Wiersze Doroty Szatters czytałem ze wzruszeniem i zdumieniem, że mimo tak wielu różnic: płeć, wiek, kultura, religia, doświadczenie, odczuwamy podobnie. Przypomniał mi się tekst Jerozolima: Kamienny ptak, opublikowany w tygodniku "Polityka" w 1998 roku. O mojej Jerozolimie napisałem wtedy:
Jest Jerozolima moja, bardzo osobista, ale istnieje także Jerozolima narodowa, Jerozolima religijna i Jerozolima uniwersalna, a więc w pewnym znaczeniu kosmopolityczna. Z każdą z nich związany jestem w inny sposób.
Ta osobista ciąży i uciska, drga w sercu i wzrusza, bo związana jest nierozerwalnym węzłem z moją biografią, tą prywatną i tą społeczną. (...) W tejże ziemi jerozolimskiej pogrzebaliśmy Icchaka Rabina, zamordowanego przez żydowskiego faszystę; pogrzebaliśmy go obok grobu Teodora Herzla, duchowego ojca państwa żydowskiego.
Jest w Wieży Dawida, w murach starej Jerozolimy, wspaniałe muzeum opowiadające dzieje najstarsze i najnowsze. Nie brak w mieście małych restauracyjek, w powietrzu unoszą się zapachy orientalnych przypraw i potraw europejskich, a obok zawodzenia muezina dzwonią dzwony kościołów, słychać donośny głos uczniów szkół rabinackich kujących na pamięć wersety Pisma Świętego, a wieczorami rozbrzmiewa śmiech rozbawionej młodzieży w dyskotekach i w kawiarniach na świeżym powietrzu. Stare i nowe splata się w jedną całość - w ten nadzwyczajny urok tego miasta.
Jerozolima ma Bramę Damasceńską i Bramę Gnojną, Bramę Nową i Bramę Jafską, Bramę Litości i Bramę Lwów, a także Sto Bram prowadzących w świat mego dzieciństwa. Sto Bram, po hebrajsku Mea Szearim, to dzielnica ortodoksyjnych Żydów w czarnych chałatach i małych pejsatych chłopców z jarmułkami na głowie. Jest rzeczą paradoksalną, że właśnie ten skansen świata, którego już nie ma, jest mi najbliższy. Może dlatego, że przypomina mi Borysław, miasteczko, w którym się urodziłem, ale którego nie zdążyłem się napatrzeć i nawąchać. Miałem sześć lat, gdy zaczęła się hitlerowska okupacja i wszystko, co pamiętam, to śmierć mego dziadka Icka i mego dziadka Hersza, i mojej babci Minci. Mea Szarim są mi bliższe nawet od ściany płaczu, bo Ściana jest tylko symbolem, a ta dzielnica - samym wzruszeniem. Tak, najbardziej przejęty jestem, spacerując jej zaułkami, bo wówczas uświadamiam sobie, że mimo iż jestem w stolicy nowoczesnego Izraela, oddycham powietrzem małego żydowskiego miasteczka; że tkwię w nim głęboko. I wcale się tego nie wstydzę (...).
Jerozolima ma wiele nazw. Nazwy te ilustrują jej dzieje i dzieje jej władców na przestrzeni historii: miasto Jebusytów, Miasto Dawida, Urszalim, Szalem, Syjon i Al-Quds.
Ale niezależnie od tego, jaka i czyja była, złota nić judaizmu przewijała się przez nią od trzech tysięcy lat. Hebrajski poeta Bialik pisał: "Dziesięć części piękna spłynęło na świat - dziewięć zabrała Jerozolima, dziesięć części cierpienia spadło na świat - dziewięć spadło na Jerozolimę; dziesięć części mądrości otrzymał świat - dziewięć zgarnęła Jerozolima".
Można na nią patrzeć siedmioma oczyma: przez pryzmat obrazów Rubina, na których Wzgórze Świątynne z jego meczetami unosi się w niebo jak biały obłok. Ścianę Płaczu można oglądać przez pryzmat malarstwa Ardona. Jej kręte uliczki i domy stawiane z kamienia uwiecznili artyści malarze Steinhard i Pines, a jej mury, wzniesione przez tureckiego sułtana, najpiękniejsze są na rycinach Anny Ticho.
Można patrzeć na Jerozolimę przez pryzmat grobów: grób córki faraona, grób Zachariasza, grób Jehoszafata, Bazylika Grobu Świętego, grób Marii, grób Dawida i groby królów judzkich. Pisarz Meir Szalew, tłumaczony także na język polski, twierdził w swojej powieści Ezaw, że "w Jerozolimie najpotężniejsza gilda to gilda zmarłych". Ale ja wiem, że istnieje także gilda żywych i gilda wieczności.
Można oglądać Jerozolimę przez pryzmat jej wież: Wieżę Dawida, minarety meczetu Al-Aksa, wieże kościołów i wieże klasztoru Terra Santa. Ale budowlami dla mnie najistotniejszymi są jerozolimskie bożnice. Nie mają one ani wież, ani minaretów. My, Żydzi, związani jesteśmy z motywem historycznym, filozoficznym i moralnym, bo, jak mówią nasze pisma: "z otchłani wołamy Cię, Panie". Nigdy nie budowaliśmy wież.
Opowiadano mi kiedyś, że pierwszy brytyjski gubernator wojskowy, Ronald Storrs, tak określił Jerozolimę: "jest to miasto, w którym każdy człowiek może wybrać odpowiadającą mu atmosferę i ulubiony wiek". Zaś w antologii jerozolimskiej poezji pod tytułem: Kamienny ptak znajdujemy list brytyjskiego żołnierza do matki: "Jerozolima przypomina mi buntującego się kamiennego ptaka, który na próżno usiłował wyzwolić się z objęć Pana Boga".
Hebrajski poeta Jehuda Amihai pisze: "Jerozolima pragnęłaby, aby ci wszyscy, którzy ją kochają, kochali się również wzajemnie, ale wie, że jest to niemożliwe". A może jednak?
O takiej Jerozolimie, o ludzkim wymiarze demokratycznej, dążącej do pokoju i porozumienia, matce wszystkich religii mógłbym powiedzieć: "także ja jestem z tego miasta". Jest ono nie tylko na zewnątrz mnie, ale i we mnie. Noszę je w sobie, odczuwam.
O nim, mieście wewnętrznym, w którym toczy się życie wielości, nie jedności, pisze właśnie Dorota Szatters. W jej poezji odkryłem podobną do mojej wrażliwość, tę samą świadomość zalegającego w ludzkiej duszy mroku.
Szewach Weiss