?
Rozdział 4
Gina przemierzała długi, oświetlony sznurem lampek i obsadzony drzewami podjazd. Zatrzymała się za samochodem Briggsa. Przy wejściu za trzema radiowozami stała karetka.
Posterunkowa Kapoor znajdowała się obok sanitariusza, który pochylał się nad siedzącą z tyłu karetki kobietą.
Dziewiętnastowieczny dwór piął się dumnie na tle rozległego krajobrazu. Ogrodów zazdrościło mu wielu właścicieli podobnych posiadłości. Budynek przetrwał kryzysy rolnicze oraz podniesienie podatków na początku dwudziestego wieku. Nie tylko był w świetnej kondycji, ale pozostawał własnością rodziny Harrisów z Cleevesford. Od czasu remontu mieściło się tu centrum lokalnej społeczności, zamożni urządzali tu wesela, restaurację wielokrotnie nagradzano za kremową herbatę. Gina zastanawiała się, czy liczba chętnych na napój ze śmietanką spadnie, gdy rozejdą się wieści o zabójstwie.
- Bernard właśnie odgradza miejsce zbrodni, a posterunkowy Smith spisuje wszystkich z sali weselnej - oznajmił Briggs, gdy stanął przy drzwiach jej samochodu.
- Kto tam siedzi? - Gina wskazała kobietę w karetce.
- Jedna z druhen, Francesca Carter.
- Zatem to ślub?
- Przyjęcie weselne. Para pobrała się na Krecie i urządziła wesele dla tych, którzy nie mogli wyjechać. Staramy się poznać szczegóły, Smith zbiera nazwiska, stopnie pokrewieństwa, relacje koleżeńskie. Para młoda to Kerry i Edward Powell.
- A ofiara? Wiemy, kim jest?
- Zidentyfikowano ją jako dwudziestopięcioletnią Holly Long. To jedna z druhen. Wejdziemy, gdy tylko miejsce zbrodni zostanie ogrodzone. - Podrapał się po policzku z niewielkim zarostem. - Jak się miewasz? Nie widziałem cię ostatnio.
- Dobrze. - Tylko tyle miała do powiedzenia. To nie była odpowiednia pora na dzielenie się prawdziwymi myślami. Nie zamierzała rozwodzić się nad tym, że czuła się, jakby balansowała na cienkiej linie, skoro znał niektóre z jej najbardziej intymnych tajemnic. Nie planowała wyjawiać, że córka prawdopodobnie przestanie się do niej odzywać i skróci wizytę. Nie chciała też się przyznać, jak bardzo nienawidziła ślubów i uczucia duszenia, które łączyła z wypowiedzeniem "tak". Podrapała się po głowie, gdy dostała ciarek.
Rozejrzała się. Przed dworem mrugały niebieskie koguty.
- Rozmawiałeś już z Francescą Carter?
Briggs pokręcił głową.
- Wciąż zajmują się nią sanitariusze. Zemdlała, gdy odkryła ciało. Chociaż teraz chyba trochę otrzeźwiała.
Gina weszła do budynku i przez otwarte drzwi zajrzała do sali weselnej. Policjanci rozmawiali z ludźmi w małych grupkach. Jej uwagę przykuła znajoma twarz właściciela Angels Arms, Samuela Avery'ego. Szara cera i zmartwienie sprawiały, że wokół jego ust i oczu utworzyły się zmarszczki, a kiedy w budynku zapalono światła, wyglądał starzej niż w rzeczywistości. Dobiegał sześćdziesiątki, a Gina nie rozumiała, co widziały w nim kobiety.
Samuel zabrał rękę z pośladków płaczącej towarzyszki, której jasne włosy przykleiły się do twarzy. Gina pokręciła głową. Nie zawsze chodziło o to, że babki na niego leciały, ale gość potrafił wykorzystać każdą sytuację. Na jego twarzy odmalowało się współczucie, gdy pocieszał młodą kobietę, ale w jego oczach skrzyła się wyraźna nadzieja, że jeśli wystarczająco mocno naciśnie, przeniesie tę troskę do sypialni. Właśnie na tym polegała jego gra. Gina znała go aż za dobrze. Kiedy się obrócił, dostrzegła, że chowa koszulę w spodnie. Postanowiła później do niego wrócić, gdy już sprawdzi, co się dzieje w pokoju ofiary.
Na korytarzu rodzice tulili zapłakaną pannę młodą, która miała rozdartą z boku suknię i kawałek chleba w misternie ułożonym koku.
Gina skręciła za róg, aby dostać się na schody. Miejsce to zostało świetnie oznaczone przez techników, którzy w kombinezonach kręcili się tam i z powrotem, wnosząc na górę pudła i skrzynki, gotowi rozpocząć katalogowanie wszystkich potencjalnych dowodów z miejsca zdarzenia.
Przełknęła ślinę, obserwując całą akcję. Zaledwie godzinę temu leżała na sofie i oglądała z córką film. Od tamtej pory tyle się wydarzyło. Przywykła do nagłych wezwań, ale Hannah miała to jej za złe. Kiedy córka była mała, Gina często pakowała ją do samochodu i podrzucała znajomym, by sama mogła jechać do pracy. Teraz dokładnie wiedziała, skąd niechęć Hannah do takich sytuacji.
- Proszę - powiedział Bernard, podając jej kombinezon, rękawiczki, czepek i ochraniacze na buty. - Ubierz się, nim pójdziesz dalej, i nie chodź środkiem korytarza.
- Dzięki. - Włożyła kombinezon na spodnie i sweter. Idąc za nim, wkładała rękawiczki. W pokoju znajdowało się już kilka znaczników dowodowych. Gina spojrzała na komodę i krew, którą rozmazano na jej wierzchu. Na podłodze ustawiono ścieżkę z płyt, po której można było chodzić. Pomieszczenie rozświetlił błysk, osoba w kombinezonie robiła zdjęcia, które później trafią do Giny.
W pokoju nie znajdowało się nic niezwykłego. Wyglądał jak każdy inny hotelowy apartament. Na stoliku przy oknie leżała ulotka, dalej znajdowała się półka z zestawem do parzenia herbaty, a na prawo była łazienka. Gina wsunęła do niej głowę. Pomieszczenie wyglądało, jakby z niego nie korzystano. Przeszła obok niej asystentka z kilkoma woreczkami na dowody, fiolką z jakimś płynem i kilkoma paczkami wacików.
Gina poczuła, że pulsują jej skronie, gdy spojrzała na bladą, młodą kobietę, której satynowa sukienka była ubrudzona krwią. Szkarłat z nosa plamił również poduszkę i ogniste, rude włosy. Leżała w nienaturalnej pozycji, z uniesioną szyją. Została tak ułożona, z rękami na brzuchu. Wokół poduszki rozprysnęły się białe plamki. Przysunęła się i dostrzegła, że to płatki kwiatu. Dopiero teraz zauważyła na podłodze zniszczony bukiet składający się z czerwonych i białych goździków.
- Czy okno było zamknięte? - zapytała, ale nikt jej nie odpowiedział. Mówienie przez maseczkę nie należało do najłatwiejszych. Powtórzyła pytanie nieco głośniej.
Bernard uniósł wzrok znad spisu dowodów.
- Tak, sprawdziłem to, kiedy wszystko zabezpieczaliśmy. Zamek w oknie solidnie trzymał, natomiast drzwi były otwarte.
Gina wyobraziła sobie, że osoba o nieokreślonej twarzy i budowie wchodzi do pokoju. Czy pijana Holly nie zamknęła drzwi na klucz, czy też wstała z łóżka, by je otworzyć? Spojrzała na plamę krwi. Ze smugi na komodzie przeniosła wzrok na niewielkie kropeczki na jasnoszarej ścianie przy drzwiach. Gina nie potrafiła analizować rozbryzgów, jednak wiedziała, że obrażenia kobiety powstały w progu, chyba że napastnik też krwawił. Może Holly z nim walczyła?
Gina spojrzała na nos ofiary, gdy się nad tym zastanawiała. Może Holly usłyszała pukanie, a kiedy otworzyła drzwi, natychmiast wymierzono jej cios, przez co jej krew spryskała ścianę, gdy zabrano to, czym ją uderzono. Była to broń czy może goła pięść?
- Jakieś ślady narzędzia, którym ją uderzono?
- W tej chwili nie jestem pewny - wymamrotał Bernard spod maseczki.
Tak jak podejrzewała. Byli w połowie pracy, a ona potrzebowała kompletu informacji z miejsca zbrodni, w tym tych, których jeszcze nie zgromadzili. Rozstawiano coraz więcej znaczników - jeden przy kępce włosów na dywanie, drugi przy skarpetce za drzwiami. Gina ponownie spojrzała na zwłoki młodej kobiety. Większość jej włosów spoczywała splątana przy szyi z wyjątkiem jednego pasma, które biegło wprost do ust. Skóra wydawała się niemal przezroczysta. Nieruchome oczy były otwarte. Pościel leżała przy jej nogach i brzuchu, wgniecenie po drugiej stronie materaca wskazywało, że w pewnej chwili leżała obok niej inna osoba.
Bernard cofnął się i rozejrzał po pomieszczeniu.
- Z tego, co tu zaobserwowałem, ten pokój nie został dobrze posprzątany czy odkurzony. Mamy już kilka próbek włosów, kawałki paznokci i nawet nie pytaj o wszystkie odciski palców. To kryminalistyczny koszmar.
Gina spojrzała na półkę nad łóżkiem, na której znajdowało się kilka książek, głównie z kolekcji Reader's Digest. Musiała się zgodzić z Bernardem, bo dostrzegła na nich warstwę kurzu.
- Przyczyna śmierci?
Szef techników ruchem głowy wskazał na wyjście. Gina zdecydowała, że na razie zobaczyła już wystarczająco dużo. Musiała wysłuchać przemyśleń Bernarda na temat tego, co powiedziały mu dowody.
Przeszła po płytach na wyłożony wykładziną korytarz, robiąc miejsce technikom, na których czekało jeszcze sporo pracy. Całą klatkę schodową odgrodzono taśmą policyjną.
- Muszę przejść. Mam tam pokój - powiedziała zapłakana kobieta. To ta sama blondynka, którą pocieszał Samuel Avery.
Policjant, który uniemożliwiał jej przejście, wiązał taśmę.
- Naprawdę mi przykro, ale proszę dołączyć do pozostałych w sali. Powiadomimy panią, gdy będzie mogła pani tam wejść.
Kobieta stała jeszcze przez chwilę, jakby czekała, aż funkcjonariusz zmieni zdanie. Kiedy uświadomiła sobie, że nie da jej przejść, złapała rąbek sukienki i zeszła po kilku stopniach.
Bernard dogonił Ginę, zdjęli maseczki. Podrapał się po wystającej z kombinezonu brodzie i przygarbił, patrząc na nią.
- Powiem ci, co wiemy już teraz, po czym przygotuję raport i jak zawsze ci go prześlę. Zadzwonię, jeśli pojawi się coś, czym będę mógł od razu się podzielić.
Gina pokiwała głową.
- Dobrze, dzięki. Ale co możesz powiedzieć mi w tej chwili?
- Widziałaś krew na jej nosie i twarzy? Jest jej też nieco we włosach. Dwa urazy. Nos ewidentnie został złamany, właśnie stąd wzięła się ta krew. Jest też nieduże rozcięcie na głowie, jego charakter sugeruje, że uderzono ją czymś twardym. Zauważyłem niewielką plamkę krwi na podstawie lampki nocnej, co pasuje do mojej teorii o twardym narzędziu. Jak zwykle nie mam jeszcze dowodów na potwierdzenie swoich słów, dopiero sekcja zwłok i wyniki analiz laboratoryjnych zweryfikują te domysły i wskażą dalsze dowody. Leżąca obok ofiary poduszka również nosi ślady krwi, ale ułożono ją plamą do dołu, więc nie od razu ją zauważyliśmy. Wstępna teoria jest taka, że albo ofiara zginęła od ciosu w głowę, albo od uduszenia poduszką.
Gina pokiwała głową.
- Ogłuszona?
- Już to powiedziałem i będę się tego trzymał. Krew rozmazana na poduszce sugeruje, że doszło do walki. Powiedziałbym, że ofiarę uduszono.
- A ten, kto to zrobił, położył tę poduszkę na łóżku plamą do dołu - urwała. - Nasza ofiara wygląda tak, jakby celowo została tak ułożona. Zauważyłam, że była lekko uniesiona.
- Zgadza się. Ktoś zostawił ją z rękami na brzuchu. Wygląda też na to, że posypał ją płatkami kwiatów. Wgłębienie na materacu sugeruje, że w którejś chwili ktoś obok niej leżał. Układ pościeli wskazuje, że nie mogła być to sama ofiara. Musimy przesłać próbki do laboratorium, a ciało przewieźć do kostnicy, nim zdołam powiedzieć ci coś więcej.
- Czas zgonu?
- Temperatura zwłok wskazuje na ostatnie cztery godziny.
- I jeszcze jedno. Znaleźliście jej telefon?
Pokręcił głową.
- Nie. Jeszcze nie. Jeśli odnajdzie się w międzyczasie, spakuję go do torby na dowody i dam ci znać.
Wiedziała, że to wszystko, czego się w tej chwili może spodziewać. Myśl o duszonej poduszką, panikującej i próbującej odeprzeć atak Holly wywołała u niej mdłości, jednak zaraz się otrząsnęła i wyjęła komórkę z kieszeni. Na ekranie zobaczyła wiadomość od Briggsa:
Przesłuchujemy na sali. Przyjechała Wyre. Później wracamy na posterunek na odprawę. Zajmę się śniadaniem dla ekipy. Nikt nie wraca do domu. Musicie być na służbie. Briggs
Nie sposób, by myślała o jedzeniu. Podeszła do dużego okna. Kiedy zdejmowała czepek z brązowych, splątanych włosów, jej uwagę przykuło coś błyszczącego w kącie ogrodu. Ledwie zalśniło i zgasło. Przycisnęła nos do szyby, by lepiej widzieć. Dostrzegła wyraźnie odbijający światło ekran telefonu, który trzymała osoba w oddali.
Wybrała numer Briggsa, a krew tętniła jej w uszach.
- Odbierz, odbierz - mamrotała.
- Harte.
- Poślij kogoś do ogrodu. Po wyjściu z sali na lewo. Przez chwilą ktoś tam był. Widziałam światło odbite od telefonu, ale zniknęło. Zatrzymajcie tę osobę.
Rozłączyła się i pobiegła tą samą drogą, którą tu przyszła, ale zaplątała się w taśmę policyjną na schodach.
- Przepraszam! - krzyknęła do funkcjonariusza.
Kiedy zbiegała po stopniach, serce mało nie wyskoczyło jej z piersi. Nie mogła ryzykować, że zgubi poszukiwaną osobę. Jeśli to zabójca Holly, zamierzała go zatrzymać.