1
- Nie mamy broni!
- Musimy jakoś ją sobie sporządzić.
- Jak? W całej ziemi izraelskiej nie ma żadnego kowala. Filistyni zatroszczyli się o to - wymordowali albo pojmali wszystkich.
Jonatan i jego ojciec, Saul, siedzieli w cieniu drzewka oliwnego. Sfrustrowani stryjowie Jonatana komentowali z wściekłością ostatni atak Filistynów:
- Nawet gdybyśmy wykuli sobie miecze, na nic się nie zdadzą! Nie wiem, z czego Filistyni robią miecze i ostrza włóczni, ale są o wiele lepsze od naszych. Brąz nie jest wystarczająco mocny. Ich miecze niszczą uzbrojenie z brązu.
- To upokarzające - za każdym razem, kiedy chcę naostrzyć mój lemiesz i sierpy, muszę wybrać się do Ajjalonu i płacić ciężko zarobionymi syklami śmierdzącemu Filistynowi!
- Ja muszę naprawić w tym roku widły i potrzebne mi nowe końcówki do ościenia na woły. Ciekawe, ile będzie to kosztowało.
- Nic na to nie poradzimy - westchnął Saul, spoglądając na pola.
W pobliskim Geba stacjonowała załoga filistyńska. Obserwowanie jej ruchów było obowiązkiem pokolenia Saula - Beniaminitów.
- Kisz uważa, że przydałby się nam król! - odezwał się ktoś.
- Wiesz, co mówi na ten temat prorok Samuel - przypomniał Saul, kręcąc głową.
- Filistyni mają królów - upierał się jego rozmówca - i właśnie dlatego są dobrze zorganizowani.
- Gdyby Samuel był jak Samson... Niestety tylko wini nas za to, co się dzieje.
- Dziadek Ahimaas opowiadał, że kiedy Filistyni zabili synów arcykapłańskich i zrabowali Arkę Przymierza, do walki przeciw nim stanął Bóg. Że filistyński bóg Dagon upadł przed Arką twarzą w dół, i że odpadła mu głowa i dłonie. Mówił też, że następnie Pan przeklął Filistynów i zaczęli chorować na guzy, że spadła na nich plaga myszy. Że wystraszyli się i odesłali Arkę na wozie ciągniętym przez dwie mleczne krowy. Podobno umieścili też na wozie skrzynkę ze złotymi guzami i myszami!
- To było przed wielu laty - mruknął Saul, znów kręcąc głową.
- Teraz Bóg pozostawia nas samych sobie - dodał jeden ze stryjów Jonatana, ciskając w dal kamykiem. - Sami musimy się bronić.
- Ale... - Jonatan poczuł się zmieszany. - Gdyby Pan...
- Matka opowiada ci za wiele historii, które usłyszała od swojego ojca - przerwał Saul, patrząc na niego z irytacją.
- Ale to prawdziwe historie, prawda?
- To dawne historie! - parsknął jeden spośród stryjów Jonatana, zmęczony toczącą się rozmową. - Kiedy ostatni raz Pan zrobił dla nas cokolwiek?
- Jeszcze nie rozumiesz niektórych rzeczy, synu - uspokoił Saul, obejmując Jonatana ramieniem. - Kiedy staniesz się mężczyzną...
- Saul! - przerwał mu gniewny okrzyk Kisza.
- Co znowu? - mruknął Saul. Puścił syna i podniósł się z ziemi. - Tu jestem!
Dziadek Jonatana nadbiegał częściowo zaoranym polem. Piękne szaty Kisza falowały na wietrze; widać było, że jest mocno zdenerwowany, bo aż poczerwieniał na twarzy. Jego młodsi synowie rozpierzchli się, tylko Saul wytrwał na miejscu.
- Co się stało? - spytał, wychodząc z cienia.
- "Co się stało"?! - powtórzył ironicznie Kisz, rozwścieczony. - I ty mnie jeszcze pytasz?!
- Gdybym wiedział, o co chodzi, nie pytałbym - odparł spokojnie Saul, marszcząc brwi.
- Siedzisz sobie w cieniu, a tymczasem moje osły zaginęły!
- Zaginęły? - Saul znowu zmarszczył brwi i popatrzył w stronę wzgórz.
- Tak, zaginęły! Nie masz uszu, czy co?!
- Kazałem pilnować osłów Meszy.
Jonatan przełknął z niepokoju. Mesza był starym człowiekiem i łatwo tracił orientację. Nic dziwnego, że osły zginęły...
- Meszy? - Kisz splunął pogardliwie. - Meszy! - powtórzył dobitnie.
- Nie mogę być w dwóch miejscach naraz - wytłumaczył się Saul, rozkładając ręce. - Orałem.
- Orałeś? Tak nazywasz siedzenie pod drzewkiem oliwnym i pogawędkę z braćmi? - Kisz podniósł głos, aby pozostali go słyszeli. - Nie starczy nam żywności, jeśli będziecie tylko siedzieć i rozmawiać!
- Rozmawialiśmy o naszych planach - wyjaśnił ktoś.
- O jakich planach?
- Wojennych.
Kisz parsknął nieprzyjemnym, szorstkim śmiechem.
- Żeby wyruszyć na wojnę, musielibyśmy mieć króla - odpowiedział. - A my nie mamy króla!... Gdzie moje osły?! - Zacisnął pięść.
Saul odskoczył, unikając ciosu ojca.
- To nie moja wina, że Mesza nie wykonał mojego polecenia! - krzyknął.
- Następnym razem zgubisz woły! Jak myślisz: ile czasu będziesz sobie radził z orką bez zwierząt pociągowych? Będę musiał kazać ciągnąć pług tobie!
Saul zaczerwienił się i odszedł z powrotem w cień.
- To tobie oddałem pod opiekę moje osły! - wołał Kisz, podążając za synem. - Nie chcę, żeby pilnował ich sługa - ale mój syn!
- Masz nie tylko jednego syna! - zauważył ze złością Saul.
- Ty jesteś najstarszy! - przypomniał Kisz, ciskając przekleństwo. - Mesza to starzec, i parobek. Nie zależy mu na mojej własności. A ty któregoś dnia ją odziedziczysz. Jeśli musiałeś przekazać opiekę nad zwierzętami komu innemu, czemu nie oddałeś ich Jonatanowi? On dobrze pilnowałby mojego majątku.
Jonatan skulił się. Dlaczego dziadek włączał go do kłótni? Łatwo było urazić dumę Saula...
- Kiedy coś jest nie w porządku, zawsze winisz mnie! - warknął z wściekłością Saul.
- Ojcze, pójdę poszukać... - zaczął Jonatan.
- Nie pójdziesz! - przerwali mu jednocześnie ojciec i dziadek.
- Poślę jednego z parobków - zakończył Saul, odwracając się na pięcie.
- Nie poślesz! - zatrzymał go krzykiem Kisz. - Sam pójdziesz! I nie szukaj przede mną wymówek! Nie będziesz siedział tu sobie na tyłku i czekał, aż ktoś inny znajdzie to, czemu ty pozwoliłeś się zgubić. Weź ze sobą sługę i idźcie poszukać osłów we dwóch! Tylko niech ci nawet nie przejdzie przez myśl, żeby jechać na ośle; został tylko jeden i ma się stąd nie ruszać. Poszukasz pozostałych piechotą. Ale nie bierz przypadkiem ze sobą Meszy! - To powiedziawszy, Kisz ruszył z powrotem szybkim krokiem w stronę Gibea.
Saul wzbił ze złości nogą chmurkę pyłu, po czym z wściekłością ruszył pędem przez pole do domu. Jonatan poszedł za nim.
Achinoam, matka Jonatana, czekała na nich w drzwiach. Chyba całe miasteczko słyszało krzyki Kisza.
- Napełniłam wodą dwa bukłaki i włożyłam chleba do dwóch sakw - powiedziała.
- Tak bardzo chcesz, żebym już poszedł? - burknął Saul, marszcząc brwi.
- Im wcześniej wyjdziesz, tym szybciej wrócisz - szepnęła jego żona, kładąc dłoń na sercu.
- Ja z tobą pójdę, ojcze - odezwał się Jonatan.
Achinoam ruszyła za Saulem w głąb domu.
- W całym Gibea najlepiej zna się na osłach Jechiel - stwierdziła. - Weź ze sobą jego. Jonatan może w tym czasie orać.
- Ale... Mamo...
- Jeśli obaj pójdziecie, nic nie zostanie zrobione - ucięła ze stanowczym spojrzeniem Achinoam.
- Ojcze, być może Filistyni ukradli osły i zaprowadzili je do Geba - wysunął przypuszczenie Jonatan. Geba, gdzie znajdowała się filistyńska załoga, leżało niedaleko. - Najpierw powinniśmy sprawdzić tam - ciągnął, nie ustępując.
- Nigdzie nie pójdziesz! - skwitowała matka, patrząc mu prosto w oczy. - Ojciec ma dość zajęć i nie potrzebuje na dokładkę pilnować ciebie.
- Strzelam z łuku najlepiej w całym Gibea! - zaprotestował Jonatan, czerwieniejąc.
- Ojciec idzie odnaleźć osły, a nie rozpętać wojnę...
- Dość! - krzyknął Saul. - Spakuj mi tyle chleba i suszonych owoców, żeby starczyło na kilka dni. Być może osły oddaliły się na większą odległość.
Achinoam ruszyła spełnić polecenie. Saul ciskał się z wściekłością po izbie, kopiąc różne przedmioty i przeklinając pod nosem. W pewnej chwili podniósł wzrok na znieruchomiałego Jonatana.
- Idź po Jechiela - rzucił. - Tylko niech się pospieszy!
- Pójdę... - odpowiedział Jonatan, cofając się ku wyjściu. - A co będzie, jeżeli osły są w Geba?
- To chyba jasne, że przepadły! - krzyknął Saul, unosząc gniewnie pięść. - W takim wypadku Mesza pożałuje, że ich nie dopilnował!
- Po prostu oddaliły się - szepnęła uspokajająco Achinoam. - To wszystko. Odnajdziesz je jeszcze przed zachodem słońca, kochany. - Dołożyła chleba do tobołka. - Filistyni mają aż nadto osłów. Poza tym wolą konie.
- Powiedz Jechielowi, że jestem gotowy i czekam na niego! - zawołał jeszcze Saul za odchodzącym Jonatanem.
Jechiel naprawiał akurat ścianę pustej owczarni.
- Kisz kazał mojemu ojcu odnaleźć osły, które się zgubiły - powiadomił Jonatan. - Ojciec chce, żebyś ty z nim poszedł. Jest spakowany i czeka na ciebie.
Jechiel wyprostował się i otrzepał dłonie.
- Wezmę, co potrzebne, i przyjdę - odpowiedział.
- A może powiesz mojemu ojcu, że jeśli nie dokończysz swojej pracy, mogą uciec ci owce? - odezwał się znowu Jonatan, ruszając za Jechielem. - Powiedziałbyś mu, że ja będę mu równie pomocny jak ty... - Jonatan dobrze znał wzgórza i doliny wokół Gibea. Raz ośmielił się nawet podejść tak blisko murów Geba, że słyszał rozmawiających wartowników.
- Moje owce są na pastwisku, dogląda ich dwóch pasterzy.
- A co będzie, jeśli szukając osłów, natkniecie się na Filistynów?
- Nie musisz martwić się o ojca, Jonatanie. Będziemy unikali Filistynów. Nawet jeśli nieszczęśliwym trafem staniemy oko w oko z nimi, wątpię, żeby zainteresowali się dwoma pieszymi, którym nie można zrabować nic poza odrobiną chleba i wody.
Jonatan westchnął z rezygnacją.
Na odchodnym, Saul ścisnął syna za ramię i powiedział:
- Dokończ orkę na zachodnim polu. I pilnuj swoich braci. Wiesz, że lubią się rozchodzić.
- Szkoda, że nie idę z tobą.
- Wrócę niedługo... - odparł Saul, spoglądając obok niego, na Achinoam.