Rozdział 1
Trzy życiorysy
Życiorys encyklopedyczny
Kiedy sięgamy po pierwsze informacje o twórcy, napotykamy zazwyczaj krótki biogram - na czwartej stronie okładki jego książki, w notce prasowej pod artykułem czy recenzją. Najbardziej rozpoznawalne rysy biografii Janusza Krasińskiego to dziecięce przeżycie wybuchu wojny, dorastanie w okupowanej Warszawie, po Powstaniu Warszawskim pobyt w obozie przejściowym w Pruszkowie, uwięzienie w niemieckich obozach koncentracyjnych: Auschwitz, Flossenbürg-Hersbruck i Dachau, a po powrocie do stalinowskiej Polski w 1947 roku: areszt, proces o szpiegostwo, osadzenie w więzieniach: mokotowskim, we Wronkach i w Rawiczu. Rok 1956, czas odwilży politycznej i kulturalnej w Polsce, w życiorysie Krasińskiego to odzyskanie wolności i moment debiutu literackiego. Taką lub podobną notkę znajdziemy w słownikach biograficznych, internecie i na okładkach książek Krasińskiego (przed 1989 rokiem informacja o Wronkach czy Rawiczu bywała, rzecz jasna, pomijana). Za lapidarnymi sformułowaniami kryją się jednak informacje nieoczywiste, które mogą otworzyć drogę do rozumienia życia i twórczości pisarza.
Podstawowe dane biograficzne wiążą losy Krasińskiego z najtragiczniejszymi przeżyciami Polaków poddanych terrorowi obu totalitaryzmów XX wieku. Wielu obywateli II Rzeczpospolitej dosięgły bowiem represje zarówno ze strony okupanta niemieckiego, jak i sowieckiego. Nierzadko też ci, którzy walczyli przeciw Niemcom, zapełniali więzienia w tużpowojennej Polsce albo ginęli z rąk UB czy KBW. Byli to przede wszystkim żołnierze podziemia niepodległościowego i członkowie konspiracji - wielu z nich spotkał Krasiński w celach na Mokotowie, we Wronkach i w Rawiczu. To jednak biografia wyjątkowa wśród twórców polskiej literatury: znamy wprawdzie autorów, których doświadczeniem był niemiecki obóz koncentracyjny (Tadeusz Borowski, Zofia Kossak, Tadeusz Nowakowski, Zofia Posmysz i wielu innych), zesłanie i sowiecki łagier (Gustaw Herling-Grudziński, Jerzy Krzysztoń) czy aresztowanie przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego (Paweł Jasienica, Leszek Prorok), ale to młody Krasiński poznał najszersze spektrum tego, co możemy nazwać "polskim losem". Aspekt młodości jest tu bardzo istotny - najtragiczniejsze wydarzenia spotkały przyszłego pisarza w okresie najbardziej intensywnego kształtowania się jego psychiki, postawy życiowej, nabywania umiejętności interpersonalnych. Swoją "edukację" przeszedł Krasiński w obozach koncentracyjnych i więzieniu stalinowskim6.
Il. 1. Zdjęcie sygnalityczne z okresu aresztowania - jedyna ocalała fotografia młodego Janusza Krasińskiego (kopia z archiwum żony pisarza, Barbary Krasińskiej)
Jakie jeszcze informacje można wyczytać z tak krótko sformułowanego biogramu pisarza? Przyjrzyjmy się dacie, która go otwiera. Janusz Krasiński urodził się 5 lipca 1928 roku w Warszawie. Oznacza to, że w chwili wybuchu wojny miał jedenaście lat i zdążył już ukończyć pięć klas szkoły powszechnej. Rok urodzenia jest niezwykle istotny w przypadku pokolenia twórców pamiętających Polskę lat 30., wybuch wojny oraz okupację. Data ta decyduje bowiem o tym, jakiego rodzaju pamięcią dysponują, w jaki sposób traumatyczne przeżycia wojny i lat następnych odcisnęły się na ich psychice, a przede wszystkim, w jaki sposób zostali ukształtowani przez system edukacyjny II Rzeczpospolitej. Krasiński urodził się zbyt późno, by przynależeć do pokolenia Kolumbów, wchodzących w dorosłość w czasie wojny i okupacji. Nieco jednak za wcześnie, by w pełni dzielić doświadczenie pokolenia "Współczesności", którego reprezentanci urodzeni po 1930 roku - tak jak Stanisław Grochowiak (1934), Marek Nowakowski (1935) czy Władysław Terlecki (1933) - nie mieli szansy zapamiętać siebie samych i świata sprzed wybuchu wojny. Dzieciństwem roczników trzydziestych stała się bowiem okupacja, a do szkoły poszły dopiero w Polsce Ludowej. Rówieśnicy Krasińskiego (choć już nie on sam) także kontynuowali naukę w PRL, ale jako grupa młodzieży, która - ukształtowana w etosie patriotycznym II Rzeczpospolitej - pozostała w dużej mierze oporna wobec ideologii komunistycznej7. Odmienne przeżywanie czasu wojny i okupacji dostrzegalne jest zresztą w twórczości pisarzy urodzonych w latach 30. Sławomir Buryła wykazał, że nawet kilka lat różnicy w dacie urodzenia przekłada się na inne postrzeganie przeszłości i sposób jej opisywania8. Niewątpliwie jednak pisarzy pokolenia "Współczesności" łączy dziecięca pamięć traumy wojennej i okupacyjnej, zupełnie inna niż pamięć osób wkraczających w wojnę jako dorośli lub prawie dorośli. Nie wdając się w zawiłości psychologii rozwojowej, możemy przyjąć, że pamięć Krasińskiego odnosząca się do tamtego czasu miała właściwość jeszcze inną, bo naznaczoną problemami okresu dojrzewania.
Metrykalnie zatem Krasiński pozostawał pomiędzy dwoma znaczącymi pokoleniami XX wieku. Z urodzoną w latach 20. młodzieżą akowską łączył go bagaż okupacyjnych i powojennych doświadczeń (choć przeżywanych zupełnie inaczej, bo był przecież o wiele od nich młodszy), z urodzonymi w latach 1930-1935 - czas debiutu9 oraz poczucie rozczarowania szybkim kresem odwilży 1956 roku. Argumenty te pozwoliły Tomaszowi Burkowi uznać, że osobowość Krasińskiego ukształtowała się na styku tych dwu pokoleń10. Tym samym nie widział w nim reprezentanta pokolenia "Współczesności"11, choć dostrzegał liczne pokrewieństwa jego utworów z dorobkiem artystycznym tej generacji. Do kwestii poetyki i wymowy wczesnej twórczości Krasińskiego przyjdzie nam jeszcze powrócić - teraz zatrzymajmy się przy samych faktach biograficznych. Wskazują one bowiem na nieprzystawalność przeżyć pisarza do ustalonych modeli pokoleniowych i kształtowanie się jego osobowości w spotkaniu z heroicznym starszym pokoleniem i pokoleniem młodszym, które nie chciało się już na ten heroizm oglądać i zwróciło się ku doświadczaniu rzeczywistości. Paradoksalnie życiorys kojarzony z "polskim losem" nie pozwolił Krasińskiemu na pełną identyfikację pokoleniową i skazał go na pewne wyobcowanie, z drugiej strony - bycie "pomiędzy" umożliwiało dialog z różnymi postawami i światopoglądami.
Czytając skrócony biogram Krasińskiego, warto jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że powojenne więzienie pozbawiło przyszłego pisarza doświadczenia socrealizmu. Odsiadując wyrok, nie miał okazji być świadkiem ani tym bardziej nie mógł wziąć udziału w upadku, jakiego wówczas doznała powojenna kultura. Upadek ten wyrażał się nie tylko w produkcji sztampowych, pozbawionych wartości artystycznej dzieł, ale przede wszystkim w uległości twórców wobec nowej władzy - godzących się, by pomagać w jej wprowadzaniu i umacnianiu, piszących poematy na cześć Stalina i krytycznoliterackie oskarżenia pod adresem kolegów po piórze. "Socrealizm wciągnął w swoją orbitę setki pisarzy. Nie był wprowadzany przemocą; odmowa udziału nie narażała na represje, co najwyżej - bo nie każdego - na przymusowe milczenie" - pisał Zbigniew Jarosiński12. Przekonanie o nieuniknioności zwycięstwa komunizmu, nazwane przez Miłosza "heglowskim ukąszeniem"13, czy ochocze, bo nagrodzone wielkimi nakładami, wzięcie udziału w "hańbie domowej" (jak diagnozował Herbert w rozmowie z Jackiem Trznadlem)14, stało się fragmentem życiorysu wielu polskich twórców, również tych, którzy po 1968 roku zaczęli przyjmować postawy opozycyjne wobec rządzących Polską Ludową. To oczywiste, że dla tej części polskich twórców spojrzenie wstecz oznaczało co innego niż dla Krasińskiego - nie tylko w sferze ocen własnej przeszłości, ale także w wymiarze diagnozy początków PRL.
Znamienne, że w biogramach zamieszczanych na okładkach dzieł Krasińskiego rejestr najważniejszych wydarzeń z życia pisarza zamyka się wyjściem na wolność w 1956 roku i od tej daty otwiera się spis jego dokonań literackich. Zdaniem wydawców, ale i samego twórcy, który najpewniej notki te pisał lub przynajmniej zatwierdzał, właśnie te informacje najprecyzyjniej definiują jego sylwetkę jako autora.
Dalszej części życiorysu należy poszukiwać w obszernych notach encyklopedycznych i słownikowych, zaś szczegółowych wyjaśnień - w licznych wywiadach i wypowiedziach autobiograficznych.
Życiorys opowiedziany
W latach 90., tuż po ukazaniu się powieści Na stracenie (1992), Krasiński udzielił wywiadów, w których opowiedział wiele szczegółów ze swojej przeszłości. Była to odpowiedź na zainteresowanie pisarzem i pokrewieństwem jego losów z dziejami stworzonego przez niego bohatera literackiego. W sytuacji bowiem, gdy mamy do czynienia ze zbieżnością życiorysów: autorskiego i fikcyjnego, zawsze pojawia się czytelnicze pragnienie ich skonfrontowania, potwierdzenia lub zaprzeczenia ich spójności. Pisarze z kolei często ciekawość tę przekuwają w element strategii artystycznej, podsuwając prawdziwe lub błędne tropy, chętnie prowadząc w swojej twórczości i poza nią eksperymenty z autobiografią15. Autor Na stracenie nie wziął udziału w takiej grze. Wydawca pierwszego tomu planowanego cyklu wyraźnie zaznaczał: "powieść Krasińskiego nie jest autobiografią. Stanowi ona literackie świadectwo przeżyć pisarza, który doświadczył dwóch nieludzkich systemów: nazizmu i komunizmu"16. W wywiadach pisarz przywoływał dokumenty, które traktował jako swój "certyfikat" do pisania o przeszłości. Zaświadczają one, że brał udział w zdarzeniach, które umieścił w powieści. Są to: numer obozowy z Auschwitz (191497), akt oskarżenia z 1947 roku oraz wyrok uniewinniający z 1998 roku. Pisarz opowiadał dużo, przede wszystkim o pobycie w obozach koncentracyjnych, więzieniu i latach tuż po wyjściu na wolność. Podawał nawet więcej szczegółów faktograficznych, niż znajdziemy w jego cyklu prozatorskim, być może pośrednio udowadniając, że powieść nie jest mu potrzebna do zbudowania autobiografii, lecz do zrealizowania zupełnie innych celów. Nie oznacza to oczywiście, że posłużenie się własnym życiorysem w konstruowaniu bohatera literackiego nie będzie miało konsekwencji w rozumieniu własnej przeszłości i sposobie opowiadania o niej. Tę kwestię przyjdzie nam jeszcze rozważać - teraz skupmy się na tym, które wydarzenia Krasiński wydobył ze wspomnień i ujawnił w swojej "autobiografii opowiedzianej". Tak można bowiem nazwać narracyjną całość, która wyłania się z wywiadów przeprowadzonych z pisarzem, a przede wszystkim z jego wypowiedzi wspomnieniowych: w radiu, filmie dokumentalnym Joanny Żamojdo Cenzurowany życiorys, eseistycznych życiorysach publikowanych w czasopismach, a także przemówieniach wygłaszanych z okazji odbierania nagród literackich.
Pisarz często rozpoczynał od wyznania, że przed wybuchem wojny miał szczęśliwe dzieciństwo, choć naznaczone kryzysem ekonomicznym lat 30. Jego ojciec, Franciszek Krasny-Krasiński, był właścicielem dużej firmy obuwniczej "Krasny", świetnie prosperującej w latach 20., ale stopniowo podupadającej aż do bankructwa. Krasiński pamiętał najpierw wspaniałe, gustownie urządzone mieszkanie przy ulicy Senatorskiej 26 i odbywające się tam wystawne przyjęcia rodzinne, później przeprowadzkę na Nowy Świat (róg ulicy Foksal) do nieco już mniejszego lokum, w końcu licytację podwarszawskiej willi i osiedlenie się w kamienicy pod adresem Mariensztat 20. We wspomnieniach pisarza ten okres dzieciństwa to idylla, na straży której stała całkowicie oddana życiu rodzinnemu matka, jak również ojciec, który obdarzał swoje najmłodsze dziecko wielką miłością ("ojciec bardzo mnie kochał" - mówił w radiu Krasiński). Najchętniej opowiadaną przez pisarza anegdotą z tego wczesnego okresu była ta, według której kilkuletni Janusz zgubił się w ogrodzie Saskim i wszyscy go szukali. Dlaczego to takie ważne? Przyszły pisarz był dzieckiem z drugiego małżeństwa swoich rodziców - oboje byli wdowcami, kiedy się pobierali. Dzielił ich natomiast status społeczny - matka, Zofia, była perukarką w teatrze. Janusz miał przyrodnie rodzeństwo - ze strony matki dwie siostry (obie zmarły na gruźlicę) oraz dorosłego brata i cztery siostry z pierwszego małżeństwa ojca, z którymi jednak z czasem stracił kontakt. Po zakończeniu wojny na wracającego do Polski dziewiętnastolatka nikt nie czekał, a kiedy został aresztowany - nikt go nie szukał.
Wróćmy jednak do czasu, kiedy Krasiński był dzieckiem - po rozpoczęciu nauki w szkole powszechnej wstąpił do harcerstwa. Tuż po wybuchu wojny jego oddział harcerski, złożony z chłopców zaledwie jedenasto-, dwunastoletnich, otrzymał zadanie pilnowania taboru kolejowego i obserwowania stacji towarowej. To wtedy przyszły pisarz po raz pierwszy (jak sam podkreślał) uniknął śmierci - bomby niemieckie nie dosięgnęły wagonu, w którym czatowali chłopcy, choć spadły tuż obok. W pamięci Krasińskiego głęboko wyryły się wspomnienia bombardowanych warszawskich kamienic: dźwięk nadlatujących samolotów, drżenie ścian, zawalanie się budynków i modlitwy mieszkańców. W czasie okupacji, tak jak wielu innych młodych warszawiaków, wrócił do szkoły powszechnej - ta, do której uczęszczał, mieściła się na ulicy Karowej 18. Następnie uczył się w szkołach zawodowych: innych - oficjalnie - nie było. Jak wspominał: "ciekawiła mnie historia, chciałem zostać fizykiem, zaś w wolnych chwilach zamierzałem pisać kowbojskie książki. Czytałem wtedy Baxtera, Curwooda, Londona i Karola Maya"17. W swoim Curriculum vitae szybko jednak dodawał, że wśród jego lektur znajdowały się także pozycje poważniejsze: Mickiewicz, Słowacki, Prus...18 Jako trzynastolatek wstąpił do Szarych Szeregów i poznał realia konspiracji, choć z uwagi na młody wiek nie uczestniczył w spektakularnych akcjach. Przeszedł szkolenie i nauczył się obsługiwać broń, ale jego głównym zadaniem było spisywanie wjeżdżających do Warszawy i opuszczających miasto samochodów, noszenie poczty, niekiedy prowadzenie rozpoznania i stanie na czujce podczas działań podziemia.
Ojciec Krasińskiego, z powodu podeszłego wieku niezmobilizowany i niebiorący udziału w walkach, zmarł w okupowanej Warszawie w grudniu 1943 roku. Kiedy wybuchło powstanie, szesnastoletni Janusz nie zdołał dotrzeć do swojej jednostki, a tam, gdzie się przyłączył - na ulicy Ogrodowej - nie otrzymał broni. Dlatego wrócił do matki na Mariensztat, niebawem zajęty przez Niemców. Kamienica, w której mieszkali, została podpalona, szczęśliwie tym razem hitlerowcy nie rozstrzeliwali masowo cywilów. Krasiński zapamiętał jednak, że zamordowali wtedy niepełnosprawnego mężczyznę w podeszłym wieku, wyniesionego przez rodzinę na bujanym fotelu. Został zastrzelony, bo nie mógł iść o własnych siłach.
Mieszkańcy podpalonych domów trafili do obozu przejściowego w Pruszkowie. Kobiety od razu, mężczyźni dzień później, po zbudowaniu niemieckich barykad. Zofia Krasińska, z uwagi na wiek, została zwolniona z obozu. Wróciła tam jednak, aby towarzyszyć synowi, i wsiadła z nim razem do transportu kolejowego - miała bowiem przekonanie, że pojadą na roboty przymusowe do Niemiec i razem będzie im łatwiej doczekać końca wojny. Niestety, ta heroiczna decyzja okazała się dla niej tragiczna. Pociąg dowiózł ich bowiem do Auschwitz, tam matka i syn zostali rozdzieleni. Pisarz wspominał, że matka wcisnęła mu do ręki chleb - on z kolei zdołał jedynie rozerwać bochen i zwrócić jej połowę. To był ostatni raz, kiedy widział matkę. Wiele lat później w aktach Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau znalazł dokument pośrednio potwierdzający jej śmierć w obozie. Wyciąg z akt, który Krasiński zacytował w swoim Curriculum vitae, brzmi:
Krasny-Krasińska Zofia, ur. 1887 r., została przywieziona do obozu koncentracyjnego Oświęcim Brzezinka (KL Auschwitz-Birkenau) w dniu 12.8.1944 r., transportem osób cywilnych osadzonych w obozie po wybuchu powstania zbrojnego w Warszawie. W obozie oznaczona jako więźniarka polityczna [...] numeru obozowego brak19.
Pisarz objaśnił ten zapis następująco:
Niewydanie numeru przy wejściu do obozu równało się wyrokowi śmierci. Najprawdopodobniej dołączono ją, ze względu na jej niespokojne zachowanie, do jakiejś grupy idących do gazu Żydów. Inne kobiety po paru dniach dały o sobie znać. [...] Moja matka nie odezwała się już nigdy20.
Opowieść o matce, która - chcąc ocalić syna - sama wydała na siebie wyrok, wielokrotnie powraca we wspomnieniach pisarza. Krasiński miał bowiem przeświadczenie, że poświęcenie matki było niepotrzebne i oboje mieli szansę ocaleć. Przeżycie to zostało bardzo mocno wpisane w biografię Szymona Bolesty - bohatera cyklu powieściowego Na stracenie. Przyszłemu pisarzowi udało się przetrwać obóz w Auschwitz - w jego przekonaniu dzięki młodemu wiekowi, pomocy innych więźniów i ludzkim odruchom niektórych Niemców. Jak wynika z relacji Krasińskiego, na przełomie września i października 1944 roku został przewieziony, wraz z grupą około dwustu mężczyzn, do Hersbruck, miejscowości leżącej w Niemczech. Znajdował się tam jeden z podobozów obozu koncentracyjnego Flossenbürg. Osadzeni tam więźniowie (Żydzi, Polacy, ale także Włosi, Francuzi, Niemcy, Rosjanie, Czesi) wykorzystywani byli przede wszystkim do pracy w pobliskim kamieniołomie. Krasińskiego także najpierw zatrudniono tam, a następnie przy załadunku gliny. Po pewnym czasie trafił do kuchni, gdzie przydzielono go do obierania ziemniaków. Jak łatwo się domyślić, to lżejsze zajęcie pozwoliło mu przetrwać do kwietnia 1945 roku, czyli do czasu, kiedy SS zarządziło ewakuację więźniów i załogi w kierunku obozu Dachau. Zbliżał się bowiem front i Niemcy nie chcieli stracić darmowej siły roboczej; na miejscu pozostawili jedynie najbardziej wycieńczonych więźniów (wyzwolonych wkrótce przez armię amerykańską). Słowo "ewakuacja" jest tutaj eufemizmem: organizowane tuż przed nadejściem aliantów wymarsze więźniów - głodujących, rozstrzeliwanych po drodze, pokonujących pieszo wyczerpujące trasy - nazywane są w historiografii "marszami śmierci". Krasiński przeszedł w ten sposób drogę do Dachau, tam doczekał wyzwolenia przez wojska amerykańskie 29 kwietnia 1945 roku. Nie oznaczało to jednak powrotu do Polski. Przyszły pisarz przez kolejne dwa lata przebywał na terenie Niemiec, w amerykańskiej strefie okupacyjnej. Pierwsze dwa miesiące po uwolnieniu, zupełnie wycieńczony, spędził w szpitalu, potem przebywał w obozach strzeżonych przez aliantów.
W Niemczech, tuż po zakończeniu działań wojennych, przebywało około siedem milionów osób z różnych krajów okupowanych wcześniej przez III Rzeszę; znaczną część stanowili Polacy21. Byli wśród nich wyzwoleni więźniowie obozów koncentracyjnych, a także przymusowi robotnicy w III Rzeszy, nazywani przez aliantów dipisami (ang. displaced person). Zostali umieszczeni w specjalnych obozach, w których czekali na repatriację do swoich ojczyzn lub na emigrację do innych krajów. Zapewniono im wyżywienie, ubranie i opiekę medyczną. Miejsca te były nadzorowane przez strażników alianckich, ale miały także samorządową administrację, namiastkę instytucji kulturalnych, własne czasopisma. Bardzo istotnym działaniem było otworzenie szkół - na każdym poziomie edukacji. Nauczano według programu przedwojennego, duży nacisk kładąc na lekcje historii i języka polskiego, co najważniejsze jednak - przekazywano uczniom postawę wyraźnie antykomunistyczną. Fakt ten niepokoił aliantów, ponieważ wzrastała w młodzieży świadomość, że wyzwolona od Niemców Polska nie jest wolna, co oznaczało, że nie będą chcieli do niej wracać. A pytanie: wracać czy nie wracać, bardzo szybko stało się najpoważniejszym wyborem życiowym i młodzieży, i dorosłych. W obozach alianci, jak również emisariusze z Warszawy, prowadzili agitację na rzecz repatriacji. Z kolei wysłannicy rządu londyńskiego odradzali powrót, ostrzegając przed represjami, jakie mogą czekać w Polsce byłych dipisów. Wobec podjęcia decyzji o powrocie do kraju lub udaniu się na emigrację stanął także niespełna dziewiętnastoletni Krasiński.
Zanim jednak ją podjął, przebywał kolejno w Monachium, Wildflecken i Mannheim, uczęszczał do szkoły średniej i wstąpił do Polskich Oddziałów Wartowniczych. Pisarz nie wyjaśniał dokładniej specyfiki tej organizacji, dlatego sięgnijmy ponownie do opracowań historycznych. POW były formacją pomocniczą podlegającą armii amerykańskiej, mającą za zadanie między innymi strzeżenie składów wojskowych i zdobytych magazynów, sprzętu, a przede wszystkim pełnienie warty w obozach jenieckich. Jak podaje historyk Stefan Artymowski, w zamierzeniu rządu emigracyjnego POW miały stać się przyszłym zalążkiem oddziałów wojskowych22. Przeczuwały ten zamiar także władze w Warszawie, dlatego protestowały przeciwko funkcjonowaniu tychże oddziałów.
Krasiński z pewnością miał wiedzę o profilu ideologicznym nowej władzy w Polsce i nie ulega wątpliwości, że się z nią nie utożsamiał. Trudno ocenić, czy nie był w pełni świadomy niebezpieczeństwa, jakie czekało go w kraju, czy może raczej zlekceważył ostrzeżenia. W momencie, kiedy zdecydował się na powrót - czyli na początku 1947 roku - w Polsce trwała walka z podziemiem niepodległościowym i mnożyły się aresztowania konspiratorów z czasów okupacji. Mimo agitacji warszawskich wysłanników dipisi coraz mniej chętnie decydowali się na przyjazd do Polski - przeczekiwali lub wybierali emigrację. Ci, którzy zostawili w Polsce rodziny, oraz ci, którzy wybrali udział w konspiracji przeciwko władzy ludowej, wracali. Krasiński nie miał już nikogo z bliskich: rodzice nie żyli, a z przyrodnim rodzeństwem nie miał kontaktu. Nie należał też do żadnej organizacji, która zleciłaby mu misję w Polsce. Dlaczego więc wrócił? Może wiodła go nadzieja, że matka jednak nie zginęła w Auschwitz i spotka ją na gruzach ich domu? A może chciał odnaleźć swoich kolegów i przyjaciół? Sam pisarz niewiele mówił o powodach, które skłoniły go do powrotu do kraju. Wydaje się, że dla młodego Polaka decyzja ta była po prostu naturalna.
Wrócił do Polski w maju 1947 roku - pociągiem towarowym, tak jak inni repatrianci. Zatrzymał się u kolegi, którego poznał w obozie dla dipisów. W Warszawie spotkał Wiesię, szkolną koleżankę, która przed wojną mieszkała w tej samej kamienicy. To przypadkowe spotkanie wyzwoliło ciąg równie przypadkowych zdarzeń, które okazały się katastrofalne w skutkach. Pierwsze to odwiedziny u znajomego matki Wiesi, przedwojennego działacza PSL. Drugie to wycieczka dwojga młodych ludzi i zrobienie zdjęcia ruin ich kamienicy na tle zbombardowanego mostu Kierbedzia. Wydarzenia te, jak również dalsze szczegóły życiorysu Krasińskiego, są dobrze znane czytelnikom jego powieści: tak jak bohater Na stracenie, Szymon Bolesta, pojechał do Gdańska, aby spotkać się ze znajomym Wiesi z AK, który był wówczas fotografem. Przyszły pisarz planował zaciągnąć się na statek i zostać marynarzem. Ten krótki okres życia Krasiński zawsze przedstawiał jako czas beztroski i snucia niekoniecznie dojrzałych planów. Nic w tym dziwnego: dziewiętnastolatek po traumatycznych przeżyciach wojny, okupacji, powstania i kapitulacji Warszawy, po obozach koncentracyjnych i marszu śmierci mógł w końcu przyznać sobie prawo do bycia młodym...
Było jednak lato 1947 roku i aparat terroru działał w Polsce Ludowej coraz intensywniej - zwalczał wciąż aktywne oddziały partyzanckie oraz represjonował nawet tych, którzy się ujawnili w ramach ogłoszonej amnestii. Jak podkreślają historycy, rok 1947 to czas rozprawy z politykami przede wszystkim Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz działaczami Stronnictwa Narodowego, którzy planowali podjąć legalne działania opozycyjne23. Krasiński, już po aresztowaniu, także nabrał przekonania, że miało ono związek z prześladowaniem działaczy PSL: śledczy próbowali nakłonić go do zeznań w różny sposób obciążających znajomego działacza tej partii.
Wydaje się to bardzo prawdopodobne, choć nie wiadomo, czy właśnie ta znajomość była bezpośrednią przyczyną aresztowania, a wcześniej prowadzenia gry operacyjnej mającej dostarczyć materiały potrzebne do postawienia nastolatka w stan oskarżenia (już w areszcie Krasiński dowiedział się, że znajomy fotograf był agentem bezpieki). Badania historyków wykazują, że aparat bezpieczeństwa interesował się młodymi ludźmi wracającymi z Zachodu, nawet jeśli byli to "tylko" dawni więźniowie hitlerowskich obozów24. Wprawdzie Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego dopiero pod koniec lat 40. podjęło intensywne prace nad inwigilacją członków Polskich Oddziałów Wartowniczych, ale już niemal od momentu powstania tej formacji aparat bezpieczeństwa uznawał ją za organizację służącą szkoleniu przyszłych szpiegów. Bezpieka mogła początkowo nie posiadać informacji o przynależności Krasińskiego do POW, ale już sam fakt, iż jako nastolatek musiał zetknąć się w obozach dla dipisów z polskimi oficerami oraz emisariuszami rządu londyńskiego, z pewnością zwrócił jej uwagę. Z ustaleń historyka Janusza Wróbla wynika, że nawet:
Już na granicy repatrianci z Zachodu byli przesłuchiwani przez funkcjonariuszy specjalnych grup operacyjnych Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego oraz wojskowego kontrwywiadu. Na masową skalę werbowano tajnych współpracowników, dokonywano również aresztowań osób, które z różnych powodów uznano za niebezpieczne dla Polski Ludowej25.
Pisarz dopiero podczas śledztwa zdał sobie sprawę, że był pod obserwacją od samego przyjazdu do Polski, a kiedy okazało się, że nie podejmuje realnej działalności szpiegowskiej - został aresztowany pod fałszywymi zarzutami, aby śledczy mogli na nim wymuszać zeznania obciążające różne osoby. Aresztowanie miało miejsce 24 lipca 1947 roku, czyli niedługo po dziewiętnastych urodzinach zatrzymanego, oczywiście: w nocy. Krasiński relacjonował, że na około dziesięć dni trafił najpierw na Kamienną Górę w Gdyni, czyli do jednej z siedzib Informacji Wojskowej, a następnie został przetransportowany do Warszawy, na ulicę Oczki, gdzie mieścił się Główny Zarząd Informacji Wojska Polskiego.
Opowiadając o przebiegu śledztwa, pisarz podkreślał, że nie był bity, a jedynie zastraszany, wielokrotnie przesłuchiwany... Dowodem jego przestępstwa miało być zdjęcie zrobione koleżance, na którym widać także most Kierbedzia. Śledczym nie przeszkadzało, że most leży w gruzach i żadna agencja wywiadowcza nie będzie miała z takiej ilustracji żadnego pożytku. Nie o prawdę jednak chodziło, ale o złamanie młodego człowieka. Pod koniec śledztwa przy Krasińskim została "znaleziona" instrukcja szpiegowska, według której młodociany szpieg miał - między innymi - rozpracować jedną dywizję lotniczą, w tym zdobyć dane osobowe oficerów, szczegóły techniczne dotyczące lotnisk, samolotów. Podobnie miał postąpić wobec marynarki wojennej, a ponadto sprawdzić, czy istnieją złoża uranu na Śląsku... Zapisana w akcie oskarżenia instrukcja brzmi groteskowo, ale sąd potraktował ją zupełnie serio. Prokurator domagał się kary śmierci. Jedynie adwokat Krasińskiego, przyznany mu z urzędu, odważył się podać w wątpliwość wiarygodność tej wagi zadań szpiegowskich, które należałoby przydzielić co najmniej kilku świetnie wyszkolonym agentom. Pisarz zapamiętał też znamienną wypowiedź obrońcy o nim i jego koleżance oskarżonej w tym samym procesie: "Tych dwoje, co siedzą tu, na ławie oskarżonych, powinno siedzieć nie w sądzie, lecz w urzędzie stanu cywilnego, gdzie dostaliby ślub, nie wyrok"26. Ten ogromny akt odwagi mecenasa Wacława Bitnera - w tamtym czasie adwokaci byli bowiem raczej pomocnikami prokuratorów - prawdopodobnie sprawił, że oskarżonemu zasądzono wyrok jedynie piętnastu lat więzienia. Było to 6 stycznia 1948 roku.
Po ogłoszeniu wyroku Krasiński wrócił do więzienia na Rakowieckiej, gdzie przebywał od czasu zakończenia śledztwa, czyli prawdopodobnie od listopada 1947 roku. W celi przewidzianej na kilkanaście osób tłoczyło się około stu więźniów. Byli to przedstawiciele przedwojennej inteligencji, bohaterowie antyniemieckiej konspiracji, chłopi, którzy udzielili schronienia partyzantom, kilku złodziei, a do tego esesman i folksdojcz... Wśród najbardziej znanych osób Krasiński wymieniał w wywiadach: Tadeusza Płużańskiego (sądzonego w sprawie Witolda Pileckiego), pułkownika Wacława Lipińskiego, mecenasa Władysława Siłę-Nowickiego, profesora Władysława Tarnawskiego, księdza Józefa Stępnia, tłumacza Jana Radożyckiego, Władysława Bartoszewskiego, kapitana Ryszarda Jamontta-Krzywickiego (adiutanta generałów Tokarzewskiego, Grota-Roweckiego i Bora-Komorowskiego) oraz Kazimierza Gorzkowskiego. Ci dwaj ostatni otoczyli szczególną opieką młodego więźnia, podtrzymywali na duchu i dzielili się z nim prowiantem z otrzymywanych od rodziny paczek (Krasiński nie miał bliskich za murami więzienia). W tej niezwykłej celi przyszły pisarz przeszedł kurs niemal uniwersytecki, ponieważ odbywały się tam wykłady z historii Polski, literatury, języków obcych (angielskiego, francuskiego i łaciny), matematyki i fizyki, a nawet historii starożytnego Wschodu. "Notatki robiło się na tabliczkach z chleba, natłuszczonych i posmarowanych proszkiem do zębów" - opowiadał Krasiński w poświęconym mu filmie dokumentalnym. W niedziele odbywały się msze święte. Wszystko w jak największej tajemnicy przed strażnikami - za najmniejsze bowiem przewiny więźniów czekał karcer. Nocą z celi wyprowadzano więźniów skazanych na śmierć. Widok ludzi wleczonych na egzekucję, szamoczących się, z obwiązaną szmatą głową, dopełnił "edukacji" Krasińskiego.
Wkrótce (jesienią 1948 roku) został przewieziony do więzienia we Wronkach, znowu po roku wrócił na Rakowiecką, by ostatecznie trafić do Rawicza. Tam panował największy rygor, wymyślne szykany strażników, źle ogrzewane cele. Aż do śmierci Stalina nie było dostępu do książek (poza broszurą zoologiczną o raku, a w innych celach na przykład botaniczną o uprawie chmielu), co bardzo utrudniało wieloletnie usiłowania, by przetrwać. Jak opowiadał pisarz, nie tyle nienawiść klawiszy do więźniów, polewanie sienników wodą, ciągła groźba karceru i "szatańskiej miłości"27, ale - co być może trudno nam dziś zrozumieć - nuda, brak jakiegokolwiek zajęcia, wszechogarniająca pustka intelektualna były największą, zatruwającą umysł, uciążliwością. Jedyne, co pozostaje zrobić, to - jak powie pisarz - "ślepia w ścianę"28. Ta tortura psychiczna wpędzała młodego więźnia (i wielu innych) w głębokie stany depresyjne i doprowadzała do myśli samobójczych. "Wyście są tu nie na uczenie, wyście są tu na zgnojenie" - takie wyjaśnienie usłyszał Krasiński od strażnika, kiedy z kilkoma młodymi więźniami poprosił o książki do nauki29. A zgnojenie polegało również na tym, że dwudziestolatka świadomie umieszczono w celi z gruźlikiem. A gdy się już zaraził - odmówiono leczenia. Bez pomocy lekarzy-więźniów, którzy podawali mu streptomycynę pozostałą w zużytych ampułkach, zapewne nie doczekałby śmierci Stalina, która dla osadzonych oznaczała poprawę warunków i dostęp do lekarstw. W maju 1956 roku ogłoszono amnestię - tej samej wiosny Janusz Krasiński wyszedł na wolność.
W zasadzie nie była to wolność - a swoboda, jak sam podkreślał30. Dotarłszy z Rawicza do Warszawy, z trudem rozpoznawał miasto swojego dzieciństwa. Przez niemal dziewięć lat stolica zmieniła się nie do poznania - wprawdzie podniesiona z gruzów, za to o innym obliczu. Dwudziestosiedmioletni były więzień nie miał rodziny ani znajomych. Kazimierz Gorzkowski, któremu jeszcze długo przyszło czekać na uwolnienie, dał mu swój adres. Krasiński zamieszkał więc przy ulicy Karłowicza razem z żoną i córką swojego więziennego dobroczyńcy. Podjął pracę najpierw w drukarni, potem jako magazynier. Postanowił także zdać maturę, do której był świetnie przygotowany już w więzieniu. Niestety, wcześniejszy fragment życiorysu zaciążył najpewniej na tym, że egzamin nie został mu zaliczony. Pytany o to, czy Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina był inwestycją czy darem, obstawił złą odpowiedź. Kiedy budowla była wznoszona, siedział za kratami, a tam nie dochodziły informacje jak ta, że PKiN był "darem narodu radzieckiego dla narodu polskiego". Tak poważna luka w wiedzy nie pozwoliła mu uzyskać peerelowskiego świadectwa dojrzałości. Jak wspominał w wypowiedzi radiowej, był zdruzgotany tym, że nie może pójść na studia i zdobywać wykształcenia.
Tuż po wyjściu z więzienia Krasiński zaczął pisać - wieczorami, po pracy i w przerwach od nauki. "Jeśli nauka przeszkadza ci w pisaniu, rzuć naukę" - doradzał mu, dostrzegłszy jego talent literacki, Julian Przyboś. Skąd znajomość ze słynnym poetą przedwojennej Awangardy Krakowskiej? Krasiński bardzo szybko dostał się do kręgów literackich, głównie za sprawą współwięźniów, którzy także już wyszli na wolność: Adama Obarskiego, przed wojną redaktora pism socjalistycznych, i Władysława Bartoszewskiego.
Debiutował w prasie jeszcze tego samego, 1956 roku - na fali odwilży październikowej. Jako pierwszy ukazał się więzienny wiersz Karuzela (w dwutygodniku "Po Prostu"), niedługo później "Przegląd Kulturalny" wydrukował opowiadanie Potworek, również o tematyce więziennej. Następny rok - co warto dopowiedzieć - to wysyp publikacji autorstwa Krasińskiego. Na początku 1957 roku czasopismo "Kierunki" opublikowało wiersz Drewniaki, niemal równolegle w "Stolicy" ukazało się opowiadanie Jakie wielkie słońce, a w kolejnych miesiącach na łamach pism regularnie pojawiały się inne jego krótkie formy prozy więziennej: Szpicel, Pulower, a także nowela współczesna Auto stop oraz dwa artykuły dotyczące upowszechniania kultury: Przymus nieunikniony i Muza za kratą (o więzieniu dla młodocianych w Iławie).
Trwała odwilż polityczna i kulturalna, a proza pisarza-więźnia cieszyła się sporym zainteresowaniem. Inni twórcy otoczyli debiutanta życzliwością, sam zaś Krasiński rozszerzał krąg znajomych o młodych twórców. Wkrótce bowiem poznał Stanisława Grochowiaka, Marka Nowakowskiego, Władysława Lecha Terleckiego; zaprzyjaźnił się z Włodzimierzem Odojewskim, za którego namową i z którego pomocą trafił do zespołu redakcyjnego Teatru Polskiego Radia w 1960 roku. Od 1958 roku współpracował z dwutygodnikiem "Współczesność", na przełomie lat 60. i 70. prowadził dział prozy w tygodniku "Kultura", później wszedł w skład redakcji "Dialogu".
Niedługo po wyjściu z więzienia Krasiński ożenił się z córką Kazimierza Gorzkowskiego, Anną, i doczekał się z tego związku syna. Po kilku latach małżeństwo się rozpadło. Pisarz w 1964 roku poślubił poznaną w radiu redaktorkę działu muzycznego Barbarę Stramik, z którą miał córkę i syna.
Można by więc powiedzieć, że Janusz Krasiński osiągnął coś na kształt stabilizacji: założył rodzinę, został zawodowym literatem, o czym zaświadczało przyjęcie go do Związku Literatów Polskich31. Nic jednak bardziej mylnego. Mimo że otaczała go życzliwość kolegów pisarzy (nawet tych, którzy mieli za sobą epizod fascynacji stalinizmem), to - jak sam przyznawał - czuł się niczym greccy metojkowie, czyli ludzie nieposiadający żadnych praw. Ciągnął się bowiem za nim cień więziennego życiorysu, a nawet, jak się później okazało, pismo przewodnie informujące ludzi i instytucje, z którymi się stykał, że mają do czynienia z więźniem politycznym i amerykańskim szpiegiem. W efekcie do końca trwania PRL nie udało mu się podpisać umowy o pracę zapewniającej stały pełny etat. Nie bez znaczenia był także fakt, że Krasiński nie wstąpił do partii, jawnie dystansował się od działaczy peerelowskich, nie pisywał tekstów publicystycznych na zamówienie, a we władzach ZLP (w latach 1978-1980 był wiceprezesem Zarządu Głównego) reprezentował odłam opozycyjny. Mógł jednak pisać - choć jak się szybko okazało - najważniejsze maszynopisy musiały długo pozostawać w szufladzie jego biurka. A biurko to było skądinąd niezwykłe, ponieważ wcześniej należało do Aleksandra Wata, który będąc już na emigracji, zameldował Krasińskich w swoim mieszkaniu (razem z siostrą Oli Watowej, Joanną Weintraub).
Il. 2. Z żoną Barbarą, lato 1966 (z archiwum żony pisarza, Barbary Krasińskiej)
Lata 1965-1980 można uznać za okres rozkwitu kariery literackiej pisarza: ukazywały się jego dramaty (radiowe i sceniczne), kolejne tomy opowiadań i reportaży, powieści o tematyce okupacyjnej oraz scenariusze telewizyjne. W 1974 roku otrzymał nawet Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, który nazywany był wówczas "chlebowym", ponieważ zapewniał dodatek do emerytury. Uporządkowany spis wydanych wtedy utworów nie oddaje jednak licznych kłopotów, jakie napotykał pisarz: wkrótce po 1956 roku cenzura się zaostrzyła i nie było możliwe wydawanie utworów o tematyce więziennej w dotychczasowym kształcie, jego dramaty zdejmowano ze sceny wkrótce po premierze, a wspomniane scenariusze autor uznawał w wielu przypadkach za chałtury, którymi ratował domowy budżet.
Ważny w autobiografii Krasińskiego, o czym mówił obszernie we wspomnieniach radiowych, a także poświęconym mu filmie dokumentalnym, był jego udział w Kongresie Kultury, który rozpoczął się 11 grudnia 1981 - czyli dwa dni przed ogłoszeniem stanu wojennego. Obrady zaplanowane na 13 grudnia odwołano, a uczestnicy zastali zamknięte drzwi do tej części Pałacu Kultury, gdzie w poprzednich dniach odbywały się dyskusje32. Krasiński nie podzielił losu wielu aresztowanych wówczas twórców, ale groza tamtych wydarzeń stała się dla niego impulsem do napisania cyklu prozatorskiego zapoczątkowanego tomem Na stracenie.
Swoje opus magnum tworzył więc w czasie trwania stanu wojennego, mieszkając w zrekonstruowanej wiejskiej chacie w miejscowości Kania Polska. Prowiant - z odległej o kilkadziesiąt kilometrów Warszawy - dostarczała żona Barbara, a była to wyprawa autobusowo-piesza: "Więc niosła w plecaku: pulpety, weki, ruskie pierogi, wszystko własnej roboty, trzy kilometry przez las"33. W Kani Polskiej pisarz zaangażował się w obronę pastwiska na wyspie na Bugu. Z powodu braku miejsca do wypasu krowy należące do mieszkańców wsi musiałyby trafić do rzeźnika, gospodarze zaś zostaliby pozbawieni źródła utrzymania. Pisarz - w trakcie trwającego jeszcze stanu wojennego - interweniował w urzędach, rozgłaszał sprawę w prasie, wreszcie - przyczynił się do założenia i wygrania sprawy w sądzie. Historia uratowanych pod koniec PRL krów (i oddanych pod nóż rzeźnika w dobie gospodarki wolnorynkowej) anegdotycznie zamyka autobiografię opowiedzianą przez Krasińskiego34.
Jako epilog zaś pisarz przytaczał wyrok Izby Wojskowej Sądu Najwyższego, który w 1998 roku uniewinnił Janusza Krasińskiego od przypisanego mu przestępstwa szpiegostwa.