2
Jenny
Trzy tygodnie przed morderstwem
Olivia klapnęła swoim wąskim, kościstym tyłkiem na mój fotel i opuściła wielką torebkę od Herm?sa na podłogę. Jej długie, bujne, mahoniowe włosy omiotły moją twarz, kiedy niedbale odrzuciła je przez ramię. Dzięki mnie miały idealną ilość ciemnych i jasnych pasemek. Była ubrana w czerwony kombinezon, który eksponował jej wszystkie walory. Olivia zawsze nosiła coś czerwonego, czy to cały strój, czy odważny kolor na ustach, czy też przyciągający wzrok dodatek. Czerwień była jej kolorem mocy, płaszczem ochronnym. I nigdy nie była widziana w innych butach niż Louboutin z czerwoną podeszwą.
Narzuciłam na nią świeżo uprany fartuszek, a Olivia wpatrywała się w siebie w lustrze z czystym, całkowitym podziwem. Odwracała głowę z boku na bok, przyglądając się idealnie kształtnemu nosowi, przesadnie ostrzykniętym, pulchnym wargom i wysokim kościom policzkowym. Gdyby brązowowłose lalki Barbie zostały nadmuchane do ludzkich rozmiarów, wyglądałyby dokładnie jak Olivia. Widziałam, że była zadowolona ze swojego wyglądu, bo posłała sobie lekki uśmieszek, ukazując licówki tak jasne, że mogłyby konkurować ze stuwatową żarówką. Od lat zajmowałam się jej włosami, makijażem, paznokciami, woskowaniem, opalaniem, rzęsami i wieloma innymi rzeczami, i z biegiem czasu zauważyłam, że jej usta stawały się coraz wydatniejsze, kości policzkowe bardziej podkreślone, a skóra gładsza. Jak płyty tektoniczne, jej twarz bez przerwy ulegała zmianom.
- Co dzisiaj robimy? - zapytałam, delikatnie przeczesując grzebieniem jej miękkie włosy, i jednocześnie patrzyłam na nią w lustrze. Już wiedziałam, czego chciała, ale podstawowe zasady obsługi klienta nakazywały, by to zawsze on powiedział, czego sobie życzy. Więc czekałam na jej odpowiedź. Uniosła palec w moją stronę, jednocześnie pisząc zawzięcie na telefonie.
Olivia i ja byłyśmy przeciwieństwami w każdym calu. Podczas gdy jej włosy były długie i ciemne, moje miały barwę truskawkowego blondu, były falowane i opadały mi na ramiona. Jej rysy twarzy były ostre i wykrojone. Moje łagodne i zaokrąglone. Jej oczy miały bogaty kolor mlecznej czekolady. Moje były chłodno błękitne. Jej twarz była zupełnie gładka, a moja usiana piegami. Odłożyła telefon na kolana, zerknęła na mnie, a potem przeniosła wzrok na jedyną najważniejszą rzecz w życiu Olivii: Olivię.
- Odrost i podcięcie, będę też potrzebowała woskowania. Dean wraca dziś do domu. - W jej oku pojawił się błysk, a w głosie odrobina roztrzepania, jakby uczennica opowiadała o pierwszym zauroczeniu. Dean i Olivia Petrov byli małżeństwem od ponad dekady i zaskakiwało mnie, że nadal płonęło między nimi pożądanie. Choć z drugiej strony, toksyczne związki mają to do siebie, że mnóstwo w nich wzlotów i upadków.
- W takim razie musimy sprawić, że będziesz dla niego absolutnie idealna.
- Już jestem dla niego idealna - odcięła się.
Uśmiechnęłam się i przytaknęłam. Przez lata nauczyłam się, że to najlepszy sposób radzenia sobie z trudnymi klientami, a Olivia mogła nosić miano najtrudniejszej.
- Ale ty zawsze sprawiasz, że jestem jeszcze bardziej idealna - dodała.
Olivia miała prawdziwy talent do komplementowania siebie, zanim skomplementowała innych. Tak samo było z miłymi słowami i z obelgami. Dzięki niej stworzyłam termin "mobelga". Tak, jakby znalazła dla siebie specjalny, okrutny język. Nawet nie zdawałeś sobie sprawy, że ci ubliżała, bo słowa były owinięte jak prezent, razem z wstążeczką.
Najlepszą częścią mojej pracy było sprawianie, że kobiety czuły się dobrze same z sobą. Uwielbiałam sposób, w jaki ich twarze się rozświetlały, kiedy kończyłam pracę. "Blask piękna", tak właśnie lubiłam to nazywać, stąd właśnie nazwa mojego salonu, Glow Beauty Bar. Olivia była jedną z tych rzadkich klientek, które zawsze miały w sobie ten błysk, więc pracowanie nad nią nie było aż takie fajne, ale dawała dobre napiwki, a z samych jej zabiegów pielęgnacyjnych mogłam spłacać hipotekę na moim mieszkaniu nad salonem.
- Jakie macie z Deanem plany na dzisiejszy wieczór? - zapytałam.
Olivia podniosła wzrok znad telefonu.
- Trochę tego i trochę tamtego. - Puściła oczko.
Zawsze myślała, że jest taka enigmatyczna, ale jej wiadomości ujawniały dokładnie, co zamierzała robić. Przytaknęłam i wróciłam do mieszania farby.
- Uwielbiam twoje piegi, Jenny. Ale czy kiedyś rozważałaś używanie całkowicie kryjącego podkładu? - Wzrok Olivii przeskanował moją twarz.
Mobelga.
- Kiedyś to robiłam, ale piegi są w modzie - powiedziałam z uśmiechem. - Kobiety nawet sobie je teraz dorysowują.
Wzruszyła ramionami i wróciła do telefonu, przesuwając palcem po swoich mocno przerobionych zdjęciach na Instagramie.
- Skoro tak mówisz.
Chociaż bardzo cieszyło mnie to, jak obecnie prosperował mój interes, czasami myślałam sobie, że kiedyś było łatwiej. Nigdy nie musiałam radzić sobie z wymagającymi klientami. Otworzyłam Glow Beauty Bar pięć lat temu. Zawsze marzyłam o posiadaniu salonu z pełnym pakietem usług, ale sprawy nie miały się tak wyśmienicie, jak na to liczyłam. Zaczęłam z odpadającą farbą i mieszanką różnych mebli oraz starego wyposażenia, a na liście klientów miałam tylko starsze panie, które wstąpiły z ulicy. Męczyłam się dalej, aż pewnego dnia, jakieś trzy lata temu, Olivia przyszła do mojego salonu z sytuacją kryzysową z włosami. Najwidoczniej jej dotychczasowa fryzjerka przeniosła się do Nowego Jorku, więc spróbowała w innym salonie, w którym kompletnie spartaczyli farbowanie. Okazałam się jej wybawieniem. Rozpuściła wieści wśród swoich bogatych koleżanek, a mój salon zmienił się z ledwo prosperującego, taniego miejsca w studio urody z pełnym pakietem usług dla kobiet z wyższych sfer Buckhead. Dodałam dwa łóżka do opalania, maszynę do opalania natryskowego, strefę pedikiur i manikiur, pokój do woskowania, stanowisko do makijażu, poczekalnię oraz barek z szampanem i winem. Ogólnie mówiąc, dostarczałam im wszystko, czego chciały. Teraz obowiązuje tu lista oczekujących, by w ogóle zostać klientką, bo przyjmuję tylko dwadzieścia pięć pełnowymiarowych klientek. Przez pełnowymiarowe rozumiem to, że klientki deklarują się na przynajmniej osiem usług w miesiącu. Jeśli nie wypełnią tego minimum, zostają usunięte z listy klientek, a przynajmniej przeniesione na listę oczekujących. To bardzo ekskluzywne i bardzo drogie.
- Zamierzasz w najbliższym czasie dodać zabiegi na twarz? - Olivia pociągnęła za swoją skórę. Nie poruszyła się. Jej twarz nigdy się nie poruszała ze względu na częste dawki botoksu.
- Nie rozważałam tego - odparłam.
- I właśnie dlatego mnie potrzebujesz. Kogoś, kto spojrzy z szerszej perspektywy. Powinnaś zatrudnić kosmetyczkę. Niektóre z twoich klientek wkrótce zaczną bardzo potrzebować zabiegów przeciwko starzeniu, na przykład Shannon. - Olivia spróbowała unieść brew, ale jedynie przymrużyła oko.
Posłałam jej słaby uśmiech i skupiłam się z powrotem na jej włosach. Olivia uważała się za właścicielkę Glow. Niestety, była inwestorką, ale miałam nadzieję, że w ciągu trzech lat wykupię jej udziały. Miała zbyt wielkie wymagania. Byłam jej wdzięczna, że uratowała salon, ale w pewnym sensie wykorzystała go do poprawienia swojego statusu społecznego. To miejsce stało się ulubionym celem moich klientek, drugim domem z dala od posiadłości, w których mieszkały. Olivia i jej koleżanki traktowały je jak własny salon, prowadząc tu spotkania klubu książki, wieczory wina, umawiając się na plotki i posiedzenia komitetu.
Jej telefon zawibrował, podniosła go i od razu zaczęła zawzięcie pisać. Odczytywałam niektóre wiadomości, bo zaczęłam akurat nakładać farbę na odrosty. Kiedy moje klientki ze mną nie rozmawiały, dzwoniły do kogoś albo pisały. Zawsze bały się przegapić kolejną, gorącą ploteczkę. Trudno było nie zwracać uwagi, nie łączyć faktów, nie zastanawiać się, co działo się między tymi kobietami.
- To gdzie był Dean? - zapytałam.
Drugą najlepszą częścią mojej pracy były pogawędki z klientkami. Mówiły mi o wszystkim - czasami nieumyślnie, ale robiły to. Ich nadzieje, marzenia, porażki, zmartwienia, problemy, niepewności... wszystko. Naprawdę lubiłam je poznawać. Lubiłam czuć się choć odrobinę częścią ich życia, nawet jeśli nią nie byłam. Dzięki temu praca w mniejszym stopniu była pracą, miałam wrażenie, że po prostu spotykam się z nimi na co dzień. Byłam dobra w zadawaniu pytań, a jeszcze lepsza w słuchaniu. Nie znosiłam, kiedy uwaga skupiała się na mnie, więc to było dobre połączenie, ponieważ moje klientki uwielbiały mówić, zwłaszcza o sobie.
- Och... mmm... w zasadzie, nie jestem pewna - powiedziała. - Czasami jest jak bezpański pies. Nie mogę za nim nadążyć - dodała ze śmiechem.
Olivia i Dean byli dwójką najbardziej wpływowych i najpotężniejszych osób w Buckhead, więc dla nich liczyło się tylko utrzymanie pozorów. Chociaż znałam ją od trzech lat, nie miałam pojęcia, czym zajmował się Dean, i przypuszczam, że ona również tego nie wiedziała. Dopóki dostawała swoją działkę, zapewne jej to nie obchodziło. Plotka głosiła, że zajmował się jakimiś ciemnymi interesami związanymi z przemytem, ale gdyby go zapytać, powiedziałby, że to tylko łańcuch dostaw.
- A mówiąc o bezpańskich psach, jest jakiś w twoim życiu? - Uśmiechnęła się.
Nadal malowałam jej odrost drogą farbą, która pachniała amoniakiem. Większość ludzi nie przepadała za tym zapachem, ale ja tak. Podnosił mnie na duchu.
- Nie, żaden. Ten salon jest moim życiem. - Rozejrzałam się, obejmując wzrokiem wszystko wkoło.
Po pięciu latach od otwarcia Glow jest teraz czysty i nowoczesny, wszędzie są podłogi z twardego drewna, świetne oświetlenie oraz najnowszy i najdroższy sprzęt. Są też czarne, atłasowe zasłony od podłogi po sufit, oddzielające recepcję od reszty salonu. Nikt nie przechodzi przez nie, chyba że jest klientem lub pracownikiem. Osoby niebędące klientami mówią o tym miejscu jak o sali tronowej w pałacu Buckingham.
- Och, skarbie. Nie możesz pozwolić, żeby budynek był całym twoim życiem - powiedziała ze śmiechem. - A z moich ust to wiele mówi. Ja zaprzedałabym duszę za Crocodile Birkin. Och, ale ty pewnie nie wiesz, co to jest, ale to nawet lepiej. Musisz skupiać się na prostszych rzeczach.
Mobelga.
Posłałam jej wymuszony uśmiech i zaczęłam przycinać jej końcówki. Robiłam to zaledwie w ubiegłym tygodniu, więc w zasadzie nie było takiej potrzeby, ale to ona miała czarną kartę American Express. Jej telefon znowu zabrzęczał, a ja opuściłam wzrok i zauważyłam, że to wiadomość od kogoś nazwanego Kryzys Wieku Średniego Bryce'a.
- Wybacz, Jenny. Zupełnie zapomniałam, że mam dzisiaj lunch z dziewczynami. Ile to zajmie? - Szybko zakołysała stopą.
- Włosy trzydzieści minut, ale wosk zajmie kolejne trzydzieści.
- Cóż, w takim razie będziemy musiały odpuścić wosk. Muszę zaprzyjaźnić się z nową żoną. - Jej głos ociekał sarkazmem.
- Nową żoną?
- Crystal Madison, nowa żona Bryce'a... gdybyś mnie pytała, to zdecydowanie lepsza wersja Shannon. - Uśmiechnęła się pod nosem.
- Tak, słyszałam, że Bryce zostawił Shannon dla młodszej kobiety. Niedawno wzięli ślub, prawda?
Bryce był amerykańskim kongresmenem, pracował w komisji do spraw handlu. Pogłoski o niewierności krążyły już dwa miesiące przez zakończeniem jego kampanii reelekcyjnej i ledwo udało mu się ponownie zdobyć mandat. Zaraz po tym zostawił Shannon i ożenił się z Crystal, wciskając przy tym prasie, że tkwił w małżeństwie bez miłości, a teraz odnalazł prawdziwe uczucie. Zakładałam, że wszystko to dobrze zaplanował, żeby dać sobie czas na poprawę wizerunku przed następnymi wyborami.
- Poznałaś już Crystal? - Rzuciła mi spojrzenie w lustrze.
- Nie, jeszcze nie miałam przyjemności. - Potrząsnęłam głową.
- Pewnie nie będziesz miała, prawdziwa z niej wieśniaczka - powiedziała lekko przez nos. Olivia zawsze starała się ukryć przeciąganie samogłosek charakterystyczne dla akcentu z Georgii pod jakąś dziwną kombinacją manhattańskiego Upper West Side i środkowozachodniego stylu prezentera wiadomości, ale raz na jakiś czas jej wiejski styl wychodził na powierzchnię, ku jej ogromnemu przerażeniu.
- Nie pasuje do splendoru Buckhead? - Przeczesałam końcówki włosów Olivii i sprawdziłam czas do zmycia farby.
Buckhead to zamożna dzielnica Atlanty. Nie wydaje się tak szykowna z toporną nazwą Buckhead, ale żeby dać wam jakiś obraz, przeciętny dom kosztuje 800 000 dolarów. Jest znane jako "Beverly Hills wschodu".
- Ani trochę. Nie zrozum mnie źle. Jest piękna, wygląd w stylu Jessiki Simpson. Ale nie sądzę, żeby została twoją regularną klientką. Zbyt naturalna i świeża jak na mój gust, do tego bardzo młoda, około dwudziestu pięciu lat. - Olivia wywróciła oczami. Nie lubiła młodych kobiet, bo sama już taka nie była. Nigdy nie będzie jedną z tych, które starzeją się z gracją. Będzie walczyła do ostatniej kropli krwi.?- Dużo młodsza od Bryce'a - zauważyłam.
- Och, tak. To chyba najbardziej rozwścieczyło Shannon. Wiesz, mąż przehandlował ją za młodszą kobietę. Ale Bryce'owi w głowie tylko handel - powiedziała Olivia znacząco i zachichotała.
- Założę się, że to nie było dla niej łatwe. Jak się trzyma? - Pokazałam Olivii, żeby przesiadła się do zlewu. Zrobiła to i odchyliła się, a ja delikatnie wypłukałam jej włosy.
- Nie wiem. Mam to gdzieś - odparła nonszalancko.
- Przecież jesteście przyjaciółkami - powiedziałam trochę głośniej, żeby nie zagłuszył mnie szum wody. Zaskoczyło mnie, że Olivia nie zajrzała do Shannon po wszystkim, co przeszła.
- Poprawka: byłyśmy przyjaciółkami. Muszę się od tego zdystansować. Shannon jest w tym mieście tonącym statkiem. Jasne, ma alimenty, ale Bryce posiada władzę i wpływy.
Otworzyłam szeroko oczy, przetwarzając to, co powiedziała. Olivia i Shannon były blisko, więc dowiedzenie się, że już tak nie jest, ponieważ mąż zostawił tę drugą, było prawdziwym szokiem. W tamtej chwili zrozumiałam, że coś jest nie w porządku. Równowaga w grupie nie była już taka sama. Jakby wiatr ucichł i niebo stało się jasne jak przed burzą.
W tym miesiącu jeszcze nie widziałam Shannon, niewiele brakowało do usunięcia jej z listy klientek. Zostało jej siedem dni na osiem zabiegów i chociaż zamierzałam dać jej trochę więcej czasu, Olivia widocznie chciała się jej pozbyć. Odnotowałam sobie w pamięci, żeby po południu zadzwonić do Shannon z przypomnieniem.
- Przykro mi to słyszeć. Szkoda mi jej - stwierdziłam.
- Mnie nie. Shannon i tak nigdy nie była zbyt miłą osobą. Zawsze zachowywała się wobec mnie okropnie i praktycznie musiałam ją zmusić, żeby została twoją klientką. Uważała, że to miejsce jest poniżej jej... - Olivia pokręciła nosem.
Zmarszczyłam lekko brwi, osuszając włosy Olivii ręcznikiem.
- Och, nie przejmuj się tym za bardzo. Shannon po prostu jest klasyczną suką. - Olivia machnęła ręką lekceważąco.
- Nie przejmuję się. Wiele przeszła. - Odprowadziłam Olivię z powrotem do stanowiska fryzjerskiego.
- Cóż, jej czas już minął i nie byłoby dobrze dla interesu trzymanie jej tutaj. Jest tylko przypomnieniem tego, jak nisko potężni mogą upaść. To naprawdę smutne. - Olivia wyjęła telefon i zaczęła przeglądać tysiące swoich selfie, podczas gdy ja suszyłam jej włosy.
Byłam lojalna wobec klientek, nawet tych najgorszych. Nigdy nie przeszkadzało mi słuchanie o dramatach wśród kobiet. Rozumiałam, że ludzie muszą czasem dawać upust emocjom i nie wszyscy dogadują się przez cały czas, ale nigdy nie chciałam być wciągnięta w środek tego. Słuchałam, ale nie uczestniczyłam. Jednak taki właśnie jest problem z dramatami: czasem w nich uczestniczysz, nawet jeśli nie chcesz.
Olivia napisała wiadomość do grupy o nazwie Fundacja Kobiet Buckhead. Odczytywałam słowa, kiedy jej kościste palce przesuwały się po klawiszach. Sprawy miały się naprawdę skomplikować.
Dzwonek przy drzwiach zadzwonił akurat w chwili, gdy przeczesywałam palcami włosy Olivii. Były idealne. Objętość i blask sprawiały, że wyglądała, jakby właśnie wyszła z reklamy szamponu.
- Proszę przejść do tyłu - powiedziała Mary, recepcjonistka.
Olivia wstała i jeszcze raz przyjrzała się sobie w lustrze, zrobiła dzióbek i upewniła się, że wszystkie pasma znajdowały się na miejscu.
Zza zasłony wyłoniła się Karen Richardson. Lojalna klientka, luksusowa prawniczka od nieruchomości i bliska przyjaciółka Olivii - cóż, na tyle, na ile to możliwe w Buckhead. Miała sięgające do ramion rude włosy, których barwa przypominała żarzące się węgielki na dnie ogniska. Była chuda i drobna, bez grama tłuszczu. Z wklęsłymi policzkami, płaską, szeroką szczęką i uśmiechem z całym wachlarzem zębów wyglądała bardziej jak modelka z wybiegu niż pośredniczka.
Karen odezwała się do Olivii:
- Zwołałaś właśnie nadzwyczajne spotkanie komitetu?
Olivia odwróciła się do Karen, jej włosy teatralnie śmignęły nad ramieniem.
- Tak. Ale nie martw się, nie potrwa długo.
- A dlaczego w restauracji, a nie tutaj?
- Uznałam, że tak będzie łatwiej, skoro potem spotykamy się na lunchu z kryzysem wieku średniego Bryce'a. - Olivia uśmiechnęła się lekko.
Karen westchnęła i zawahała się przez chwilę, jakby próbowała wyczytać coś z Olivii.
- Z jakiego powodu jest to spotkanie? - zapytała, kładąc dłoń na biodrze.
- Dowiesz się, jak przyjdziesz.
Olivia odwróciła się do mnie.
- Dziękuję ci bardzo, Jenny. Jesteś najlepsza! - Delikatnie ucałowała mnie w oba policzki, podniosła torebkę z podłogi, podała mi studolarowy banknot jako napiwek i wyszła, błyszcząc, i o to chodziło.
- Czasami przesadza. - Karen potrząsnęła głową i przyglądała się, jak Olivia opuszcza salon.
- Ale nie zawsze - odparłam z uśmiechem. Utrzymywanie spokoju również było częścią mojej pracy i poniekąd jednym z moich najważniejszych obowiązków.
- Możemy? - Wskazałam ręką na tył pomieszczenia i podeszłyśmy do pokoju z opalaniem natryskowym.
Karen szybko rozebrała się do naga. Nie było żadnej niezręczności, ponieważ opalałam ją w ten sposób już przynajmniej sto razy, więc stało się to naszą rutyną. Znałam jej ciało lepiej niż własne. Każdy pieg. Każdą bliznę.
- Dzisiaj twój wielki dzień. Nadzwyczajne spotkanie komitetu i lunch z paniami.
- Boże. Nie przypominaj mi. - Karen westchnęła zirytowana.
Uśmiechnęłam się szeroko. Karen odpowiedziała tym samym, gdy kontynuowałam nakładanie na jej mlecznobiałą skórę delikatnie brązowego koloru.
- Nie jestem pewna, co planuje Olivia, ale to z pewnością nic dobrego. Słyszałaś o Crystal, prawda?
Przytaknęłam.
- Jeszcze nie spotkałam jej osobiście. Ale witając ją, czuję, jakbym zdradzała Shannon.
- Rozmawiałaś o tym z Shannon?
- Tak, ale nie o Crystal. Shannon jest w rozsypce, więc nawet nie wspomniałam o tym lunchu z Olivią. - Karen odwróciła się na bok akurat w chwili, gdy skończyłam spryskiwać przód.
- Może powinnaś z nią o tym porozmawiać. To znaczy z Shannon.
- Powinnam, ale jeśli będzie miała z tym problem, niewiele mogę zrobić. - Karen odwróciła się, żebym mogła kontynuować na plecach. - Mam interes, który muszę prowadzić, i robię to profesjonalnie. Rozumiesz to?
Przytaknęłam, bo rozumiałam lepiej niż ktokolwiek. Karen nie była jak inne żony. Miała małego syna i nie polegała na mężu w kwestiach finansowych, chociaż jako chirurg plastyczny zarabiał krocie. Ale Karen zbudowała imperium pośrednictwa nieruchomości od podstaw i odniosła taki sukces, że miała pod sobą cały zespół, więc jedyne, co musiała robić, to pojawiać się na koniec, żeby zamknąć umowę.
- Ale oczywiście musimy powitać Crystal w naszych kręgach, ponieważ jest żoną Bryce'a, a w tym mieście wszystko rozbija się o to, kogo znasz, w co się ubierasz, jak wyglądasz oraz ile masz pieniędzy i władzy. - Karen westchnęła.
- Nie musisz mi przypominać. - Zaśmiałam się.
- Och przestań. - Poklepała mnie po ramieniu. - Ty jesteś w tym mieście dziewczyną, która ma "to coś".
- Tyle że nikt o tym nie wie. - Uśmiechnęłam się krzywo i podałam jej ręcznik.
- Och, skarbie, ale dowiedzą się.