Kolacja
Mia wpatrywała się z osłupieniem w matkę. To, co właśnie od niej
usłyszała, było tak absurdalne i niedorzeczne, że nie wiedziała, czy ma
się roześmiać, czy może jednak obrazić. Najbardziej przerażające było
jednak to, że matka mówiła całkiem poważnie.
- To jakaś kpina? - spytała po chwili.
Kornelia Sydow spojrzała na nią bez cienia uśmiechu.
- Nigdy i nigdzie nie znajdziesz lepszej partii. Alexander jest
marzeniem niemal wszystkich kobiet w przedziale od osiemnastu do
osiemdziesięciu lat.
- Bardzo zabawne. Czyli rozumiem, że ty również na niego lecisz?
Kornelia zmarszczyła brwi.
- Nie musisz być wulgarna. Alexander jest wyraźnie tobą zainteresowany,
chyba warto wziąć to pod uwagę?
Mia zacisnęła usta.
- Między wzięciem czegoś pod uwagę a zamążpójściem jest jeszcze daleka
droga, nie uważasz?
Matka wzruszyła ramionami.
- Możesz wierzyć w bajki lub stać się ich częścią. Wybór należy do
ciebie.
- Z tego, co zrozumiałam, nie bardzo mam jakikolwiek wybór.
Kornelia Sydow machnęła ręką.
- Ta rozmowa nie ma sensu. Idź do siebie, uspokój się, przemyśl wszystko
i zejdź o dwudziestej na kolację.
- Rozumiem, że mam być grzeczna?
Matka rzuciła jej zimne spojrzenie.
- Wystarczy, że będziesz rozsądna.
Mia odwróciła się i pobiegła na górę do pokoju. To, co właśnie się
wydarzyło, było konsekwencją wczorajszego spotkania matki z Alexandrem
Boschem, cholernym milionerem, który mógł sobie kupić dosłownie
wszystko. Najwyraźniej również Mię, a już z całą pewnością jej matkę.
Ich rodziny znały się od dawna, to fakt, ale nikt nigdy nie wspominał o jakiejś pieprzonej transakcji polegającej na aranżowanym małżeństwie! W dzisiejszych czasach? W centrum Europy?
Mia rozebrała się do naga i wskoczyła pod gorący prysznic, zupełnie
jakby chciała z siebie zmyć tę idiotyczną rozmowę z matką. Problem
polegał jednak na tym, że kiedy Kornelia wbiła sobie coś do głowy,
trudno ją było od tego odwieść. Ciekawe, czyj to był pomysł? Jej czy
Alexandra? Nie przepadała za nim, bo wydawał jej się zbyt pewny siebie i arogancki. Pochodził z bogatej rodziny, jednak dopiero jemu udało się
wielokrotnie pomnożyć majątek i doprowadzić do tego, że firma jego ojca
i dziadka stała się numerem jeden branży logistycznej na niemieckim
rynku. Może i miał smykałkę do interesów, ale stanowczo nie miał wiedzy,
jak należy zdobyć kobietę. Pieniądze to nie wszystko, nawet tak ogromne.
Zresztą Mia również nie należała do średniej klasy społecznej. Jej
ojciec był właścicielem ogromnej firmy budowlanej specjalizującej się w zabudowie szeregowej. Zamówień i zleceń miał więcej niż Święty Mikołaj w Boże Narodzenie. Więc skąd to nagłe parcie, żeby Mia wyszła za
Alexandra? Czy działo się coś, o czym nie wiedziała?
Tak naprawdę to nie miała najlepszych wspomnień, jeśli chodziło o Alexandra. W dzieciństwie zawsze traktował ją z góry, owszem był od niej
o kilka lat starszy, ale to nie upoważniało go chyba do takiego
traktowania młodszej koleżanki. Kiedyś zamknął ją w szafie i powiedział,
że wypuści dopiero wtedy, kiedy zgodzi się na jego propozycje zabawy.
- Ale ja nie chcę! - Mia uderzała pięściami w drzwi, jednak Alexander
nic sobie z tego nie robił.
Innym razem wepchnął ją do basenu i nie pozwolił wyjść, dopóki nie
pocałuje go w policzek. I tak było za każdym razem. Jakieś głupie
nakazy, żądania i stawianie na swoim. Kiedy byli nastolatkami, ich drogi
trochę się rozeszły - on wyjechał do prestiżowej szkoły w Monachium, a ona została w Berlinie. I, szczerze mówiąc, w ogóle o nim nie myślała. A jednak znowu pojawił się w jej życiu i od tego czasu zaczęła odnosić
wrażenie, że czegoś od niej chce. Jak zawsze.
Ale czy naprawdę musiało się to skończyć ślubem? Kto wpadł na ten
absurdalny pomysł i dlaczego?
Nie miała najmniejszej ochoty na dzisiejsze spotkanie. Ale nigdy tak
naprawdę nie umiała postawić się matce. Na pewno jednak nie zgodzi się
na małżeństwo z facetem, którego nie kocha! Co więcej - którego nawet
nie lubi! Wytarła ciało szorstkim ręcznikiem, aż skóra mocno się
zaróżowiła, a potem wmasowała w nie balsam o delikatnym zapachu gruszki
i wanilii. Długo zastanawiała się, w co się ubrać. Nie chciała wyglądać
na przesadnie wystrojoną, ale nie mogła też włożyć wygodnego dresu.
Matce z pewnością by się to nie spodobało. Ostatecznie postawiła na
białą marynarkę Chanel, do której dobrała popielaty top, przetykany
srebrzystą nitką oraz czarną, plisowaną spódnicę od Michaela Korsa. Była
elegancka, ale nie kokieteryjna, i o to właśnie chodziło.
O zachowanie dystansu.
Miała dwadzieścia dwa lata i nadal mieszkała w ogromnej willi z rodzicami. Szczerze mówiąc, nie miała żadnego powodu, żeby się stąd
wyprowadzać. Do dyspozycji dostała całe drugie piętro, na którym
znajdowała się nie tylko jej sypialnia z salonem łazienkowym, lecz także
wielka garderoba i prywatna siłownia. Mia czuła się tu swobodnie, a obecność rodziców w niczym jej nie przeszkadzała. Dopiero dziś po raz
pierwszy odczuła, że może lepiej byłoby mieszkać samej i również samej
podejmować wszelkie decyzje. Problem polegał na tym, że i tak
pozostawałaby na utrzymaniu rodziców. Kiedy zdała maturę, pomyślała, że
zapisze się na studia, jednak dość szybko doszła do wniosku, że nie ma
ochoty na dalszą naukę. Ojciec zaproponował jej pracę w firmie, ale to
również szybko jej się znudziło, chociaż była całkiem dobra, jeśli
chodziło o finanse, ekonomię i zarządzanie. Tyle że na razie wolała żyć
beztrosko i bez żadnych zobowiązań. Nie robiła nic poza miłym spędzaniem
czasu. Teraz dotarło do niej, że to był jednak błąd. Zdecydowanie
powinna być niezależna i stanowić sama o sobie. Być może wtedy nikt nie
decydowałby za nią, za kogo ma wyjść za mąż!
Upięła jasne długie włosy w kok, założyła maleńkie diamentowe kolczyki w kształcie prostopadłościanów oraz złoty łańcuszek z pasującym
wisiorkiem. Przejrzała się w lustrze i doszła do wniosku, że wygląda po
prostu dobrze. Drogo, klasycznie i bardzo elegancko. Spodoba się zarówno
matce, jak i Alexandrowi, no, chyba że facet woli stylizację na
wyzywającą dziwkę. Z milionerami nigdy nic nie wiadomo. Nawet takimi,
których zna się od małego.
Kiedy zeszła na dół, Alexander właśnie witał się z jej rodzicami.
Przyjrzała mu się ukradkiem. Z całą pewnością był cholernie przystojny i dobrze zbudowany. Zmienił się od ostatniego razu, kiedy go widziała.
Najwyraźniej spędzał więcej czasu na siłowni i chyba korzystał z porad
dobrego stylisty. Kiedy był dzieckiem, ubierał się zawsze w ciuchy firm
Nike lub Puma i nosił złote adidasy. Zdecydowanie odszedł od tamtych
przyzwyczajeń i zmienił styl.
Nic dziwnego, że kochało się w nim pół Berlina, a drugie pół potajemnie
do niego wzdychało. Był wysoki, umięśniony, miał ciemne gęste włosy i czekoladowe oczy. Dwudniowy zarost tylko dodawał mu uroku. Ale Mia
doskonale wiedziała, co kryje się za tą atrakcyjną fasadą. Arogancki
typ, któremu wydawało się, że może dostać wszystko, co tylko będzie
chciał. Bo taki właśnie miał kaprys. Wiele słyszała o tym, jakim jest
partnerem w biznesie, i zdecydowanie nie chciałaby wejść mu w drogę.
Facet zawsze stawiał na swoim.
Niedoczekanie!
- Mio, miło cię widzieć - błysnął w jej kierunku nieskazitelnym
uśmiechem i podał jej małe pudełeczko. - Taki drobiazg z okazji naszej
wspólnej kolacji - ukłonił się.
Przygryzła wargę. Pudełeczko może i było małe, za to jego zawartość z całą pewnością nie należała do skromnych. Naszyjnik w kształcie łezki, z całkiem okazałym brylantem. Oczywiście od Cartiera.
Skinęła głową i spróbowała miło się uśmiechnąć, choć przyszło jej to z dużym trudem.
- Pięknie wyglądasz - dodał jeszcze Alexander i dotknął jej pleców.
Wzdrygnęła się. Jego gest był zdecydowanie zbyt natarczywy i zanadto
śmiały. Zupełnie jakby już do niego należała. Podczas kolacji trudno
było jej cokolwiek przełknąć. Alexander zachowywał się tak, jakby już
byli parą, co kompletnie wytrącało ją z równowagi. Mówił do niej
"kochanie" i "moja piękna", a Mia zupełnie nie wiedziała, jak na to
zareagować. Najchętniej wstałaby od stołu i uciekła do siebie na górę,
ale tego właśnie zrobić nie mogła.
O co w tym wszystkim chodzi?, zachodziła w głowę. Matka była
zaskakująco wylewna i co chwila przymilnie się uśmiechała, a ojciec cały
czas podkreślał, że czego Alexander się nie dotknie, przemienia się w złoto.
W końcu nie wytrzymała, wstała od stołu i przeprosiła wszystkich.
- Zaraz wracam - zmusiła się do uśmiechu i czym prędzej pobiegła w stronę łazienki. Musiała chociaż przez moment pobyć sama.
Kiedy rozległo się pukanie do drzwi, zacisnęła pięści.
- Mamo, odejdź proszę. Chyba mam prawo do chwili intymności?
- To nie matka, to ja - usłyszała cichy głos ojca.
Otworzyła drzwi i wpuściła go do środka.
Stephan Sydow był wysokim mężczyzną, chociaż teraz wydawał się Mii jakiś
mały i zagubiony. Chyba nigdy nie widziała go w takim stanie. Nie
uśmiechał się, tylko patrzył na nią jakoś smutno.
- Tato, co jest? - zaniepokoiła się.
Ojciec ciężko westchnął, a potem oparł się o ścianę i splótł dłonie na
brzuchu.
- Mio, muszę ci o czymś powiedzieć... Wiem, że nie podoba ci się pomysł
poślubienia Alexa, chociaż to dobry i pracowity chłopak - zaczął powoli.
I straszny buc, pomyślała Mia, ale nie odezwała się słowem.
- Ten pomysł, żeby was ze sobą zeswatać... wiem, że wydaje ci się
idiotyczny i staroświecki. Problem polega jednak na tym, że potrzebujemy
jego pomocy.
- Słucham? - zdumiała się Mia.
Ojciec spuścił głowę.
- W ostatnich miesiącach straciłem grube miliony. Trafiłem na inwestora
oszusta i, niestety, dałem się podejść jak dziecko. Sam nie wiem, jak to
się stało, ale dzisiaj firma ma długi.
Mia słuchała tego z osłupieniem. Ojciec nigdy na nic się nie skarżył,
nie podejrzewała nawet, że mogło być aż tak źle. Tylko jaki to miało
związek z nią i Alexandrem... Czyżby?
- Tato, rozumiem, że to ma być transakcja wiązana? - aż zasłoniła usta
ręką. - Alexander wam pomoże, pod warunkiem że zgodzę się zostać jego
żoną?
Ojciec spuścił głowę.
- Nie wierzę... Przecież to wygląda tak, jakbyście chcieli mnie
sprzedać! - krzyknęła.
Ojciec dotknął jej ramienia.
- Chyba faktycznie to cholernie głupi pomysł, Mio. Matka próbowała mnie
przekonać, że przecież znacie się z Alexem od dawna i z całą pewnością
przypadniecie sobie do gustu. W końcu jako dzieci kąpaliście się w jednym basenie. Ale teraz widzę, że ty wcale tego nie chcesz. Posłuchaj,
absolutnie nie mam zamiaru cię do niczego zmuszać. Zapomnij o tej
rozmowie, a ja sobie z całą pewnością jakoś poradzę - dodał, próbując
się uśmiechnąć, choć słabo mu to wyszło.
Kiedy wrócili do stołu, Alexander spojrzał na nią pytająco.
- Zapewne wiesz, w jakim celu się tu spotkaliśmy, prawda? - puścił do
niej oko.
Nie zareagowała. Nałożyła na talerz zimny już kawałek mięsa i udała, że
jest całkowicie pochłonięta jedzeniem.
Ojciec odchrząknął i zwrócił się do Alexandra.
- Wiesz, mój drogi, to chyba nie był najlepszy pomysł. O takich sprawach
Mia powinna decydować sama, a ja nie mam żadnego prawa, żeby ją do
czegokolwiek zmuszać. Przepraszam cię, to wszystko było po prostu
nieprzemyślane.
Kornelia Sydow zacisnęła usta. Widać było, że chce coś powiedzieć i siłą
woli się powstrzymuje. Alexander z kolei zmrużył oczy i położył rękę na
dłoni Mii. Próbowała się wyrwać, jednak był od niej silniejszy.
- Ale ja nie odpuszczę. Kiedy postanawiam, że coś zdobędę, to tak
właśnie się dzieje. Mia znajduje się na pierwszym miejscu mojej listy
priorytetów. Chciałbym, żeby została moją żoną, i zrobię wszystko, żeby
tak właśnie się stało.
- Nie mogę jej do niczego zmusić - powtórzył Stephan Sydow, marszcząc
czoło.
- Oczywiście, że nie - roześmiał się Alexander. - Nikt nie ma takiego
zamiaru. Po prostu zrobię wszystko, żeby to była wyłącznie decyzja Mii.
Co ty na to, księżniczko?
Mia popatrzyła mu prosto w oczy, a potem spokojnie włożyła do ust
kolejny kęs mięsa i zaczęła go przeżuwać. Ta kolacja zdecydowanie nie
należała do udanych. Ale przynajmniej ojciec stał po jej stronie.
Spotkanie
Następnego dnia obudziła się z ogromnym bólem głowy. Cała ta sytuacja
wydawała jej się niesmaczna i zdecydowanie mało romantyczna. Nie tak
wyobrażała sobie przyszłego narzeczonego i ewentualne rozmowy o ślubie.
Zawsze wydawało jej się, że przede wszystkim trzeba się w kimś zakochać,
spróbować wspólnego życia, a potem decydować, co dalej. Rozumiała, że
ojciec wpadł w kłopoty finansowe, nie rozumiała jednak, dlaczego to ona
miała być kluczem do ich rozwiązania. Chyba istnieją inne metody niż
wpychanie córki w łapy jakiegoś faceta, nawet jeśli jest przystojny i bogatszy od diabła. Dobrze, że ojciec w porę to zrozumiał.
Znacznie gorzej było z matką.
Kiedy Mia zeszła do salonu na śniadanie, Kornelia Sydow posłała jej
zniesmaczone spojrzenie na dzień dobry.
- Rozumiem, że cię zawiodłam? - spytała obojętnym głosem Mia.
Matka sięgnęła po grzankę i konfiturę z gorzkich pomarańczy.
- Pragnę ci tylko uświadomić, że miłość to nie są wyłącznie motyle w brzuchu i nieprzespane noce. To również rachunki do zapłacenia oraz
wewnętrzny spokój. A ten wbrew temu, co się mówi, dają przede wszystkim
pieniądze. Dużo pieniędzy - odezwała się po chwili.
Mia z niedowierzaniem pokręciła głową.
- Ale chodzi ci teraz o moje bezpieczeństwo czy twoje? - spojrzała na
matkę pytająco.
Kornelia Sydow nieznacznie wzruszyła ramionami.
- O jedno i drugie. Pozwól, że coś ci wyjaśnię. Życie składa się z wielu
kompromisów, a naszym zadaniem jest wybrać najlepsze z nich. W tym celu
jednak należy myśleć i patrzeć przyszłościowo. Co będzie dla nas
najlepsze? Chwilowa przyjemność i zauroczenie kimś, kto na pierwszy rzut
oka wyda nam się cudowny, czy pewna stabilizacja u boku prawdziwego
mężczyzny?
- Chwila - przerwała ten wywód Mia. - Czyli prawdziwy mężczyzna to tylko
ten, który posiada kapitał?
Matka parsknęła śmiechem.
- A ty myślisz, że w czasach kamienia łupanego było inaczej. Najbardziej
pożądanym partnerem był ten, który potrafił przywlec do jaskini zabitego
mamuta. Dzisiaj odpowiednikiem mamuta jest forsa. Bo to ona daje
bezpieczeństwo.
- A ty? Wyszłaś za tatę z miłości czy z wyrachowania?
Kornelia zmrużyła oczy.
- Ja doskonale przewidziałam przyszłość. Twój ojciec bardzo mi się
podobał, również dlatego, że miał smykałkę do interesów. Wiedziałam, że
daleko zajdzie.
Mia pokręciła z niedowierzaniem głową.
- Czyli jednak kalkulacja. Problem polega na tym, że Alexander nie
podoba mi się ani trochę. Nie lubię go. Jest arogancki, władczy i zbyt
pewny siebie.
- Ale za tobą szaleje.
Mia wybuchnęła śmiechem.
- Nie, mamo. On po prostu sobie mnie upatrzył i doszedł do wniosku, że
będę ładnie wyglądać u jego boku. A ponieważ doskonale zdaje sobie
sprawę, że nie mdleję na jego widok, zaproponował wam układ. Gdyby
naprawdę mnie kochał, pomógłby ojcu bez względu na moją odpowiedź.
Matka nie odpowiedziała, tylko w milczeniu przeżuwała grzankę.
Mia nalała kawy do filiżanki.
- Nie kocham go i bardzo wątpię, że kiedykolwiek to nastąpi. To, że
znamy się od dzieciństwa, o niczym jeszcze nie świadczy. Nigdy tak
naprawdę go nie lubiłam. Już jako dziecko był zarozumialcem i nosił
ohydne złote buty.
Matka parsknęła śmiechem.
- To chyba nie jest żaden argument, prawda?
- Nie. Po prostu próbuję ci uświadomić, że swatanie mnie z nim jest
jednym wielkim nieporozumieniem.
Kornelia Sydow wzięła głęboki oddech.
- Nie dla nas - odpowiedziała po chwili. - Nie dla nas.
*
Mia postanowiła wybrać się na lunch do miasta. Nie miała ochoty zostawać
w domu i co chwila napotykać znaczące spojrzenie matki. To było jakieś
kuriozum - dyskutować o ślubie z facetem, który był jej całkowicie
obojętny. Dobrze chociaż, że ojciec ją rozumiał i więcej do tego tematu
nie wrócił.
Mia narzuciła na siebie jasnoliliowy płaszczyk Gucci i z przyjemnością
wsunęła na stopy szpilki w identycznym kolorze. Wychodząc za Alexandra,
mogłaby zapewne niemal codziennie buszować w luksusowych butikach i jadać lunch w najdroższych restauracjach, tyle że pewnie szybko by jej
się to znudziło. Już teraz coraz częściej myślała o tym, żeby znaleźć
sobie jakieś zajęcie. Może to idealna okazja, żeby przyjrzeć się
rodzinnej firmie i jakoś pomóc ojcu? Co prawda mówił o utracie milionów,
ale przecież nie może być aż tak źle? W końcu na pewno był ubezpieczony.
Wyszła z domu i wsiadła do sportowego mini coopera, którym jeździła
zawsze, kiedy wybierała się do centrum Berlina. Przynajmniej był mały i można nim było bez problemów wszędzie parkować. Lunch postanowiła zjeść
w Christopher's, który w ubiegłym roku otrzymał talerz Michelina.
Serwowali tam najlepszą cielęcinę i mieli wybór win z całego świata.
Poza tym było to idealne miejsce, w którym sporo osób jadło w samotności
i nikt się temu nie dziwił. Człowiek czuł się tam swobodnie, a kelnerzy
byli wyjątkowo dyskretni. Restauracja miała przyjemny wystrój, dużo
drewna i industrialnych mebli, do tego ciekawe obrazy i piękne,
designerskie lampy. Mia lubiła tam przychodzić
Jednak tym razem, kiedy usiadła i zaczęła przeglądać menu, nagle
poczuła, że ktoś stoi za jej plecami. Nie zdążyła się jednak odwrócić,
bo Alexander właśnie siadał na krześle, dokładnie naprzeciwko niej. Było
to tak niespodziewane i na swój sposób bezczelne, że początkowo straciła
całą pewność siebie.
- Po pierwsze, chciałabym zjeść lunch sama, a po drugie - co ty tutaj
robisz? - odezwała się po chwili dość chłodnym tonem.
Naprawdę nie miała ochoty na niczyje towarzystwo, a już zwłaszcza
Alexandra Boscha. Wystarczyło jej, że widzieli się wczoraj. Poza tym nie
lubiła być w ten sposób zaskakiwana.
- Załóżmy, że cię śledzę - roześmiał się. Był dzisiaj ubrany w popielaty
sweter od Armaniego i luźniejsze czarne spodnie tej samej marki. Na
przegubie lewej ręki połyskiwał złoty rolex. Owszem, wyglądał dobrze.
Tylko co z tego?
Mia zmrużyła oczy.
- Po co? - spytała spokojnie, choć wewnątrz wszystko się w niej
gotowało.
- Chciałbym wiedzieć, co lubi jeść moja przyszła żona.
Zastygła, a potem poczuła, jak na jej policzki wkrada się rumieniec.
Nagle zrobiło jej się gorąco.
- Zapomnij - syknęła.
- Nie ma takiej opcji.
Mia zacisnęła pięści. Ten człowiek coraz bardziej działał jej na nerwy i spowodował, że całkowicie straciła apetyt. Co za tupet!
- Słuchaj, wiem, że zazwyczaj dostajesz to, czego chcesz, ale tym razem
trafiłeś pod zły adres. Nie jestem zainteresowana ani ślubem, ani tobą.
Naprawdę nie dociera do ciebie odmowa?
Alexander nagle przestał się uśmiechać.
- Mnie się nie odmawia - oznajmił zimnym tonem. Po uśmiechu na jego
twarzy nie zostało nawet śladu. Był teraz sobą - apodyktycznym,
rozgniewanym facetem, któremu ktoś nie chciał czegoś dać.
Mia sięgnęła po kieliszek z wodą i upiła mały łyk. Musiała się uspokoić,
w przeciwnym razie zaczęłaby krzyczeć. A przecież nie będzie robić z siebie histeryczki tylko dlatego, że ktoś dosiadł się do jej stolika.
- Będziesz musiał pogodzić się z tym, że ja nie jestem na sprzedaż. Nie
wiem, co obiecali ci moi rodzice i jaka jest sytuacja finansowa naszej
firmy, ale z całą pewnością nie będę kartą przetargową. Z tego co wiem,
kocha się w tobie połowa Berlina, więc wybierz sobie kogoś z tej grupy.
Mogę nawet wpaść na wasz ślub.
Alexander przyglądał się jej przez chwilę w milczeniu. Miał zaciśnięte
zęby i stalowe spojrzenie. Gdyby Mia go nie znała, mogłaby się nawet
wystraszyć.
- Zostaniesz moją żoną - powtórzył cichym tonem.
- Nie.
- Proponuję, żebyśmy na razie zmienili temat. Najwyraźniej masz dzisiaj
gorszy dzień.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki