ROZDZIAŁ 1
Przez witrynę księgarni pomiędzy nowościami wydawniczymi przedzierały się promienie zachodzącego wiosennego słońca. Rzucały delikatną poświatę na setki woluminów ustawionych na drewnianych regałach, obnażając pyłki kurzu, niedostrzeżone jakimś cudem przez Weronikę.
Kobieta stanęła na chwilę w drzwiach wyjściowych i wystawiła spragnioną słońca twarz w stronę nieba. Zamknęła oczy i wzięła kilka głębokich oddechów. Bezwiednie się uśmiechnęła. Kiedy odcięła doznania wzrokowe, nagle wyostrzyły się jej pozostałe zmysły. Czuła zapach narcyzów i żonkili stojących w doniczkach przy kwiaciarni znajdującej się obok i zapachy perfum przechodniów. Słyszała rozmowy i stukot obcasów spieszących się dokądś ludzi. Dokąd oni wszyscy tak pędzą? - pomyślała i uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
Słońce nadal pieściło jej twarz, ale nagle Weronika przestała się uśmiechać. Poczuła na sobie czyjeś spojrzenie. Uchyliła powieki i spojrzała wprost w ciemne oczy Krzysztofa spoglądające na nią spod granatowego kapelusza.
- Długo pan tak stoi i się przygląda? - zapytała zawstydzona.
- Niedługo - odparł mężczyzna. - Przepraszam, nie mogłem oderwać wzroku od pani rozanielonej twarzy.
- Rozanielonej! Też mi coś! - obruszyła się Weronika, ale nie była zła. Znała Krzysztofa od dawna. Po mieście chodziły plotki o jego podbojach sercowych. Była pewna, że mężczyzna zachowuje się tak wobec większości kobiet. Nie wiedziała, czy to wiosna w powietrzu, czy też słońce wdzierające się do księgarni sprawiły, że nagle zapragnęła poflirtować z miejskim poetą. - To już człowiek nie może chwilę podegustować w rozpoczynającej się wiośnie? - Błysnęła okiem i weszła do środka, robiąc przejście mężczyźnie.
Krzysztof skinął głową, zrobił krok do przodu i zatrzymał się tuż przed właścicielką księgarni.
- Też kocham wiosnę - powiedział powoli, zdjął kapelusz i się uśmiechnął. Przesunął wzrokiem po twarzy kobiety. - Z tego wszystkiego nawet się nie przywitałem. Dzień dobry.
- Dzień dobry. Miło pana gościć. - Weronika wyciągnęła rękę, którą mężczyzna chwycił i przysunął do ust. Chciała ją wyrwać, ale Krzysztof złapał ją mocniej i pocałował lekko, nie przestając patrzeć kobiecie w oczy.
- To mnie jest miło, że mnie pani zaprosiła. - Wreszcie puścił jej dłoń, którą Weronika zabrała spiesznie.
Flirtowanie zdecydowanie nie jest moją mocną stroną - pomyślała w popłochu i wycofała się za ladę.
- Wcześnie pan przyszedł. Mamy jeszcze sporo czasu. - Spojrzała na zegarek. Spotkanie autorskie miało się odbyć dopiero za niecałe dwie godziny.
- Pracuje pani tutaj sama. Pomyślałem, że może się do czegoś przydam. I może wystarczy czasu na małą kawę? - zapytał i spojrzał w stronę zaplecza.
- Jak pan widzi, wszystko już gotowe na spotkanie. Dla pana przygotowałam niewielki stolik i fotel, a dla publiczności rozstawiłam krzesła w półokręgu, tak by każdy miał dobrą widoczność i było mu wygodnie.
Krzysztof zrobił kilka kroków we wskazane miejsce z tyłu księgarni. Znajdowały się tam działy młodzieżowy, podróżniczy i językowy. Regały ustawione przy ścianach niewielkiego pomieszczenia dawały zadziwiająco dużo miejsca na jego środku. Mężczyzna usiadł w fotelu i się rozejrzał.
- Piękne miejsce pani tworzy - powiedział z zachwytem. - Takie ciepłe, niemal rodzinne. To będzie wspaniały wieczór - dodał, znowu wwiercając się spojrzeniem w oczy Weroniki.
- Dziękuję. - Kobieta usiadła na jednym z krzeseł naprzeciwko Krzysztofa i omiotła spojrzeniem całą księgarnię. Uśmiechnęła się bezwiednie i przypomniała sobie dzień, kiedy przejęła sklep po dziadku. Dziadek był już schorowany i chciał pozbyć się książek i księgarni, ale ona mu nie pozwoliła. Choć interes szedł słabo, zainwestowała wszystkie oszczędności w odświeżenie lokalu i nowe książki. Dziadek próbował ją odwieść od tego zamiaru, ale ona była uparta, mimo że nawet Artur nie wierzył w jej sukces. Za każdym razem, kiedy opowiadała o swojej wizji księgarni, z pobłażaniem kiwał głową.
- Zamyśliła się pani - odezwał się nagle Krzysztof, wyrywając Weronikę ze wspomnień.
- Przepraszam. - Kobieta znowu natknęła się na spojrzenie ciemnych, prawie czarnych oczu poety.
- Ależ nie ma za co. Dałbym miliony za możliwość poznania pani myśli. Sądząc po błysku oczu, to musiało być bardzo miłe zadumanie - stwierdził.
- To prawda. - Weronika westchnęła. - No bo wie pan... Ta księgarnia to moja radość, duma... Moje wszystko.
- To widać. - Krzysztof pokiwał głową, wstał z fotela i usiadł na krześle obok kobiety. - Opowie mi pani o tym?
Weronika wypuściła powietrze z płuc. Bliskość ciemnych oczu w połączeniu z białą koszulą i czarnymi spodniami, do których były przypięte szelki, sprawiła, że kobieta na chwilę straciła głos. Nabrała powietrza, a wtedy do jej nozdrzy wpadł zniewalający zapach męskiej wody toaletowej.
W głowie jej coś zadźwięczało i poczuła, że dzieje się coś dziwnego. Nagle Krzysztof wstał i spojrzał w stronę drzwi wejściowych. Wtedy do Weroniki dotarło, że dźwięk, który słyszała, pochodził z dzwonka zawieszonego nad drzwiami wejściowymi. Podniosła się natychmiast i ruszyła w stronę kobiety z dzieckiem, która zaczęła już przeglądać półki z literaturą dziecięcą.
- Dzień dobry - odezwała się Weronika. W gardle czuła gulę, jej głos drżał. Kobieto! Co się z tobą dzieje? - zbeształa się w myślach. Chrząknęła i podeszła bliżej klientki. - Szuka pani czegoś konkretnego? Może mogę coś polecić?
- Dziękuję, tylko się rozglądam - odparła kobieta i wróciła do przeglądania baśni Andersena i braci Grimm.
- Oczywiście. W razie czego służę pomocą - odparła Weronika i czując na sobie spojrzenie Krzysztofa, ruszyła za ladę. Potrzebowała chwili oddechu. Bliskość poety działała na nią zupełnie nie tak, jakby sobie tego życzyła. Zachowuję się jak nastolatka - pomyślała, wycierając spocone ręce w spódnicę.
- Denerwujesz się? - usłyszała głos Krzysztofa tuż za plecami. Odwróciła się gwałtownie.
- Słucham? - zapytała, ale tylko po to, by zyskać kilka sekund na ogarnięcie się i wyproszenie poety zza lady.
- Przepraszam, chyba nie powinienem był. - Krzysztof sprawiał wrażenie zmieszanego. - Czy możemy sobie mówić po imieniu? - wypalił jednym tchem.
Stał cały czas za ladą, w miejscu, do którego nie powinien mieć wstępu żaden klient ani gość, nawet gdyby był najbardziej wyjątkowy. Opierał się biodrami o blat, ręce trzymał za plecami. Patrzył na nią wyczekująco.
- Możemy - odparła Weronika. - Nie powinieneś jednak wchodzić na zaplecze.
- To nie zaplecze - rozejrzał się Krzysztof.
- Jest. Prawie. - Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale w tym czasie usłyszała płacz dziecka dobiegający z działu dziecięcego. Ruszyła w tamtym kierunku, a wtedy zobaczyła, jak matka usiłuje coś wytłumaczyć malcowi.
- Jak masz na imię? - Weronika przykucnęła przy około pięcioletnim chłopcu.
- Maciek - odparł.
- Lubisz książki? - zapytała. Pokiwał głową. - Mama na pewno kupi ci którąś z nich, ale chyba nie dzisiaj. - Spojrzała na mamę Maćka, która z wdzięcznością przytaknęła.
- Tłumaczyłam ci, Maciusiu, że dzisiaj tylko oglądamy. Chodźmy, musimy już iść. - Pociągnęła chłopca za rękę. Maciek niechętnie podążył za matką.
- Proszę jeszcze zaczekać! - zawołała nagle Weronika i zniknęła za ladą, za którą nadal stał Krzysztof, przyglądając się całej sytuacji. Weronika wysunęła jedną z szuflad i zaczęła w niej czegoś szukać. Wyjęła lekko zmiętą kartkę papieru z obrazkiem do kolorowania. - Jest! - zawołała i podeszła do chłopca. - Proszę. To dla ciebie. Mam nadzieję, że lubisz kolorować?
Malec otarł łzy i wziął kartkę.
- Dziękujemy - uśmiechnęła się jego mama.
- Nie ma za co, naprawdę. - Weronika przytrzymała drzwi i pomachała na pożegnanie chłopcu.
Już miała wrócić do gościa, gdy zobaczyła listonosza kiwającego do niej białą kopertą.
- Dzień dobry, pani Weroniko - przywitał się i wręczył kobiecie list.
Weronika spojrzała na nadawcę i ciężko westchnęła.
- Znowu to samo - powiedziała do siebie, ale listonosz ją usłyszał. Pokiwał głową i powiedział:
- Nie dadzą człowiekowi spokoju. Hieny.
- Taka ich praca. - Weronika ściągnęła usta i podpisała żółtą pocztową kartkę potwierdzenia odbioru.
- Powodzenia - rzucił na pożegnanie listonosz.
Weronika wróciła za ladę, wrzuciła list do szuflady i nastawiła ekspres. Nie musiała otwierać koperty. Doskonale wiedziała, co znajdzie w środku. Kolejne ponaglenie zapłaty czynszu za lokal. Kolejne - albo ostatnie - pomyślała.
- Lubisz dzieci - stwierdził Krzysztof, który nadal stał po niewłaściwej stronie lady. Zauważył, że rysy twarzy kobiety wyostrzyły się, kiedy zamykała szufladę. Kiedy tylko zmienił temat, bruzda pomiędzy brwiami się wygładziła, a w oczach pojawiły się małe iskierki.
- Lubię. Zwłaszcza takie, które płaczą, bo nie mogą mieć kolejnej książki.
- To chyba rzadkość w dzisiejszych czasach.
- Niestety. Wierzę jednak, że te nieliczne dzieciaki zarażą czytaniem swoich kolegów.
- Optymistka z ciebie. - Krzysztof się uśmiechnął. Przyglądał się, jak zaczęła wykładać na talerz kruche ciasteczka. Wyjęła też pudełko z kompletem białych filiżanek.
- Chciałeś pomóc - przypomniała sobie Weronika, zmieniając temat. - Ustaw zatem te filiżanki i ciastka na stoliku, a ja w tym czasie zaparzę kawę i herbatę. Myślisz, że goście będą chcieli napić się też wody?
- A więc to dla gości? Myślałem, że szykujesz dla nas. - Krzysztof trzymał w rękach opakowanie filiżanek.
- Teraz nie przełknęłabym nawet łyka.
- Denerwujesz się? - zdziwił się Krzysztof.
- To mój pierwszy wieczór poetycki - wyznała Weronika. Nabrała powietrza i głośno je wypuściła. - Im bliżej spotkania, tym bardziej się denerwuję, że palnę jakieś głupstwo.
- Doprawdy? - Krzysztof uniósł jedną brew. Wyglądał na rozbawionego. - A ja sądziłem, że to mój wieczór poetycki. I to ja powinienem się bać, że palnę jakieś głupstwo.
- Och, no przecież wiesz, co mam na myśli. Nigdy nie prowadziłam spotkania autorskiego. Zapraszałam co prawda okolicznych pisarzy i poetów, ale to nie ja byłam osobą moderującą spotkanie. A jeśli mi się nie uda?
Weronika przystawiła dłoń do ust. Oczy miała rozbiegane, policzki zaróżowione. Krzysztof znowu się uśmiechnął.
- Nie martw się. Pomogę ci. W razie czego zacznę sam gadać. Naprawdę niepotrzebnie się denerwujesz.
- Dziękuję.
Weronika zajęła się przygotowywaniem kawy i herbaty. Do dzbanka nalała świeżej przefiltrowanej wody. Krzysztof ustawił filiżanki i ułożył srebrne łyżeczki. Co jakiś czas zerkał na właścicielkę księgarni. Ciekawiła go. Pozornie odważna, a w głębi duszy delikatna i wystraszona. Bardzo chciał poznać ją bliżej.