WSTĘP
Wyznania nieopierzonego kogucika
Przesłanie tej książki jest proste. Jeżeli na akt zaspokojenia kobiety
spojrzeć przez pryzmat miłości, okaże się, że każdy mężczyzna powinien
używać swego języka równie biegle jak wtedy, gdy posługuje się ojczystą
mową. Autorka cieszących się wielkim powodzeniem publikacji z dziedziny
seksuologii Lou Paget napisała: "Przyzna to większość kobiet, jeśli
oczywiście będą szczere, że najbardziej rozpala je coś, co zarazem
zdarza się niezwykle rzadko, mianowicie gdy mężczyzna potrafi
odpowiednio władać językiem".
Tak jednak jak w każdej mowie, by wyrazić się płynnie i potraktować
temat z należnym mu szacunkiem, potrzebne jest gruntowne wtajemniczenie
w reguły gramatyki i stylu. Jedną z mych ulubionych książek poświęconych
tej dziedzinie jest niezastąpione klasyczne dzieło The Elements of
Style. Nie wyobrażam sobie, jak mógłbym przebrnąć przez pierwszy rok
studiów czy zrobić specjalizację, gdybym kiedykolwiek rozstał się z tą
książeczką w miękkiej okładce o pozaginanych rogach. Wyłożone w niej
przez kompetentnych autorów Strunka i White'a zasady gramatyki nie były
ani zrozumiałe, ani wyraziste. Były po prostu piękne. Książka ta
zachęcała czytelników do "odważnych wypowiedzi i stawiania konkretnych
wniosków". Wciąż pozostając pod wpływem nieprzemijającego ducha tego
dzieła, starałem się ująć bogactwo doświadczeń oraz fachowości w prostej
i zwięzłej formie poradnika. Opierając się na tych samych klasycznych
podstawach, nawiązując do tej samej filozofii, napisałem ni mniej, ni
więcej jak tylko konkretny przewodnik po tajnikach seksu oralnego. Jeśli
chcesz się nauczyć, jak doprowadzić kobietę do rozpalającego zmysły
orgazmu, jest to książka dla ciebie.
Chociaż zrobiłem doktorat w dziedzinie seksuologii klinicznej, książka
ta jest napisana przede wszystkim z perspektywy praktyka, kogoś, kto zna
i uwielbia język stymulacji oralnej oraz docenia jego rolę w nawiązywaniu twórczego dialogu z kobietą. A także kogoś, kto rozbudował
metodologię konsekwentnego doprowadzania kobiety do orgazmu. Opiera się
ona na przekonaniu, że stymulacja oralna to nie tylko pewien przejaw
inicjatywy, ale samo sedno filozofii seksualnego zadowolenia. Nazwijmy
to "drogą języka".
Nie zrozumcie mnie jednak źle. Nie jestem jakimś tam casanową czy
donżuanem, który w swej próżności przelewa słowa na papier po to, by się
chełpić. Od tego jestem daleki. Przez większość życia ogromnie
cierpiałem z powodu seksualnej niemocy i nazbyt dobrze znam smak
upokorzenia, lęku i rozpaczy, towarzyszących całkiem nieudanym próbom
zadowolenia partnerki. Napisaniu tej książki przyświecała raczej szczera
nadzieja, że innym mężczyznom dane będzie rozwinąć skuteczne "nawyki" -
takie, które pozwolą im, a także ich partnerkom, cierpieć mniej niż ja,
a może nawet wcale. Tennessee Williams w swej sztuce Kotka na
rozpalonym blaszanym dachu pisał o łożu małżeńskim: "Kiedy małżeństwo
zmierza na skały, te znajdą się dokładnie na jego drodze". No dobrze,
oto nadchodzi wybawienie od skał i bezpieczna żegluga po spokojnym
morzu.
Kiedy pierwszy raz wkroczyłem w świat seksu oralnego, było to dalekie od
triumfalnego wjazdu. Szukałem tam szansy na zrekompensowanie mej
seksualnej nieudolności, a zarazem skłaniałem się ku przekonaniu, że to
tylko skromna przystawka przed uciechą i świetnością "prawdziwego
seksu". Wielu uważa podobnie. Uznałem za pewnik, że "właściwym sposobem"
doświadczania orgazmu przez pary jest stosunek. Ku swemu zaskoczeniu
odkryłem jednak, że "droga języka" bynajmniej nie ustępuje tradycyjnemu
zbliżeniu. Co więcej -?przerasta je, i w wielu przypadkach, pomijając
masturbację, stanowi jedyny sposób, by zapewnić kobiecie ciągłą i rytmiczną stymulację niezbędną do osiągnięcia orgazmu. Szybko
uświadomiłem sobie, że prawdziwy seks to seks oralny. Potem zdarzyło mi
się trafić na egzemplarz przygotowanego przez Shere Hite1
przełomowego sprawozdania dotyczącego seksualności kobiet. Utwierdziło
mnie ono w przekonaniu, że kobiety uważają pieszczoty oralne za "jedną
ze swych ulubionych i najbardziej podniecających form aktywności
seksualnej". Ankietowane nieustannie wskazywały, jak bardzo je
uwielbiają. Jeżeli mowa o zapewnianiu sobie rozkoszy, nie sposób nawet
wspominać o dobrym czy złym sposobie na orgazm. Jedyną złą rzeczą w tych
okolicznościach jest pogląd, że kobieta oczekuje lub zasługuje na mniej,
niż może dokonać jej partner.
W artykule Just Be a Man: Six Simple Suggestions specjalizująca się w tematyce seksuologicznej Amy Sohn od razu zauważa: "Faceci schodzą na
psy. I nie ma pomiłuj. Szkoda złudzeń".
Ale co wobec tego powinni robić mężczyźni? Ogromna większość kobiet
uskarża się na takich, którzy nie lubią tego robić, nie wiedzą jak albo
po prostu nie robią tego prawie wcale. Flannery O'Connor2 miała
rację -?trudno znaleźć prawdziwego mężczyznę, zwłaszcza takiego, który
lubi zapuszczać się coraz niżej na nieśpieszne spacery. Z drugiej strony
jednak raz odkryty językowy talent rzadko kiedy pozostaje niedoceniony.
W eseju Lip Service: On Being Cunning Linguist autorka artykułów o tematyce seksuologicznej Anka Radakovich wychwala swego przyjaciela,
który wykazuje się biegłością w seksie oralnym: "Stałam się uzależniona
od jego języka i nawet proponowałam mu, że zrobię za niego pranie, jeśli
tylko zechce wpaść i mnie zadowolić. Po dwóch miesiącach postawiłam
sobie na biurku oprawione zdjęcie jego języka".
Pora jednak wyjść poza jej kategorie myślenia. Kiedy dochodzi do
pieszczot oralnych, każdy mężczyzna powinien wziąć sobie do serca słowa,
jakie Rhett Butler kieruje do Scarlett O'Hary w Przeminęło z wiatrem:
"Chcę, aby ci było słabo. Powinno ci być słabo. Czekałaś na to od lat.
Żaden z tych głupców, których znałaś, nie całował cię w ten sposób,
prawda?"3.
Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że jestem człowiekiem skromnym. Nawet do
głowy by mi nie przyszło, by zwierzać się całemu światu z moich zmagań z niemocą seksualną, gdybym nie był w pełni przekonany, że taką
konieczność dyktuje ta książka. Powstała ona w nawiązaniu do moich
lektur, wykładów, i co najważniejsze, osobistych doświadczeń z pracy w charakterze seksuologa klinicznego. Spostrzegłem mianowicie, że kobiety
nie tylko pragną seksu oralnego, nie tylko sprawia im on rozkosz. One
tego wymagają. Każdy seksuolog terapeuta przyzna, że skarga numer jeden,
nieustannie powtarzana przez kobiety, dotyczy ich niemożności
doświadczenia orgazmu w trakcie tradycyjnej penetracji. Rozwiązaniem nie
jest tutaj "więcej gry wstępnej", za której brak często besztają nas
czasopisma. Chodzi raczej o umiejętne rozbudowanie tych czynności, które
kojarzymy z grą wstępną -?mianowicie stymulacji oralnej -?do rangi
odrębnego, w pełni świadomego miłosnego aktu. Gra wstępna przeobraża się
zatem w grę zasadniczą.
Nie występuję tutaj przeciw typowym technikom, lecz popieram
niekonwencjonalne rozwiązania. Zbliżenie, które wykracza poza
penetrację, niesie ze sobą wspólną przyjemność i lepiej odpowiada
żeńskiej anatomii, pobudzając kobietę do osiągnięcia ekstazy. Model ten
nie wyklucza tradycyjnych stosunków, lecz proponuje mężczyznom odłożenie
zaspokojenia do chwili, w której kobieta osiągnie pierwszy, chociaż
niekoniecznie ostatni, orgazm. Takie opóźnienie przynosi podwójny zysk.
Partnerka może doznać satysfakcji, co również znacząco wzmaga doznania
mężczyzny w momencie spełnienia. Jestem za odroczeniem wypłaty, ale nie
za odroczeniem przyjemności.
Książka ta proponuje mężczyznom i kobietom podejście "na pewniaka",
gwarantujące udany seks, jako przeciwieństwo ryzykownego "wszystko albo
nic" pod postacią tradycyjnego stosunku. Nadszedł czas, by zapełnić luki
w świadomości seksualnej i wznieść się na wyższy poziom, gdzie pole do
popisu otwiera się przed wymianą przyjemności. Seks oralny to znacznie
więcej niż sposób doświadczania wzniosłego finału. Stanowi on sedno
nowego paradygmatu, który radośnie wychwala wspólne doświadczanie
rozkoszy, bliskości, szacunku i zadowolenia. Jest to również jeden z największych podarunków miłości, jaki mężczyzna może ofiarować kobiecie.
Jak czytać tę książkę
Część I, zatytułowana "Elementy stylu seksualnego", wprowadzi cię w arkana wielkiej filozofii, ujawniając bądź rewolucjonizując twe
podejście do seksu oraz związków. Dowiesz się, jak:
położyć kres "niewiedzy" i pielęgnować prawdziwe zrozumienie kobiecej
seksualności,
skupić myśli na łechtaczce i stymulacji, nie zaś na pochwie i penetracji,
opóźnić moment zaspokojenia, nie rezygnując przy tym z przyjemności,
zamienić preludium gry wstępnej w arię główną,
umiejętnie sterować reakcjami partnerki, doceniając rolę łechtaczki
jako najważniejszego źródła rozkoszy,
osiągnąć stan świadomości, w którym orgazm kobiety, będący często
zjawiskiem nieuchwytnym, stanie się wyraźnie i niewątpliwie
rozpoznawalny.
Poświęcimy również uwagę istotnym, choć często opacznie pojmowanym
kwestiom, takim jak "prawdziwa" anatomia kobiecych genitaliów, higiena
oraz bezpieczny seks.
Spróbujemy odnaleźć się w społecznym i kulturalnym kontekście, który
kształtuje sposób postrzegania i traktowania miłości oralnej.
O ile w Części I pojawiać się będzie pytanie "dlaczego?", o tyle Część
II, "Sposób użycia", odpowiada na wszystkie "jak?". Odsłoni ona przed
tobą sprawdzone techniki oralne, które pozwolą ci pomyślnie doprowadzić
kobietę do zasadniczej fazy aktu seksualnego, czyli czegoś, co zwykłem
nazywać "stanem rozkoszy".
Zważywszy na to, że wiele książek poświęconych tej tematyce poprzestaje
zaledwie na wytłumaczeniu czytelnikowi, co robić, jestem przekonany, że
nie mniej istotne jest kiedy. Wszystko zależy tu od koordynacji, zatem
Część III, "Podsumowanie", zawiera klarowne scenariusze, które płynnie
łącząc opisane wcześniej techniki w jednolitą praktykę, pozwolą tobie
oraz twej partnerce osiągać nowe szczyty seksualnego zadowolenia.
W tej książce znajdziesz również ilustracje, wskazówki, ćwiczenia,
interesujące fakty oraz najczęściej zadawane pytania. Natrafisz w niej
także na szczere odpowiedzi niektórych mężczyzn oraz kobiet, z którymi
rozmawiałem o seksie, związkach, technikach oralnych oraz ich osobistych
upodobaniach i zahamowaniach.
Wreszcie na końcu książki znajdziesz szereg dodatków, które odnoszą się
do wielu istotnych zagadnień oraz specyficznych sytuacji.
Książka ta traktowana całościowo reprezentuje najbardziej gruntowne z aktualnie dostępnych opracowań na temat sztuki seksu oralnego. Nauczysz
się z niej wszystkiego, co potrzebne, by opanować gramatykę języka
miłości. Znajdziesz również odpowiedź na wszystkie pytania, jakie tylko
mogłyby się nasunąć.
Kończąc lekturę, nie tylko spojrzysz na seks z innej perspektywy, ale
też nie będzie już dla ciebie tajemnicą, jak raz za razem, używając
języka, doprowadzać kobietę do orgazmu.
Quiz
Czytając tę książkę, czuj się swobodnie i wybierz sposób, jaki uznasz za
najwygodniejszy. Jeśli jednak masz zamiar pominąć Część I i od razu
przejść do technik omówionych w Części II, chciałbym poprosić cię o chwilę zastanowienia nad kilkoma prostymi pytaniami:
Czy wiedziałeś, że łechtaczka składa się z osiemnastu części, z których każda odgrywa istotną rolę w dostarczaniu przyjemności?
Potrafisz je rozpoznać?
Czy wiedziałeś, że ogromna większość zakończeń nerwowych, które
odpowiadają za orgazm kobiety, jest skupiona wokół wejścia do pochwy,
zatem penetracja nie jest konieczna, by pobudzić je w celu
doprowadzenia do orgazmu?
Ilu różnych rodzajów orgazmu jest w stanie doświadczyć kobieta?
Czy możesz z całą pewnością przyznać, że wiesz, jak odnaleźć punkt G?
Czy potrafisz nazwać inne ukryte strefy rozkoszy?
Czy wiesz, dlaczego stymulacja oralna jest najlepszym sposobem na
doprowadzenie kobiety do orgazmu?
Czy wiesz, dlaczego mężczyzna jest częściowo odpowiedzialny za zapach
genitaliów partnerki?
Czy jesteś całkowicie pewien, że twoja partnerka nigdy nie udawała
orgazmu i potrafisz jednoznacznie odróżnić oryginał od imitacji?
Jeśli nie udało ci się udzielić odpowiedzi na żadne z tych ważnych
pytań, chciałbym zachęcić cię, byś przeczytał tę książkę od początku do
końca. Niezależnie jednak od twego doświadczenia oraz tego, w jaki
sposób zamierzasz ją studiować, liczę, że okaże się ona lekturą, do
której zechcesz wracać wiele razy.
Obiecujący smak
Na przesłanie dzieła Elements of Style składa się kilka podstawowych
reguł, które powinieneś sobie przyswoić.
1. Naucz się doceniać wartość ironii. Pełno jej we wszystkim, co
dotyczy ludzkiej seksualności. Na początek weź pod uwagę fakt, że męskie
i żeńskie genitalia zostały uformowane z tej samej embrionalnej tkanki,
a jednak trudno o większe różnice między płciami, jeżeli chodzi o przeżywanie rozkoszy. Założyciele magazynu Men's Health Stefan Bechtel
i Laurence Roy Stains w książce Sex: A Man's Guide ujmują to w sposób
zwięzły: "Badania wykazują, że trzy czwarte mężczyzn osiąga satysfakcję
w ciągu pięciu minut stosunku. Tymczasem kobietom często trzeba co
najmniej piętnastu minut, by osiągnąć stan pobudzenia wystarczający do
osiągnięcia orgazmu. I w tym jest cały ból, tu tkwi przyczyna całej
wściekłości i fruwających garnków oraz doniczek".
Używając terminologii zaczerpniętej z gramatyki, powiedzielibyśmy, że
większość kobiet doświadcza frustracji z powodu "niedokończonych zdań"
wypowiadanych przez partnera w "trybie przedwcześnie dokonanym". Dlatego
właśnie ta książka akcentuje przede wszystkim konieczność odłożenia
męskiej satysfakcji na potem, o czym mówi sam jej tytuł -?Najpierw
ona. Jak dowodzi Paula Kamen w Her Way, a Survey of Contemporary Young
Women, "Orgazmy kobiet nie uchodzą już za premie dla szczęściarzy czy
nieprzewidziany wstępnym planem dodatek, który uwalnia mężczyznę od
poczucia winy i pozwala kobietom zaznać tego, co dla ich partnerów jest
chlebem powszednim".
Pragnąc dać kobiecie zadowolenie, nie zapominaj o starożytnej maksymie
taoistycznego mistrza Wu Hsiena: "Mężczyzna musi kontrolować sytuację i bez zbytniego pośpiechu czerpać radość z zespolenia".
2. Nie pomyl jej podmiotu z przedmiotem. Chodzi o łechtaczkę. Osiem
tysięcy zakończeń nerwowych, czyli dwa razy więcej, niż znajdziesz w penisie, daje jej godną pozazdroszczenia zdolność doprowadzania swej
właścicielki do wielokrotnych orgazmów podczas jednego zbliżenia. Nie
przeznaczono jej żadnych zadań poza dawaniem przyjemności, czy dziwi
zatem, że William Masters i Virginia Johnson4 okrzyknęli
łechtaczkę "organem wyjątkowym na skalę całej ludzkości"? Składa się ona
z osiemnastu części, widocznych, jak i ukrytych, które biorą udział w zapewnianiu rozkoszy. Czytając dalej, dowiesz się, jak ujarzmić każdą z nich. Przeciwnie, niż głoszą obiegowe prawdy, powszechne przynajmniej
tak jak krem Ben-Gay5 w zardzewiałej szafce sportowca,
łechtaczka to coś znacznie więcej niż "guziczek miłości". To
wyrafinowana sieć czułych punktów, która kryje w sobie więcej energii
niż uśpiony wulkan.
3. Język może więcej niż miecz. Zwłaszcza kiedy dochodzi do
pobudzenia łechtaczki. Nawet Ron Jeremy, gwiazdor filmów porno, dumny z posiadania ćwierćmetrowego przyjaciela, zauważa: "Dzięki mojemu językowi
szczytowało więcej kobiet niż dzięki penisowi". Shere Hite, autorka
raportu na temat seksualności, odważyła się powiedzieć wprost:
"Tradycyjny stosunek nigdy nie był równoznaczny z doprowadzeniem kobiety
do orgazmu". Jedną z podstaw takiego stwierdzenia jest fakt, że
łechtaczka jest oddalona od wejścia do pochwy mniej więcej o trzy
centymetry. Zazwyczaj podczas penetracji członek w ogóle jej nie dotyka.
Autorzy książki Sex: A Man's Guide przytaczają wynik badania, któremu
poddano dziewięćdziesiąt osiem kobiet żyjących w szczęśliwych i trwałych
związkach. Każda z nich prowadziła dziennik, w którym odnotowywała
częstotliwość swego współżycia oraz poziom osiąganej satysfakcji. Wśród
wszystkich opisanych zbliżeń najbogatsze w doznania okazały się te z udziałem stymulacji oralnej. Za najbardziej satysfakcjonujące uznało je
osiemdziesiąt dwa procent kobiet, do zadowolenia z penetracji przyznało
się zaś jedynie sześćdziesiąt osiem procent. Ankietowane kobiety
oznajmiły, że orgazm przyniosło im tylko dwadzieścia pięć procent
tradycyjnych stosunków. Tymczasem stymulacja oralna pozwoliła im
szczytować ponad trzy razy częściej. W książce New Joy of Sex doktor
Alex Comfort napisał o tej metodzie: "Można w ten sposób dać kobiecie
tuziny orgazmów, a ona wciąż będzie chciała więcej".
4. Ucz się na własnych błędach. Shane Mooney pisze o dorastających
chłopcach z jednej z Wysp Cooka, Mangaia, którzy uczeni są pobudzania
piersi, stymulacji oralnej i opóźniania wytrysku, by zagwarantować
satysfakcję swym przyszłym partnerkom. Edukacja na Zachodzie, oceniana w tym świetle, wydaje się poważnie wybrakowana. Kiedy Shere Hite badała
recepcję technik oralnych, znaczna większość kobiet nie szczędziła
krytycznych uwag pod adresem swych partnerów. Skarżyły się, że są oni
zbyt brutalni i zbyt niecierpliwi, zbyt szybcy albo zbyt powolni, nie
trafiają we właściwe miejsce albo zmieniają rytm w nieodpowiednim
momencie. Jedna z kobiet oznajmiła nawet: "To wygląda tak, jakby chciał
zetrzeć moją łechtaczkę".
O rety!
Wiele kobiet nie zdaje sobie jednak sprawy, że mężczyznom tęskno do
wymiany doświadczeń i rad. Dopraszają się wskazówek, ale rozmowy na
temat seksu nie należą do łatwych, gdyż w chwilach uniesienia słowa
często zawodzą. W książce Talk Dirty to Me: An Intimate Philosophy of
Sex Sally Tisdale stwierdza: "Tak naprawdę nie potrafimy wytłumaczyć
swego podniecenia, tego, czym jest orgazm, a im głębsze są nasze
doznania, tym mniejszą wartość mają słowa i tym rzadziej w ogóle ich
używamy".
Sięgamy zatem po książki albo czasopisma na temat seksu, albo, co
gorsza, po kiepskie filmidła pornograficzne i pieprzne knajpiane
dowcipy. Większość książek reprezentuje encyklopedyczne podejście do
seksualności -?wszystkiego po trochu i niczego pod dostatkiem. Kładą one
nacisk raczej na ilość niż na jakość, miłości oralnej zaś w najlepszym
wypadku poświęcają tyle samo uwagi, co innym zagadnieniom. Kiedy
dochodzi do omówienia poszczególnych technik, większość opracowań
poświęca każdej z nich najwyżej kilka stron i prawie wszystkie traktują
stymulację oralną raczej jako aspekt gry wstępnej niż odrębny proces
rządzący się własnymi prawami. Takie opracowania są niczym opasłe
książki kucharskie, które ograniczają się do podania kilku przepisów w każdej z kategorii. Tymczasem seks oralny to uczta sama w sobie i można
w niej uczestniczyć na setki, jeśli nie tysiące, sposobów.
Uwaga, panowie
Z mojej książki może skorzystać każdy, kto chce dowiedzieć się czegoś o kobiecym orgazmie i poznać finezyjne techniki, które do niego prowadzą.
Została ona jednak napisana przede wszystkim dla mężczyzn, którzy pragną
stać się lepszymi, wrażliwszymi kochankami, oraz dla kobiet chętnych, by
zyskać na ich wiedzy.
Prawda jest taka, że kobiety i mężczyźni znacząco różnią się od siebie,
jeśli chodzi o sposoby zdobywania wiedzy na temat seksu. Raport Kinseya,
znany projekt badawczy dotyczący ludzkiej seksualności, ujawnił w 1953
roku: "To oczywiste, że ani młode dziewczęta, ani starsze kobiety nie
rozmawiają o swych seksualnych doświadczeniach w sposób tak otwarty, jak
czynią to mężczyźni". Od tamtego czasu wiele się zmieniło. W zaktualizowanym w 1990 roku Kinsey Report on Sexual Literacy autorzy
odnotowują, że kobiety w wieku od osiemnastu do dwudziestu dziewięciu
lat mają lepszą wiedzę na temat seksualności niż ich męscy rówieśnicy.
Zauważają też zmiany wśród kobiet, które "nabierają coraz większego
przekonania o swym prawie do edukacji seksualnej oraz dostępnych
opracowań o tematyce zdrowotnej". Mogłoby się zatem wydawać, że zarówno
ruch feministyczny, jak i propagatorzy bezpiecznego seksu, kładący
nacisk na przejrzystość i obiektywizm, w ciągu ostatniego półwiecza
uczynili całkiem sporo dla świadomości kobiet na temat ich ciała oraz
seksualności.
A co z facetami?
Prowadząc moje badania, zauważyłem, że wiedza kobiet dotycząca seksu
jest ogólnie rzecz biorąc większa. Wykazują one większą ochotę do
swobodnych i szczerych rozmów na ten temat. Wypowiadając się o różnych
formach aktywności seksualnej, a zwłaszcza miłości oralnej, wykazują
znacznie większą świadomość dotyczącą zarówno aspektów jakościowych, jak
i szczegółów technicznych. Podkreślając znaczenie osobistego
doświadczenia w zdobywaniu wiedzy, kobiety potwierdzały również, że
wiele informacji dotyczących seksu uzyskały od przyjaciół i rodziców,
ale też zaczerpnęły z książek, czasopism oraz Internetu.
Tymczasem wiedza mężczyzn na temat seksu nie jest aż tak bogata. Mają
oni skłonność do opisywania takich form współżycia jak seks oralny w sposób bardziej obrazowy i pełen konkretnych detali. Przyznają również,
że poszukując informacji na temat kobiecej seksualności, wolą polegać
raczej na pornografii oraz bezpośrednich doświadczeniach. Poruszając tak
intymne tematy w rozmowach z przyjaciółmi bądź rodzicami, czują się
bardzo niezręcznie.
Gdzie zatem mężczyzna może poszukiwać specyficznych i szczegółowych
informacji na temat tego, jak pobudzać kobietę podczas zbliżenia? Media
bombardują nas seksem siedem dni w tygodniu, dwadzieścia cztery godziny
na dobę. Chociaż programy o tej tematyce są adresowane głównie do
mężczyzn, trudno tam o szanse na poważniejszą dyskusję. Jak na ironię,
niektórzy z moich rozmówców twierdzą, że serial telewizyjny Seks w wielkim mieście, pełen szczerych zwierzeń na temat współżycia, orgazmów
i innych kwestii, stanowi dla nich główne źródło informacji o kobiecych
potrzebach i poglądach. Inni przyznają, że objawieniem jest dla nich
lektura magazynów takich jak Cosmo albo Jane, gdzie natrafili na
rzeczy, jakich próżno by szukać w czasopismach dla mężczyzn.
Jeden z facetów podsumowuje: "Jeśli chodzi o tę tematykę, Cosmo i Glamour są o wiele bardziej kompetentne niż męskie pisma typu
Playboy bądź Maxime, które wprawdzie nieustannie nawiązują do seksu,
ale nie seksualności. Bardziej nastawiają się na ekspansję niż na
udzielanie rad i często skupiają się na gadżetach, terapiach
odchudzających i karierze zawodowej. Men's Health zdecydowanie podnosi
poprzeczkę, ale to zaledwie jeden taki magazyn, który i tak skłania się
raczej w stronę idealnej abstrakcji niż życiowych porad".
Niestety, obie płcie cierpią wskutek braku odpowiedniej wiedzy.
Mężczyźni błyskawicznymi ruchami języka naśladują gwiazdorów porno,
przyjmując pozycje, w których prawdziwe pobudzenie łechtaczki jest
raczej niemożliwe. Generalnie brak im pojęcia o kobiecej anatomii oraz
procesach, jakie zachodzą podczas zbliżenia.
Jeśli chodzi o przyswojenie reguł gramatyki seksu oralnego, potrzeba
czegoś więcej niż garści wyrywkowych porad zaczerpniętych z ostatniego
numeru Maxime'a czy Cosmo. Potrzeba nam prawdziwego podręcznika, w roli którego tak znakomicie sprawdziła się książka Elements of Style.
Potrzeba nam dzieła zwięzłego, skoncentrowanego na metodach, które mają
sens, zawierającego przystępne wyjaśnienia i proponującego sprawdzone
rozwiązania. Potrzeba książki, która potrafi zainspirować do poszukiwań
swego własnego niepowtarzalnego brzmienia oraz wyczucia stylu. Książkę
taką właśnie trzymasz w ręku.
Nieważne, czy wkraczasz dopiero na ścieżkę kliteratury, czy należysz
już do grona kliteratów -?przygotuj się do zgłębienia reguł gramatyki
i stosowania ich we własnej twórczości.
Po co napisałem tę książkę
Moja własna edukacja lingwistyczna bierze swój początek z seksualnej
niemocy i długotrwałych zmagań z przedwczesnym wytryskiem. Znajdowałem
się w beznadziejnie dramatycznej sytuacji. Wystarczył widok nagiego
kobiecego ciała, bym tracił nad sobą panowanie, a gra wstępna szybko
zamieniała się w smutny epilog. Mówiąc językiem miłości, nie byłem w stanie wykrztusić nic poza pierwszą sylabą. Byłem przekonany, że na moim
nagrobku powinno znaleźć się epitafium następującej treści: "Przybył.
Ujrzał. I musiał poprosić o powtórkę".
Później, studiując dorobek prekursora seksuologii Alfreda Kinseya,
dowiedziałem się, że typowy mężczyzna jest w stanie spisywać się
należycie zaledwie przez około dwie i pół minuty penetracji. Ta
wiadomość nie poprawiła mi humoru, choć może poczułem się mniej samotny.
Często zastanawiałem się, co to za "biologiczna klątwa" doprowadza mnie
do orgazmu w tak krótkim czasie. A może to pozostałość po ewolucyjnych
bojach o przedłużenie gatunku, kiedy to samiec musiał jak najszybciej
przekazać nasienie, by zapewnić przetrwanie swego materiału
genetycznego? Czyżby Karol Darwin pokazał mi właśnie, że to, co uważałem
za bolesną przypadłość, w rzeczywistości przynosi mi przewagę w walce o byt? Być może, lecz i tak oznaczało to dla mnie jedynie przynależność do
grona nieszczęśników.
Dzisiaj jestem przekonany, że jedną z głównych przyczyn przedwczesnego
wytrysku są niewłaściwe przyzwyczajenia związane z masturbacją. Chłopcy
są nauczeni, choć właściwie nikt ich tego nie uczył, by robić to szybko
i ukradkiem, cała zaś sprawa stanowi wstydliwe tabu. Nie trzeba zatem
wiele, by młody człowiek nastawił się na szybkie poszukiwanie
przyjemności, a taki zły nawyk trudno wykorzenić. Przypuszczalnie gdyby
ktoś wcześniej poradził mi, bym onanizował się, wyobrażając sobie orgazm
partnerki, a nie swój, oszczędziłoby mi to wielu lat rozterek.
Byłem seksualnym kaleką, a techniki oralne stały się moją jedyną
podporą. Skoro nie mogłem zapewnić kobiecie satysfakcji za pomocą
penisa, było więcej niż pewne, że zadowolę ją ustami! Nadal jeszcze
pamiętam wszystkie te obawy, przesądy i wpadki związane z moimi
pierwszymi doświadczeniami wieku szkolnego. Wkraczając w świat miłości
oralnej, nie różniłem się zbytnio od wielu innych mężczyzn. Pełen
wahania i niepewności zapuszczałem się w dolne partie, by tylko polizać
parę razy tu i ówdzie. Stosując metodę prób i błędów, uświadomiłem sobie
wreszcie, że seks oralny to coś znacznie więcej niż jedna z opcji gry
wstępnej. Okazał się on samodzielnym procesem, posiadającym początek,
rozwinięcie i zakończenie, służącym do przeprowadzenia kobiety przez
wiele etapów pobudzenia, aż do punktu kulminacyjnego. Pozwolił mi nie
tylko zaspokoić kobietę w sposób pełny i gruntowny, ale również przestać
się martwić o seks i zacząć czerpać z niego przyjemność. Postępując w ten sposób, byłem w stanie wyzbyć się niepokoju, zyskać lepszą
samokontrolę i w ogóle stać się lepszym kochankiem. Cunnilingus bez
wątpienia był ocaleniem dla mego życia seksualnego. Kiedy przypomnę
sobie całą tę depresję i cierpienia, jakich przysparzały mi porażki w walce z przedwczesnym wytryskiem, nie będzie zbytnią przesadą, gdy
powiem, że ocalił moje życie w ogóle.
Nigdy nie zapomnę, jak pierwszy raz doprowadziłem partnerkę do orgazmu
za pomocą języka. Był to moment przełomowy. Ogarnęło mnie uczucie
podobne do tego, jakie opisał w swoich wspomnieniach E.B. White. Kiedy
rozpoczynał karierę pisarską w Nowym Jorku, przeglądając listy podczas
obiadu w restauracji Child's na Czternastej Ulicy, odkrył czek za swój
pierwszy artykuł. Napisał: "Wciąż pamiętam to uczucie, że to jest
właśnie to, że właśnie stałem się zawodowcem. Czułem się świetnie i bardzo smakował mi obiad".
Mało co może trafniej oddać mój ówczesny nastrój.
Obecnie, żyjąc w udanym małżeństwie, jestem w stanie bez problemów
uprawiać seks, ale wciąż pozostaję zagorzałym wyznawcą "drogi języka".
To po prostu przypomina narzędzie doskonale przystosowane do swego
zadania. Co więcej, wierzę, że jest to najbardziej intymna, pełna
szacunku i wdzięczna forma zbliżenia, w jaką może zaangażować się
mężczyzna. Jak napisała Sally Tisdale: "Zbliżenie oralne może być
najpotężniejszym z aktów seksualnych. Swoją moc czerpie z najdelikatniejszej intymności".
Niektórzy ludzie, mówiąc o seksie oralnym, używają terminologii
muzycznej. Skoro tak, to przypuszczam, że jako muzykowi nie można
odmówić mi talentu. Ale odkryłem go dopiero w chwili, w której poznałem
moją żonę, odkąd trafiłem na mego stradivariusa, niepowtarzalny, piękny
i bezcenny instrument. Jeżeli ona to moje skrzypce, ja jestem jej
smyczkiem. Zachęcam was, byście nie ustawali w poszukiwaniach. A każdy,
komu się uda, niech chroni swoją partnerkę, pielęgnuje ją i będzie
wytrwały, bo tylko w ten sposób nauczy się grać jak wirtuoz.
W miarę jak będę omawiał podstawowe techniki prowadzące do osiągnięcia
sukcesu, stanie się jasne, że każda kobieta jest inna. Cunnilingus
natomiast stanowi ukoronowanie indywidualnego aktu wzajemnego poznawania
i dawania. Nie chodzi mi wcale o to, że nie można przypadkiem zaznać
mnóstwa przyjemności, jakkolwiek takie wzloty to mimo wszystko pościg za
perfekcją, choć pozbawiony określonego celu. Bardziej pirotechnika niż
prawdziwe fajerwerki. By pójść na całość, trzeba zawierzyć rytmowi
wydarzeń i w odprężeniu zapaść się w głębszą, bardziej instynktowną
część siebie. Pociąga to za sobą wspólnie przeżywany proces, polegający
na wzajemnym wyzwoleniu i zespoleniu się na każdym z poziomów. Tego nikt
nie potrafi udawać. Tu trzeba czegoś więcej niż samej tylko techniki.
Należy ją połączyć z całym swoim wyczuciem i wyobraźnią. Musisz być
obecny, musisz być autentyczny, musisz tam być całym swoim ciałem,
umysłem i duchem.
E.B. White napisał: "Styl wynika raczej z tego, kim jesteś, niż z tego,
co umiesz. Jest jednak parę wskazówek, które pozwolą ci zyskać
przewagę".
Mając to na uwadze, ruszajmy naprzód.