Rozdział 1. Ząb tkwi w jabłku (sierpień)
Jestem Wandzia. Wandzia Wilk. Mam siedem lat i właśnie wypadł mi drugi ząb. Wypadł i od razu utkwił w jabłku.
Ja w tym czasie utknęłam w korku. Z babcią Mileną, która odwoziła mnie z Warszawy do domu w Nowej Lipie. Spędziłam w stolicy ostatni tydzień wakacji i chociaż było fajnie, tęskniłam już za Kotletem, moim puszystym chomikiem.
- Dlaczego akurat w jabłku? Nie mógł na przykład w truskawce? Albo w czekoladce? - spytałam, przyglądając się górnej jedynce, która teraz zamiast w mojej buzi tkwiła w jabłkowej skórce.
- Bo to klasyk, Wandziu. Klasyk. Kto jak kto, ale ja się na klasykach znam. - Babcia skręciła w boczną uliczkę i przez chwilę kluczyłyśmy między białymi, eleganckimi domami, by znowu wyjechać na zatłoczoną drogę.
- Daleko jeszcze? - Wyjrzałam przez szybę garbusa.
- Jakieś trzy godziny jazdy.
- Trzy godziny?
- Czyli tyle, ile trwa porządna opera. Jeśli chcesz, możemy jakąś włączyć.
- Yyyy...
Przełknęłam ślinę i dotknęłam językiem miękkiego dziąsła w miejscu wypadniętej jedynki.
Przez cały tydzień babcia puszczała muzykę operową i wyświetlała filmiki, na których śpiewa na scenie Opery Narodowej, tak wysoko, ale to tak wysoko, że żaden wilk nie potrafi tak wyć, nawet kiedy księżyc jest w pełni.
- Albo możemy pogadać. O muzyce, sztuce, historii... - Babcia dodała gazu i ominęłyśmy zepsutą ciężarówkę stojącą na poboczu.
- To wolę pogadać. - Wyprostowałam się na foteliku, gotowa zadać pierwsze pytanie. W końcu babcia była wszechwiedząca, mogłam więc zapytać ją o wszystko. Odłożyłam do połowy zjedzone jabłko na bok i zaczęłam:
- Babciu?
- Tak, Wandziu.
- Czy sos, którym polewasz ziemniaki, naprawdę jest zrobiony ze zdechłych myszy?
- Słucham? - Babcia zahamowała tuż przed przyczepą kempingową, która pojawiła się na naszym pasie, jakby ktoś dorysował ją w ostatniej chwili.
- Kuba mówi, że tak.
- Widać Kuba nie zna się na klasykach. Mój sos do ziemniaczków jest zrobiony z wiejskiej śmietany, czosnku i bulionu. Stąd jego piękny kolor i wyborny smak.
- A babciu?
- Tak, Wandziu.
- Czy ty naprawdę jesteś wszechwiedząca? Bo mama mówi, że jesteś.
- Cóż... hm...