Jeden rok, jeden dzień - Bibi von Braut

Kup ebooka

29.99 zł
26.09 zł (24,89 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Kola­cja

Mia wpa­try­wała się z osłu­pie­niem w matkę. To, co wła­śnie od niej usły­szała, było tak absur­dalne i nie­do­rzeczne, że nie wie­działa, czy ma się roze­śmiać, czy może jed­nak obra­zić. Naj­bar­dziej prze­ra­ża­jące było jed­nak to, że matka mówiła cał­kiem poważ­nie.

- To jakaś kpina? - spy­tała po chwili.

Kor­ne­lia Sydow spoj­rzała na nią bez cie­nia uśmie­chu.

- Ni­gdy i ni­gdzie nie znaj­dziesz lep­szej par­tii. Ale­xan­der jest marze­niem nie­mal wszyst­kich kobiet w prze­dziale od osiem­na­stu do osiem­dzie­się­ciu lat.

- Bar­dzo zabawne. Czyli rozu­miem, że ty rów­nież na niego lecisz?

Kor­ne­lia zmarsz­czyła brwi.

- Nie musisz być wul­garna. Ale­xan­der jest wyraź­nie tobą zain­te­re­so­wany, chyba warto wziąć to pod uwagę?

Mia zaci­snęła usta.

- Mię­dzy wzię­ciem cze­goś pod uwagę a zamąż­pój­ściem jest jesz­cze daleka droga, nie uwa­żasz?

Matka wzru­szyła ramio­nami.

- Możesz wie­rzyć w bajki lub stać się ich czę­ścią. Wybór należy do cie­bie.

- Z tego, co zro­zu­mia­łam, nie bar­dzo mam jaki­kol­wiek wybór.

Kor­ne­lia Sydow mach­nęła ręką.

- Ta roz­mowa nie ma sensu. Idź do sie­bie, uspo­kój się, prze­myśl wszystko i zejdź o dwu­dzie­stej na kola­cję.

- Rozu­miem, że mam być grzeczna?

Matka rzu­ciła jej zimne spoj­rze­nie.

- Wystar­czy, że będziesz roz­sądna.

Mia odwró­ciła się i pobie­gła na górę do pokoju. To, co wła­śnie się wyda­rzyło, było kon­se­kwen­cją wczo­raj­szego spo­tka­nia matki z Ale­xan­drem Boschem, cho­ler­nym milio­ne­rem, który mógł sobie kupić dosłow­nie wszystko. Naj­wy­raź­niej rów­nież Mię, a już z całą pew­no­ścią jej matkę. Ich rodziny znały się od dawna, to fakt, ale nikt ni­gdy nie wspo­mi­nał o jakiejś pie­przo­nej trans­ak­cji pole­ga­ją­cej na aran­żo­wa­nym mał­żeń­stwie! W dzi­siej­szych cza­sach? W cen­trum Europy?

Mia roze­brała się do naga i wsko­czyła pod gorący prysz­nic, zupeł­nie jakby chciała z sie­bie zmyć tę idio­tyczną roz­mowę z matką. Pro­blem pole­gał jed­nak na tym, że kiedy Kor­ne­lia wbiła sobie coś do głowy, trudno ją było od tego odwieść. Cie­kawe, czyj to był pomysł? Jej czy Ale­xan­dra? Nie prze­pa­dała za nim, bo wyda­wał jej się zbyt pewny sie­bie i aro­gancki. Pocho­dził z boga­tej rodziny, jed­nak dopiero jemu udało się wie­lo­krot­nie pomno­żyć mają­tek i dopro­wa­dzić do tego, że firma jego ojca i dziadka stała się nume­rem jeden branży logi­stycz­nej na nie­miec­kim rynku. Może i miał smy­kałkę do inte­re­sów, ale sta­now­czo nie miał wie­dzy, jak należy zdo­być kobietę. Pie­nią­dze to nie wszystko, nawet tak ogromne. Zresztą Mia rów­nież nie nale­żała do śred­niej klasy spo­łecz­nej. Jej ojciec był wła­ści­cie­lem ogrom­nej firmy budow­la­nej spe­cja­li­zu­ją­cej się w zabu­do­wie sze­re­go­wej. Zamó­wień i zle­ceń miał wię­cej niż Święty Miko­łaj w Boże Naro­dze­nie. Więc skąd to nagłe par­cie, żeby Mia wyszła za Ale­xan­dra? Czy działo się coś, o czym nie wie­działa?

Tak naprawdę to nie miała naj­lep­szych wspo­mnień, jeśli cho­dziło o Ale­xan­dra. W dzie­ciń­stwie zawsze trak­to­wał ją z góry, ow­szem był od niej o kilka lat star­szy, ale to nie upo­waż­niało go chyba do takiego trak­to­wa­nia młod­szej kole­żanki. Kie­dyś zamknął ją w sza­fie i powie­dział, że wypu­ści dopiero wtedy, kiedy zgo­dzi się na jego pro­po­zy­cje zabawy.

- Ale ja nie chcę! - Mia ude­rzała pię­ściami w drzwi, jed­nak Ale­xan­der nic sobie z tego nie robił.

Innym razem wepchnął ją do basenu i nie pozwo­lił wyjść, dopóki nie poca­łuje go w poli­czek. I tak było za każ­dym razem. Jakieś głu­pie nakazy, żąda­nia i sta­wia­nie na swoim. Kiedy byli nasto­lat­kami, ich drogi tro­chę się roze­szły - on wyje­chał do pre­sti­żo­wej szkoły w Mona­chium, a ona została w Ber­li­nie. I, szcze­rze mówiąc, w ogóle o nim nie myślała. A jed­nak znowu poja­wił się w jej życiu i od tego czasu zaczęła odno­sić wra­że­nie, że cze­goś od niej chce. Jak zawsze.

Ale czy naprawdę musiało się to skoń­czyć ślu­bem? Kto wpadł na ten absur­dalny pomysł i dla­czego?

Nie miała naj­mniej­szej ochoty na dzi­siej­sze spo­tka­nie. Ale ni­gdy tak naprawdę nie umiała posta­wić się matce. Na pewno jed­nak nie zgo­dzi się na mał­żeń­stwo z face­tem, któ­rego nie kocha! Co wię­cej - któ­rego nawet nie lubi! Wytarła ciało szorst­kim ręcz­ni­kiem, aż skóra mocno się zaró­żo­wiła, a potem wma­so­wała w nie bal­sam o deli­kat­nym zapa­chu gruszki i wani­lii. Długo zasta­na­wiała się, w co się ubrać. Nie chciała wyglą­dać na prze­sad­nie wystro­joną, ale nie mogła też wło­żyć wygod­nego dresu. Matce z pew­no­ścią by się to nie spodo­bało. Osta­tecz­nie posta­wiła na białą mary­narkę Cha­nel, do któ­rej dobrała popie­laty top, prze­ty­kany sre­brzy­stą nitką oraz czarną, pli­so­waną spód­nicę od Micha­ela Korsa. Była ele­gancka, ale nie kokie­te­ryjna, i o to wła­śnie cho­dziło.

O zacho­wa­nie dystansu.

Miała dwa­dzie­ścia dwa lata i na­dal miesz­kała w ogrom­nej willi z rodzi­cami. Szcze­rze mówiąc, nie miała żad­nego powodu, żeby się stąd wypro­wa­dzać. Do dys­po­zy­cji dostała całe dru­gie pię­tro, na któ­rym znaj­do­wała się nie tylko jej sypial­nia z salo­nem łazien­ko­wym, lecz także wielka gar­de­roba i pry­watna siłow­nia. Mia czuła się tu swo­bod­nie, a obec­ność rodzi­ców w niczym jej nie prze­szka­dzała. Dopiero dziś po raz pierw­szy odczuła, że może lepiej byłoby miesz­kać samej i rów­nież samej podej­mo­wać wszel­kie decy­zje. Pro­blem pole­gał na tym, że i tak pozo­sta­wa­łaby na utrzy­ma­niu rodzi­ców. Kiedy zdała maturę, pomy­ślała, że zapi­sze się na stu­dia, jed­nak dość szybko doszła do wnio­sku, że nie ma ochoty na dal­szą naukę. Ojciec zapro­po­no­wał jej pracę w fir­mie, ale to rów­nież szybko jej się znu­dziło, cho­ciaż była cał­kiem dobra, jeśli cho­dziło o finanse, eko­no­mię i zarzą­dza­nie. Tyle że na razie wolała żyć bez­tro­sko i bez żad­nych zobo­wią­zań. Nie robiła nic poza miłym spę­dza­niem czasu. Teraz dotarło do niej, że to był jed­nak błąd. Zde­cy­do­wa­nie powinna być nie­za­leżna i sta­no­wić sama o sobie. Być może wtedy nikt nie decy­do­wałby za nią, za kogo ma wyjść za mąż!

Upięła jasne dłu­gie włosy w kok, zało­żyła maleń­kie dia­men­towe kol­czyki w kształ­cie pro­sto­pa­dło­ścia­nów oraz złoty łań­cu­szek z pasu­ją­cym wisior­kiem. Przej­rzała się w lustrze i doszła do wnio­sku, że wygląda po pro­stu dobrze. Drogo, kla­sycz­nie i bar­dzo ele­gancko. Spodoba się zarówno matce, jak i Ale­xan­drowi, no, chyba że facet woli sty­li­za­cję na wyzy­wa­jącą dziwkę. Z milio­ne­rami ni­gdy nic nie wia­domo. Nawet takimi, któ­rych zna się od małego.

Kiedy zeszła na dół, Ale­xan­der wła­śnie witał się z jej rodzi­cami. Przyj­rzała mu się ukrad­kiem. Z całą pew­no­ścią był cho­ler­nie przy­stojny i dobrze zbu­do­wany. Zmie­nił się od ostat­niego razu, kiedy go widziała. Naj­wy­raź­niej spę­dzał wię­cej czasu na siłowni i chyba korzy­stał z porad dobrego sty­li­sty. Kiedy był dziec­kiem, ubie­rał się zawsze w ciu­chy firm Nike lub Puma i nosił złote adi­dasy. Zde­cy­do­wa­nie odszedł od tam­tych przy­zwy­cza­jeń i zmie­nił styl.

Nic dziw­nego, że kochało się w nim pół Ber­lina, a dru­gie pół pota­jem­nie do niego wzdy­chało. Był wysoki, umię­śniony, miał ciemne gęste włosy i cze­ko­la­dowe oczy. Dwu­dniowy zarost tylko doda­wał mu uroku. Ale Mia dosko­nale wie­działa, co kryje się za tą atrak­cyjną fasadą. Aro­gancki typ, któ­remu wyda­wało się, że może dostać wszystko, co tylko będzie chciał. Bo taki wła­śnie miał kaprys. Wiele sły­szała o tym, jakim jest part­ne­rem w biz­ne­sie, i zde­cy­do­wa­nie nie chcia­łaby wejść mu w drogę. Facet zawsze sta­wiał na swoim.

Nie­do­cze­ka­nie!

- Mio, miło cię widzieć - bły­snął w jej kie­runku nie­ska­zi­tel­nym uśmie­chem i podał jej małe pude­łeczko. - Taki dro­biazg z oka­zji naszej wspól­nej kola­cji - ukło­nił się.

Przy­gry­zła wargę. Pude­łeczko może i było małe, za to jego zawar­tość z całą pew­no­ścią nie nale­żała do skrom­nych. Naszyj­nik w kształ­cie łezki, z cał­kiem oka­za­łym bry­lan­tem. Oczy­wi­ście od Car­tiera.

Ski­nęła głową i spró­bo­wała miło się uśmiech­nąć, choć przy­szło jej to z dużym tru­dem.

- Pięk­nie wyglą­dasz - dodał jesz­cze Ale­xan­der i dotknął jej ple­ców.

Wzdry­gnęła się. Jego gest był zde­cy­do­wa­nie zbyt natar­czywy i zanadto śmiały. Zupeł­nie jakby już do niego nale­żała. Pod­czas kola­cji trudno było jej cokol­wiek prze­łknąć. Ale­xan­der zacho­wy­wał się tak, jakby już byli parą, co kom­plet­nie wytrą­cało ją z rów­no­wagi. Mówił do niej "kocha­nie" i "moja piękna", a Mia zupeł­nie nie wie­działa, jak na to zare­ago­wać. Naj­chęt­niej wsta­łaby od stołu i ucie­kła do sie­bie na górę, ale tego wła­śnie zro­bić nie mogła.

O co w tym wszyst­kim cho­dzi?, zacho­dziła w głowę. Matka była zaska­ku­jąco wylewna i co chwila przy­mil­nie się uśmie­chała, a ojciec cały czas pod­kre­ślał, że czego Ale­xan­der się nie dotknie, prze­mie­nia się w złoto.

W końcu nie wytrzy­mała, wstała od stołu i prze­pro­siła wszyst­kich.

- Zaraz wra­cam - zmu­siła się do uśmie­chu i czym prę­dzej pobie­gła w stronę łazienki. Musiała cho­ciaż przez moment pobyć sama.

Kiedy roz­le­gło się puka­nie do drzwi, zaci­snęła pię­ści.

- Mamo, odejdź pro­szę. Chyba mam prawo do chwili intym­no­ści?

- To nie matka, to ja - usły­szała cichy głos ojca.

Otwo­rzyła drzwi i wpu­ściła go do środka.

Ste­phan Sydow był wyso­kim męż­czy­zną, cho­ciaż teraz wyda­wał się Mii jakiś mały i zagu­biony. Chyba ni­gdy nie widziała go w takim sta­nie. Nie uśmie­chał się, tylko patrzył na nią jakoś smutno.

- Tato, co jest? - zanie­po­ko­iła się.

Ojciec ciężko wes­tchnął, a potem oparł się o ścianę i splótł dło­nie na brzu­chu.

- Mio, muszę ci o czymś powie­dzieć... Wiem, że nie podoba ci się pomysł poślu­bie­nia Alexa, cho­ciaż to dobry i pra­co­wity chło­pak - zaczął powoli.

I straszny buc, pomy­ślała Mia, ale nie ode­zwała się sło­wem.

- Ten pomysł, żeby was ze sobą zeswa­tać... wiem, że wydaje ci się idio­tyczny i sta­ro­świecki. Pro­blem polega jed­nak na tym, że potrze­bu­jemy jego pomocy.

- Słu­cham? - zdu­miała się Mia.

Ojciec spu­ścił głowę.

- W ostat­nich mie­sią­cach stra­ci­łem grube miliony. Tra­fi­łem na inwe­stora oszu­sta i, nie­stety, dałem się podejść jak dziecko. Sam nie wiem, jak to się stało, ale dzi­siaj firma ma długi.

Mia słu­chała tego z osłu­pie­niem. Ojciec ni­gdy na nic się nie skar­żył, nie podej­rze­wała nawet, że mogło być aż tak źle. Tylko jaki to miało zwią­zek z nią i Ale­xan­drem... Czyżby?

- Tato, rozu­miem, że to ma być trans­ak­cja wią­zana? - aż zasło­niła usta ręką. - Ale­xan­der wam pomoże, pod warun­kiem że zgo­dzę się zostać jego żoną?

Ojciec spu­ścił głowę.

- Nie wie­rzę... Prze­cież to wygląda tak, jak­by­ście chcieli mnie sprze­dać! - krzyk­nęła.

Ojciec dotknął jej ramie­nia.

- Chyba fak­tycz­nie to cho­ler­nie głupi pomysł, Mio. Matka pró­bo­wała mnie prze­ko­nać, że prze­cież zna­cie się z Ale­xem od dawna i z całą pew­no­ścią przy­pad­nie­cie sobie do gustu. W końcu jako dzieci kąpa­li­ście się w jed­nym base­nie. Ale teraz widzę, że ty wcale tego nie chcesz. Posłu­chaj, abso­lut­nie nie mam zamiaru cię do niczego zmu­szać. Zapo­mnij o tej roz­mo­wie, a ja sobie z całą pew­no­ścią jakoś pora­dzę - dodał, pró­bu­jąc się uśmiech­nąć, choć słabo mu to wyszło.

Kiedy wró­cili do stołu, Ale­xan­der spoj­rzał na nią pyta­jąco.

- Zapewne wiesz, w jakim celu się tu spo­tka­li­śmy, prawda? - puścił do niej oko.

Nie zare­ago­wała. Nało­żyła na talerz zimny już kawa­łek mięsa i udała, że jest cał­ko­wi­cie pochło­nięta jedze­niem.

Ojciec odchrząk­nął i zwró­cił się do Ale­xan­dra.

- Wiesz, mój drogi, to chyba nie był naj­lep­szy pomysł. O takich spra­wach Mia powinna decy­do­wać sama, a ja nie mam żad­nego prawa, żeby ją do cze­go­kol­wiek zmu­szać. Prze­pra­szam cię, to wszystko było po pro­stu nie­prze­my­ślane.

Kor­ne­lia Sydow zaci­snęła usta. Widać było, że chce coś powie­dzieć i siłą woli się powstrzy­muje. Ale­xan­der z kolei zmru­żył oczy i poło­żył rękę na dłoni Mii. Pró­bo­wała się wyrwać, jed­nak był od niej sil­niej­szy.

- Ale ja nie odpusz­czę. Kiedy posta­na­wiam, że coś zdo­będę, to tak wła­śnie się dzieje. Mia znaj­duje się na pierw­szym miej­scu mojej listy prio­ry­te­tów. Chciał­bym, żeby została moją żoną, i zro­bię wszystko, żeby tak wła­śnie się stało.

- Nie mogę jej do niczego zmu­sić - powtó­rzył Ste­phan Sydow, marsz­cząc czoło.

- Oczy­wi­ście, że nie - roze­śmiał się Ale­xan­der. - Nikt nie ma takiego zamiaru. Po pro­stu zro­bię wszystko, żeby to była wyłącz­nie decy­zja Mii. Co ty na to, księż­niczko?

Mia popa­trzyła mu pro­sto w oczy, a potem spo­koj­nie wło­żyła do ust kolejny kęs mięsa i zaczęła go prze­żu­wać. Ta kola­cja zde­cy­do­wa­nie nie nale­żała do uda­nych. Ale przy­naj­mniej ojciec stał po jej stro­nie.

Spo­tka­nie

Następ­nego dnia obu­dziła się z ogrom­nym bólem głowy. Cała ta sytu­acja wyda­wała jej się nie­smaczna i zde­cy­do­wa­nie mało roman­tyczna. Nie tak wyobra­żała sobie przy­szłego narze­czo­nego i ewen­tu­alne roz­mowy o ślu­bie. Zawsze wyda­wało jej się, że przede wszyst­kim trzeba się w kimś zako­chać, spró­bo­wać wspól­nego życia, a potem decy­do­wać, co dalej. Rozu­miała, że ojciec wpadł w kło­poty finan­sowe, nie rozu­miała jed­nak, dla­czego to ona miała być klu­czem do ich roz­wią­za­nia. Chyba ist­nieją inne metody niż wpy­cha­nie córki w łapy jakie­goś faceta, nawet jeśli jest przy­stojny i bogat­szy od dia­bła. Dobrze, że ojciec w porę to zro­zu­miał.

Znacz­nie gorzej było z matką.

Kiedy Mia zeszła do salonu na śnia­da­nie, Kor­ne­lia Sydow posłała jej znie­sma­czone spoj­rze­nie na dzień dobry.

- Rozu­miem, że cię zawio­dłam? - spy­tała obo­jęt­nym gło­sem Mia.

Matka się­gnęła po grzankę i kon­fi­turę z gorz­kich poma­rań­czy.

- Pra­gnę ci tylko uświa­do­mić, że miłość to nie są wyłącz­nie motyle w brzu­chu i nie­prze­spane noce. To rów­nież rachunki do zapła­ce­nia oraz wewnętrzny spo­kój. A ten wbrew temu, co się mówi, dają przede wszyst­kim pie­nią­dze. Dużo pie­nię­dzy - ode­zwała się po chwili.

Mia z nie­do­wie­rza­niem pokrę­ciła głową.

- Ale cho­dzi ci teraz o moje bez­pie­czeń­stwo czy twoje? - spoj­rzała na matkę pyta­jąco.

Kor­ne­lia Sydow nie­znacz­nie wzru­szyła ramio­nami.

- O jedno i dru­gie. Pozwól, że coś ci wyja­śnię. Życie składa się z wielu kom­pro­mi­sów, a naszym zada­niem jest wybrać naj­lep­sze z nich. W tym celu jed­nak należy myśleć i patrzeć przy­szło­ściowo. Co będzie dla nas naj­lep­sze? Chwi­lowa przy­jem­ność i zauro­cze­nie kimś, kto na pierw­szy rzut oka wyda nam się cudowny, czy pewna sta­bi­li­za­cja u boku praw­dzi­wego męż­czy­zny?

- Chwila - prze­rwała ten wywód Mia. - Czyli praw­dziwy męż­czy­zna to tylko ten, który posiada kapi­tał?

Matka par­sk­nęła śmie­chem.

- A ty myślisz, że w cza­sach kamie­nia łupa­nego było ina­czej. Naj­bar­dziej pożą­da­nym part­ne­rem był ten, który potra­fił przy­wlec do jaskini zabi­tego mamuta. Dzi­siaj odpo­wied­ni­kiem mamuta jest forsa. Bo to ona daje bez­pie­czeń­stwo.

- A ty? Wyszłaś za tatę z miło­ści czy z wyra­cho­wa­nia?

Kor­ne­lia zmru­żyła oczy.

- Ja dosko­nale prze­wi­dzia­łam przy­szłość. Twój ojciec bar­dzo mi się podo­bał, rów­nież dla­tego, że miał smy­kałkę do inte­re­sów. Wie­dzia­łam, że daleko zaj­dzie.

Mia pokrę­ciła z nie­do­wie­rza­niem głową.

- Czyli jed­nak kal­ku­la­cja. Pro­blem polega na tym, że Ale­xan­der nie podoba mi się ani tro­chę. Nie lubię go. Jest aro­gancki, wład­czy i zbyt pewny sie­bie.

- Ale za tobą sza­leje.

Mia wybuch­nęła śmie­chem.

- Nie, mamo. On po pro­stu sobie mnie upa­trzył i doszedł do wnio­sku, że będę ład­nie wyglą­dać u jego boku. A ponie­waż dosko­nale zdaje sobie sprawę, że nie mdleję na jego widok, zapro­po­no­wał wam układ. Gdyby naprawdę mnie kochał, pomógłby ojcu bez względu na moją odpo­wiedź.

Matka nie odpo­wie­działa, tylko w mil­cze­niu prze­żu­wała grzankę.

Mia nalała kawy do fili­żanki.

- Nie kocham go i bar­dzo wąt­pię, że kie­dy­kol­wiek to nastąpi. To, że znamy się od dzie­ciń­stwa, o niczym jesz­cze nie świad­czy. Ni­gdy tak naprawdę go nie lubi­łam. Już jako dziecko był zaro­zu­mial­cem i nosił ohydne złote buty.

Matka par­sk­nęła śmie­chem.

- To chyba nie jest żaden argu­ment, prawda?

- Nie. Po pro­stu pró­buję ci uświa­do­mić, że swa­ta­nie mnie z nim jest jed­nym wiel­kim nie­po­ro­zu­mie­niem.

Kor­ne­lia Sydow wzięła głę­boki oddech.

- Nie dla nas - odpo­wie­działa po chwili. - Nie dla nas.

*

Mia posta­no­wiła wybrać się na lunch do mia­sta. Nie miała ochoty zosta­wać w domu i co chwila napo­ty­kać zna­czące spoj­rze­nie matki. To było jakieś kurio­zum - dys­ku­to­wać o ślu­bie z face­tem, który był jej cał­ko­wi­cie obo­jętny. Dobrze cho­ciaż, że ojciec ją rozu­miał i wię­cej do tego tematu nie wró­cił.

Mia narzu­ciła na sie­bie jasno­li­liowy płasz­czyk Gucci i z przy­jem­no­ścią wsu­nęła na stopy szpilki w iden­tycz­nym kolo­rze. Wycho­dząc za Ale­xan­dra, mogłaby zapewne nie­mal codzien­nie buszo­wać w luk­su­so­wych buti­kach i jadać lunch w naj­droż­szych restau­ra­cjach, tyle że pew­nie szybko by jej się to znu­dziło. Już teraz coraz czę­ściej myślała o tym, żeby zna­leźć sobie jakieś zaję­cie. Może to ide­alna oka­zja, żeby przyj­rzeć się rodzin­nej fir­mie i jakoś pomóc ojcu? Co prawda mówił o utra­cie milio­nów, ale prze­cież nie może być aż tak źle? W końcu na pewno był ubez­pie­czony. Wyszła z domu i wsia­dła do spor­to­wego mini coopera, któ­rym jeź­dziła zawsze, kiedy wybie­rała się do cen­trum Ber­lina. Przy­naj­mniej był mały i można nim było bez pro­ble­mów wszę­dzie par­ko­wać. Lunch posta­no­wiła zjeść w Chri­sto­pher's, który w ubie­głym roku otrzy­mał talerz Miche­lina. Ser­wo­wali tam naj­lep­szą cie­lę­cinę i mieli wybór win z całego świata. Poza tym było to ide­alne miej­sce, w któ­rym sporo osób jadło w samot­no­ści i nikt się temu nie dzi­wił. Czło­wiek czuł się tam swo­bod­nie, a kel­ne­rzy byli wyjąt­kowo dys­kretni. Restau­ra­cja miała przy­jemny wystrój, dużo drewna i indu­strial­nych mebli, do tego cie­kawe obrazy i piękne, desi­gner­skie lampy. Mia lubiła tam przy­cho­dzić

Jed­nak tym razem, kiedy usia­dła i zaczęła prze­glą­dać menu, nagle poczuła, że ktoś stoi za jej ple­cami. Nie zdą­żyła się jed­nak odwró­cić, bo Ale­xan­der wła­śnie sia­dał na krze­śle, dokład­nie naprze­ciwko niej. Było to tak nie­spo­dzie­wane i na swój spo­sób bez­czelne, że począt­kowo stra­ciła całą pew­ność sie­bie.

- Po pierw­sze, chcia­ła­bym zjeść lunch sama, a po dru­gie - co ty tutaj robisz? - ode­zwała się po chwili dość chłod­nym tonem.

Naprawdę nie miała ochoty na niczyje towa­rzy­stwo, a już zwłasz­cza Ale­xan­dra Boscha. Wystar­czyło jej, że widzieli się wczo­raj. Poza tym nie lubiła być w ten spo­sób zaska­ki­wana.

- Załóżmy, że cię śle­dzę - roze­śmiał się. Był dzi­siaj ubrany w popie­laty swe­ter od Arma­niego i luź­niej­sze czarne spodnie tej samej marki. Na prze­gu­bie lewej ręki poły­ski­wał złoty rolex. Ow­szem, wyglą­dał dobrze. Tylko co z tego?

Mia zmru­żyła oczy.

- Po co? - spy­tała spo­koj­nie, choć wewnątrz wszystko się w niej goto­wało.

- Chciał­bym wie­dzieć, co lubi jeść moja przy­szła żona.

Zasty­gła, a potem poczuła, jak na jej policzki wkrada się rumie­niec. Nagle zro­biło jej się gorąco.

- Zapo­mnij - syk­nęła.

- Nie ma takiej opcji.

Mia zaci­snęła pię­ści. Ten czło­wiek coraz bar­dziej dzia­łał jej na nerwy i spo­wo­do­wał, że cał­ko­wi­cie stra­ciła ape­tyt. Co za tupet!

- Słu­chaj, wiem, że zazwy­czaj dosta­jesz to, czego chcesz, ale tym razem tra­fi­łeś pod zły adres. Nie jestem zain­te­re­so­wana ani ślu­bem, ani tobą. Naprawdę nie dociera do cie­bie odmowa?

Ale­xan­der nagle prze­stał się uśmie­chać.

- Mnie się nie odma­wia - oznaj­mił zim­nym tonem. Po uśmie­chu na jego twa­rzy nie zostało nawet śladu. Był teraz sobą - apo­dyk­tycz­nym, roz­gnie­wa­nym face­tem, któ­remu ktoś nie chciał cze­goś dać.

Mia się­gnęła po kie­li­szek z wodą i upiła mały łyk. Musiała się uspo­koić, w prze­ciw­nym razie zaczę­łaby krzy­czeć. A prze­cież nie będzie robić z sie­bie histe­ryczki tylko dla­tego, że ktoś dosiadł się do jej sto­lika.

- Będziesz musiał pogo­dzić się z tym, że ja nie jestem na sprze­daż. Nie wiem, co obie­cali ci moi rodzice i jaka jest sytu­acja finan­sowa naszej firmy, ale z całą pew­no­ścią nie będę kartą prze­tar­gową. Z tego co wiem, kocha się w tobie połowa Ber­lina, więc wybierz sobie kogoś z tej grupy. Mogę nawet wpaść na wasz ślub.

Ale­xan­der przy­glą­dał się jej przez chwilę w mil­cze­niu. Miał zaci­śnięte zęby i sta­lowe spoj­rze­nie. Gdyby Mia go nie znała, mogłaby się nawet wystra­szyć.

- Zosta­niesz moją żoną - powtó­rzył cichym tonem.

- Nie.

- Pro­po­nuję, żeby­śmy na razie zmie­nili temat. Naj­wy­raź­niej masz dzi­siaj gor­szy dzień.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki