Rozdział pierwszy
Jedenaście miesięcy nie wystarczyło, żeby przygotować Sophie Lawson na ten widok. Aiden Maddox wszedł w progi restauracji Dock House jak do siebie. W sali podniósł się gwar. Jeden po drugim drużbowie chwytali go za rękę i przyciągali do siebie, by zderzyć się ramionami.
Siedem minut spóźnienia.
Aiden uścisnął siostrę Sophie i pocałował ją w policzek. Jenna wydawała się przy nim taka maleńka. Przyszła panna młoda odpowiedziała na to powitanie z wyraźnym entuzjazmem, co dla zranionego serca Sophie było jak ukłucie zdrady.
Minęło już siedem lat, odkąd ostatni raz widziała swojego byłego chłopaka, a ponieważ teraz był czymś zajęty, pozwoliła sobie dokładniej mu się przyjrzeć. Miał dżinsy i niebieską sportową kurtkę, która - dałoby się to zauważyć nawet z drugiego końca pokoju - idealnie podkreślała błękit jego oczu. Rozmawiał właśnie z Grantem, swoim najlepszym przyjacielem i przyszłym mężem Jenny, a jego usta układały się w ten sam półuśmieszek, który w przeszłości przyspieszał bicie jej serca. W pewnej chwili Aiden odrzucił głowę do tyłu, śmiejąc się na cały głos.
Wyglądał tak samo jak kiedyś, może był bardziej męski niż chłopięcy. Ramiona miał szersze, a na jego twarzy widniał cień dwudniowego zarostu. Górna warga nadal delikatnie układała się pośrodku na kształt serca. Sophie nie musiała nawet śledzić go na portalach społecznościowych, by go sobie wyobrazić.
Aiden napotkał jej wzrok i Sophie odruchowo zacisnęła palce na oparciu krzesła, za którym stała. Chciała tylko rzucić na niego okiem, a zupełnie się zapatrzyła. Szybko odwróciła głowę i w odruchu ucieczki usiadła na krześle.
Szeroko otwarte drzwi francuskie prowadziły na taras, gdzie goście weselni mieli wkrótce zasiąść do kolacji. Sophie poczuła muśnięcie majowej bryzy. Nad połyskującą wodą zatoki kładł się zmierzch, zabarwiając na różowo całą marinę i zacumowane łodzie. Fale lekko uderzały o pale, a gdzieś w pobliżu rozległ się metaliczny dźwięk takielunku jachtu.
Dziewczyna poprawiła winietki z nazwiskami, które już wcześniej położyła przy nakryciach na długim prostokątnym stole. Dla siebie przeznaczyła miejsce po prawej stronie panny młodej, Grant miał usiąść po lewej, a obok niego Aiden, co stanowiło bezpieczną odległość trzech krzeseł. Bezpośrednio przy niej miał siedzieć ojciec, ale na to nie mogła już nic poradzić. Musiała wybrać dla niego miejsce z dala od Setha, jej brata bliźniaka, i od teściowej.
Sophie rzuciła okiem na zegarek. Ojciec miał już dziesięć minut spóźnienia, więc wysłała mu SMS. Musiała dopilnować, by dzisiejszy wieczór przebiegał bez zakłóceń, co oznaczało kontrolowanie poczynań ojca oraz trzymanie dziadka Granta z dala od trunków. Starała się nie zwracać uwagi na irracjonalnie przyspieszone bicie swojego serca. W tej chwili należało się skupić na bieżących zadaniach i pozytywnych aspektach przyjęcia weselnego, migoczących płomykach świec, białych lampkach, muzyce jazzowej płynącej z głośników oraz smakowitych zapachach grillowanego steka i świeżego czosnku.
W ciągu trwających jedenaście miesięcy zaręczyn Jenny i Grant po tysiąckroć zmieniali zdanie w kwestii menu i tyle samo razy wymagali od Sophie kontaktowania się z restauracją tej sprawie. Ale to mieli już za sobą. Wszystko było gotowe na perfekcyjną próbną kolację.
Sophie sięgnęła po świeczkę i poczuła, że jej ramiona pokryły się gęsią skórką. Powietrze nagle stało się zbyt gęste, by mogła normalnie oddychać. Nie musiała się nawet odwracać, wiedziała doskonale, że Aiden stanął tuż za nią.
- Cześć, Sophie.
Brzmienie jej imienia w ustach chłopaka sprawiło, że coś wewnątrz niej zacisnęło się mocno i boleśnie. Gniew - to właśnie poczuła. Spojrzała prosto w oczy Aidena, który wpatrywał się w nią z czułością. Z czułością! Tak jakby miał do tego prawo! Przynajmniej nie próbował jej przytulać, jak innych gości, i z całą pewnością zdawał sobie sprawę, że nie byłoby to mile widziane.
- Aiden - zaczęła, krzyżując ramiona. - Widzę, że udało ci się dotrzeć.
- Odliczałaś minuty?
- Ktoś musi pilnować harmonogramu. Twoje miejsce jest tam, obok Granta. Wkrótce podadzą kolację. - Odwróciła się na pięcie.
- Poczekaj, Sophie, nie miałem okazji powiedzieć ci... Tak mi przykro z powodu twojej mamy. To była wspaniała kobieta, czułem się przy niej prawie tak, jakbym miał matkę.
Słowa Aidena poruszyły w niej to czułe miejsce, które zawsze było wrażliwe na krzywdę chłopca wychowującego się bez mamy.
Nie współczuj mu!
- Dziękuję.
- Wspaniale się nią opiekowałaś, a ona była z ciebie taka dumna.
- Tak, no cóż... - Sophie przestąpiła z nogi na nogę, skubiąc materiał swojej letniej sukienki.
- Twój tata musi być zdruzgotany.
Dziewczyna zamrugała. Ojciec był ostatnią osobą, którą można by było o to posądzać. Czy Aiden nie słyszał, co się stało? Jak Grant mógł o tym nie wspomnieć?
Aiden zwrócił się w stronę wnętrza restauracji.
- Trudno uwierzyć, że mała Jenna wychodzi za mąż. Wydaje się, jakby jeszcze wczoraj błagała nas o podwiezienie do kina na randkę.
- No cóż, ma dwadzieścia dwa lata i znalazła swoją drugą połówkę. Grant się nią zaopiekuje.
Nawet jeśli Aiden wyczuł kąśliwy ton jej komentarza, to zignorował go.
- Są dobraną parą - odparł. - Słyszałem, że Seth ukończył Uniwersytet Stanowy Appalachian.
- Tak, z tytułem magistra, i właśnie został zatrudniony jako kierownik projektu w firmie konsultingowej - dodała Sophie, rozglądając się w poszukiwaniu możliwej drogi ucieczki. Niestety wszyscy goście nadal byli w środku.
- A ty, Sophie? Jak ci się wiedzie?
Naprawdę nie miała zamiaru zwierzać mu się ze swoich marzeń, ale uprzejmość nakazała jej odpowiedzieć, choćby zdawkowo.
- Przeprowadzam się do Piper's Cove. Zamierzam otworzyć księgarnię.
Kącik ust Aidena powędrował w górę.
- Wow, księgarnia! Brzmi świetnie.
W odpowiedzi tylko się uśmiechnęła. Wypadało teraz zapytać o jego życie i pracę, ale nie potrafiła się do tego zmusić.
- Powinnam już wracać... - zaczęła.
- A tak poza tym wyglądasz zjawiskowo. - Przerwał, skupiając na niej spojrzenie. - Zawsze taka byłaś, ale teraz jesteś jeszcze piękniejsza.
Sophie natychmiast przywołała się do porządku, odpierając siłę uroku Aidena. To były tylko słowa, a powiedzieć można wszystko. Poza tym za kogo się uważał, żeby przychodzić tu i mówić jej takie rzeczy?
Pomyśl o Jennie, bądź uprzejma.
- Ty też się dobrze prezentujesz - wycedziła.
Oczy chłopaka zalśniły w znajomy sposób, jakby zatańczyły w nich srebrne plamki.
- Trudno to było z siebie wydusić?
- Tylko troszeczkę.
Zaśmiał się, a Sophie spojrzała na zegarek. Nie mogli już dłużej czekać na ojca.
- Powinnam już iść i zebrać wszystkich gości, inaczej się spóźnimy.
- Myślałem, że tę imprezę organizują Fosterowie, rodzice pana młodego, i w ogóle...
Rodzice Granta zapłacili za wynajem restauracji, a właściwie za całe przyjęcie weselne, ponieważ konto bankowe Lawsonów było w kiepskiej kondycji. Jednak wszelkie sprawy organizacyjne pozostawiono Sophie, ona zaś była szczęśliwa, mogąc odwrócić uwagę od niedawnej śmierci mamy.
- Ja po prostu pomagam...
U ich boku wyrosła babcia May, wsparta na chodziku ozdobionym staromodną trąbką rowerową. Przerzedzone białe włosy miała starannie zaczesane, a bluzka w mocnym odcieniu zieleni podkreślała jej brzoskwiniową cerę.
- Dobry wieczór, babciu... - Sophie pochyliła się ku staruszce i zanurzyła w zapachu Cinnabar od Estée Lauder. - Wyglądasz pięknie.
- Wyglądam jak stara, wysuszona śliwka, ale czego się można spodziewać, mając siedemdziesiąt sześć lat. Natomiast ty, kochanie, wyglądasz uroczo - podsumowała, po czym z grymasem odwróciła się do Aidena. - Jak widzę, szybko znalazłeś sposób na dotarcie do celu.
Aiden zamrugał.
- Hm... Miło cię widzieć, babciu May.
- Dla ciebie "pani Alexander".
Sophie odkaszlnęła.
- Czy miałaś już okazję poznać pana Edwarda Drury'ego, dziadka Granta? - zwróciła się do babci.
- To ten, który stoi przy barze i pije shoty whisky?
Sophie się skrzywiła. Znowu to samo.
- Sądzę, że powinniście się poznać. Potrafi być naprawdę miły, a Grant uważa, że możecie znaleźć wspólny język.
- Jeśli uważa, że potrzebuję mężczyzny, to ma nie po kolei w głowie - skwitowała, po czym posłała Aidenowi spojrzenie sponad okularów. - Nie masz czasem jakiegoś skoku z samolotu, na który jesteś już spóźniony?
- Babciu... - Sophie ujęła kobietę pod łokieć. - Może mogłabyś mi pomóc zebrać gości? Jesteśmy już spóźnieni.
Kiedy ruszyły razem przez restaurację, dziewczyna czuła na plecach spojrzenie Aidena. Na policzkach czuła gorąco, a nogi były jak chybotliwe szczudła. Sądziła, że jest przygotowana na to spotkanie... Ale przeżyje ten weekend. To tylko próbna kolacja i jutrzejszy ślub, i przyjęcie weselne. Dwa dni. A potem mogła liczyć, że Aiden Maddox zniknie z jej życia, bo w tym akurat nie miał sobie równych.
Aiden wpatrywał się w odchodzącą Sophie. Nadal trzymała się po królewsku - proste ramiona, szyja baletnicy, wysmukła sylwetka, pełne gracji ruchy. Brązowe włosy, gładkie i lśniące jak jedwab, nie były już długie do pasa, sięgały teraz ramion. Gdyby przeczesał je palcami, z pewnością byłyby miękkie. Gdyby tylko miał szansę.
Odwrócił wzrok. Okej, to jasne, że nadal go pociągała, co w zasadzie nie było żadną niespodzianką. Ale nie sądził, że będzie taka zdystansowana. Może nie byli najlepszymi przyjaciółmi, jednak liczył na miłą rozmowę... może z nutką tęsknoty? Najwyraźniej nie wziął pod uwagę faktu, że jej uraza do niego przetrwała te wszystkie lata. Nie mógł powiedzieć, że nie żałuje swojego wyjazdu. Jego firma odniosła sukces, ale nie potrafił się pogodzić z rozpadem ich związku.
Kilka minut później goście weselni zaczęli wychodzić na taras. Panowała uroczysta atmosfera. Wszyscy zajmowali swoje miejsca. Sophie była zbyt daleko, by mogli kontynuować rozmowę, nie widział jej nawet wyraźnie, ale pewnie taki był zamysł.
Kiedy wszyscy usiedli, pan Foster powitał zebranych, po czym udzielił młodej parze wzruszającego błogosławieństwa. Potem podano sałatkę, a Aiden włączył się do rozmowy z druhną i drużbą siedzącymi naprzeciwko, ale myśli o Sophie powracały do niego bez końca.
Po niedługiej chwili kelnerzy zebrali puste talerze i zastąpili je daniem głównym. Do uszu Aidena dobiegł śmiech Sophie i chłopak nie był już w stanie skupić się na wspaniale pachnącym steku. Od zawsze uwielbiał jej śmiech, spontaniczny i melodyjny. Popatrzył w prawo, lecz Grant nadal zasłaniał mu widok. Wbił widelec w mięso. Co w niego dzisiaj wstąpiło? Od kiedy ją ujrzał, czuł ból w sercu. Przez te wszystkie lata myślał o niej wiele razy, to oczywiste - była jego pierwszą miłością. Czasami tęsknił za ich cichymi rozmowami na huśtawce na werandzie jej domu, za czułym sercem Sophie i poświęceniem, z jakim oddawała się każdej sprawie. Brakowało mu przekomarzania się z nią o to wszystko. Nie poznał nigdy nikogo, na kim można było polegać w równym stopniu, zwłaszcza wśród nastolatków. A przecież nie mogła być inna.
Jak na zawołanie na tarasie pojawił się jej ojciec. Choć Craig Lawson miał na sobie nienaganny garnitur, a jego ciemnorude włosy były elegancko uczesane, co mogłoby świadczyć o docenieniu powagi uroczystości, jego spóźnienie mówiło co innego.
- Tatusiu, przyjechałeś! - Rozpromieniona Jenna zerwała się z krzesła i objęła ojca.
Aiden zauważył, że Seth zesztywniał, a potem sięgnął po drinka. Skąd ta reakcja? Jakiś konflikt pomiędzy ojcem a synem? Sophie uścisnęła tatę i zaprosiła go, by zajął miejsce obok niej. Jednak wydawała się spięta, a jej uśmiech wymuszony. Czy w efekcie śmierci Rose stało się tutaj coś złego? Czasami taka strata zbliża do siebie członków rodziny, ale bywa, że okazuje się próbą nie do pokonania.
Grant z całą pewnością wiedział, co tu się wydarzyło. Tylko że nie mógł mu tego powiedzieć, bo kiedy wyznał, że wkrótce weźmie ślub z Jenną, Aiden sam poprosił go, by nie przekazywał mu żadnych wiadomości na temat Sophie. Znaczyła dla niego zbyt wiele, by był w stanie żyć, oglądając się za siebie. Najlepiej było po prostu iść do przodu - a może tak tylko sobie wmawiał...
- Wszystko wskazuje na to, że pogoda utrzyma nam się do jutra - powiedział jeden z drużbów i Aiden podziękował mu w myślach za odwrócenie uwagi.
- Grant, na twój wielki dzień zapowiadają błękitne niebo i słońce.
- Padać ma dopiero w niedzielę - kontynuował drużba.
- To znaczy, że bezproblemowo wrócimy do swoich domów - odezwał się Seth.
Widmo tropikalnej burzy zmierzającej w ich kierunku wprowadziło w ostatnim tygodniu nieco zamętu. Nerwowo obserwowali jej rozwój ponad wodami Morza Karaibskiego i kierowanie się na północ. Poza Aidenem oraz jednym z kolegów Granta z college'u wszyscy goście przybyli z Raleigh i planowali wyjazd bezpośrednio po przyjęciu, w sobotę wieczorem. Aiden miał zarezerwowany późny lot do Charleston.
Puste talerze znikały, w ich miejsce pojawiały się pełne, a rozmowy przy stole toczyły się wartko. Słońce zachodziło, a w cichej wodzie zatoki odbijały się światełka sznurów ledowych lampek.
Pan Foster podniósł się, ujmując w palce szyjkę kieliszka.
- Chciałbym wznieść toast za mojego syna i jego przyszłą żonę - zaczął, po czym skomplementował młodą parę i rzucił kilka żarcików. W pewnym momencie zwilgotniały mu oczy. - Grant, jestem pewien, że zapewnisz swojej wybrance życie pełne miłości i wzajemnego szacunku, na które zasługuje. Jenna... Kochanie, witam cię w naszej rodzinie.
- Dobrze mówi!
Kiedy gwar ucichł, ojciec Jenny wstał i odkaszlnął.
- Nie wiem, czy zdołam teraz zabrać głos...
Rozległy się śmiechy, jednak Seth siedział jak skamieniały. Aiden wręcz namacalnie czuł narastające napięcie.
- Trudno mi uwierzyć, że moja córeczka wkrótce włoży na palec obrączkę - powiedział, po czym obrócił się do Jenny. - Skarbie, masz zdolność zjednywania sobie każdego, kogo poznajesz, i widzę, że znalazłaś mężczyznę, który uszczęśliwia ciebie. Życzę wam wielu lat w radości!
- Właśnie tak!
Poprzez gwar dał się słyszeć głos Setha, wznoszącego swój kieliszek:
- Zdrowie naszego kochanego, starego taty... I oby te dwa gołąbki skończyły lepiej, niż...
Sopie zerwała się na równe nogi.
- Za Jennę i Granta, i za ich szczęście, które dziś świętujemy! Hm, wydaje mi się, że to, co czuje moja siostra, dobrze podsumują słowa króla Salomona: "Znalazłam tego, którego kocha serce moje"1. Tak się cieszę waszym szczęściem... Za was oboje!
Goście zajęli się szampanem. Po chwili podano sernik i wszyscy podjęli przerwane konwersacje. Aiden rozejrzał się po twarzach zebranych. Ile jeszcze pożarów zmuszona będzie ugasić Sophie do końca tego weekendu?