JEŻOZWIERZ i nauka odwagi - Janette Oke

Kup ebooka

39.99 zł

-
Proszę czekać

Dziecięca seria "Szkoła charakteru" to 12 tytułów:

 

1. Kaczorek Kwaczek i lekcja pokory

2. Marnotrawny kotek

3. Baranek i poszukiwanie tożsamości

4. Kolorowy gołębnik i kwestia przyjaźni

5. Żółwik i szkoła cierpliwości

6. Skunksik i szkoła charakteru

7. Psi pamiętnik i znaczenie posłuszeństwa

8. Niedźwiadki i życiowe odkrycia

9. Jeżozwierz i nauka odwagi

10. Gorylek Barnaba ma rodzeństwo

11. Piesek preriowy i szkoła życia

12. Prosiaczek lubiący rywalizację

 

Informacje o dostępności tytułów na www.wydawnictwo.psalm18.pl

 

Tytuł oryginału: Pordy's Prickly Problem

Copyright 1993, 2001 by Janette Oke

Originally published in English under the title Pordy's Prickly Problem by Bethany House Publishers, a division of Baker Publishing Group, Grand Rapids, Michigan, 49516, U.S.A.

All rights reserved.

 

Copyright ? 2025 for Polish translation and edition:

Psalm18.pl Daniel Wołochowicz

Przekład i redakcja: Małgorzata Wołochowicz

Skład i adaptacja okładki: Marcin Nowak

Ilustracje: Nancy Munger

Korekta: Daniel Wołochowicz

Konwersja do EPUB/MOBI: JBrandt

 

ISBN: 978-83-68512-06-9

 

Wydawnictwo Psalm18.pl Daniel Wołochowicz

Świeradowska 47, 02-662 Warszawa

NIP: 9512138491

Spis treści

ROZDZIAŁ 1

Nie chodziło o to, że nie chciałam się wspinać na drzewo. Bo w końcu wszystkie jeżozwierze powinny to potrafić. Domyślałam się, że fajnie byłoby tam na górze z mamą. I wcale nie chciałam zostawać na ziemi całkiem sama. Bałam się być sama.

Ale to drzewo było takie wysokie i strzeliste. Droga do najniższej gałęzi wydawała się taka długa. Małe pazurki na końcach moich palców u stóp wyglądały mi na zbyt słabe, bym miała je wbić w korę i nie spaść z drzewa. Bo jeśli bym spadła, droga na dół była strasznie, ale to strasznie długa. A ziemia, na której bym wylądowała z głuchym łoskotem - bardzo twarda. Wiedziałam, że trudno by mi było złapać oddech.

Spojrzałam w górę na mamę i zaskomlałam ze strachu.

- No chodź, Ferdziu - namawiała mnie już chyba dziesiąty raz. - Właź na górę. Tam nie jesteś bezpieczna.

Spojrzałam na to wysokie drzewo z gałęziami sięgającymi aż do nieba. Czułam się znacznie bezpieczniej tam, gdzie stałam niż tam, gdzie mama chciała, żebym weszła. Zwinęłam się w kuleczkę, wetknęłam łebek głęboko i zamknęłam oczy, żeby nie widzieć mamy i tego drzewa.

- Chodź! - zawołała znowu mama.

- Nie mogę - płakałam. Za bardzo się bałam.

Spojrzałam w górę i zobaczyłam, że mama schodzi z drzewa. Najpierw nic nie powiedziała, tylko przytulała mnie, aż przestałam się trząść. Potem, nie wypuszczając mnie z objęć, mówiła łagodnie:

- Ferdziu - zaczęła. Na imię mam Ferdynanda, ale mama mówi na mnie Ferdzia. - Ferdziu, już za duża urosłaś, żeby pozostawać w gnieździe na ziemi. Musisz się nauczyć jeść owoce z drzew. My mieszkamy tam na górze. - Mama wskazała na gałęzie wysoko na drzewie. - Na ziemi jest dla nas zbyt niebezpiecznie. Nie biegamy tak szybko jak lisy czy jelenie. Nie potrafimy się tak łatwo schować jak króliki czy łasice. Nie wbiegamy na drzewa tak prędko jak wiewiórki. Dlatego mieszkamy na górze, pośród gałęzi. Tam jest bezpiecznie. I mamy wszystko, czego nam potrzeba. Jedzenie. Wodę z rosy. Bezpieczne miejsce do spania. Wszystko.

Pokiwałam łebkiem, żeby mama wiedziała, że słuchałam.

- Rozumiesz? - spytała łagodnie.

Znów pokiwałam łebkiem.

Wypuściła mnie z objęć, ale ja złapałam ją za łapkę. Jednak mama nie pozwoliła mi znowu zwinąć się przy niej w kłębek.

- Ostrożnie. Pamiętaj, że mam ostre kolce.

Pamiętałam. Raz się na jeden z nich nadziałam i bolało mnie przez kilka godzin.

Mama skinęła w kierunku wysokiego drzewa.

- Tam będziemy bezpieczne. Musimy tam wejść.

Znów zaczęłam pociągać noskiem. Byłam absolutnie pewna, że nigdy nie uda mi się dotrzeć choćby do pierwszej gałęzi. A jeśli bym jednak dotarła do pierwszej gałęzi, obiecałam sobie, że nie zrobię ani kroku dalej. Będę tam tak siedzieć i trzymać się z całych sił, żeby nie spaść.

- Ja wejdę pierwsza - powiedziała mama. - Przypatruj się uważnie i idź zaraz za mną. Rób dokładnie to co ja. Nie spadniesz. Jeżozwierze nie spadają. Bóg stworzył nas do wspinania się po drzewach. Jest to dla nas naturalne i najzupełniej bezpieczne.

- No to dlaczego to wygląda na takie... takie nienaturalne i niebezpieczne? - zastanawiałam się.