Jego odkupienie - Adela Zalewska

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Trzy dni przed spektaklem Petera

Darek

- Czyli nadal nic nie mamy - stwierdzam, czytając po raz kolejny skan aktu notarialnego, według którego ja i Czarek jesteśmy współwłaścicielami spółki, o którą od ponad trzydziestu lat toczy się zawzięta walka.

Po kilku dniach odgadliśmy wreszcie hasło do pliku. Chociaż ojciec podał nam wskazówki, to dotychczas nie mogliśmy poradzić sobie z zagadką. Hasło jest w słoiku babci - powiedział, a my nie mieliśmy pojęcia, o co mu chodziło. Wpisywaliśmy na milion sposobów słowo "pieniądze", w różnych językach i kombinacjach, aż wreszcie, kiedy już chciałem oddać zlecenie znajomemu informatykowi, przypomniałem sobie, jak babcia nazywała ten słoik. "Złoty dżem" jednak również nie pasował. Czarek zmuszał mnie do wytężenia umysłu i przypomnienia sobie jakichś szczegółów, bo twierdził, że nie możemy pozwolić, aby obca osoba weszła w posiadanie informacji, które mogą znajdować się w pliku. Siedziałem dwa dni, zastanawiając się, jaki szczegół mi umyka, gdy wreszcie sobie przypomniałem. W słoiku babci, poza pieniędzmi, które zbierała latami, znajdowało się zdjęcie, na którym uwieczniono mamę, nas dwóch i babcię. Nie wiem, kiedy i przez kogo zostało zrobione, ani także, dlaczego babcia miał do niego taki sentyment, ale faktem było to, że wyglądaliśmy na nim jak szczęśliwa rodzina. W sumie to nie wiem, co się ostatecznie z nim stało. Tak czy inaczej, ponownie niewiele nam to odkrycie dawało, bo wpisywanie wszelkich skojarzeń ze zdjęciem nie przynosiło rezultatu. Kiedy więc Czarek wreszcie wpisał "RODZINA" i plik się otworzył, z radości omal się nie popłakaliśmy. Teraz zaś, po przeczytaniu pierwszego z ponumerowanych dokumentów, znajdujących się w spakowanym folderze, nasz entuzjazm zmalał niemal do zera, ponownie bowiem byliśmy tam, gdzie wcześniej. Pośrodku wielkiego nigdzie.

- Ale przecież twierdził... - Czarek brzmi na załamanego, a wygląda jeszcze gorzej, gdy tak wpatruje się z niedowierzaniem w ekran.

- Nasz ojciec zawsze kłamał. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej - mówię, nie bez żalu. Naprawdę sądziłem, że chociaż na koniec życia nie kłamał. Ponownie wraca cały żal, który czułem do ojca, a który zdawało mi się, pogrzebałem wraz z nim.

- Czyli oddaliśmy firmę za darmo - mówi Czarek, wstając.

- Za pieprzone dziesięć milionów.

- Czyli za darmo - prycha. - Nie wierzę, że to się tak kończy.

Patrzę na ekran laptopa, czując zniechęcenie, rezygnację, która otula moje serce coraz ciaśniej. To rzeczywiście koniec. Wraz ze sprzedażą firmy sprawa się kończy. Może to i dobrze? W sumie to niczego nie tracimy. Jesteśmy zabezpieczeni finansowo, a biznes, który prowadzimy zapewni nam dobry byt. Może skoro firma nie należy już do nas, to Lont się od nas odpieprzy? Czy tego chcę? Czy to mi wystarczy? Czy nie zadręczy mnie świadomość, że gdzieś tam kryje się człowiek, który zrujnował życie moim rodzicom, a potem mnie i Czarkowi? Czy będę w stanie pozwolić by cała ta intryga poszła w zapomnienie? Po chwili stwierdzam, że to niemożliwe, aby to był koniec. Nie jestem w stanie uwierzyć, że faktycznie odzyskanie przez Lonta firmy kończy sprawę. Jego zawziętość świadczy, że majątek to nie wszystko i że on chce czegoś więcej. Poza tym jest jeszcze matka, którą obiecaliśmy odnaleźć, a którą uprowadził właśnie Farowski.

- To nie może być wszystko - mówi nagle Czarek. - Otwórzmy kolejne pliki, może tam coś będzie.

Wzdycham, ale robię, o co prosi i po chwili naszym oczom ukazuje się kilka zdjęć, na których widać odręczne zapiski, jakieś daty, powiązania, wydarzenia i inne zdjęcia. Najpierw nie rozumiem, na co patrzę, dopiero po chwili dociera do mnie waga informacji znalezionych przez ojca. Ale kiedy zaczynam rozumieć jakie znaczenie mają dla nas, wzdycham ciężko. Rzeczywiście, to z pewnością nie koniec. Nie wiem tylko, czy bardziej się cieszę czy martwię. Widzę, że Czarek także zrozumiał, jak wielką wagę mają informacje, które widnieją na ekranie. Nie odzywam się, bo zwyczajnie nie wiem, co właściwie powiedzieć. Ludzie, których nazwiska i twarze widnieją na ekranie, nie są zwykłymi ludźmi. To persony pełniące znaczące stanowiska w kraju i za granicą, a oskarżenia, które same formułują się w mojej głowie, ujawnione z pewnością wywołałyby międzynarodowy skandal. Siatka powiązań jest zagmatwana i aż trudno uwierzyć, że to nasz wolfram budzi aż takie zainteresowanie.

- Co z tym zrobimy? - pyta Czarek po bardzo długiej chwili ciszy, patrząc na mnie przerażonym wzrokiem. - To taka bomba, że aż boję się o tym myśleć.

- Szczerze mówiąc nie spodziewałem się.

- A kto mógł się spodziewać? Ojciec mówił półsłówkami. Tylko co nam to tak naprawdę daje?

Patrzę na brata i nagle wpada mi do głowy myśl, którą wyrażam na głos.

- Nikt nie wie, że Edwin nie żyje. Ani Lont, ani Radomski, ani Jarczyk. Nikt, poza nami.

Czarek zerka na mnie zdezorientowany.

- O co ci chodzi?

- O to, że mamy takie karty, że wszyscy muszą się z nami liczyć.

- Chcesz to ujawnić?

- A ty nie?

Czarek spogląda na ekran, potem na mnie i się uśmiecha, a zaraz potem kręci głową.

- Znając polskie realia, to tego typu dowody nie będą wystarczające, aby wsadzić tych ludzi.

- Masz rację, ale mogą być dobrym punktem wyjścia w negocjacjach.

- Chcesz negocjować z Lontem? - Czarek wygląda na wystraszonego.

- Nie, nie z nim.

- Radomski to cienki Bolek - macha ręką.

- Myślę o kimś wyżej.

Czarek opada na oparcie krzesła.

- Prokuratura?

- CBA i ABW.

Mierzymy się chwilę wzrokiem, aż Czarek wypuszcza powietrze i się zamyśla.

- To, co tu mamy, wystarczyłoby na wywołanie bałaganu w kraju i za granicą - mówię - jednak ci ludzie potrafią sobie radzić z takimi problemami. Uciszyliby nas i ukręcili sprawie łeb tak szybko, że nie zdążylibyśmy mrugnąć. Dlatego musimy podejść do sprawy ostrożnie, przemyśleć ją i załatwić tak, abyśmy to my byli wygranymi.

- Szantaż?

- Nie, mam lepszy pomysł.

- Oświeć mnie, bo nie rozumiem.

Nachylam się do Czarka.

- Damy Lontowi Edwina, a służbom Lonta - mówię cicho.

- Niby jak?

- Jeszcze nie mam sprecyzowanego planu. Dopiero na to wpadłem. Ale jeśli wszystko dobrze pójdzie, to zapewnię nam wolność od tego burdelu, a sobie spokój sumienia.

Czarek parska.

- Co cię tak bawi? Perspektywa normalnego życia?

- Nie skąd, o tym wszyscy marzymy, ale czy aby nie za daleko wybiegasz z tym spokojem sumienia? Obaj wiemy, że w naszym przypadku to niemożliwe.

Zamykam oczy. Do tej pory sam tak myślałem. Jednak ostatnie kilka miesięcy bardzo mnie zmieniły. I chociaż wciąż mam wątpliwości, to wiara w lepsze jutro, tak charakterystyczna dla mojej żony, udzieliła się także mnie. I chociaż wiem, że odkupienie może być dla mnie niemożliwe, to będę go szukał.

- Spróbuję - stwierdzam.