Jedyna płeć - Katrine Kielos

Reflow text when sidebars are open.
Ewa Rumińska-Zimny
Druga płeć w ekonomii
Człowiek ekonomiczny (homo oeconomicus), na którego zachowaniach opiera się ekonomia, to mężczyzna. Nigdy jednak nie zostało to powiedziane. I niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę. Większość żyje w przekonaniu, że ekonomia to nauka neutralna wobec płci. Tymczasem wykluczenie z niej kobiet, tej drugiej płci, zniekształca rzeczywistość, a co za tym idzie decyzje ekonomiczne, i utrudnia rozwiązywanie problemów społecznych. Jest nie tylko barierą w realizacji zasady równości kobiet i mężczyzn (zagwarantowanej w większości konstytucji), lecz także ogranicza szanse na zrównoważony rozwój gospodarczy.
Ekonomia opiera się wciąż na zasadach i mechanizmach opisanych w 1776 roku przez Adama Smitha, uznawanego za jej ojca1. Bogactwo tworzy praca człowieka ekonomicznego, który podejmuje działania, gdyż chce uzyskać dochód, żeby móc zaspokoić własne potrzeby. Nie ma on określonej płci i jest utożsamiany zarówno z mężczyzną, jak i kobietą. "Niewidzialna ręka rynku" sprawia, że wytwarza on dokładnie to, co jest ludziom potrzebne. Egoistyczny motyw, zysk (lub chciwość), może wydawać się naganny w kategoriach etycznych, ale to koło zamachowe gospodarki, które prowadzi do optymalnej alokacji zasobów i zapewnia dobrobyt całemu społeczeństwu.
Powszechnie uważa się, że znajomość zasad ekonomii, to niezbędna, acz coraz bardziej skomplikowana wiedza, pozwalająca zmieniać świat na lepsze. W tzw. ekonomii głównego nurtu (neoklasycznej), sprowadza się to do podnoszenia stopy życiowej, czyli bogacenia się. Postęp mierzony jest wzrostem wskaźnika PKB (Produkt Krajowy Brutto), czyli wzrostem sumy wytworzonych w kraju dóbr i usług. Kwestia dystrybucji, czyli tego w jaki sposób efekty wzrostu są dzielone, to sprawa drugorzędna, ponieważ wszystkim ma się żyć lepiej. Wiara w to, że wolny rynek jest najlepszym sposobem na efektywną gospodarkę, to filar neoklasycznej ekonomii.
Recepta na sukces to znać zasady rynku i się ich trzymać, a głównym grzechem jest "psucie" rynku. (Tę receptę zastosowała Polska i inne kraje w okresie transformacji po 1989 roku, o czym dalej). Są to zasady uniwersalne i ponadczasowe, podobnie jak prawa fizyki2. A ich słuszność podważać mogą jedynie "ignoranci lub dewianci" jak twierdził, ponad półtora wieku po ich opisaniu, jeden z wpływowych profesorów London School of Economics3.
Katrine Kielos, dziennikarka szwedzka mieszkająca w Londynie, dowcipnie i z polotem dowodzi, że podważanie tych zasad, to nie ignorancja czy dewiacja lecz raczej oznaka zdrowego rozsądku. A także znajomości realiów życia i ekonomii, którą studiowała na Uniwersytecie Michigan (USA). W ubiegłym roku Kielos otrzymała prestiżową nagrodę krytyków Lagercrantz za osobisty styl i rozmach intelektualny tekstów. Prostota stylu i lekkość argumentacji nie powinny jednak mylić. Sprawy, o których pisze są poważne i dotyczą każdego.
W swej książce autorka obala mit, że ekonomia głosi prawdy jedyne i niepodważalne. Przekonująco dowodzi, że ekonomia to nauka społeczna, bo w jej centrum jest człowiek i jego zachowania. Nie można więc porównywać ekonomii z fizyką, która bada protony i neutrony czy potwierdza istnienie cząsteczek Higgsa. Ekonomia i polityka ekonomiczna testują swoje założenia na ludziach, na nas. Kiedy założenia nie przystają do rzeczywistości, konsekwencje ponosimy wszyscy.
Można spekulować jak potoczyłby się rozwój nauki ekonomii, gdyby źródłem inspiracji było, obok traktatu o bogactwie, również drugie dzieło Adama Smitha Teoria uczuć moralnych4 gdzie określa on zasady sprawiedliwości społecznej, w tym obowiązki państwa i społeczności wobec ubogich, a także funkcjonowanie dóbr i usług, które są poza rynkiem. Tak się jednak nie stało. Ekonomia poszła w kierunku usankcjonowania dogmatu rynku jako mechanizmu regulacji praktycznie wszystkich sfer życia. Jak też tworzenia coraz bardziej skomplikowanych modeli ekonomicznych, które w rękach ekspertów miały służyć oświetlaniu (prognozy) i wskazywaniu drogi do dobrobytu.
Gloryfikacja rynku osiągnęła absurdalne rozmiary, pisze Kielos. Dziś za pomocą rynku wyjaśnia się, czy próbuje wyjaśnić, prawie wszystko i wyliczyć wartość wszystkiego "od lodów waniliowych, po wartość ludzkiego życia". A najlepiej sprzedają się poradniki uczące jak przystosować zasady rynku do rozwiązywania problemów "od miłości do kolejnej wizyty lekarskiej"5. Nie znaczy to, że rynek jest kompletnie bezużyteczny. Sprawdza się w niektórych sferach, pomaga choćby określić "jaki rodzaj szminki należy produkować, dla kogo, w jakim kolorze i ile [ta szminka] ma kosztować"6 .
Kryzys, który się zaczął w 2008 roku i trwa do dziś, zaskoczył wszystkich, również ekonomistów. Pokazał ich bezradność, brak koncepcji jak z niego wyjść, wskazał nieprzydatność modeli i narzędzi jakimi dysponują. Niewidzialna ręka rynku okazała się zbyt słaba wobec chciwości człowieka ekonomicznego w sektorze finansowym, opartym na wirtualnych transakcjach i często fikcyjnych przedsiębiorstwach. Powstaje pytanie czy kryzys gospodarczy oznacza również kryzys ekonomii jako nauki?
Książka Jedyna płeć podejmuje wiele z tych zagadnień. To podróż przez świat ekonomii, jej główne pojęcia, obszary. Zawsze jednak towarzyszy jej krytyczna ocena neoliberalnego modelu ekonomii i opartej na nim polityki. Tło i zakres analiz Kielos są imponująco szerokie. Autorka przytacza poglądy Adama Smitha, Johna M. Keynesa, Johna Galbraitha, przedstawicieli słynnej szkoły chicagowskiej - Miltona Friedmana i Gary'ego Beckera oraz ekonomistów bliskich jej poglądom jak Amartya Sen.
Z lekkością porusza się w rozważaniach z zakresu mikro- (człowiek ekonomiczny) i makroekonomii (sfera finansów, pieniądza, gdzie nawiązując do Fausta Goethego7, wyjaśnia za pomocą figury diabła jak powstają obligacje). Kielos pisze też o zjawiskach takich, jak globalizacja i jej skutki: drastyczny wzrost nierówności i ubóstwa, migracje, przepływy spekulacyjnego kapitału, kryzys finansowy i ekonomiczny. Opisuje meandry działalności Wall Street czy raczej cytując jednego z managerów funduszu hedgingowego, matematyka i gracza, Edwarda Thorpa, Las Vegas, [gdzie] "gra znacznie większa i interesuje mnie znacznie bardziej".
Narracja stylizowana jest na wzór dawnej powieści, gdzie tytuły rozdziałów mówią nam wiele o ich treści. Autorka swobodnie porusza się w świecie ekonomii od Arystotelesa, poprzez średniowiecze, oświecenie, wczesny kapitalizm, do naszych czasów. A także wśród innych nauk od filozofii, socjologii, kultury i religii, po fizykę, teorię gier i matematykę.
Sposób, w jaki Katrine Kielos pokazuje, że ekonomia ma płeć, ilustruje tytuł rozdziału piątego, "w którym dorzucamy kobiety do kotła [ekonomii] i mieszamy w nim". W każdym z 16 rozdziałów mamy odniesienie do sytuacji kobiet zarówno z perspektywy klasyki myśli feministycznej (Betty Friedan, Simone de Beauvoir), jak i ekonomii feministycznej (Nancy Folbre, Julie Nelson, Marianne Ferber). Trochę szkoda, że tych ostatnich odniesień jest mniej, niż można było oczekiwać w podobnej książce.
Główne argumenty autorki, dlaczego ekonomia to "męska" wizja gospodarowania zasobami, są proste i nie wymagają tajemnej wiedzy. Na poziomie mikroekonomii to pokazanie, że człowiek ekonomiczny ma cechy określone wymogami rynku czyli domeny mężczyzn. Kobiety, wchodząc do gospodarki muszą więc podporządkować się męskiemu wzorcowi motywacji, racjonalności i wyborów. Człowiek ekonomiczny to egoista w pogoni za zyskiem, zawsze gotów do podjęcia walki z konkurencją, samotny, odpowiedzialny tylko za siebie i wyizolowany od społeczeństwa. Nie ma on żadnych cech potrzebnych do działania w sferze opieki, w domu (jak współczucie czy więzi społeczne). Trudno go spotkać w realu. To raczej postać fikcyjna jak Robinson Crusoe na bezludnej wyspie8. Jego zachowania określone w modelach są jednak podstawą polityki ekonomicznej.
Równocześnie Noblista Gary Becker udowodnił, używając pojęć i rachunku ekonomicznego, że tradycyjny podział ról jest optymalnym rozwiązaniem. Zapewnia on rodzinie wyższe dochody poprzez najbardziej racjonalne wykorzystanie zasobów (gdy kobieta zostaje w domu rodzina traci mniej, bo stanowiska pracy kobiet i ich zarobki są niższe). Kobiety są zatem bardziej wydajne w wykonywaniu prac domowych, a mężczyźni w pracy zarobkowej. Te poglądy przejęli ekonomiści głównego nurtu wspierając tym samym model rodziny promowany z pozycji kulturowych i religijnych. "Mężczyzna dysponował portfelem, kobieta zaś rękawicą kuchenną, bowiem w kuchni była lepsza"9.
Feministyczna krytyka prac Beckera wskazuje, że pomija on relacje i pozycję przetargową w ramach rodziny (ewidentnie słabszą dla kobiet), co ma liczne negatywne konsekwencje, w tym przemoc w rodzinie. Wyklucza też kobiety z rynku pracy m.in. dlatego, że doświadczenie pracy w domu nie liczy się (nie ma wartości) na rynku.
Na poziomie makroekonomii tym argumentem jest pominięcie w rachunku ekonomicznym sfery reprodukcji i nieodpłatnej pracy kobiet w domu. Kiedy ekonomia powstawała, świat jaki widział ze swego okna Adam Smith wyraźnie oddzielał sferę rynku i reprodukcji. Nie musiał się też zastanawiać, jak pisze Kielos, "skąd na jego stole pojawia się obiad". Nigdy się nie ożenił i przez większość życia mieszkał z matką, która prowadziła mu dom. Mógł więc stwierdzić, że praca domowa jest bezpłatna, motywowana miłością i "naturalną potrzebą" kobiet (tak wygodną dla mężczyzn) otaczania codzienną opieką męża, dzieci czy rodziców. Podczas gdy rynek rządzi się odmienną motywacją i prawami. Rynek jednak nie może sprawnie funkcjonować bez nieodpłatnej pracy domowej, i że te dwie sfery są ze sobą ściśle powiązane.
Trudno nie zauważyć, że świat się zmienił. Kobiety masowo weszły na rynek pracy w latach 60. XX wieku, stały się lepiej wykształcone (dziś w wielu krajach znacznie lepiej od mężczyzn) i nabrały aspiracji zawodowych. Przyczyniają się one do wzrostu gospodarki poprzez zwiększenie zatrudnienia (i wpływu do budżetu z podatków), ale też wykorzystywanie swoich talentów, innowacyjności i przedsiębiorczości. Czynnik kobiecy we wzroście gospodarczym jest coraz bardziej dostrzegany. Podobnie jak fakt, że równość szans, podstawowe prawo moralne, ma również istotne znaczenie dla gospodarki10.
Gorset osiemnastowiecznych prawd krępuje ekonomistów i nie pozwala na zmiany w modelach ekonomicznych. W teorii ekonomii i w praktyce (pewnym wyjątkiem są tu kraje skandynawskie) nie podjęto jednak działań, aby systemowo rozwiązać kwestie związku pomiędzy rynkiem a bezpłatną pracą opiekuńczą. Oczekuje się więc od kobiet pracy na dwóch etatach, tym bezpłatnym w domu i płatnym w ramach gospodarki rynkowej.
W założeniach tych modeli praca to czynnik, a nie odnawialny zasób. Tak myśleli ojcowie ekonomii. Uważali, że reprodukcja zasobów ludzkich, czyli inaczej rodzenie dzieci, jest naturalnym procesem uwarunkowanym biologią, i dodajmy, presją społeczną. Ten stan rzeczy będzie więc trwał bez inwestycji. Kobiety nie tylko będą zawsze chciały rodzić dzieci, ale będą też gotowe do zwiększenia swej bezpłatnej pracy opiekuńczej w razie potrzeby (np. gdy na skutek recesji wydatki państwa na cele społeczne zostaną drastycznie zmniejszone).
Marginalizację znaczenia kwestii równości szans i potrzeb sfery reprodukcji widać w strategiach rozwoju, jak Europa 2020 czy Polska 2030. Ich priorytety i podział środków wskazują, że rządzą sfera produkcji i finansów. Czyli sfery, gdzie, w myśl logiki neoklasycznej ekonomii, tworzy się bogactwo (PKB). Inwestycje w równość szans, infrastrukturę opieki i inne kwestie należące do sfery społecznej to koszt w kategoriach wzrostu PKB. Priorytet mają więc inwestycje w innowacyjną gospodarkę, nowe technologie i infrastrukturę techniczną. Najpierw trzeba wytworzyć, a potem dopiero dzielić - taki argument pada najczęściej w debatach na temat zwiększenia miejsc w żłobkach czy przedszkolach. (Polska jest za biedna, aby realizować model skandynawski). Syndrom "zbyt krótkiej kołdry" w praktyce oznacza, że nieodmiennie ląduje ona po stronie nakładów na drogi i stadiony, nie zaś tworzenia systemu opieki11.
Na poziomie makroekonomicznym przeważa zdecydowanie męska perspektywa. PKB nie uwzględnia bezpłatnej pracy kobiet świadczonej w domu lub poza nim. W większości krajów rozwiniętych szacunki wartości bezpłatnej pracy kobiet wahają się pomiędzy 30 a 40 % PKB. W Polsce to 30% PKB oraz prawie 56% średniego miesięcznego wynagrodzenia brutto (dane z 2004 roku)12. Praca w domu to w istocie niewidoczne w rachunkach ekonomicznych subsydium dla procesu tworzenia bogactwa i dobrobytu.
Podobnie jest po stronie wydatkowania PKB. Preferencje kobiet w podziale środków są nisko sklasyfikowane na liście wydatków i zależą od wyników gospodarczych i koniunktury. Są więc mało stabilne i przewidywalne. Są to ograniczenia systemowe neoklasycznej ekonomii13 . Trzeba do nich dodać bardzo ograniczony wpływ kobiet na podejmowanie decyzji. Ten proces jest zdominowany przez mężczyzn zarówno w sferze polityki, jak i gospodarki czy nauki. Brak matek ekonomii to nie przypadek. Pierwsza ekonomistka, Szwedka Elinor Ostrom, otrzymała nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii dopiero w 2009 roku.
Włączenie sfery reprodukcji do ekonomii wymaga nowego spojrzenia na problem czym powinna się zajmować i czemu ma służyć ekonomia (poza wzrostem PKB). Konieczne jest też inne spojrzenie na inwestycje w sferę reprodukcji i pracy opiekuńczej, jako integralną część procesu tworzenia PKB. Te zmiany wymusza obecnie demografia. Kryzys demograficzny i spadek urodzin w Polsce i EU wskazuje, jak bardzo mylili się ojcowie ekonomii. Odwróciła się zależność praca - posiadanie dzieci. Kobiety mają więcej dzieci jeśli mają zatrudnienie i równe szanse na rynku pracy oraz dostęp do dobrego systemu opieki nad dziećmi, osobami starszymi i zależnymi członkami rodziny14.
Problem starzenia się społeczeństw i zbyt małej liczby rodzących się dzieci, czyli kwestie, które były dotychczas poza ekonomią, stają się obecnie jednym z jej głównych problemów. Polska staje się krajem starców, alarmują ekonomiści, m.in. Stanisław Kluza, były szef Komisji Nadzoru Finansowego. Na podstawie ostatnich badań OECD, podkreśla on, że będziemy w grupie krajów o najmniej korzystnej strukturze podnoszenia konkurencyjności i perspektyw rozwoju gospodarki15. Nie da się rozwiązać tych problemów w ramach dotychczasowego modelu neoklasycznej ekonomii. I nic nie pomoże tu magia rynku i jego niewidzialna ręka.
W książce Katrine Kielos niewiele znajdziemy na temat "kobiecych" aspektów transformacji. Autorka pisze raczej o samym procesie m.in. prywatyzacji w Rosji, gdzie "wszystko to przypominało bardziej zorganizowaną przestępczość niż zorganizowane rynki"16 czy o ekonomii niedoborów w czasach słusznie minionych17. Nie pisze, że to kobiety poniosły większą cześć jej kosztów. Neoliberalna recepta na sukces wymagała zastąpienia państwa przez rynek w wielu obszarach kluczowych dla interesów kobiet. A także wzmocnienia tradycyjnych poglądów dotyczących ich roli. Nic dziwnego, to wprowadzenie "męskiego" wzorca ekonomii, gdzie nie ma miejsca na perspektywę kobiet. W rezultacie Polska ma jeden z najniższych poziomów aktywności kobiet na rynku pracy, a zarazem najniższą dzietność. A także wydatki na świadczenia związane z rodziną, które są na poziomie wydatków Grecji. Na instytucjonalną opiekę nad dziećmi przeznacza się u nas ok. 65 ? na rodzinę podczas gdy przeciętna dla krajów UE to 500 ? (dane OECD)/EUROSTAT).
Niewątpliwie jest teraz moment, aby pomyśleć co dalej w kontekście budowy "męsko-damskiego" modelu, który by stanowił alternatywę dla neoklasycznej ekonomii. Feminizm, jak zauważa autorka, od jakiegoś czasu wskazuje, że nie chodzi o to, aby "zwędzić" dla kobiet większy kawałek tortu. Kielos mówi o upieczeniu nowego tortu18. O ile w swej książce odczarowuje ekonomię jako naukę tajemną, to nie daje nam przepisu na ten tort. Jest to niewątpliwie wielkie wyzwanie. Zastanawiają się nad tym nie tylko feministki. Na wiele elementów nowego modelu i polityki, jak też na potrzebę zmian w sposobie myślenia ekonomistów, wskazuje wielu z nich m.in. Joseph Stiglitz w swoich rozważaniach o globalizacji19 czy Grzegorz Kołodko o wędrującym świecie20, ale też socjologów, jak Zygmunt Bauman.
Rozwój feministycznej ekonomii w latach 90. XX wieku to część tego procesu. Ma ona już poważny dorobek zarówno jeśli chodzi o badania teoretyczne, jak i praktyczne. Ważną rolę w rozwoju badań odgrywają globalne networki International Association of Feminist Economics (IAFFE)21 oraz GEM-IWG22. Wiele prestiżowych uczelni ekonomicznych prowadzi też wykłady z feministycznej ekonomii. W zeszłym roku do tej grupy dołączyła London School of Economics.
W Polsce rośnie zainteresowanie feministyczną ekonomią (ekonomią równości). Jest to jeden z tematów podjętych przez Kongres Kobiet, pracuje grupa ds. włączenia kobiet w strategie rozwoju regionalnego23. Powstają nowe badania i projekty m.in. inicjatywa GEM-Europe, w ramach której organizowane są szkoły letnie24. Wiele pozycji światowej literatury z zakresu feministycznej ekonomii zostało przetłumaczonych na język polski25. To baza do odczarowywania tej dziedziny również w Polsce.
A warto. Jak twierdziła Joan Robinson, jedna z kilku ekonomistek, o których wspominają podręczniki, celem studiowania ekonomii nie jest otrzymanie gotowych odpowiedzi na pytania lecz nauczenie się jak nie dać się zwieść ekonomistom26.
1 Adam Smith, Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, t. 2, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2007.
2 Prawo powszechnego ciążenia, odkryte przez Isaaca Newtona, nie zależy przecież od tego czy przysłowiowe jabłko spada na kobietę czy na mężczyznę.
3 Lionel Robbins, An Essay on the Nature & Significance of Economic Science, Macmillan & Co, 1945 (cytowane za Katrine Kielos, s. 29). Esej należy do najczęściej cytowanych pozycji aż do lat 60. XX wieku. Lionel Robins jest też autorem powszechnie uznanej definicji ekonomii jako nauki, która analizuje zachowania człowieka w kontekście użycia ograniczonych zasobów do realizacji celów. A także dobrze znanej studentom ekonomii listy prawd ekonomii. Ich krytykę z pozycji ekonomii feministycznej przedstawia Geoff Schneider i Jean Shackelford Economics standards and lists: proposed antidotes for feminist economics, "Feminist Economics" 2001, t. 7, nr 2, s. 77-89.
4 Adam Smith, Teoria uczuć moralnych, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1989.
5 S. 63.
6 S. 202.
7 Goethe wiedział o czym pisze. Był nie tylko jednym z największych poetów, ale też ministrem finansów w Weimarze.
8 Powieść Daniela Defoe, wydana po raz pierwszy w 1719 roku, była "bestsellerem" i miała wpływ na myślenie i poglądy Adama Smitha. Podobnie jak odkrycia w dziedzinie fizyki i prace Newtona, gdzie metoda naukowa polegała na podziale badanych problemów czy zjawisk na mniejsze (w fizyce atomy) i ujęcie ich w spójny i uporządkowany model.
9 S. 53.
10 Asa Lofrstom, Gender equality, economic growth and employment, analiza sporządzona podczas Prezydencji Szwecji w UE www.se2009.eu; Mark Smith i Francesca Bettio, Analysis Note: The Economic Case for Gender Equality, August 2008 http://eurogender.eige.europa.eu/documents.
11 Więcej na ten temat Ewa Rumińska-Zimny, Strategie i budżety: współpraca w ramach samorządów, "Femka" 2013, nr 5-6; www.femka.net.
12 Obliczenia na podstawie tzw. budżetów czasu, wskazujących ile godzin pracy kobiety (i mężczyźni) przeznaczają na prace domowe i cenę rynkową tych czynności. Ilona Błaszczak-Przybycińska, Produkcja gospodarstw domowych jako czynnik dochodotwórczy, Monografie i Opracowania 533, Szkoła Główna Handlowa, 2008.
13 Zob. klasyczna już pozycja feministycznej ekonomii Diane Elson i Nilufer Cagatay, The Social Content of Macroeconomic Policy, World Development 2000, t. 28, nr 7, s. 1347-1364. Polskie tłumaczenie na: www.ekologiasztuka.pl/think.tank.feministyczny.
14 Anna Matysiak, Employment first, then childbearing: Women's strategy in post-socialist Poland, "Population Studies" 2009, t. 63, nr 3, s. 253-276.
15 Bartosz Marczuk, Naprawdę wymieramy, "Rzeczpospolita", 29 stycznia 2014.
16 S. 121.
17 Cytuje tu dowcip z tych czasów: "Co to jest: ma sto metrów długości, posuwa się w tempie ślimaka i żywi się wyłącznie kapustą? Odpowiedź: kolejka po chleb w Związku Radzieckim", s. 23.
18 Por. s. 84.
19 Joseph Stiglitz, Globalizacja, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2005.
20 Grzegorz W. Kołodko, Wędrujący świat, Prószyński i S-ka, 2008.
21 www.iaffe.org
22 Knowledge Networking and Capacity Building for Gender - Sensitive Macroeconomic Research and Policy, www.genderandmacro.org.
23 Zob. panel III, Kongres "Feministyczna Ekonomia: po co co i dla kogo"; również Ewa Rumińska-Zimny, artykuł pod tym samym tytułem [w:] "Femka" 2011 (IX), 2, 3; także ekonomiczne panele na IV i V Kongresie Kobiet. www.kongreskobiet.pl; por. Anna Czerwińska, Zofia Łapniewska, Joanna Piotrowska, Kobiety na "zielonej wyspie". Kryzys w Polsce z perspektywy gender, Heinrich Böll Stiftung, Fundacja Feminoteka, 2010.
24 www.gem-europe.eu; partnerami są GEM-IWG i Levy Institute (USA), a w Polsce Uniwersytet Jagielloński i Międzynarodowe Forum Kobiet przy SGH), inicjatywę wspiera Fundacja Henricha Bölla w Polsce.
25 Dossier Ekonomia i Płeć, http://www.pl.boell.org/web/219-896.html, również niezależny Think Tank Ekologia i Sztuka: http://www.ekologiasztuka.pl/think.tank.feministyczny/readarticle.php?article_id=404, gdzie jest wiele oryginalnych opracowań m.in. Ewy Charkiewicz i Anny Zachorowskiej, np. Feministyczny słownik pojęć z ekonomii.
26 "The purpose of studying economics is not to acquire a set of ready-made answers to economic questions, but to learn how to avoid being deceived by economists".