "rebelią wieśniaków próbujących uniknąć płacenia podatków" (Bez podpisu 1875i: 1226). Kilka dni po jego wybuchu prorządowy dziennik "Neue Freie Presse" rozpowszechniał pogłoski, jakoby ustasze rozwinęli flagę austriacką. Autor artykułu nie dawał temu jednak wiary, stwierdzając ironicznie, że nie chciałby mieć "współobywateli, którzy nie wkładają do spodni koszul i wycierają nosy w dłonie"; dla dopełnienia obrazu mrugał przy tym porozumiewawczo do czytelnika, konstatując, że najbardziej upodobali sobie oni obcinanie nosów swoim wrogom (Bez podpisu 1875b: 1). Na stronie tytułowej dziennika "Laibacher Tagblatt" autor artykułu Zur südslavischen Wechselseitigkeit [O wzajemności południowosłowiańskiej] stwierdzał, że powstanie w przygranicznych prowincjach "Turcji" ujawniło "najbardziej szkaradne oblicze ludzkiego charakteru", czyli "okrucieństwo i zdziczenie" tamtejszej ludności (Bez podpisu 1875n: 1-2). Słowem, hercegowińscy ustasze na łamach prasy wiedeńskiej zostali zaprezentowani jako ludzie prymitywni i pozbawieni wszelkiej kultury.
Niepowodzenie władz osmańskich, którym nie udało się w krótkim czasie stłumić powstania, wywołało niepokój wiedeńskiej i budapeszteńskiej prasy. "Dzikusy" z Hercegowiny zaistniały na jej łamach w całej swojej okazałości, zaś czytelnicy gazet mogli wyraźnie poczuć "złowrogi pansłowiański strach i jego krwawe oblicze na południu" (Bez podpisu 1875h: 2). W przypadku zwycięstwa rebeliantów i konieczności wycofania się państwa osmańskiego z Bałkanów opuszczone tereny stałyby się częścią Księstw: Serbii i Czarnogóry pod auspicjami Rosji. Tymczasem dominacja ludności słowiańskiej na Półwyspie Bałkańskim, stwierdza autor w dalszej części artykułu na tytułowej stronie wiedeńskiego dziennika "Neue Freie Presse", zagroziłaby ludności niemieckiej w Austrii. Po takim wstępie retorycznie zapytuje: "Czy Austro-Węgry mogą sobie pozwolić na to, by ich granice dzieliły ziemie jugosłowiańskiego królestwa?" (Bez podpisu 1875b: 1).
Wraz z rewolucją marcową w 1848 roku w Cesarstwie Austrii zagościła demokracja, ta zaś szła pod rękę z nacjonalizmem. W taki właśnie sposób w krajach sędziwego cesarstwa wybuchła Wiosna Ludów. Nacjonalizm w Austrii nie rozwijał się jednak według wzorca zachodniego i nie stanowił siły integrującej (Jezernik 2014: 19) - wśród wielości różnych narodów nawet dwa nie podążały wspólną drogą. Płynąca wzburzonym morzem nowoczesności austriacka łódź nadal miała jednego sternika (cesarza i króla), lecz każdy z wioślarzy (elity narodowe) spoglądał w innym kierunku. Zamieszanie, które zapanowało w podwójnej monarchii w drugiej połowie XIX wieku, przedstawiono obrazowo w piśmie "Slovenec": "Węgrzy ciążą ku Konstantynopolowi, Niemcy ku Berlinowi, Słoweńcy sympatyzują z Serbami; Chorwaci nie chcą słyszeć o Serbach; Czesi opowiadają się za Rosjanami, podczas gdy Polacy nie chcą na nich nawet patrzeć; Rusini zaś zawsze chcą tego, czego nie chcą Polacy" (Bez podpisu 1877a: 1).
W tej sytuacji podzielone były także zdania na temat powstania hercegowińskiego. Na przykład w węgierskiej części Austro-Węgier organizowano manifestacje poparcia dla "dzielnego narodu tureckiego" i zbierano datki na jego rzecz (Rüffner 1877: 292). Porwani zapałem studenci z Pesztu przesyłali sułtanowi i jego dowódcom wojskowym memoriały, w których przypisywali władzom osmańskim "szlachetne pobudki", zaś osmańskich żołnierzy określali mianem "bojowników o europejską cywilizację" (Pelagić 1880: 73). W tym czasie odważnych słoweńskich działaczy narodowych rozpalał epicki heroizm ustaszy, "którzy orężem zapisywali karty słowiańskiej historii" (Bez podpisu 1875c: 1) i z rozmachem projektowali w marzeniach cudowną przyszłość jugosłowiańskiego narodu. Romantyczne oczekiwania u najbardziej rozentuzjazmowanych marzycieli budziły nadzieję, że pole, jeszcze zanim zostało obsiane, wyda obfity plon w postaci rychłego wypędzenia "azjatyckich barbarzyńców na ich pustynie" i "wskrzeszenia na klasycznych fundamentach Półwyspu Bałkańskiego dawnej epoki klasycznej" (Bez podpisu 1875a: 1).
W czasopiśmie "Glas" wychodzącym w Goricy, w numerze z 3 września 1875 roku, który w zaskakujący sposób umknął oku cenzury, ukazał się artykuł na temat odmiennego stosunku do powstania w Hercegowinie ówczesnej dyplomacji europejskiej i rodzimych, wiejskich "dyplomatów" słoweńskich. Chłopi nadal myślą, stwierdza niepodpisany autor z okolic Goricy, że wykształceni ludzie nie tylko niewiele wiedzą o świecie, ale że są także łagodni i uczciwi. Powstanie w Hercegowinie okazało się probierzem dla niemieckich i węgierskich mężów stanu, będących, podobno, miłośnikami kultury, ale darzących Słowian szczerą nienawiścią. To zaślepienie było tak duże, że zmysł dyplomatyczny słoweńskiego chłopa przerósł umiejętności wysokich rangą mężów stanu.
Niech to kule biją, żeby nasz chłop w tym względzie dorównywał dyplomatom! Nie rozum, lecz serce jego jest lepiej wyedukowane, dlatego potrafi współczuć braciom swoim w cierpieniu. Nie zadaje już pytań, czy to słuszne i czy już nadszedł czas, by wygnać Turka z Europy do jego ojczyzny, Azji, bo wie, że chodzi już tylko o to, kto będzie panował na Południu. Dlatego każdy rząd, który w obliczu zrywu uciśnionych chrześcijan bierze stronę Turków, zostanie przez lud nieodwołalnie zdyskredytowany (Bez podpisu 1875j: 2).
Prasa słoweńska, która na bieżąco śledziła powstanie w Hercegowinie, konsekwentnie trzymała się swojej koncepcji politycznej, opartej na budzeniu świadomości narodowej Słowian i propagowaniu idei jugosłowiańskiej wzajemności. Dlatego też zryw powstańczy stał się dla publikujących na jej łamach autorów narzędziem propagowania idei (jugo)słowiańskiej, ale także tematem przedstawianym w sposób obiektywny. Na łamach czasopism pojawiały się epickie opowieści, przesycone mniej lub bardziej wiarygodnymi informacjami o cierpieniach rai chrześcijańskiej przyciskanej "tureckim jarzmem", o "tureckich barbarzyńcach" czy "tureckich krwiopijcach", a wielu dziennikarzy i reporterów wręczało wieńce laurowe "herosom, którzy prowadzili zaciekłą wojnę w obronie swoich świętości narodowych" (Pajević 1891: 114). Informacje o zwycięstwach ustaszy, które często wyolbrzymiano, pojawiały się na pierwszych stronach gazet, podczas gdy klęski jedynie zdawkowo wzmiankowano lub całkowicie pomijano. Przodował w tym szczególnie wychodzący w Zadarze "Narodni list", którego dziennikarze potrafili rozbudzić zainteresowanie opinii publicznej powstaniem już wtedy, kiedy było jeszcze wątłe i nieznaczące. Umiejętnie podtrzymywali jej uwagę nawet wówczas, gdy wygasało, i kiedy po kilku klęskach wydawało się, że zostanie stłumione.
Bywały tygodnie - pisał w swoich Wspomnieniach Dinko Politeo - kiedy odnosiło się wrażenie, że powstania nie ma, że władze tureckie je stłumiły. "Narodni list" nie próżnował. Ciągle podawano jakąś wiadomość, tylko po to, by Europie przypomnieć o powstaniu, a wynajdowano też sposoby, aby przyjść z pomocą ustaszom i zmotywować ich do działań. Wszystko to miało służyć podnoszeniu na duchu, budzeniu entuzjazmu, niezachwianej nadziei i wiary w sukces. Szczęście nie zawsze uśmiechało się do ustaszy; ale na łamach tygodnika "Narodni list" zawsze byli oni zwycięzcami. Turcy padali jak muchy! Gdyby policzyć wszystkich tureckich żołnierzy poległych w doniesieniach tej gazety, Turcja zostałaby bez wojska! (cyt. za: Biankini 1925: 23).
W związku z wydarzeniami w Hercegowinie wiele mówiło się i pisało o "jugosłowiańskiej nierozerwalności" (Bez podpisu 1875d: 250). Słoweńska prasa w Austro-Węgrzech oczekiwała, że Księstwo Serbii będzie aktywnie wspierać ustaszy. Szczególną stanowczością odznaczali się redaktorzy czasopisma "Slovenski narod", na łamach którego domagano się ze strony Serbii i Czarnogóry nie tylko bezinteresownej i jak największej pomocy "dla ich braci", ale bezpośredniego wyrażania "jugosłowiańskich przekonań i uczuć" (Bez podpisu 1875d: 250). W słowiańskiej prasie pojawiały się kierowane do Serbii i Czarnogóry apele, by wykazały się one bohaterstwem i wyzwoliły Bośniaków, w czym prym wiodło ukazujące się w Nowym Sadzie czasopismo "Zastava", niebędące zresztą jedynym, które takie wezwania publikowało. Ukazujący się w Goricy "Glas" ostrzegał księcia Czarnogóry oraz Serbię, powołaną do "wyzwolenia Jugosłowian pod serbskim sztandarem", że czeka ich hańba i potępienie, jeżeli nie okażą wsparcia swoim braciom, zgodnie ze składanymi im od wiosny do jesieni obietnicami. W przypadku stłumienia powstania - groził autor artykułu - na wybuch nowego trzeba będzie znów czekać całe dziesięciolecia (Bez podpisu 1875f: 2).
Postawa serbskiego rządu przed wybuchem powstania wywołała ogromne niezadowolenie jego przywódców. Niektórzy z nich skupieni wokół Miroslava Hubmajera jawnie je okazywali, grożąc, że Serbii nie przypadnie żadna część Bośni, a w przypadku "gdyby Czarnogóra nie otrzymała całej Bośni i Hercegowiny, myślą o ich podziale w taki sposób, aby Czarnogórze przypadły tereny na południe od Neretwy, zaś pozostała część - Chorwacji" (Ekmečić 1973a: 144).
Stawić opór historii
Pisząc o ustaszach w Hercegowinie i Bośni, słowiańska prasa w podwójnej monarchii, podobnie jak w obu Księstwach: Serbii i Czarnogóry, oprócz sformułowań: "bracia Słowianie" i "wzajemność słowiańska" często używała określenia: "jedność". Autorzy artykułów chętnie przywoływali przykre lekcje, których udzielała historia słowiańskich konfliktów, wzywając czytelników do ich zaprzestania. Na łamach czasopisma "Slovenski narod" Karel Slanc przekonywał Jugosłowian, aby ze względu na wielość negatywnych doświadczeń z bliższej i dalszej przeszłości stawili opór historii. Skoro, jak można obliczyć, mnożenie cyfry cztery przez jeden daje cztery, czyli pewną całość, zaś w wyniku mnożenia jej przez zero otrzymujemy zero, to Słowianie powinni dążyć do zjednoczenia. Chociaż Jugosłowianom to zedinjenje [słoweń. zjednoczenie] nie przyniesie żadnej korzyści, powinni jednak działać na jego rzecz chociażby dlatego, że zedinjenje odrębnych plemion w narody jest przejawem nowoczesności, a oni nie powinni pozostawać w tyle (S-c 1875: 1). Tylko jedność - pisano w tych odezwach - daje szansę na przetrwanie i obronę przed sąsiednimi wielkimi narodami: "Niemcy mają poczucie bycia jednym ciałem, jedną duszą; zatem i my, Słowianie, w szczególności Słoweńcy, którym grozi największe niebezpieczeństwo, uczyńmy wszystko, żebyśmy czuli i działali jak jedno ciało, jedna dusza. Bądźmy swymi dla swoich, by obrona była skuteczna!" (? 1875a: 1). W słoweńskich pismach liberalnych "Slovenski narod" i "Soča" pojawiły się nawet apele, by w imię jugosłowiańskiej jedności nie dzielić języka, wiary, ortografii, czasu i przestrzeni (J. V-v 1875: 2; V-v 1875: 1).
Coraz wyraźniej jednak zaczynały się ujawniać różnice dotyczące wizji przyszłości narodów jugosłowiańskich. Na jedność Słowian często i chętnie powoływali się uczestnicy debat publicznych. Lecz, chociaż w ich wypowiedziach pojawiały się te same frazy, w sercach zapalali oni świece przed obrazami własnych patronów. Działacze narodowi - romantycy z Serbii i Czarnogóry pragnęli urzeczywistnić swoje dawne sny, wierząc, że wybiła długo oczekiwana i tak bardzo upragniona godzina wyzwolenia i zjednoczenia "wszystkich Serbów" (Milutinović 1953: 58). Lecz o przyłączeniu Bośni i Hercegowiny, a przynajmniej jej części, marzono także w Chorwacji. Podczas gdy radykalni Serbowie mieli nadzieję na wskrzeszenie carstwa Dušana14, Chorwaci będący zwolennikami Ante Starčevicia15 wierzyli, że dzięki powstaniu w Bośni i Hercegowinie ożyje Wielka Chorwacja (Biankini 1925: 12-13).
Nadzieje pokładane w snach o wskrzeszeniu sławnej przeszłości okazały się silniejsze od rozważań o wspólnocie i - koniec końców - na nastroje w południowosłowiańskim sąsiedztwie Bośni i Hercegowiny w większym stopniu zaczęła oddziaływać pamięć o historycznych postaciach cara Dušana i króla Zvonimira16 niż mityczne opowieści o królu Świętopełku. Gdy Mihailo Ljubibratić, jedna z najbardziej zaufanych osób Iliji Garašanina (Vukčević 1950: 115, 130; Vego 1953: 27), jako ochotnik przybył do Bośni i Hercegowiny, okazało się, że ze względu na jego powiązania z tajnymi organizacjami w Serbii i antypatię do Rosjan i Czarnogórców, książę Nikola obawiał się go bardziej niż "Turcy" (Vukčević 1950: 115; Buha 2003: 189). Czarnogórski książę nie przyglądał się z założonymi rękami, co robi "hercegowiński Šćepan Mali" (Kos 2006: 67), lecz wysłał do Hercegowiny wojewodę Peka Pavlovicia, by uspokoił ustaszy. Weteran wprawiony w bojach przeciw "Turkom" uczynił to modo suo. Wziął do niewoli dowódcę ustaszy Mihaila Mićę Ljubibraticia, związał mu ręce na plecach i przerzucił go przez granicę do Dubrownika, odebrawszy mu broń, pieniądze i rzeczy osobiste (Stillman 1932: 16; Buha 2003: 189-190, 195). Drogę do Linzu, pod koniec marca 1876 roku, pokonał pod eskortą przez Sinj, Split, Šibenik, Zadar i Triest. We wszystkich tych miastach witany był owacyjnie przez rozentuzjazmowany lud, który sztandarami i patriotycznymi pieśniami pozdrawiał swoich ulubieńców (Novak 1925: 122-123). W Trieście Słoweńcy wręczyli mu wieniec laurowy ze srebrnymi zdobieniami i napisem: "Bohaterowi narodowemu, okrytemu sławą bojownikowi o wolność M. Ljubibraticiowi" (Ljubibratić i Kruševac 1958: 275).
Wielu Chorwatów popierało powstanie aż do momentu uznania przez bośniackich ustaszy zwierzchnictwa dynastii serbskiej, zaś przez ustaszy hercegowińskich - czarnogórskiej, co było następstwem zewnętrznych nacisków. Nastąpił wówczas zwrot w stosunkach serbsko-chorwackich, w wyniku którego Chorwaci "stali się otwartymi przeciwnikami" serbskiej sprawy i "zobojętnieli wobec bośniackiego powstania", a na łamach zagrzebskiej prasy pojawiło się oświadczenie chorwackiej młodzieży akademickiej, która nie zauważając istnienia Serbów w Bośni i serbskiego powstania, mówiła o chorwackiej Bośni, "drogocennym kamieniu w koronie chorwackiego króla Zvonimira", Serbów zaś zbywała milczeniem (Rüffner 1877: 292; Pelagić 1880: 85). Vasa Pelagić nazwał ten gest "poważnym błędem" chorwackiej inteligencji, która "podeptała mądrość głoszącą, by nie chylić czoła przed koroną Zvonimira, jak czynią węgierscy studenci przed koroną Stefana i dłonią sułtana, lecz przed sprawiedliwością i wolnością, prawdą, równością i braterstwem ludzi". Narzucanie chorwackiego imienia powstańcom, według Pelagicia, było bardziej niż niestosowne, ponieważ spośród niemal dwustu tysięcy ustaszy - uciekinierów z Bośni i Hercegowiny, "żaden nigdy nie określał się jako Chorwat, lecz jako Serb". Jak stwierdza dalej Pelagić, nawet katolicy z tych terenów nie nazywali się Chorwatami, ale Šokcami, chrześcijanami czy latynami. A co najważniejsze, cały "ten zbuntowany naród nie poświęciłby złamanego grosza ani swoich kur czy zagród w imię korony i królestwa "wielkiego" Zvonimira i "silnego" Dušana; a wyrzekał się swojego domu i majątku, życia swojego i rodziny w imię sprawiedliwości i wolności, szczęścia i powodzenia" (Pelagić 1880: 86).
W odróżnieniu od prasy serbskiej i chorwackiej w gazetach słoweńskich nie uwidaczniała się jasna koncepcja rozwiązania problemu Bośni i Hercegowiny, w niektórych była mowa o przyłączeniu do Księstwa Serbskiego, w innych znów opowiadano się za austro-węgierską okupacją obu regionów (Luković 1977: 97). Jak informowały "Novice gospodarske, obrtniške in narodne" z 28 lipca 1875 roku, "Słowianie w Bośni i Hercegowinie muszą zrzucić jarzmo tureckie i niech ich weźmie we władanie Petar albo Pavle!" (Bez podpisu 1875d: 250). Kilkakrotnie w prasie słoweńskiej pojawiły się próby przekonania rządu Austro-Węgier, że w jego najlepszym interesie jest militarne wsparcie wojennej interwencji Serbii i Czarnogóry w celu wypędzenia "Turków" z Europy. Zgodnie z tą "niestronniczą" interpretacją, z którą poza ziemiami słoweńskimi mało kto mógł się zgodzić17,
nowe samodzielne państwo jugosłowiańskie wydaje się najlepszym sąsiadem Austrii, ponieważ byłoby to państwo zorganizowane, podobnie jak Serbia; jego rynek bez żadnych przeszkód otworzyłby swoje podwoje dla przemysłu austriackiego; Austria zaś byłaby nauczycielką życia państwowego swojej nowej siostry. Także Słowianie austriaccy - zrealizowawszy swoje słuszne roszczenia, byliby zadowoleni i pozostali w swoim starym domu (? 1875b: 1).
Prasa słoweńska wielokrotnie posługiwała się argumentem opłacalności powiększenia Austro-Węgier przez przyłączenie terytoriów jugosłowiańskich, chociaż, bez wątpienia, z wielu względów był on problematyczny. Wydaje się, że prawdziwą intencją jego podnoszenia nie była chęć przekonania czytelników do zasadności okupacji Bośni i Hercegowiny, lecz mobilizacja słoweńskiej samoświadomości przez wskazywanie faktu, że niemieccy i węgierscy współobywatele obawiają się silnych Jugosłowian. Według redaktora Josipa Jurčiča była to konsekwencja sposobu traktowania przez Niemców i Węgrów mieszkających w jednym państwie narodów, z których jeden uciska, a drugi jest uciskanym. W tytułowym artykule z 4 sierpnia 1875 roku tę myśl, aby ją uchronić przed interwencją cenzorów, wyraził następująco, powołując się na artykuł z "Kölnische Zeitung":
Niemcy i Węgrzy wiedzą od dawna, że Słowianie zagrażają im nie od zewnątrz, ale w obrębie granic państwowych, i że austriacka okupacja Bośni i Hercegowiny nie osłabi zewnętrznego panslawizmu, lecz wyda Niemców, szczególnie zaś Węgrów z monarchii w ręce Słowian. Jest to cel, do którego oni dążą, a którego oficjele starannie unikają (Jurčič 1878: 1).
Policzek wymierzony matematyce
Władze austriackie szybko zorientowały się w sytuacji i natychmiast po wybuchu powstania w Hercegowinie wprowadziły restrykcyjną cenzurę słoweńskiej prasy w celu pokonania pansłowiańskiego smoka, jeszcze zanim wyrosną mu szpony i pokaże zęby. Początkowo kilkakrotnie zdejmowano artykuły, których autorzy okazywali sympatię ustaszom lub wzywali społeczeństwo do udzielenia im wsparcia finansowego, a rząd wiedeński domagał się, aby władze prowincji nie zezwalały na organizowanie pomocy dla uciekinierów należących do rodzin ustaszy. Gdyby nie naciski, prawdopodobnie otrzymaliby oni wsparcie dużej liczby ochotników (Luković 1977: 45-46). Zdejmowanie artykułów prasowych o walkach ustaszy, tekstów, w których krytykowano oficjalne stanowisko podwójnej monarchii wobec powstania, prezentowano postawę władz Serbii oraz Czarnogóry oraz przeciwstawiano się wschodniej polityce rządu wiedeńskiego, stało się powszechne. Działania cenzury nie miały formalno-prawnego uzasadnienia, ich celem było zapobieżenie rozpowszechnianiu się idei słowiańskiej wzajemności (Luković 1977: 84, 91). Artykuły, w których potępiano "niemieckich Turków w Lublanie", którzy "ubliżali narodom jugosłowiańskim, jak pijacy", zdejmowano ze względu na "zniewagę i podburzanie" innych nacji (Bez podpisu 1875o: 4). Pod szczególnym okiem cenzury znalazł się "Slovenski narod" oraz Josip Jurčič - redaktor główny i odpowiedzialny gazety. Na jego wniosek 4 listopada 1875 roku odbyła się rozprawa sądowa w celu ustalenia powodów konfiskaty numerów 206, 207 i 209 tego czasopisma, w którym opublikowano osiem artykułów poświęconych "jugosłowiańskiemu powstaniu". Według Jurčiča jeżeli w artykule stwierdza się, że Austro-Węgry nie zajęły wobec powstańców "zdecydowanego" stanowiska, "lecz tylko neutralne" (Vukčević 1950: 120), to nie może tu być mowy o podjudzaniu, lecz o konstatacji faktu stwierdzonego już w chorwackich, dalmatyńskich i innych niewycofanych publikacjach. Nie jest także podżeganiem przeciwko władzom państwowym stwierdzenie, że "Austro-Węgry są przeciwne umacnianiu jugoslawizmu w jakiejkolwiek postaci". Powołując się na artykuły z dzienników: wiedeńskiego "Neue Freie Presse" oraz budapeszteńskiego "Pester Lloyd", w których zdecydowanie i ostro potępiano umacnianie jedności narodów jugosłowiańskich, Jurčič zwracał się do sądu z pytaniem, dlaczego słoweńskiemu dziennikarzowi ma się za złe podawanie do wiadomości tego faktu. Na koniec Jurčič odniósł się krytycznie do argumentu prokuratora, który twierdził, że przestępcze intencje redaktorów pisma "Slovenski narod" są oczywiste, biorąc pod uwagę program periodyku, w którym jest mowa o "zjednoczeniu wszystkich Jugosłowian w jednym państwie". Odpowiadając na te zarzuty, Jurčič stwierdził, że choć - rzeczywiście - jest to pragnienie redaktorów jego pisma, jednak o "zjednoczeniu z Bułgarami i wszystkimi nieaustriackimi Jugosłowianami nigdy nie pisaliśmy, ani nawet nie myśleliśmy, ponieważ zdajemy sobie sprawę z niemożności osiągnięcia tego celu w chwili obecnej" (Bez podpisu 1875p: 2).
W obronie sposobu relacjonowania przez "Slovenski narod" tematu powstania w Bośni i Hercegowinie wystąpił publicysta i prawnik Karel Slanc, twierdząc, że z myśli narodowej wyrośnie "silne drzewo" jedynie w sytuacji zjednoczenia całego narodu. Według niego narzecza obejmujące zasięgiem obszar zaledwie kilku mil potwierdzają "jedynie różnice między dwiema wioskami", ale nie mogą stanowić podstawy wyodrębniania narodów. Fakt ten, według Slanca, jest tak samo oczywisty, jak to, że dwa razy cztery jest osiem. Ocenzurowanie na takiej podstawie dziennika "Slovenski narod" przez prokuratora generalnego jest "brutalnym policzkiem wymierzonym matematyce, zaś dobitnym tej sytuacji komentarzem są zjednoczone Niemcy i Włochy, Bismarck i Cavour" (S-c 1875: 1).
Chrześcijanie, ludzie i Słowianie
Po wybuchu powstania w Bośni i Hercegowinie na wszystkich sąsiednich terytoriach powołano komitety na rzecz pomocy ustaszom i ich rodzinom. Zorganizowano je w Belgradzie, Cetynii, Zagrzebiu, Kostajnicy, Sisaku, Starej i Novej Gradišce, Zadarze, Szybeniku, Splicie, Dubrowniku, w mieście Herceg Novi, Metkoviciu, Trieście, jak również Rzymie, Wiedniu, Pradze, Paryżu i Londynie18. O utworzenie takiego komitetu upominał się "Slovenski narod", który niemal codziennie wzywał słoweńską opinię publiczną do czynnego okazania solidarności słowiańskiej. Chociaż zbiórki na cele charytatywne pojawiały się bardzo często, wielka narodowa akcja dobroczynna zorganizowana na rzecz ustaszy miała być najważniejszą z dotychczasowych. Według słów autora apelu Słowianie wzorem austriackich Niemców podczas wojny prusko-francuskiej muszą się zaprezentować jako "odważni bracia" ustaszy. Dlatego czytelnie słoweńskie powinny zorganizować festyny w celu zebrania datków. Na ten apel energicznie odpowiedziały lokalne władze w Karyntii. Prezydium sejmiku ziemskiego jeszcze tego samego dnia dokonało konfiskaty numeru dziennika "Slovenski narod", wydając okręgowym samorządom i magistratowi w Lublanie na piśmie kategoryczny zakaz urządzania jakichkolwiek zbiórek na rzecz ustaszy i ich rodzin (Luković 1977: 124).
Decyzji tej władze samorządowe nie uzasadniły. Najprawdopodobniej jednak impulsem do jej podjęcia był strach przed następstwami takich akcji, czyli budzeniem się słoweńskiej świadomości narodowej i eskalacją radykalnych roszczeń politycznych Słoweńców (Luković 1977: 125-126). Zakaz przyniósł jednak odwrotny cel do zamierzonego. Zbiórka datków nie ustała, a zakaz ominięto. "Slovenski narod" i "Slovenec" pod koniec lipca poinstruowały swoich czytelników, że wstrzymanie zbiórki na rzecz pomocy powstańcom hercegowińskim nie zabrania nikomu przekazywania datków komitetom charytatywnym w Dalmacji lub w Chorwacji (Bez podpisu 1875e: 3; 1875g: 3). Zakaz dobrowolnego wsparcia powstańców i ich rodzin rozsierdził słoweńską prasę. "Slovenski narod" pięć dni po wydaniu tej decyzji opublikował artykuł pod tytułem Vstanek v Hercegovini in nemško liberalno ministrstvo [Powstanie w Hercegowinie i liberalne ministerstwo niemieckie], który podpisał niejaki Dr. K-č-19. Zalecał on, aby nadal przekazywać dobrowolne datki, gdyż jednoczenie się w bólu z nieszczęsnymi "braćmi naszymi", którzy walczą do ostatniej kropli krwi o "krzyż święty i wolność złotą", jest powinnością chrześcijańską. Kończył on artykuł wezwaniem:
Tego aktu człowieczeństwa władze w Lublanie nie mogą nam zabronić, ponieważ nie zabraniają go władze w Zadarze ani w Zagrzebiu.
Słoweńcy, bądźmy chrześcijanami, ludźmi i Słowianami!
(Dr. K-č- 1875: 1)
Oprócz częstych wezwań do solidarności w zbiórce pieniędzy i odzieży na rzecz ustaszy i ich rodzin pojawiały się też apele o wysyłanie broni i zgłaszanie się ochotników na front. Ich autorzy stwierdzali, że "jadowita żmija turecka, która kąsa serce brata, rani też serca nasze" (V-v 1875: 1). Pod wpływem budzących silne emocje obrazów cierpienia chrześcijańskiej rai pod "jarzmem tureckim" władze lokalne w Karyntii 3 września 1875 roku wyraziły zgodę na "kwestę dla nieszczęsnych uchodźców, którzy uciekli z Turcji na ziemię austriacką". Z inicjatywy Josipa Jurčiča, Josipa Vošnjaka i Valentina Zarnika w Lublanie powołano Ljubljanski podpiralni odbor [Lublański Komitet Pomocy], którego celem była zbiórka i przekazywanie darów "jugosłowiańskim braciom, toczącym krwawy bój o "krzyż święty i wolność złotą"" (Ljubljanski podpiralni odbor 1875: 1; Vošnjak 1912: 56-58).
2. Miroslav Hubmajer jako powstaniec w Hercegowinie. Rysunek autorstwa Karela Klíča. "Humoristische Blätter" z 10 października 1875 roku. Zbiory własne autora.
Austro-Węgry oficjalnie zachowały neutralność wobec powstania, które rozgorzało w obu prowincjach, na ich południowo-wschodnich granicach. Fakt ten był pretekstem do zakazu udzielania humanitarnej pomocy oraz wywozu broni. Jednak wzdłuż granicy, gdzie żyło wielu "lojalnych poddanych Jego cesarskiej i Królewskiej Apostolskiej Mości", noszących czapki z wyszywanymi złotem inicjałami księcia Nikoli, trudno było wdrożyć i wyegzekwować przewożenie broni i amunicji do Hercegowiny (Biankini 1925: 11; Stillman 1932: 29; Evans 1967: 67). Niegdysiejsza i obecna, rzeczywista i rzekoma "turecka" krwiożerczość rewolucjonizowała poczucie jugosłowiańskiej świadomości narodowej i rodziła solidarność: "Oprócz serca bogaci i ubodzy chętnie otwierali też sakiewki" (Biankini 1925: 11). Z podobnych powodów proch i broń były także przemycane z Lublany (Vošnjak 1912: 59).
W gazetach słoweńskich, podobnie jak w całej jugosłowiańskiej prasie, nie zadowolono się jedynie okazywaniem sympatii dla hercegowińskich ustaszy, lecz także wzywano Słowian, przede wszystkim Jugosłowian z Austro-Węgier, Serbii i Czarnogóry, do udzielania pomocy "braciom" w potrzebie. "Jeżeli brat musi się bronić przy użyciu broni", pisano, "pobratym nie może oddawać się pokojowym zajęciom" (Bez podpisu 1875r: 2). Gazety wzywały młodzież jugosłowiańską - entuzjazmujacą się panslawizmem podczas przemówień i wieców - by wzorem polskich i włoskich studentów okazała zaangażowanie, przypasała ostrą szablę i dosiadła Šarca [Srokacza] Królewicza Marka: "W ten sposób stworzymy państwo jugosłowiańskie!" (Bez podpisu 1875f: 2). A ci najbardziej poruszeni podniosłością chwili śpiewali: "Od Balkana do Triglava, zove, zove majka Slava" - "Od Bałkanów do Triglava, wzywa, wzywa matka Sława..." (Toman 1926: 10).
Jako pierwszy na wezwanie "matki Sławy" odpowiedział Miroslav Hubmajer (Friedrich Hubmayer), zecer, niegdysiejszy austriacki podoficer artylerii, któremu niemieccy koledzy w Lublanie zarzucali okazywanie przy każdej okazji (słowiańskiego) nacjonalizmu (Fischer 1983: 94). Trzy tygodnie po wystrzale słynnej strzelby z Nevesinja w pobliżu monasteru Duži koło Trebinja Hubmajer dołączył do wojewody Mihaila Mići Ljubibraticia i jego towarzyszy (Bez podpisu 1876e: 4; Rüffner 1877: 25; Uzelac 1910: 1; Vošnjak 1912: 58; Toman 1926: 10; Luković 1977: 154-155). Oddziały Hubmajera zasilały drogą przez Zagrzeb i Lublanę większe i mniejsze grupy ochotników z Serbii, Wojwodiny, Czech, Słowenii, Włoch, Francji, Niemiec, Polski, Rosji, Grecji i innych krajów (zob. np. Hubmajer 1875b: 5; Rüffner 1877: 25-26; Koetschet 1905: 12; Biankini 1925: 18; Novak 1925: 115; Vuković 1925: 79, 87, 175; Stillman 1932: 13, 19; Bersa 1941: 271-272; Vego 1953: 36; Tejchman 1985: 112).
Ich całkowita liczba oraz czas pobytu w Bośni i Hercegowinie nie są znane. Ale sądząc na podstawie relacji opublikowanej w dzienniku "Zastava" 22 grudnia 1875 roku, liczba ta nie była mała. W samym Dubrowniku 3 grudnia tego roku odnotowano dwustu osiemdziesięciu czterech Francuzów, trzystu dziewięćdziesięciu Włochów, pięćdziesięciu trzech Anglików, dwóch Amerykanów, jednego Szweda, osiemdziesięciu trzech Greków i dwudziestu dwóch Niemców, oczekujących na przyłączenie się do ustaszy w Hercegowinie20 (Bez podpisu 1875x: 2; Novak 1925: 119). Szwajcarski lekarz wspomina, że Dubrownik podczas powstania w sąsiednich prowincjach wyglądał jak miasto, które znajduje się w stanie "otwartej wojny" (Koetschet 1905: 24). Według relacji specjalnego korespondenta gazety "Zastava", z Sutoriny, począwszy od 13 lutego 1876 roku, codziennie przybywali do niego włoscy ochotnicy. Patrząc na "tych uczciwych ludzi i entuzjazm walczących o serbskie wyzwolenie", korespondent przypominał sobie serbską młodzież: "Inne narody przelewają za nas krew, a nasza młodzież bałamuci kobiety". Dlatego wzywał Serbki, "jeżeli są patriotkami", aby uratowały honor narodowy i przyozdobiły "tych tchórzy fartuchem i przęślicą" (Bez podpisu 1876d: 1-2).
Głęboko rozczarowany hercegowińskimi jednostkami powstańczymi, w których nie było "żadnego porządku ani dyscypliny" i "nikt nie słuchał rozkazów"21 (Grujić 1956: 118; por. Vuković 1925: 75; Petrović Njegoš 1988: 298), Hubmajer wyjechał z Hercegowiny do Bośni, w której próbował utworzyć "legię cudzoziemską", składającą się, jak zanotował w swoim dzienniku Petar Karađorđević, z samych Słoweńców i katolików (Mrkonjić 1983: 64; zob. także Petrović Njegoš 1988: 312). Porzuciwszy przygraniczną partyzantkę, zamierzał on zorganizować w Bośni ośrodek ruchu wyzwolenia części jej terytorium (Grujić 1956: 196, 205, 211). Przeprowadzając zdecydowane akcje wojskowe, planował przedarcie się do dolnego biegu Neretwy i połączenie swojego oddziału z siłami wojewody Ljubibraticia. Tworzyli go ludzie w większości przypadków niepochodzący z Bośni (Ekmečić 1973a: 150). Rozczarowanie Hubmajera rają bośniacko-hercegowińską mogło być konsekwencją jego podejrzeń, że za broń chwycili niepiśmienni chłopi, będący zwolennikami panslawizmu lub "jakiejś światowej rewolucji"22 (zob. Evans 1973: 245-246). Szczytne zasady słowiańskiej wzajemności, którymi on sam się kierował i dla których przyłączył się do powstania, nie były tożsame z celami chłopów, którzy zbuntowali się, by wywalczyć sobie wolność i uzyskać korzystniejsze warunki dla własnej produkcji rolnej. Przepaść między ideałami a powstańczą rzeczywistością nie tylko rozczarowała Hubmajera, lecz także oddaliła go od lokalnych powstańców.
W prasie europejskiej pojawiały się o Hubmajerze informacje przypominające bajki, nazywano go bohaterem, nieustraszonym przywódcą ustaszy (zob. np. Holeček 1878: 59), strategiem odnoszącym sukcesy, który zadał "Turkom" ogromne straty. Mówiło się, na przykład, że samodzielnie zmusił do ucieczki dwa tysiące tureckich żołnierzy (Bez podpisu 1938b: 6). Zaś największym bohaterstwem wykazał się, gdy z niewielką liczbą towarzyszy oblegał strażnicę Drijen. Rzucił wówczas wyzwanie komendantowi Ahmetowi Begoviciowi, proponując, by strzelał on do Hubmajera, gdy ten stał nieruchomo (Holeček 1878: 59-60). Ponieważ załoga nie zgodziła się na otwartą walkę, w czwartym dniu oblężenia Hubmajer, pod osłoną nocy, wziął dynamit, by zniszczyć twierdzę. Podszedł pod wieżę i znalazłszy blankę, wrzucił przez nią dynamit. Jednak gdy tylko odpalił lont, jeden z obrońców odrzucił dynamit na zewnątrz, obok Hubmajera. Kiedy rzucił się do ucieczki, załoga ostrzeliwała go "jak szalona" (Hubmajer 1875b: 4; Bez podpisu 1876e: 4; Aléšovec 1878: 18; Vošnjak 1912: 58; zob. także Grujić 1956: 69; Luković 1962: 123).
Gdy Hubmajer jako wojewoda ustaszy, na początku listopada 1876 roku, powrócił na krótko do Lublany, według relacji zamieszczonej w "Neue Freie Presse" mieszkańcy Lublany powitali go jak "zwycięskiego generała". W środowy wieczór 10 listopada, w przeszklonym salonie lublańskiej czytelni ludowej zebrało się sześćdziesięciu jeden przedstawicieli nacjonalistycznej inteligencji. Podczas spotkania wygłaszano mowy i wznoszono toasty. Entuzjazmu, z jakim powitano Hubmajera w Lublanie, nie podzielał jednak korespondent wiedeńskiej gazety. Wręcz przeciwnie, przypomniał on, że Hubmajer był wojennym rezerwistą, a Austria nie prowadziła wojny z Imperium Osmańskim. Swojego wyjazdu nawet oficjalnie nie zgłosił (Bez podpisu 1875q: 1). Konserwatywne "Novice gospodarske, obrtniške in narodne" z 17 listopada zareagowały złością na tę relację, nazywając ją produktem "żydów i słowianożerców" oraz mianem smakowitego kąska dla wygłodzonych "tureckich" gazet i ich korespondentów (Bez podpisu 1875v: 381-382). W ten sposób niemiecka prasa, walcząc z ideą wzajemności słowiańskiej, obudziła ducha zagorzałego antygermanizmu. Podobny wydźwięk posiadał zwięzły i klarowny wywód Josipa Jurčiča w tytułowym artykule liberalnego tygodnika "Slovenski narod": "stać się Niemcami, jedynie tego nie chcemy (choć równie dobrze wiadomo, że nie chcemy też stać się Węgrami i cyganami). Jednak przeciwko zniemczeniu będziemy walczyć aż do śmierci" [pisownia oryginalna] (Jurčič 1876: 1).
Trzy dni po spotkaniu w Lublanie Hubmajer był gościem uroczystego wieczoru zorganizowanego na zaproszenie młodzieży uniwersyteckiej w Zagrzebiu. Przybyło na niego około stu osiemdziesięciu studentów i innych osób, które z zachwytem przywitały bohatera gotowego oddać życie za wyzwolenie słowiańskich braci "ze szponów żądnego krwi Turka". Podczas wieczoru wznoszono toasty, w których podkreślano, że Jugosłowianie walczą o swoją wolność, podobnie jak do niedawna Włosi i Niemcy, zaś Hubmajer wygłosił przemówienie o walce ludu Hercegowiny w imię wolności wszystkich narodów (Bez podpisu 1875s: 3; 1875u: 288; Luković 1977: 202).
Dwie prowincje, trzech kandydatów do władzy
Po wybuchu powstania w Hercegowinie książę Milan23 i książę Nikola24 podzielili między sobą strefy wpływów: pierwszemu miała przypaść w udziale Bośnia, zaś drugiemu Hercegowina. Kontrolę nad powstaniem chcieli także przejąć niektórzy członkowie zarządu głównego komitetu pomocy ustaszom w Zagrzebiu, reprezentujący stanowisko, że Bośnia "to ziemie chorwackie". Na tej linii dochodziło do konfliktów między członkami komitetów w Belgradzie i w Zagrzebiu (Slipičević 1952: 127). Akces do objęcia władzy nad częścią bośniacką zgłosił jeszcze jeden kandydat - samozwańczy książę Petar Mrkonjić25. Nie wyzwolono nawet ćwierci terytorium Bośni, a miała ona już dwóch władców w osobach księcia Milana Obrenovicia i pretendenta Petra Karađorđevicia (Jelenić 1923: 172; Petrović 1924: 13; Jovanović 1926: 284; Milutinović 1953: 59; por. Mrkonjić 1983: 30-31). Podczas powstania ujawniły się wyraźne oznaki rozłamu, "córy diabelskiego węża" (Vuković 1925: 37). W szeregach ustaszy zbrojną interwencję Petra Karađorđevicia w Bośni powitano entuzjastycznie, w Cetynii do jego przybycia nie przywiązywano żadnej wagi, zaś w Belgradzie pozostawił "nieprzyjemne wrażenie". Rząd serbski wysłał batalion regularnego wojska, aby zapobiec przyłączaniu się do jego oddziałów ochotników z Serbii, a kapitan ?oka Vlajković otrzymał rozkaz opuszczenia Bośni (Vuković 1925: 79-80, 175).
Gdy około 15 grudnia 1875 roku ustasze wycofali się, aby przeczekać zimę, okazało się, że rozproszenie, w jakim się znajdują, utrudnia nawet zlokalizowanie oddziałów i ich komendantów (Yriarte 1981: 142). Tym samym stało się oczywiste, że powstanie pozbawione dowództwa nie ma szans powodzenia, szczególnie podczas akcji wojennych. Aby zjednoczyć wszystkich ustaszy "w imię braterskiego porozumienia", 16 i 17 grudnia 1875 roku w szkole we wsi Jamnica zwołano walne zgromadzenie, podczas którego osiemdziesięciu przedstawicieli ustaszy z całej Bośni, od Bihacia do Driny, miało zadecydować o ewentualnym kontynuowaniu walk w zimie. Po długich dyskusjach podjęto decyzję o przedłużeniu akcji zbrojnych do czasu całkowitego unicestwienia panowania osmańskiego oraz o bezwarunkowym odrzuceniu reform jako niepełnych i niemożliwych do zrealizowania. W kolejnej części spotkania jego uczestnicy zgodnie uznali potrzebę zaniechania waśni między różnymi stronnictwami i konieczność podjęcia wspólnych działań. Potwierdzono także decyzję o ataku na turecką Kostajnicę oraz przyjęto jednogłośnie propozycję powołania nowego komitetu powstańczego jako formy prowizorycznego rządu, a na głównodowodzącego wybrano Miroslava Hubmajera, zwanego Czarnym Mirosławem, którego "zuchwała odwaga jest gwarantem sukcesu" (Bez podpisu 1875w: 4; 1875x: 2; Krasić 1884: 87; Ivić 1918: 48; Petrović 1924: 15; Čubrilović 1930: 140-141; Slipičević 1952: 128; Ekmečić 1973a: 144-146; Mrkonjić 1983: 55-57).
Od wichrzyciela do bohatera narodowego
Odrębną kwestią podczas zgromadzenia w Jamnicy była ocena ruchu Petra Mrkonjicia. Według relacji ówczesnych gazet Petar Karađorđević domagał się, aby ustasze mianowali go swoim dowódcą i serbskim księciem (Bez podpisu 1875k: 3; 1875y: 3; por. Ivić 1918: 46; Čubrilović 1930: 140; Ćorović 1933: 527). Jednak jego postulaty, pomimo silnego poparcia towarzyszącego mu oddziału ochotników, nie spotkały się z pozytywnymi reakcjami. Nowosadzka "Zastava" na przykład określiła Petra Mrkonjicia mianem "obieżyświata", a jego zwolenników "wichrzycielami", którzy podkopują serbską jedność (Bez podpisu 1875k: 3). Dla członków komitetów w Bośni stało się jasne, że uznanie Karađorđevicia oznaczałoby zerwanie kontaktów nie tylko z Obrenoviciem, ale także z Księstwem Serbii, w którym wówczas panował. Ponieważ bez jego wsparcia powstanie nie było możliwe, delegaci zgromadzenia w Jamnicy jednogłośnie uchwalili, że obecność Petra stanowi przeszkodę dla powstania i wyzwolenia narodowego. Grożąc poważnymi konsekwencjami, zażądali oni od Karađorđevicia opuszczenia Bośni w przeciągu ośmiu dni, "ponieważ my tu nie uznajemy żadnych dynastii, tylko walczymy o wolność" (Bez podpisu 1875c: 2; 1875z: 1; 1875w: 4; 1875y: 3; 1876a: 1; 1876b: 2; Ivić 1918: 49; Čubrilović 1930: 135; Ekmečić 1973a: 144-146).
Rywalizacja pomiędzy Obrenoviciem a Petroviciem miała od wybuchu zbrojnego zrywu w Hercegowinie do czerwca 1876 roku ogromne konsekwencje dla powstania oraz dla kwestii jugosłowiańskiej w szerokim tego słowa znaczeniu; stosunki między Serbią i Czarnogórą także nie były dobre (Jovanović 1977: 206). Sama myśl o tym, że Serbia może rościć sobie prawa do Hercegowiny, w Czarnogórze wydawała się nie tylko "absurdalna, ale i upokarzająca". Takie ostentacyjne roszczenia Serbii raniły poczucie dumy Czarnogórców, zwłaszcza że w Hercegowinie "zbroczyli już krwią"26 (Vuković 1925: 67).
Jabłkiem niezgody między Belgradem a Cetynią była Hercegowina, którą książę Milan chciał razem z Bośnią przyłączyć do Księstwa Serbii, podczas gdy swoje plany w związku z Hercegowiną miał także książę Nikola (Jaroslav 1875: 1; Wertheimer 1913: II, 252; Vuković 1925: 84, 170; Seton-Watson 1931: 14; Radonić 1938: 221; Milutinović 1953: 38, 48; Luković 1977: 58). Jak donosił dziennik "Laibacher Zeitung" 12 listopada 1875 roku, antagonizm polityczny pomiędzy Serbią i Czarnogórą przeniósł się na scenę powstania w Hercegowinie, generując "wielką niezgodę" między liderami ustaszy. Podczas gdy zwolennicy serbskiej strony zarzucali żołnierzom z Cetynii wyłączne wspieranie dowódców będących zdecydowanymi zwolennikami księcia Nikoli, sympatycy Czarnogóry utyskiwali na serbskie komitety pomocy ustaszom, ponieważ popierały one jedynie oddziały walczące na rzecz Księstwa Serbii (Bez podpisu 1875t: 2009).
Przewrót majowy przywrócił na serbski tron dynastię Karađorđeviciów, a za sprawą koronacji króla Petra I, niegdysiejszego wojewody ustaszy, padło nowe światło na przeszłość i udział Mrkonjicia w powstaniu. Teraz okazało się, że "był on najodpowiedniejszą osobą do przejęcia dowodzenia nad wszystkimi powstańcami (Ivić 1918: 47), co ostatecznie urzeczywistniło się w dwudziestą rocznicę wyzwolenia i zjednoczenia trójimiennego narodu. W belgradzkim dzienniku "Politika" pojawiła się wiadomość o "objęciu dowodzenia nad powstaniem przez wojewodę Petra Mrkonjicia" oraz przejęciu przez Miroslava Hubmajera, który wykazał się w Bośni "niespotykanym bohaterstwem" dowództwa nad "jedną z czet braci Serbów i Bośniaków" (Milanović 1938: 12).
Opowieść o wojewodzie Mrkonjiciu nie była już historią intryganta, który powodowany egoistycznymi pobudkami utrudnia wyzwolenie narodu, "wspierany finansowo przez samą Turcję" (Bez podpisu 1875l: 4). Po wstąpieniu Petra Karađorđevicia na serbski tron zaczęły powstawać na jego temat niemal baśniowe opowieści (zob. np. Dimnik 1922: 78-80). Petar Mrkonjić w tych romantycznych przekazach pojawia się jako jedyna godna szacunku i znacząca postać powstania w Bośni. Kult "serbskiego powstania w Bośni 1875-1878" zainicjowały obchody jego pięćdziesiątej rocznicy, podczas których zachodnią Bośnię nazwano "Krainą Petra Mrkonjicia". Pierwszy pomnik ku jego czci odsłonięto 8 listopada 1924 roku w miejscowości Dobrinje (Teinović 2006: 5). W powstałej wówczas nowej opowieści przywoływano dowody nadludzkiego poświęcenia króla Piotra Wielkiego (Petar Veliki) walce o wyzwolenie narodu, jego samozaparcie, miłość do ojczyzny i odwagę cywilną. Na potrzeby stałej wystawy w Muzeum Banowiny Vrbaskiej w Banja Luce jego ówczesny dyrektor i artysta malarz Špiro Bocarić namalował kilka kompozycji figuralnych i portretów, spośród których wyróżnia się dostojna postać dowódcy ustaszy Petra Mrkonjicia. W miarę upływu lat dowodów przybywało i były one coraz bardziej przekonujące. O to, by opowieść nie utraciła dramatyzmu, troszczyli się przede wszystkim antybohaterowie w postaci agentów rządu księcia Milana Obrenovicia, którzy - rzekomo - w szeregach oddziału Mrkonjicia wzniecali niepokoje i bunty, aby "zniszczyć jego reputację" lub nawet pozbawić go życia (Ivić 1918: 35, 51; Petrović 1924: 14-15; Mrkonjić 1983: 51-52, 58-59).
Udział Czarnego Mirosława w powstaniu w Bośni i Hercegowinie, szczególnie zaś zajęcie odpowiedzialnej funkcji w powstaniu bośniackim, doprowadził do tego, że - chcąc nie chcąc - włożył on palec do ognia wznieconego przez trzy rywalizujące ze sobą dynastie. Hubmajer cieszył się sławą bohatera i dowódcy wojskowego nie tylko wśród ustaszy, ale także daleko poza granicami Bośni i Hercegowiny. Bohaterstwo uchroniło go od kul nieprzyjaciół, ale nie szczędziło mu intryg przeciwników. Aby postać i czyny przyszłego króla Petra I przedstawić w jak najlepszym świetle, dezawuowano postać Hubmajera, jego rywala, do funkcji głównodowodzącego oddziałów powstańczych podczas zgromadzenia w Jamnicy. Niektórzy wiele lat po opuszczeniu Bośni przez Hubmajera dowiadywali się, że jako ochotnik w powstaniu bośniacko-hercegowińskim w rzeczywistości przygotowywał on jedynie grunt pod okupację obu prowincji przez Austro-Węgry (zob. np. Krasić 1884: 86; Ivić 1918: 49-50; Karanović 1921: 41). Niestety, autorzy tych informacji nie wyjaśniali, w jaki sposób Hubmajer mógł kontynuować swoją działalność, dołączając do szeregów serbskiej artylerii w czasie wojny serbsko-tureckiej 1876-1877 (Bez podpisu 1876h: 3; 1910: 1; Krasić 1884: 89; Čubrilović 1930: 141) i biorąc w latach 1878-1879 udział w powstaniu w miejscowości Kresna w Macedonii Piryńskiej (Luković 1977: 202).
Gdy narodowe państwo trójimiennego narodu otrzymało swoje imię (Jugosławia), historycy zaczęli dokonywać "ostatecznej" oceny jednostek, których działania do tego się przyczyniły. Jednak i tym razem Hubmajer nie doczekał się sławy i uznania za swoje wieloletnie poświęcenie. Przeciwnie, nie przebierając w słowach, niegdysiejszy członek organizacji Młoda Bośnia i profesor historii odpowiedzialność za porażkę ataku na turecką Kostajnicę przypisał wyłącznie Hubmajerowi. Niepowodzenie to, według Vasy Čubrilovicia, stanowiło egzemplifikację tego, "co się dzieje, gdy o poważnych sprawach decydują niepoważni ludzie" (Čubrilović 1930: 141)27. Čubrilović liczył chyba na to, że niezorientowani we wszystko uwierzą, nawet w niesprawiedliwą ocenę Czarnego Mirosława, dokonaną dwadzieścia lat po jego śmierci. Z kolei fakt przyznania Hubmajerowi stopnia sierżanta, gdy ten w czasie wojny przeciw Imperium Osmańskiemu, kilka miesięcy po opisanym wydarzeniu, przyłącza się w charakterze ochotnika do serbskiego wojska, historyk uznał za "w pełni mu przysługujący" (Čubrilović 1930: 141).
O krok dalej niż Čubrilović poszedł autor znanej Historii Jugosławii - Vladimir Ćorović. Twierdził on, że chociaż historia Jugosławii jako fenomenu polityczno-państwowego jest stosunkowo krótka, nie można tego powiedzieć o ideologii jugosłowiańskiej, która doprowadziła do jego powstania. Kierując się tą myślą, chciał on wiernie przedstawić losy Serbów, Chorwatów i Słoweńców, ze szczególnym uwzględnieniem momentów stanowiących potwierdzenie faktu nieistnienia w życiu Słowian południowych granic politycznych, będących rzeczywistymi barierami pomiędzy "plemionami". Te zaś łączyły "kontakty, bliskie więzy i wspólne działania poświadczające istnienie w narodzie pewnego poczucia wspólnoty, z którym już od dawna liczyły się te bardziej dalekowzroczne umysły" (Ćorović 1933: 1). Oczywiście w swojej monumentalnej pracy Ćorović opisuje także powstanie w Bośni, jeden z rozdziałów poświęcając postaci Miroslava Hubmajera, przedkładającego marzenia o pomocy nieszczęsnym współplemieńcom w walce z ich ciemiężycielami nad polityczną rzeczywistość Jugosłowian. Historycy będący zwolennikami Karađorđeviciów wydarzeniom z przeszłości związanym z przywróceniem na tron właściwej dynastii przypisywali głębszy sens, dlatego Vladimir Ćorović nie przedstawia Hubmajera jako zwolennika ścisłych związków i wspólnego działania jugosłowiańskich "plemion", lecz jako antybohatera. Według niego uczestnicy zgromadzenia w Jamnicy wskazali jako swego głównodowodzącego Hubmajera, a nie Mrkonjicia, z powodu panującego w ich szeregach "rozłamu i zamieszania". Dlatego, zamiast właściwej osoby, wybrano człowieka "pozbawionego jakichkolwiek większych zdolności". Według Ćorovicia Hubmajer nie tylko "nie nadawał się do sprawowania powierzonej mu funkcji", ale także zakończył życie "jako austriacki konfident w Sarajewie" (Ćorović 1933: 527)28. Jako najbardziej odpowiednią metodę wykazania słuszności swojego stanowiska Ćorović wybrał odczytywanie przeszłości na wspak, zaś wydarzenia i postaci niepasujące do jego wizji, wzorem skadarskich budowniczych29, zamurował w fundamentach swojej budowli. Liczył chyba na to, że ofiary w ludziach, choćby tylko symboliczne, wzmocnią stabilność i trwałość Jugosławii i panującej dynastii30.
Przywołane fakty świadczą o tym, że niektórzy jugosłowiańscy historycy swoimi pracami przynosili szkodę tym narodowym dążeniom, które wspierali. Idea narodu opiera się na wielu ukrytych antynomiach czy też możliwych konfliktach rządzących jej fundamentalnymi zasadami (Hertz 1944: 22). To bez wątpienia odnosi się także do nacjonalizmu trójimiennego narodu. Widzieliśmy, że podczas powstań w Hercegowinie i w Bośni wznieconych przeciwko niedolom "tureckiego jarzma", często uprzywilejowaną pozycję zdobywały nietolerancja i wyłączność, z druzgocącymi skutkami dla jedności narodowej. Gdy, powiedzmy, Svetozar Miletić w czasopiśmie "Zastava" cytował słowa pewnego deputowanego: "Bratu brat, Turkowi - wojna!" (Miletić 1876: 1), nie tylko wzniecał entuzjazm dla "braterstwa bratu", lecz także zamykał drzwi duchowi jedności narodowej bośniacko-hercegowińskich chrześcijan i muzułmanów. Jeżeli ustasze niszczyli majątki begów, to muzułmanie w odwecie pustoszyli chrześcijańskie wioski (Tepić 1988: 431). Ataki na "Turków", czyli słowiańskich mieszkańców wyznających islam, palenie i plądrowanie ich mienia usprawiedliwiane były zemstą za pięciowiekowe cierpienia chrześcijańskiej rai, co pogłębiało przepaść pomiędzy słowiańskimi mieszkańcami obu prowincji. Pod względem destrukcyjności szczególnie wyróżniał się tzw. "turecki zwyczaj" powstańców, którzy poległym i rannym "Turkom" odcinali głowy i nosy, mające stanowić trofea poświadczające waleczność (Holeček 1878: 99-100; Vuković 1925: 211; Stillman 1932: 63; Mrkonjić 1983: 52, 58; Tepić 1988: 398; Buha 2003: 243).
1 Slavija w języku czeskim to określenie całej Słowiańszczyzny.
2 Takie przekonanie nadal panuje wśród niektórych nacjonalistów i myślicieli konserwatywnych. Zdaniem Radule Kneževicia tożsamość narodowa nie jest zjawiskiem niezmiennym, przenoszonym z pokolenia na pokolenie. Według badacza nie jest ona treścią, lecz szeregiem wzajemnie powiązanych tendencji, które prowadzą zazwyczaj w różne strony. Z tego powodu każde pokolenie musi zadecydować, które z nich zaakceptuje i wykorzysta (za: Evans 1878: 32).
3 Holender Jan van Gorp już w XVI wieku "udowodnił", że język niderlandzki, szczególnie zaś dialekt, którym mówiono w Antwerpii, jest językiem biblijnego Adama w najczystszej postaci. Dlatego imiona pojawiające się w Piśmie Świętym mogą coś znaczyć tylko w tym języku. Etymologię imienia Adam wywiódł on od słowa haat - "nienawiść" i dam - "zapora", ponieważ Adam musiał przeciwstawić się nienawiści Szatana, podobnie jak klif musi stawić opór falom oceanu (Goropi Becani 1569: 539).
4 Nazwa pochodzi od Wenedów [z jęz. niem. Wenden, Winden], historycznego określenia Słowian nadbałtyckich, wspólnego dla Słowian połabskich i Łużyczan, które obecnie odnosi się do Serbów łużyckich [przyp. tłumaczki].
5 Królewicz Marko (1335-1395) - serbski książę, syn króla Vukašina z dynastii Mrnjavčeviciów, panował nad ziemiami współczesnej Macedonii. W 1371 roku, po klęsce w bitwie nad Maricą, został tureckim wasalem, niezbyt jednak przychylnym władzom osmańskim. Po śmierci stał się bohaterem południowosłowiańskich pieśni ludowych, osławionym pogromcą Turków. "Późno Marko na Kosowo przybył" ["Kasno Marko na Kosovo stiže"] to powiedzenie ludowe nawiązujące do bardzo ważnej w historii Serbów bitwy z Turkami na Kosowym Polu 15 czerwca 1389 roku [Vidovdan - dzień św. Wita]. Bitwa uznawana przez historyków za nierozstrzygniętą pod względem militarnym, w literackiej tradycji cerkiewnej i ludowej ujmowana jest jako militarna porażka, będąca duchowym zwycięstwem Serbów [przyp. tłumaczki].
6 Król Matjaž - bohater słoweńskich pieśni ludowych, bajek i opowieści. W jednej z nich - bajce ludowej pt. Kralj Matjaž in sol [Król Matjaž i sól] - król w podziemnej pieczarze pod górą Peca, która rozstąpiła się, by dać schronienie jemu i jego armii przed gniewem Boga, śpi przy kamiennym stole. Co sto lat schodzi do niego człowiek, który go budzi, lecz król wzdycha, twierdząc, że nie nadeszła odpowiednia chwila. Obudzi się wówczas, gdy jego broda urośnie tak, aby dziewięć razy owinąć się wokół kamiennego stołu. Wówczas to nastanie dla Słoweńców złoty wiek [przyp. tłumaczki].
7 Łaciński przedrostek "cis-" oznacza coś znajdującego się "po tej samej stronie" w przeciwieństwie do przedrostka "trans-" oznaczającego coś "naprzeciwko" lub "po drugiej stronie"; "ausland" - w języku niemieckim "obce kraje" [przyp. tłumaczki].
8 Fragment słoweńskiego poematu narodowego Chrzest nad Sawicą [Krst pri Savici] z 1836 roku, tutaj fragment w tłumaczeniu Mariana Piechala (Piechal 1973: 87) [przyp. tłumaczki].
9 Dylemat księcia Lazara (ok. 1329-1389), poległego na Kosowym Polu, bohatera tej bitwy, przedstawiony w pieśni ludowej Propast carstva srpskoga [Upadek carstwa serbskiego]: "Miły Boże co mam teraz wybrać? / Do którego chcę należeć carstwa? / Czy należeć chcę do carstwa niebieskiego? Czy należeć chciałbym do carstwa ziemskiego?". Jego śmierć w tradycji serbskiej była realizacją przysięgi kosowskiej [kosovski zavet] wyboru "królestwa niebieskiego", czyli poniesienia męczeńskiej śmierci "za krzyż święty i wolność złotą" [przyp. tłumaczki].
10 Podwójna monarchia składała się, jak wcześniej wspomniano, z dwóch części: Królestw i Krajów w Radzie Państwa Reprezentowanych (części "austriackiej") oraz Krajów Korony Świętego Stefana (części węgierskiej). Część cesarska, "austriacka", oficjalnie i potocznie nazywana była Przedlitawią czy Cislitawią [niem. Cisleithanien], zaś część węgierska - Zalitawią (Translitawią) od rzeki Litawy, wzdłuż której biegła częściowo granica między Cesarstwem Austrii i Królestwem Węgier.
11 Trojedinica - Trojedina Kraljevina Hrvatska, Slavonija i Dalmacija [Trójjedyne Królestwo Chorwacji, Slawonii i Dalmacji], samodzielne królestwo w obrębie Austro-Węgier, powstałe w wyniku ugody chorwacko-węgierskiej w 1868 roku [przyp. tłumaczki].
12 Powstanie chłopskie wymierzone przeciwko uciskowi tureckiemu zapoczątkowało starcie zbrojne w okolicach miejscowości Nevesinje, stąd zwyczajowa nazwa powstania - Nevesinjska puška [Strzelba z Nevesinja], które w krótkim czasie objęło całą Bośnię i Hercegowinę (1875-1878). Wsparcie udzielone rebeliantom przez Księstwo Serbii i Księstwo Czarnogóry skutkowało wybuchem wojny serbsko-tureckiej i tzw. kryzysem wschodnim [przyp. tłumaczki].
13 Określenie ustasza [chorw. ustaša] pochodzi od czasownika ustati - powstać, wstać - i oznaczało wówczas powstańca, bez konotacji, których nabrało w latach trzydziestych XX wieku, kiedy powstała chorwacka organizacja Ustaša - Hrvatska revolucionarna organizacija [Ustasza - Chorwacka Organizacja Rewolucyjna], pozostająca pod silnym wpływem włoskiego faszyzmu i nazizmu [przyp. tłumaczki].
14 Czasy panowania cara Dušana (Stefana Uroša IV), następcy tronu w Zecie (1321-1331), króla serbskiego (1331-1355), cara Serbów i Greków (1346-1355) były szczytem potęgi państwa serbskiego, które w 1334 wchłonęło Bizancjum. Przejawem imperialnych ambicji Dušana było przyjęcie przez niego tytułu cara (cesarza) Serbów i Greków i podniesienie arcybiskupstwa serbskiego do rangi patriarchatu, w wyniku czego patriarcha w Konstantynopolu obłożył klątwą Kościół serbski [przyp. tłumaczki].
15 Ante Starčević (1823-1896) - ideolog chorwacki, twórca Partii Prawa. Głosił program urzeczywistnienia suwerenności chorwackiej nie w ramach Austrii czy Węgier, lecz jako niezależnego państwa. Uważał, że rozwiązanie kwestii chorwackiej może przyjść z zewnątrz, w rezultacie rozpadu Austrii, jednak pod koniec życia stał się zwolennikiem zasady dualizmu, a nawet trializmu. Starčević nie uznawał narodu serbskiego i uważał wszystkich Słowian południowych (z wyjątkiem Bułgarów) za Chorwatów, przez co, odżegnując się od koncepcji iliryjskich i jugosłowiańskich - paradoksalnie - głosił jedność narodową Serbów i Chorwatów [przyp. tłumaczki].
16 Dmitar Zvonimir (data ur. nieznana - 1089), pierwszy król chorwacki (od 1075), lennik papieża Grzegorza VII, od którego otrzymał koronę królewską, prowadził wojny z Bizancjum i Wenecją, po jego śmierci Królestwo Chorwacji zaczęło chylić się ku upadkowi. Postać Zvonimira jest w tradycji niejednoznaczna - stanowi on symbol państwowotwórczy: wzlotu i upadku, wierności wartościom europejskiego Zachodu i wyparcia się wartości rodzimych. Korona Zvonimira to symbol państwowości chorwackiej, personifikacja państwa, będąca odpowiednikiem węgierskiej korony św. Stefana, oraz odpowiedź na serbski ideologem Cesarstwa Dušana [przyp. tłumaczki].
17 Jednym z nielicznych nie-Słoweńców, który zgadzał się z tą ideą, był korespondent tygodnika "Manchester Guardian" Arthur John Evans postrzegający powstańców w Bośni i Hercegowinie z perspektywy angielskiego patrioty, pragnącego "konsolidacji ogromnych jugosłowiańskich sił jako przedmurza chroniącego przed naszym wrogiem na Wschodzie". Widziana jego oczyma okupacja obu regionów była "rozstrzygającą okazją" dla Austrii, która powinna się tą okupacją "poniżyć, aby następnie móc się wywyższyć" (Evans 1967: 67).
18 Jak wspominał książę Nikola, komitety te zebrały znaczne kwoty. Członkom jednego tylko komitetu w Trieście udało się zebrać aż 104 967 forintów, podczas gdy w całej Czarnogórze - 28 877 forintów. Za pieniądze z datków zakupiono zboże (Petrović Njegoš 1988: 306).
19 Był to najprawdopodobniej adwokat, doktor Kopač, członek zagrzebskiego komitetu pomocy.
20 Co interesujące, wbrew dużej liczbie cudzoziemców Vasa Pelagić ubolewał, że liczba ochotników rekrutujących się spośród Słowian [Polaków, Czechów, Słowaków, Słoweńców i Chorwatów] przed wojną serbsko-turecką i rosyjsko-turecką "nie sięgała stu", zaś pomoc finansowa - nawet dwudziestu tysięcy dukatów. Pelagić sądził, że jego - skądinąd nieprecyzyjne - dane dają z jednej strony jasny obraz tego, "jak wątła jest sympatia i "wzajemność" słowiańska", zaś z drugiej strony stanowią wiarygodny przejaw "jeszcze wątlejszej" woli zjednoczenia wszystkich Słowian w ich królestwie (Pelagić 1880: 77; por. Milojković-?urić 1994: 163).
21 Gavro Vuković relacjonuje wypowiedź niejakiego Bjeloplavicia, który po powrocie udał się przed oblicze księcia i "opowiadał o nieprawdopodobnych czynach popa Žarka i jego towarzyszy, którzy okradali żołnierzy z łupów wojennych, sprzedawali je, a pieniądze wysyłali swoim bliskim, to samo czyniąc z datkami otrzymanymi od komitetów z Serbii, co stało się główną przyczyną rozwiązania oddziału popa Žarka" (Vuković 1925: 75-76).
22 "Lud z Hercegowiny powstał przeciw swoim oprawcom" - wyjaśniano na łamach belgradzkiego czasopisma "Istok"- "ale biedota nie myśli o żadnym królestwie czy innych bzdurach, lecz o tym, jak ocalić życie i mienie; rozpowszechniając pogłoski, że chodzi tu o królestwo i króla, jeszcze bardziej rozpali ona swych ciemiężycieli (P. U. 1875: 3; por. Proroković-Nevesinjac 1905: x-xi; Dedijer 1967: 53).
23 Milan Obrenović (1854-1901) - syn Mihaila Obrenovicia, książę Serbii w latach 1868-1882 i król Serbii w okresie 1882-1889 [przyp. tłumaczki].
24 Nikola I Petrović (1841-1921) - książę Czarnogóry w latach 1860-1910, następnie do 1918 roku król Czarnogóry [przyp. tłumaczki].
25 Imię powstańcze Petra Karađorđevicia (1844-1921) - syna księcia Aleksandra i Persidy Nenadović, pierwszego konstytucyjnego króla Serbii od 1903 roku, kiedy w wyniku puczu wojskowego odsunięto od władzy dynastię Obrenoviciów. Wychowanek szkół wyższych w Genewie i Paryżu. Walczył po stronie Francuzów w wojnie francusko-pruskiej 1870-1871, dowodził armią serbską w czasie wojen bałkańskich, w wyniku których podupadł na zdrowiu i przekazał władzę synowi - regentowi Aleksandrowi I. W 1918 roku został królem Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców [przyp. tłumaczki]. Nazwisko Mrkonjić [z jęz. serb. mrk - pochmurny, ponury] przede wszystkim odnosiło się do jego przygaszonego oblicza, tak jak to miało miejsce w przypadku imienia Karađorđa - Czarnego Jerzego, a dopiero w drugim rzędzie oznaczało niezłomnego bojownika w walkach przeciw "Turkom", jakim był osławiony dzięki pieśniom ludowym z XVII i XIX wieku junak z Przymorza Petar [Pero] Mrkonjić, "bez którego nie ma zbójnikowania". Zdaniem Ferda Šišicia Petar Karađorđević wybrał to imię, czytając Srpske narodne pjesme [Serbskie pieśni ludowe] Vuka Stefanovicia Karadžicia (Šišić 1937: 215).
26 W Czarnogórze uczestniczącego w powstaniu dowódcę, żołnierza czy ochotnika, który nie opowiadał się za przyłączeniem Hercegowiny do Czarnogóry, nie działał na jego rzecz i nie myślał o nim, uważano za zdrajcę, który mógł być z tego powodu sądzony przez sąd doraźny (Vuković 1925: 147; Jovanović 1977: 207).
27 Podobną ocenę zamieściły zagrzebskie "Novosti" na początku września 1930 roku: "Hubmayer doznał porażki ze strony Turków, wykazał się niekompetencją, a oprócz tego cała ta historia z Hubmayerem okazała się austriacką manipulacją dyplomatyczną" (Bez podpisu 1930b: 6).
28 Jak donosił w tygodniku "Slovenski narod" z 17 października 1876 roku korespondent z Księstwa Serbii, rosyjski generał Michaił Czerniajew "na swoje "risico"" mianował Hubmajera na podporucznika "ze względu na jego umiejętności" (Bez podpisu 1876h: 3; Aléšovec 1878: 35). W jednostce Czerniajewa Hubmajer awansował do stopnia majora artylerii. Ale gdy wojsko serbskie zostało pokonane w wojnie i państwo stanęło w obliczu bankructwa, większość oficerów zwolniono, zwłaszcza obcokrajowców, wśród których znalazł się też Hubmajer (Bez podpisu 1910: 1).
29 Autor nawiązuje do pieśni ludowej Zidanje Skadra na Bojani [Budowanie Skadra nad Bojaną], w której pojawia się motyw zamurowania żywcem w fundamentach miasta żony jednego z trzech braci Mrnjavčeviciów w celu przebłagania rusałki (wiły) udaremniajacej jego wznoszenie [przyp. tłumaczki].
30 O tym, że ofiara nie była tylko symboliczna, dowiadujemy się z listu córki Hubmajera, Olgi, która pisze o cofnięciu wdowie po Hubmajerze "emerytury otrzymanej w czasie austriackich rządów, zaraz po wyzwoleniu". Pozbawiona środków do życia, rodzina Hubmajera nie była w stanie nawet oznaczyć jego grobu" (Hubmajer 1926: 1).