Farby Jonasza
zamiast wstępu
"Kiedy umarł, nie pracowałem już z nikim. Nie było zawodnika tej klasy, co on"1 - powiedział Antoni Kopff, kiedy odwiedziłem go, aby porozmawiać o Jonaszu Kofcie.
Autor Pamiętajcie o ogrodach nie doczekał transformacji. Zmarł w przedostatnim roku PRL-u i zostawił mnóstwo niezałatwionych spraw: niezrealizowane zamówienia na teksty piosenek, niedoszłe do skutku projekty, rozpoczętą sztukę Kadysz. Jego śmierć nie była zaskoczeniem, po wypadku w SPATiF-ie przy życiu podtrzymywała go maszyna, a jednak zgromadzeni na Powązkach przyjaciele, znajomi i wielbiciele nie mogli uwierzyć w to, co się stało.
Dwa miesiące po śmierci Kofty, w czerwcu 1988 roku, w Opolu odbył się koncert jego piosenek. Tego wieczoru - jedyny raz w życiu - na scenę weszła matka Jonasza, Maria Kofta. To właśnie ona odebrała pośmiertnie przyznaną synowi nagrodę za zasługi dla kultury. Publiczność klaskała na stojąco. Najwięksi polscy artyści tamtego czasu - Alibabki, Maryla Rodowicz, Andrzej Zaucha, Hanna Banaszak, Zdzisława Sośnicka, Zbigniew Wodecki, Bernard Ładysz, Bogusław Mec, Halina Frąckowiak, Majka Jeżowska, Krystyna Prońko, Piotr Schulz i Ryszard Rynkowski - złożyli hołd poecie. Jerzy Stuhr, reżyser widowiska, po raz drugi zaśpiewał publicznie piosenkę, o której do tej pory szersza publiczność nie wiedziała, że jest autorstwa Kofty - Śpiewać każdy może. Mimo humorystycznych akcentów był to jednak przejmujący, nostalgiczny wieczór: zarówno artyści estradowi, jak i opolska publiczność żegnali jednego z największych polskich poetów piosenki.
W przeciwieństwie do swojego ojca Mieczysława, który przez lata prowadził domowe archiwum, zarówno własne, jak i syna, Jonasz nie dbał o utwory. Rozdawał obrazy i rękopisy. Uważał, że wszystkie piosenki i wiersze ma w głowie - i zapewne była to prawda, ponieważ miał świetną pamięć. Po śmierci męża Jaga Kofta została z zadaniem odnalezienia (w prasie, u znajomych, w ZAiKS-ie, u wykonawców) tekstów piosenek i zebrania ich w całość. W 1991 roku doprowadziła do wydania pierwszego tomu tekstów - książka Pamiętajcie o ogrodach ukazała się w Czytelniku, z rysunkami Jerzego Dudy-Gracza. Umowę z wydawnictwem Jonasz podpisał jeszcze w 1983 roku, nie zdołał jednak sfinalizować publikacji.
W 2010 roku Jaga Kofta i syn Piotr (dziennikarz, publicysta, krytyk literacki, autor opowiadań zebranych w tomach Piękne wieczory i Bura małpa) założyli Fundację "Pamiętajmy o ogrodach". "Po ponad dwóch dekadach od śmierci Jonasza Kofty uznaliśmy, że sama pamięć o nim nie wystarczy - że trzeba czegoś więcej, by jego twórczości nie połknęła kolejna fala społecznej amnezji" - czytam na stronie. Fundacja doprowadziła do wydania wierszy i piosenek (Co to jest miłość. Wiersze i piosenki zebrane, Prószyński 2011), a także sztuk teatralnych i utworów scenicznych (Dolina tysiąca brzuchów. Zebrane utwory sceniczne i satyryczne, Prószyński 2011), wspiera też festiwale: Międzynarodowy Festiwal Bardów OPPA (organizowany przez Stowarzyszenie Ballada; zwycięzca konkursu otrzymuje Grand Prix im. Jonasza Kofty) i organizowany przez Stowarzyszenie Warszawska Scena Bardów Ogólnopolski Festiwal im. Jonasza Kofty "Moja wolności", który od trzynastu lat odbywa się w warszawskim Centrum Promocji Kultury w Dzielnicy Praga-Południe. Od 2019 roku Fundacja weszła również we współpracę z łódzkim Konkursem Piosenki Aktorskiej im. Jonasza Kofty, którego organizator, Teatr Muzyczny w Łodzi, postanowił nagrodę główną nazwać Jonaszkiem. Od 2017 roku autor Pamiętajcie o ogrodach jest także patronem Bielańskiego Centrum Edukacji Kulturalnej.
Gdyby Jonasz Kofta żył, miałby teraz siedemdziesiąt siedem lat - i czworo wnucząt. Najmłodsi, Helena (rocznik 2012) i Franciszek (rocznik 2007), to dzieci Piotra i jego drugiej żony, Agnieszki Sowy-Kofty, socjolożki. Ich starsza siostra, Zuzanna Kofta, jest najstarszą wnuczką Jonasza, córką Piotra i jego pierwszej żony Jagny. Urodziła się w 1994 roku. Skończyła niedawno Wydział Malarstwa na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, tworzy obrazy i instalacje, fotografuje.
"Moje tworzenie jest najczęściej inspirowane tym, co dzieje się wewnątrz mnie, zależy mi na byciu szczerą - opowiada. - Zbyt dalekie tematy mogą grozić brakiem autentyczności. Nie lubię jednak dosłownego ujmowania problemu, staram się znaleźć wizualny sposób lub metaforę. Ostatnio w malarstwie balansuję na granicy pomiędzy abstrakcją a figuracją. Od jakiegoś czasu zajmuję się instalacjami artystycznymi w poszukiwaniu nowych sposobów opowieści i trochę spełniania swoich nowych rękodzielniczych pasji"2. Oprócz tego Zuzannę interesuje śpiew improwizowany. Głos odziedziczyła po babci, Jadze Kofcie, która pod pseudonimem Gaja śpiewała w radiowej Trójce romanse rosyjskie. Mają podobną barwę. "Śpiew improwizowany jest dla mnie ważny - mówi Zuzanna. - Pobudza kreatywność, relaksuje, jest także pomostem pomiędzy moim umysłem a ciałem, który sobie powolutku odbudowuję. Wszystko jest muzyką, a więc wszyscy jesteśmy muzykami, nawet o tym nie wiedząc. Improwizacja uczy współpracy i rozumienia siebie nawzajem, refleksu w odpowiadaniu na potrzebę sytuacji. Od czasu do czasu robię wizualizacje do muzyki, jest to kolejna forma improwizacji, płynięcie z muzyką i nadawanie jej kształtu poprzez obraz".
Jej młodsza siostra, Zofia (rocznik 1996), studiuje na Wydziale Grafiki Uniwersytetu Warszawskiego. "Swoją działalność w polu wizualnym wolę nazywać projektowaniem, nie wytwarzaniem sztuki - mówi. - Dlatego nie nazywam siebie artystką, lecz graficzką bądź projektantką graficzną. Zależy mi na klarowności komunikatu wizualnego. Zajmuję się szeroko pojętą identyfikacją wizualną, projektowaniem plakatu i infografiką. W kręgu moich zainteresowań jest przede wszystkim projektowanie książek i typografia oraz druk metodą sitodruku i risodruku. Druga strona medalu mojej pracy, którą traktuję bardziej jako pewien eksperymentalny wątek poboczny, to ilustracje komiksowe, często satyryczne, które żyją sobie własnym życiem". Zuzanna Kofta: "My w ogóle czułyśmy presję, żeby dostać się na Akademię i ją ukończyć, bo do tej pory w rodzinie nikomu się to nie udało, a przecież nasza babcia ze strony mamy, Eugenia Lawina, także miała aspiracje artystyczne, była architektką i świetnie rysowała". Zofia: "Czułyśmy, że rodzina podświadomie oczekuje, aby komuś wreszcie się to udało. I padło na nas".
Jonasz Kofta cieszyłby się zapewne, że jego wnuczki w pewnym sensie kontynuują tradycję zapoczątkowaną nawet nie przez niego - w rodzinie Koftów talent plastyczny miał również Henryk Mintz, brat babci Jonasza, Franciszki, o czym jeszcze będzie mowa.
Z wnuczkami Zofią i Zuzanną spotykam się, by porozmawiać o sławnym dziadku, którego nigdy nie poznały.
"To wkurzające, kiedy ludzie traktują nas jako wnuczki TEGO Kofty - mówi Zuzanna. - Jasne, nazwisko Kofta czasem pomaga, ale częściej wprowadza w zakłopotanie. Na przykład na egzaminie do Akademii Sztuk Pięknych. Przeszłam wszystkie etapy i kiedy doszło do rozmowy kwalifikacyjnej, opowiadałam o moich ulubionych malarzach. Czułam, że rozmowa się nie klei, byłam bardzo zestresowana, i nagle jeden z profesorów zapytał: "Pani jest wnuczką Jonasza Kofty?". I zaczęło się wspominanie, jak to ów profesor studiował z Jonaszem i co to był za wspaniały człowiek. Komisja przestała interesować się tym, co mam do powiedzenia, a skupiła się na dziadku". "Miałam podobną sytuację, gdy zdawałam na studia do łódzkiej filmówki - mówi Zofia Kofta. - Wysłuchałam opowieści o tym, w jakich okolicznościach egzaminator pił wódkę z moim dziadkiem. To się może wydawać zabawne, ale w rzeczywistości wcale takie nie było". "No dobrze, ale czy czasem nazwisko Kofta nie pomaga?" - pytam, siedząc naprzeciwko wnuczek Jonasza. "Owszem, czasem tak, zdarza się - mówi Zuzanna. - Choć obie wolałybyśmy, żeby nie to było w naszym życiu najważniejsze". "Tak naprawdę prawie nic nie wiemy o dziadku. Przez lata byłyśmy chronione przed prawdą" - mówi Zofia, a Zuzanna dodaje: "O Jonaszu zawsze mówiono u nas dobrze. Dopiero niedawno okazało się, że nie zawsze było tak pięknie". Zofia: "Kiedy Krystyna Kofta wydała swoje dzienniki, Monografię grzechów, mama chowała przed nami tę książkę. Znajdowałam ją i potajemnie czytałam. Szukałam informacji o ojcu, i o Jonaszu oczywiście".
Zuzanna odziedziczyła farby, które w latach osiemdziesiątych zostały kupione przez jej dziadka - są znakomitej jakości, przetrwały i udało się je wykorzystać. Wraz z przyjaciółmi i znajomymi siostry są zaangażowane w tworzenie Radia Kapitał: Zofia jest odpowiedzialna za identyfikację wizualną, Zuzanna będzie współtworzyła audycje. Obie działają w ruchu klimatycznym Earth Strike - Strajk dla Ziemi. Zofia bierze aktywny udział w działaniach kolektywu FLAUTA, który - jak sama mówi - jest projektem zorientowanym na niezależną muzykę elektroniczną. FLAUTA od trzech lat odpowiada za imprezy muzyczne, z których cały dochód jest przekazywany na organizacje wspierające uchodźców.
***
Napisanie tej książki było sporym wyzwaniem. Głównie dlatego, że Jonasz Kofta wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Mało o nim wiadomo - nie pisywał listów, wspomnień, dzienników, co wydaje się ciekawe, był przecież człowiekiem pióra. Zostawił za to po sobie ponad sześćset tekstów - piosenek i wierszy, jedenaście sztuk i scenariuszy teatralnych, obrazy, niezliczoną ilość tekstów pisanych do kultowych audycji emitowanych przez Program Trzeci Polskiego Radia ("Ilustrowany Tygodnik Rozrywkowy" i "Ilustrowany Magazyn Autorów"), w tym realizowane ze Stefanem Friedmannem Dialogi na cztery nogi i Fachowców. Z jednej strony satyryk, kabareciarz i tekściarz, z drugiej - poeta zaangażowany. A przecież są jeszcze inne role: malarza, dramaturga, radiowca. Jaki był naprawdę? Tego nie wie nikt...
Kobieta. Zuzanna Kofta
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI
PEŁNY SPIS TREŚCI:
Farby Jonasza
Historie rodzinne