ROZDZIAŁ 2
Zimny, mokry nos trącił rękę Josie. Zaraz po tym rozległo się żałosne skomlenie. Kiedy nie zareagowała na wysiłki swojego teriera, próbującego zmusić ją do wstania z łóżka, pies wskoczył na kołdrę i zaczął gorliwie obwąchiwać jej uszy i kark.
- Śledzik - jęknęła i obróciła się do niego. Napotkała spojrzenie smętnych brązowych oczu. Pies sapnął i usiadł. Spłaszczona czarno-biała mordka wyrażała powagę, uszy były postawione idealnie na sztorc. Nie poruszając nawet pyskiem, terier znów zaskomlił. Josie podrapała go pod brodą.
- Która godzina, mały? - zapytała zaspanym głosem, choć nie musiała nawet sprawdzać zegarka na stoliku nocnym, by wiedzieć, że budzik uruchomi się za dziesięć minut - a przynajmniej byłoby tak w dzień roboczy, dziś jednak miała wolne. W ciągu sześciu miesięcy, odkąd wraz Noahem zaadoptowali Śledzia, wypracowali coś w rodzaju codziennej rutyny. Pies budził ich tuż przed dzwonkiem alarmu, Josie wypuszczała go do ogródka, karmiła, a potem oboje robili sobie ze Śledziem krótką przebieżkę, po której szykowali się do pracy i wychodzili z domu. Nawet w dni wolne ich pupil z uporem maniaka pilnował ustalonego porządku dnia.
Josie i Noah pracowali w wydziale policji w Denton - ona na stanowisku detektywki, on - porucznika. Denton było położone w górach środkowej Pensylwanii i rozciągało się na obszarze około dwudziestu pięciu mil kwadratowych. W centralnej części miasta, gdzie skupiły się punkty handlowe, komisariat policji, poczta i uniwersytet, ulice i budynki układały się w zwartą, uporządkowaną sieć zabudowy. Jedyny wyjątek stanowił rozległy miejski park. Pozostała część miasta była rozrzucona na wiejskich, porośniętych lasami terenach, do których dostęp zapewniały wstążki krętych jednopasmówek. Choć Denton było niedużym miastem, przestępczość kwitła tu jak wszędzie, a policja miała co robić.
Josie przekręciła się na drugi bok i szturchnęła Noaha w ramię.
- Czas wstawać - powiedziała, uzyskując w odpowiedzi jedynie stękanie. - No już.
- Nastawisz kawę? - wymamrotał Noah.
Detektywka spuściła nogi na podłogę, a Śledź zeskoczył podekscytowany i kręcąc zadkiem, podbiegł do drzwi sypialni. Policjantka wyłączyła alarm i poczłapała na dół. Dwadzieścia minut później pies był już nakarmiony, a Josie i Noah zdążyli wypić po filiżance kawy i przebrać się w ciuchy do biegania. Josie uklęknęła na podłodze w holu, starając się nałożyć szelki na rozedrgane z emocji ciałko Śledzia, podczas gdy Noah wrócił na górę po telefon.
- Co rano jest to samo, piesku - mruknęła Josie, starając się zapiąć szelki na grzbiecie teriera. - Wiesz, że nie możesz się ruszać, kiedy ci to zakładam. - Śledź nie był w stanie pohamować swojego podekscytowania. Podskoczył, żeby polizać ją po twarzy, a wtedy szelki się z niego zsunęły. Josie roześmiała się, na co pies zaczął skakać wokół niej, kręcąc swoją małą pupą tak, że w końcu wpadł na niewielki stolik. Za chwilę znów się z nim zderzył i przesunął go o kilka cali. Na podłogę spadły dwa komplety kluczy i para okularów przeciwsłonecznych.
- O cholera - zaklęła Josie, zabierając szybko okulary, aby Śledź przypadkowo ich nie rozdeptał. Zalała ją fala ulgi. Noah zbiegł po schodach. Na widok Josie z okularami w ręce powiedział:
- Twoja siostra jeszcze się po to nie zgłosiła? Pewnie zdążyła już sobie kupić nowe.
Josie odłożyła okulary z powrotem na stolik razem z kluczami i znów spróbowała wcisnąć psa w szelki.
- Noah, mówimy o Trinity. Masz pojęcie, ile kosztują te okulary? Wiesz w ogóle, co to za marka?
Noah uklęknął na podłodze i wyciągnął rękę. Śledź przydreptał do niego posłusznie i usiadł, pozwalając mu bez trudu zapiąć szelki i smycz.
- Zdrajca - mruknęła Josie.
- Skąd niby miałbym znać markę okularów przeciwsłonecznych Trinity?
Josie przewróciła oczami, a potem wyszli z domu i ruszyli wolnym truchtem wzdłuż ulicy, pozwalając psu biec przodem.
- To Gucci. Podejrzewam, że takie okulary kosztują co najmniej trzysta dolarów, może więcej.
Noah zatrzymał się w miejscu, napinając smycz.
Śledź obejrzał się na nich z zaciekawieniem, ustawiając uszy na sztorc.
- Kto płaci trzysta dolarów za okulary przeciwsłoneczne? - zdumiał się Noah.
Josie wyjęła mu smycz z dłoni i wznowiła przerwany bieg. Noah szybko się z nią zrównał.
- Prezenterka porannych wiadomości w dużej sieci telewizyjnej. Trinity jest celebrytką. Stać ją na okulary za trzy stówy.
Noah pokręcił głową.
- Dalej jest gospodynią magazynu porannego? Kiedy ostatni raz z nią rozmawiałaś?
Josie poczuła lekki dyskomfort, coś jakby ukłucie w brzuchu.
- Miesiąc temu - wyjawiła cicho.
- Czyli nawet nie wiesz, czy dalej ukrywa się w tamtym domku, czy wróciła do Nowego Jorku?
- Wydaje mi się, że wciąż przebywa na dobrowolnym wygnaniu. Od tygodni nie rozmawiała z rodzicami ani z bratem.
- Czyli w takim razie nadal jest ze wszystkimi skłócona?
Kobieta westchnęła.
- Nie, tylko ze mną.
- Jesteś gotowa mi powiedzieć, co się stało?
Teraz wysforowała się kilka kroków naprzód.
- Niespecjalnie.
Śledź zatrzymał się, żeby obwąchać słup telegraficzny, więc Josie też przystanęła. Poczuła na sobie wzrok Noaha i podniosła głowę. Jego orzechowe oczy wyrażały powagę.
- Josie, wiem, że te niesnaski z siostrą nie dają ci spokoju. Powiedz mi po prostu, co się wydarzyło. Rozmowa może poprawić ci samopoczucie.
- Nie sądzę. Poza tym byłeś przy tym.
Noah uniósł brew.
- Tak, wróciłem z nocnej zmiany. Zamieniłem z nią kilka słów, a ona ześwirowała. Potem poszedłem z psem na spacer. Nie mam pojęcia, co między wami zaszło, ale kiedy wróciłem, Trinity już nie było. A ty od tego czasu chodzisz smutna.
- Nie chodzę...
Noah uniósł rękę, żeby ją uciszyć.
- Wiem, że nie chcesz tego słyszeć, ale snujesz się przygnębiona. Nie jesteś sobą. Widzę, że starasz się dać jej czas, i w porządku, ale w międzyczasie możemy o tym porozmawiać. Może mógłbym jakoś pomóc.
Skończywszy obwąchiwanie słupa, Śledź pociągnął smycz, więc znów ruszyli.
- Nie możesz pomóc - stwierdziła Josie.
Poczuła, że policzki jej płoną na wspomnienie ostatniej rozmowy z Trinity.
- I wcale nie daję jej czasu. Moja siostra nie odbiera ode mnie telefonów i nie odpisuje na moje wiadomości. Nie chce ze mną gadać.
- W takim razie może powinnaś sama zawieźć jej te okulary. Pojechać tam i zmusić ją do rozmowy.
- Nie mogę.
- W takim razie co? Będziesz dalej się dołować i trzymać jej absurdalnie drogie okulary na stoliku w holu, żeby w nieskończoność przypominały ci o twoim smutku? Nie spróbujesz się z nią pogodzić?
"Taki miałam zamiar", chciała mu powiedzieć, ale nie odezwała się, tylko wysunęła przed niego, gdy skręcali na skrzyżowaniu.
- Josie.
Zwolniła i spojrzała mu w oczy.
- Naprawdę chcesz wiedzieć, co się stało?