?
Rozdział 2
Komisarz Gina Harte otworzyła okno w swoim gabinecie na posterunku, a potem włączyła mały wiatrak i ustawiła go sobie prosto na twarz. Czuła, że ma czerwone policzki i ślady od potu pod piersiami, więc nie mogła się doczekać, aż wróci do domu i weźmie chłodny prysznic. Spojrzała w dół na parking, przez który Briggs zmierzał w stronę ulicy. Gdy wszedł na chodnik, przejechał obok niego radiowóz. Wcześniej Gina słyszała, jak mówił, że oddał swoje auto do mechanika, więc podejrzewała, że zaraz przyjedzie po niego jego nowa partnerka. Kiedy się obrócił i spojrzał na budynek, komisarz uskoczyła w bok, bo nie chciała, żeby ją zauważył. Gdyby to zrobił, z pewnością dostrzegłby ból na jej twarzy.
Wróciła myślami do niedawnych chwil, gdy byli w szczęśliwym, choć ukrywanym przed innymi związku. Któregoś dnia wyznał, że spotyka się z inną kobietą. Nie dość, że była to niegdysiejsza znajoma, to ich relacja od razu stała się poważna. Przynajmniej Gina tak sądziła. Na to się zanosiło. Sama nigdy nie mogłaby dać mu rodziny ani nawet zwyczajnego związku.
Kobieta, która w tym momencie uszczęśliwiała nadinspektora Chrisa Briggsa, miała na imię Rosemary, a cała ich ekipa dochodzeniowo-śledcza cieszyła się pozytywną zmianą u przełożonego. Cóż, oprócz Giny. Nikt nawet nie podejrzewał, że jego szczęście oznaczało jej złamane serce. Może i rozkoszował się swoją nową rzeczywistością, w której ogrywał rolę ojca i oddanego partnera, ale kiedy Gina zapytała go, czy kocha Rosemary, nie umiał dać jej jednoznacznej odpowiedzi. Stwierdził tylko, że podoba mu się wizja normalnej rodziny.
Komisarz złapała za wiatrak i cisnęła nim przez pomieszczenie, przez co wirnik oderwał się od podstawy. Cudownie, będzie się musiała gotować w tym piekarniku albo iść do magazynu, żeby sprawdzić, czy nie dostanie nowego wentylatora. Dopadały ją uderzenia gorąca, przypominając, że i tak nie zdołałaby dać Briggsowi tego, czego pragnął. Wiele lat temu urodziła córkę. Hannah była już po dwudziestce i dała Ginie wnuczkę Gracie. Gdyby komisarz weszła z Briggsem w związek znacznie wcześniej, z pewnością mogliby założyć rodzinę, a jej życie wyglądałoby teraz zupełnie inaczej.
Czy powinna się cieszyć, że miał w tym momencie szansę na normalne życie? Może tak, ale nie umiała wykrzesać z siebie radości. Pragnęła, by wszystko było po staremu - żeby wciąż ciągnęli ten sekretny romans, skoro żadne z nich nie było gotowe odejść z pracy w policji w Cleevesford.
Ponownie wyjrzała przez okno. Briggs stał na końcu wjazdu, patrząc na coś na ekranie telefonu. Jeszcze tydzień temu Gina zajmowała miejsce w jego łóżku, a potem tak bezceremonialnie z nią zerwał. Później, gdy samotnie dotrze do domu, nie będzie już mogła do niego zadzwonić, bo nie przyjedzie do niej z jedzeniem na wynos ani nie weźmie z nią prysznica.
Zatrzymał się przy nim czerwony kabriolet, siedząca w nim elegancko ubrana Rosemary uśmiechnęła się promienie. Miała okulary przeciwsłoneczne i szal na głowie, przez co wyglądała nieco jak Audrey Hepburn. Jakiego mężczyzny by to nie oczarowało? Odjechała z ukochanym Giny, której krajało się serce. Komisarz mogła wyrzucić z siebie cały ten ból jedynie płacząc.
Ktoś jednak zapukał do jej drzwi. Podbiegła, zebrała szczątki wiatraka i wróciła do biurka.
- Proszę.
Weszła detektyw Paula Wyre. Czarne włosy starannie zaplotła z tyłu głowy, z przodu pozostawiając tylko prostą grzywkę.
- Zostaw otwarte. Strasznie tu gorąco.
Wyre pokiwała głową.
- Pewnie. Wchodzi się tu jak do wulkanu. - Kiedy podkładała klin pod drzwi, Gina wzięła teczkę z biurka i zaczęła się nią wachlować.
Wcześniej zamknęła drzwi tylko po to, by nikt nie zauważył, jak przygląda się Briggsowi.
- Proszę. O wiele lepiej, bo chociaż powietrze trochę się porusza.
- Mogę ci jakoś pomóc? - zapytała Gina, posyłając koleżance wymuszony uśmiech.
- Pomyślałam, że wpadnę i zapytam, jak się miewasz.
- W porządku.
- Wiesz, zastanawiałam się, czy nie miałabyś ochoty wyjść na drinka albo zjeść ze mną lunch w pubie.
- Eee... jestem trochę zajęta.
Wyre wzruszyła ramionami.
- Spoko, a co robisz?
- No wiesz, to i tamto.
Wyre zmarszczyła brwi.
- Oglądam telewizję, siedzę w ogrodzie, bawię się z królikiem. - Kiedy aresztowali właściciela Tuptusia, dała zwierzakowi dom tymczasowy, aby znaleźć mu nowego opiekuna. - Nie chcesz go?
Wyre parsknęła śmiechem.
- Nie bardzo. Zajmuję niewielkie mieszkanie i nigdy mnie w nim nie ma. - Paula usiadła naprzeciwko biurka Giny i się pochyliła. - A jak tam twoja wnusia?
- Dobrze. Gracie jak zawsze jest szczęśliwa. Niebawem muszę je odwiedzić, ale Hannah nieustannie jest zajęta. - Gina zmarszczyła brwi. Chociaż wcześniej nie dogadywała się z córką, teraz wszystko było między nimi dobrze.
- Martwię się o ciebie, szefowo.
Gina uniosła brwi.
- Ale dlaczego?
- Mogę mówić bez ogródek?
- Śmiało. - Gina nie spodziewała się niczego innego po koleżance, a mimo to przygotowała się na słowa, które mogły paść. Czy jej ekipa wychwyciła to, jak Gina patrzyła na Briggsa? Czy wszyscy już wiedzieli, jak za nim tęskniła? Miała nadzieję, że jednak nie. Ukrywała związek z nadinspektorem, więc wolałaby, aby tak pozostało.
Wyre przełknęła ślinę, wykręcając sobie palce.
- Ciągle obgryzasz paznokcie, masz tak podkrążone oczy, że wyglądają jak podbite i...
- I? - naciskała Gina, wzdychając ciężko.
- Wydajesz się smutna. Chciałabym, żebyś wiedziała, że jeśli się coś dzieje, możesz ze mną o tym porozmawiać. Zawsze mnie wspierałaś, tak samo jak resztę z nas, więc chcemy ci pomóc.
- Świetnie, zatem wszyscy na posterunku sądzą, że mi odbija. - Rzuciła teczkę na biurko, a potem położyła dłoń na ciepłym policzku. Serce gwałtownie jej przyspieszyło.
- Nie, nikt tak nie myśli.
Wstała.
- Możesz im powiedzieć że wszystko u mnie w porządku. Jestem zdrowa i szczęśliwa. Czego można chcieć więcej od życia? Czy to wszystko?
- Bardzo cię przepraszam, szefowo. Nie chciałam cię zdenerwować.
Gina pokręciła głową i uniosła ręce, nie chcąc kontynuować tej rozmowy z Paulą.
- Słuchaj, wszystko w porządku. Nie powinnam podnosić głosu, ale przyrzekam, że nic się nie dzieje. To tylko ten upał i moje uderzenia gorąca. Nieustannie budzę się w nocy zlana potem, więc pewnie stąd te moje worki pod oczami. To tyle.
- A byłaś u lekarza?
- Po co?
- Z tymi uderzeniami gorąca.
- Nie, nic mi nie jest. Naprawdę. A teraz przepraszam, mam masę pracy. Czy coś jeszcze?
- Nie, szefowo. Ale daj znać, jeśli zmienisz zdanie w kwestii pubu. - Kiedy Wyre wstała, by wyjść, w drzwiach jej gabinetu pojawił się detektyw Harry O'Connor ocierając chusteczką łysą głowę.
- Dostaliśmy zgłoszenie.
Gina, zadowolona z tego, że im przerwano, zaprosiła go gestem do środka.
- Co się stało? - zapytała Wyre, która oparła się o ścianę.
- Sąsiadka odkryła zakrwawione ciało dwudziestoośmioletniej Billie Reeves mieszkającej przy Church Road. Kiedy Smith i Kapoor pojawili się na miejscu chwilę po karetce, kobietę uznano już za zmarłą. Miała ranę kłutą na klatce piersiowej.
Wyre stanęła prosto.
- No to nici z tego pubu.
- Jacob jeszcze tu jest? - zapytała Gina. Zazwyczaj jej partnerem był sierżant Jacob Driscoll.
- Nie. - Powiedział O'Connor, opierając się o futrynę. - Pojechał odebrać Jennifer z fizjoterapii. Jen chyba już ją kończy.
Dziewczynę potrącił samochód i okazało się to częścią ich ostatniego poważnego śledztwa. Odkąd odłączono ją od aparatury podtrzymującej życie, stan jej zdrowia znacznie się poprawiał. W tej chwili był już na tyle dobry, że pragnęła wrócić do pracy techniczki kryminalistycznej.
- Kto znalazł ciało?
- Joanna Pearlman. Opiekuje się synkiem ofiary, dopóki nie skontaktujemy się z członkami rodziny zmarłej.
- Gdzie był wcześniej ten chłopiec?
- Sąsiadka zastała go siedzącego na krawężniku przed domem i zaczęła się niepokoić. Powiedziała, że malec powtarzał, iż matka kazała mu tam zostać, dopóki nie zawoła go do domu.
- Biedne dziecko. Ile ma lat?
- Pani Pearlman przekazała nam, że około pięciu.
- Wyre, jedziesz ze mną, a ty, O'Connor, za nami. Technicy powiadomieni?
Detektyw pokiwał głową.
- Już jadą. Dołączę do was na miejscu.
Gina przytaknęła.
- To do zobaczenia za chwilę.
Wyre czekała na nią w drzwiach.
- Lepiej jedźmy.
- Idź do auta, zaraz przyjdę.
Paula pokiwała głową, a Gina słuchała kroków koleżanki na korytarzu. Zamknęła okno, wyobrażając sobie chłopczyka siedzącego przy ulicy, czekającego, aż mama zawoła go do domu, choć w tym samym czasie została brutalnie zamordowana. Z trudem przełknęła ślinę i wyszła z gabinetu. Kto mógł zabić młodą mamę, kiedy jej dziecko znajdowało się tuż nieopodal? Poczuła ucisk w piersi na myśl o tym, że chłopiec mógł wejść do domu i zobaczyć cały ten horror. Mając na uwadze dobro dziecka, zamierzała niezwłocznie złapać zabójcę i postawić go przed wymiarem sprawiedliwości.