Jeśli chcesz pisać - Brenda Ueland

-
Proszę czekać

PROLOG DO DRUGIEGO WYDANIA

Ta książka powinna być wielką pomocą w wyzwalaniu Twoich myśli i geniuszu, który jest w każdym z nas. ("Ten, kto nie zna własnego geniuszu nie ma go" William Blake.) Ludzie, którzy chcą pisać doświadczają ogromnego zakłopotania, wielkich trudności w pisaniu, niezrozumiałego fiaska oraz tego, dlaczego ogromny wysiłek tak często wzbudza niewielkie zainteresowanie czytelników.

Przez wiele lat prowadziłam dużą klasę złożoną z członków Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Młodzieży Żeńskiej w Minneapolis (Minneapolis YWCA). Myślę, że byłam wspaniałą nauczycielką. Oni też tak uważali. Byli tam ludzie wszelkiego rodzaju - mężczyźni i kobiety, bogaci i biedni, erudyci i niewykształceni, profesorowie i służące tak nieśmiałe, że obudzenie w nich odwagi do napisania zdania czy dwóch zajęło miesiące.

Moje nauczanie tym się różni od nauczania innych, że jestem obdarzona fascynującym, niewyczerpanym zainteresowaniem wszystkimi moimi uczniami - ich myślami, przygodami, porażkami, wściekłością, draństwami i szlachetnością. "Powiedz mi więcej. Powiedz mi dokładnie, co czułeś, kiedy próbowałeś zabić tego człowieka. (...) Mówisz: "jego mięśnie prężyły się na jego ramionach". Czy one naprawdę się prężyły? Naprawdę to widzisz?" Wtedy młoda powieściopisarka broni się zażarcie: "Tak! Jego mięśnie były tak duże, jakby miały rozsadzić szwy jego kurtki!" Ja: "To napisz to! Hurra! Tak to opisz. To jest żywe, wspaniałe!"

Myślę, że ta książka pokaże Ci, jak uwolniłam ich spod chmur automatycznego słowotoku, od "bycia nieinteresującym". Kiedy to pojmiesz, będziesz pracować nad swoim pisaniem swobodnie, pchany w jego stronę przez fascynację. Będziesz pracować godzinami, miesiącami, latami. Powieści i sztuki wypłyną. Nigdy nie będziesz pracować z zaciętej, suchej siły woli, ale z szczodrości i z fascynacji poszukiwaniem prawdy. Twoje motto: Bądź Odważny, bądź Wolny, bądź Szczery. Szczerość ochroni Cię od ekstrawagancji, od pretensjonalności.

Dziś w naszym amerykańskim systemie edukacji od Pierwszej Klasy miłe, młode nauczycielki uczą nas, jak pisać. Uczymy się wszystkich naszych małych angielskich utworów: Co Widział Pluszowy Miś, Szczęśliwy Dzień na Farmie. Ale tak naprawdę to jest uczenie nas gramatyki i pisowni. Nauczycielki nie widzą, że to Twoje prawdziwe myśli są ciekawe, czarujące, ważne.

Później w naszych wspaniałych letnich szkołach pisania w Yale, Colorado i wszędzie indziej, procedura polega na zmuszeniu nieszczęsnego ucznia do nieśmiałego odczytania swojej pracy na głos wszystkim pozostałym. Następnie - wytykanie! Dręczą go krytycyzmem, pedantycznymi poprawkami. "Ja przesunąłbym drugi akapit na początek... Nie podoba mi się słowo "znawstwo"... Te dwa przymiotniki są zbyt podobne". I tak dalej.

Jednak to wszystko nie ma absolutnie nic wspólnego z tym, co robisz jako pisarz. To Komisja pisze. Tak jak ktoś powiedział, że to Komisja musiała stworzyć wielbłąda, efekt końcowy będzie całkowicie niedobry. To będzie tylko wspaniałe opracowanie kompletnego braku talentu. "Skręcenie mózgu", jak nazwał to Tołstoj. Nieszczere, fałszywe, nieprawdziwe. A co najgorsze, kompletnie potępiające i najbardziej niszczące ze wszystkiego, będzie nieinteresujące!

W tej książce opowiem jak Lew Tołstoj, jeden z najbardziej interesujących ludzi, jacy kiedykolwiek żyli, wyjaśnia tę tajemnicę zainteresowania oraz tego, jak przechodzi ono z pisarza na czytelnika. To jest infekcja. Natychmiastowa. Pisarz odczuwa uczucie i wypowiada je ze swojego prawdziwego ja. Czytelnik czyta i jest natychmiast zainfekowany. Odczuwa dokładnie to samo uczucie. To jest cały sekret uroku, fascynacji. W tej książce powiem też, co Anton Czechow, William Blake, Vincent van Gogh czy Amadeusz Mozart mówili na ten temat, ci Wielcy Boskiej Wyobraźni.

Zaczynamy życie jako małe dzieci, pełne światła i najczystszej wizji. Można pomyśleć o Odzie do Nieśmiertelności Wordswortha, czy o dzieciństwie Henry'ego Vaughana:

Gdy na złoconym kwiecie lub obłoku Rozpamiętana ma dusza mogła rozpuścić wzroku1

Potem idziemy do szkoły i wtedy nadchodzi wielka Armia nauczycieli ze swoimi krytycznymi ołówkami, rodziców, starszych braci (największych szyderców ze wszystkich) i zrzędliwych przyjaciół, a w końcu ten Wielki Morderca Wyobraźni - świat nieustającej, nieuprzejmej, tandetnej, nadętej Krytyki.

Pewnego lata dawno temu odbyło się Seminarium Pisarskie na Uniwersytecie, a ja, pomiędzy innymi pisarzami z Minnesoty, zostałam poproszona o wygłoszenie jednego z wykładów. Zaniepokojona, nieśmiała, służalcza publiczność pisarzy otrzymała tysiące porad, między innymi powiedziano jej stanowczo "jak zaprezentować swój towar", żeby redaktorzy magazynów go nie odrzucili.

W swojej prelekcji powiedziałam o mojej klasie i o moich metodach nauczania, przeczytałam też kilka pełnych talentu, zabawnych prac moich uczniów. Biedni pisarze na widowni poczuli taką ulgę! Promienne oblicza! Oklaski! Zaczęli się śmiać, ich oczy świeciły jak oczy prawdziwych Proroków i Poetów. Chcieli zabrać konie z mojego powozu i paradować ze mną wzdłuż University Avenue. Profesor Nolte zrobił kopie moich notatek i rozdał je wszystkim. Wydawcy, G. P. Putnam's Sons, poprosili mnie, żebym to opisała. I oto jest: Help From The Nine Muses.

P.S.: W czasie, kiedy pisałam tę książkę Carl Sandburg, mój stary przyjaciel, był w naszym domu. Czasem, patrząc na jezioro Calhoun w dzikie listopadowe wieczory zaczynał grzmieć swoim potężnym głosem (który zdawał mi się być tak podobnym do głosu Izajasza) o dzikich, szarych falach, północnym wietrze, nowym księżycu, stalowym niebie.

Podobała mu się książka. Powiedział: "To najlepsza książka kiedykolwiek napisana o tym, jak pisać".

Brenda Ueland

Luty 1983

ROZDZIAŁ I KAŻDY JEST UTALENTOWANY, ORYGINALNY I MA COŚ WAŻNEGO DO POWIEDZENIA

Pisałam przez długi czas i nauczyłam się pewnych rzeczy, nie tylko ze swojej własnej, długiej, ciężkiej pracy, ale od klasy pisarskiej, którą prowadziłam przez trzy lata. W tej klasie byli ludzie wszelkiego rodzaju: bogaci i biedni, stenografowie, żony, sprzedawcy, ludzie obyci i służące, które nigdy nie były w szkole średniej, nieśmiali i odważni, powolni i szybcy.

Oto, czego się nauczyłam: każdy jest utalentowany, oryginalny i ma coś ważnego do powiedzenia.

I może pocieszy Cię, że jedyni ludzie, których możesz podejrzewać o brak talentu to ci, którzy piszą z łatwością i gładko, bez zahamowań czy bólu, którzy przeskakują przez powieść w około tydzień. To są jedyni, którzy, jak się zdaje, zbytnio się nie poprawili, nie poszli na przód. Nie można z nich wiele wydobyć. Rzucają pracę po chwili i poddają się. Chociaż oni także pod powierzchnią byli utalentowani. Jestem tego pewna. Po prostu nie przebili się przez skorupę łatwej gładkości do tego, co jest prawdziwe i żywe pod spodem - tak jak większość ludzi musi się przebić przez skorupę nieśmiałości i napięcia.

Każdy jest utalentowany

Każdy jest utalentowany, ponieważ każdy, kto jest człowiekiem, ma coś do wyrażenia. Spróbuj nie wyrażać niczego przez dwadzieścia cztery godziny i zobacz, co się stanie. Prawie wybuchniesz. Zechcesz napisać długi list, namalować obraz, zaśpiewać, uszyć sukienkę albo popracować w ogródku. Ludzie religijni zwykli chodzić na pustkowia i wymuszać na sobie ciszę, tylko że oni rozmawiali z Bogiem i z nikim innym. Coś jednak wyrażali: mieli myśli, które się w nich zbierały i te myśli wyszły do kogoś, nieważne, czy po cichu czy na głos.

Pisanie czy malowanie to przelewanie tych myśli na papier. Muzyka to wyśpiewywanie ich. I to wszystko.

Każdy jest oryginalny

Każdy jest oryginalny, jeżeli mówi prawdę, jeżeli mówi z siebie. To musi płynąć z jego prawdziwego ja, a nie z ja, jakim wydaje mu się, że powinien być. Herbert S. Jennings z uniwersytetu Johna Hopkinsa, który wie więcej o dziedziczności, genach i chromosomach niż jakikolwiek człowiek na świecie, mówi, że żadne dwie jednostki nie są identyczne, że nigdy nie istniały dwie identyczne osoby. Co za tym idzie, jeżeli mówisz czy piszesz z siebie, nie możesz nie być oryginalny.

Zapamiętaj więc te dwie rzeczy: jesteś utalentowany i jesteś oryginalny. Bądź tego pewny. Mówię to, ponieważ wiara w siebie jest jedną z najważniejszych rzeczy w pisaniu. Później wyjaśnię, dlaczego.

Ta kreatywna moc i wyobraźnia jest w każdym, podobnie jak potrzeba wyrażenia jej, tj. podzielenia się nią z innymi. Tylko co się z nią dzieje?

Jest bardzo delikatna i wrażliwa, jest zwykle wyrzucana z człowieka we wczesnych latach życia przez krytycyzm (tak zwany "konstruktywny krytycyzm" jest często najgorszy), przez kpiny, wyśmiewanie, zasady, nadętych nauczycieli, krytyków i wszystkich tych niekochających ludzi, którzy zapominają, że litera zabija, lecz duch daje życie. Czasem myślę o życiu jako o procesie, w którym wszyscy wszystkich zniechęcają i sprowadzają na ziemię.

Wiesz, że wszystkie dzieci mają kreatywną moc. Wszyscy widzieliśmy rzeczy jak ta: małe dziewczynki w naszej rodzinie zwykły dawać przedstawienie za przedstawieniem. Same pisały sztuki (niektóre były bardzo dobre, interesujące, ekscytujące i zabawne). Same w nich grały. Same robiły kostiumy, piękne, efektowne i historycznie dopasowane, aranżując je w najbardziej pomysłowy sposób ze strychowych rupieci i najlepszych sukienek swoich mam. Budowały scenę znosząc krzesła, przesuwając pianino, budując z drewna. Drukowały bilety i je sprzedawały. Robiły własną reklamę. Pozyskiwały widownię, zarzucając sieci na wszystkie dziewczyny zatrudnione do pomocy, psy, dzieci, matki i sąsiadów w promieniu mili. Za jaką zapłatę? Za kilka spinek i groszy.

Te małe dziesięciolatki pracowały z palącą energią i wytrwałością. (Produkcja zajmowała około dwóch dni). Gdyby pracowały tak ciężko w szkole, pewnie by je to zabiło. Pracowały tylko dla zabawy, dla tego cudownego, wewnętrznego podniecenia. To właśnie kreatywna moc w nich pracowała. To była bardzo ciężka praca, ale nie było nic przyjemniejszego czy bardziej ekscytującego i to było coś niezapomnianego.

Jednakże ta radosna, pomysłowa, żarliwa energia umiera w nas bardzo młodo. Dlaczego? Ponieważ nie widzimy, że jest wielka i ważna. Ponieważ nie szanujemy jej w nas i nie trzymamy jej przy życiu przez używanie jej. Ponieważ nie podtrzymujemy jej w innych przez słuchanie ich.

Kiedy się nad tym zastanowisz, jedynym sposobem, żeby kochać człowieka nie jest, jak mówią chrześcijańskie stereotypy, rozpieszczanie go i przynoszenie mu zupy, kiedy jest chory, ale słuchanie go, dostrzeganie i wiara w Boga, w poetę, który w nim jest, bo przez robienie tego podtrzymujesz Boga i poetę przy życiu i sprawiasz, że rozkwita.

W jaki sposób kreatywny impuls w nas umiera? Nauczyciel języka, który napisał bezwzględnie na marginesie Twojej pracy czerwonym długopisem: "Szablonowe, przepisać", pomógł go zabić. Zabijają go krytycy, Twoja rodzina. Rodziny są wielkimi mordercami kreatywnego impulsu, szczególnie małżonkowie. Starsi bracia szydzą z młodszych braci i zabijają go. Jest taka amerykańska rozrywka, która nazywa się "żartowanie" - w rezultacie wszyscy czują się zawstydzeni i winni, że pokazali najdrobniejszy entuzjazm, pasję czy szczere uczucie wobec czegokolwiek. Jednak o tym opowiem później.

Zauważyłeś jak nauczyciele, krytycy, rodzice i inni wszystkowiedzący, kiedy widzą, że napisałeś cokolwiek, stają się natychmiast dociekliwi, wybredni i czytają to ostrożnie węsząc błędy. Aha! Literówka! Tak jakby Szekspir potrafił literować! Tak jakby literowanie, gramatyka i to, czego się uczysz w książce o retoryce miało cokolwiek wspólnego z wolnością i wyobraźnią!

Mój przyjaciel mówił o książkach, które zadedykowane są w ten sposób: "Mojej żonie, której pomocna krytyka..." i tak dalej. Mówił, że dedykacja powinna tak naprawdę brzmieć: "Mojej żonie. Gdyby nie jej nieustanny krytycyzm, uporczywe zrzędzenie oraz wątpliwości co do moich zdolności, ta książka ukazałaby się w Harper's zamiast w The Hardware Age1".

Tak często natrafiam na artykuły napisane przez krytyków najwyższej klasy czy przez innych wybitnych pisarzy, potępiające pisarskie usiłowania zwykłych ludzi. Krytycy stukają nas bezlitośnie po głowach swoimi naparstkami, ku naszemu zdenerwowaniu. Tylko wirtuozi powinni mieć prawo to robić. Wybitni pisarze sprzedają śmieszne artykuły o całkowicie szalonych, głupkowatych amatorach, którzy myślą, że potrafią pisać.

W porządku. Tylko że jeden z rezultatów jest taki: ludzie, którzy próbują pisać (a wszyscy ludzie tego chcą, co jest naturalne i słuszne) stają się przestraszeni, nieśmiali, mali, stają się perfekcjonistami, którzy tak bardzo boją się, że mogą napisać coś, co nie będzie tak dobre jak Szekspir.

W związku z tym nic dziwnego, że ludzie nie piszą i odkładają to miesiąc po miesiącu, dekada po dekadzie. Kiedy piszesz, jeżeli ma to być jakkolwiek dobre, musisz czuć się wolny - wolny, a nie przestraszony. Jedynymi dobrymi nauczycielami są dla Ciebie ci przyjaciele, którzy Cię kochają, dla których jesteś interesujący albo bardzo ważny, albo niesamowicie zabawny; których postawa jest taka:

"Powiedz mi więcej. Powiedz mi wszystko, co możesz. Chcę zrozumieć wszystko: co czujesz i wiesz i wszystkie zmiany wewnątrz i na zewnątrz Ciebie. Niech wypłynie więcej".

Jeżeli nie masz takiego przyjaciela, a chcesz pisać - cóż, w takim razie musisz go sobie wyobrazić.

O tak, nienawidzę tradycyjnego krytycyzmu. Nie mam na myśli wielkiego krytycyzmu, jak Matthew'a Arnolda i innych, ale zwykłe, małe czepianie się, wybredny krytycyzm, który myśli, że może pomóc ludziom przez mówienie im gdzie się mylą, a efektem jest tylko ubieranie ich w gorset wahania i nieśmiałości, przyćmiewanie wizji i męstwa.

Nienawidzę tego tak bardzo nie ze względu na siebie, bo nauczyłam się przynajmniej nie pozwalać temu mnie powstrzymać. Nienawidzę tego ze względu na potencjalnie błyszczących, delikatnych, utalentowanych ludzi w każdym wieku, których gasi to każdego roku. To jest morderstwo talentu. A ponieważ najskromniejsi i najbardziej wrażliwi ludzie są najbardziej utalentowani, mają najwięcej wyobraźni i współczucia, oni są pierwsi, których to zabija. Przetrwają tylko brutalni egoiści.

Oczywiście, gwoli sprawiedliwości, muszę przypomnieć Ci o tym: my, pisarze, jesteśmy największymi tchórzami ze wszystkich rzemieślników. Oczekujemy więcej za najmniejszy wysiłek niż jacykolwiek inni ludzie.

Utalentowana młoda kobieta pisze wiersz. Zostaje odrzucony. Ona nie pisze kolejnego przez być może dwa lata, być może przez całe życie. Pomyśl o cierpliwości i miłości, jaką w swoją pracę wkłada stepujący tancerz czy rewiowy akrobata. Pomyśl o tym, jak wiele razy Kreisler ćwiczył tryle. Jeżeli napiszesz tyle słów ile Kreisler przećwiczył tryli, przewiduję, że dostaniesz Nagrodę Nobla w dziesięć lat.

Jest jednak jedna ważna rzecz: musisz ćwiczyć nie powierzchownie, ale z całą swoją inteligencją i miłością, tak jak Kreisler. Wielki muzyk powiedział mi kiedyś, że nikt nie powinien grać ani jednej nuty bez usłyszenia jej, poczucia, że jest prawdziwa, pomyślenia, że jest piękna.

Teraz zacznę więc pracować nad twoim pisaniem. Pamiętaj te rzeczy. Pracuj z całą swoją inteligencją i miłością. Pracuj swobodnie i radośnie, jakbyś mówił do przyjaciela, który Cię kocha. Mentalnie (przynajmniej trzy lub cztery razy dziennie) zagraj palcami na nosie wszystkim wszystkowiedzącym, szydercom, krytykom i powątpiewaczom.

Żebyś pracował długimi godzinami i nie zaniedbał tego, udowodnię teraz, jak ważna jest dla Ciebie regularna praca.