ROZDZIAŁ 1
NICHOLAS
Nigdy nie byłem typem imprezowicza, dlatego dzisiejszy wypad do klubu dla mnie nie należał do tych udanych. Dałem się namówić bratu na wyjście, choć tak naprawdę wolałbym w końcu odpocząć. Rzuciłem do Jaxona, że idę do baru po coś do picia. Nie miałem za bardzo ochoty na alkohol, poza tym przyjechałem samochodem i nie chciałem wracać taksówką.
- Niezbyt częsty widok - zaczepiłem siedzącą przy barze blondynkę.
Odwróciwszy się, zlustrowała mnie wzrokiem.
- Dziewczyna pijąca alkohol jest jakimś zjawiskiem paranormalnym? - prychnęła, po czym upiła łyk złocistego trunku.
- Raczej dziewczyna pijąca whisky - wyjaśniłem i zająłem miejsce na stołku obok niej.
- Próbuję zapomnieć. - Potarła czoło.
- Facet?
- Można tak powiedzieć.
- A ty go wciąż kochasz? - wypaliłem, a gdy ona wybuchła śmiechem, zdałem sobie sprawę, że to było raczej głupie pytanie.
- No właśnie jest na odwrót. - Skrzywiła się. - Dobra, dzięki za towarzystwo, ale zbieram się do domu - powiedziała, schodząc z wysokiego krzesła.
- Czekaj! - Zatrzymałem ją. - Odwiozę cię.
- Skoro chcesz - rzuciła trochę obojętnie.
Musiałem przyznać, że nieco mnie zaskoczyła jej pozytywna odpowiedź, ale to dobrze, że mi zaufała. Przecież nie jestem seryjnym mordercą, nie miałem wobec niej żadnych złych zamiarów. Była wstawiona, dlatego wolałem się upewnić, że bezpiecznie dotrze do domu. Młoda, piękna kobieta samotnie wychodząca z klubu naraziłaby się na niebezpieczeństwo. Nie mogłem na to pozwolić.
Gdy wsiedliśmy do auta, podała mi adres i ruszyliśmy. W drodze niewiele się odzywała, a ja tylko zerkałem na nią od czasu do czasu. Zaintrygowała mnie, a nawet sprawiła, że chciałbym się z nią spotkać tak normalnie, na przykład na kawie, by porozmawiać i lepiej ją poznać.
- Jest problem - szepnęła w pewnym momencie, odwracając głowę w moją stronę.
- Jaki?
- Zapomniałam kluczy do domu. Ma je moja przyjaciółka.
I co ja mam teraz z tobą zrobić, dziecinko? Moglibyśmy wrócić do klubu albo...
- To żaden problem. - Wzruszyłem ramionami. - Pojedziemy do mnie.
- Do... do ciebie? - Uniosła brwi. - Nawet nie wiem, jak masz na imię.
- A ty? - Odbiłem piłeczkę.
- Co ja?
- Chyba że mam się do ciebie zwracać "dziewczyno od whisky"? - Uśmiechnąłem się.
- Właściwie nadałeś mi bardzo ciekawe imię. Mogę być Whisky, panie Eleganciku - zachichotała.
- Elegancik?
- Pasuje do ciebie. - Puściła do mnie oko.
Jakiś czas później byliśmy już u mnie. Mieszkałem w ogromnej willi na przedmieściach Miami, w dzielnicy bogaczy.
- Nie gubisz się tu? - zapytała, rozglądając się dookoła.
Zdawałem sobie sprawę, że jest tu trochę pusto. Dom nie był jeszcze w pełni umeblowany, a to optycznie powiększało przestrzeń.
- Niedawno się przeprowadziłem i jeszcze się urządzam - wyjaśniłem.
- W sumie wam, facetom, wystarczy tylko łóżko - rzuciła mimochodem.
- Łóżko mam - powiedziałem, zmniejszając dystans między nami - i to bardzo wygodne.
- A nie mówiłam! - prychnęła ze śmiechem.
Zadziałałem momentalnie. Jej seksowny śmiech sprawił, że w dwóch szybkich krokach znalazłem się przy niej i chwyciwszy ją w talii, docisnąłem mocno do siebie. Przysunąłem swoje usta do jej warg i namiętnie się w nie wpiłem.
- Chwalisz się wygodnym łóżkiem, a lądujemy na sofie? - zwróciła mi zadziornie uwagę.
- Oj, dziecinko. - Podniosłem się z uśmiechem, po czym podałem jej rękę, wziąłem ją w ramiona i zaniosłem do sypialni.
W szybkim tempie pozbyliśmy się ubrań. Widziałem, jak przez chwilę z pożądaniem wodzi wzrokiem po moim ciele. Popchnąłem ją delikatnie na łóżko i teraz to ja miałem idealny widok na jej krągłości. Leżała przede mną zupełnie naga, taka piękna i kusząca. Już nie mogłem się doczekać, aż się w niej zanurzę. Sięgnąłem do szafki po prezerwatywę, szybko ją założyłem i pochyliłem się nad Whisky. Jęknęła rozkosznie, gdy obsypywałem ją pocałunkami. Rozszerzyłem nogą jej uda i płynnym ruchem wbiłem się w jej cipkę.
- Och! - krzyknęła, zaciskając dłonie na pościeli.
Od razu zacząłem się w niej energicznie poruszać. Chciałem mieć ją szybko, ostro i mocno. Dziewczyna oplotła mnie nogami w pasie, wypychając biodra do przodu. Jej cipka tak szczelnie otulała mojego fiuta, że z ledwością się powstrzymywałem, by zbyt szybko nie skończyć. Pchałem raz za razem, a jej gardło co chwilę opuszczały jęki. Podłożyłem jej dłonie pod plecy dziewczyny i lekko ją uniosłem. Nabijałem ją ostro na siebie, czując jak to doprowadza ją do ostateczności. Po kilku kolejnych głębokich pchnięciach oboje osiągnęliśmy spełnienie. Wyczerpani opadliśmy na poduszki, wyrównując oddechy.
- Faktycznie wygodne to łóżko - wydyszała ciężko.
- Mówiłem.
Odwróciła się w moją stronę i przesunęła palcami po moim torsie. Moje ciało zaatakowały rozkoszne prądy, przez co ponownie byłem na nią gotowy. Na moment zatrzymałem jej dłoń.
- Dziecinko, bo nie dam ci dziś pospać.
- Ale ja wcale nie jestem śpiąca. - Uśmiechnęła się do mnie łobuzersko.
- Ja też nie - odparłem. Uniosłem się, złapałem ją za biodra, po czym posadziłem na sobie.
To była bardzo namiętna noc...
***
Przeciągnąłem się leniwie i otworzyłem oczy. Odkryłem, że jestem w łóżku sam.
Sam?
Ja sam w łóżku. Coś mi tu nie grało. Z pewnością ta mała krążyła gdzieś po domu. Miałem nadzieję, że za bardzo się nie wczuwa. Kawa, śniadanie okej, ale żeby zaraz nie było jakiegoś love story. Nie wyglądała na dziewczynę, która po pierwszej nocy pędzi z facetem do ołtarza, ale zdawałem sobie sprawę, że jest niesamowita. Podniosłem się i naciągnąłem bokserki, po czym poszedłem szukać dziewczyny, z którą spędziłem noc. To dziwne, bo nigdzie jej nie było. Wróciłem do sypialni i dopiero wtedy zauważyłem na szafce kartkę.
No bez jaj!
Dzięki za udaną noc. Whisky
Dzięki za udaną noc... Powtarzałem sobie w myślach. To ja zostawiałem dziewczyny same w łóżku, a nie one mnie. Mała spryciula, ale musiałem przyznać, że faktycznie noc była udana i bardzo namiętna. Ciekawe, czy jeszcze się z nią zobaczę. W sumie na seks moglibyśmy się spotykać. Gdy usłyszałem dźwięk telefonu, w pierwszej chwili pomyślałem, że to ta piękna blondynka, jednak to by było dziwne, bo nawet nie znałem jej imienia. Podniosłem komórkę i spojrzałem na wyświetlacz. To mój brat.
- Cześć, stary, byłeś u ojca? - zapytał od razu.
- Człowieku, ja dopiero wstałem - odpowiedziałem, zerkając na zegar wiszący na ścianie. - Jest ledwo po dziesiątej.
- A właśnie, co ty się tak ulotniłeś z imprezy?
- Wróciłem do domu.
- Sam? - dopytywał nieco zdziwiony.
- No nie, z jedną laską - dodałem z dumą.
- A to rozumiem - zaśmiał się - nie przeszkadzam.
- Jaxon, głupku, już jej nie ma.
- A, no to też rozumiem, to już bardziej w twoim stylu - prychnął. - Słuchaj, jak będziesz jechał do ojca, to wstąp też po mnie.
- A co, samochód ci nawalił?
- Procenty.
- To weź taksówkę - rzuciłem, po czym się rozłączyłem.
Nie było mi do końca na rękę, że musiałem tu wrócić i jeszcze się zająć firmą ojca, bo mój brat nie miał o tym zielonego pojęcia i nawet się nie starał, by jakkolwiek się wdrożyć. Wyjechałem z Miami pięć lat temu i nie sądziłem, że jeszcze kiedyś tu wrócę. Oby nie na długo. Na stałe mieszkałem w Nowym Jorku i tam też pracowałem. Zostawiłem wszystko w rękach swoich wspólników, ale zamierzałem tam wrócić, bo tam było moje miejsce. To nie tajemnica, że wyjechałem po śmierci mamy i że nie dogadywałem się z ojcem. To, co zrobił mamie, skreśliło go w moich oczach. Ona poświęciła się dla niego, kochała go ze wszystkich sił, to dla niego przyjechała z Europy, a on co? Od lat miał kochankę. Gdy mama się o tym dowiedziała, po prostu nie wytrzymała. Nałykała się tych cholernych prochów i nigdy więcej się nie obudziła. Ale to jego wina! Gdyby ją szanował i jej nie zdradzał, nie doszłoby do tego. To wszystko wina ojca. Nigdy mu tego nie wybaczę. I tylko dlatego, że to właśnie mama stworzyła z nim tę firmę, tylko dlatego, że to jej tak na niej zależało, że uwielbiała architekturę, zjawiłem się tu z zamiarem pomocy ojcu. Liczyłem na to, że Jaxon pod moim okiem wdroży się w sprawy firmy, bym mógł spokojnie wrócić do Nowego Jorku, do swojego życia.
Trochę w pośpiechu kupiłem ten dom, ale z wiadomych powodów nie chciałem mieszkać ani z ojcem, ani z bratem, a w hotelach nie czułem się komfortowo. Tam mogłem się spotykać z dziewczynami na seks. No cóż, nie stroniłem od takich, bo na razie nie chciałem się bawić w związki, ale nie byłem typem imprezowicza. Umawiałem się po prostu z dziewczyną w wiadomym celu. W sumie pierwszy raz jakaś u mnie nocowała. Zawsze jechaliśmy do niej, a ja z samego rana znikałem, tak jak dziś z mojego łóżka zniknęła dziewczyna od whisky.