Jeden błąd - Gabriela Gargaś

Kup ebooka

39.90 zł
31.12 zł (30,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Chcia­ła­bym Ci coś na­pi­sać...

Otóż to, że ina­czej to so­bie wy­obra­ża­łam. Może jest tak, że lu­dzie z re­guły ina­czej so­bie wy­obra­żają pewne sprawy, rze­czy, miej­sca, w któ­rych nie byli...

Cza­sem wy­obra­że­nia ni­jak się mają do tego, jak wy­gląda rze­czy­wi­stość.

Mamy ten­den­cję do jej nad­mier­nego bar­wie­nia.

A więc ina­czej to so­bie wy­obra­ża­łam. Bar­dziej fil­mowo? Dra­ma­tycz­nie? Nie wiem.

Czy się ba­łam? Tak. Na­wet nie tego, czy mo­głoby mi się coś stać, ale tego, że mo­gła­bym po­wie­dzieć tym dziew­czy­nom coś, co by je ura­ziło...

We­szłam do bu­dynku aresztu śled­czego z Adą i We­ro­niką. Do­wody zo­stały u straż­nika w dy­żurce. Odło­ży­ły­śmy te­le­fony i to­rebki do sza­fek. Prze­szłam da­lej. Bez ni­czego.

Nie wie­dzia­łam, że je­stem uza­leż­niona od te­le­fonu. Czu­łam się dziw­nie. Zda­łam so­bie sprawę, jak bar­dzo przy­ro­słam do tego urzą­dze­nia. I cały czas spraw­dza­łam, gdzie je mam.

Ale nie to było naj­dziw­niej­sze.

Prze­szłam przez pierw­sze okra­to­wane drzwi i usły­sza­łam za sobą szczęk prze­krę­ca­nego klu­cza. Do­zna­łam dziw­nego uczu­cia, ni to stra­chu, ni lęku. I zda­łam so­bie sprawę, że zo­sta­łam za­mknięta. To prze­ra­ziło mnie chyba naj­bar­dziej. Po­tem prze­szłam przez ko­ry­tarz, wy­szłam na ze­wnątrz, by przejść do na­stęp­nego bu­dynku. Mi­nę­łam areszt śled­czy oraz spa­cer­niak i we­szłam na od­dział za­mknięty. Jedna krata, druga, schody na pię­tro i ko­lejna krata, która zo­stała za mną za­mknięta.

Na­gle zro­zu­mia­łam, że je­stem w za­mknię­tym po­miesz­cze­niu bez okien, jak­bym znaj­do­wała się w pu­dełku. Do mo­ich noz­drzy wtar­gnął za­pach stę­chli­zny, potu i dymu pa­pie­ro­so­wego.

Za­czę­łam od­czu­wać pa­nikę. Czu­łam, jak w gar­dle ro­śnie mi ja­kaś klu­cha.

Zda­łam so­bie sprawę, że je­stem w miej­scu, z któ­rego sama nie mogę wyjść. I ta prze­ra­ża­jąca świa­do­mość, że gdy­bym chciała uciec, to... nie mo­gła­bym swo­bod­nie tego zro­bić.

Kiedy się za­sta­na­wiam, kogo spo­dzie­wa­łam się zo­ba­czyć, na myśl przy­cho­dzą mi więź­niarki, ta­kie, jak przed­sta­wia się je w fil­mach - groźne, buń­czuczne, nie­przy­stępne. Do świe­tlicy we­szły na­to­miast zwy­kłe ko­biety w róż­nym wieku. I choć mia­łam świa­do­mość, że to ko­biety po wy­ro­kach, które po­peł­niły po­ważne prze­stęp­stwa, to gdy je zo­ba­czy­łam, po­my­śla­łam, że są cał­kiem zwy­czajne. I gdy­bym spo­tkała się z nimi w in­nym miej­scu, z któ­rąś być może mo­gła­bym na­wią­zać zna­jo­mość.

Chcia­ła­bym za­py­tać ja­kie­goś psy­chia­try, jak to jest - dla­czego na przy­kład czło­wiek lubi dru­giego czło­wieka za ja­kąś jego ce­chę albo za uśmiech, a o jego wa­dach nie my­śli? Czy mózg wy­piera złe rze­czy, kiedy ży­wimy do ko­goś cie­płe uczu­cia?

Na po­czątku nie wie­dzia­łam, co po­wie­dzieć, bo nie chcia­łam, żeby osa­dzone miały wra­że­nie, że je­stem od nich lep­sza. A ja nie czu­łam się lep­sza.

Więc było drę­two. Bo wa­ży­łam każde słowo. Po­dob­nie We­ro­nika, z którą przy­go­to­wa­łam pre­zen­ta­cję. Obie by­ły­śmy spięte. Ale po­tem ja­koś po­szło... Żarty, opo­wia­da­nie hi­sto­rii. Dziew­czyny też się otwo­rzyły i za­częły opo­wia­dać o so­bie.

I po­my­śla­łam, że jest mi z nimi na­prawdę przy­jem­nie.

Po chwili zda­łam so­bie sprawę, że da­rzę je sym­pa­tią. Jak działa ludzki mózg? Dla­czego prze­sta­łam wi­dzieć to, co złe: ich zbrod­nie i prze­wi­nie­nia? Zo­ba­czy­łam przed sobą ko­biety pełne wraż­li­wo­ści, uśmiech­nięte, żar­tu­jące. Nie­które wy­kształ­cone, ze swo­imi bo­lącz­kami, smut­kami i roz­cza­ro­wa­niem, że szam­pon w wię­zie­niu kosz­tuje kro­cie...

I za­po­mnia­łam, że może któ­raś z nich za­biła czy­jąś córkę, że ko­goś skrzyw­dziła. Dla­czego czło­wiek wy­piera ta­kie rze­czy?

Te ko­biety, które przede mną sie­działy, za­częły wy­da­wać mi się co­raz mniej obce. W ich oczach wi­dzia­łam nie tylko hi­sto­rie błę­dów, ale też iskierki na­dziei, tę­sk­notę za utra­co­nym ży­ciem, skru­chę. Z cza­sem ich prze­stęp­stwa za­częły blak­nąć w mo­jej pa­mięci, ustę­pu­jąc miej­sca ich obec­nym po­sta­ciom.

Wtedy zro­zu­mia­łam, że ludzki umysł po­trafi do­sko­nale wy­pie­rać nie­wy­godną prawdę.

Arek, psy­cho­log, po­wie­dział mi na­stęp­nego dnia:

- To me­cha­nizm obronny, który po­zwala nam kon­ty­nu­ować in­te­rak­cje bez cią­głego przy­po­mi­na­nia so­bie o złu, któ­rego ktoś się do­pu­ścił. Po­maga stwo­rzyć bar­dziej zno­śną rze­czy­wi­stość, w któ­rej można funk­cjo­no­wać. W na­szych umy­słach cię­żar winy i prze­szło­ści za­czyna być za­stę­po­wany przez współ­czu­cie i zro­zu­mie­nie dla obec­nej sy­tu­acji dru­giej osoby. To nie jest pro­ces świa­domy; dzieje się to stop­niowo, nie­zau­wa­żal­nie, aż pew­nego dnia spo­strze­gamy, że na­sze pier­wotne obawy i sądy znik­nęły. Jed­nak wy­par­cie ma też swoje mroczne strony. Cza­sem pro­wa­dzi do za­po­mnie­nia o praw­dzi­wych za­gro­że­niach. To cienka li­nia po­mię­dzy zro­zu­mie­niem a za­po­mnie­niem, mię­dzy em­pa­tią a igno­ran­cją.

Gdy sie­dzia­łam w świe­tlicy, śmie­jąc się z żar­tów tych ko­biet i słu­cha­jąc ich hi­sto­rii, za­sta­na­wia­łam się, jak wiele jesz­cze nie wiem, jak wiele je­stem go­towa zi­gno­ro­wać, by móc pa­trzeć na nie jak na równe so­bie. Czy to praw­dziwa ak­cep­ta­cja, czy je­dy­nie nie­chęć do kon­fron­ta­cji z trudną prawdą?

Mia­łam do dziew­czyn mnó­stwo py­tań i nie wie­dzia­łam, które są od­po­wied­nie, a które nie.

- Można tu się z kimś za­przy­jaź­nić? - za­py­ta­łam.

- Można. Ale tak jak w ży­ciu można się za­wieść - od­parła blon­dynka z dłu­gimi wło­sami.

- My­ślę, że czy tu, czy tam... za­wsze można się za­wieść na dru­gim czło­wieku - po­wie­dzia­łam.

- Masz ra­cję. - Dziew­czyna w ku­cyku po­ki­wała głową.

- A tę­sk­nota?

- Wiesz, tę­skni się za wszyst­kim... Za tym, że deszcz pada, za wkur­wie­niem na korki, za pracą, za zje­ba­nym sze­fem, za ro­dziną, za tym, że cza­sem jest źle i trzeba na­pro­sto­wać sprawy. Za za­ku­pami w Bie­drze - do­dała ta naj­bar­dziej ga­da­tliwa, ta z bły­skiem w oczach.

- To cie­kawe. Wiesz, ja ostat­nio wku­rzy­łam się na ko­lejkę do kasy w Bie­drze - oznaj­mi­łam.

- Też bym chciała się po­wku­rzać.

- Wi­dzisz, a ja tego nie do­ce­niam. Można się przy­zwy­czaić do tego miej­sca?

- Tak - od­po­wie­działa śliczna dłu­go­włosa dziew­czyna.

- Nie... Ni­gdy się nie przy­zwy­czaję - od­parła ta z blond wło­sami, która była bar­dzo in­te­li­gentna i przy­jemna.

- Dla­czego?

- To miej­sce odziera czło­wieka z god­no­ści. Wiem, my­ślisz, że sie­dzę tu­taj za karę... I po­winno mi być źle.

- Nie. Wcale tak nie my­ślę - za­prze­czy­łam.

- A ja się przy­zwy­cza­iłam - mówi ta roz­ga­dana dziew­czyna z dłu­gimi ru­dymi wło­sami.

- Dla­czego?

- Dla­czego się przy­zwy­cza­iłam? Prze­czy­taj moją hi­sto­rię, a wszystko bę­dziesz wie­działa - od­po­wie­działa ru­do­włosa pięk­ność. - Je­stem Mi­sia Mała. Tu­taj mi le­piej. Tu jest moja wielka ro­dzina.

- Le­piej niż tam?

- Le­piej. Wiesz dla­czego? - Spoj­rzała mi w oczy.

- Nie mam po­ję­cia...

- Po­znaj moją hi­sto­rię.

Za­nim za­głę­bisz się w moją opo­wieść, weź so­bie te słowa do ser­du­cha!

Za­miast mnie osą­dzać i oce­niać moje ży­cie, włóż moje buty, przejdź ścieżki, które ja prze­szłam, prze­żyj moje bóle, smutki i cier­pie­nia... Wy­trzy­maj tyle, ile ja wy­trzy­ma­łam, upad­nij tam, gdzie ja upa­dłam, i pod­nieś się tak samo, jak ja się pod­nio­słam. Kiedy już na­prawdę po­znasz moją hi­sto­rię, zy­skasz prawo, żeby oce­niać moje ży­cie, tylko my­ślę, że może cię to prze­ro­snąć!

Od dzie­ciaka mia­łam ciężko, bo roz­bita ro­dzina i mi­ło­ści garść nie­wielka. Roz­bita ro­dzina to mało po­wie­dziane - stra­cone młode lata, bo w ośrod­kach i bi­du­lach prze­sie­dziane. W domu al­ko­hol i prze­moc, co­raz bar­dziej się bun­to­wa­łam. Od szó­stych uro­dzin ży­łam w wiel­kim stra­chu, moja Ko­chana Ma­mu­sia le­żała w śpiączce w szpi­talu. W końcu po pię­ciu la­tach stało się naj­gor­sze - na za­wsze ją stra­ci­łam. Ro­dzina za­stęp­cza to nie to samo, na­wet Pra­bab­cia i dal­sza ro­dzina nie da­wali so­bie ze mną rady - ja wiem, że gdzieś tam je­steś, tę­sk­nię za Tobą, Mamo!

Ojca prak­tycz­nie nie mia­łam, bo więk­szość mo­jego dzie­ciń­stwa w kry­mi­na­łach prze­sie­dział.

W końcu ko­lejna ro­dzina za­stęp­cza. Wu­jek był woj­sko­wym, tak bar­dzo nie chcę o tym pa­mię­tać. Szcze­rze go nie­na­wi­dzę, ale mu­szę o nim wspo­mnieć.

Kie­ruję to do cie­bie, ty chory pa­jacu! Jak mo­głeś tak bić małe dziecko?! W tym aka­pi­cie nie będę się za bar­dzo pro­du­ko­wać na twój te­mat, bo nie je­steś na­wet tego wart, ale parę słów so­bie za­pa­mię­taj. Kiedy tra­fisz do pie­kła, dia­beł cię nie po­mi­nie. Bę­dziesz sma­żył się w smole, srogo tego ża­ło­wał. Po­my­ślisz wtedy o mnie i bę­dziesz wspo­mi­nał moje słowa.

Do dziś pa­mię­tam, jak ucie­ka­łam z domu i szu­ka­łam po­mocy. W końcu się udało i wy­cią­gnę­łam z tego pie­kła też ro­dzeń­stwo.

Po­tem złe to­wa­rzy­stwo, ina­czej być nie mo­gło, wy­cho­wana tak na­prawdę przez brudne ulice. Bar­dzo zbłą­dzi­łam i nikt nie umiał mnie po­wstrzy­mać, na­wet ro­dzeń­stwo i do­brzy przy­ja­ciele ro­dziny. Mia­łam dwa­na­ście lat, kiedy za­czę­łam pró­bo­wać, jak sma­kują używki. Al­ko­hol, nar­ko­tyki, po­peł­nia­łam już pierw­sze prze­stęp­stwa, tak bar­dzo za­ła­ma­łam się po śmierci Mamy. Nic mi nie po­mo­gło! Bra­ko­wało mi cie­pła, wspar­cia, praw­dzi­wej ro­dziny. Ja tak nie chcia­łam żyć, prze­kli­na­łam swoje ży­cie, cią­gle przez or­gany ści­gana, wciąż na gi­gan­cie. Ucie­ka­łam z bi­duli do mo­jej scho­ro­wa­nej Pra­babci, aby przy niej być i po­ma­gać.

Mia­łam pięt­na­ście lat, gdy tra­fi­łam do MOW-u[1]. Troszkę się ogar­nę­łam, ale to było za mało, więc na nogi nie sta­nę­łam.

W dwa ty­siące szes­na­stym roku ko­lejna tra­ge­dia - uko­chana Pra­bab­cia też sta­nęła u bram nieba. Ona była dla mnie wszyst­kim, za­wsze mnie bro­niła. Zo­stały tylko sio­stry, za któ­rymi stanę mu­rem, mimo że są bar­dzo chore. Nikt nie ma prawa ich do­tknąć, po­bić, ob­ra­żać, wy­śmie­wać z po­wodu cho­rób, chyba że chce mieć ze mną na pieńku. Za­czę­łam się co­raz bar­dziej pod­no­sić, aż w końcu się udało!

Tre­ner Kuba, któ­rego po­zna­łam w ośrodku wy­cho­waw­czym na jed­nych z za­jęć - to on po­tra­fił do mnie do­trzeć. Trak­to­wa­łam go jak ojca, mo­głam za­wsze na niego li­czyć. W końcu od­kry­łam swoje pa­sje - za­pasy i trój­bój si­łowy. Ogól­nie po­szłam w sport całą sobą. A trój­bój si­łowy to moje naj­więk­sze za­mi­ło­wa­nie - nie bez po­wodu tra­fi­łam do klubu Ty­tan Team Łódź. Ciężko w MOW-ie tre­no­wa­łam, tak się od­da­łam mo­jej pa­sji, że zo­sta­łam mi­strzy­nią Eu­ropy i dwu­krotną mi­strzy­nią Pol­ski. Jako ju­nior! Z cza­sem dzięki pew­nej wy­cho­waw­czyni wstą­pi­łam do wo­lon­ta­riatu, bo pra­gnę­łam po­ma­gać in­nym dzie­ciom. Co ty­dzień by­łam w szpi­talu jako wo­lon­ta­riuszka Fun­da­cji Krwinka, dla dzieci z cho­ro­bami no­wo­two­ro­wymi. Do­brze to wspo­mi­nam mimo wi­doku cier­pią­cych ma­lu­chów.

Kiedy wy­szłam z MOW-u, nie mi­nęło dużo czasu i za­czę­łam znowu od­wa­lać. Po­wrót na stare śmieci nie był do­brym po­my­słem. Na­wet da­leka ro­dzina się mnie wy­parła i mu­sia­łam sama so­bie ra­dzić. Bra­cia, o któ­rych nie wspo­mi­nam, byli w kry­mi­nale. By­łam zdana tylko na sie­bie.

Pi­cie, po­bi­cia, kra­dzieże, dam­ski bok­ser - przy tym cią­gle mi serce krwawi, bo cho­dzę z no­żem wbi­tym. Męż­czy­zną cię nie na­zwę ni­gdy.

Szcze­rze mó­wiąc, cie­szę się, że je­stem w kry­mi­nale, bo od­cię­łam się od wszyst­kiego. Nie mia­łam skoń­czo­nych dwu­dzie­stu lat, jak tu przy­szłam, i do dzi­siaj tu tkwię. Jesz­cze tro­chę i wyjdę, za­cznę nową drogę. Jak to pi­szę, mam dwa­dzie­ścia cztery lata i bar­dzo się cie­szę, że mogę po­zna­wać do­brych lu­dzi, uczest­ni­cząc w za­ję­ciach - po wyj­ściu będę utrzy­my­wała kon­takt z Fun­da­cją Dom Kul­tury.

Chyba na ra­zie wy­star­czy, nie będę was za­nu­dzać. Trzy­maj­cie się!

Mi­sia Mała