Rozdział 1
Wiki
Mogłam użalać się nad sobą, że jestem samotna i że wszyscy się ode mnie odwrócili. Mnie jednak było dobrze. Nie miałam zobowiązań poza pracą, dzięki której zarabiałam kasę na imprezy i życie w Warszawie. Robiłam, co musiałam, żeby noce wypełnić wspaniałymi beatami i dobrym alkoholem, a właściwie dużą ilością alkoholu.
Każda noc przynosiła ukojenie i zapomnienie. Oczywiście robotem nie byłam, więc pojawiały się potężne skutki uboczne kilkudniowego chlania, ale ogólnie uważałam swoje życie za całkiem udane. Kilka razy zdarzyło się, że obudziłam się pod drzwiami swojego mieszkania albo zasnęłam w pociągu i wylądowałam w innym mieście, nie były to rzeczy, które mnie powstrzymywały od prowadzenia takiego, a nie innego trybu życia. Ból głowy mijał, a potrzeba odcięcia się i poczucia alkoholu w gardle była silniejsza.
Plusem takiego życia było to, że miałam zbędnych ogonów w postaci przyjaciół ani faceta. Miłość była dla mnie pojęciem bardzo abstrakcyjnym. Jedyne, co czułam do drugiej osoby, to lekka, chwilowa fascynacja i nic poza tym. Czasem zdarzało się, że odrobinę tęskniłam za czymś więcej, ale szybko to sobie wybijałam z głowy. Widziałam w klubach, jak faceci z obrączkami podrywali jakieś pijane laski, a mężatki ochoczo pozwalały się zmacać pierwszemu lepszemu i napalonemu mężczyźnie. Dlatego nie wierzyłam w związki. Byłam w swoim świecie, może nie najszczęśliwsza, ale miałam złudne poczucie, że coś się w moim życiu dzieje.
Ten, kto nie był nigdy na porządnej imprezie, nie zrozumie, jakie to uczucie.
Na początku pojawiał się lekki dreszcz oczekiwania. W domu wypijałam na przykład dwa kieliszki wina, żeby się trochę rozluźnić. Bywało, że i całą butelkę, ale to w sumie nieistotne. Najbardziej lubiłam miejsca, gdzie leciała typowo klubowa muzyka. House'y, techno i wszystkie powiązane gatunki. Kochałam moment, kiedy czułam, jak podłoga drżała, a muzyka przepływała przez mój krwiobieg i mieszała się z alkoholem.
Nie chodziłam na podryw. Nie kręciło mnie to, choć czasem zdarzało się, że z kimś zatańczyłam lub zamieniłam dwa, trzy zdania. Klub był jednak dla mnie miejscem, gdzie pragnęłam być wolna i cieszyć się muzyką oraz dobrą zabawą. Zapominałam tam o dręczących mnie koszmarach.
Ktoś powiedziałby, że to ucieczka, i mógłby mieć rację, ale nie obchodziło mnie to. Byłam wolnym ptakiem i w taki sposób miałam zamiar przeżyć resztę życia.
Do momentu aż zabraknie mi sił.
Był piątek, więc już przebierałam nóżkami na kolejny wypad do mojego ulubionego miejsca w centrum Warszawy. Czasami zastanawiałam się, czy ludzie w pracy widzą, jak często jestem wczorajsza, gdy przychodzę do biura. Miałam już opracowany plan działania w sytuacjach, kiedy budziłam się rano na potężnym kacu, ale mimo wszystko zawsze trochę było widać po mnie, że piłam dzień wcześniej. W sumie dzień jak co dzień. Nikt nigdy nie zwrócił mi uwagi, więc pewnie przywykli i uznali to za normę. Ludzie w pracy byli dla mnie jak nieprzyjemny dodatek do nieprzyjemnej pracy, która opłacała mi życie.
Myśl o dobrym drinku i muzyce wszystko jednak rekompensowała. Trafił się nawet jeden facet, który próbował kilka razy się ze mną umówić na randkę, ale skutecznie go zniechęciłam. No cóż, kiedy miałam silny ból głowy, potrafiłam być bardzo niesympatyczna, delikatnie mówiąc.
Wróciłam do swojego mieszkania, które usytuowane było niedaleko stacji PKP Warszawa Włochy.
Miałam zawsze dobry i szybki dojazd do centrum. Lokalizacja marzenie, a do tego ładnie, bo zielono i w kamienicy nie mieszkały żadne dzieci, więc poranki były bardzo ciche. Nie byłam przesadnym czyściochem, przez co wszędzie walały się moje ubrania, kosmetyki i butelki po winie czy piwie no i wódce. Na ich widok poczułam, że potrzebuję się napić. Chwilę zastanowiłam się, na co mam ochotę, i dzisiaj wygrały wódka, lód i limonka. Coś odświeżającego.
Szybki prysznic, jakaś kanapka, mało staranny makijaż i pierwsza lepsza sukienka. Było ciepło, zatem nie chciało mi się kisić w spodniach. Lato w tym roku było wyjątkowo upalne i wszystkie przewiewne ubrania były na wagę złota. Musiałam jednak jak zawsze włożyć dżinsową kurtkę, którą miałam po tacie. Miałam do niej sentyment. To była jedyna rzecz, która mi po nim pozostała.
Pociąg miał być za jedenaście minut, więc ruszyłam do wyjścia. Schodząc po schodach, trafiłam na sąsiadkę, która była jak na mój gust odrobinę zbyt wścibska.
- O, dobry wieczór, Wiktorio - powiedziała i obejrzała mnie od góry do dołu. - Gdzie się o tej porze wybierasz? Nie miałabyś ochoty wpaść do mnie na herbatkę? Mam pyszne ciasteczka.
- Dziękuję, ale jestem umówiona i się spieszę - powiedziałam, prawie się nie zatrzymując. - Innym razem.
- Och, szkoda. Wy, młodzi, ciągle gdzieś pędzicie. Ale proszę, odwiedź mnie, poplotkujemy sobie.
- Tak, tak, do widzenia.
Byłam już niemal na dole, kiedy usłyszałam jej odpowiedź. Ogólnie pani Krystyna była nieszkodliwa, najwyraźniej potrzebowała towarzystwa. Bardzo chciała, żebym ją odwiedziła, a ja totalnie nie miałam nigdy siły ani ochoty.
Udało mi się dotrzeć na czas na peron i zająć miejsce przy oknie. Włożyłam słuchawki i patrzyłam przez szybę na Warszawę, którą otuliła już noc. Przez ciemność przebijały się pojedyncze światła latarni i samochodów. W niektórych biurowcach było włączonych kilka świateł i widać było ludzi przy biurkach. Co ci bedni smutni ludzie robili w piątek wieczór w pracy - tego nie mogłam pojąć. Zdecydowanie nie chciałam być na ich miejscu.
Kochałam noc, w niej czułam się najbezpieczniejsza. Nikomu nie musiałam niczego udowadniać, nie musiałam się starać, byłam po prostu sobą. Noc przykrywała wszystkie moje niedoskonałości, mogłam się w niej ukryć. Ciemność przynosiła imprezę i ukojenie po trudnym dniu. Wyjęłam z kieszeni piersiówkę i wypiłam tak, żeby nikt nie widział. Starsza kobieta, która siedziała po drugiej stronie alejki w pociągu, popatrzyła na mnie z dezaprobatą. Kim była, żeby mnie oceniać?
- Może ma pani ochotę się napić? - zapytałam, podnosząc piersiówkę w jej stronę. - Wygląda pani na bardzo spiętą.
Fuknęła jedynie i odwróciła się do mnie tyłem. Tak myślałam. Takie jak ona zawsze bały się konfrontacji. Już bardziej pewna siebie i nie ukrywając się, wzięłam jeszcze kilka łyków pysznej wódki i skupiłam się na światłach za oknem. Miałam przeczucie, że to będzie wyjątkowa noc.