Detektyw cmoknął z niezadowoleniem. Wpatrywał się w siwowłosego mężczyznę po drugiej stronie stołu.
- No dalej, przyjacielu. Jak to zrobiłeś?
Cisza.
- Możemy tak tu siedzieć cały dzień, jeśli tego chcesz. Tego właśnie chcesz? Siedzieć tu cały dzień?
Niewielkie, duszne pomieszczenie na komisariacie prosiło się o remont. Znajdowały się w nim jedynie drewniany stół i dwa krzesła, teraz zajęte. Detektyw Vincent LaPorta otworzył paczkę cukierków, wyjął z niej jeden, o smaku wiśniowym, i włożył go do ust.
- Poczęstujesz się?
Mężczyzna parsknął śmiechem.
- Co cię tak bawi?
- Nazwa.
- Life Savers?
- Tak.
- "Ratownicy"? Pewnie byś chciał, żeby i ciebie ktoś teraz uratował?
- Już i tak za często byłem ratowany.
LaPorta czekał na dalszy ciąg, ale podejrzany splótł dłonie i spuścił wzrok, jakby się modlił. Miał ogorzałą, nieogoloną twarz, wyraźnie zarysowane szczękę i kości policzkowe, może nawet zbyt wyraźnie, jak u kogoś, kto schudł z powodu choroby. Koszula w kolorze musztardy i granatowe spodnie były mocno pogniecione, jakby mężczyzna w nich spał.
- Przejdźmy do zarzutów przeciwko tobie - powiedział LaPorta. - Może to odświeży ci pamięć.
Przesunął zdjęcie w poprzek stołu.
- Podczas jednej wizyty w największym kasynie na wyspie trafnie obstawiłeś trzy kolejne numery w ruletce, wygrywając ponad dwa miliony dolarów. Potem wyszedłeś.
- Czy to przestępstwo?
- Nie, ale tylko dlatego, że nie udało nam się ustalić, jak to zrobiłeś.
- Więc to nie przestępstwo?
- Posłuchaj no, przyjacielu. Moja praca polega na łapaniu oszustów w kasynach. Robię to od dawna. W Vegas. W Atlantic City. A teraz tutaj, na Bahamach. Tego, co zrobiłeś, nie da się dokonać bez łamania prawa.
- Rozumiem. - Mężczyzna skinął głową z namysłem. - Mogę zadać panu pytanie, detektywie?
- Bardzo proszę.
- Dlaczego wybrał pan właśnie taką pracę?
- A ty co, psycholog?
- Pytam ze zwykłej ciekawości.
LaPorta uśmiechnął się kpiąco.
- Powiedzmy, że nie lubię ludzi, którzy naginają zasady.
- Ach. W takim razie nie przypadłbym panu do gustu.
Podejrzany był wysoki i szczupły, w lewym uchu miał mały kolczyk, na gołych stopach znoszone mokasyny. LaPorta ocenił, że facet musiał dobiegać sześćdziesiątki i nie był zbyt zamożny. Pod tym względem nie różnił się od wielu innych gości kasyna na wyspie. Podczas przesłuchania zachowywał się jednak dość dziwnie. Najczęściej zatrzymani wiercili się nerwowo, pocili i odpowiadali zbyt szybko lub zbyt wolno. Ten wydawał się niemal znudzony.
- No dalej. Powiedz mi, jak to zrobiłeś. Masz kogoś w środku?
- Nie popełniłem żadnego przestępstwa.
- Trzy kolejne numery w ruletce? Nie uważasz, że to podejrzane?
- Podejrzenia i wiara nie idą w parze.
- Co to niby ma znaczyć?
- To znaczy, że gdybym powiedział panu prawdę, musiałby pan uwierzyć w coś, w co nie może pan wierzyć.
- Przekonajmy się. Dawaj.
Mężczyzna zmrużył oczy.
- Nie.
- Zdajesz sobie sprawę, że za oszustwo w kasynie możesz trafić do więzienia?
- Tak.
- Na dłuższy czas.
- Czas nie ma dla mnie większego znaczenia.
- Dlaczego?
- To skomplikowane.
LaPorta rozgryzł twardy cukierek.
- Opowiedz mi o kobiecie, która nazywa się Gianna Rule.
Twarz mężczyzny zmieniła wyraz. LaPorta się ożywił. Wreszcie! Czyli idziemy w dobrym kierunku.
- Po wygranej poszedłeś do banku i całą kwotę przelałeś na konto niejakiej Gianny Rule. Możemy ją znaleźć i tu sprowadzić. Być może oskarżyć o współudział. Czy tego właśnie chcesz?
Mężczyzna zamrugał. LaPorta pochylił się nad stołem.
- Jak już powiedziałem: dawaj.
- No dobrze - odparł podejrzany, po czym głośno wypuścił powietrze. - Kiedy mnie aresztowaliście, miałem przy sobie torbę.
- I co z tego?
- Będę jej potrzebował.
LaPorta zastanawiał się przez chwilę.
- Nie ruszaj się stąd.
Wstał, zamknął za sobą drzwi i poszedł do swojego biura po wytartą skórzaną torbę. Wrócił do pokoju przesłuchań i wręczył ją mężczyźnie, a ten sięgnął do środka i wyciągnął zeszyt w czarnej marmurkowej okładce. Na etykiecie widniało siedem napisanych odręcznie słów: "Dla Szefowej, do przeczytania po mojej śmierci".
Podejrzany przesunął zeszyt w stronę detektywa.
- Co? - zapytał LaPorta. - Mam to przeczytać?
- Tylko jeśli chce pan uzyskać odpowiedź.
Detektyw przejrzał ręcznie zapisane strony.
- Co to takiego? - mruknął.
Mężczyzna niemal się uśmiechnął.
- Historia miłosna - odparł.