Rozdział 1
Wyglądała jak panda. Gdyby wiedziała, że tak potoczy się ten wieczór,
postawiłaby na lepszy tusz do rzęs. A tak czarne smugi wokół jej oczu
mówiły: jesteś królową dram, tylko taką w wersji budżetowej. Fakt,
mascara była z przeceny, zdaje się za jakieś 7,99 złotych. Ale warta
chyba jeszcze mniej. Co jej, ekspertce od makijażu, przyszło do głowy,
żeby smarować się czymś tak tandetnym...?! Ksenia w tej chwili w ogóle
czuła się jak bezwartościowa tandeciara. Facet, z którym chciała
wyjechać w wymarzoną podróż po Peru, wybrać się na koncert Harry'ego
Stylesa do Paryża i zrobić sobie córeczkę, właśnie jej powiedział, że
jest jego wielką pomyłką. Zawsze czekał na inną. A teraz właśnie ją
odnalazł. Ona urodziła się, żeby być z nim. Taka świeża i młoda, że
nawet nie musi się malować... On przegląda się w jej oczach i widzi
tylko miłość. Pewnie. On by odróżnił miłość od miłości do pozowania na
ściankach, lajków na Insta i kontraktów z firmami kosmetycznymi. Akurat.
Co najwyżej gówno by odróżnił od kremu nawilżającego, choć i to nie na
pewno.
Kiedy poznała Matiego, wiedziała, że to ten. Nie żeby był wybitnie
przystojny, raczej interesująco brzydki. Byli razem na sesji zdjęciowej,
obydwoje zrobili sobie przerwę w pracy i w tym samym momencie sięgnęli
po tę samą tartaletkę z kozim serem. I stało się coś, co zdarza się
tylko w szmirowatych komediach romantycznych: ich palce się spotkały, a Ksenię przeszedł dreszcz. Aż pisnęła "auć!".
- Nie no, bierz, ale są jeszcze te z serem - zaczął się tłumaczyć Mati,
po czym spojrzał jej w oczy i zamilkł. On też zrozumiał, że w tym
zetknięciu nie chodzi o ciastko z wytrawnym nadzieniem, tylko o kobietę,
mężczyznę i ich przyszłość. Tego samego dnia wylądowali w łóżku. Nie
było drugiego lunchu, trzeciej kolacji, czekania na telefon, tylko
cudowny seks. A kiedy Ksenia obudziła się obok Matiego, poczuła, że nie
musi się wstydzić tego, że jest rozczochrana i ma resztki rozmazanego
make-upu. Ten chłopak miał w sobie coś takiego, że przy nim mogła czuć
się sobą. Tylko tyle i aż tyle. Dlatego kiedy powiedział jej: "To była
pomyłka", rozbolał ją brzuch. Jakby ktoś wymierzył jej prosto w żołądek
silny, celny cios, od którego ją zemdliło. Wszystkiego mogła się
spodziewać, ale nie tego. Facet jej życia patrzył jej w oczy i z bezpretensjonalną szczerością pomieszaną z dumą samca, który upolował
najbardziej atrakcyjną samicę w okolicy, zwierzał się z nowego,
cudownego związku z dziewczyną, która szła do podstawówki, kiedy Ksenia
robiła maturę. Nic dziwnego, że nie musiała się malować.
- Będziesz teraz pilnował, żeby twoja narzeczona grzecznie myła zęby
przed snem? - zapytała. Chciała być złośliwa, wyszło dość żałośnie.
- Kseniu, daruj sobie uszczypliwości. Tyle cudownych wspomnień nas
łączy, zostaną przecież z nami na zawsze. Ale nic nie trwa wiecznie.
Jestem pewien, że polubisz Amandę. Jest słodka. A do ciebie pewnie stoi
już kolejka napalonych młodzieńców z błyszczącymi od oliwki torsami.
Bawmy się, póki możemy! - rzucił radośnie i chwycił torbę od Gucciego,
do której wcześniej zgarnął kilka par bokserek, dwa T-shirty, ładowarkę
do telefonu i ulubiony włoski ekspres do kawy, taki na jedną filiżankę
espresso. Były to ostatnie dowody, że ich intymna relacja nie była
wytworem wyobraźni Kseni. Potem wyfrunął z jej mieszkania tak radośnie,
jakby dostał zlecenie na zdjęcia do Vogue'a od samej Anne Wintour.
Ksenia czuła pod powiekami piekące łzy, którym wreszcie mogła pozwolić
płynąć. Kiedy już zalały jej twarz i zaczęły spływać po dekolcie,
usłyszała, jak ktoś przekręca zamek w drzwiach.
Stanął w nich Mati, z tym swoim seksownym uśmiechem surfera.
- Malutka... - zaczął, a Ksenia pomyślała, że zaraz jej powie "To
wszystko pomyłka, kocham cię, zostań moją żoną". - ...zapomniałem oddać
ci klucze... Strasznie się rozmazałaś.
Kiedy zamykał za sobą drzwi, Ksenia spojrzała w lustro.
Wyglądała jak rozpacz.
Czyli adekwatnie.
***
Twisted była nie tylko miejscem, gdzie serwowano wyśmienitą kawę, ale
także wspólną przestrzenią Kseni i jej przyjaciółek. Lubiły to
industrialne wnętrze, miejscami surowe, ale też bardzo ciepłe. Kawiarnia
mieściła się w przedwojennej kamienicy, pomieszczenie było wysokie,
charakteru dodawały mu ściany z odsłoniętymi cegłami i meble z kutego
metalu, a także szczotkowanego drewna. A nastrój budowały
porozmieszczane sprytnie kolorowe lampki, otulające przestrzeń ciepłym
światłem, poduszki w kolorach musztardy, czerwieni i turkusu oraz kilka
przepaścistych foteli obitych barwnymi tkaninami w stylu lat 60. Na
regałach stały książki, bo do Twisted przychodziło się z kimś, ale i samemu, a wtedy też można było zająć myśli czymś fajnym, na przykład
dobrą powieścią.
Ksenia usiadła przy stoliku obok okna, w kawiarni, w której już od lat
spotykała się z przyjaciółkami, i zamówiła latte z syropem karmelowym.
Patrzyła w okno, przez które obserwowała przechodzących ludzi i Warszawę, żyjącą swoim tempem. Chilloutowa muzyka i stukot filiżanek
tworzyły harmonijną melodię. Dookoła unosił się zapach świeżo mielonych
ziaren kawy.
Ksenia przyszła piętnaście minut przed czasem. Nie lubiła się spóźniać.
Blanka na pewno podjedzie pod kawiarnię swoim nowym audi TT kilka minut
spóźniona, a Nati wejdzie punktualnie, roztaczając wokół siebie silną
woń ciężkich perfum i przyciągając spojrzenia. Ksenia przyjechała na
ścigaczu i zdążyła się już przebrać. Zdjęła w łazience kombinezon i wskoczyła w sukienkę, wkładając na nią gruby kolorowy kardigan.
Podeszła do baru. Za ladą stał jej ulubiony barista Michał. Jeśli
przychodzisz gdzieś od tylu lat, poznajesz przecież nie tylko miejsce,
lecz także ludzi, którzy je tworzą.
- Jak tam leci? - Michał nie odrywał wzroku od filiżanki z kawą i spienionym mlekiem, na którym malował jakiś wzorek.
- Jakoś.
- Oj, te słowa brzmią nieco złowieszczo - uśmiechnął się. - Kawa? -
zaproponował i spojrzał na Ksenię. Podobała mu się od dawna, chociaż
łączyły ich tylko kumpelskie stosunki. Mężczyźni zbyt często pozostają w relacjach kumplowskich z kobietami, na których im zależy. Wiedzą, że i tak z nimi im nie wyjdzie, ale nie chcą, aby te dziewczyny zniknęły z ich życia na zawsze, godzą się więc na taki pseudoprzyjacielski układ.
- Najpierw kawa z cynamonem i spienionym mlekiem.
- A potem czekolada? Dla całej waszej trójki.
- A potem czekolada. I świat stanie się piękniejszy.
- I zdecydowanie słodszy - dodał. - Na czym teraz jeździsz? - dopytał
jeszcze.
- Ducati.
- Och, elegancki wybór! - Michał wzruszył ramionami, podając Kseni kawę.
- Widzę, że wciąż trzymasz się motocykli. Jak tam twoje przygody na
dwóch kółkach?
- Fantastycznie. To dla mnie nie tylko sposób na przemieszczanie się,
lecz także na oderwanie się od rzeczywistości. Czujesz ten przysłowiowy
wiatr we włosach, moc pod sobą... To jest taka chwila tylko dla mnie. Im
więcej jeżdżę, tym bardziej się w to wciągam.
- A ryzyko? - patrzył jej prosto w oczy. Kto jak kto, ale Michał też
kochał ekstremalne sporty. Mężczyzna miał pewność, że prawdziwa przygoda
zaczyna się tam, gdzie kończy się grunt. To motto sprawdzało się
doskonale w jego życiu wspinacza skałkowego. Spędzał wiele czasu na
treningach i zdobywaniu coraz trudniejszych szlaków wspinaczkowych.
Uwielbiał wyzwania, jakie stawiała przed nim góra, i satysfakcję z osiągnięcia szczytu.
- Życie ma wpisane w swój przebieg ryzyko. Trzeba po prostu być
odpowiedzialnym.
- I nie dociskać gazu? - puścił do niej oko.
- Powiedzmy - Ksenia odwzajemniła się tym samym. Michał, kawa i ulubiony
temat nastroiły ją ciut lepiej. - Chociaż przyznam, że jazda na ścigaczu
ma to do siebie, że podnosi adrenalinę. To jest jedno z tych uczuć,
dzięki którym czuję, że żyję.
- Szybko? - Michał nie odrywał od niej oczu.
- Prawdziwie - roześmiali się, a Ksenia pociągnęła kolejny łyk kawy i powiedziała: - Pójdę do stolika i poczekam na dziewczyny.
- Ksenia... - barista położył rękę na jej ramieniu.
- Tak?
- Jeśli będziesz potrzebowała się wygadać.
- Wiem, gdzie cię szukać.
- Właśnie.
- Ale ja...
- Ale ty? - Michał nie przestawał się do niej uśmiechać.
- Wolałabym przelecieć się z tobą... - zrobiła wymowną pauzę.
- Brzmi zachęcająco.
- Na paralotni.
- Jestem otwarty na propozycje.
- To może kiedyś...
Na zewnątrz zaczął padać deszcz. Tak jak wtedy, te dwa lata temu, kiedy
Ksenia szła w strugach deszczu, a po policzkach spływały jej łzy.
Wtedy pierwszy raz spóźniła się na spotkanie z przyjaciółkami. Nogi
miała jak z waty. Myślała, że nie dojdzie do celu. Była już przed
kawiarnią i usiadła na mokrym chodniku. Tak po prostu. Chwilę potem
poczuła ramiona, które mocno ją otulały.
- Ksenia, kochana, co się stało? - usłyszała głos Blanki, która zaczęła
odgarniać jej włosy z policzków. Te oznaki troski wywołały nowy strumień
łez.
- Kochana - przez szum deszczu przebijał się też głos Nati. - Odezwij
się do nas. Co jest nie tak?
- Mokniemy - powiedziała Ksenia.
- I chuj z tym - rzuciła Blanka. - Co ci jest?
- To koniec - wydobyła z siebie żałosny jęk.
- Z czym?
- Z kim! - zawyła. - Mateusz mnie zostawił.
- Przecież byliście zaręczeni - zauważyła Nati.
Blanka spojrzała na przyjaciółkę z wyrzutem.
- Byliśmy, czas przeszły - odparła Ksenia.
- Musisz się podnieść - Nati podała jej rękę. - Wejdziemy do Twista.
Wytrzemy cię papierowymi ręcznikami.
Ksenia podała im ręce i jakoś we trzy doczłapały się do kawiarni.
Uprzejmy barista podał im kilka świeżych serwetek, którymi kobiety
wysuszyły trochę Ksenię, a potem siebie.
Chwilę potem siedziały przy stoliku, popijając gorącą czekoladę z kardamonem i cynamonem.
- Opowiadaj - zaczęła Blanka.
Blanka też lubiła ostrą jazdę, ale prócz szybkich pojazdów stawiała
także na przygody na chwilę. Wychodziła z założenia, że nie ma co
inwestować czasu w związki, gdyż wcześniej czy później wszystko skończy
się jak zawsze, czyli jednym wielkim rozczarowaniem. Odgarnęła do tyłu
swoje długie blond włosy i położyła dłoń na ramieniu Kseni.
- Co mam ci powiedzieć, że jest młodsza, zgrabniejsza i że ma
gigantyczne piersi?
- Prawdziwe? - rzuciła Natalia, która otworzyła szeroko wielkie zielone
oczy.
- Wyglądają jak prawdziwe.
- Nieważne, Kseniu. Nie mówmy o tym. Co ten dupek ci zrobił?
- Gdyby ją tylko przeleciał.
- Zakładasz, że to zrobił.
- Przyznał się - Ksenia ciężko westchnęła. - On się w niej zakochał -
dodała na wydechu, podnosząc na przyjaciółki swoje zaczerwienione od
płaczu oczy.
- A to kutas! - powiedziała Nati, do której przekleństwa w ogóle nie
pasowały. Przygryzła dolną wargę, jak miała w zwyczaju. O ile Blankę
Ksenia znała ponad dekadę, o tyle Natalię poznała pięć lat temu, na
jakimś evencie. Ona była jedną z organizatorek, a Natalia przyszła jako
gość ze swoim chłopakiem, a teraz przyszłym mężem Arturem. Artur był
totalnym dupkiem, z czego Blanka i Ksenia zdawały sobie sprawę.
Natomiast przyszła panna młoda sama siebie oszukiwała, że tak nie jest.
- Ale powiedz coś więcej.
- Co mam powiedzieć? Zdradził mnie, zakochał się, a ona jest taka
śliczna.
- Ma profil na Insta? Na TikToku?
- Dżizas, pewnie, że ma. W jej wieku każda dziewczyna ma.
- To podaj na nią namiary, zaraz ją obczaimy.
- Nie chcę jej obczajać!
- Daj spokój. My zrobimy to za ciebie - powiedziała Blanka.
- I ją trochę obgadamy.
- Ma na imię Amanda.
- Dobrze, że nie Dżesika. Amanda i jak dalej?
- Nie mam pojęcia. I to mi wystarczy - powiedziała Ksenia, która sama
już nie wiedziała, czy chce coś wiedzieć o tej dziewczynie, czy jednak
woli nie wiedzieć. Mati pokazał jej zdjęcia nowej ukochanej. Ich wspólne
zdjęcia.
- A on? - zapytała Nati. - Dawaj. Wyrzuć z siebie wszystkie złe myśli.
Posłuchaj, on musiał mieć mnóstwo wad, musisz je wszystkie teraz na głos
wypowiedzieć. Będzie ci łatwiej.
- Proszę cię...
- No co? - Blanka była lekko poirytowana. - Może ma problem z potencją?
- Nie - zaprzeczyła Ksenia.
- Może bekał? Albo nie wiem, obsikiwał deskę klozetową?
- Nie.
Ksenia zerknęła na swoje przyjaciółki, a w ich spojrzeniach dostrzegła
bezgraniczne wsparcie i gotowość słuchania o jej dramacie choćby do
rana. Miała dość łez, dość rozczarowań. Na chwilę zamyśliła się, a potem
zaczęła opowiadać, wydobywając z siebie wszystko, co leżało na dnie jej
serca.
- Mati zawsze wydawał się taki pewny siebie, tak oddany... - zaczęła. -
Byliśmy zaręczeni, planowaliśmy przyszłość, a on opowiadał mi te
wszystkie dyrdymały, które chciałam usłyszeć. Nawet tydzień temu, kiedy
dopytywałam go, czy jest ze mną szczęśliwy, bez mrugnięcia okiem
powiedział, że tak. A teraz... teraz czuję, że wszystko było tylko
iluzją. I nie wiem, co ze sobą zrobić.
Blanka położyła dłoń na ramieniu Kseni i pokiwała głową, jakby chciała
przekazać, że jest z nią. Nati wzięła kolejny łyk gorącej czekolady, a potem spojrzała na Ksenię wzrokiem pełnym współczucia.
- To rzeczywiście trudne, ale najważniejsze, że nie jesteś w tym sama -
powiedziała Nati. - My jesteśmy tu dla ciebie. Rozumiesz, co mówię?
- Dzięki, dziewczyny - Ksenia wciągnęła do płuc powietrze i zaczęła: -
Mati był patologicznym kłamcą.
- Dlaczego my wierzymy w te wszystkie zapewnienia, które oni, faceci,
nam rzucają? - zadała pytanie Nati. Chyba sama chciała sobie na nie
odpowiedzieć.
- Nie wierzymy - odparła Blanka. - My do końca się łudzimy, że szanowny
mąż, kochanek, partner, chłopak, narzeczony mówi nam prawdę.
- I dajemy kolejne szanse - Ksenia potarła dłońmi skronie.
- Oooo... - Blanka dokończyła gorącą czekoladę i wpatrywała się w przyjaciółkę, ciekawa, co jej opowie.
- Łapałam go bardzo często na tym, że jego opowieści mijały się z prawdą. Dwa tygodnie temu dzwonił do mnie po sesji zdjęciowej.
Opowiadał, jak go ta sesja wymęczyła - mówiła Ksenia.
Mati był fotografem. Mimo że miał tylko trzydzieści sześć lat,
reklamodawcy uwielbiali go zatrudniać do sesji zdjęciowych. Miał w sobie
jakiś zwierzęcy magnetyzm, to coś, co tak kocha świat mody. "Dzisiaj
każdy, kto ma telefon, może robić zdjęcia. Ja sprzedaję nie fotografie,
tylko obietnicę pracy z najseksowniejszym fotografikiem w tym kraju",
mawiał, puszczając oko. Niby skromnie, a jednak podkreślając swoją
wyjątkowość. I to przynajmniej było prawdą...
- Teraz wiem, że to nie sesja go wymęczyła.
- Wtedy tego nie wiedziałaś... - stwierdziła Nati, spoglądając
przyjaciółce w oczy.
- Tydzień później pokazał mi zdjęcia z tej sesji i wiesz co?
Skojarzyłam, że już je widziałam. Nie mógł ich zrobić wtedy. To była
sesja sprzed pół roku. Mati sądził, że się nie zorientuję, bo tyle tego
robi, że czasem sam zapomina, co i kiedy fotografował. Ale ta sesja
utkwiła mi w pamięci: model wyglądał jak James Dean.
- I co zrobiłaś?
- Nie przyznałam mu się, że wiem.
- Dlaczego? - Blanka nie mogła zrozumieć.
- Bo nie chciałam wprawiać go w zakłopotanie.
- O, kurwa, mocne - powiedziała Blanka.
- A ja ją rozumiem - rzuciła Nati. - Czasami lepiej nie wiedzieć.
- Nie pieprz bzdur.
Ksenia pamiętała, jak się wtedy czuła. Jak kobieta oszukana. Kiedy
zaczęła składać puzzle z obrazem jej byłego związku, zdała sobie sprawę,
że Mati ją notorycznie oszukiwał. Kłamca! - sięgnęła po szklankę i trzasnęła nią o podłogę, choć już po chwili żałowała swojego wybuchu
złości. Starannie zebrała szkło, papierem toaletowym starła resztkę
soku. Swoisty symbol czterech lat związku, który spłynął ze ściekami w nieznane. Była wściekła na siebie, na niego. Rzucała wyzwiskami, by po
chwili znowu płakać, przypominając sobie te cudowne momenty, które
przeżyli. Kiedy zapytała go, od jakiego czasu ją zdradzał, on bez
zażenowania odpowiedział jej, że od pół roku. "Skuuurwiel!" -
wykrzyczała mu w twarz. Kiedy ona zamawiała skrzypaczkę na ich ślub, on
posuwał już Amandę. "Nie, zakochiwałem się w niej" - odpowiedział, a Ksenia o mało nie rzuciła się na niego w furii, żeby okładać go
pięściami.
"Nie, zakochiwałem się w niej" - te słowa, jakby ostrza wbite w serce,
wracały do niej jak bumerang. Ksenia pamiętała każdy szczegół tego
strasznego dialogu, jakby były wypalone w jej umyśle.
"Czyli w niej się zakochiwałeś, a ze mną planowałeś ślub?" - zapytała.
"Nie potrafiłem ci powiedzieć. Wyplątać się z tego. Przecież kiedyś...
byłaś dla mnie kimś ważnym" - powiedział, a ona zauważyła z goryczą, że
nie użył słów: "Kochałem cię".
Cóż. Mężczyźni mają cudowny dar dzielenia sumienia na osobne, całkowicie
szczelne komórki. Dzięki temu bez strat moralnych mogą jednej kobiecie
wręczyć pierścionek zaręczynowy, przekonując w tym czasie inną, że jest
miłością ich życia i tylko wyjątkowo parszywy zbieg okoliczności
sprawia, że jeszcze nie biega im po domu gromadka wspólnych bąbelków.
Ksenia przypomniała sobie, jak malowała kiedyś do zdjęć znaną aktorkę.
- Jesteś chora? - zapytała ją, widząc głębokie sińce pod oczami.
- Tak, złotko. Jestem chora na serce - odparła.
- To coś poważnego? - szczerze zaniepokoiła się Ksenia, bo lubiła tę
utalentowaną i charakterną kobietę, choć wielu uważało ją za
rozkapryszoną gwiazdę ze skłonnością do fochów.
- Nie umiera się od tego, choć żyć dalej też niełatwo - wyjaśniła jej
dość enigmatycznie i poprosiła, żeby się pośpieszyła z tym makijażem, bo
je wieczór zastanie. Była dziewiąta rano i Ksenia musiała przyznać, że
aktorka rzeczywiście była trudną osobą. Podzieliła się tą refleksją z Dominiką, stylistką, z którą często spotykały się na planie. A ta aż się
żachnęła.
- Nie wiesz, co się jej przydarzyło?! Wczoraj rano odebrała telefon od
jakiejś dziewczyny, która powiedziała, że jest w szczęśliwym związku z jej mężem i ma dość czekania na ich rozwód. Z dalszej rozmowy wynikało,
że ona i on byli razem przed ich ślubem, w trakcie i są do teraz!
- Jak to, on wziął ślub, a kochanka uwierzyła w te jego bzdety?! -
Ksenia dla odmiany nie mogła uwierzyć w to, co właśnie usłyszała. -
Przecież to tak głupie, że się w głowie nie mieści!
- On ciągle powtarzał, że musi się żenić, bo to za daleko zaszło i ta
wariatka zniszczy mu życie. Jak myślisz, kto rozpuszczał plotki o wstrętnym charakterze naszej gwiazdy? Kto przekonał pół świata, że jest
niezrównoważona psychicznie? A w tym samym czasie wydawał spokojnie jej
pieniądze...?
- A ona się nie zorientowała?
- Jak ci ktoś ciągle wmawia, że jesteś niezrównoważona, w końcu sama
zaczynasz w to wierzyć - przytomnie zauważyła Dominika.
Ksenia była w szoku. Po powrocie z pracy zadzwoniła do Blanki, żeby
opowiedzieć jej tę niewiarygodną historię.
- I wyobraź sobie, on cały czas miał dwie kobiety, dwa domy, dwa zestawy
kapci...
- Psychologia nazywa to syndromem gibbona - wyjaśniła Kseni spokojnie
Blanka. - Gibbon to małpa, która porusza się, chwytając gałęzie raz
jedną, raz drugą ręką. Są faceci, którzy mają tak samo z partnerkami.
- Jak to, używają ich naprzemiennie?! - Ksenia najwyraźniej chciała mieć
o mężczyznach lepsze zdanie, niż na to zasługiwali. - Gdybym ja odkryła
coś podobnego, nie chciałabym takiego chujka więcej na oczy widzieć!
- Tego nigdy nie wiesz - zauważyła Blanka filozoficznie. - Niektórzy
faceci naprawdę są jak złośliwe, ale cwane małpy. Zrobią z tobą, co
chcą. Dlatego musimy być od nich sprytniejsze... - westchnęła.
- Mój na pewno taki nie jest! - zaznaczyła z godnością Ksenia.
Blanka nie odniosła się do tego, tylko życzyła przyjaciółce dobrego
wieczoru.
Rozdział 2
Po fali gniewu, smutku i rozczarowania przyszła fala złudzeń. Ksenia
łudziła się, że Mati do niej zadzwoni. Przyzna się do błędu. Może nawet
będzie błagał o przebaczenie. I zapyta, czy ona przyjmie go z powrotem.
Godzinami gapiła się na wyświetlacz telefonu.
- Nie zadzwoni! - powiedziała do niej Blanka.
- Teraz nie. Teraz raczej jest na sesji. Ale po południu na pewno -
mówiła Ksenia. A Blanka w tym czasie nalewała jej zupę do talerza. A potem ją karmiła.
Mati nie zadzwonił żadnego popołudnia ani wieczoru, ani przez kolejne
poranki. A Ksenia czuła taki ból, jakby ktoś wyrywał jej serce. To Nati
i Blanka były z nią w najtrudniejszych momentach. To Nati nie pozwoliła
jej wyrzucić przez okno zaręczynowego pierścionka.
- Kosztował sporo, sprzedasz go. Coś ci się należy - powiedziała. Wtedy
Ksenia nie chciała, by coś jej się należało. Chciała, by dusza przestała
ją tak kurewsko boleć.
Jej emocje płynęły jak fale, unosząc ją na swoim grzbiecie, by potem
brutalnie opuścić na dno, gdzie były muł i wodorosty, które oblepiały
jej poranione serce.
Wtedy myślała, że tego nie przetrwa. Ale... Ból mija. A może inaczej,
nigdy nie boli z takim samym natężeniem. Kiedy wali ci się świat, ból
jest nie do zniesienia. I myślisz, że tego nie przetrwasz. Jednak
człowiek wiele potrafi znieść, mimo że czasem tak kurewsko boli życie.
Jego zakochanie miało imię. O dziwo, nie było harpią, a Mati się w niej
do szaleństwa zakochał. Może jeszcze go odzyskam, pomyślała Ksenia,
która usiadła na łóżku i wybrała numer byłego już chłopaka. Przez
kilkanaście sekund słuchała sygnału w słuchawce, by po chwili usłyszeć
pocztę głosową.
- Dzwonię, bo... - urwała, nagrywając się. - Bo może jeszcze nie
wszystko stracone - jej słowa były błagalną wiadomością. Skomlącą o uwagę. - Chcę z tobą porozmawiać i się spotkać - zakończyła. Jeszcze
przez chwilę wgapiała się w telefon. Musiała zasnąć, bo obudziła się
obolała na sofie. Spojrzała na ekran, na którym migała ikonka. Czuła, że
jest od niego. Odczytała: "Przestań do mnie wydzwaniać. Powtórzę ostatni
raz: to, koniec!".
Opadła na poduszkę, która niemal natychmiast zrobiła się mokra od łez.
Czuła się, jakby przejechał po niej walec. Da radę, pomyślała. Bo jeśli
nie, rozpadnie się na drobne kawałki, a wtedy trudno już ją będzie
poskładać.
- O czym tak myślisz? - zapytała Blanka, całując przyjaciółkę w policzek. I tym samym wyrywając ją z zamyślenia.
- O moim rozstaniu z Matim.
- To już za tobą.
- Na szczęście.
***
Siedziały we trzy przy gorącej czekoladzie i rozmawiały o życiu.
Tworzyły już zgrane trio, gdy dołączał do nich Daniel, którego do
towarzystwa zaprosiła Ksenia. Śmiały się, że były jak Aniołki Charliego,
za sobą poszłyby w ogień i stoczyły niejedną bitwę, chociaż nie zawsze
zwycięską. I jak ich filmowe odpowiedniki nie tylko wyglądem się
różniły. Ksenia była jajcarą. Poza tym w jej życiu panował chaos i bałagan, ale ona jakoś się w tym wszystkim odnajdywała. Blanka chciała,
by widziano w niej konkretną, niewzruszoną dziennikarkę. Dziewczyny
podejrzewały, że jej stosunek do facetów (znaczyli dla niej tyle co
dodatek do życia) był zasłoną dymną i szczepionką, która miała chronić
przed chorobą zwaną zakochaniem. Natomiast Natalia wiedziała, czego
chce, a mianowicie dobrze sytuowanego męża, a potem dziecka. To były jej
priorytety.
Rozmowy w Twisted były każdej z nich potrzebne. To Daniel, w końcu
jedyny męski członek (jakkolwiek to brzmiało) ich spotkań powiedział, że
to gadanie działa jak najlepsza terapia. Dlatego choć dziewczyny
najchętniej spotykały się tylko we trzy, były i takie dni, kiedy
dopuszczały do ich ekskluzywnego grona Daniela, bo miał w sobie kobiecy
pierwiastek. I jak nikt znał się na facetach.
Tym razem były tylko we trzy, ponieważ ich przyjaciel miał jakieś
mieszkaniowe problemy.
- Rozmawiała któraś z Danielem? - zapytała Blanka.
- Dzwoniłam do niego wczoraj, ale powiedział, że ogarnia temat i się
odezwie - rzuciła Ksenia.
- Jak to Daniel... - dodała Natalia, wyjadając łyżeczką rozpuszczone
pianki.
- Chyba nie mogą go tak z dnia na dzień wywalić z mieszkania?
- Nie, no co ty.
- Zdecydowanie nie. Czytałam, że to nie takie proste - potwierdziła
Ksenia. - Muszą być spełnione pewne procedury, a proces sądowy w takich
sprawach podobno trwa bardzo długo.
Blanka wzruszyła ramionami, nadal trochę zaniepokojona.
- Mam nadzieję, że Daniel sobie z tym poradzi. To nie jest wesoła
sprawa. A jak tam przygotowania do ślubu? - zapytała Natalię.
Przyjaciółki spojrzały na siebie wymownie. Natalia od trzech miesięcy
żyła planowaniem tego wielkiego wydarzenia. Kseni czasami wydawało się,
że Nati bardziej cieszy się samymi przygotowaniami niż uniesieniami,
które towarzyszyły jej związkowi. W końcu nie bez powodu dziewczyny
między sobą (gdy Nati nie słyszała) określały Artura nie inaczej niż
"dupek". Cholernie przystojny, uwodzicielski, ale wciąż dupek. Co
ciekawe, Natalia doskonale zdawała sobie sprawę, że jej wybranek ją
zwodzi, zdradza i nią manipuluje. Ale uważała, że małżeństwo jest
kontraktem. Daje stabilizację, a w jej wypadku jeszcze bardzo solidny
udział w majątku Artiego.
- Wspaniale - Natalia się rozpromieniła. Postawiła na pełną przepychu
uroczystość, zatem i poprzedzające ją działania były spektakularne. Nati
otworzyła maila od wedding planerki i pokazała dziewczynom symulację
wystroju pomieszczeń, w których odbędzie się wesele.
Sala prezentowała się jak pałacowa komnata, kremowo-białe kompozycje
kwiatowe i girlandy z eukaliptusa wplecione misternie w sznury
kryształów zajmowały tyle miejsca, że trudno było sobie wyobrazić, gdzie
właściwie mieli podziać się nie tylko państwo młodzi, ale i ich goście.
- Wchodząc na salę, goście przejdą przez alejki z różnych odmian
orchidei, kwiatów lilii, rododendronów - zachwycała się. - Będą tworzyły
magiczny korytarz. Światła wiszące na tych delikatnych girlandach
oświetlą białą podłogę ze złotymi drobinkami. Ale patrzcie tutaj -
wskazała na salę, w której ustawione były stoliki. - Ksenia i Natalia
zbliżyły głowy do monitora telefonu. Na stolikach wśród kolejnej porcji
kryształów pyszniła się srebrna zastawa i kandelabry na siedem świec.
Blasku dodawało także światło jedwabnych lampionów.
Najbardziej imponującym elementem dekoracji była jednak scena, gdzie
miała odbyć się ceremonia ślubna. Kwiatowa pergola, stworzona była z maleńkich róż i hortensji.
- I co o tym myślicie? - zapytała Natalia.
- Nie mój klimat - odpowiedziała szczerze Blanka. - Ale na bogato.
- Tak jak chciałam.
- Tak jak chciałaś - rzuciła Blanka chłodniej, niż zamierzała.
- O co chodzi? - najeżyła się Natalia.
- Po co ty to robisz? - Blanka pokręciła z dezaprobatą głową, a Ksenia
czuła, że za chwilę w kawiarni może dojść do spięcia.
- Dziewczyny... - jęknęła.
- Po prostu chcę wiedzieć, po co Nati ta szopka - odpowiedziała Blanka.
- Bo lubię takie życie - ucięła Natalia.
- Ale już chyba mniej lubisz swojego przyszłego małżonka. Wiem, że to
brzmi brutalnie, ale... - Blanka nie dokończyła, bo poczuła kopnięcie w łydkę. Wiedziała, że to Ksenia. Obie były przeciwne związkowi Natalii,
ale Ksenia twierdziła, że każdy decyduje za siebie i wybiera takie
życie, jakie chce, i nic nikomu do tego. To prawda, ale Blanka nie mogła
patrzeć za każdym razem, kiedy Nati płakała przez Artiego. Przez jego
"potknięcia". I słynne powroty, podczas których zapewniał, jak bardzo
kocha Natalię. I robił wszystko, by w to uwierzyła. A Nati wierzyła.
Albo chciała uwierzyć.
- Mąż jest od tego, by zapewnić ci dostatnie życie - powtarzała. - A kochanek od kochania.
W wypadku Natalii takie rozumowanie nie było prawdziwe. Ona nie umiałaby
zdradzić Artura. Była zbyt lojalna. Dlatego Blanka popatrzyła na nią z politowaniem.
- Akurat. Powiem to raz, bo czuję taką potrzebę, i nie będę powtarzała.
Ty i Artur nigdy nie będziecie szczęśliwi, a na tym etapie twojego
wielkiego zaangażowania nie znajdziesz sobie kochanka, bo wierzysz, że
kochasz jego. On cię nie kocha, ale...
- Zejdź już ze mnie - odcięła się Natalia. - Nie chcę tego słuchać.
Zresztą cokolwiek powiesz, i tak będę to miała w nosie, bo żadna z ciebie ekspertka od związków. A już na pewno nie od małżeństw. No
właśnie, może teraz porozmawiamy o tobie...?
- O, a co u ciebie, Blanka? - podchwyciła Ksenia, dziękując w duchu, że
zmieniają temat, bo konwersacja w tempie szybszym niż jej motocykl
zmierzała ku katastrofie.
- Praca w radio, w tv, eventy, spotkania.
- I zapewne faceci - odgryzła się Nati.
- Widzisz - Blanka dopiła swoją czekoladę. - Faceci dzisiaj są, jutro
ich nie ma. Podobnie sprawa się ma z pieniędzmi. Nie ten, to kolejny.
Kasa wychodzi, a jak się człowiek postara, to i do ciebie przyjdzie. Tak
jak mężczyzna.
- W końcu się zakochasz.
- Nie, kochana - Blanka nachyliła się w stronę Natalii. - Wiem, z czym
się wiąże uczucie zakochania, i w to nie brnę. Naukowcy porównują
zakochanie do zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych. Nie chcę tego przeżywać.
- Tylko że to jest fajne uczucie - powiedziała Ksenia.
- Serio tak myślisz? - Blanka wyciągnęła się na krześle.
- Te motyle w brzuchu...
- I gonitwa myśli. Budzisz się z myślą o nim. Jedziesz do pracy, on
przychodzi ci na myśl. Na kawie on z tobą. Oczywiście nie siedzi z tobą
przy stoliku, jest tylko w twojej głowie, ale jak żywy. On z tobą pod
prysznicem, na zebraniu, w kantynie. Podąża z tobą, za tobą, przy tobie.
Nie możesz się skupić, bo myślisz o nim. Zasypiasz, albo i nie, bo
czasami ma się problemy z zaśnięciem: bo w myślach jest on. Wypełnia
cały twój świat. Po prostu ci go rozjebuje. Jesteś rozkojarzona,
szczęśliwa, kiedy go zobaczysz. A potem ogarnia cię bezbrzeżny smutek,
kiedy twój wyśniony książę na chwilę znika, bo mówi na przykład, że musi
kupić pastę do zębów. A ty myślisz i zastanawiasz się, gdzie i z kim coś
robi - powiedziała Blanka, przygryzając dolną wargę. - I zachowujesz
się, jakbyś była naćpana. A czasem, jakbyś odleciała na inną planetę.
Twój umysł się wyłącza na inne bodźce, poza dopaminą, którą dostarcza ci
rzeczony obiekt twojego pożądania. I widzisz jego same zalety. I to,
jaki jest boski, chociaż czasami wcale taki nie jest.
- I po co nam to? - zaśmiała się Ksenia.
- Właśnie.
- A mnie się wydaje, dziewczyny, że chcecie, ale się boicie -
stwierdziła Natalia, odgarniając swoje rude loki ufarbowane przez
jednego z droższych stylistów fryzur w Warszawie. Wcale nie dlatego, że
tak go ceniła, po prostu asystentka Artiego ją tam zapisywała.
- Ja już się niczego nie boję - odezwała się Ksenia.
- No tak. Ty i te twoje ścigacze, loty na paralotni i balonem - zaczęła
Natalia.
- Ponieważ kocham adrenalinę.
- O nie, kochana - Nati pogroziła jej palcem. - Ty uciekasz przed
konfrontacją ze sobą.
- Przed chłopami ucieka - zaśmiała się Blanka.
- Mam dosyć chłopów na kilka lat - Ksenia machnęła ręką.
- Dopóki nie spotkasz tego jedynego - powiedziała Nati.
- Nie sądzę, że chciałabym być taką szczęściarą jak ty - we trzy
wybuchnęły śmiechem.
- A propos chłopów. Ostatnio słucham fajnego podcastu: Jak baba z chłopem - zaczęła Blanka - Możecie go znaleźć na stronie Eska.pl lub
Spotify.
- I?
- Prowadząca tak ich rozwala, że mówią jej dokładnie to, co chce, żeby
powiedzieli.
- Oooo... - Ksenia się uśmiechnęła. - Też chciałabym mieć taką magiczną
moc. Niech chłop mi mówi, co chcę, by mi powiedział. Niezłe.
- Wiecie, na czym to wszystko polega? - zapytała Blanka.
- Mów.
- Najpierw ty mówisz im to, co chcą usłyszeć, a potem oni odwdzięczają
ci się z nawiązką. Mężczyzn łatwo jest zaczarować, a jak wiemy, praktyka
czyni mistrza.
Zaśmiały się.
- I jeszcze jeden patent - powiedziała Ksenia, która coś na ten temat
wiedziała. - Facetowi w jakiś dziwny sposób zaczyna na tobie zależeć,
kiedy ty go sobie totalnie odpuszczasz. Zlewasz go i o nim zapominasz.
- Masz rację - Blanka potarła dłoń o dłoń. - Oni mają jakiś radar, kiedy
wyczuwają falę typu: "Ta laska już mnie nie chce". I wtedy taki
delikwent zaczyna się zastanawiać: "Jak to, mnie nie chce? Mnie?
Przecież ja byłem jej księciem, co prawda rumaka nie miałem, ale byłem".
I wraca niczym bumerang. Chce uczestniczyć w jej życiu i być jego
częścią.
- U mnie, jak pamiętacie, zaczęło się od wiadomości - zaśmiała się
Ksenia.
- Całe jedno "hej" - dodała Nati.
- Dwa dni później Mati się bardziej wysilił i napisał "Hej, co słychać?
Gdzie można kupić tę książkę na temat spokoju ducha?".
- To było, kurwa, dobre - Blanka zaczęła się w głos śmiać. - Mati i jego
wielki powrót z planety Amanda. Książka o wyciszaniu i spokoju ducha
pretekstem do naprawy tego, co spieprzył.
- Ale potem przysłał ci emotikonkę serce - dodała Natalia podekscytowana
rozmową o byłym Kseni.
- Był nawet niedźwiedź z sercem jadący na rowerze.
- Ja pieprzę - Natalia otworzyła szeroko oczy. - Ten niedźwiedź z sercem
był synonimem żenady.
- A potem były żałosne telefony - zaczęła Ksenia. - I skamlenie, że chce
wrócić.
- Przyjeżdżał w miejsca, gdzie pracowałaś przy sesjach.
- Dżizaaaas, to prawda. Ale najlepsze było, kiedy wysiadł z samochodu,
stanął naprzeciwko mnie i stał. Po prostu sobie stał, mając nadzieję, że
rzucę się w jego ramiona i szepnę: "To ty wróciłeś...?!".
- A ty przeszłaś obok, nie odzywając się słowem.
- A co miałam mu powiedzieć? Skoro on też się nie odzywał.
- Wmurowało chłopinę na twój widok - Blanka śmiała się tak, że łzy
płynęły jej po policzkach.
- Ale potem to już się odpierdzielało, coraz częstsze nachodzenie i rozpaczliwe: "Wróć do mnie". To było osiem miesięcy po naszym rozstaniu,
kiedy poukładałam sobie życie, zaczęłam się nim cieszyć. Wtedy właśnie
Mati powrócił.
- Dodajmy jego słynne: "Bo zrozumiałem" - powiedziała sarkastycznym
tonem Blanka.
- Ale ty mu nieźle odpowiedziałaś - Nati dotknęła ręki przyjaciółki. -
"Ja też już zrozumiałam".
- Czasami chciałabym powiedzieć wszystkim dziewczynom świata: on nic nie
zrozumiał, jemu żal poślady ściska, bo ty o nim już nie myślisz, masz go
gdzieś i żyjesz swoim życiem, dobrze się bawiąc. Spełniasz się,
wyciskasz z życia wszystko, co najlepsze. I wtedy pojawia się na nowo
on. Wyłania się ze swojej pieczary z okrzykiem człowieka pierwotnego:
"Jestem, bier mnie, kobito". What the fuck? Teraz sobie o mnie
przypomniałeś? Po tym wszystkim? Po nocach, które przez ciebie
przepłakałam. Po tych tysiącach pytań, które sama sobie zadałam: "Co ze
mną jest nie tak?", "Dlaczego mnie zostawił?", "Czy ja mu się w ogóle
podobałam", "Czy mnie pożądał". Teraz niech spada na drzewo, na bambus
lub gdzie tam sobie chce. Zrozumiałaś, że życie bez niego też jest
piękne, a czasami i nawet bardziej ekscytujące niż z nim. Poukładałaś
swój świat, swoje podwórko zamiotłaś pięknie i nie chcesz, by on ci na
nowo je rozwalał. Nie pozwól już na to. Jesteś już innym człowiekiem i on też jest inny.
- A wracając do podcastu, to musicie koniecznie posłuchać odcinka z Racjonalnym Psychologiem pod tytułem: Jak zakochują się faceci, a jak
kobiety. W rozmowie Gabrysi Gargaś z psychologiem poruszane są ciekawe
wątki o tych pierwszych fazach zakochania, tych wszystkich ochach i achach, jakie wydajemy z siebie na początku każdej znajomości. Psycholog
przechodzi też do tematu dojrzałego związku i kończy na rozstaniu. I świetnie o tym mówi, że my, kobiety, wierzymy w niego, nawet jeśli
związek chyli się ku upadkowi. On napisze wiadomość albo zrobi coś
miłego, a u nas momentalnie wyrzut dopaminki i już na nowo mu wszystko
wybaczamy.
- Ale to jakby obsesja? - dopytała Ksenia.
- Właśnie, psycholog podkreśla, że łatwo się zatracić w miłości. Miłość
do drugiego człowieka nie może przerodzić się w obsesję.
- Dobrze, że kiedy Mat powrócił, potrafiłam powiedzieć: Stary, za późno.
- To też pewna dojrzałość i przepracowanie niektórych spraw.
- A ja chętnie przesłucham podcast - powiedziała Nati.
- Myślisz, że... - zaczęła Blanka, patrząc na przyjaciółkę.
- Ciii... Po prostu przesłucham.
Rozdział 3
Była szósta rano, kiedy Ksenia wsiadła do pociągu. Nie miała ochoty
jechać na ten event. Niestety jej koleżanka, Malwina, rozchorowała się i padło na nią. Wydarzenie, przy którym Ksenia miała pracować, odbywało
się w luksusowym hotelu w centrum Gdańska. Spodziewano się tam tłumu
celebrytów i gwiazd show-biznesu znanych z tego, że zawsze wyglądały
perfekcyjnie - każdy detal ich makijażu musiał być dopracowany w najdrobniejszym szczególe.
Ksenia miała dopilnować, by gwiazdy wyglądały olśniewająco na czerwonym
dywanie i podczas wystąpień na scenie. Doskonale wiedziała, ile dram ją
czeka, i na samą myśl o tym wzdrygnęła się.
Pociąg z piskiem wtoczył się na stację Warszawa Centralna. Wsiadła do
wagonu z kubkiem kawy i walizką. Próbowała się usadowić na swoim
siedzeniu, ale cały czas jej coś przeszkadzało, a to płaszcz, który w końcu zdjęła, a to książka, która wypadła jej z kieszeni walizki. Głośno
westchnęła, kiedy za jej plecami rozległ się głos:
- Czy mogłaby pani zabrać te toboły z mojego siedzenia?
Mężczyzna, który zadał jej pytanie, wydawał się mocno rozdrażniony.
Ksenia znała takich niecierpliwych facetów i wiedziała, że podróż do
Gdańska nie będzie należała do najmilszych. Odwróciła się, żeby
zobaczyć, kto wścieka się za jej plecami, i zamarła. Naprzeciw stał jej
sąsiad. Największy gbur, jakiego mogła sobie wyobrazić. Aktor i tancerz
w jednym, gwiazda na niebie niejednej nastolatki. Potrzebowała spokoju,
a zjawił się ten człowiek. Nie przepadali za sobą, odkąd Robert
Pyrzyński wprowadził się naprzeciwko niej. To był ten sam człowiek,
który nie omieszkał wytrącić jej z równowagi niemal w każdej sytuacji, w której tylko mogli się spotkać.
W sumie sama nie wiedziała, o co im poszło. Czy o to, żeby ona nie
wystawiała worów ze śmieciami przed drzwi, bo z nich śmierdzi. Czy o to,
że jego pies obsikał jej drzwi. Oczywiście boski Robert temu zaprzeczył.
Zwalił winę na psa tej sympatycznej starszej pani spod siódemki. Kiedyś
Ksenia szła z zakupami, a on nie przytrzymał jej drzwi. Potem
przepraszał, że jej nie zauważył, a ona była wręcz pewna, że zrobił to
specjalnie.
Kiedy zorganizowała kameralną imprezę w mieszkaniu, nie minęło dużo
czasu, kiedy on włączył swoją ulubioną muzykę tak głośno, że słychać ją
było przez zamknięte drzwi. Prawdę mówiąc, Ksenia nie pozostawała mu
dłużna. Czasami trzaskała drzwiami w sobotę o szóstej rano, albo
ostentacyjnie przechodziła obok niego, nie mówiąc "dzień dobry". W końcu
nie musiała go wcale dostrzec...
Takie drobne "przypadki" i "zbiegi okoliczności" stały się ich codzienną
grą. Ksenia i Robert weszli w pewien rodzaj niepisanej rywalizacji:
każde z nich starało się dać wyraz swojej irytacji i niechęci. I żadne z nich nie zamierzało dać za wygraną.
- To ty - powiedział z kpiącym uśmieszkiem, kiedy ona wzięła kubek w swoje dłonie.
- Nie wierzę...
- ...w swoje szczęście... - zakpił, wgapiając się w nią.
- Nie wiem, jak się zmieścisz obok mnie - powiedziała, a jej głos
ociekał sarkazmem.
- Nie rozumiem? - zmarszczył czoło, a Ksenia uśmiechnęła się z satysfakcją. Mam go, pomyślała.
- Ty i twoje rozbuchane ego będziecie mieli problemy, by zmieścić się na
jednym siedzeniu - powiedziała z przekąsem.
- A wiesz, że masz rację - odrzekł spokojnym głosem. - I tak się dziwię,
jak to się stało, że zmieściłem się do wagonu, z moim ego oczywiście.
Dodam, że rozbuchanym.
Ksenia całkiem wbrew sobie parsknęła śmiechem. Dupek, a jednak
niepozbawiony krzty autoironii.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki