Jedyna płeć - Katrine Kielos

-
Proszę czekać

WSTĘP DO POL­SKIE­GO WY­DA­NIA

Ewa Rumińska-Zim­ny

Dru­ga płeć w eko­no­mii

Człowiek eko­no­micz­ny (homo oeco­no­mi­cus), na którego za­cho­wa­niach opie­ra się eko­no­mia, to mężczy­zna. Nig­dy jed­nak nie zo­stało to po­wie­dzia­ne. I nie­wie­le osób zda­je so­bie z tego sprawę. Większość żyje w prze­ko­na­niu, że eko­no­mia to na­uka neu­tral­na wo­bec płci. Tym­cza­sem wy­klu­cze­nie z niej ko­biet, tej dru­giej płci, znie­kształca rze­czy­wi­stość, a co za tym idzie de­cy­zje eko­no­micz­ne, i utrud­nia roz­wiązy­wa­nie pro­blemów społecz­nych. Jest nie tyl­ko ba­rierą w re­ali­za­cji za­sa­dy równości ko­biet i mężczyzn (za­gwa­ran­to­wa­nej w większości kon­sty­tu­cji), lecz także ogra­ni­cza szan­se na zrówno­ważony rozwój go­spo­dar­czy.

Eko­no­mia opie­ra się wciąż na za­sa­dach i me­cha­ni­zmach opi­sa­nych w 1776 roku przez Ada­ma Smi­tha, uzna­wa­ne­go za jej ojca1. Bo­gac­two two­rzy pra­ca człowie­ka eko­no­micz­ne­go, który po­dej­mu­je działania, gdyż chce uzy­skać dochód, żeby móc za­spo­koić własne po­trze­by. Nie ma on określo­nej płci i jest utożsa­mia­ny zarówno z mężczyzną, jak i ko­bietą. "Nie­wi­dzial­na ręka ryn­ku" spra­wia, że wy­twa­rza on dokład­nie to, co jest lu­dziom po­trzeb­ne. Ego­istycz­ny mo­tyw, zysk (lub chci­wość), może wy­da­wać się na­gan­ny w ka­te­go­riach etycz­nych, ale to koło za­ma­cho­we go­spo­dar­ki, które pro­wa­dzi do opty­mal­nej alo­ka­cji za­sobów i za­pew­nia do­bro­byt całemu społeczeństwu.

Po­wszech­nie uważa się, że zna­jo­mość za­sad eko­no­mii, to niezbędna, acz co­raz bar­dziej skom­pli­ko­wa­na wie­dza, po­zwa­lająca zmie­niać świat na lep­sze. W tzw. eko­no­mii główne­go nur­tu (neo­kla­sycz­nej), spro­wa­dza się to do pod­no­sze­nia sto­py życio­wej, czy­li bo­ga­ce­nia się. Postęp mie­rzo­ny jest wzro­stem wskaźnika PKB (Pro­dukt Kra­jo­wy Brut­to), czy­li wzro­stem sumy wy­two­rzo­nych w kra­ju dóbr i usług. Kwe­stia dys­try­bu­cji, czy­li tego w jaki sposób efek­ty wzro­stu są dzie­lo­ne, to spra­wa dru­gorzędna, po­nie­waż wszyst­kim ma się żyć le­piej. Wia­ra w to, że wol­ny ry­nek jest naj­lep­szym spo­so­bem na efek­tywną go­spo­darkę, to fi­lar neo­kla­sycz­nej eko­no­mii.

Re­cep­ta na suk­ces to znać za­sa­dy ryn­ku i się ich trzy­mać, a głównym grze­chem jest "psu­cie" ryn­ku. (Tę re­ceptę za­sto­so­wała Pol­ska i inne kra­je w okre­sie trans­for­ma­cji po 1989 roku, o czym da­lej). Są to za­sa­dy uni­wer­sal­ne i po­nad­cza­so­we, po­dob­nie jak pra­wa fi­zy­ki2. A ich słuszność pod­ważać mogą je­dy­nie "igno­ran­ci lub de­wian­ci" jak twier­dził, po­nad półtora wie­ku po ich opi­sa­niu, je­den z wpływo­wych pro­fe­sorów Lon­don Scho­ol of Eco­no­mics3.

Ka­tri­ne Kie­los, dzien­ni­kar­ka szwedz­ka miesz­kająca w Lon­dy­nie, dow­cip­nie i z po­lo­tem do­wo­dzi, że pod­ważanie tych za­sad, to nie igno­ran­cja czy de­wia­cja lecz ra­czej ozna­ka zdro­we­go rozsądku. A także zna­jo­mości re­aliów życia i eko­no­mii, którą stu­dio­wała na Uni­wer­sy­te­cie Mi­chi­gan (USA). W ubiegłym roku Kie­los otrzy­mała pre­stiżową na­grodę kry­tyków La­ger­crantz za oso­bi­sty styl i roz­mach in­te­lek­tu­al­ny tekstów. Pro­sto­ta sty­lu i lek­kość ar­gu­men­ta­cji nie po­win­ny jed­nak mylić. Spra­wy, o których pi­sze są poważne i do­tyczą każdego.

W swej książce au­tor­ka oba­la mit, że eko­no­mia głosi praw­dy je­dy­ne i nie­pod­ważalne. Prze­ko­nująco do­wo­dzi, że eko­no­mia to na­uka społecz­na, bo w jej cen­trum jest człowiek i jego za­cho­wa­nia. Nie można więc porówny­wać eko­no­mii z fi­zyką, która bada pro­to­ny i neu­tro­ny czy po­twier­dza ist­nie­nie cząste­czek Hig­g­sa. Eko­no­mia i po­li­ty­ka eko­no­micz­na te­stują swo­je założenia na lu­dziach, na nas. Kie­dy założenia nie przy­stają do rze­czy­wi­stości, kon­se­kwen­cje po­no­si­my wszy­scy.

Można spe­ku­lo­wać jak po­to­czyłby się rozwój na­uki eko­no­mii, gdy­by źródłem in­spi­ra­cji było, obok trak­ta­tu o bo­gac­twie, również dru­gie dzieło Ada­ma Smi­tha Teo­ria uczuć mo­ral­nych4 gdzie określa on za­sa­dy spra­wie­dli­wości społecz­nej, w tym obo­wiązki państwa i społecz­ności wo­bec ubo­gich, a także funk­cjo­no­wa­nie dóbr i usług, które są poza ryn­kiem. Tak się jed­nak nie stało. Eko­no­mia poszła w kie­run­ku usank­cjo­no­wa­nia do­gma­tu ryn­ku jako me­cha­ni­zmu re­gu­la­cji prak­tycz­nie wszyst­kich sfer życia. Jak też two­rze­nia co­raz bar­dziej skom­pli­ko­wa­nych mo­de­li eko­no­micz­nych, które w rękach eks­pertów miały służyć oświe­tla­niu (pro­gno­zy) i wska­zy­wa­niu dro­gi do do­bro­by­tu.

Glo­ry­fi­ka­cja ryn­ku osiągnęła ab­sur­dal­ne roz­mia­ry, pi­sze Kie­los. Dziś za po­mocą ryn­ku wyjaśnia się, czy próbuje wyjaśnić, pra­wie wszyst­ko i wy­li­czyć war­tość wszyst­kie­go "od lodów wa­ni­lio­wych, po war­tość ludz­kie­go życia". A naj­le­piej sprze­dają się po­rad­ni­ki uczące jak przy­sto­so­wać za­sa­dy ryn­ku do roz­wiązy­wa­nia pro­blemów "od miłości do ko­lej­nej wi­zy­ty le­kar­skiej"5. Nie zna­czy to, że ry­nek jest kom­plet­nie bezużytecz­ny. Spraw­dza się w niektórych sfe­rach, po­ma­ga choćby określić "jaki ro­dzaj szmin­ki należy pro­du­ko­wać, dla kogo, w ja­kim ko­lo­rze i ile [ta szmin­ka] ma kosz­to­wać"6 .

Kry­zys, który się zaczął w 2008 roku i trwa do dziś, za­sko­czył wszyst­kich, również eko­no­mistów. Po­ka­zał ich bez­rad­ność, brak kon­cep­cji jak z nie­go wyjść, wska­zał nie­przy­dat­ność mo­de­li i narzędzi ja­ki­mi dys­po­nują. Nie­wi­dzial­na ręka ryn­ku oka­zała się zbyt słaba wo­bec chci­wości człowie­ka eko­no­micz­ne­go w sek­to­rze fi­nan­so­wym, opar­tym na wir­tu­al­nych trans­ak­cjach i często fik­cyj­nych przed­siębior­stwach. Po­wsta­je py­ta­nie czy kry­zys go­spo­dar­czy ozna­cza również kry­zys eko­no­mii jako na­uki?

Książka Je­dy­na płeć po­dej­mu­je wie­le z tych za­gad­nień. To podróż przez świat eko­no­mii, jej główne pojęcia, ob­sza­ry. Za­wsze jed­nak to­wa­rzy­szy jej kry­tycz­na oce­na neo­li­be­ral­ne­go mo­de­lu eko­no­mii i opar­tej na nim po­li­ty­ki. Tło i za­kres ana­liz Kie­los są im­po­nująco sze­ro­kie. Au­tor­ka przy­ta­cza poglądy Ada­ma Smi­tha, Joh­na M. Key­ne­sa, Joh­na Gal­bra­itha, przed­sta­wi­cie­li słyn­nej szkoły chi­ca­gow­skiej - Mil­to­na Fried­ma­na i Gary'ego Bec­ke­ra oraz eko­no­mistów bli­skich jej poglądom jak Amar­tya Sen.

Z lek­kością po­ru­sza się w roz­ważaniach z za­kre­su mi­kro- (człowiek eko­no­micz­ny) i ma­kro­eko­no­mii (sfe­ra fi­nansów, pie­niądza, gdzie nawiązując do Fau­sta Go­ethe­go7, wyjaśnia za po­mocą fi­gu­ry diabła jak po­wstają ob­li­ga­cje). Kie­los pi­sze też o zja­wi­skach ta­kich, jak glo­ba­li­za­cja i jej skut­ki: dra­stycz­ny wzrost nierówności i ubóstwa, mi­gra­cje, przepływy spe­ku­la­cyj­ne­go ka­pi­tału, kry­zys fi­nan­so­wy i eko­no­micz­ny. Opi­su­je me­an­dry działalności Wall Stre­et czy ra­czej cy­tując jed­ne­go z ma­na­gerów fun­du­szu hed­gin­go­we­go, ma­te­ma­ty­ka i gra­cza, Edwar­da Thor­pa, Las Ve­gas, [gdzie] "gra znacz­nie większa i in­te­re­su­je mnie znacz­nie bar­dziej".

Nar­ra­cja sty­li­zo­wa­na jest na wzór daw­nej po­wieści, gdzie tytuły roz­działów mówią nam wie­le o ich treści. Au­tor­ka swo­bod­nie po­ru­sza się w świe­cie eko­no­mii od Ary­sto­te­le­sa, po­przez śre­dnio­wie­cze, oświe­ce­nie, wcze­sny ka­pi­ta­lizm, do na­szych czasów. A także wśród in­nych nauk od fi­lo­zo­fii, so­cjo­lo­gii, kul­tu­ry i re­li­gii, po fi­zykę, teo­rię gier i ma­te­ma­tykę.

Sposób, w jaki Ka­tri­ne Kie­los po­ka­zu­je, że eko­no­mia ma płeć, ilu­stru­je tytuł roz­działu piątego, "w którym do­rzu­ca­my ko­bie­ty do kotła [eko­no­mii] i mie­sza­my w nim". W każdym z 16 roz­działów mamy od­nie­sie­nie do sy­tu­acji ko­biet zarówno z per­spek­ty­wy kla­sy­ki myśli fe­mi­ni­stycz­nej (Bet­ty Frie­dan, Si­mo­ne de Be­au­vo­ir), jak i eko­no­mii fe­mi­ni­stycz­nej (Nan­cy Fol­bre, Ju­lie Nel­son, Ma­rian­ne Fer­ber). Trochę szko­da, że tych ostat­nich od­nie­sień jest mniej, niż można było ocze­ki­wać w po­dob­nej książce.

Główne ar­gu­men­ty au­tor­ki, dla­cze­go eko­no­mia to "męska" wi­zja go­spo­da­ro­wa­nia za­so­ba­mi, są pro­ste i nie wy­ma­gają ta­jem­nej wie­dzy. Na po­zio­mie mi­kro­eko­no­mii to po­ka­za­nie, że człowiek eko­no­micz­ny ma ce­chy określone wy­mo­ga­mi ryn­ku czy­li do­me­ny mężczyzn. Ko­bie­ty, wchodząc do go­spo­dar­ki muszą więc pod­porządko­wać się męskie­mu wzor­co­wi mo­ty­wa­cji, ra­cjo­nal­ności i wy­borów. Człowiek eko­no­micz­ny to ego­ista w po­go­ni za zy­skiem, za­wsze gotów do podjęcia wal­ki z kon­ku­rencją, sa­mot­ny, od­po­wie­dzial­ny tyl­ko za sie­bie i wy­izo­lo­wa­ny od społeczeństwa. Nie ma on żad­nych cech po­trzeb­nych do działania w sfe­rze opie­ki, w domu (jak współczu­cie czy więzi społecz­ne). Trud­no go spo­tkać w re­alu. To ra­czej po­stać fik­cyj­na jak Ro­bin­son Cru­soe na bez­lud­nej wy­spie8. Jego za­cho­wa­nia określone w mo­de­lach są jed­nak pod­stawą po­li­ty­ki eko­no­micz­nej.

Równo­cześnie No­bli­sta Gary Bec­ker udo­wod­nił, używając pojęć i ra­chun­ku eko­no­micz­ne­go, że tra­dy­cyj­ny po­dział ról jest opty­mal­nym roz­wiąza­niem. Za­pew­nia on ro­dzi­nie wyższe do­cho­dy po­przez naj­bar­dziej ra­cjo­nal­ne wy­ko­rzy­sta­nie za­sobów (gdy ko­bie­ta zo­sta­je w domu ro­dzi­na tra­ci mniej, bo sta­no­wi­ska pra­cy ko­biet i ich za­rob­ki są niższe). Ko­bie­ty są za­tem bar­dziej wy­daj­ne w wy­ko­ny­wa­niu prac do­mo­wych, a mężczyźni w pra­cy za­rob­ko­wej. Te poglądy przejęli eko­no­miści główne­go nur­tu wspie­rając tym sa­mym mo­del ro­dzi­ny pro­mo­wa­ny z po­zy­cji kul­tu­ro­wych i re­li­gij­nych. "Mężczy­zna dys­po­no­wał port­fe­lem, ko­bie­ta zaś ręka­wicą ku­chenną, bo­wiem w kuch­ni była lep­sza"9.

Fe­mi­ni­stycz­na kry­ty­ka prac Bec­ke­ra wska­zu­je, że po­mi­ja on re­la­cje i po­zycję prze­tar­gową w ra­mach ro­dzi­ny (ewi­dent­nie słabszą dla ko­biet), co ma licz­ne ne­ga­tyw­ne kon­se­kwen­cje, w tym prze­moc w ro­dzi­nie. Wy­klu­cza też ko­biety z ryn­ku pra­cy m.in. dla­te­go, że doświad­cze­nie pra­cy w domu nie li­czy się (nie ma war­tości) na ryn­ku.

Na po­zio­mie ma­kro­eko­no­mii tym ar­gu­men­tem jest po­mi­nięcie w ra­chun­ku eko­no­micz­nym sfe­ry re­pro­duk­cji i nie­odpłat­nej pra­cy ko­biet w domu. Kie­dy eko­no­mia po­wsta­wała, świat jaki wi­dział ze swe­go okna Adam Smith wyraźnie od­dzie­lał sferę ryn­ku i re­pro­duk­cji. Nie mu­siał się też za­sta­na­wiać, jak pi­sze Kie­los, "skąd na jego sto­le po­ja­wia się obiad". Nig­dy się nie ożenił i przez większość życia miesz­kał z matką, która pro­wa­dziła mu dom. Mógł więc stwier­dzić, że pra­ca do­mo­wa jest bezpłatna, mo­ty­wo­wa­na miłością i "na­tu­ralną po­trzebą" ko­biet (tak wy­godną dla mężczyzn) ota­cza­nia co­dzienną opieką męża, dzie­ci czy ro­dziców. Pod­czas gdy ry­nek rządzi się od­mienną mo­ty­wacją i pra­wa­mi. Ry­nek jed­nak nie może spraw­nie funk­cjo­no­wać bez nie­odpłat­nej pra­cy do­mo­wej, i że te dwie sfe­ry są ze sobą ściśle powiązane.

Trud­no nie za­uważyć, że świat się zmie­nił. Ko­bie­ty ma­so­wo weszły na ry­nek pra­cy w la­tach 60. XX wie­ku, stały się le­piej wy­kształcone (dziś w wie­lu kra­jach znacz­nie le­piej od mężczyzn) i na­brały aspi­ra­cji za­wo­do­wych. Przy­czy­niają się one do wzro­stu go­spo­dar­ki po­przez zwiększe­nie za­trud­nie­nia (i wpływu do budżetu z po­datków), ale też wy­ko­rzy­sty­wa­nie swo­ich ta­lentów, in­no­wa­cyj­ności i przed­siębior­czości. Czyn­nik ko­bie­cy we wzroście go­spo­dar­czym jest co­raz bar­dziej do­strze­ga­ny. Po­dob­nie jak fakt, że równość szans, pod­sta­wo­we pra­wo mo­ral­ne, ma również istot­ne zna­cze­nie dla go­spo­dar­ki10.

Gor­set osiem­na­sto­wiecz­nych prawd krępuje eko­no­mistów i nie po­zwa­la na zmia­ny w mo­de­lach eko­no­micz­nych. W teo­rii eko­no­mii i w prak­ty­ce (pew­nym wyjątkiem są tu kra­je skan­dy­naw­skie) nie podjęto jed­nak działań, aby sys­te­mo­wo roz­wiązać kwe­stie związku pomiędzy ryn­kiem a bezpłatną pracą opie­kuńczą. Ocze­ku­je się więc od ko­biet pra­cy na dwóch eta­tach, tym bezpłat­nym w domu i płat­nym w ra­mach go­spo­dar­ki ryn­ko­wej.

W założeniach tych mo­de­li pra­ca to czyn­nik, a nie od­na­wial­ny zasób. Tak myśleli oj­co­wie eko­no­mii. Uważali, że re­pro­duk­cja za­sobów ludz­kich, czy­li in­a­czej ro­dze­nie dzie­ci, jest na­tu­ral­nym pro­ce­sem uwa­run­ko­wa­nym bio­lo­gią, i do­daj­my, presją społeczną. Ten stan rze­czy będzie więc trwał bez in­we­sty­cji. Ko­bie­ty nie tyl­ko będą za­wsze chciały ro­dzić dzie­ci, ale będą też go­to­we do zwiększe­nia swej bezpłat­nej pra­cy opie­kuńczej w ra­zie po­trze­by (np. gdy na sku­tek re­ce­sji wy­dat­ki państwa na cele społecz­ne zo­staną dra­stycz­nie zmniej­szo­ne).

Mar­gi­na­li­zację zna­cze­nia kwe­stii równości szans i po­trzeb sfe­ry re­pro­duk­cji widać w stra­te­giach roz­wo­ju, jak Eu­ro­pa 2020 czy Pol­ska 2030. Ich prio­ry­te­ty i po­dział środków wska­zują, że rządzą sfe­ra pro­duk­cji i fi­nansów. Czy­li sfe­ry, gdzie, w myśl lo­gi­ki neo­kla­sycz­nej eko­no­mii, two­rzy się bo­gac­two (PKB). In­we­sty­cje w równość szans, in­fra­struk­turę opie­ki i inne kwe­stie należące do sfe­ry społecz­nej to koszt w ka­te­go­riach wzro­stu PKB. Prio­ry­tet mają więc in­we­sty­cje w in­no­wa­cyjną go­spo­darkę, nowe tech­no­lo­gie i in­fra­struk­turę tech­niczną. Naj­pierw trze­ba wytwo­rzyć, a po­tem do­pie­ro dzie­lić - taki ar­gu­ment pada najczęściej w de­ba­tach na te­mat zwiększe­nia miejsc w żłob­kach czy przed­szko­lach. (Pol­ska jest za bied­na, aby re­ali­zo­wać mo­del skan­dy­naw­ski). Syn­drom "zbyt krótkiej kołdry" w prak­ty­ce ozna­cza, że nie­odmien­nie ląduje ona po stro­nie nakładów na dro­gi i sta­dio­ny, nie zaś two­rze­nia sys­te­mu opie­ki11.

Na po­zio­mie ma­kro­eko­no­micz­nym prze­waża zde­cy­do­wa­nie męska per­spek­ty­wa. PKB nie uwzględnia bezpłat­nej pra­cy ko­biet świad­czo­nej w domu lub poza nim. W większości krajów roz­wi­niętych sza­cun­ki war­tości bezpłat­nej pra­cy ko­biet wa­hają się pomiędzy 30 a 40 % PKB. W Pol­sce to 30% PKB oraz pra­wie 56% śred­nie­go mie­sięczne­go wy­na­gro­dze­nia brut­to (dane z 2004 roku)12. Pra­ca w domu to w isto­cie nie­wi­docz­ne w ra­chun­kach eko­no­micz­nych sub­sy­dium dla pro­ce­su two­rze­nia bo­gac­twa i do­bro­by­tu.

Po­dob­nie jest po stro­nie wy­dat­ko­wa­nia PKB. Pre­fe­ren­cje ko­biet w po­dzia­le środków są ni­sko skla­sy­fi­ko­wa­ne na liście wy­datków i zależą od wy­ników go­spo­dar­czych i ko­niunk­tu­ry. Są więc mało sta­bil­ne i prze­wi­dy­wal­ne. Są to ogra­ni­cze­nia sys­te­mo­we neo­kla­sycz­nej eko­no­mii13 . Trze­ba do nich dodać bar­dzo ogra­ni­czo­ny wpływ ko­biet na po­dej­mo­wa­nie de­cy­zji. Ten pro­ces jest zdo­mi­no­wa­ny przez mężczyzn zarówno w sfe­rze po­li­ty­ki, jak i go­spo­dar­ki czy na­uki. Brak ma­tek eko­no­mii to nie przy­pa­dek. Pierw­sza eko­no­mist­ka, Szwed­ka Eli­nor Ostrom, otrzy­mała na­grodę No­bla w dzie­dzi­nie eko­no­mii do­pie­ro w 2009 roku.

Włącze­nie sfe­ry re­pro­duk­cji do eko­no­mii wy­ma­ga no­we­go spoj­rze­nia na pro­blem czym po­win­na się zaj­mo­wać i cze­mu ma służyć eko­no­mia (poza wzro­stem PKB). Ko­niecz­ne jest też inne spoj­rze­nie na in­we­sty­cje w sferę re­pro­duk­cji i pra­cy opie­kuńczej, jako in­te­gralną część pro­ce­su two­rze­nia PKB. Te zmia­ny wy­mu­sza obec­nie de­mo­gra­fia. Kry­zys de­mo­gra­ficz­ny i spa­dek uro­dzin w Pol­sce i EU wska­zu­je, jak bar­dzo my­li­li się oj­co­wie eko­no­mii. Odwróciła się zależność pra­ca - po­sia­da­nie dzie­ci. Ko­bie­ty mają więcej dzie­ci jeśli mają za­trud­nie­nie i równe szan­se na ryn­ku pra­cy oraz dostęp do do­bre­go sys­te­mu opie­ki nad dziećmi, oso­ba­mi star­szy­mi i zależnymi człon­ka­mi ro­dzi­ny14.

Pro­blem sta­rze­nia się społeczeństw i zbyt małej licz­by rodzących się dzie­ci, czy­li kwe­stie, które były do­tych­czas poza eko­no­mią, stają się obec­nie jed­nym z jej głównych pro­blemów. Pol­ska sta­je się kra­jem starców, alar­mują eko­no­miści, m.in. Sta­nisław Klu­za, były szef Ko­mi­sji Nad­zo­ru Fi­nan­so­we­go. Na pod­sta­wie ostat­nich badań OECD, pod­kreśla on, że będzie­my w gru­pie krajów o naj­mniej ko­rzyst­nej struk­tu­rze pod­no­sze­nia kon­ku­ren­cyj­ności i per­spek­tyw roz­wo­ju go­spo­dar­ki15. Nie da się roz­wiązać tych pro­blemów w ra­mach do­tych­cza­so­we­go mo­de­lu neo­kla­sycz­nej eko­no­mii. I nic nie pomoże tu ma­gia ryn­ku i jego nie­wi­dzial­na ręka.

W książce Ka­tri­ne Kie­los nie­wie­le znaj­dzie­my na te­mat "ko­bie­cych" aspektów trans­for­ma­cji. Au­tor­ka pi­sze ra­czej o sa­mym pro­ce­sie m.in. pry­wa­ty­za­cji w Ro­sji, gdzie "wszyst­ko to przy­po­mi­nało bar­dziej zor­ga­ni­zo­waną przestępczość niż zor­ga­ni­zo­wane ryn­ki"16 czy o eko­no­mii nie­do­borów w cza­sach słusznie mi­nio­nych17. Nie pi­sze, że to ko­bie­ty po­niosły większą cześć jej kosztów. Neo­li­be­ral­na re­cep­ta na suk­ces wy­ma­gała zastąpie­nia państwa przez ry­nek w wie­lu ob­sza­rach klu­czo­wych dla in­te­resów ko­biet. A także wzmoc­nie­nia tra­dy­cyj­nych poglądów do­tyczących ich roli. Nic dziw­ne­go, to wpro­wa­dze­nie "męskie­go" wzor­ca eko­no­mii, gdzie nie ma miej­sca na per­spek­tywę ko­biet. W re­zul­ta­cie Pol­ska ma je­den z naj­niższych po­ziomów ak­tyw­ności ko­biet na ryn­ku pra­cy, a za­ra­zem naj­niższą dziet­ność. A także wy­dat­ki na świad­cze­nia związane z ro­dziną, które są na po­ziomie wy­datków Gre­cji. Na in­sty­tu­cjo­nalną opiekę nad dziećmi prze­zna­cza się u nas ok. 65 ? na ro­dzinę pod­czas gdy prze­ciętna dla krajów UE to 500 ? (dane OECD)/EU­RO­STAT).

Niewątpli­wie jest te­raz mo­ment, aby pomyśleć co da­lej w kon­tekście bu­do­wy "męsko-dam­skie­go" mo­de­lu, który by sta­no­wił al­ter­na­tywę dla neo­kla­sycz­nej eko­no­mii. Fe­mi­nizm, jak za­uważa au­tor­ka, od ja­kie­goś cza­su wska­zu­je, że nie cho­dzi o to, aby "zwędzić" dla ko­biet większy kawałek tor­tu. Kie­los mówi o upie­cze­niu no­we­go tor­tu18. O ile w swej książce od­cza­ro­wu­je eko­no­mię jako naukę ta­jemną, to nie daje nam prze­pi­su na ten tort. Jest to niewątpli­wie wiel­kie wy­zwa­nie. Za­sta­na­wiają się nad tym nie tyl­ko fe­mi­nist­ki. Na wie­le ele­mentów no­we­go mo­de­lu i po­li­ty­ki, jak też na po­trzebę zmian w spo­so­bie myśle­nia eko­no­mistów, wska­zu­je wie­lu z nich m.in. Jo­seph Sti­glitz w swo­ich roz­ważaniach o glo­ba­li­za­cji19 czy Grze­gorz Kołodko o wędrującym świe­cie20, ale też so­cjo­logów, jak Zyg­munt Bau­man.

Rozwój fe­mi­ni­stycz­nej eko­no­mii w la­tach 90. XX wie­ku to część tego pro­ce­su. Ma ona już poważny do­ro­bek zarówno jeśli cho­dzi o ba­da­nia teo­re­tycz­ne, jak i prak­tycz­ne. Ważną rolę w roz­wo­ju badań od­gry­wają glo­bal­ne ne­twor­ki In­ter­na­tio­nal As­so­cia­tion of Fe­mi­nist Eco­no­mics (IAF­FE)21 oraz GEM-IWG22. Wie­le pre­stiżowych uczel­ni eko­no­micz­nych pro­wa­dzi też wykłady z fe­mi­ni­stycz­nej eko­no­mii. W zeszłym roku do tej gru­py dołączyła Lon­don Scho­ol of Eco­no­mics.

W Pol­sce rośnie za­in­te­re­so­wa­nie fe­mi­ni­styczną eko­no­mią (eko­no­mią równości). Jest to je­den z te­matów podjętych przez Kon­gres Ko­biet, pra­cu­je gru­pa ds. włącze­nia ko­biet w stra­te­gie roz­wo­ju re­gio­nal­ne­go23. Po­wstają nowe ba­da­nia i pro­jek­ty m.in. ini­cja­ty­wa GEM-Eu­ro­pe, w ra­mach której or­ga­ni­zo­wa­ne są szkoły let­nie24. Wie­le po­zy­cji świa­to­wej li­te­ra­tu­ry z za­kre­su fe­mi­ni­stycz­nej eko­no­mii zo­stało przetłuma­czo­nych na język pol­ski25. To baza do od­cza­ro­wy­wa­nia tej dzie­dzi­ny również w Pol­sce.

A war­to. Jak twier­dziła Joan Ro­bin­son, jed­na z kil­ku eko­no­mi­stek, o których wspo­mi­nają podręczni­ki, ce­lem stu­dio­wa­nia eko­no­mii nie jest otrzy­ma­nie go­to­wych od­po­wie­dzi na py­ta­nia lecz na­ucze­nie się jak nie dać się zwieść eko­no­mi­stom26.

1 Adam Smith, Ba­da­nia nad na­turą i przy­czy­na­mi bo­gac­twa na­rodów, t. 2, Wy­daw­nic­two Na­uko­we PWN, 2007.

2 Pra­wo po­wszech­ne­go ciążenia, od­kry­te przez Isa­aca New­to­na, nie zależy prze­cież od tego czy przysłowio­we jabłko spa­da na ko­bietę czy na mężczyznę.

3 Lio­nel Rob­bins, An Es­say on the Na­tu­re & Si­gni­fi­can­ce of Eco­no­mic Scien­ce, Mac­mil­lan & Co, 1945 (cy­to­wa­ne za Ka­tri­ne Kie­los, s. 29). Esej należy do najczęściej cy­to­wa­nych po­zy­cji aż do lat 60. XX wie­ku. Lio­nel Ro­bins jest też au­to­rem po­wszech­nie uzna­nej de­fi­ni­cji eko­no­mii jako na­uki, która ana­li­zu­je za­cho­wa­nia człowie­ka w kon­tekście użycia ogra­ni­czo­nych za­sobów do re­ali­za­cji celów. A także do­brze zna­nej stu­den­tom eko­no­mii li­sty prawd eko­no­mii. Ich kry­tykę z po­zy­cji eko­no­mii fe­mi­ni­stycz­nej przed­sta­wia Geoff Schne­ider i Jean Shac­kel­ford Eco­no­mics stan­dards and li­sts: pro­po­sed an­ti­do­tes for fe­mi­nist eco­no­mics, "Fe­mi­nist Eco­no­mics" 2001, t. 7, nr 2, s. 77-89.

4 Adam Smith, Teo­ria uczuć mo­ral­nych, Państwo­we Wy­daw­nic­two Nau­kowe, 1989.

5 S. 63.

6 S. 202.

7 Go­ethe wie­dział o czym pi­sze. Był nie tyl­ko jed­nym z naj­większych poetów, ale też mi­ni­strem fi­nansów w We­ima­rze.

8 Po­wieść Da­nie­la De­foe, wy­da­na po raz pierw­szy w 1719 roku, była "best­sel­le­rem" i miała wpływ na myśle­nie i poglądy Ada­ma Smi­tha. Po­dob­nie jak od­kry­cia w dzie­dzi­nie fi­zy­ki i pra­ce New­to­na, gdzie me­to­da na­uko­wa po­le­gała na po­dzia­le ba­da­nych pro­blemów czy zja­wisk na mniej­sze (w fi­zy­ce ato­my) i ujęcie ich w spójny i uporządko­wa­ny mo­del.

9 S. 53.

10 Asa Lo­fr­stom, Gen­der equ­ali­ty, eco­no­mic growth and em­ploy­ment, ana­li­za sporządzo­na pod­czas Pre­zy­den­cji Szwe­cji w UE www.se­2009.eu; Mark Smith i Fran­ce­sca Bet­tio, Ana­ly­sis Note: The Eco­no­mic Case for Gen­der Equ­ali­ty, Au­gust 2008 http://eu­ro­gen­der.eige.eu­ro­pa.eu/do­cu­ments.

11 Więcej na ten te­mat Ewa Rumińska-Zim­ny, Stra­te­gie i budżety: współpra­ca w ra­mach sa­morządów, "Fem­ka" 2013, nr 5-6; www.fem­ka.net.

12 Ob­li­cze­nia na pod­sta­wie tzw. budżetów cza­su, wska­zujących ile go­dzin pra­cy ko­bie­ty (i mężczyźni) prze­zna­czają na pra­ce do­mo­we i cenę ryn­kową tych czyn­ności. Ilo­na Błasz­czak-Przy­by­cińska, Pro­duk­cja go­spo­darstw do­mo­wych jako czyn­nik do­cho­dotwórczy, Mo­no­gra­fie i Opra­co­wa­nia 533, Szkoła Główna Han­dlo­wa, 2008.

13 Zob. kla­sycz­na już po­zy­cja fe­mi­ni­stycz­nej eko­no­mii Dia­ne El­son i Ni­lu­fer Ca­ga­tay, The So­cial Con­tent of Ma­cro­eco­no­mic Po­li­cy, World De­ve­lop­ment 2000, t. 28, nr 7, s. 1347-1364. Pol­skie tłuma­cze­nie na: www.eko­lo­giasz­tu­ka.pl/think.tank.fe­mi­ni­stycz­ny.

14 Anna Ma­ty­siak, Em­ploy­ment first, then child­be­aring: Wo­men's stra­te­gy in post-so­cia­list Po­land, "Po­pu­la­tion Stu­dies" 2009, t. 63, nr 3, s. 253-276.

15 Bar­tosz Mar­czuk, Na­prawdę wy­mie­ra­my, "Rzecz­po­spo­li­ta", 29 stycz­nia 2014.

16 S. 121.

17 Cy­tu­je tu dow­cip z tych czasów: "Co to jest: ma sto metrów długości, po­su­wa się w tem­pie śli­ma­ka i żywi się wyłącznie ka­pustą? Od­po­wiedź: ko­lej­ka po chleb w Związku Ra­dziec­kim", s. 23.

18 Por. s. 84.

19 Jo­seph Sti­glitz, Glo­ba­li­za­cja, Wy­daw­nic­two Na­uko­we PWN, 2005.

20 Grze­gorz W. Kołodko, Wędrujący świat, Prószyński i S-ka, 2008.

21 www.iaf­fe.org

22 Know­led­ge Ne­twor­king and Ca­pa­ci­ty Bu­il­ding for Gen­der - Sen­si­ti­ve Ma­cro­eco­no­mic Re­se­arch and Po­li­cy, www.gen­de­rand­ma­cro.org.

23 Zob. pa­nel III, Kon­gres "Fe­mi­ni­stycz­na Eko­no­mia: po co co i dla kogo"; również Ewa Rumińska-Zim­ny, ar­ty­kuł pod tym sa­mym tytułem [w:] "Fem­ka" 2011 (IX), 2, 3; także eko­no­micz­ne pa­nele na IV i V Kon­gresie Ko­biet. www.kon­gre­sko­biet.pl; por. Anna Czer­wińska, Zo­fia Łap­niew­ska, Jo­an­na Pio­trow­ska, Ko­bie­ty na "zie­lo­nej wy­spie". Kry­zys w Pol­sce z per­spek­ty­wy gen­der, He­in­rich Böll Sti­ftung, Fun­da­cja Fe­mi­no­te­ka, 2010.

24 www.gem-eu­ro­pe.eu; part­ne­ra­mi są GEM-IWG i Levy In­sti­tu­te (USA), a w Pol­sce Uni­wer­sy­tet Ja­giel­loński i Między­na­ro­do­we Fo­rum Ko­biet przy SGH), ini­cja­tywę wspie­ra Fun­da­cja Hen­ri­cha Bölla w Pol­sce.

25 Do­ssier Eko­no­mia i Płeć, http://www.pl.bo­ell.org/web/219-896.html, również nie­za­leżny Think Tank Eko­lo­gia i Sztu­ka: http://www.eko­lo­giasz­tu­ka.pl/think.tank.fe­mi­ni­stycz­ny/re­adar­tic­le.php?ar­tic­le­_id=404, gdzie jest wie­le ory­gi­nal­nych opra­co­wań m.in. Ewy Char­kie­wicz i Anny Za­cho­row­skiej, np. Fe­mi­ni­stycz­ny słownik pojęć z eko­no­mii.

26 "The pur­po­se of stu­dy­ing eco­no­mics is not to acqu­ire a set of re­ady-made an­swers to eco­no­mic qu­estions, but to le­arn how to avo­id be­ing de­ce­ived by eco­no­mi­sts".