Jeszcze nie wszystko stracone - Paulina Wiśniewska

Kup ebooka

44.90 zł
37.26 zł (38,17 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZ­DZIAŁ 1

Wy­szła z bu­dynku uczelni, a mróz nie­mal na­tych­miast ude­rzył w jej po­liczki. Prze­rwa świą­teczna do­piero co się skoń­czyła. Był po­czą­tek no­wego roku, a co za tym idzie - nowy roz­dział, ale Ola już od­czu­wała brak chęci. W tym przy­padku wcale nie cho­dziło o na­ukę, bo prze­cież uwiel­biała swoje stu­dia. Pro­blem le­żał w prze­szło­ści, która w tym szcze­gól­nym mie­siącu wra­cała ze zdwo­joną siłą. Zbli­żała się ko­lejna rocz­nica śmierci Szymka. Trze­cia. I choć mó­wią, że czas le­czy rany, Ola nie zga­dzała się z tym stwier­dze­niem. Wraz z upły­wem ko­lej­nego dnia, ty­go­dnia, mie­siąca czy roku co­raz do­tkli­wiej od­czu­wała stratę brata. Na szczę­ście miała u boku lu­dzi, któ­rzy byli dla niej pod­porą i na któ­rych mo­gła li­czyć. Ro­dzice, star­szy o cztery lata brat Fi­lip i przy­ja­ciółki z uczelni: Klara, Ada i Maja, z któ­rymi znała się już nie­mal sześć lat. Za­wsze wspie­rały się w trud­nych mo­men­tach, ma­jąc przy tym wra­że­nie, że słab­sze chwile umac­niają ich re­la­cje, po­ka­zują, że praw­dziwa przy­jaźń trwa bez względu na to, czy świeci słońce, czy pada deszcz.

Idąc chod­ni­kiem, Ola omal nie wpa­dła na star­szą pa­nią spa­ce­ru­jącą z psem. Spe­szona, prze­pro­siła ci­cho, na co ko­bieta uśmiech­nęła się i ode­szła. Go­dzinne okienko po­mię­dzy za­ję­ciami zwy­kle wy­peł­niała spo­tka­niem z dziew­czy­nami w ich ulu­bio­nej szcze­ciń­skiej ka­wiarni Re­tro Café. Na wspo­mnie­nie tego miej­sca za­wsze się uśmie­chała, ale naj­więk­szą ra­dość z ca­łej czwórki bu­dziło ono w Adzie. Wła­śnie tam po­znała Hu­berta. Cho­ciaż ich drogi ro­ze­szły się na do­bre wraz z po­wro­tem Jacka, kilka razy wspo­mi­nała w roz­mo­wach chwile spę­dzone u boku przy­stoj­nego psy­cho­loga, który zdo­był sym­pa­tię ca­łej paczki. Mimo to dziew­czyny cie­szył fakt, iż Ada i Ja­cek nie tylko prze­zwy­cię­żyli od­le­głość, lecz także od­bu­do­wali re­la­cję.

Ola wes­tchnęła z no­stal­gią, bo wspo­mnie­nia na nowo za­częły tań­czyć jej przed oczami. W Re­tro Café spę­dzała też mnó­stwo czasu z Szy­mo­nem. Mieli na­wet swój mały ry­tuał - w każdą so­botę je­dli tam de­ser, po­pi­ja­jąc kawę z sy­ro­pem wa­ni­lio­wym, bitą śmie­taną i orze­chową po­sypką. Jako bliź­nięta mieli nie­malże iden­tyczne pre­fe­ren­cje, nie tylko ku­li­narne. Mama my­ślała, że z wie­kiem im to mi­nie, lecz się my­liła. Poza kie­run­kiem stu­diów uzu­peł­niali się w pra­wie stu pro­cen­tach. Szy­mon za­miast me­dy­cyny wy­brał kie­ru­nek le­kar­sko-den­ty­styczny, co spo­tkało się z nie­ma­łym za­sko­cze­niem ze strony jego bli­skich. W dzie­ciń­stwie, po­dob­nie jak sio­stra, pa­nicz­nie bał się wi­zyt u den­ty­sty. Każda kon­trola koń­czyła się pła­czem, przez co mama mu­siała za­cią­gać ich siłą do ga­bi­netu. Lecz tam­tego dnia, gdy przy­niósł ko­pertę z in­for­ma­cją o przy­ję­ciu na stu­dia, po­wie­dział, że chciałby być ta­kim sto­ma­to­lo­giem, który nie bę­dzie wy­wo­ły­wał lęku u dzieci. Miał na­wet swoją wi­zję ga­bi­netu przy­ja­znego dla ma­łych pa­cjen­tów. Chciał w ten spo­sób od­cza­ro­wać zły urok tego za­wodu, który utrwa­lił mu się z dzie­ciń­stwa. Ola, pełna po­dziwu dla de­ter­mi­na­cji brata, gra­tu­lo­wała mu i obie­cała wspie­rać w trud­nych chwi­lach, a na­wet po­móc w aran­ża­cji ga­bi­netu.

Oprócz za­mi­ło­wa­nia do kie­run­ków me­dycz­nych łą­czyła ich pa­sja do sportu. Oboje szcze­gól­nie upodo­bali so­bie nar­ciar­stwo, a to wszystko za sprawą dwu­ty­go­dnio­wego obozu w cza­sie fe­rii zi­mo­wych. Mieli wtedy po dwa­na­ście lat i choć oboje się za­pie­rali, że na ża­den obóz nie po­jadą, bo wolą grać w plan­szówki i ukła­dać puz­zle, zgo­dzili się po sku­tecz­nej na­mo­wie star­szego brata. Fi­lip nie był szcze­gól­nym zwo­len­ni­kiem tej dys­cy­pliny, ale na prośbę mamy pod­ko­lo­ry­zo­wał nieco swoje zda­nie na te­mat nar­ciar­stwa, by w ten spo­sób po­ka­zać młod­szemu ro­dzeń­stwu, że warto spró­bo­wać. Ola i Szy­mon, ocza­ro­wani sło­wami Fi­lipa, w pod­sko­kach po­bie­gli do mamy i prze­krzy­ku­jąc się wza­jem­nie, oznaj­mili, że czym prę­dzej chcą ku­pić narty, by szu­so­wać po sto­kach. Na obo­zie Szy­mon szyb­ciej za­ła­pał za­sady, dla­tego gdy w ko­lej­nym mie­siącu po­je­chali w góry z ro­dzi­cami, po­ma­gał Oli pod­szko­lić pod­stawy. Fi­lip, wi­dząc, że ro­dzeń­stwo so­bie ra­dzi, przy­znał im, że kom­plet­nie nie miał smy­kałki do nar­ciar­stwa, bo zde­cy­do­wa­nie wo­lał kom­pu­tery. Pod­czas gdy Ola i Szy­mon za­wzię­cie szu­so­wali na stoku, star­szy brat go­dzi­nami ćwi­czył ko­do­wa­nie. Oboje lu­bili w Fi­li­pie to, że nie ne­go­wał ich pa­sji. Mimo od­mien­nych upodo­bań, jak na star­szego brata przy­stało, wspie­rał ich i im ki­bi­co­wał, po­zo­sta­jąc w sfe­rze kom­pu­te­rów.

Ola spoj­rzała na ze­ga­rek i z ulgą od­kryła, że miała jesz­cze do­bre czter­dzie­ści pięć mi­nut, które po­sta­no­wiła spę­dzić z Szy­mo­nem. Skrę­ciła w lewo i po­de­szła do ta­bliczki na przy­stanku. Tram­waj, który miał ją za­wieźć na Cmen­tarz Cen­tralny miesz­czący się przy ulicy Ku Słońcu w Szcze­ci­nie, po­wi­nien pod­je­chać za nie­całe pięć mi­nut. Dziew­czyna włą­czyła spo­kojną mu­zykę przy­no­szącą uko­je­nie w chwi­lach smutku.

We­soło wy­pa­damy z sze­regu, poza li­nią. Z Tobą upadł­bym wszę­dzie. Je­stem u Two­jego boku. Ko­ły­sząc się w desz­czu.

Słowa pio­senki I Wo­uldn't Mind znała na pa­mięć. Szy­mon czę­sto ją włą­czał, gdy prze­ży­wał gor­sze chwile, a ona po pro­stu sia­dała obok i śpie­wała po ci­chu, opie­ra­jąc głowę na ra­mie­niu brata. Mó­wili, że to ich pio­senka, za­re­zer­wo­wana tylko dla chwil, które prze­ży­wali ra­zem. W dzień wy­padku brata za­pę­tlała utwór nie­zli­czoną ilość razy, po­zwa­la­jąc, by łzy ob­le­wały jej po­liczki. Z każ­dym sło­wem wy­śpie­wa­nym przez wo­ka­listkę wi­działa prze­la­tu­jące przed oczami ob­razy, po­ka­zu­jące, jak wiele zna­czył dla niej Szy­mon.

Za­to­piona we wspo­mnie­niach, pra­wie omi­nęła przy­sta­nek. Wła­ści­wie wy­sia­dła w ostat­niej chwili, sły­sząc za ple­cami pe­łen dez­apro­baty głos ja­kiejś ko­biety. Pod­gło­śniła mu­zykę, chcąc za­głu­szyć sza­le­jące my­śli, które wza­jem­nie się prze­krzy­ki­wały. Kiedy zo­ba­czyła bramę cmen­ta­rza, po­czuła ucisk w sercu. Zda­rzało się to za każ­dym ra­zem i nie pró­bo­wała już z tym wal­czyć. Ola wie­działa, że prze­pra­co­wa­nie ża­łoby po bra­cie ni­gdy w pełni nie doj­dzie do skutku. Wy­two­rzyła się mię­dzy nimi zbyt silna re­la­cja, by ot tak mo­gła wró­cić do co­dzien­no­ści. Ru­szyła przed sie­bie, wprost do miesz­czą­cej się obok cmen­ta­rza kwia­ciarni, którą pro­wa­dziła pani Kry­sia, ni­ska ko­bieta po pięć­dzie­siątce. Ona do­sko­nale ro­zu­miała roz­terki Oli, która choć po­cząt­kowo ni­komu nie chciała zwie­rzać się ze swo­ich trosk, pew­nego dnia zdo­była się na roz­mowę. Sie­dząc na jed­nej ze skrzy­nek na nie­wiel­kim za­ple­czu i po­pi­ja­jąc ró­żaną her­batę, opo­wie­działa pani Krysi o Szy­mo­nie. Spadł jej wtedy ka­mień z serca. Po wszyst­kim obie mil­czały, a łzy jedna po dru­giej spły­wały po ich twa­rzach. Żadne słowa nie były po­trzebne. Od tam­tej pory Ola, za­miast iść pro­sto na przy­sta­nek, za­trzy­my­wała się w kwia­ciarni, by spę­dzić choć tro­chę czasu z tą sym­pa­tyczną ko­bietą. Stało się to dla niej te­ra­pią, bez któ­rej nie wy­obra­żała już so­bie po­wrotu z cmen­ta­rza. Dla­tego i dziś, gdy ku­piła bu­kiet tych sa­mych bia­łych róż, obie­cała pani Krysi, że od­wie­dzi ją w dro­dze po­wrot­nej. Ta ski­nęła głową i uśmiech­nęła się cie­pło, co Oli po­pra­wiło na­strój.

Prze­kro­czyła bramę, skrę­ciła w lewo i szła ścieżką wzdłuż płotu. Grób Szy­mona znaj­do­wał się na sa­mym końcu. Tra­fi­łaby tam na­wet po omacku, bo ścieżka do niego tkwiła w jej świa­do­mo­ści jako coś sta­łego - jak droga do domu. Choć kro­cze­nie nią było bo­le­sne, czuła, że wła­śnie nad gro­bem brata znaj­do­wała co­raz więk­sze uko­je­nie w ża­ło­bie.

Prze­tarła dło­nią śnieg za­le­ga­jący na po­mniku i kuc­nęła, by spraw­dzić, czy knoty w zni­czach da się jesz­cze za­pa­lić. Nie­stety każdy je­den za­mókł, więc wy­jęła za­pa­sowe z to­rebki. W kilka chwil za­mi­go­tały pło­mie­nie, a ten w otwar­tym zni­czu, ko­ły­sany wia­trem, pło­nął naj­ja­śniej. Ola wsta­wiła róże do pu­stego wa­zonu i na­ło­żyła na nie prze­zro­czy­sty klosz, który choć tro­chę chro­nił je przed zim­nem. Sie­dząc w za­du­mie, stra­ciła ra­chubę czasu, a gdy spo­strze­gła, że od pół go­dziny po­winna prze­by­wać na wy­kła­dzie, po­de­rwała się z ławki i że­gna­jąc się szep­tem z Szy­mo­nem, ru­szyła w drogę po­wrotną.

Mi­ja­jąc kwia­ciar­nię, przy­sta­nęła. Nie wy­obra­żała so­bie nie wstą­pić choćby na chwilę, więc mach­nęła ręką na swoje spóź­nie­nie. Przez sześć lat stu­diów nie za­wa­liła żad­nego wy­kładu, na­wet z pod­wyż­szoną tem­pe­ra­turą i ka­ta­rem upo­rczy­wie da­ją­cym w kość po­tra­fiła słu­chać, jak pro­fe­so­ro­wie z pa­sją tłu­ma­czą ko­lejne za­wiłe za­gad­nie­nia na­tury me­dycz­nej. Po prze­kro­cze­niu progu skle­piku po­czuła woń roz­ma­itych kwia­tów, które sto­jąc w wa­zo­nach, ku­siły ko­lo­rami. Wcią­gnęła ich za­pach głę­boko, czu­jąc przy tym uko­je­nie. Zer­k­nęła też na ką­cik, w któ­rym pani Kry­sia za­zwy­czaj wy­sta­wiała no­wo­ści. Przy­pa­try­wała się ro­śli­nom. Naj­bar­dziej w oko wpadł jej skrzy­dło­kwiat, a jego białe kwiaty miały w so­bie coś, czego Ola nie po­tra­fiła pre­cy­zyj­nie okre­ślić. Schy­liła się po do­niczkę i za­uwa­żyła małą kar­teczkę przy­wie­szoną do niej sznur­kiem. Li­tery na­kre­ślone zgrab­nym pi­smem kryły w so­bie słowa od­da­jące to, co Ola od dawna no­siła w sercu: "Za­mknij oczy, weź głę­boki wdech i przy­po­mnij so­bie ten czas, gdy wszystko szło wła­ści­wym to­rem. Je­śli te­raz jest ina­czej, wspo­mnij mi­nione i się uśmiech­nij. Jesz­cze nie wszystko stra­cone".

- Wi­dzę, że zna­la­złaś moją kar­teczkę z prze­sła­niem. - Za ple­cami usły­szała głos pani Krysi. Pod­nio­sła się i od­wró­ciła, trzy­ma­jąc do­niczkę w dło­niach.

- Ide­al­nie pani tra­fiła tą sen­ten­cją.

- Serce dyk­to­wało mi wła­śnie te słowa i przy­znam szcze­rze, że chcia­łam, abyś to wła­śnie ty je prze­czy­tała. - Ko­bieta mru­gnęła do niej.

- Dla­czego? - Dziew­czyna zmarsz­czyła brwi, lecz po chwili w jej gło­wie za­świ­tała od­po­wiedź. Po­zwo­liła jed­nak ko­bie­cie po­wie­dzieć.

- Ze względu na twoją sy­tu­ację z bra­tem bliź­nia­kiem. Jego już nie ma, ale nic nie stoi na prze­szko­dzie, byś cie­szyła się ży­ciem tak jak przed jego śmier­cią. Jesz­cze nie wszystko stra­cone, jesz­cze wyj­dzie słońce, jesz­cze bę­dziesz śmiała się w głos, uwal­nia­jąc swoją ra­dość, cie­sząc się ży­ciem.

Ola za­my­śliła się przez mo­ment, chło­nąc słowa kwia­ciarki jak naj­lep­szą lek­cję na przy­szłość.

- Tra­fiła pani w sedno. Zda­łam so­bie sprawę, że ta­kich wła­śnie słów po­trze­bo­wa­łam. Ża­łoba nie jest ła­twa do prze­pra­co­wa­nia, bez względu na czas, który upły­nął. Mam wręcz wra­że­nie, że im dłu­żej Szy­mona nie ma, tym bar­dziej tę­sk­nię. Na­dal wi­dzę w gło­wie ob­raz tam­tego dnia, na który oboje cze­ka­li­śmy. Wy­jazd bę­dący zwień­cze­niem na­szych wspól­nych ma­rzeń za­mie­nił się w naj­więk­szy kosz­mar.

Ola za­mru­gała, ha­mu­jąc łzy, a pani Kry­sia ją przy­tu­liła. Dziew­czyna przy­mknęła oczy i chło­nęła za­pach ro­ślin, który wy­czu­wała u kwia­ciarki. Ko­jąca mie­szanka była jak bal­sam na nie­za­skle­pione rany prze­szło­ści.

- Prze­pra­szam, że się roz­kle­iłam - wy­znała po kilku mi­nu­tach, gdy już opa­no­wała emo­cje.

- Ko­chana, oka­zy­wa­nie uczuć nie jest po­wo­dem do wstydu. Poza tym na mnie mo­żesz li­czyć, pa­mię­taj.

- Dzię­kuję pani bar­dzo. Ta­kie wspar­cie wiele dla mnie zna­czy. Jest pani wy­jąt­kowa. Nie po­tra­fię pre­cy­zyj­nie okre­ślić, co do­kład­nie mnie w pani urze­kło, ale za­wsze czuję się spo­koj­niej­sza, gdy opusz­czam kwia­ciar­nię.

- Naj­wi­docz­niej zna­la­złaś swoją brat­nią du­szę i... - Nie do­koń­czyła, gdyż prze­rwał jej na­gły dźwięk te­le­fonu. Prze­pro­siła ski­nie­niem głowy, po czym po­szła ode­brać.

Ola w tym cza­sie zer­k­nęła na wy­świe­tlacz ko­mórki. Do­stała dwie wia­do­mo­ści od Mai, która naj­wy­raź­niej za­nie­po­ko­iła się nie­obec­no­ścią przy­ja­ciółki. Py­ta­niom "Gdzie je­steś? Co się z tobą dzieje?" to­wa­rzy­szył rząd smut­nych emo­ti­ko­nek. W po­śpie­chu od­pi­sała, że nie­ba­wem zjawi się w bu­fe­cie, po czym po­że­gnała się z kwia­ciarką i wy­szła na mróz. Obie­cała, że wróci po skrzy­dło­kwiat przy naj­bliż­szej oka­zji.

Drogę na uczel­nię po­ko­nała, ana­li­zu­jąc w gło­wie słowa za­pi­sane na kar­teczce, tak do­brze od­da­jące to, co działo się w jej wnę­trzu. Gdy do­tarła do bu­dynku wy­dzia­ło­wego, od­dała kurtkę do szatni i po­pra­wiw­szy pa­sek to­rebki, ru­szyła do bu­fetu, w któ­rym wraz z przy­ja­ciół­kami ce­le­bro­wała wolne chwile mię­dzy za­ję­ciami, stre­su­jące mo­menty se­sji czy zdane eg­za­miny. Miały swój ulu­biony sto­lik w sa­mym końcu sali, gdzie czuły się bar­dziej swo­bod­nie. Za­wsze to­wa­rzy­szył im ja­kiś na­pój i prze­ką­ska. Każda z nich wy­bie­rała ten sam ze­staw, bez któ­rego spo­tka­niu cze­goś bra­ko­wało. Był jak wi­sienka na uro­dzi­no­wym tor­cie.

Przy sto­liku cze­kały na nią Maja i Klara. Bra­ko­wało Ady, która za­pewne za­ga­dała się ze swoim na­rze­czo­nym, Jac­kiem. Ola unio­sła ką­ciki ust na myśl o re­la­cji przy­ja­ciółki. Lu­biła Jacka, dla­tego gdy do­wie­działa się o jego na­głym po­wro­cie z mi­sji woj­sko­wej, bar­dzo się ucie­szyła. Nie mo­gła pa­trzeć, jak Ada miota się i to­czy we­wnętrzną walkę. Hu­bert, chło­pak, który po­ja­wił się w jej ży­ciu pod­czas nie­obec­no­ści Jacka, był dla niej opar­ciem, ale serce dziew­czyny wciąż ko­chało Jacka.

- Za­mó­wi­łam ci twoją ulu­bioną go­rącą cze­ko­ladę z do­dat­kiem po­ma­rań­czy i chili - oznaj­miła Klara, gdy Ola za­jęła miej­sce. Po chwili do­łą­czyła do nich Ada, a uśmiech nie scho­dził jej z twa­rzy.

- Dzięki, przyda mi się coś na roz­grza­nie. Okrop­nie zmar­z­łam.

- Gdzie ty wła­ści­wie by­łaś? - wtrą­ciła Maja, po­pra­wia­jąc ko­smyk wło­sów.

- Naj­pierw na cmen­ta­rzu, a po­tem u pani Krysi. Za­sie­dzia­łam się tro­chę, ale pod­czas tego spo­tka­nia pa­dły ważne słowa.

Za­in­try­go­wane, spoj­rzały na Olę tak, że po chwili po­wie­działa im o wszyst­kim.

- Mia­łaś ra­cję, pani Kry­sia ma to coś - sko­men­to­wała Klara, upi­ja­jąc łyk im­bi­rowo-cy­try­no­wej her­baty z ma­li­nową kon­fi­turą.

- Nie po­my­śla­ła­bym, że obca ko­bieta może stać się opar­ciem w trud­nych chwi­lach.

- No wiesz, bywa tak, że prę­dzej otwo­rzysz się przed kimś ob­cym niż bli­skim. Tak samo mia­łam z Mać­kiem. Jemu mo­głam po­wie­dzieć o wszyst­kim, a bar­dzo tego po­trze­bo­wa­łam, szcze­gól­nie wtedy, gdy moja re­la­cja z tatą wi­siała na wło­sku.

- W moim przy­padku taką osobą był Hu­bert - wtrą­ciła Ada.

- Każda z nas ma ko­goś, komu może po­wie­rzyć wszystko, ale nie za­po­mi­naj­cie, że przede wszyst­kim mamy sie­bie - pod­su­mo­wała traf­nie Maja.

- Da­cie wiarę, że to już ostatni rok? - Ola po­krę­ciła głową. - Kiedy to zle­ciało?

- Sama się za­sta­na­wiam. Jesz­cze nie tak dawno pi­sa­łam ma­turę, a po­tem stre­so­wa­łam się cze­ka­niem na wy­niki - do­dała Klara.

- Wie­cie co? Nie­ważne, gdzie nas po­nie­sie, na­sza przy­jaźń po­zo­sta­nie nie­zmienna. Obie­cu­je­cie? - Ada po­pa­trzyła ba­daw­czo na każdą z przy­ja­ció­łek, po czym wy­cią­gnęła rękę na śro­dek sto­lika, a każda z dziew­czyn po­ło­żyła ko­lejno swoją dłoń na dłoni Ady.

- Obie­cu­jemy! - rze­kły chó­rem Klara, Maja i Ola.

Przy­jaźń była na­szą siłą - po­my­ślała Ola, głę­boko wie­rząc, że co by się nie działo, dziew­czyny będą obecne w jej ży­ciu.

***
Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki