Ludzkość wciąż posuwa się naprzód po wielkiej drodze
postępu. W ruchu tym od czasu do czasu zdarzają się opóźnienia,
przeszkody i zboczenia, ale zaraz potem wraca on do poprzedniego
kierunku i dążenie do postępu odbywa się dalej z większą siłą i
energią. Wielu twierdzi jednak, że ruch ten nie zawsze ma charakter
dodatni: najstarożytniejsze i najgłębsze np. z pojęć ludzkich -
religijne, dążą jakoby raczej do upadku, niemal do zupełnego
zaniku. Ale twierdzenie to nie jest słusznem. Główną i niezmienną
istotę, treść religii wogóle - stanowi pewien czynnik
powstrzymujący, "uczucie" odpowiedzialności moralnej, które,
owszem, wciąż wzrasta i umacnia się w ludzkości, i teraz o wiele
przewyższa to ciasne, nierozwinięte uczucie, jakiem zadawalniali
się w swoim czasie nasi przodkowie. Następnie podstawa religii -
wyobrażenie "Wiecznego" i "Nieskończonego," osiągnęło niewątpliwie
w naszych czasach wyższy stopień rozwoju. Stanowi ono teraz nie
tyle przedmiot ślepej wiary, ile świadomego przekonania,
podtrzymywanego przez największych myślicieli rodzaju ludzkiego.
Widzimy więc, że pojęcia religijne ludzkości zmieniają tylko swoje
formy i wyobrażenia, podstawa zaś ich i treść pozostają niezmienne.
To samo można powiedzieć o innych pojęciach i uczuciach ludzkich
(np. uczucie wiernopoddańcze, patryotyzm i t. d.). Myśl ludzka
rzuca tylko przestarzałe i wązkie tory, ale nie zmienia kierunku, w
którym zdąża do postępu. Dążność ludzkości do postępu wyraża się, między innemi, w stosunku
jej do
małżeństwa, czyli do
związku mężczyzny z kobietą. Najdawniejsza historya rodzaju ludzkiego, byt jego i obyczaje,
niestety, nie są nam znane. Mamy jednak prawo sądzić, że trwałe
ustanowienie zasady rodzinnej dokonane zostało przez kobietę-matkę.
Od niej dzieci otrzymały ognisko rodzinne, prawa rodowe i spadkowe,
ona więc jest twórczynią rodziny i społeczności. O przewrocie, który uczynił głową rodziny i społeczności, władcą
żony, dzieci i majątku mężczyznę - również nie wiemy nic pewnego,
możemy tylko przypuszczać, że był on następstwem jakiejś wielkiej
reformy religijnej. Przekształcenie tego, utrzymującego się w ciągu tysiącoleci stanu
rzeczy, które zaczęło się stosunkowo niedawno - zrównanie kobiety z
mężczyzną wobec prawa i stanowiska społecznego i dążenie do
jednożeństwa (t. j. do związku
jednego mężczyzny z
jedną kobietą), powoli ale trwale posuwa się naprzód,
chociaż nie można powiedzieć, ażeby doszło już do celu w
jakimkolwiek zakątku kuli ziemskiej. Pierwszy impuls pomienionemu ruchowi reformatorskiemu dała
niewątpliwie kobieta. Wychowywana w ciągu wielu pokoleń w zasadach
wstrzemięźliwości i wierności małżeńskiej, kobieta znacznie
wyprzedziła mężczyznę i stała się dlań jakby wzorem pod względem
moralnym. Zaznajomiwszy się z najnowszymi wynikami nauk
przyrodniczym, dotyczącymi praw dziedziczności, a zalecającymi
powściągliwość moralną i umiarkowanie w stosunkach płciowych jako
obowiązek względem gatunku - kobiety zaczęły energicznie domagać
się ustanowienia takich samych wymagań moralnych dla mężczyzn,
jakie dla nich istnieją. Pierwszemi pionierkami na tej drodze były
śmiałe kobiety anglo-saskie, w ich ślady wstąpiły nasze kobiety
północne (skandynawskie). Jednakże w pewnej części społeczeństwa dotychczas utrzymuje się
przekonanie, że obcowanie płciowe powinno zaczynać się w wieku
młodzieńczym, i że przyczyna wielu rozstrojów fizycznych i duchowym
spoczywa właśnie w skrępowaniu tej zasadniczej potrzeby fizycznej. Zwracałem się z tego powodu z zapytaniami do wielu uczonych
przyrodników i lekarzy różnych narodowości, ażeby nie wpaść w
jednostronność - i oto rezultat zasiągniętych informacyi: Zaczniemy od świata zwierzęcego. Zwierzęta dzikie uczuwają
potrzebę obcowania płciowego dopiero po dojściu do zupełnej
dojrzałości płciowej; jeżeli zaś tego rodzaju popęd zjawia się u
osobników niedojrzałych i słabych, to nie mają możności zaspokoić
go, gdyż silniejsi i starsi współzawodnicy nie dopuszczą do tego.
Co się zaś tyczy zwierząt domowych, które często ludzie starają się
skłonić do możliwie najwcześniejszego obcowania płciowego, wiadomo,
że tylko przychówek od osobników zupełnie dojrzałych daje rasę
piękną i silną. W Norwegii np. rasy krów i koni zdrobniały i zmarniały wskutek
tego, że stanowienie zaczynało się w zbyt młodym wieku. Co się zaś tyczy ludzi, to widzimy, że jeżeli wśród ras niższych,
wskutek specyalnych klimatycznych i innych warunków, obcowanie
płciowe zaczyna się wcześnie, to również wcześnie ustaje z powodu
szybkiego przekwitu fizycznego osobników. Narody cywilizowane
miały, zdaje się, dosyć czasu i sposobności, aby przekonać się
zarówno o szkodliwości przedwczesnego obcowania płciowego,
zwłaszcza dla kobiet, jak i o tem, że dzieci zdrowych, zupełnie
rozwiniętych rodziców mają większe szanse w walce o byt. Tak więc wymagania natury i warunki życiowe wskazują konieczność
wstrzemięźliwości do czasu osiągnięcia zupełnej dojrzałości
płciowej, ale ludzie nauczyli się iść naprzekór tym wymaganiom. Oto co mówią np. niektórzy zwolennicy
wolnej miłości. W dawnych czasach 15 - 16 rok życia był
normalną porą do wstąpienia w związek małżeński, dzisiaj zaś
bardziej skomplikowane wymagania życiowe znacznie odsunęły ten
termin. Tymczasem popęd płciowy zjawia się w tym samym wieku, jak
poprzednio, nie należy więc gwałcić natury, przeciwnie, trzeba
zrzucić kajdany przesądów i swobodnie oddawać się popędowi
fizycznemu. Kobiety pod tym względem powinny mieć taką samą
swobodę, jak mężczyźni. Słuchając podobnych rozumowań, można dziwić się tylko
nieznajomości (czy też umyślnej ignorancyi) od dawna ustalonych
twierdzeń naukowych. Pierwsze z nich głosi, że "wyższe organizmy
dla osiągnięcia dojrzałości płciowej potrzebują dłuższego czasu,
aniżeli organizmy niższe;" drugie, że "wyższe organizmy dają
nieliczne potomstwo w znacznych odstępach czasu, niższe zaś
odznaczają się wielką płodnością." Płciowe funkcye osobnika i
stopień jego ogólnego rozwoju znajdują się więc w stosunku
odwrotnej zależności, obrońcy zaś wolnej miłości pominęli to, że
jeżeli termin wstąpienia w związek małżeński w naszych czasach
został posunięty dalej wskutek komplikacyi warunków życiowych,
wymagających większego i wszechstronniejszego rozwoju uzdolnień
ludzkich, to, rzecz jasna, musiała przesunąć się również granica
dojrzałości płciowej człowieka. U nas na północy mężczyzna dochodzi
do zupełnej dojrzałości nie wcześniej jak w 25-ym a kobieta w 20
roku życia. Wczesny więc popęd płciowy uważać trzeba za sztucznie
wywołaną, nie zaś naturalną potrzebę, można więc i należy go
zwyciężyć. Co się tyczy naszej germańskiej rasy, to jeszcze Tacyt pisał, że
długotrwała młodość Gallów zależy od późnego ich wstępowania w
związki małżeńskie. Chwalić naród, że długo zachowuje młodość, to znaczy - dać
najlepszy dowód żywotności sił tego narodu, powiedzenie zaś, że
zależy to od późnego zawierania małżeństw, świadczy o znajomości
praw udoskonalenia rasy. U starożytnych sasów, przodków anglików, istniało prawidło,
nakazujące młodym ludziom zachowywać czystość do dwudziestego roku
życia, ażeby, jak mówiono, wzmocniła się i zwiększyła siła ich
mięśni i wzrost; głównym zaś celem była troska o zdrowe i silne
potomstwo. Nie będę rozbierał tu przyczyn, które spowodowały zatracenie wyżej
przytoczonych, zdrowych pojęć, powiem tylko, że dzisiaj większość
ludzi zaczyna, na szczęście, pojmować, czem wzgardziła lekkomyślnie
i do jakich rezultatów lekkomyślność ta doprowadziła. Angielscy i
amerykańscy gimnaści i sportsmani starają się w pewnej mierze
wznowić zatracone pojęcie o ważności i konieczności możliwie
doskonałego rozwoju fizycznego i należy spodziewać się, że wraz z
upowszechniającem się zamiłowaniem sportu i gimnastyki wejdzie w
życie również zasada wstrzemięźliwości. Wstrzemięźliwość płciowa bynajmniej nie osłabia, jak to często
mówią, natury człowieka i nie pociąga za sobą żadnych chorób,
jeżeli wogóle prowadzimy rozsądny i prawidłowy tryb życia. Blednica
panieńska np., na którą do niedawna widzieli najlepsze lekarstwo w
zamążpójściu, według ostatnich badań Virchowa i innych, ma zupełnie
odmienne przyczyny: chorują na nią zarówno ośmioletnie dziewczynki,
jak i prostytutki. Jedno takie pożyteczne wyjaśnienie obala całą
masę szkodliwych przesądów i zadaje cios bezmyślnej gadaninie
literackiej. O mężczyznach również przez długi czas mówiono, że
wstrzemięźliwość płciowa wywołuje rozstrój psychiczny, ale oto
nauka zaprowadziła osobną rubrykę statystyczną "obłąkani wskutek
wstrzemięźliwości płciowej" i cóż się okazało? - rubryka ta zostaje
prawie pustą. Wobec takiego dowodu wkrótce, zapewne, ustaną
wszelkie spory w tej kwestyi, wszyscy zgodzą się na to, że
właściwie nikt nie zwaryował wyłącznie z powodu wstrzemięźliwości
płciowej, waryują zaś ludzie wskutek tego, że dają w tym kierunku
zbytnią wolność swej wyobraźni. Norweski wydział medyczny wygłosił z tego powodu następujące
zdanie: "Mniemanie, że życie moralne i wstrzemięźliwość płciowa
sprowadzają niebezpieczeństwo dla zdrowia, uważamy, na podstawie
naszego doświadczenia, za fałszywe. Nie znamy ani jednego przykładu
słabości fizycznej albo rozstroju, których przyczyną byłaby
czystość moralna w życiu." Oto co mianowicie mówią ludzie, mający prawo opierać się na swem
doświadczeniu, posiadający obszerną praktykę lekarską i możliwość
szerokiej wymiany zdań i spostrzeżeń ze swymi towarzyszami w nauce.
W organie młodych lekarzy północnych, którzy, o ile mi wiadomo, ani
w nauce, ani w sumienności nie ustępują lekarzom innych krajów,
znajdujemy potwierdzenie wyżej przytoczonego zdania. Tak więc, powszechny postęp ludzkości wyraża się, między innemi, i
w tem wciąż wzrastającem dążeniu do wstrzemięźliwości moralnej i
ustanowienia związku jednego mężczyzny z jedną kobietą; świadomość
i sumienie ludzi zrobiły w tym kierunku tak duży krok, że wszelki
powrót do ciasnych, ciemnych pojęć przeszłości jest już niemożliwy
obecnie. Powiedziałem "sumienie," ponieważ i sumienie podlega prawu
postępu; przedstawiając jakgdyby całość wytworzonych przez ludzkość
pojęć i poglądów moralnych, odbija ono w sobie opinię powszechną
(publiczną) i, jako poczucie moralne - staje się stałym,
dziedzicznym przymiotem ludzi; pojedyńcza osoba może, ma się
rozumieć, roztrwonić ten cenny spadek, ale w rodzaju, w
postępującej linji ludzkości, sumienie będzie tylko zwiększać się i
rosnąć. Dla przykładu przypatrzmy się nieco przebiegowi życia
historycznego, chociażby tylko w naszym kraju. W czasach Haralda
Kędzierzawego panowie mogli mieć po kilka żon równoprawnych;
następnie, kiedy położono już koniec takiemu stanowi rzeczy, wciąż
jeszcze uznawaliśmy synów nałożnicy królewskiej, jako równoprawnych
z synami królowej pretendentów do tronu. Z biegiem czasu, fakt taki
stał się niemożliwym, ale w XVI i XVII wieku widzimy, że ludzie z
klas niższych, a nawet duchowni, nie wahają się oddawać na czas
jakiś córek swych królom i magnatom. Powoli i te obyczaje przeszły
do dziedziny wspomnień, lecz wystarczy przypomnieć orgie na
niektórych uroczystościach, zwłaszcza, podczas t. zw. "uczt
kiełbasianych"
, żeby zrozumieć, jak długo w
samej rzeczy trwały stare stosunki i obyczaje. Koniec ubiegłego
wieku i początek bieżącego wyróżniają się również takimi rysami,
które oburzyłyby współczesne sumienie publiczne; postęp więc
moralny jest widoczny.
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.