Jedyna córka - Guadalupe Nettel

Kup ebooka

45.00 zł
39.55 zł (39,10 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

2

W tamtym okresie podróżowanie było dla mnie niezwykle ważne. Wylądować w odległym kraju, o którym niewiele wiedziałam, i przemierzać go pieszo albo rozklekotanymi autobusami, odkrywać jego kulturę i kuchnię - z tych przyjemności w żaden sposób nie mogłabym zrezygnować. Część studiów spędziłam poza Meksykiem. Pomimo towarzyszącej mi wtedy niepewności postrzegam ten czas jako najbardziej beztroski etap mojego życia. Wystarczyło trochę alkoholu i kilkoro przyjaciół, żeby każdy wieczór zamienił się w zabawę. Byliśmy młodzi i - inaczej niż teraz - brak snu nie odbijał się na nas negatywnie. Nawet jeśli miałam niewiele pieniędzy, to wyjazd do Francji dał mi szansę na poznanie innego kontynentu. W Paryżu spędzałam wiele godzin na czytaniu w bibliotekach, chodziłam do teatru, do barów i nocnych klubów. Nic z tego nie przystaje do macierzyństwa. Kobiety z dziećmi nie mogą żyć w taki sposób. A przynajmniej nie przez pierwsze lata. Żeby pozwolić sobie na zwykły wieczór w kinie albo kolację poza domem, muszą zaplanować wszystko z dużym wyprzedzeniem, załatwić nianię albo przekonać męża, by zajął się dziećmi. Dlatego za każdym razem, kiedy związek z jakimś facetem zaczynał się robić poważny, uprzedzałam go, że ze mną nigdy nie doczeka się potomstwa. Jeśli się spierał albo na jego twarzy pojawiała się oznaka smutku czy dezaprobaty, natychmiast odwoływałam się do przeludnienia - to ważny i wystarczająco humanitarny powód, aby nie uznał mnie za zgorzkniałą albo, co gorsza, za egoistyczną, jak zazwyczaj nazywa się nas, kobiety, które postanowiły uciec od historycznej roli swojej płci.

Dla pokolenia mojej matki brak dzieci był aberracją, jednak w moich czasach wiele kobiet rezygnowało z potomstwa. Na przykład moje przyjaciółki mogłyby się podzielić na dwie tak samo duże grupy: te, które rozważały zrzeczenie się wolności i poświęcenie w imię przetrwania gatunku, oraz te, które były gotowe okryć się wieczną hańbą społeczną i rodzinną, aby zachować niezależność. Każda uzasadniała swoje stanowisko mocnymi argumentami. Oczywiście lepiej rozumiałam się z tymi drugimi. Należała do nich Alina.

Poznałyśmy się po dwudziestce, a więc w tym wieku, który w wielu społeczeństwach wciąż jest uważany za najlepszy do prokreacji. Obie jednak czułyśmy awersję do tego, co zgodnie nazywałyśmy "kulą u nogi". Ja byłam na studiach doktoranckich z literatury i zarówno moje stypendium, jak i status freelancerki nie mogły zapewnić mi jakiegokolwiek bezpieczeństwa finansowego. Alina miała dobrze płatną, ale wymagającą pracę w instytucie sztuki, a jednocześnie szkoliła się na menedżerkę kultury. Chociaż jej zarobki dwukrotnie przewyższały moje, to część pieniędzy wysyłała swojej rodzinie: ojciec od wielu lat był chory i mieszkał sam w miasteczku w stanie Veracruz, a matka dochodziła do siebie po udarze. Alina bardzo wcześnie znalazła się na tym etapie życia, kiedy rodzice stają się od nas zależni. Jak w takiej sytuacji miałaby się jeszcze zajmować dzieckiem?

W tamtym czasie byłam pasjonatką wróżbiarstwa, głównie chiromancji i tarota. Pamiętam, że pewnego razu Alina i ja siedziałyśmy same w moim mieszkaniu, po długiej imprezie, po której zostały dwa stłuczone kieliszki i cmentarzysko butelek na balkonie. Z ulicy Vieille du Temple, pustej o tej porze, dobiegł nas odgłos oddalających się kroków naszego ostatniego gościa. Zapytałam przyjaciółkę, czy mogę jej powróżyć z kart. Zgodziła się tylko dlatego, żeby zrobić mi przyjemność. Zawsze była kobietą pragmatyczną, więc pomysł otrzymywania wiadomości od nadprzyrodzonych sił wydawał się jej całkiem niedorzeczny. Tarot musiał być dla niej grą jak każda inna. Rozkład, który wybrałam tej nocy, był ambitny i obejmował resztę jej życia. Alina kilka razy przetasowała karty, po czym rozłożyła je na stole tak, jak jej podpowiadałam. Kiedy wszystkie znalazły się już na swoich miejscach, zaczęłam odkrywać je powoli, trochę z powodu stanu upojenia, a trochę by nadać tej chwili teatralności. Tymczasem historia ukazywała się niczym fotografia po zanurzeniu w azotanie srebra. Pojawiały się Cesarzowa, Szóstka Mieczy, Śmierć i Wisielec. Śmierć (arkan numer trzynaście, który w wielu taliach nawet nie ma nazwy) nie zawsze wiąże się ze zgonem, ale na pewno przynosi głęboką i radykalną zmianę. Wszystko wskazywało na to, że jakaś tragedia zmieni jej życie, a może nawet je zakończy. Zdobyłam się na wysiłek i spróbowałam ukryć swoją irytację. Alina musiała jednak zauważyć moje zdenerwowanie, ponieważ zmartwiona zapytała, co takiego wyczytałam.

- Karty mówią, że zostaniesz matką i będziesz żyła jak w klasztorze - rzuciłam z figlarnym uśmiechem.

Alina zaprzeczyła, śmiejąc się i energicznie potrząsając głową. Na pewno pomyślała, że to tylko żart, lecz jej duże ciemne oczy patrzyły na mnie pytająco i dostrzegłam w nich niepokój. Piłyśmy dalej, a parę godzin później, kiedy opróżniłyśmy ostatnią butelkę, pożegnałam ją przy drzwiach budynku. Wróciłam do mieszkania i położyłam się do łóżka, przestraszona tym, co zobaczyłam.

Parę miesięcy później Alina postanowiła wrócić do Meksyku, gdzie znalazła dobrą pracę w galerii sztuki. Ja natomiast zostałam na kolejny rok we Francji, a po ukończeniu studiów wyruszyłam w podróż po Azji Południowo-Wschodniej. Przemierzałam pieszo doliny i górskie szlaki. Odwiedziłam wiele świątyń i buddyjskie ośrodki pielgrzymkowe. Fascynowały mnie mniszki w brązowych habitach i z ogolonymi głowami, które postanowiły zrezygnować z życia rodzinnego, a w zamian poświęcić się nauce i medytacji. Siadałam w milczeniu kilka metrów od nich, aby słuchać, jak śpiewają albo recytują sutry o uwolnieniu i końcu cierpienia. Odległość jest dla przyjaźni niezawodnym testem. Czasami niszczy ją tak, jak przymrozek niszczy uprawy. Ale nie dotyczyło to Aliny i mnie. Cały czas pisałyśmy do siebie i często dzwoniłyśmy, by opowiadać sobie o najważniejszych sprawach (pojawienie się Aurelia w jej życiu, stan zdrowia jej ojca, temat mojej pracy dyplomowej), i w ten sposób nasza przyjaźń umocniła się jeszcze bardziej.

Marka wydawnicza Bo.wiem

Seria z Żurawiem

Projekt okładki

Klara Szymczyk

Tytuł oryginału: La hija única

La hija única: ? 2020 Guadalupe Nettel

Published by permission of Indent Literary Agency, USA and Book/Lab Literary Agency, Poland

Copyright ? for the Polish translation by Barbara Bardadyn, 2025

Copyright ? for the Polish edition by Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2025

Wydanie I, Kraków 2025

All rights reserved

Niniejsza książka stanowi utwór chroniony na podstawie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Prawami do tego utworu dysponuje Wydawca - Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Bez zgody Wydawcy niedopuszczalne jest kopiowanie, rozpowszechnianie lub inne korzystanie z niniejszej książki w całości lub z jej fragmentów z wyjątkiem dozwolonego użytku osobistego lub publicznego.

ISBN 978-83-233-5481-9 (druk)

ISBN 978-83-233-7654-5 (mobi, epub)

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

Redakcja: ul. Michałowskiego 9/2, 31-126 Kraków

tel. 12 663 23 80

Dystrybucja: tel. 12 631 01 97

tel. kom. 506 006 674, e-mail: sprzedaz@wuj.pl

Konto: PEKAO SA, nr 80 1240 4722 1111 0000 4856 3325

www.bowiem.wuj.pl